Rzeczywiście jesteś w swojej pomysłowości niesamowita, tym razem nasza bohaterka dała czadu na planie jako Królowa Dzierżysława a królowa o takim imieniu powinna chyba dzierżyć sławę i rządzić twardą ręką więc nie dziwota,że nie bacząc na nudnawy scenario wzięła sprawy w swoje łapki Kapitalne foty i pomysł.Kto by pomyślał, że tak może zainspirować sam medievalowy cas. Fimu chyba jeszcze nie ma w kinach ale wiem już ,że z takim fimowym idolem mógłbym obejrzec cały dłuuugiserial
Ciekawe jak mogłyby wyglądac przemowy domałej królewny "Dzierżysiu puść już ten drewniany mieczyk!" Superowo
Fantastyczne! Cudowny pomysli i genialnie napisane! Smialam sie constans. Takiego Sredniowiecza juz dawno nie bylo.
Juz czytajac opis dobierania stroju bohaterce bylo zabawnie a dalej bylo tylko lepiej i lepiej.
Ciekawe ilu jeszcze kolegow z pracy Aniuchna - tfu znaczy Dzierzka uszkodzi . Zdaje sie ze na starcie jak to zwykle bywa producent poskapil kasy ma dekoracje, juz nie wspominajac o poduszce na twardy tron. Miejmy nadzieje, ze w miare jak nastepne wyprodukowane odcinki zaczna przynosic zyski po opublikowaniu w TV "Wyrafinowana Rozrywka" Aniuchna wraz z Rezyserem wydusza kase z producenta na bardziej pasujace do krolewny Dzierzeczki dekoracje .
P.S. Cholera nie da sie tego pseuda zmienic ? Na moje Aniuchna powinna wydusic z rezysera zmiane imienia, bo tego sie zapamietac nie da! Za chwile sie walne i mi juz nie chce nawet myslec w co moze mi sie przeksztalcic imie Dzierzycostam. To juz bylby koniec mojej kariery jako komentatora i wyniesiono by mnie z tego tematu ze spiczasta dekoracja sterczaca z biustu.
Gratki! Super odcinek! Czekam na wiecej!
świetnie napisana historia, super fotki, wesoło i rubasznie podobało mi się, dziękuje
dla mnie dodatkowym atutem jest obsadzenie planu filmowego w średniowiecznych simach, nie miałam do czynienia z ta gierką...
O masz, Aniuchna królową XD To jej się rola życiowa trafiła Oczywiście jak reszta ja także śmiałam się w głos aż mnie rodziciel opierdzielił bo film mu zagłuszałam. Kochana, więcej Twojej twórczości!
wklejam póki gorące. W przypływie nocnej fantazji pod wpływem leków przeciwbólowych tworzone, także uprzedzam
jeśli poczekam do rana, to najpewniej jeszcze raz przeczytam i skasuję, bo w nocy to jednak największy bełkot wszechświata mi wychodzi dlatego wklejam na ślepo xD
dziękuję za odwiedzinki
ODC. 14 „Wystrzałowe babeczki”
Jak pamiętacie ostatnio czystym, bądź brudnym przypadkiem dostałam pracę na planie średniowiecznego serialu. Chociaż bardzo spodobało mi się królowanie, to jednak główna bohaterka Dziara musi trochę odetchnąć. Okazało się, że po ostatnim moim dniu na planie Pan Reżyser postanowił pójść na urlop do odwołania. Podobno zabarykadował się u siebie w mieszkaniu i nikogo z ekipy filmowej nie chce widzieć na oczy przez następne sto lat. Ach! Ci artyści! Dramatyzują tylko. Ja wiem, że jestem jak wino i z wiekiem, coraz zacniejsza. Mimo wszystko chyba jednak nie warto czekać stu lat, aż zostanę królową balkonika, a zamiast berła dzierżyć będę co najwyżej słoik ze sztuczną szczęką.
Pomyślałam, że może mogłabym do niego wpaść i go przekonać jakoś do powrotu do pracy. W końcu przecież mam ten dar i aktorski, i przekonywania, nie?
Jednak na sam mój widok asystentka Jola Brukselka zzieleniała i wybiegła z pomieszczenia z krzykiem. Nie chcę nikogo martwić, ale takie zachowania są niepokojące. Jak nic jakieś niestrawności. Może mają rację jeszcze się od nich czymś zarażę. Przez najbliższy tydzień zrobię sobie wolne.
Wolny wieczór i zastrzyk gotówki postanowiłam wykorzystać natychmiast.
Wypełniłam ankietę i zgłosiłam się do programu super klubowicza. Przecież wieczorne wypady do klubu można połączyć z czymś pożytecznym. Podobno za jakieś tam działania w słusznej sprawie dostaje się śmieszne gadżety i bony na zakupy. No, byczo po prostu. Trochę ciężko było mi uzasadnić i wybrać odpowiednią kategorię działalności mojego klubu. Ostatecznie z mojej (nie)skromnej inicjatywy powstała grupa zajmująca się inwestowaniem w rozwój kultury i dobrego gustu społeczności. Nie mam pojęcia, co oni w tym biurze mieli pod postacią tego hasła na myśli.
Nazywamy się Wystrzałowe Babeczki. Skoro kultura, no to właśnie mam zamiar z członkiniami ją szerzyć, zaczynając od wyjścia na tańce i soczek. Ze względu na te zawirowania u mnie w pracy jest duże prawdopodobieństwo, że jedyna kultura jaką będę się w stanie podzielić to kultura bakterii, ale zawsze coś, prawda?
Jak dobrze pójdzie to może od razu zaliczymy pierwszy człon naszej nazwy i coś wystrzeli. Z tymi gustami, to ja nie wiem, o co chodzi, dlatego w nazwie umieściłam „babeczki”, od razu smacznie się kojarzy. Jakby co powiem, że sprzedajemy domowe wypieki...
W moim zespole miały być same kobiety, ale zaczęłam się zastanawiać, czy dla Norberta nie zrobić wyjątku. Wydaje mi się, że potrzeba mu trochę rozrywki. Całymi dniami chodzi spięty i roztrzęsiony. Przemieszcza się między pokojami jak duch i do tego cały czas strzela sobie z gumki recepturki w rękę. Nie mam pojęcia, o co mu z tym chodzi, ale mam pewne podejrzenia. Symptomy nasilają się im bliżej jest do jego ślubu z Ewą. Muszę się tym zająć, bo jak tak dalej pójdzie, to obrączkę ślubną będzie mógł sobie maksymalnie na palec od stopy wsunąć. Za każdym kolejnym razem jak go mijam w korytarzu jego ręka ma coraz bardziej siny kolor. Szczerze mnie to martwi. Myślę, że czas bym odkryła swoje nowe talenty. Jako człowiek chodząca telepatia...nie, wróć, nie to słowo... człowiek empatia, tak. Telepatie to ja mam z krasnalem ogrodowym. Nie uwierzycie, ale w myślach mu mówię: I stój, mały, tak cały dzień. I wiecie, co? On stoi. A wieczorem, puf. I znów leży. Ale to już siła wyższa, po prostu pies sąsiadów lubi go obsikiwać wieczorami. Zresztą nieważne... W każdym razie jako człowiek empatia, poświęcę się i zajrzę do jego pamiętnika ponownie. Bo przez tą jego całodobową, gumkową autodestrukcję kiedyś oszaleję. Pyk! Au! Pyk! Au!
Wracając do mojego klubowania.
Konieczny był do wyboru uniform, najlepiej jednolity, ale jako samozwańcza liderka, to chyba jednak powinnam się wyróżniać.
Pierwszy dzień działalności okazał się wielkim sukcesem. Wszyscy byli pod wrażeniem naszych kocich ruchów, a już w szczególności gustu doboru drinków do przekąsek.
Szczególną gwiazdą wieczoru była Ewa, ponieważ postanowiłam połączyć te kulturalną inwestycję z jej wieczorem panieńskim. W końcu ślub blisko i już nie będzie takiej kolejnej okazji do świętowania w trybie single player.
Następnego dnia rano, po przebudzeniu miałam dobre i złe doświadczenie. Dobre było to, że mam córkę, która łopatą do odśnieżania zebrała mnie z chodnika. Tą gorszą wersją był fakt, że towarzyszył jej Henio hydraulik od tych dziwacznych butów, które znowu się do mnie uśmiechały. Ewentualnie śmiały się ze mnie.
Od Emmy dowiedziałam się, że stan Norbiego lekko się ustabilizował, co prawda dalej podstrzeliwuje się gumką, ale plus jest taki, że ręka mu jeszcze nie odpadła i garnitur będzie pasował jak ulał.
Na wspomnienie o garniturze przypomniałam sobie, że obiecałam pomóc w wyborze sukni ślubnej Ewie. Szybko zadzwoniłam do Pawła by wyciągnął Norberta na jakiś kawalerski wypad, a sama pognałam do salonu sukien.
Jako główna druhna i organizatorka, pomyślałam, że fajnym motywem na ślub, byłby nawiedzony dwór. Dlatego zarezerwowałam Posiadłość Von Düch w Windenburgu. Idąc dalej tym tropem postanowiłam dobrać Ewie do tej stylistyki odpowiednią i mroczną kreację. Co, o tym myślicie?
Ha!ha!Ha! Kolejna dawka humoru w najlepszym stylu , dzięki za wszystkie perełki typu ..królowa balkonika , czy ...dzielenie się kulturą bakterii... Mam uśmiech na buzi szczery i to od samego rana , dzięki Tobie kochana ,bo w nocy tę perełkę wrzuciłaś dla nas. Martwię się Norbertem , ale mam nadzieję że Aniuchna poradzi sobie i z tym kłopotem , a pan młody będzie mógł obrączkę włożyć na palec od ręki
No i świetnie dobrany Orbison , całkowicie w moim guście . Rewelacyjny kawałek historyjki, uwielbiam twoją bohaterkę i jej córkę , a ciebie za taką świetną literaturę , którą łykam jak lekarstwo i mam dobry humor cały dzień Już się nie mogę doczekać ślubu , pozdrawiam serdecznie
No tak, kultura bakterii to jednak też zawsze kultura Wystrzałowe babeczki daja czadu
Może Norbertowi pomogą coby biedaczynie łapka nie odleciała od biczowania się gumkami...
"Dobre było to, że mam córkę, która łopatą do odśnieżania zebrała mnie z chodnika." - zabijaj mnie dalej (ze śmiechu) takimi zdaniami
Idealna na ślub będzie jak rozumiem w ostatnim wdzianku Choć znając realia tej opowieści pewnie wynajdzie jeszcze co innego...
Bombastiszen Mistrzu
No fakt artysci tak maja - raz depresja raz euforia . W wypadku Rezysera to jest czesto zwiazane z przydzielaniem kasy na serial przez Producenta, no ale kase powinien przeciez dostac! Pierwsze odcinki zdecydowanie zapowiadaly Dobra Zmiane , ktora zachodzila w basniowej krainie dzieki dzialalnosci dzielnej Dzierzki i jej metody rzadzenia na 100% podobaly sie przynajmniej trzem stacjom telewizyjnym! W tym dwom niezaleznym, choc to bylo Krolestwo, a nie Republika.
Nasza slynna juz aktorka w zyciu prywatnym tez nie oddala sie blogiemu lenistwu , ale dalej dziala na rzecz Spolecznosci propagujac dobry gust w doborze pieczywa. Zdrowe jedzenie , to zdrowe i ladne cialo jakie caly klub posiada i demonstruje ku podziwowi i zazdrosci kibicow.
Jednak przesuszone babeczki juz takie smaczne nie sa, wiec nic dziwnego ze sie podlewaja co chwila. Wazne tez ,ze plyny sa wytwornie podane. Tylko plebs pije cos bez cytrynki , wisienki lub innej dekoracji wiec i tutaj klub nie zaniedbal propagowania dobrego gustu. Brawa dla tych dzielnych pan!
Szefowa klubu nie dosc ze poswieca sie dla spoleczenstwa padajac ze zmeczenia na pysk i to doslownie - zamierza spelnic jeszcze jeden dobry uczynek i projektuje slub dla przyjaciolki w tym takze slubny ciuch.
Zdecydowanie przebojem jest slubna zbroja! Inna sprawa ze pan mlody powinien dostac do niej otwieracz do konserw. Inaczej moze bowiem nie skonsumowac zawartosci.
jejku! jak dawno mnie tu nie było tempo dodawania odcinków jest wręcz zatrważające
ale zauważyłam u siebie ostatnio tendencję, że jak tylko znajduję dla siebie wolną chwilę, to od razu usypiam nawet na stojąco
odwiedzającym ten temat komunikuję, że Aniuchna jeszcze na emeryturę się nie wybiera, nic z tych rzeczy! tak łatwo, to się jej nie pozbędziecie
ODC. 15 „Komnata mało tajemnicza”
Fragmenty z pamiętnika Norberta ciąg dalszy
14 kwietnia 2022
Kochany pamiętniczku!
Mam problem. Mam duży problem. Mam ogromny problem.
Dopiero teraz dotarła do mnie powaga sytuacji i zobowiązania jakim jest małżeństwo. Oświadczenie pijanego hot doga zaczęło odbijać mi się czkawką.
Nie żebym nie kochał Ewy, chcę by była moją żoną, ale cała ta otoczka sprawia, że ze strachu zamiast krwi w żyłach płynie mi galaretka. W zasadzie to nawet nie płynie.
Jeszcze Aniuchna co chwilę wyciąga mnie na mierzenie garnituru w najdziwniejszych kolorach i degustację tortów weselnych. Przy życiu trzyma mnie tylko fakt, że to nie ona je piekła.
W nocy śniło mi się, że porwała mnie biała dama i próbowała upiec mnie w piekarniku. Rano z całych sił obwąchiwałem się w zapachu swojej skóry i dałbym sobie rękę uciąć, że wyczułem delikatny aromat pierników i przypraw do pieczenia.
Ze stresu w ciągu kilku ostatnich dni wytłukłem pół zastawy stołowej. Wszystko obeszło się w domu bez echa ze względu na to, że Aniuchna uważa wytłuczone naczynia jako zrządzenie losu. Przynajmniej mniej jest do mycia. W ogóle najchętniej zrezygnowałaby z normalnych naczyń i przerzuciłaby się na plastikowe kubeczki.
Kupiłem ostatnio poradnik „1000 dumb ways to self-harm”. Języki obce nie są moją mocną stroną, ale ekspedientka powiedziała, że ten podręcznik pomoże mi odzyskać pewność siebie i podwyższy samoocenę.
W jednym z rozdziałów polecana była terapia gumkowa. Dzięki dokładnym rysunkom mogłem jakoś wprowadzić ją w życie, bo przecież nie po opisach.
Muszę przyznać, że im dłużej ją stosuję, tym mam większe wątpliwości, czy faktycznie wszystko dobrze zrozumiałem...
Na domiar złego Moyra Jodła próbuje złapać mnie w swe konary. Za każdym razem udaje mi się jakoś wymigiwać, bo wystarczy mi, że widujemy się na spotkaniach klubu ogrodników, ale i tak gdzie się nie wybiorę, nawet na spacer w środku lasu, to i tak ją na każdym kroku spotykam. No, ale wiadomo, jak to Jodła, w lesie największe prawdopodobieństwo spotkania z nią zdecydowanie jest.
Zresztą nie tylko ona, mam wrażenie, że wszyscy mnie ostatnio osaczyli. Czasami mam wrażenie, że jak tylko dźwignę deskę sedesową, to ze środka wyskoczy orkiestra symfoniczna i zacznie mi grać Marsz Mendelsona. I dużo się nie pomyliłem. Zaledwie parę dni temu, właśnie podczas korzystania z tej komnaty tajemnic, naszła mnie Emma. A kilka dni później sam zaliczyłem wtopę i wpakowałem się Aniuchnie do łazienki. Jednak nie bez przyczyny się tam pojawiłem. Od kilkunastu minut można było dosłyszeć z łazienki nawoływanie morświna. W obawie o życie zagrożonych gatunków, ruszyłem na ratunek. Jednak ten jazgot, to nie kwestia zaostrzonego harpuna, a po prostu wybitnego talentu, zwanego potocznie śpiewem Aniuchny.
Możecie wierzyć, bądź nie, ale wyparowałem stamtąd jeszcze szybciej niż się pojawiłem. Biegłem tak szybko, że zatrzymałem się dopiero w sklepie budowlanym na dziale z zamkami.
Ostatnio Paweł wyciągnął mnie do klubu, twierdząc że nie mogę przegapić własnego wieczoru kawalerskiego. Muszę przyznać, że podbudowało mnie to męski towarzystwo i postanowiłem zaraz po przyjściu do domu wyrzucić, chociażby przez okno ten cały poradnik po chińsku. Wszystkie gumki recepturki i tak mi się już skończyły, a skuteczność była mierna.
Jednak to było zanim nie spotkałem w klubie Moyry Jodły. Ostry z niej zawodnik więc zgodziłem się, że zatańczę nie tyle z nią, co obok niej. Całe szczęście dzięki Pawłowi udało mi się od niej uwolnić, on zdecydowanie bardziej jest w stanie udźwignąć jej temperament. Z biegiem wieczoru zacząłem się zastanawiać, kto wie, może następne zaproszenie na ślub będzie właśnie od Pawła?
Następnego ranka otrzymałem, takiego oto smsa.
Ktoś widział nas razem i przekazał, to Ewie, czy to jakaś ironia z jej strony? I pod tą powłoką miłego, kryje się rozwód, jeszcze zanim się pobraliśmy? A może po prostu jest dobra. Nie wiem. Nigdy nie zrozumiem kobiet. Aniuchna, na przykład, za każdym razem kiedy wydaje się, że jest milsza, to... no właśnie wydaje się!
Mam nadzieję, że ślub jeszcze aktualny!
FANTASTYCZNE!!! Rewelacyjne spojrzenie na sprawę ślubu oczami pana młodego , genialne nawiązanie do poprzednich wątków z gumką recepturką. Ja uwielbiam Twój humor , styl i nie zgadzam się na żadną emeryturę !! Twórcy , a tym bardziej świetni twórcy tak jak Ty nie przechodzą na emeryturę tyko tworzą cały czas ku naszej uciesze . Rozbawiłaś mnie znów ogromnie i bardzo przyjemnie , dzięki za to WIELKIE!! bo , znów świat jest kolorowy , a nie szary .Z utęsknieniem czekam na te pigułki humoru od Ciebie . A takie perełki to chyba wypisze sobie na ścianie , na bank wypiszę po remoncie , aby każdy kto mnie odwiedzi mógł się uśmiechnąć "... No, ale wiadomo, jak to Jodła, w lesie największe prawdopodobieństwo spotkania z nią zdecydowanie jest...."" Pięknie dziękuję Aniu za wszystko !!!
Aniucha Ty to masz poczucie humoru w 100% nie mogłem się skupić na czytaniu bo ze śmiechu to płakałem i bolał mnie brzuch
Połączenie The Sims z The Sims Średniowiecze wyszło Ci wspaniale,swego czasu nawet myślałem o podobnej zabawie jak u Ciebie.
Wspaniale prowadzisz relację jako narratorka poszczególnych postaci Mój awek w ciebie jak widzę ma się bardzo dobrze,ale niepokoi mnie fakt że z jakimiś drzewami chce się wiązać. Czekam na dalsze przygody twoich bohaterów
Podrecznikiem "1000 dumb ways to self-harm" czyli "1000 glupawych sposobow, na to by sie uszkodzic" juz na starcie mnie rozsmieszylas. No i wyjasnilo sie dlaczego Norbert tak zajadle uprawial samo-gumkowanie. Nie uczeszczal na lekcje angielskiego .. Za to ekspedientka ukonczyla z wynikiem celujacym kurs marketingu z naciskiem na rozdzial " Jak wcisnac byle badziewie nie kumajacemu klientowi"
Przy spiewajacym morswinie w lazience i bohaterskiej probie Norberta obrony tego ginacego juz pokladalam sie ze smiechu na klawiaturze.
Moyra jodla zas, to juz byla wisienka na torcie
P.S usypianie na stojaco jeszcze mi nie grozi natomiast zasypianie na klawiaturze to juz u mnie normalny objaw. Najbardziej wkurzajace zas jest fakt, ze gdy wylacze komputer i przeniose sie na tapczanik, to natychmiast spac mi sie odechciewa. Nie wiem czy to jesien za oknem czy hipnotyzujacy wplyw dzialania ekranu komputera. Buziaki ♥
Zbłąkana istota tu zaglądała, czytała i śmiała się, a gdy zaliczyła dawkę humoru .... ulatniała w dobrym nastroju. Ale nadeszła ta wiekopomna chwila, by się ujawnić i coś skrobnąć.
Tour de bar chyba był ostro zakrapiany, skoro Aniuchna nie pamięta tej akcji z castingiem. Całe szczęście, że została królową Dzierżysławą, dyby to jednak dość statyczna rola, a tak mogła się wyżyć na aktorach. Debiut filmowy świetny, od razu opanowała mimikę i całą beczułkę wina, co wcale nie jest łatwe.
Idąc za ciosem (reżyser filmowy na razie czeka na odrost włosów), postanowiła zabłysnąć na parkiecie w roli wystrzałowej szefowej klubu. Też fajna fucha.
Poza tym można tu połączyć przyjemne z pożytecznym, i w pląsach zrzucić kilka kilogramów nadwagi.
Biedny Norbi, padł ofiarą historyjki obrazkowej, całe szczęście, że tylko narysowali gumkowanie po ręce. Teraz, gdy te drakońskie metody wzbudzania pewności siebie odrzucił, a Ewa ma do wyboru całą kolekcję kreacji ślubnych, czekam na weselisko.
Pisz dalej kochana, bo pomysły masz nieziemskie i swoim tekstem potrafisz mnie rozbawić do łez. Buziaki
Aniu - ja też pokładam się ze śmiechu czytając twoją historyjkę. Uwielbiam twoje poczucie humoru przypominające mi nieco Chmielewską.
Na emeryturę "pisarczą" nie zgadzam się - tak jak wszyscy tu zaglądający.
błyskotliwe multum zabawnych rzeczy w stosunkowo krótkim tekście, tylko Ty tak potrafisz.
Myślę, że piesek na tej fociszy pomyślał sobie "oni tak na poważnie, że niby tańczą ? Aha ok..."
No to tak. Nie było mnie tu milion lat, a znakiem tego jest zdecydowanie porośnięty chaszczami temat Odchwaszczanie czas zacząć! Mam nadzieję, że forum to nie pustynia i znajdą się jeszcze jacyś chętni, po wydobyciu tematu z tego gąszczu xD
Story wiszą w oknach, badum tsss. Taki suchar oczywiście
A teraz przechodzimy do konkretów, bo zatrzymałam historię w kulminacyjnym momencie. Wiecie taka przerwa między sezonami
Czy Norbert i Ewa wezmą ślub? Czy Vimes powie NIE temu związkowi, a może zamilknie na wieki? I co na to wszystko Aniuchna?
ODC. 16 „Dzień eŚ i Wielka Dzicz”
Nadszedł Dzień eŚ, Dzień Ślubu.
Nie spałam pół ostatniej nocy, a na najwyższych obrotach jestem od samego świtu. Bądź, co bądź, ale odpowiadam za szczęśliwy finisz państwa młodych przy ołtarzu! Chociażbym miała zaciągnąć ich siłą z kajdankami na rękach, to i tak to zrobię. W końcu nie było mi tak łatwo załatwić duchy do nawiedzonego dworku. Skubane znikać się nauczyły, a negocjacja cen była tak ostra, że prawie ja sama wyzionęłabym ducha.
Pojawił się też problem z odpowiednim ustawieniem pergoli, którą zażyczyła sobie panna młoda. Wobec tego goście byli zmuszeni biegać po całym placu w pogoni za imprezą. A to wszystko spoczywało na czyich barkach? Tak... I to dosłownie. Ufff!
Do tego urzędnik odpowiedzialny za udzielenie ślubu, gdzieś nam się po drodze zgubił. I znajdź tu kogoś z odpowiednimi uprawnieniami na ostatnią chwilę.
Zagubił się też główny świadek i brat panny młodej. Może nie tyle zagubił, co w ogóle na horyzoncie się nie pojawił. Zaraz wystawię list gończy.
Ale jak to mówią, żyjemy na czas, więc noga na gaz. Chociaż mój pęcherz zaraz zamieni się w bombę biologiczną gotową w każdej minucie eksplodować, bo przedawkowałam w moczopędnych napojach.
Jakby mało było zmartwień, jedna z sąsiadek zaproszonych przyszła ubrana na biało, w welonie i szukała księgi do zapisów na łapanie bukietu. Welonu łapać już nie będzie, bo przyszła ze swoim...taka inicjatywa. Bukiet też by załatwiła, ale bała się, że do wieczora kwiaty zwiędną. A w sukni jest dlatego, że nie chce tracić czasu od razu po złapaniu chce przystąpić do ceremonii, w końcu nie jest już młoda, a w swym dorobku ma już czterech mężów.
Tak sobie myślę, może powinnam cennik za takie usługi wystawić, jeden rzut bukietu – pięćset.
Kiedy samozwańcza rozwódka/wdowa/panna młoda została usunięta z pola widzenia, pergola stanęła, gdzie trzeba, pojawił się Vimes i kolejny problem. Wstawiony. W sensie Vimes wstawiony, nie problem, aczkolwiek to samo w sobie jest też problemem. Bo jak wiecie Vimes w swej nietrzeźwości potrafi w sekundę wejść w tryb autopilota. Nawet się nie obejrzysz, a będzie stał obok ciebie w samych skarpetkach, rzucając się jak neandertalczyk z włócznią.
Jak tak dalej pójdzie to sama się wstawię. W międzyczasie zadzwoniła moja matka, by zmyć mi głowę. Kiedy to w końcu się ustatkuję, bo nie jestem coraz młodsza i chudsza. No dzięki!
Wciąż nie mieliśmy nikogo do udzielenia ślubu, bo upoważniony urzędas, prysnął do Vegas z samozwańczą Panną Młodą.
I tu z pomocą przyszedł duch Alfred, którego sprowadziłam do posiadłości. Okazało się, że za życia udzielał ślubów. Nie wiem, jak takie mistyczne obrzędy mają się do prawa, ale w tym momencie to nawet sam Elvis mógłby udzielić tego ślubu, byleby wszystko się odbyło. Że tak powiem, nie dziadujmy, ale wręcz przeciwnie, zważywszy na okoliczności.
Przyspawałam garnitur do Vimesa, a jego samego do balustrady przy stawie. Może ta wilgoć go trochę otrzeźwi.
Zapadła cisza. Prawie idealna, do momentu, aż pijany Vimes nie zaczął gruchać jak gołąb... nie załatwiłam normalnych gołębi, więc lepszy rydz niż nic. I stało się Ewa i Norbert wymienili się obrączkami!
Hahahaha! Spodziewaliście się Marszu Mendelsona, prawda? Nie ze mną te numery!
Po ceremonii zagoniłam wszystkich do pałacu na kolację. A sama poszłam oswobodzić Vimesa. Nie wiem, czy to atmosfera tego miejsca i okoliczności, czy wrodzony erotyzm gruchającego jak gołąb Vimesa tak na mnie podziałał, ale z miejsca sama dałam się ponieść chwili.
Jak tylko się opamiętałam niezwłocznie dołączyłam do pozostałych biesiadników, jednocześnie trzymając swojego gołąbka jak najbliżej, żeby tylko Panu Młodemu nie przygruchał między oczy. Wiedząc jak bardzo się (nie)lubią, mogliby tak ze sobą gruchać do samego rana. A ja naprawdę tej nocy nie chce spędzić na ostrym dyżurze. Chyba, że obsłuży mnie osobiście sam George Clooney.
Gdy sztywna atmosfera opadła, a wszystko zaczęło się kręcić w najlepsze, zauważyłam, że zgubiłam swojego skrzydlatego towarzysza. Przez okno zobaczyłam jak krąży wokół krzaków w ogrodzie.
Kwiaty z tego krzewu tak ładnie pachniały, że tak się stało, że wąchaliśmy je całą noc, do białego rana. Tak nas to zajęło i pochłonęło, że nie zauważyliśmy stojącego obok zakazu wąchania tychże kwiatów. Do tego obok zaczęli się zbierać emeryci z klubu szachowego Moja Królowa, bo mieli rezerwację pałacu na ranek. Więc poczuliśmy się trochę niezręcznie wąchając tak publicznie te nieszczęsne kwiaty.
Ostatecznie ślub i wesele można uznać za udane.
Bilans przedstawia się następująco: minus - podstarzała panna młoda, minus - urzędnik, minus - szyba na pierwszym piętrze(jeden z gości też chciał sprawdzić, czy jest gołębiem. Żyje, a to chyba oznacza, że jest kotem, nie gołębiem), plus - wysypka na moim tyłku, plus – pięć kilo(dieta poszła w łeb), wielki plus - nowa para nowożeńców, i średnio dobry plus - emeryt, który chciałby ze mną wąchać kwiatki, no nie wiem...
Disco-polo jak najbardziej pasuje jako podklad do wesela. Wlasciwie to Norbert moglby to spiewac , choc przelecialam focie i nie odkrylam jakiego koloru Ewa ma oczeta. Chyba slabo szukalam.
A propo latania, to kawalek to gosciu ktory zamarzyl o byciu golebiem , a okazal sie byc kotem super zabawny
Duch udzielajacy slubu. to tylko tylko u Anichna mogla wymyslic. No i zalatwic
Zdaje sie , ze Vimes po podeptaniu zieleni publicznej wraz ze wspolniczka nagle zaczal trzezwiec i sadzac po jego wygladzie ma juz okropnego kaca
Bardzo mi brakowalo Twoich historyjek - swietnych fotek jak zawsze opatrzonych znakomitym tekstem. Tekstem pelnym specyficznego humoru , wlasciwego tylko dla Ciebie
Komentarz
Ciekawe jak mogłyby wyglądac przemowy domałej królewny "Dzierżysiu puść już ten drewniany mieczyk!"
Juz czytajac opis dobierania stroju bohaterce bylo zabawnie a dalej bylo tylko lepiej i lepiej.
Ciekawe ilu jeszcze kolegow z pracy Aniuchna - tfu znaczy Dzierzka uszkodzi . Zdaje sie ze na starcie jak to zwykle bywa producent poskapil kasy ma dekoracje, juz nie wspominajac o poduszce na twardy tron. Miejmy nadzieje, ze w miare jak nastepne wyprodukowane odcinki zaczna przynosic zyski po opublikowaniu w TV "Wyrafinowana Rozrywka" Aniuchna wraz z Rezyserem wydusza kase z producenta na bardziej pasujace do krolewny Dzierzeczki dekoracje .
P.S. Cholera nie da sie tego pseuda zmienic ? Na moje Aniuchna powinna wydusic z rezysera zmiane imienia, bo tego sie zapamietac nie da! Za chwile sie walne i mi juz nie chce nawet myslec w co moze mi sie przeksztalcic imie Dzierzycostam. To juz bylby koniec mojej kariery jako komentatora i wyniesiono by mnie z tego tematu ze spiczasta dekoracja sterczaca z biustu.
Gratki! Super odcinek! Czekam na wiecej!
dla mnie dodatkowym atutem jest obsadzenie planu filmowego w średniowiecznych simach, nie miałam do czynienia z ta gierką...
cayrees.tumblr.com
Origin ID Cayrees
są czegoś naprawdę warci
Moja Galeria
arlenap89.tumblr.com
ID: M3lcik
jeśli poczekam do rana, to najpewniej jeszcze raz przeczytam i skasuję, bo w nocy to jednak największy bełkot wszechświata mi wychodzi
dziękuję za odwiedzinki
Jak pamiętacie ostatnio czystym, bądź brudnym przypadkiem dostałam pracę na planie średniowiecznego serialu. Chociaż bardzo spodobało mi się królowanie, to jednak główna bohaterka Dziara musi trochę odetchnąć. Okazało się, że po ostatnim moim dniu na planie Pan Reżyser postanowił pójść na urlop do odwołania. Podobno zabarykadował się u siebie w mieszkaniu i nikogo z ekipy filmowej nie chce widzieć na oczy przez następne sto lat. Ach! Ci artyści! Dramatyzują tylko. Ja wiem, że jestem jak wino i z wiekiem, coraz zacniejsza. Mimo wszystko chyba jednak nie warto czekać stu lat, aż zostanę królową balkonika, a zamiast berła dzierżyć będę co najwyżej słoik ze sztuczną szczęką.
Pomyślałam, że może mogłabym do niego wpaść i go przekonać jakoś do powrotu do pracy. W końcu przecież mam ten dar i aktorski, i przekonywania, nie?
Jednak na sam mój widok asystentka Jola Brukselka zzieleniała i wybiegła z pomieszczenia z krzykiem. Nie chcę nikogo martwić, ale takie zachowania są niepokojące. Jak nic jakieś niestrawności. Może mają rację jeszcze się od nich czymś zarażę. Przez najbliższy tydzień zrobię sobie wolne.
Wolny wieczór i zastrzyk gotówki postanowiłam wykorzystać natychmiast.
Wypełniłam ankietę i zgłosiłam się do programu super klubowicza. Przecież wieczorne wypady do klubu można połączyć z czymś pożytecznym. Podobno za jakieś tam działania w słusznej sprawie dostaje się śmieszne gadżety i bony na zakupy. No, byczo po prostu. Trochę ciężko było mi uzasadnić i wybrać odpowiednią kategorię działalności mojego klubu. Ostatecznie z mojej (nie)skromnej inicjatywy powstała grupa zajmująca się inwestowaniem w rozwój kultury i dobrego gustu społeczności. Nie mam pojęcia, co oni w tym biurze mieli pod postacią tego hasła na myśli.
Nazywamy się Wystrzałowe Babeczki. Skoro kultura, no to właśnie mam zamiar z członkiniami ją szerzyć, zaczynając od wyjścia na tańce i soczek. Ze względu na te zawirowania u mnie w pracy jest duże prawdopodobieństwo, że jedyna kultura jaką będę się w stanie podzielić to kultura bakterii, ale zawsze coś, prawda?
Jak dobrze pójdzie to może od razu zaliczymy pierwszy człon naszej nazwy i coś wystrzeli. Z tymi gustami, to ja nie wiem, o co chodzi, dlatego w nazwie umieściłam „babeczki”, od razu smacznie się kojarzy. Jakby co powiem, że sprzedajemy domowe wypieki...
W moim zespole miały być same kobiety, ale zaczęłam się zastanawiać, czy dla Norberta nie zrobić wyjątku. Wydaje mi się, że potrzeba mu trochę rozrywki. Całymi dniami chodzi spięty i roztrzęsiony. Przemieszcza się między pokojami jak duch i do tego cały czas strzela sobie z gumki recepturki w rękę. Nie mam pojęcia, o co mu z tym chodzi, ale mam pewne podejrzenia. Symptomy nasilają się im bliżej jest do jego ślubu z Ewą. Muszę się tym zająć, bo jak tak dalej pójdzie, to obrączkę ślubną będzie mógł sobie maksymalnie na palec od stopy wsunąć. Za każdym kolejnym razem jak go mijam w korytarzu jego ręka ma coraz bardziej siny kolor. Szczerze mnie to martwi. Myślę, że czas bym odkryła swoje nowe talenty. Jako człowiek chodząca telepatia...nie, wróć, nie to słowo... człowiek empatia, tak. Telepatie to ja mam z krasnalem ogrodowym. Nie uwierzycie, ale w myślach mu mówię: I stój, mały, tak cały dzień. I wiecie, co? On stoi. A wieczorem, puf. I znów leży. Ale to już siła wyższa, po prostu pies sąsiadów lubi go obsikiwać wieczorami. Zresztą nieważne... W każdym razie jako człowiek empatia, poświęcę się i zajrzę do jego pamiętnika ponownie. Bo przez tą jego całodobową, gumkową autodestrukcję kiedyś oszaleję. Pyk! Au! Pyk! Au!
Wracając do mojego klubowania.
Konieczny był do wyboru uniform, najlepiej jednolity, ale jako samozwańcza liderka, to chyba jednak powinnam się wyróżniać.
Pierwszy dzień działalności okazał się wielkim sukcesem. Wszyscy byli pod wrażeniem naszych kocich ruchów, a już w szczególności gustu doboru drinków do przekąsek.
Szczególną gwiazdą wieczoru była Ewa, ponieważ postanowiłam połączyć te kulturalną inwestycję z jej wieczorem panieńskim. W końcu ślub blisko i już nie będzie takiej kolejnej okazji do świętowania w trybie single player.
Następnego dnia rano, po przebudzeniu miałam dobre i złe doświadczenie. Dobre było to, że mam córkę, która łopatą do odśnieżania zebrała mnie z chodnika. Tą gorszą wersją był fakt, że towarzyszył jej Henio hydraulik od tych dziwacznych butów, które znowu się do mnie uśmiechały. Ewentualnie śmiały się ze mnie.
Od Emmy dowiedziałam się, że stan Norbiego lekko się ustabilizował, co prawda dalej podstrzeliwuje się gumką, ale plus jest taki, że ręka mu jeszcze nie odpadła i garnitur będzie pasował jak ulał.
Na wspomnienie o garniturze przypomniałam sobie, że obiecałam pomóc w wyborze sukni ślubnej Ewie. Szybko zadzwoniłam do Pawła by wyciągnął Norberta na jakiś kawalerski wypad, a sama pognałam do salonu sukien.
Jako główna druhna i organizatorka, pomyślałam, że fajnym motywem na ślub, byłby nawiedzony dwór. Dlatego zarezerwowałam Posiadłość Von Düch w Windenburgu. Idąc dalej tym tropem postanowiłam dobrać Ewie do tej stylistyki odpowiednią i mroczną kreację. Co, o tym myślicie?
No, to lecimy!
Muzyka, maestro!
TAK! Teraz już wiem, jaka będzie idealna!
To do zobaczenia na ślubie!
and
patatajaj na tęczowej owcy
No i świetnie dobrany Orbison , całkowicie w moim guście . Rewelacyjny kawałek historyjki, uwielbiam twoją bohaterkę i jej córkę , a ciebie
Może Norbertowi pomogą coby biedaczynie łapka nie odleciała od biczowania się gumkami...
"Dobre było to, że mam córkę, która łopatą do odśnieżania zebrała mnie z chodnika." - zabijaj mnie dalej (ze śmiechu) takimi zdaniami
Idealna na ślub będzie jak rozumiem w ostatnim wdzianku
Bombastiszen Mistrzu
Nasza slynna juz aktorka w zyciu prywatnym tez nie oddala sie blogiemu lenistwu , ale dalej dziala na rzecz Spolecznosci propagujac dobry gust w doborze pieczywa. Zdrowe jedzenie , to zdrowe i ladne cialo jakie caly klub posiada i demonstruje ku podziwowi i zazdrosci kibicow.
Jednak przesuszone babeczki juz takie smaczne nie sa, wiec nic dziwnego ze sie podlewaja co chwila. Wazne tez ,ze plyny sa wytwornie podane. Tylko plebs pije cos bez cytrynki , wisienki lub innej dekoracji wiec i tutaj klub nie zaniedbal propagowania dobrego gustu. Brawa dla tych dzielnych pan!
Szefowa klubu nie dosc ze poswieca sie dla spoleczenstwa padajac ze zmeczenia na pysk i to doslownie - zamierza spelnic jeszcze jeden dobry uczynek i projektuje slub dla przyjaciolki w tym takze slubny ciuch.
Zdecydowanie przebojem jest slubna zbroja! Inna sprawa ze pan mlody powinien dostac do niej otwieracz do konserw. Inaczej moze bowiem nie skonsumowac zawartosci.
są czegoś naprawdę warci
Moja Galeria
arlenap89.tumblr.com
ID: M3lcik
ale zauważyłam u siebie ostatnio tendencję, że jak tylko znajduję dla siebie wolną chwilę, to od razu usypiam nawet na stojąco
odwiedzającym ten temat komunikuję, że Aniuchna jeszcze na emeryturę się nie wybiera, nic z tych rzeczy! tak łatwo, to się jej nie pozbędziecie
Fragmenty z pamiętnika Norberta ciąg dalszy
Następnego ranka otrzymałem, takiego oto smsa.
and
patatajaj na tęczowej owcy
Połączenie The Sims z The Sims Średniowiecze wyszło Ci wspaniale,swego czasu nawet myślałem o podobnej zabawie jak u Ciebie.
Wspaniale prowadzisz relację jako narratorka poszczególnych postaci
twitter.com/Pawe60835471
Przy spiewajacym morswinie w lazience i bohaterskiej probie Norberta obrony tego ginacego juz pokladalam sie ze smiechu na klawiaturze.
Moyra jodla zas, to juz byla wisienka na torcie
P.S usypianie na stojaco jeszcze mi nie grozi natomiast zasypianie na klawiaturze to juz u mnie normalny objaw. Najbardziej wkurzajace zas jest fakt, ze gdy wylacze komputer i przeniose sie na tapczanik, to natychmiast spac mi sie odechciewa. Nie wiem czy to jesien za oknem czy hipnotyzujacy wplyw dzialania ekranu komputera. Buziaki ♥
Tour de bar chyba był ostro zakrapiany, skoro Aniuchna nie pamięta tej akcji z castingiem. Całe szczęście, że została królową Dzierżysławą, dyby to jednak dość statyczna rola, a tak mogła się wyżyć na aktorach. Debiut filmowy świetny, od razu opanowała mimikę i całą beczułkę wina, co wcale nie jest łatwe.
Idąc za ciosem (reżyser filmowy na razie czeka na odrost włosów), postanowiła zabłysnąć na parkiecie w roli wystrzałowej szefowej klubu. Też fajna fucha.
Poza tym można tu połączyć przyjemne z pożytecznym, i w pląsach
Biedny Norbi, padł ofiarą historyjki obrazkowej, całe szczęście, że tylko narysowali gumkowanie po ręce.
Pisz dalej kochana, bo pomysły masz nieziemskie i swoim tekstem potrafisz mnie rozbawić do łez.
http://ktosiksims.tumblr.com
Na emeryturę "pisarczą" nie zgadzam się - tak jak wszyscy tu zaglądający.
Morświn mnie rozbawił do łez.
Myślę, że piesek na tej fociszy pomyślał sobie "oni tak na poważnie, że niby tańczą ? Aha ok..."
ODCHWASZCZANIE W TOKU 69%
PROSZĘ NIE WYŁĄCZAĆ ZASILANIA KOMPUTERA
and
patatajaj na tęczowej owcy
A GDZIE STORY???????
A teraz przechodzimy do konkretów, bo zatrzymałam historię w kulminacyjnym momencie. Wiecie taka przerwa między sezonami
Czy Norbert i Ewa wezmą ślub? Czy Vimes powie NIE temu związkowi, a może zamilknie na wieki? I co na to wszystko Aniuchna?
Nadszedł Dzień eŚ, Dzień Ślubu.
Nie spałam pół ostatniej nocy, a na najwyższych obrotach jestem od samego świtu. Bądź, co bądź, ale odpowiadam za szczęśliwy finisz państwa młodych przy ołtarzu! Chociażbym miała zaciągnąć ich siłą z kajdankami na rękach, to i tak to zrobię. W końcu nie było mi tak łatwo załatwić duchy do nawiedzonego dworku. Skubane znikać się nauczyły, a negocjacja cen była tak ostra, że prawie ja sama wyzionęłabym ducha.
Pojawił się też problem z odpowiednim ustawieniem pergoli, którą zażyczyła sobie panna młoda. Wobec tego goście byli zmuszeni biegać po całym placu w pogoni za imprezą. A to wszystko spoczywało na czyich barkach? Tak... I to dosłownie. Ufff!
Do tego urzędnik odpowiedzialny za udzielenie ślubu, gdzieś nam się po drodze zgubił. I znajdź tu kogoś z odpowiednimi uprawnieniami na ostatnią chwilę.
Zagubił się też główny świadek i brat panny młodej. Może nie tyle zagubił, co w ogóle na horyzoncie się nie pojawił. Zaraz wystawię list gończy.
Ale jak to mówią, żyjemy na czas, więc noga na gaz. Chociaż mój pęcherz zaraz zamieni się w bombę biologiczną gotową w każdej minucie eksplodować, bo przedawkowałam w moczopędnych napojach.
Jakby mało było zmartwień, jedna z sąsiadek zaproszonych przyszła ubrana na biało, w welonie i szukała księgi do zapisów na łapanie bukietu. Welonu łapać już nie będzie, bo przyszła ze swoim...taka inicjatywa. Bukiet też by załatwiła, ale bała się, że do wieczora kwiaty zwiędną. A w sukni jest dlatego, że nie chce tracić czasu od razu po złapaniu chce przystąpić do ceremonii, w końcu nie jest już młoda, a w swym dorobku ma już czterech mężów.
Tak sobie myślę, może powinnam cennik za takie usługi wystawić, jeden rzut bukietu – pięćset.
Kiedy samozwańcza rozwódka/wdowa/panna młoda została usunięta z pola widzenia, pergola stanęła, gdzie trzeba, pojawił się Vimes i kolejny problem. Wstawiony. W sensie Vimes wstawiony, nie problem, aczkolwiek to samo w sobie jest też problemem. Bo jak wiecie Vimes w swej nietrzeźwości potrafi w sekundę wejść w tryb autopilota. Nawet się nie obejrzysz, a będzie stał obok ciebie w samych skarpetkach, rzucając się jak neandertalczyk z włócznią.
Jak tak dalej pójdzie to sama się wstawię. W międzyczasie zadzwoniła moja matka, by zmyć mi głowę. Kiedy to w końcu się ustatkuję, bo nie jestem coraz młodsza i chudsza. No dzięki!
Wciąż nie mieliśmy nikogo do udzielenia ślubu, bo upoważniony urzędas, prysnął do Vegas z samozwańczą Panną Młodą.
I tu z pomocą przyszedł duch Alfred, którego sprowadziłam do posiadłości. Okazało się, że za życia udzielał ślubów. Nie wiem, jak takie mistyczne obrzędy mają się do prawa, ale w tym momencie to nawet sam Elvis mógłby udzielić tego ślubu, byleby wszystko się odbyło. Że tak powiem, nie dziadujmy, ale wręcz przeciwnie, zważywszy na okoliczności.
Przyspawałam garnitur do Vimesa, a jego samego do balustrady przy stawie. Może ta wilgoć go trochę otrzeźwi.
Zapadła cisza. Prawie idealna, do momentu, aż pijany Vimes nie zaczął gruchać jak gołąb... nie załatwiłam normalnych gołębi, więc lepszy rydz niż nic. I stało się Ewa i Norbert wymienili się obrączkami!
Hahahaha! Spodziewaliście się Marszu Mendelsona, prawda? Nie ze mną te numery!
Po ceremonii zagoniłam wszystkich do pałacu na kolację. A sama poszłam oswobodzić Vimesa. Nie wiem, czy to atmosfera tego miejsca i okoliczności, czy wrodzony erotyzm gruchającego jak gołąb Vimesa tak na mnie podziałał, ale z miejsca sama dałam się ponieść chwili.
Jak tylko się opamiętałam niezwłocznie dołączyłam do pozostałych biesiadników, jednocześnie trzymając swojego gołąbka jak najbliżej, żeby tylko Panu Młodemu nie przygruchał między oczy. Wiedząc jak bardzo się (nie)lubią, mogliby tak ze sobą gruchać do samego rana. A ja naprawdę tej nocy nie chce spędzić na ostrym dyżurze. Chyba, że obsłuży mnie osobiście sam George Clooney.
Gdy sztywna atmosfera opadła, a wszystko zaczęło się kręcić w najlepsze, zauważyłam, że zgubiłam swojego skrzydlatego towarzysza. Przez okno zobaczyłam jak krąży wokół krzaków w ogrodzie.
Kwiaty z tego krzewu tak ładnie pachniały, że tak się stało, że wąchaliśmy je całą noc, do białego rana. Tak nas to zajęło i pochłonęło, że nie zauważyliśmy stojącego obok zakazu wąchania tychże kwiatów. Do tego obok zaczęli się zbierać emeryci z klubu szachowego Moja Królowa, bo mieli rezerwację pałacu na ranek. Więc poczuliśmy się trochę niezręcznie wąchając tak publicznie te nieszczęsne kwiaty.
Ostatecznie ślub i wesele można uznać za udane.
Bilans przedstawia się następująco: minus - podstarzała panna młoda, minus - urzędnik, minus - szyba na pierwszym piętrze(jeden z gości też chciał sprawdzić, czy jest gołębiem. Żyje, a to chyba oznacza, że jest kotem, nie gołębiem), plus - wysypka na moim tyłku, plus – pięć kilo(dieta poszła w łeb), wielki plus - nowa para nowożeńców, i średnio dobry plus - emeryt, który chciałby ze mną wąchać kwiatki, no nie wiem...
and
patatajaj na tęczowej owcy
A propo latania, to kawalek to gosciu ktory zamarzyl o byciu golebiem , a okazal sie byc kotem super zabawny
Duch udzielajacy slubu. to tylko tylko u Anichna mogla wymyslic. No i zalatwic
Zdaje sie , ze Vimes po podeptaniu zieleni publicznej wraz ze wspolniczka nagle zaczal trzezwiec i sadzac po jego wygladzie ma juz okropnego kaca
Bardzo mi brakowalo Twoich historyjek - swietnych fotek jak zawsze opatrzonych znakomitym tekstem. Tekstem pelnym specyficznego humoru , wlasciwego tylko dla Ciebie