świetna historia, pełna rumieńców! przeczytałam i się uśmiałam bardzo lubię Twoje poczucie humoru i to jak wplatasz i splatasz nim fotki z gry z zakręconą historyjką, która żyje sobie swoim życiem
bardzo sobie cenię słowo pisane i podziwiam...
życzę udanej zabawy i wielu pomysłów na część dalszą historyjki
Dziękuję kochani za komentarze! i zapraszam na kolejny odcinek z perypetii Aniuchny
Dla odświeżenia pamięci odcinek 17 nawiązuje bezpośrednio do odc. 13 i pośrednio 14
ODC. 17 „Nie wrzucaj kurczaka do dziury”
Wszystko się jeszcze bardziej pokomplikowało. Myślałam, że po ślubie dojdziemy wszyscy do ładu i składu, kto, gdzie, z kim zamieszka. W końcu Vimes nie sprzeciwił się ich związkowi, kiedy był na to czas.
Miałam plan. Norbert miał się wprowadzić do Ewy, a Vimes skoro przeszkadza mu nowy małżonek siostry miał się zadeklarować w kwestii naszego dalszego być, albo nie być i wprowadzić się do mnie i do Emmy.
Ostatecznie cały misterny plan runął.
Andy kategorycznie odmówił wyprowadzenia się, czym wkurzył nie tylko Ewę, ale i mnie. Norbert z kolei chciał zamieszkać z żoną, ale bez Vimesa podążającego za nim krok w krok. Momentem kulminacyjnym, który przelał kufel z piwem był moment, gdy Andy wpakował się Norbiemu pod prysznic w ramach całodobowej kontroli.
Wobec zaistniałej sytuacji wszystko poleciało jak domino. Norbi został u mnie w domu, sprowadził do tego Ewę, za Ewą przylazł Andy, a za Vimesem, wiadomo... stado panienek. Żeby tego było mało Emma stwierdziła, że w natłoku osób obecnych i tendencji do sprowadzania osób z zewnątrz, zaprosiła do wspólnego mieszkania Kyle Wooda.
Nie wiem, czy pamiętacie ukochanego mojej córki Kyle? Taki niebieski gnom... znaczy się facet, który wygląda jakby przedawkował w gumijagodach.
W domu zrobił się taki tłok, że nabrałam ochoty by go sprzedać razem z zawartością i kupić sobie własne mieszkanie na drugim końcu świata.
Drugą opcją było wysadzenie tego wszystkiego w cholerę. Już miałam podpalać lont, gdy zadzwonił telefon.
Wznowiono prace na planie filmowym Średniowiecznego Królestwa, a ja ponownie miałam się wcielić w rolę Dzierżysławy.
Reżyser zaopatrzył się w zestaw leków, dzięki którym nie czuje już mdłości na mój widok.
Tak więc nie zastanawiając się długo, zostawiłam całą dziką zgraję na głowie Ewy, a sama spakowałam się i wyniosłam na plan serialu.
Na planie przywdziałam swój lekko przykurzony kostium Królowej i ruszyłam dziarskim krokiem w teren. Tym razem nie popełniłam tego karygodnego błędu i nie oddałam się w ręce stylistów, tylko sama się odpicowałam.
Już w pierwszych pięciu minutach aktorstwa dostałam lekkiego rozstroju żołądka. W scenie przy jaskini cmentarnej podszedł do mnie jakiś dziwak w worku na głowie(czubek?) i wrzasnął w twarz „rączki do góry, to jest napad”. Muszę zapamiętać, że przy tym facecie najlepiej grać w pelerynie przeciwdeszczowej. Pluje przy mówieniu, że aż z twarzy cieknąć mi będzie do następnego wtorku. Po słowie „rączki” czułam się jak w lesie deszczowym, a po „napadzie” miałam mokro nawet w butach. Nie, dziękuję.
Już zaczęłam obmyślać jak zajmę się przetwórstwem i temu rabusiowi z worka na głowie zrobię jesień średniowiecza, gdy odezwał się Reżyser „Nawet o tym nie myśl!”.
Dobra, niech mu będzie! Może bym i dźwignęła te ręce do góry, ale nie w ramach poddania się, tylko dlatego, że się już pocę pod tymi pachami. Stanę na zawietrznej.
Okazało się, że ten rabuś z workiem, to tak naprawdę archeolog w masce ze skłonnością do kleptomanii. Co? Chyba raczej hiena cmentarna, co najwyżej.
Poczłapałam złapać za miecz i wymierzyć sprawiedliwość.
Znów się pomyliłam i zamiast rekwizytu wzięłam prawdziwe ostrze.
Reżyser zaczął hiperwentylować. A rabuś archeolog zwiał rozrywając scenografię. Biegł tak szybko, że aż od tarcia buty mu się zapaliły. Chciałam ugasić pożar traw ze scenografii, więc wzięłam pobliską beczkę z płynem i lunęłam. No tak. To był alkohol. PUF. Teraz śmierdzę jak chodząca skwarka.
Pan reżyser stracił w pożarze dwa ostatnie włosy na głowie. Myślicie, że te włosy może potrącić mi z pensji?
Przemierzając królestwo natknęłam się na swego sługę, umiłowanego lizusa.
- O Pani, ja sługa wielce uniżony, czekam ci ja ze strawą na zamczysku.
Mam nadzieję, że mają na tym zamczysku jakąś konkretną lazanię, czy coś. Aczkolwiek sądząc po smrodzie unoszącym się od Lizusa, maksymalnie mogę się spodziewać zatęchłej kaszy.
Na rynku spotkałam obwoźnego sprzedawcę Gerwazego. Próbował opchnąć mi magiczny średniowieczny zestaw garnków ze stali przerdzewiałej. Jeśli zdecyduję się teraz na zakup to gratis dorzuci miotłę wielofunkcyjną. Wielofunkcyjną, czyli tak samo nie sprawdza się w porządkach zarówno we wtorek, jak i w środę, a także w pozostałe dni tygodnia.
Wybacz, ale jestem KRÓLOWĄ i garnki mnie nie interesują, zresztą mam złe wspomnienia po tym jak garnek został użyty jako szablon dla mojej fryzury.
A poza tym stary, to jedzie ci z japy! Coś ty czosnek żarł przed pracą? Nie jestem Draculą, ale ten capiący oddech faktycznie odstrasza.
- W dyby z nim! Niech nie zabija moich wyborców oddechem!
Samo zakucie w dyby to marna satysfakcja. Przypadkiem ze stołówki rąbnęłam jajka, które niechcący omsknęły mi się z ręki i rozbiły na dyńce czosnkowego przestępcy. Dynia, jajka, z tego jeszcze może powstać ciasto.
Mam silny zwierzęcy instynkt samozachowawczy, więc nic dziwnego, że z chęcią działam w imieniu tych małych przytulacznych stworzeń.
Idąc w stronę zamku dostrzegłam klatkę z biednym samotnym gołębiem. Jak nic przypomniał mi się, gruchający na weselu Vimes. Znam ten typ. Takiego trzeba wypuścić na wolność. Nie zastanawiając długo otworzyłam klatkę i wydałam rozkaz:
- Przebieraj skrzydłami pierzasty, bo się rozmyślę i cię zgrilluję!
Na ten czas Reżyser odzyskał panowanie nad oddechem, po ostatnim pożarze. Widząc moją ptasią samowolkę, nawet nie dał mi już czterdziestego piątego upomnienia, tylko od razu zaczął rwać włosy z uszu. Sami rozumieć, no na głowie już nie miał.
Po godzinach spotkałam się z Siemowitem, który przemycił dla mnie cheeseburgera. Nic za darmo, w zamian oczekiwał zgody na podpalenie sąsiedniej wioski. Spokojnie, nie jestem głupia! Wiem, że cena jest wysoka, dlatego zażądałam jeszcze całotygodniowej dostawy pizzy. Miałam mu od razu dać jeszcze adres swojego domu i dziczy, w końcu nie tak dawno sama chciałam go wysadzić w powietrze, ale jednak swoje brudy prać i wysadzać będę sama.
Zamek odwiedził dziś także tajemniczy wąsacz. Ale co to był za wąs! Sama zaczęłam mu zazdrościć. Jak by mi było z takim wąsem? Mam podatny grunt do hodowli cudeńka?
Zakupiłam od tajemniczego wąsacza buteleczkę ze specjalną miksturą. Jestem ciekawa, co to zdziała, czy zachowam wieczną młodość i piękno? No to łykamy! 5 minut później
Słabo, nic się nie stało. Panie Reżyserze, pański Wąsacz buble sprzedaje!
Po wysłuchaniu litanii skarg i zażaleń, na faceta, co pluje, na tego, co mu capi czosnkiem z japy, na zupę, która była za słona i innych nudnych przypadków, miałam ochotę podciąć sobie żyły kawałkiem pizzy. Znużona udałam się w stronę tajemniczej dziury w ziemi, do której kategorycznie zabroniono mi się zbliżać. Podobno konstrukcja mostu byłą niestabilna, a w środku przetrzymywany jest jakiś dziki zwierz i lepiej bez tresera specjalisty nie budzić bestii.
Klasycznymi nawoływaniami niestety nic nie wskórałam, więc postanowiłam uciec do ostateczności.
Przyniosłam ze stołówki kurczaka i wypuściłam go w powietrze niczym gołębia pocztowego. Zawirował po czym z plaskiem uderzył o dno pieczary.
Po chwilę w górę zaczął pikować wielgachny wąż. O HESUS.
CO TO?!
Nie żebym się wystraszyła, ale tym razem to pod moimi butami podeszwy zapłonęły żywym ogniem od sprintu.
Po tym incydencie potwór zaczął się trochę rzucać. Jak na moje po prostu chciał jeszcze raz renegocjować swoją stawkę wynagrodzenia. Jednak treser bestii miał dzisiaj wolne, a ktoś musiał się znaleźć do udobruchania potwora. Reżyser oczywiście z miejsca wytypował mnie. Nie wiem, czemu ale mam wrażenie, że gdybym została zjedzona w akcji to odetchnąłby z ulgą.
Ubrałam się w zbroję rycerską i ruszyłam do akcji ratunkowej. Dogadałam się z potworem, Zygmuntem – tak się przedstawił, że nie będzie robił problemów jeśli załatwię mu zwiększone dostawy kurczaków i wychodny długi weekend, bo chciał z dziećmi potworkami pojechać nad morze. Do omówienia szczegółów przyśle swojego prawnika.
Powiem wam, że jest z tego Zygmunta prawdziwa bestia, czy raczej nawet rekin biznesu!
Jeszcze jak wychodziłam z jego jaskini to słyszałam, jak marudził, że odliczenia od podatku za bycie potworem są stanowczo za małe.
Na planie został wszczęty alarm i stan najwyższej czujności. Podobno ktoś pod przykrywką magicznych sztuczek podbiera drobniaki z aktorskich portfeli. Ciekawe kto?
Zbliżał się koniec dnia pracy. Czas zbierać się do hotelu, bo do domu póki co nie mam zamiaru!
Poczułam jakieś dziwne ukłucie na twarzy...
No i masz babo placek, albo raczej WĄSY.
Następny odcinek w sierpniu! Bo lecę się wczasować
Wczasuj sie wczasuj Oby nie nad Baltykiem bo sie przeziebisz i kariera aktorska w gruzach legnie,
A coz to za banda lachmytow na tym planie sie kreci ! Malo ze prawie w lachmanach to jeszcze albo plują, albo jedzie od nich czosnkiem. Rezyser zostal slusznie podpalony za skapienie na kostiumy,
Wyszlo na to ze jedynym dosc rozgarnietym osobnikiem tam jest potworek - raczej potwor bo gigantyczny!- ten Zygmus. Malo ze zna sie na podatkach to jeszcze potrafi sobie zalatwic dostawy kurczakow darmowych.
Choc ten handlarz specyfikami, to tez niezly numer. Zamiast wiecznej mlodosci i urody- wąsy
Jak zawsze zabawny tekst i zwariowane pomysly
Jak ja się cieszę,że Aniuchnia znów w akcji! Nie dość że wesele udało jej się zorganizować mimo pijanego Andy'ego, braku speca od ślubów i zdesperowanych wdów-panien młodych to jeszcze powróciła do aktorstwa! Kobieta orkiestra! Czekam na kolejne odcinki a tymczasem wypoczywaj
Wcześniejszego komenta mi wcieło tak jak dobry humor Twojej bohaterce kiedy chciała sobie podciac żyły pizzą Niesamowite teksty i świetnie dobrane foty !
Odkopałam, przeczytałam i czapkę z głowy zdjęłam. Bardzo fajna historia, bardzo fajnie napisana a kilka razy autentycznie ryknęłam śmiechem w monitor. Dobry warsztat, ironia i zabawna, zdystansowana do siebie bohaterka - z niezwyczajnym podejściem do zwyczajnych problemów. Bardzo w moim guście. Bardzo.
ID Origin: ukyojin (można sobie posłuchać wycia wiatru bo prawie nic tam nie ma)
Historyjka: Pamiętnik Psotnika (w pozostałych rolach: Diabeł, szczury, karaluchy, Simbugi i simowa logika)
Oho! Się trochę pozmieniało na forum, widzę, że ktoś na kilogramy menedżmentu kupił i nawet się tu feedbacki pojawiły. @kreatora
a zaskoczę, nad Bałtykiem właśnie byłam, i gorącą pogodę miałam aż szkoda mi było wyjeżdżać, Półwysep Helski i piękna Jastarnia jeszcze nigdy mnie nie zawiodła! @Aericia
Witam świeżynkę w tym temacie! I chylę czoła przy wytrwaniu w czytaniu, zważywszy na abstrakcyjność i przaśność głównej bohaterki, jak i tematu :P a z dystansem, humorem i ironią, bo autorka to specyficzna persona.
Dziękuję kochani za odwiedziny tematu i komentarze, aż w tę pogodę ponurą ciepło się robi na mym sercu!
Do czego to wszystko dąży? Chyba sama chciałabym widzieć! xd chyba do zbrodni w afekcie! Kto wie, może się tu jeszcze krew poleje... co prawda jeszcze nie dziś, ale kto wie!
Postanowiłam wrócić nie tylko do opisywania losów Aniuchny, ale też do samej gry i simsowania tak mi się ostatnio spontanicznie zachciało, albo to po prostu jedna z kolejnych wymówek by nie pisać licencjata i unikać promotora, jak gościa z kosą... pewnie jedno i drugie, a że mam pomysły na odświeżenie historii Anci, nie mogłam obojętnie przejść w sklepie obok wiadomych półek. Stało się. Przepuściłam dzisiaj majątek na dodatki, jako że ostatnie co kupowałam do simsów, to było Spotkajmy się, to dla portfela był to skok na głęboką wodę xD ale spokojnie nie kupiłam wszystkiego, bo bym z torbami poszła, nawet nie byłam świadoma jak już simsy się we wszystkie akcesoria i pakiety wzbogaciły!
ODC. 18 „Sztuka negocjacji”
MEJDEJ MEJDEJ
MOJA POZYCJA TO... ARMAGEDON. APOKALIPSA.
Tak, to nie przypadek. Mamy tu stan najwyższego zagrożenia. Jeszcze chwila i coś wybuchnie. Najprawdopodobniej ja.
Z tej strony Ewa. To tak dla odmiany i na dobry początek. Bo w zasadzie z tych dobrych wiadomości to wszystko.
Nie sądziłam, że kiedyś to powiem. ZA DUŻO FACETÓW. Mam ich dosyć. No, gorsi jak baby.
Zostałam sama z tym burdelem bez kółek, a Aniuchna, cwana zresztą, wywinęła się i utleniła. Opuszczanie miasta jej nie wystarczyło, to dla pewności opuściła też epokę i wiek. No i jak ja mam się tam do tego średniowiecza dodzwonić? Powiedziała, że nic innego jak gołębia nie przyjmie. Kombinuj. Od trzech dni siedzę w parku z chlebem. Powiem tak, nie idzie mi najlepiej, szczególnie, że ptactwo wzięło mnie za odpowiednik szaletu miejskiego.
Tak sobie myślę, może ja też ucieknę? Może Starożytność? Po prawdzie, zawsze myślałam, że jestem urodzoną Kleopatrą.
Wracając do współczesności. Niestety.
Utknęłam w nie swoim domu, a ze mną trzech facetów(w tym dwóch też nie moich) napędzanych czystym testosteronem i dwie kobiety, w tym jedna to sprzątaczka, która praktycznie naszego domu już nie opuszcza. No daję słowo! Kiedyś urwę głowę mojemu bratu! Co prawda jeszcze nie wiem, którą, ale urwę! Jak źle wypadnie, to urwę tą, którą myśli najintensywniej...
Gdyby tak w końcu zaczął myśleć właściwą częścią ciała, albo w ogóle zaczął myśleć.
Niepokoi mnie to wszystko. Zamiast pognać za Aniuchną i być w końcu jej rycerzem, to tu siedzi i fermentuje powietrze, aż w szklankach z mleka od razu kefir się robi. Ja przecież nie oczekuję cudów, nie każę mu się od razu żenić. Aczkolwiek, bogiem a prawdą, założyłam się z koleżanką o niemałe pieniądze, że w końcu ten kosmiczny dzień nadejdzie i jakaś kobieta go do siebie przyspawa. Jak na razie tylko spawanie się zgadza. Do balustrady. Na moim własnym ślubie...
No i ten trzeci. Kyle. Wood. Na tego muszę mieć szczególny wzgląd, bo gdyby tak gołąbek nagle zapylać kwiatki chciał zacząć, to Aniuchna by mi głowę odrąbała, choćby i pilnikiem do paznokci. A wiedząc o jej aktualnym byciu za pan brat ze średniowiecznymi technikami torturystyki, to pilnik do paznokci jako narzędzie zbrodni byłoby pobożnym życzeniem...
Niby nie ma na co narzekać. Kochający mąż – męski inaczej, nadopiekuńczy brat – męski za bardzo, sprzątaczka(24h/dobę, chociaż płacone ma za pięć, ale mam swoją teorię, że za nadgodziny liczy, że będzie odbierać sobie jako deputat...) - w kwestii jej męstwa też mam hipotezę, wydaje mi się, że może golić sobie potajemnie wąsik, mówię wam!
Prowadziłam negocjacje i z jednym, i z drugim, ale wiecie jak to jest, gdy do domu zamiast chłopa weźmiesz same osły. Tutaj przemówić mogą tylko twarde argumenty.
Negocjacje burzliwe, wytoczyłam najcięższe argumenty względem męża. (Jak możecie zauważyć na załączonym obrazku) ciężkie słowa wisiały w powietrzu, ale jak w końcu opadły na ziemię, to tumany kurzu wzbiły się w przestrzeń. Jeszcze więcej takich sprzeczek, a dostanę pylicy! I zadyszki drodzy państwo, i zadyszki!
Swoją drogą patrząc na ten unoszący się pył zaczynam się zastanawiać, co ta sprzątaczka robi tu przez cały dzień?
Już prawie dzwony biły na alarm, bo na chwilę straciłam z oczu gruchających muppeta zielonowłosego jak ciało Kermita i niebieskiego smerfa. Za dużo stresu chyba naraz, bo już sobie w panice wyobraziłam, jak z tego związku Muminki wychodzą!
Całe szczęście na schodach przed domem usłyszałam znajomy tupot stóp, a na progu stanęła ona...
Ufff! Gołąb chyba jednak doleciał! Wracam do siebie!
No i jak ja mam się tam do tego średniowiecza dodzwonić? Powiedziała, że nic innego jak gołębia nie przyjmie.
a dalej bylo coraz lepiej. Rzeczywiscie mleko mogloby skisnac na sam widok skwaszonej miny Vimesa , Ale on tak na 100 % skwasil sie z braku Aniuchny. Brak Aniuchny jest bowiem bolesny - nie tylko dla niego, Czytelnicy tez mocno odczuli ten brak , a przede wszystkim moja skromna osoba. Na miły bóg przeciez nie siedzialas w tej Jastarni do listopada! XD
Dobra dobra - wiem licencjat .. Ale takie przerwy dobrze Ci zrobią. Nam tez
Biedna Ewa probuje panować nad sytuacja , ale swoja droga to za zycie z mezem "meskim inaczej:" . Meskim inaczej? Chyba nie chciala przez to powiedziec .. no zreszta nie wazne, Vimes za to jest chyba zdecydowanie heteroseksualny,, chyba ze mu w tej grze odbilo juz zupelnie. Tak to jest jak sie faceta wypusci spod wlasnej myszki .. Chyba zmienie avka XD
@kreatora tak to jest jak widzisz swoje dziecko simowe u kogoś na screenach... niektóre miny nie są zbyt atrakcyjne - za to świetnie jest ujrzeć swoje w nowej rzeczywistości a tu akurat pan dostał rolę bynajmniej nie epizodyczną! @ANIA3 świetnie że wróciłaś kontynuować tę historię bo już się trochę obawiałam, że to opuszczony temat i że wkrótce wilk tu zawyje ino i kruk zaskrzeczy. A szkoda by była, bo opowieść zacna.
Masz bardzo fajny styl pisania i czekam na więcej. Pozdrawiam!
ID Origin: ukyojin (można sobie posłuchać wycia wiatru bo prawie nic tam nie ma)
Historyjka: Pamiętnik Psotnika (w pozostałych rolach: Diabeł, szczury, karaluchy, Simbugi i simowa logika)
Zarąbiste jak zawsze rozbroił mnie min ten focisz z tłumanami kurzu i wychodzeniem z szafy przy świadkach Męski inaczej chyba wszystkich zaintrygował więc ciekawe co tam jeszcze Twoje ludziki zmalują (tudzież sfermentują) Vimes zgrymaszony, świetny tekst z tym fermentowaniem plus stosowne obrazki Gołąb w grze, wygląda na to, że tu się dopiero podzieje...
No kochana! Jak wchodzić to z pompą! Szkoda Ewki, dziewczyna jeszcze jakiejś choroby dostanie z tego stresu. Jak ją mogła ta Aniuchna zostawić i po jakimś średniowieczu za rycerzami się uganiać, co? I to zostawić z całym tym burdello bum bum. Jeszcze mąż to pół biedy, bo po szafach wytarmosisz i spokój. Ale z bratem który kwasi mleko i parą gołąbków tylko czekającą by zagruchać się na amen?
Super opowieść, oplułam się ze śmiechu cała, aż "miałam mokro nawet w butach"
Z niecierpliwością czekam na dalsze perypetie Aniuchny i całego jej stada
ojej strasznie mi miło, że nowej osobie chciało się przez te stronice przekopywać i jeszcze się podobało! dziękuję za komentarze i odwiedzinki oczywiście niczego nie obiecuję, ale pewnie w końcu zawita tu coś, ciekawego albo i nie zdradzę, że scenarzysta już dawno wywiązał się ze swych obowiązków, tylko reżyser z ekipą od zdjęć od dłuższego czasu się leni ale jak tu opierdzielać kogoś jak scenarzysta, reżyser, zdjęciowiec i montaż to jedna osoba
"Przekopywanie się" przez strony historyjki było bardzo przyjemne , więc proszę się nie "opierdzielać" i do pracy drogi reżyserze, zdjęciowcu, montażysto i pomysłodawco Pozdrawiam i czekam z nadzieją
Ha, ha,ha : Anka jak ja lubię twój styl ,humor , pomysły , śmieje się teraz serdecznie po przeczytaniu opisu ceremonii ślubnej i wesela . Zawsze dajesz mi dużą dawkę humoru z górnej półki i endorfiny podskakują , mam energię na cały dzień dziękuję
kilka dla mnie rewelacyjnych momentów , świetne fotki szczególnie ta jak goście biegają za imprezą z powodu ustawienia pergoli
Sąsiadka-gość w welonie i białej sukni rewelacyjna mini historyjka , tej pani
Wstawiony Vimes -gołębiem , bezcenne
i cała rozbawiona , czytam jeszcze o Emerytach z klubu szachowego Moja królowa , jejku Anka masz mega pomysły i genialne zlepki słów , dla mnie cały odcinek bomba i teraz zabieram się za cd przygód Aniuchny bo już rewelacyjne fotki zachęcają mnie , pozdrawiam serdecznie
edytuję , by nie post pod postem
Uff!! Jedno co wiem na pewno ,bardzo bym chciała pojechać kiedyś z Aniuchną na taki plan filmowy jako obserwator
Co tam się dzieje i to całkiem mimo woli . Reżyser rwie włosy z nosa bo na głowie już nie ma
Anka raz jeszcze masa pochwał ,za genialne teksty , dowcip i cudne fotki . Wielki podziw dla ciebie
kilka perełek wyłapanych z tej fantastycznej historyjki - w dyby z nim ! Niech nie zabija moich wyborców oddechem ! - Jak by mi było z takim wąsem ? Mam podatny grunt do hodowli cudeńka ? - negocjacje z potworem Zygmuntem , ja padam
Z dedykacją dla @PusziSushi Wesołych Świąt!
Odcinek specjalny z udziałem Konata Izumi w roli PusziSushi
ODC. 19 „Gorączka Świątecznej Nocy”
Od ostatniego czasu, gdy się widzieliśmy upłynęło sporo wody. Spokojnie, wszystko wam wyjaśnię, tylko w swoim czasie, oczywiście. W skrócie za nami huczne wesele Norbiego i Ewy, zazdrosny Vimes, moja wielka średniowieczna kariera aktorska i problemy logistyczne z tym, kto i gdzie mieszka. Teraz przejdźmy do meritum, bo pewnie jesteście ciekawi jak zostałam staruchem z nadwagą, który ma dziwne upodobania do czerwonych kombinezonów, całe szczęście nie z lateksu. Bo zostanie geriatryczną męską wersją Britney mogłoby być przesadą.
Pewnie się zastanawiacie jak potoczyła się moja kariera w serialu o Królowej Dzierżysławie. Powiem tylko jedno, o fryzurę się królowa już nie musi martwić. Z serialu mnie wycięli i to tak mocno dosłownie.
#dekapitacja_taka_sytuacja
A propos fryzury! Patrzcie na jaki boski blond się machnęłam.
Moja gwiazda sławy zgasła szybciej niż zabłysła. Jednak niedługo potem dostałam kolejną intratną propozycję, która znowuż miała być okazją mego życia i przełomem kariery.
Zastanawiacie się pewnie skąd się tu wziął ten szop pracz? Dobra rada na przyszłość, nie chcecie wiedzieć. To Eustachy, wynajmuję u niego pokój w centrum… wiem, zaskakujące! Taka gwiazda nie w willi tylko pokój wynajmuje? Powiem wam, że na moje nieszczęście w okolicy chyba stacjonuje NASA, bo czynsze są tutaj KOSMICZNE, kosmicznie wysokie!
Aaaa nie pokój was dziwi, tylko fakt, że wynajmuje go szop? Szczerze mówiąc proponuje uczciwą stawkę, więc nie wnikam, kto i co. Wydaje się równym gościem?.. równym szopem. Co prawda mam mieszane uczucia, co do tego paleniska na środku salonu, ale przecież z szopem nie będę dyskutować. Można by powiedzieć, ze mamy takie nomen omen centralne ogrzewanie. Całe mieszkanie jak na, że tak powiem gatunek właściciela całkiem gustownie urządzone, nie ma biedy, tylko spójrzcie na ten telewizor! Łazienka też standardowo wyposażona, nie tylko żwirek i muchomorek, a patrząc na szopa podejrzewałam, że od dzisiaj będę musiała się nauczyć korzystać z kuwety.
Dostałam jeden z wolnych pokoi, gospodarz uprzedził bym się nie przestraszyła wystroju pokoju, bo poprzedni współlokator był podobno dosyć ekscentryczną personą. Coś się stało i wyniósł się w pośpiechu zostawiając wszystkie swoje rzeczy. Niewiele z tego tłumaczenia zrozumiałam, że niby jakaś awersja na słońce, człowiek pochodnia… nie wiem, chyba jakiś magik piroman wcześniej tu mieszkał.
Dobra idziemy zobaczyć te cuda w pokoju! Hmm… trumna. Po dokładnym rozeznaniu stwierdzam, że to chyba rodzaj alkowy. W trumnie jeszcze nie spałam, kiedyś musi być ten pierwszy raz, kto wie co mi się do roli przyda. Oby tylko była pusta!
Lokum już mamy teraz czas ruszać na podbój kina! Produkcja, w której mam wziąć udział to „Gorączka Świątecznej Nocy” w reżyserii Tuentina Qarantino. Nie znam gościa, mam nadzieję, że to nie jakiś amator. Chociaż przygotował się dobrze, na krok nie rozstaje się z gaśnicą, po moich ostatnich perypetiach na planie filmowym, który poszedł z dymem, dobrze jest być ubezpieczonym. Chociaż patrząc na krągłe kształty Pana Reżysera, zanim on do mnie by dobiegł z tą gaśnicą to by się pięć razy zasapał, a ja podzieliłabym los poprzedniego współlokatora Szopa i zmieniała się w człowieka pochodnię.
Jak udało mi się rozeznać w sytuacji, Pan Reżyser sapie nie tylko po biegu, ale także na widok swej zacnej asystentki Tamary Podaj. Się nie dziwię, laska ma czym oddychać, jeśli wiecie, co mam na myśli, jak wciągnie powietrze, to dla reszty nic z tlenu nie zostanie, nic tylko sapać. Swoją drogą asystentka o nazwisku Podaj. Podaj podaj mi chusteczkę! Hyhy!
Ze skryptu wyczytałam, że przed kamerą towarzyszyć mi będzie aktor Euzebiusz Pata-Taj. Nazwisko zobowiązuje to patatajać będzie po planie jako renifer. W trakcie dołączyć do nas ma jeszcze jakaś supergwiazda, nie zdradził nikt na razie kim ona jest. Nie przeczę trochę mnie ubodło, że to nie ja jestem tam celebrytką miesiąca, ale zobaczymy kto mnie wygryzł.
Nie przeraźcie się… tak, to ja. Zabrakło im chętnych, więc dostałam męską rolę Mikołaja. Może nie będzie tak źle, liczyłam na ponętną Mikołajową, a trafił mi się czerwony grubasek. Nie ma co kryć, ta rola to będzie wyzwanie.
Przybrana jak choinka na święta doczłapałam do lustra, by zobaczyć efekty magicznej przemiany.
Scena I Ujęcie 4: Mikołaj vs. Rudolf
Stop. Kamera stop.
To ma być Rudolf? W ogóle Renifer? No chyba mocno budżetowy. Fajnie ziomek, że okulary pasują ci do złotych zębów… zaraz, czekaj, ty masz złote zęby?! Dobra, nieważne, w każdym razie, gdzie ty widziałeś renifera w okularach?
Euzebiusz Pata-Taj: A ty widziałaś latające renifery?
No tak, niepodważalny argument. Ogarnij jakiś kostium w garderobie…
O borze szumiący. Taki Lord Vader wśród reniferów. Brakuje tylko kwestii „Luke, I’m your reindeer”. Next one, please.
Pata-Taj, że tak zagaję rozmowę, czy ty widziałeś kiedykolwiek renifera?
E.P-T: Nie
To wiele wyjaśnia…
No, widzę, że lepiej nie będzie, ogólnie byłoby spoko, tylko polecam obczaić tematykę dolnej części garderoby. Mówię ci, spodnie potrafią zdziałać cuda w stylizacji.
Scena II Ujęcie 17: Mikołaj vs. Komin
Ooo, że niby ja mam się na to wspiąć i jeszcze przeleźć?! Chyba się pan czadu z komina nawdychał Panie Srarantino.
Rudolf weź mnie podsadź!
20 minut sapania później
Tuentin Qarantino: Dajcie mi tu Elfa! I pchajcie!
Wtedy się zorientowałam, że tajemniczą gwiazdą kina, która mnie wygryzła jest Konata Izumi, grająca tutaj elfkę PusziSushi. Po długich negocjacjach z Reżyserem, przekonała go, że nie ma zamiaru mojego tłustego zada nigdzie dźwigać(wypraszam sobie! To część kostiumu! TE KILOGRAMY SĄ SZTUCZNE!) i lepiej przejść do kolejnej sceny.
Scena III Ujęcie 30: Mikołaj vs. Ho ho ho
Ponieważ nie udało mi się dostać do środka przez komin, stanęłam klasycznie w progu mieszkania i wycharczałam sławetne – ho ho ho! – jakbym właśnie się krztusiła. W zasadzie nie jakby, a faktycznie, bo przy oddechu wciągnęłam niechcący kawałek bujnej brody do buzi…łeh!
Scena IV Ujęcie 59: Mikołaj vs. Pirotechnika
Kolejny krokiem żywcem wyjętym z poradnika Świętego Mikołaja jest zostawienie prezentów w ogromnych skarpetach zawieszonych nad kominkiem. Uff, w końcu coś łatwego i mało angażującego. Jak to mówi Pan Reżyser, tego nie da się zmusztardzić… albo to było schrzanić?
Czujecie ten zapach? Jakby palone schaby?
Aaaaaa! To moje schaby się palą! Panie Reżyserze! GDZIE TA GAŚNICA?!
Scena V Ujęcie 114: Mikołaj vs. Kurtyna w dół
Moje schaby i włości uratowane, dzięki refleksowi Izumi. Kolacja z grillowanej Aniuchny odwołana. Panie Reżyserze, może pan odłożyć ten gigantyczny widelec rekwizyt.
Fakt zakończenia pracy na planie w jednym kawałku czas uwiecznić na pamiątkowym zdjęciu! Wszyscy krzyczymy ho ho ho!
Nareszcie doczekałam się nowego odcinka przygód Aniuchny
Szop Eustachy jest uroczym gospodarzem No i jakby nie patrzeć zapewnia swojej lokatorce ciepło domowego ognika I nie ważne, że Aniuchna musi spać w trumnie, najważniejsze żeby materac nie był wgnieciony.
Nowa rola Aniuchny godna pozazdroszczenia, Mikołaj z niej, że ho ho ho I na koniec palone schaby, przecież to hit na miarę Geslerowej. Od teraz w każdej restauracji będą się o nie bić
Dzięki Ania za kolejną wspaniałą dozę Twojego niepowtarzalnego humoru Poproszę o jeszcze
Rewelacja! Uwielbiam przygody Aniuchny, szkoda, że tak rzadko mogę je poczytać, ale nie narzekam, a jedynie cieszę się, że znów zobaczyłam Aniuchnę w akcji Podziwiam niesamowite foty i wspaniałą dawkę humoru. Takiego renifera to bym się w życiu nie spodziewała. Aniuchna żadnej pracy się nie boi i nie ma dla niej rzeczy nie do zrobienia, więc rola Mikołaja jej niestraszna i widać świetnie się w niej sprawdziła. Kapitalny odcinek, cichutko liczę, że to nie koniec i jeszcze się doczekamy kolejnego
Komentarz
bardzo sobie cenię słowo pisane i podziwiam...
życzę udanej zabawy i wielu pomysłów na część dalszą historyjki
cayrees.tumblr.com
Origin ID Cayrees
Dla odświeżenia pamięci odcinek 17 nawiązuje bezpośrednio do odc. 13 i pośrednio 14
Wszystko się jeszcze bardziej pokomplikowało. Myślałam, że po ślubie dojdziemy wszyscy do ładu i składu, kto, gdzie, z kim zamieszka. W końcu Vimes nie sprzeciwił się ich związkowi, kiedy był na to czas.
Miałam plan. Norbert miał się wprowadzić do Ewy, a Vimes skoro przeszkadza mu nowy małżonek siostry miał się zadeklarować w kwestii naszego dalszego być, albo nie być i wprowadzić się do mnie i do Emmy.
Ostatecznie cały misterny plan runął.
Andy kategorycznie odmówił wyprowadzenia się, czym wkurzył nie tylko Ewę, ale i mnie. Norbert z kolei chciał zamieszkać z żoną, ale bez Vimesa podążającego za nim krok w krok. Momentem kulminacyjnym, który przelał kufel z piwem był moment, gdy Andy wpakował się Norbiemu pod prysznic w ramach całodobowej kontroli.
Wobec zaistniałej sytuacji wszystko poleciało jak domino. Norbi został u mnie w domu, sprowadził do tego Ewę, za Ewą przylazł Andy, a za Vimesem, wiadomo... stado panienek. Żeby tego było mało Emma stwierdziła, że w natłoku osób obecnych i tendencji do sprowadzania osób z zewnątrz, zaprosiła do wspólnego mieszkania Kyle Wooda.
Nie wiem, czy pamiętacie ukochanego mojej córki Kyle? Taki niebieski gnom... znaczy się facet, który wygląda jakby przedawkował w gumijagodach.
W domu zrobił się taki tłok, że nabrałam ochoty by go sprzedać razem z zawartością i kupić sobie własne mieszkanie na drugim końcu świata.
Drugą opcją było wysadzenie tego wszystkiego w cholerę. Już miałam podpalać lont, gdy zadzwonił telefon.
Wznowiono prace na planie filmowym Średniowiecznego Królestwa, a ja ponownie miałam się wcielić w rolę Dzierżysławy.
Reżyser zaopatrzył się w zestaw leków, dzięki którym nie czuje już mdłości na mój widok.
Tak więc nie zastanawiając się długo, zostawiłam całą dziką zgraję na głowie Ewy, a sama spakowałam się i wyniosłam na plan serialu.
Na planie przywdziałam swój lekko przykurzony kostium Królowej i ruszyłam dziarskim krokiem w teren. Tym razem nie popełniłam tego karygodnego błędu i nie oddałam się w ręce stylistów, tylko sama się odpicowałam.
Już w pierwszych pięciu minutach aktorstwa dostałam lekkiego rozstroju żołądka. W scenie przy jaskini cmentarnej podszedł do mnie jakiś dziwak w worku na głowie(czubek?) i wrzasnął w twarz „rączki do góry, to jest napad”. Muszę zapamiętać, że przy tym facecie najlepiej grać w pelerynie przeciwdeszczowej. Pluje przy mówieniu, że aż z twarzy cieknąć mi będzie do następnego wtorku. Po słowie „rączki” czułam się jak w lesie deszczowym, a po „napadzie” miałam mokro nawet w butach. Nie, dziękuję.
Już zaczęłam obmyślać jak zajmę się przetwórstwem i temu rabusiowi z worka na głowie zrobię jesień średniowiecza, gdy odezwał się Reżyser „Nawet o tym nie myśl!”.
Dobra, niech mu będzie! Może bym i dźwignęła te ręce do góry, ale nie w ramach poddania się, tylko dlatego, że się już pocę pod tymi pachami. Stanę na zawietrznej.
Okazało się, że ten rabuś z workiem, to tak naprawdę archeolog w masce ze skłonnością do kleptomanii. Co? Chyba raczej hiena cmentarna, co najwyżej.
Poczłapałam złapać za miecz i wymierzyć sprawiedliwość.
Znów się pomyliłam i zamiast rekwizytu wzięłam prawdziwe ostrze.
Reżyser zaczął hiperwentylować. A rabuś archeolog zwiał rozrywając scenografię. Biegł tak szybko, że aż od tarcia buty mu się zapaliły. Chciałam ugasić pożar traw ze scenografii, więc wzięłam pobliską beczkę z płynem i lunęłam. No tak. To był alkohol. PUF. Teraz śmierdzę jak chodząca skwarka.
Pan reżyser stracił w pożarze dwa ostatnie włosy na głowie. Myślicie, że te włosy może potrącić mi z pensji?
Przemierzając królestwo natknęłam się na swego sługę, umiłowanego lizusa.
- O Pani, ja sługa wielce uniżony, czekam ci ja ze strawą na zamczysku.
Mam nadzieję, że mają na tym zamczysku jakąś konkretną lazanię, czy coś. Aczkolwiek sądząc po smrodzie unoszącym się od Lizusa, maksymalnie mogę się spodziewać zatęchłej kaszy.
Na rynku spotkałam obwoźnego sprzedawcę Gerwazego. Próbował opchnąć mi magiczny średniowieczny zestaw garnków ze stali przerdzewiałej. Jeśli zdecyduję się teraz na zakup to gratis dorzuci miotłę wielofunkcyjną. Wielofunkcyjną, czyli tak samo nie sprawdza się w porządkach zarówno we wtorek, jak i w środę, a także w pozostałe dni tygodnia.
Wybacz, ale jestem KRÓLOWĄ i garnki mnie nie interesują, zresztą mam złe wspomnienia po tym jak garnek został użyty jako szablon dla mojej fryzury.
A poza tym stary, to jedzie ci z japy! Coś ty czosnek żarł przed pracą? Nie jestem Draculą, ale ten capiący oddech faktycznie odstrasza.
- W dyby z nim! Niech nie zabija moich wyborców oddechem!
Samo zakucie w dyby to marna satysfakcja. Przypadkiem ze stołówki rąbnęłam jajka, które niechcący omsknęły mi się z ręki i rozbiły na dyńce czosnkowego przestępcy. Dynia, jajka, z tego jeszcze może powstać ciasto.
Mam silny zwierzęcy instynkt samozachowawczy, więc nic dziwnego, że z chęcią działam w imieniu tych małych przytulacznych stworzeń.
Idąc w stronę zamku dostrzegłam klatkę z biednym samotnym gołębiem. Jak nic przypomniał mi się, gruchający na weselu Vimes. Znam ten typ. Takiego trzeba wypuścić na wolność. Nie zastanawiając długo otworzyłam klatkę i wydałam rozkaz:
- Przebieraj skrzydłami pierzasty, bo się rozmyślę i cię zgrilluję!
Na ten czas Reżyser odzyskał panowanie nad oddechem, po ostatnim pożarze. Widząc moją ptasią samowolkę, nawet nie dał mi już czterdziestego piątego upomnienia, tylko od razu zaczął rwać włosy z uszu. Sami rozumieć, no na głowie już nie miał.
Po godzinach spotkałam się z Siemowitem, który przemycił dla mnie cheeseburgera. Nic za darmo, w zamian oczekiwał zgody na podpalenie sąsiedniej wioski. Spokojnie, nie jestem głupia! Wiem, że cena jest wysoka, dlatego zażądałam jeszcze całotygodniowej dostawy pizzy. Miałam mu od razu dać jeszcze adres swojego domu i dziczy, w końcu nie tak dawno sama chciałam go wysadzić w powietrze, ale jednak swoje brudy prać i wysadzać będę sama.
Zamek odwiedził dziś także tajemniczy wąsacz. Ale co to był za wąs! Sama zaczęłam mu zazdrościć. Jak by mi było z takim wąsem? Mam podatny grunt do hodowli cudeńka?
Zakupiłam od tajemniczego wąsacza buteleczkę ze specjalną miksturą. Jestem ciekawa, co to zdziała, czy zachowam wieczną młodość i piękno? No to łykamy!
5 minut później
Słabo, nic się nie stało. Panie Reżyserze, pański Wąsacz buble sprzedaje!
Po wysłuchaniu litanii skarg i zażaleń, na faceta, co pluje, na tego, co mu capi czosnkiem z japy, na zupę, która była za słona i innych nudnych przypadków, miałam ochotę podciąć sobie żyły kawałkiem pizzy. Znużona udałam się w stronę tajemniczej dziury w ziemi, do której kategorycznie zabroniono mi się zbliżać. Podobno konstrukcja mostu byłą niestabilna, a w środku przetrzymywany jest jakiś dziki zwierz i lepiej bez tresera specjalisty nie budzić bestii.
Klasycznymi nawoływaniami niestety nic nie wskórałam, więc postanowiłam uciec do ostateczności.
Przyniosłam ze stołówki kurczaka i wypuściłam go w powietrze niczym gołębia pocztowego. Zawirował po czym z plaskiem uderzył o dno pieczary.
Po chwilę w górę zaczął pikować wielgachny wąż. O HESUS.
CO TO?!
Nie żebym się wystraszyła, ale tym razem to pod moimi butami podeszwy zapłonęły żywym ogniem od sprintu.
Po tym incydencie potwór zaczął się trochę rzucać. Jak na moje po prostu chciał jeszcze raz renegocjować swoją stawkę wynagrodzenia. Jednak treser bestii miał dzisiaj wolne, a ktoś musiał się znaleźć do udobruchania potwora. Reżyser oczywiście z miejsca wytypował mnie. Nie wiem, czemu ale mam wrażenie, że gdybym została zjedzona w akcji to odetchnąłby z ulgą.
Ubrałam się w zbroję rycerską i ruszyłam do akcji ratunkowej. Dogadałam się z potworem, Zygmuntem – tak się przedstawił, że nie będzie robił problemów jeśli załatwię mu zwiększone dostawy kurczaków i wychodny długi weekend, bo chciał z dziećmi potworkami pojechać nad morze. Do omówienia szczegółów przyśle swojego prawnika.
Powiem wam, że jest z tego Zygmunta prawdziwa bestia, czy raczej nawet rekin biznesu!
Jeszcze jak wychodziłam z jego jaskini to słyszałam, jak marudził, że odliczenia od podatku za bycie potworem są stanowczo za małe.
Na planie został wszczęty alarm i stan najwyższej czujności. Podobno ktoś pod przykrywką magicznych sztuczek podbiera drobniaki z aktorskich portfeli. Ciekawe kto?
Zbliżał się koniec dnia pracy. Czas zbierać się do hotelu, bo do domu póki co nie mam zamiaru!
Poczułam jakieś dziwne ukłucie na twarzy...
No i masz babo placek, albo raczej WĄSY.
Następny odcinek w sierpniu! Bo lecę się wczasować
and
patatajaj na tęczowej owcy
A coz to za banda lachmytow na tym planie sie kreci ! Malo ze prawie w lachmanach to jeszcze albo plują, albo jedzie od nich czosnkiem. Rezyser zostal slusznie podpalony za skapienie na kostiumy,
Wyszlo na to ze jedynym dosc rozgarnietym osobnikiem tam jest potworek - raczej potwor bo gigantyczny!- ten Zygmus. Malo ze zna sie na podatkach to jeszcze potrafi sobie zalatwic dostawy kurczakow darmowych.
Choc ten handlarz specyfikami, to tez niezly numer. Zamiast wiecznej mlodosci i urody- wąsy
Jak zawsze zabawny tekst i zwariowane pomysly
są czegoś naprawdę warci
Moja Galeria
arlenap89.tumblr.com
ID: M3lcik
Historyjka: Pamiętnik Psotnika (w pozostałych rolach: Diabeł, szczury, karaluchy, Simbugi i simowa logika)
@kreatora
a zaskoczę, nad Bałtykiem właśnie byłam, i gorącą pogodę miałam
@Aericia
Witam świeżynkę w tym temacie! I chylę czoła przy wytrwaniu w czytaniu, zważywszy na abstrakcyjność i przaśność głównej bohaterki, jak i tematu :P a z dystansem, humorem i ironią, bo autorka to specyficzna persona.
Dziękuję kochani za odwiedziny tematu i komentarze, aż w tę pogodę ponurą ciepło się robi na mym sercu!
Do czego to wszystko dąży? Chyba sama chciałabym widzieć! xd chyba do zbrodni w afekcie! Kto wie, może się tu jeszcze krew poleje... co prawda jeszcze nie dziś, ale kto wie!
Postanowiłam wrócić nie tylko do opisywania losów Aniuchny, ale też do samej gry i simsowania
MEJDEJ MEJDEJ
MOJA POZYCJA TO... ARMAGEDON. APOKALIPSA.
Tak, to nie przypadek. Mamy tu stan najwyższego zagrożenia. Jeszcze chwila i coś wybuchnie. Najprawdopodobniej ja.
Z tej strony Ewa. To tak dla odmiany i na dobry początek. Bo w zasadzie z tych dobrych wiadomości to wszystko.
Nie sądziłam, że kiedyś to powiem. ZA DUŻO FACETÓW. Mam ich dosyć. No, gorsi jak baby.
Zostałam sama z tym burdelem bez kółek, a Aniuchna, cwana zresztą, wywinęła się i utleniła. Opuszczanie miasta jej nie wystarczyło, to dla pewności opuściła też epokę i wiek. No i jak ja mam się tam do tego średniowiecza dodzwonić? Powiedziała, że nic innego jak gołębia nie przyjmie. Kombinuj. Od trzech dni siedzę w parku z chlebem. Powiem tak, nie idzie mi najlepiej, szczególnie, że ptactwo wzięło mnie za odpowiednik szaletu miejskiego.
Tak sobie myślę, może ja też ucieknę? Może Starożytność? Po prawdzie, zawsze myślałam, że jestem urodzoną Kleopatrą.
Wracając do współczesności. Niestety.
Utknęłam w nie swoim domu, a ze mną trzech facetów(w tym dwóch też nie moich) napędzanych czystym testosteronem i dwie kobiety, w tym jedna to sprzątaczka, która praktycznie naszego domu już nie opuszcza. No daję słowo! Kiedyś urwę głowę mojemu bratu! Co prawda jeszcze nie wiem, którą, ale urwę! Jak źle wypadnie, to urwę tą, którą myśli najintensywniej...
Gdyby tak w końcu zaczął myśleć właściwą częścią ciała, albo w ogóle zaczął myśleć.
Niepokoi mnie to wszystko. Zamiast pognać za Aniuchną i być w końcu jej rycerzem, to tu siedzi i fermentuje powietrze, aż w szklankach z mleka od razu kefir się robi. Ja przecież nie oczekuję cudów, nie każę mu się od razu żenić. Aczkolwiek, bogiem a prawdą, założyłam się z koleżanką o niemałe pieniądze, że w końcu ten kosmiczny dzień nadejdzie i jakaś kobieta go do siebie przyspawa. Jak na razie tylko spawanie się zgadza. Do balustrady. Na moim własnym ślubie...
No i ten trzeci. Kyle. Wood. Na tego muszę mieć szczególny wzgląd, bo gdyby tak gołąbek nagle zapylać kwiatki chciał zacząć, to Aniuchna by mi głowę odrąbała, choćby i pilnikiem do paznokci. A wiedząc o jej aktualnym byciu za pan brat ze średniowiecznymi technikami torturystyki, to pilnik do paznokci jako narzędzie zbrodni byłoby pobożnym życzeniem...
Niby nie ma na co narzekać. Kochający mąż – męski inaczej, nadopiekuńczy brat – męski za bardzo, sprzątaczka(24h/dobę, chociaż płacone ma za pięć, ale mam swoją teorię, że za nadgodziny liczy, że będzie odbierać sobie jako deputat...) - w kwestii jej męstwa też mam hipotezę, wydaje mi się, że może golić sobie potajemnie wąsik, mówię wam!
Prowadziłam negocjacje i z jednym, i z drugim, ale wiecie jak to jest, gdy do domu zamiast chłopa weźmiesz same osły. Tutaj przemówić mogą tylko twarde argumenty.
Negocjacje burzliwe, wytoczyłam najcięższe argumenty względem męża. (Jak możecie zauważyć na załączonym obrazku) ciężkie słowa wisiały w powietrzu, ale jak w końcu opadły na ziemię, to tumany kurzu wzbiły się w przestrzeń. Jeszcze więcej takich sprzeczek, a dostanę pylicy! I zadyszki drodzy państwo, i zadyszki!
Swoją drogą patrząc na ten unoszący się pył zaczynam się zastanawiać, co ta sprzątaczka robi tu przez cały dzień?
Już prawie dzwony biły na alarm, bo na chwilę straciłam z oczu gruchających muppeta zielonowłosego jak ciało Kermita i niebieskiego smerfa. Za dużo stresu chyba naraz, bo już sobie w panice wyobraziłam, jak z tego związku Muminki wychodzą!
Całe szczęście na schodach przed domem usłyszałam znajomy tupot stóp, a na progu stanęła ona...
Ufff! Gołąb chyba jednak doleciał! Wracam do siebie!
and
patatajaj na tęczowej owcy
Dobra dobra - wiem licencjat .. Ale takie przerwy dobrze Ci zrobią. Nam tez
Biedna Ewa probuje panować nad sytuacja , ale swoja droga to za zycie z mezem "meskim inaczej:" . Meskim inaczej? Chyba nie chciala przez to powiedziec .. no zreszta nie wazne, Vimes za to jest chyba zdecydowanie heteroseksualny,, chyba ze mu w tej grze odbilo juz zupelnie. Tak to jest jak sie faceta wypusci spod wlasnej myszki .. Chyba zmienie avka XD
@ANIA3 świetnie że wróciłaś kontynuować tę historię bo już się trochę obawiałam, że to opuszczony temat i że wkrótce wilk tu zawyje ino i kruk zaskrzeczy. A szkoda by była, bo opowieść zacna.
Masz bardzo fajny styl pisania i czekam na więcej. Pozdrawiam!
Historyjka: Pamiętnik Psotnika (w pozostałych rolach: Diabeł, szczury, karaluchy, Simbugi i simowa logika)
Czekam na ciąg dalszy
są czegoś naprawdę warci
Moja Galeria
arlenap89.tumblr.com
ID: M3lcik
Z niecierpliwością czekam na dalsze perypetie Aniuchny i całego jej stada
and
patatajaj na tęczowej owcy
kilka dla mnie rewelacyjnych momentów , świetne fotki szczególnie ta jak goście biegają za imprezą z powodu ustawienia pergoli
Sąsiadka-gość w welonie i białej sukni rewelacyjna mini historyjka , tej pani
Wstawiony Vimes -gołębiem , bezcenne
i cała rozbawiona , czytam jeszcze o Emerytach z klubu szachowego Moja królowa , jejku Anka masz mega pomysły i genialne zlepki słów , dla mnie cały odcinek bomba i teraz zabieram się za cd przygód Aniuchny bo już rewelacyjne fotki zachęcają mnie , pozdrawiam serdecznie
edytuję , by nie post pod postem
Uff!! Jedno co wiem na pewno ,bardzo bym chciała pojechać kiedyś z Aniuchną na taki plan filmowy jako obserwator
Co tam się dzieje i to całkiem mimo woli . Reżyser rwie włosy z nosa bo na głowie już nie ma
Anka raz jeszcze masa pochwał ,za genialne teksty , dowcip i cudne fotki . Wielki podziw dla ciebie
kilka perełek wyłapanych z tej fantastycznej historyjki
Odcinek specjalny z udziałem Konata Izumi w roli PusziSushi
Od ostatniego czasu, gdy się widzieliśmy upłynęło sporo wody. Spokojnie, wszystko wam wyjaśnię, tylko w swoim czasie, oczywiście. W skrócie za nami huczne wesele Norbiego i Ewy, zazdrosny Vimes, moja wielka średniowieczna kariera aktorska i problemy logistyczne z tym, kto i gdzie mieszka. Teraz przejdźmy do meritum, bo pewnie jesteście ciekawi jak zostałam staruchem z nadwagą, który ma dziwne upodobania do czerwonych kombinezonów, całe szczęście nie z lateksu. Bo zostanie geriatryczną męską wersją Britney mogłoby być przesadą.
Pewnie się zastanawiacie jak potoczyła się moja kariera w serialu o Królowej Dzierżysławie. Powiem tylko jedno, o fryzurę się królowa już nie musi martwić. Z serialu mnie wycięli i to tak mocno dosłownie.
#dekapitacja_taka_sytuacja
A propos fryzury! Patrzcie na jaki boski blond się machnęłam.
Moja gwiazda sławy zgasła szybciej niż zabłysła. Jednak niedługo potem dostałam kolejną intratną propozycję, która znowuż miała być okazją mego życia i przełomem kariery.
Zastanawiacie się pewnie skąd się tu wziął ten szop pracz? Dobra rada na przyszłość, nie chcecie wiedzieć. To Eustachy, wynajmuję u niego pokój w centrum… wiem, zaskakujące! Taka gwiazda nie w willi tylko pokój wynajmuje? Powiem wam, że na moje nieszczęście w okolicy chyba stacjonuje NASA, bo czynsze są tutaj KOSMICZNE, kosmicznie wysokie!
Aaaa nie pokój was dziwi, tylko fakt, że wynajmuje go szop? Szczerze mówiąc proponuje uczciwą stawkę, więc nie wnikam, kto i co. Wydaje się równym gościem?.. równym szopem. Co prawda mam mieszane uczucia, co do tego paleniska na środku salonu, ale przecież z szopem nie będę dyskutować. Można by powiedzieć, ze mamy takie nomen omen centralne ogrzewanie. Całe mieszkanie jak na, że tak powiem gatunek właściciela całkiem gustownie urządzone, nie ma biedy, tylko spójrzcie na ten telewizor! Łazienka też standardowo wyposażona, nie tylko żwirek i muchomorek, a patrząc na szopa podejrzewałam, że od dzisiaj będę musiała się nauczyć korzystać z kuwety.
Dostałam jeden z wolnych pokoi, gospodarz uprzedził bym się nie przestraszyła wystroju pokoju, bo poprzedni współlokator był podobno dosyć ekscentryczną personą. Coś się stało i wyniósł się w pośpiechu zostawiając wszystkie swoje rzeczy. Niewiele z tego tłumaczenia zrozumiałam, że niby jakaś awersja na słońce, człowiek pochodnia… nie wiem, chyba jakiś magik piroman wcześniej tu mieszkał.
Dobra idziemy zobaczyć te cuda w pokoju! Hmm… trumna. Po dokładnym rozeznaniu stwierdzam, że to chyba rodzaj alkowy. W trumnie jeszcze nie spałam, kiedyś musi być ten pierwszy raz, kto wie co mi się do roli przyda. Oby tylko była pusta!
Lokum już mamy teraz czas ruszać na podbój kina! Produkcja, w której mam wziąć udział to „Gorączka Świątecznej Nocy” w reżyserii Tuentina Qarantino. Nie znam gościa, mam nadzieję, że to nie jakiś amator. Chociaż przygotował się dobrze, na krok nie rozstaje się z gaśnicą, po moich ostatnich perypetiach na planie filmowym, który poszedł z dymem, dobrze jest być ubezpieczonym. Chociaż patrząc na krągłe kształty Pana Reżysera, zanim on do mnie by dobiegł z tą gaśnicą to by się pięć razy zasapał, a ja podzieliłabym los poprzedniego współlokatora Szopa i zmieniała się w człowieka pochodnię.
Jak udało mi się rozeznać w sytuacji, Pan Reżyser sapie nie tylko po biegu, ale także na widok swej zacnej asystentki Tamary Podaj. Się nie dziwię, laska ma czym oddychać, jeśli wiecie, co mam na myśli, jak wciągnie powietrze, to dla reszty nic z tlenu nie zostanie, nic tylko sapać. Swoją drogą asystentka o nazwisku Podaj. Podaj podaj mi chusteczkę! Hyhy!
Ze skryptu wyczytałam, że przed kamerą towarzyszyć mi będzie aktor Euzebiusz Pata-Taj. Nazwisko zobowiązuje to patatajać będzie po planie jako renifer. W trakcie dołączyć do nas ma jeszcze jakaś supergwiazda, nie zdradził nikt na razie kim ona jest. Nie przeczę trochę mnie ubodło, że to nie ja jestem tam celebrytką miesiąca, ale zobaczymy kto mnie wygryzł.
Nie przeraźcie się… tak, to ja. Zabrakło im chętnych, więc dostałam męską rolę Mikołaja. Może nie będzie tak źle, liczyłam na ponętną Mikołajową, a trafił mi się czerwony grubasek. Nie ma co kryć, ta rola to będzie wyzwanie.
Przybrana jak choinka na święta doczłapałam do lustra, by zobaczyć efekty magicznej przemiany.
Scena I Ujęcie 4: Mikołaj vs. Rudolf
Stop. Kamera stop.
To ma być Rudolf? W ogóle Renifer? No chyba mocno budżetowy. Fajnie ziomek, że okulary pasują ci do złotych zębów… zaraz, czekaj, ty masz złote zęby?! Dobra, nieważne, w każdym razie, gdzie ty widziałeś renifera w okularach?
Euzebiusz Pata-Taj: A ty widziałaś latające renifery?
No tak, niepodważalny argument. Ogarnij jakiś kostium w garderobie…
O borze szumiący. Taki Lord Vader wśród reniferów. Brakuje tylko kwestii „Luke, I’m your reindeer”. Next one, please.
Pata-Taj, że tak zagaję rozmowę, czy ty widziałeś kiedykolwiek renifera?
E.P-T: Nie
To wiele wyjaśnia…
No, widzę, że lepiej nie będzie, ogólnie byłoby spoko, tylko polecam obczaić tematykę dolnej części garderoby. Mówię ci, spodnie potrafią zdziałać cuda w stylizacji.
Scena II Ujęcie 17: Mikołaj vs. Komin
Ooo, że niby ja mam się na to wspiąć i jeszcze przeleźć?! Chyba się pan czadu z komina nawdychał Panie Srarantino.
Rudolf weź mnie podsadź!
20 minut sapania później
Tuentin Qarantino: Dajcie mi tu Elfa! I pchajcie!
Wtedy się zorientowałam, że tajemniczą gwiazdą kina, która mnie wygryzła jest Konata Izumi, grająca tutaj elfkę PusziSushi. Po długich negocjacjach z Reżyserem, przekonała go, że nie ma zamiaru mojego tłustego zada nigdzie dźwigać(wypraszam sobie! To część kostiumu! TE KILOGRAMY SĄ SZTUCZNE!) i lepiej przejść do kolejnej sceny.
Scena III Ujęcie 30: Mikołaj vs. Ho ho ho
Ponieważ nie udało mi się dostać do środka przez komin, stanęłam klasycznie w progu mieszkania i wycharczałam sławetne – ho ho ho! – jakbym właśnie się krztusiła. W zasadzie nie jakby, a faktycznie, bo przy oddechu wciągnęłam niechcący kawałek bujnej brody do buzi…łeh!
Scena IV Ujęcie 59: Mikołaj vs. Pirotechnika
Kolejny krokiem żywcem wyjętym z poradnika Świętego Mikołaja jest zostawienie prezentów w ogromnych skarpetach zawieszonych nad kominkiem. Uff, w końcu coś łatwego i mało angażującego. Jak to mówi Pan Reżyser, tego nie da się zmusztardzić… albo to było schrzanić?
Czujecie ten zapach? Jakby palone schaby?
Aaaaaa! To moje schaby się palą! Panie Reżyserze! GDZIE TA GAŚNICA?!
Scena V Ujęcie 114: Mikołaj vs. Kurtyna w dół
Moje schaby i włości uratowane, dzięki refleksowi Izumi. Kolacja z grillowanej Aniuchny odwołana. Panie Reżyserze, może pan odłożyć ten gigantyczny widelec rekwizyt.
Fakt zakończenia pracy na planie w jednym kawałku czas uwiecznić na pamiątkowym zdjęciu! Wszyscy krzyczymy ho ho ho!
and
patatajaj na tęczowej owcy
Szop Eustachy jest uroczym gospodarzem
Nowa rola Aniuchny godna pozazdroszczenia, Mikołaj z niej, że ho ho ho
Dzięki Ania za kolejną wspaniałą dozę Twojego niepowtarzalnego humoru
#EACreatorNetwork #EAContentCreator