Cześć! Może już część z Was widziała mój kącik Laleczki SurfGringo (do którego swoją drogą serdecznie zapraszam). Stworzyłam tam paru simów, którzy zainspirowali mnie do stworzenia tej historii. Wydawali mi się tacy... pełni emocji, prawdziwi. Jakby chcieli, by ich historia została opowiedziana. Jest to historia pełna magii, niesamowitych postaci i emocji, ale też rozczarowania i tragedii. Jeśli zdecydujecie się śledzić tę historię, wyruszycie w podróż do Akademii, nauczycie się paru magicznych sztuczek i poznacie prawdziwą miłość. Pisanie losów głównej bohaterki, Kiry, sprawia mi bardzo dużo frajdy, więc mam nadzieję, że równie przyjemne będzie dla Was jej czytanie.
Bez zbędnego przedłużania, zapraszam do czytania!

Dom Dusz
Ta noc była chłodna. Zimny wiatr przemykał między gałęziami drzew, porywając ze sobą uschnięte liście, które wirowały w powietrzu jak tancerze na sali balowej. Sierp księżyca zawisł wysoko na niebie, rzucając srebrzystą poświatę na morką powierzchnię jezdni. Wokół panował spokój, po ulicach co jakiś czas szwendali się pijani imprezowicze, zmierzając smętnie w stronę swoich domów. W oddali dało się słyszeć dudnienie basów. Gdzieniegdzie imprezy trwały jeszcze w najlepsze.
W jednej z uliczek potężne metalowe drzwi otworzyły się z hukiem. Z baru wytoczył się na bruk mężczyzna w średnim wieku. Głośno beknął i rechocząc pod nosem spróbował podnieść się z ziemi. Za nim wybiegła młoda dziewczyna i pomogła mu podnieść wielkie cielsko z bruku.
– Panie Flanagan! - Otrzepała utytłaną kurtkę jegomościa i poprawiła kołnierzyk. - Proszę uważać na ten schodek! Zamówić Panu taksówkę?
– Kira, dziecinko… – Mężczyzna czknął i poklepał ciemnowłosą dziewczynę po ramieniu, niemal się przy tym nie wywracając. – Jeśli… jeśli pójdę z buta, to żona… he, he… to wytrzeźwieję, zanim żona mnie zobaczy!
Mężczyzna wybuchł pijackim śmiechem i odwrócił nieobecny wzrok w stronę wylotu ulicy. Ruszył niepewnym krokiem przed siebie i niedługo potem zniknął za załomem budynku. Dziewczyna pokręciła tylko głową z dezaprobatą i wróciła do środka. W barze zostało już tylko parę osób. Jakaś młoda parka obściskująca się w rogu od paru godzin, staruszek z koślawą nogą, który co chwila wysyłał swojego niewiele młodszego kompana po kolejne piwo do baru, trójka mężczyzn w średnim wieku, z którymi Pan Flanagan przychodził wypić niejednego kielicha co piątkowy wieczór i młoda blondynka, która ze zrezygnowaniem przeciągnęła wzrokiem po sali, szukając potencjalnego towarzysza nocy, jednak po chwili zaczęła zakładać puchaty płaszcz i wyszła, zatrzaskując za sobą drzwi.
Kira weszła z powrotem za bar i włożyła pozostałe kufle do wyparzarki. Chwyciła za wilgotną szmatkę i ruszyła pozmywać stoliki.
W miarę upływu czasu bar zaczął pustoszeć, tylko staruszek poprosił na wychodnym o czterdziestkę. Wychylił ją duszkiem i z szerokim uśmiechem pokuśtykał do wyjścia. Kira spojrzała na zegarek, była druga w nocy. Nie najgorzej, pomyślała. Nawet zdąży się wyspać przed jutrzejszą Ceremonią Wstąpienia.
Było to święto obchodzone co roku w Królestwie. Każdy obywatel, który skończył 22 lata, miał obowiązek stawić się na badania, wykrywające potencjalną energię magiczną. Oczywiście dla ludzi była to tylko okazja otrzeć się o światek sławnych i bogatych, bo nie zdarzało się, by ludzie posiadali jakiekolwiek moce magiczne. Najpotężniejszą mocą obdarzeni byli Nekromanci, rasa parająca się magią niezrozumiałą dla innych, magią rzeczy martwych. Podobno najpotężniejsi z nich potrafią ożywić zmarłego, choć Kira w takie rzeczy nie wierzyła. Śmierć to siła, z którą na pewno żadna magia nie mogła się mierzyć. Niemal tak samo silni byli Animagowie. Posiadali niezwykłe moce, pozwalające im zamieniać się w zwierzęta i kontrolować jedną z najpotężniejszych sił - naturę. Niektóre ich zwierzęce cechy było widać gołym okiem. Kira widziała kiedyś w telewizji kobietę z wężowym ogonem! Nie była wtedy do końca pewna, czy to nie oszustwo, ale kiedy prowadzący programu próbował pociągnąć za ogon, kobieta syczała z bólu. Wyglądało to dość prawdziwie. Kolejną rasą były Demony, osoby uosabiające wszelką ciemność. Silne, niedostępne i wyważone. Zasiadali głownie w Parlamencie, zajmowali bardzo wysokie stanowiska w Królestwie. Po Demonach w hierarchii mocy zasiadały Wampiry. Kirze zawsze kojarzyły się z ciemnymi zaułkami i dziwnymi imprezami techno. Najmniejszą moc posiadały Nimfy, kobiety nadzwyczaj piękne, parające się magią światła. To one najczęściej uśmiechały się z wielkich billboardów, grały główne role w hitach kinowych i perfekcyjnie recytowały pogodę na następny tydzień, występując w telewizji śniadaniowej. Ach, jak ciekawie byłoby chociaż raz być w skórze takiej Nimfy! - pomyślała.
Kira zamknęła bar i ruszyła w stronę domu. Zimno przeszywało ją na wskroś, jesień w tym roku przyszła nagle i bardzo gwałtownie. Dziewczyna nie zdążyła zauważyć, kiedy upalne letnie dni ustąpiły miejsca podstępnie czyhającej na swoją kolej zimie. Opatuliła się mocniej dużym swetrem i przyspieszyła kroku.
O tych wszystkich magicznych rasach Kira uczyła się kiedyś w szkole. Pamiętała słowa nauczyciela bardzo wyraźnie: „To nie są ludzie, oni nie są tacy jak my. Są potężni i niesamowici. To oni rządzą tym Królestwem”. To by się nawet zgadzało, pomyślała. Obecny król był Animagiem, Premier był Demonem, a ich żony Nimfami. Największe gwiazdy kin też wywodziły się z rodzin nadnaturalnych, a na portalach służących do streamowania, największą popularnością cieszyły się filmy z magicznymi sztuczkami. Każdy człowiek chciał otrzeć się o ten światek sławy i luksusu. I taką okazją była Ceremonia Wstąpienia, największe święto w całym roku.
Kira minęła starą bibliotekę i skręciła w lewo. Poczuła znajomy zapach smażonych frytek dochodzący z budki, która od zawsze stała pod jej kamienicą. Skinęła głową na powitanie w stronę sprzedawcy i zaczęła wyjmować klucze z czeluści plecaka. Zajęło jej to trochę czasu. W końcu klucze zabrzęczały radośnie gdzieś na dnie. Kira wyjęła je z trudem i włożyła do dziurki. Drzwi ustąpiły z głośnym jękiem. Dziewczyna wspięła się na drugie piętro, weszła do mieszkania i nie biorąc nawet prysznica padła na łóżko. Ustawiła tylko budzik na rozsądną godzinę i momentalnie zasnęła.
***
Obudził ją donośny dźwięk śmieciarki za oknem. Z jękiem przewaliła się na bok i chwyciła za telefon leżący na stoliku nocnym. Była niemal dziewiąta, budzik zadzwoni lada chwila. Z opuchniętymi oczami i suchym jak wiór językiem zwlokła się z łóżka, zrzuciła z siebie rzeczy z poprzedniego wieczora i ruszyła do łazienki. Drzwi były zamknięte.
– Rose! – Dziewczyna zaczęła walić w drzwi. – Długo jeszcze będziesz tam siedzieć?
Kira mieszkała ze swoją starszą siostrą w mały mieszkanku niedaleko centrum. Wybłagała Rose, żeby się do niej wprowadzić zaraz po tym, jak ojciec zdradził matkę, a każdy dzień spędzony w domu rodzinnym zmieniał się w niekończącą serię kłótni, wrzasków i tłuczonych talerzy.
– Już wychodzę!
Drzwi od łazienki otworzyły się, stanęła w nich wysoka, ciemnowłosa dziewczyna. Ze środka buchnęła gorąca para.
– O matko, ale zaduch. – Kira wcisnęła głowę do pomieszczenia, ale z przerażeniem stwierdziła, że nie da się w środku oddychać. Spojrzała na starszą siostrę. – Nie idziesz dzisiaj do pracy?
Rose przeczesała palcami mokre włosy i ruszyła w stronę lodówki.
– Nie. Dzisiaj mam wolne ze względu na Ceremonię Wstąpienia. Powiedziałam, że moja siostra bierze w niej udział. – Wyjęła z lodówki kobiałkę jajek i położyła na blacie. – Z ilu jajek chcesz jajecznicę?
– Dwóch – odparła. – Myślałam, że sama będę musiała gapić się na te wszystkie ładne i obrzydliwie bogate baby.
– No coś ty! – zaśmiała się Rose. – Myślisz, że przepuszczę kolejną okazję, żeby otrzeć się o tego **** przystojnego syna Króla? Daj spokój, już od paru dni mam wybraną kreację!
– Nieźle. – Kira wyszczerzyła zęby w uśmiechu. – Dobra, idę się wykąpać i potem możesz się pokazać w swojej kreacji!
Kira weszła do łazienki i wskoczyła pod prysznic. Kąpiel zajęła jej parę minut. Nie mogła przedłużać - Ceremonia miała zacząć się za godzinę. Po kąpieli Kira i Rose zjadły razem śniadanie i rozpoczeły wspólny proces upiększania. Rose wystąpiła w pięknej, delikatniej, białej sukience.
– Ale pięknie wyglądasz – powiedziała Kira i chwyciła za rąbek sukienki. – W takiej kiecce, to ten przystojniak padnie przed tobą na kolana – zaśmiała się. – Pomożesz mi z włosami?
Rose zaplotła długie włosy siostry w dwa warkocze.
– To jak wyglada ta cała Ceremonia? - spytała Kira, przeglądając się w lustrze. Za nią stała starsza siostra.
– Jest niesamowita – zaczęła. – To prawda, co o niej mówią. Wszędzie wokół jest pełno pięknych i sławnych ludzi, cały budynek jest ozdobiony za pomocą magii! Pierwszy raz w życiu widziałam lewitujące kwiaty! Ach! – Rose westchnęła i poprawiła jeden z warkoczy siostry. – Czegoś takiego nie widzi się na codzień. Zresztą sama dzisiaj zobaczysz.
– Wow, nawet nie mogę sobie tego wyobrazić. – Kira pokręciła głową.
– To jest niesamowite. Tylko po wszystkim wracasz do domu i zastanawiasz się, czemu to akurat nie ty jesteś jednym z tych szczęściarzy. Ich życie musi być takie łatwe…
– Jestem pewna, że nie jest takie idealne. – Kira machnęła ręką. – Muszą nauczyć się posługiwać magią, a to chyba nie jest takie łatwe. Zresztą słyszałaś o tych, którym nie udało się opanować magii?
– Hm?
– Ktoś mi kiedyś w pracy opowiadał, że jeśli nie opanuje się magii w Akademii, to się umiera! – Kira zmarszczyła brwi. – Albo może nie umiera, tylko traci rozum? Albo rękę? No nie pamiętam o co dokładnie chodziło, ale…
– Daj spokój – przerwała jej Rose. – To na pewno była jakaś głupia gadanina pijaczków z baru. Nigdy o czymś takim nie słyszałam. A teraz pokaż się, nałożę ci jakąś szminkę, pożyczysz ode mnie kieckę i możemy ruszać.
Komentarz
Czekam na kolejną częśc
Odcinek 2
Ulice miasta były zatłoczone. Hałas instrumentów dętych i potoku ludzi podążających za orkiestrą, którzy śpiewali i dokazywali w rytm muzyki, skutecznie zagłuszył to, co Kira chciała powiedzieć.
– Matko jedyna, czy my się kiedykolwiek przepchamy do wejścia?! – wydarła się. Siostra nie zdawała się słyszeć ani jednego słowa. Z uśmiechem na ustach brnęła wgłąb masy ludzkich ciał, by dotrzeć do wejścia.
– Chodź – ponagliła Kirę. – Ceremonia zaraz się zacznie! Musisz to zobaczyć!
Zewsząd napierały na nie pięknie ubrane osoby, z nienagannie ułożonymi fryzurami i przypudrowanymi nosami.
Rose nagle pisnęła z ekscytacji.
– Jezu, Kira, patrz! – Wskazał palcem w bliżej nieokreślonym kierunku. – To Ciara Falcon!
Kira z zaciekawieniem podążyła wzrokiem za ręką siostry. Przed wejściem, na czerwonym dywanie stała zniewalającą piękna blondynka w złotej sukni. Rzeczywiście rozpoznała w niej kobietę, którą pare dni temu siostry widziały w jakimś romansidle. No nieźle – pomyślała.
Po dziesięciu minutach dziewczyny znalazły się gigantycznym w holu zdobionym białym marmurem, przez który przepływały żyłki złota. Kira mogłaby przysiąc, że złote elementy rzeczywiście się ruszają. Nad ich głowami lawirowała feeria kolorowych płatków róż. Jednak te nigdy nie spadały na ziemię. Kira wydała z siebie stłumiony dźwięk podziwu. Nie tylko ona wpatrzona była w nieziemski widok. Potok młodych ludzi, powoli posuwający się przez korytarz, rozglądało się z otwartymi ustami po pomieszczeniu. Dziewczęta piszczały, a mężczyźni szturchali się łokciami w żebra.
Tłum sunął wzdłuż korytarza, w którym w każdym kącie poupychane były żywe kwiaty. Idąc naprzód miało się wrażenie, że wchodzi się do magicznej krainy. I pewnie część z zebranych tutaj osób właśnie zmierzała ku nowej przyszłości. Przyszłości pełnej magii, tajemnic i piękna. Kira jednak wiedziała, że o takim życiu może tylko pomarzyć.
Dziewczyny dotarły do końca korytarza i przeszły przez gigantyczne wrota. Znalazły się w wielkiej, wielopiętrowej sali, w której znajdowały się niezliczone rzędy krzeseł i majestatyczna, nieziemska scena. Wyglądała jakby była zrobiona z… kwiatów? Kira nie mogła uwierzyć własnym oczom. Scena wyglądała jak łoże usłane milionami płatków róż, wokół zebranych lawirowały malutkie świetliki, a salę wypełniał zapach tak kojący, że chciało się w nim zatopić. Woń kwiatów, wanilii i czegoś, czego Kira nie była w stanie rozpoznać. Zapach był cierpki, wydawać by się mogło, że niemal czuć było go na języku. Co to mogło być?
Siostry zajęły najbliższe miejsca i z podnieceniem czekały na rozpoczęcie Ceremonii. Po sali co jakiś czas przebiegał podniecony szmer. Nagle światła w sali lekko przygasły, mocniejszy snop padł na centralną część sceny. Płatki kwiatów zaczęły wirować, barwy tworzyły kolarz najpiękniejszych barw. Z bezkształtnej masy kolorów zaczął tworzyć się jakiś kształt. Cała sala ucichła. Kształt zaczął poruszać się w stronę mównicy. Gdy dotarł na miejsce, płatki kwiatów w jednym momencie opadły i ukazały postać ciemnowłosej kobiety.
Cała sala zawyła z zachwytu. Oklaskom nie było końca.
– Witajcie na Ceremonii Wstąpienia! Czy jesteście gotowi na początek reszty swojego życia? – W głośnikach rozległ się ciepły głos. Oklaski znów przybrały na sile. – Część z was właśnie dzisiaj wstąpi do grona najznamienitszych osób na całym świecie. Będzie miała szansę przynieść swojej rodzinie chlubę i sprowadzić na siebie blask wiecznej chwały. – Emocje na sali zawrzały. Dziewczyna obok Kiry popłakała się z wrażenia i zaczęła chlipać, ocierając łzy rękawem ojca. – Jestem Eva Garcia, wicedyrektorka Akademii Sztuk Magii i to ja dzisiaj przeprowadzę większość z Państwa przez Ceremonię Wstąpienia. Dyrektor Arthur Delany niestety nie mógł dzisiaj zaszczycić Państwa swą obecnością. Z pewnością poznają go państwo w niedługiej przyszłości. A teraz do rzeczy! – Kobieta klasnęła, a na środku sceny, podobnie jak przed paroma minutami, spośród płatków róż wyłonił się wielki kocioł. Tym razem sala zamarła. Wszyscy w napięciu oczekiwali na wyczytanie swojego nazwiska.
Ciemnowłosa kobieta ruszyła w stronę kotła. W środku zabulgotała niebieska ciecz.
– Co to jest, tam w środku? – Kira szturchnęła siostrę w bok.
– Nie mam pojęcia. Ale trzy lata temu wyglądało to podobnie. Nakłuwają ci palec i kropelka krwi kapie do kotła. Zresztą zaraz zobaczysz. – Rose poruszyła się na siedzeniu. – Widzisz tego gościa w pierwszym rzędzie? Tego blondyna? – Kira pokiwała głową. – Tam siedzi syn króla. A obok córka Ciary, tej aktorki. A tam dalej… – Rose kontynuowała wymienianie sławnych osobistości i wyraźnie się ożywiła. – Gdybym tylko urodziła się w innej rodzinie, to może siedziałabym teraz obok nich wszystkich.
– Daj spokój Rose. – Kira machnęła ręką. – Dla mnie nie ma najmniejszego znaczenia, w którym rzędzie siedzisz i czy umiesz się teleportować w płatkach róż, czy cokolwiek ta kobieta zrobiła. – Długowłosa dziewczyna uśmiechnęła się i wskazała głową scenę. – No to co, zaraz zacznie się ten cyrk, co nie?
– Pani Isabella Jenkins! – zawołała Eva Garcia, majestatycznie wyglądająca wicedyrektorka. Miała krótko obcięte włosy i zawzięty wyraz twarzy. W powietrzu lewitowała przed nią księga, z której wyczytywała nazwiska.
Płacząca dziewczyna obok Kiry podskoczyła i pisnęła z ekscytacji. Wstała z miejsca i ruszyła na scenę. Procedura przebiegała tak, jak opisywała Rose. Wicedyrektorka uścisnęła dłoń młodej dziewczynie, powitała ją serdecznie i nakazała wyciągnąć palec wskazujący. Nakłuła go bardzo przesadzonym ruchem, aby cała sala była w stanie dostrzec, co robi. Dłoń dziewczyny zawisła nad kotłem. Po chwili ciecz zabulgotała intensywniej, a kolor zmienił się na czerwony. Dziewczyna znowu się popłakała i rzuciła na szyję wicedyrektorce Akademii. Ta delikatnie odsunęła dziewczynę i poprawiła elegancką sukienkę.
– Gratuluję Pani Jenkins! Jest Pani pierwszą tegoroczną studentką Akademii Sztuk Magii! Niech magia Panią prowadzi!
Cała sala zawyła. Dźwięki oklasków, gwizdania i rozbrzmiały echem w całym pomieszczeniu.
– Na co stawiasz? – Rose szepnęła siostrze do ucha.
– Co? – Kira uniosła brwi.
– Na co stawiasz. Kim jest? – szeptała na tyle cicho, by siedzący niedaleko ojciec dziewczyny nie był stanie usłyszeć ich rozmowy. – No wiesz, wampir, nimfa, animag?
Kira uniosła ramiona, dając siostrze znać, że nie ma pojęcia.
– Cholera wie.
Isabella wróciła na swoje miejsce i rzuciła się w objęcia widocznie dumnego ojca.
– Pani Aurora Falcon!
Z pierwszego rzędu wstała zjawiskowo piękna blondynka. Ruszyła zgrabnym krokiem na scenę. Jej mina nie zdradzała żadnych emocji. Wyciągnęła swoja dłoń w stronę wicedyrektorki, nie obdarzając jej nawet krótkim spojrzeniem.
– To ona! – syknęła Rose. – To córka Ciary! – Rose wybałuszyła oczy i wpatrywała się w dziewczynę jak zaczarowana. Kira przewróciła tylko oczami. – Matko, ale ona ładna. Na pewno jest nimfą, jak swoja matka.
Gdy kropelka krwi dziewczyny kapnęła do kotła, ten momentalnie zabulgotał i zmienił barwę. Sala znów nagrodziła dziewczynę gromkimi brawami i gwizdami, a co poniektórzy wstali nawet z miejsc. Cała sala wiwatowała Pani Aurorze Falcon. Ciekawe, czy kiedykolwiek ktoś będzie tak wiwatował którejś z sióstr – pomyślała młodsza Kira.
Początkowa część Ceremonii przebiegała podobnie. Synowie i córki nimf, wampirów, nekromantów i innych przychodzili na scenę, kocioł bulgotał, a sala zajmowała się gromkimi brawami. Około 40 nowych studentów dumnie wróciło na swoje miejsca.
– Wszyscy potomkowie magicznych rodzin przeszli Ceremonię pozytywnie! – Eva Garcia delikatnie poprawiła włosy i uśmiechnęła się. Tłum znów zaklaskał. – A zatem przyszedł czas na mniej oficjalną część Ceremonii! Zapraszam na scenę wszystkich potomków ludzkich rodzin w następującej kolejności.
Wicedyrektorka wymieniła dwadzieścia osiem nazwisk, w tym Kirę. Rose uśmiechnęła się do siostry i ścisnęła jej dłoń.
– Nic się nie przejmuj – powiedziała i poklepała Kirę po kolanie. Ta odwzajemniła uśmiech i ruszyła w stronę sceny. Weszła powoli po schodach stanęła w rzędzie z innymi ludzkimi dwudziestodwulatkami.
– Pan Thomas Brooks, zapraszam – Eva Garcia wskazała miejsce obok siebie. Rudy chłopak podszedł do kotła i wyciągnął rękę. Kobieta nakłuła mu palec wskazujący i pokierowała dłoń tak, by kropelka krwi kapnęła do niebieskiej cieczy. Nic nie nastąpiło. Thomas uścisnął dłoń wicedyrektorki i zszedł ze sceny. Kocioł stał niewzruszony, gdy kolejne osoby podchodziły, a ich kropelka krwi spływała wprost do cieczy. Niezainteresowana część uczestników ceremonii zaczęła zbierać się z miejsc, by udać się na afterparty w Sali Balowej. Nikogo nie interesowała nudna część rutynowego sprawdzania ludzkich mocy magicznych, które, jak wiadomo, były zerowe.
Kira zaczęła się ze znudzeniem bujać się na palcach i piętach, gdy nagle usłyszała swoje imię.
– Pani Kira Ridley!
Dziewczyna podskoczyła w miejscu na dźwięk swojego nazwiska. Potrząsnęła lekko głowa i podeszła z lekkim uśmiechem na twarzy do wicedyrektorki Akademii. Z bliska kobieta wydawała się jeszcze bardziej majestatyczna i piękna. Swym wyglądem onieśmielała. Kira lekko schowała głowę w ramionach.
Czuła na sobie wzrok setki ludzi siedzących na widowni. Kątem oka zobaczyła, jak część osób z pierwszego rzędu wstaje i udaje się w stronę wyjścia. Czarnowłosa kobieta chwyciła dłoń dziewczyny i wyczarowała małą igiełkę. Nakłuła jej palec wskazujący; Kira nie poczuła żadnego bólu. Kropelka krwi zebrała się na opuszku palca. Skierował dłoń nad kocioł, a kropelka krwi swobodnie kapnęła w czeluście niebieskiej cieczy. Przez chwilę Kira stała i wpatrywała się w płyn, jednak ten nie zmienił koloru. Odwróciła się i już chciała zejść ze sceny, gdy usłyszała za plecami głośne bulgotanie. Odwróciła się i nie mogła uwierzyć w to, co widzi. Zamarła. Na sali zapanowała grobowa cisza. Osoby, które były w połowie drogi do wyjścia odwróciły się i z równym zdziwieniem patrzyły w stronę sceny. Kira zauważyła pośród nich Aurorę i syna Króla. Nie mogła się poruszyć i bezradnie spojrzała na wicedyrektorkę. Ta również wyglądała na wytrąconą z równowagi. Przez salę przebiegł szmer.
– Ja… To… To pomyłka – wybełkotała Kira. – Ja nie… ja jestem człowiekiem.
Spojrzała błagalnym wzrokiem na czarnowłosą kobietę. Ta zmarszczyła brwi.
– To niespotykana sytuacja – nerwowo przeczesała czarne włosy.
– Oszustka! – pisnął damski głos gdzieś z sali. Kira spojrzała w stronę, z której dobiegał głos. Była to Isabella, płaczliwa dziewczyna. Stała i wskazywała palcem na dziewczynę. – Oszustka! – powtórzyła.
Sala zawrzała. Uczestnicy zaczęli wracać na swoje miejsca. Każdy gorączkowo zaczął dyskutować z sąsiadami z miejsc. Kira nerwowo wypatrywała Rose, jednak chaos w tłumie jej to uniemożliwił.
– Panno Ridley, zalecam powtórzenie procedury – Eva Garcia kiwała głową, jakby sama zapewniała siebie, że jest to dobre rozwiązanie. – Tak, tak zrobimy. Szanowni Państwo! – Powiedziała do mikrofonu. – Proszę zając spokojnie swoje miejsca. Zapewne jest to pomyłka. W tym wypadku powtórzymy Procedurę Wstąpienia!
Sala ucichła. Wicedyrektorka ponownie nakłuła palec Kiry, tym razem drugiej ręki. Kropelka krwi kapnęła do kotła. Ten zawrzał, ciecz w środku przybrała krwistoczerwony odcień. Ciecz zaczęła chlapać na wszystkie strony.
Na sali zapanował chaos.
#EACreatorNetwork #EAContentCreator