Niecodzienny pamiętnik z życia pewnej bohaterki, ostrzegam, dla wielu początek będzie odgrzewanym kotletem, bo postanowiłam reaktywować historię

no i stres mnie zeżre, bo to mój debiut na tym forum, nawet nie wiem, czo ja klikam i czy dobrze :< sami chcieliście!
ODC. 1 „Do lasu Kowboju!”
Poznajecie tą laskę, kochani?

Nie? A no właśnie ja też jej za bardzo nie znam. Brookie Doe się nazywa. Poznałam ją po przeprowadzce do Wierzbowej Zatoczki, czy jakoś tak. W każdym razie nie podoba mi się jaką ona mi tu konkurencję robi! Nie ważne, bo co by się nie działo, jak wypchniesz mnie drzwiami to wejdę do Ciebie oknem.
Jak się znalazłam w takiej mieścinie, przez bardzo małe „m”?! Tutaj trzeba zacząć od połowy historii o mojej egzystencji, bo od początku chyba nie ma sensu, aczkolwiek może kogoś zainteresuje moja pierwsza różowa pielucha i jej błyskotliwa, jak również niebanalna zawartość... Po ostatnich perturbacjach i po tym jak mężczyzna mojego życia zsikał mi się na kanapę, powiedziałam „koniec!” i wyszłam.
Zaraz, zaraz, gdzie moje maniery! Nudne wywody zaczynam, a nawet pewnie nie kojarzycie, kim jestem. Odpowiedź jest prosta – Zawodowa ujeżdżaczka byków oraz koszmarna...ekhem... koszmarnie dobra wokalistka z Starlight Shores, Aniuchna we własnej osobie.
Chciałam zdobyć sławę, bogactwo, willę z basenem oraz miejscówkę w krzakach przed domem Leonardo DiSimrio. Prawdę mówiąc, to z całości udało mi się osiągnąć tylko to ostatnie, a nawet więcej, ale ostatecznie wynieśli mnie razem z kaloryferem... to był kiepski pomysł.
Wracając do tematu. Pięcie się na szczyt show biznesu, to ciężka sprawa, szczególnie jeśli ważysz sześćdziesiąt kilo, to żadne górki Cię nie lubią. Inaczej było z moimi współlokatorami. Bożenka czarowała, aż oczarowała całą publikę. Pojechała w trasę na rok, zostawiając w domu mnie, Ver i oczywiście wcześniej wspomnianego mężczyznę mojego życia, który niestety ma problemy z pęcherzem...Otisa! Ver postanowił zrezygnować z bycia Elastyczną Tiną i powrócił do dbania o elastyczność i jędrność

innych, techniki chirurgii plastycznej to jego działka. Otis okazał się dosłownym psem na baby i sprowadzał do domu modelki oraz balował z championami. Nasza klacz Myra okazała się dziedziczką fortuny i teraz prowadzi swój własny talk-show „Nawet koń by się uśmiał!”
Pomijając fakt, że kupiłam przez TV - sklep maszynę do podróży w czasie i prawie doprowadziłam do apokalipsy, moja kariera nie nabrała, aż tak galaktycznego rozpędu(aczkolwiek ten wehikuł miał całkiem kosmiczne możliwości

). Jak już mówiłam, w kulminacyjnym momencie trzasnęłam drzwiami, wpakowałam się w taksówkę i kazałam się wywieźć na drugi koniec świata. Jak się okazało, życie to nie taka romantyczna bajka, a taksówkarz nie jest księciem, tylko facetem, który wywala cię z auta na środek ulicy, zaraz po tym jak zabraknie ci forsy... ale oficjalna wersja jest taka, że to miejsce wybrałam z czystą premedytacją, bo to spełnienie marzeń i blablabla, a do tego jeszcze blablabla, cała masa tego blablabla. Całe szczęście, że zwinęłam z domu statuetki, nagrody i bibeloty Sunn, po spieniężeniu udało mi się osiąść na własnym dobytku. Swoją drogą Ver dalej rozkminia brak łóżka w swojej sypialni...ale było warto!
Tak oto dochodzimy do punktu, w którym znajduję się teraz.
Po wypakowaniu walizek, bez większego planu i pomysłu, udałam się na okoliczne łowisko. Pewne rzeczy trzeba brać bardziej dosłownie, bo niby gdzie indziej mam wyhaczyć jakąś grubą rybę, jak nie tu? Tak poznałam Szymona. Okazał się świetnym kompanem, nie wkurzył się nawet po numerze z porażającym brzęczkiem.


A: Fajny kij! Długi, giętki.
S: Eeee...?!
A: No wędka! A co innego. To zaczęłam...w brew pozorom nie taki łatwy ze mnie rozmówca. Szczerze, to ja nawet nie lubię łowienia ryb, smrodu tego mułu, nawet ta wędka nie jest moja, tylko gwizdnęłam ją sąsiadowi. Myślałam, że takie głębokie wody to najlepszy teren poznawczy, ale to jednak chyba nie to.
Znajomości Stopień drugi – grunt to dobry dowcip.
A: Skoro już jesteśmy w tym temacie, to opowiem Ci dowcip! Ile żyje dżdżownica złapana przez wędkarza?
S:

A: Dwa dni z hakiem!



Chociaż gawędziło się miło, Szymon zaraz po telefonie musiał uciekać do domu, okazało się, że jest w szczęśliwym związku, a żonka nie lubi czekać z obiadem. Zaproponował, że możemy się jeszcze spotkać w miejscowej siłowni.
W nowym miejscu, zdecydowałam się przekroczyć próg kuchni, ba nawet użyłam w niej miski i paru dziwnych elementów! Moje umiejętności rosną w zastraszającym tempie, jeszcze zostanę kucharką.

Po sałatce, która okazała się takim sukcesem kulinarnym, że zjadłam, odczekałam pięć minut i wciąż miałam czucie w nogach, udałam się w umówione miejsce. Mieścina niepozorna, ale kompleks sportowy, to mają genialny. Całe szczęście, bo przez ostatnie tygodnie wzbogaciłam się o kilka dodatkowych kilogramów. Jak to mówią, najpierw masa potem rzeźba. Czekajcie, czekajcie! Korekta. Po dokładnym spenetrowaniu jaskini sportowców, stwierdzam, że pierwszeństwo ma tu jednak przede wszystkim przystojny trener.

I kolejna korekta, bo ten trener to totalny dupek, a ja musiałam zmarnować takiego dobrego drinka! Ale co to za przygoda, bez przynajmniej jednego romansu z trenerem fitnessu! Znajomość może i szybka, ale po co komplikować jak ktoś już od startu nie docenia moich dowcipów o rybach!
Szymon się nie pojawił. Pewnie żonka go nie wypuściła. A mi sportów ekstremalnych jak na jeden dzień wystarczy, wracam do domu.

Przeglądając w wolnej chwili niekończące się otchłanie internetu natrafiłam na ciekawe oferty pracy. Ostatecznie postanowiłam wysłać swoje CV do redakcji. Od parzenia kawy do własnej pisarskiej działalności. Wymagania dodatkowe: czytanie tomików poezji szefa i pozytywne recenzje, da się zrobić, tak myślałam dopóki faktycznie się za to nie zabrałam... wierzcie, lub nie, ale autor Kamasimtry miał zdecydowanie większe poetyckie natchnienie, niż on.

Po dobrze przespanej nocy wybrałam się na łono natury, czyli do parku. Może uda się zatrzeć nieprzyjemne wrażenia z poprzedniego dnia. Jak wiadomo im dalej w las tym więcej drzew. I tak na mojej drodze stanęła Sosna. Nie mam tu na myśli drzewa, a zwyczajnego mieszkańca, szachistę Edka Sosnę. Między jego koniem, a moją królową od razu zaiskrzyło.

Przybrał swój kowbojski strój i zaprosił mnie do klubu na drinka. Od wędkarza, przez pakera od fitnessu po osobistego Strażnika Teksasu! Miasto zaczyna mi się podobać. Edek opowiedział mi o swoim samotnym życiu i podróżach po całym świecie. Sosna, przybił do portu i zakorzenił się dopiero tutaj, rok temu.

Po czasie do naszego stolika dosiadła się piękna barmanka. Tak sobie myślę, jak raz pewno już zaobrączkowany, tylko zapomniał o tym wspomnieć. Jednak się myliłam, a barmanka – Olivia, była tylko jego dobrą znajomą, u której często topił smutki. Jako właścicielka dała mi się trochę pobawić za barem. Od dziś w menu pojawił się tam nowy drink, który naprawdę może uderzyć do głowy „Ognistaniuchna”.


________________________________________________________________________________
a teraz taki dopisek od autora! Mamy wejście z przytupem, mam nadzieję, że teraz mnie nie wykopią XD aczkolwiek z tego co przyuważyłam, to ja jestem sto lat za dinozaurami...przyszła moda na komiksowanie, a ja z taką archaiczną formą tu wypaliłam

Jeśli wśród czytających znajdą się osoby, które nie śledziły moich poprzednich historii, to może trochę wyjaśnię pokrótce, co i jak.
Aniuchna ma za sobą bardzo bogatą w doświadczenia karierę zawodową, na początku była szefem gangu przestępczego, jednak po czasie obserwowania otoczenia jej punkt widzenia się zmienił i postanowiła rzucić wszystko, wyjeżdżając do wielkiego miasta w pogoni za sławą, jako wokalistka. Na miejscu poznała Sunn/Bożenkę oraz Ver, który miał psa Otisa. Ponieważ wszyscy mieli zamiłowania artystyczne, Ver akrobata, Sunn magia, to zamieszkali razem. Wspólnie przeżywali wiele przygód, ale największą próbą dla współlokatorów było wytrwanie w psikusach i knowaniach Aniuchny. Pewnego dnia, gdy nasza główna bohaterka skakała po kanałach TV, natrafiła na TV-sklep, w którym promowano niezwykłe urządzenie wielofunkcyjne o tajemniczych i mrocznych zastosowaniach. Do tego w promocji! Oczywistym było, że takiej okazji nie sposób przepuścić. Jednak koszt kilku, lub nawet kilkudziesięciu tysięcy przy dziurawym portfelu, to nie byle co. Ale nie ma takiej przeszkody, której ona nie przeskoczy. Ostatecznie postanowiła zrobić jesienną wyprzedaż i tak spieniężyła pół domu w tym łóżko Veriona. Właściciel jeszcze nie wykrył sprawcy zamieszania, a Aniuchna weszła w posiadanie maszyny – i tu dochodzimy do wątku z apokalipsą. A! I jeszcze skąd klacz Myra? Ver wygrał konkurs wiosenny, myślał, że nagrodą są cztery kółka, a tu psikus i jednak cztery...ale kopyta!
To tyle chyba wystarczy

wcześniejszych treści pozwolę sobie nie przytoczyć, bo to dawno i nie prawda, z serii, kiedy Gabi miała męża, a była nim Ela...
Komentarz
Jak zawsze dowcip i nieprawdopodobna wyobraznia! Wielka szkoda, ze moja ulubiennica, czyli klacz ktora mowi czyli Myra oraz Otis nie dali sie przywiezc do Wierzbowej Zatoczki.
I jakze to przyjemnie poczytac cos naprawde zabawnego! Osobiscie doceniam innych literatow startujacych tutaj ale musze wyznac, ze ambitna, powazna literatura bez dowcipu, czy to opowiadanie - nawet z watkiem kryminalnym, - czy to s-f, czy autobiografia po prostu mnie nudzi. No chyba ze jest spod piora wybitnego literata. Czytanie zas ,czy ogladanie czegos co mnie nudzi zaliczam juz do masochizmu i nie po to na forum bywam, aby go uprawiac. Musze wyznac, ze nawet tworczosc mojego ukochanego wroga prywatnego number one tutaj czytam, ze wzgledu wlasnie na dowcip w nim zawarty, choc to on niejako wykazal mi, ze lepiej niech sa zajme budowaniem, ktore mi jako tako wychodzi choc daleko mi do poziomu mistrzow tutaj, niz pisaniem, ktore mi wychodzi delikatnie mowiac srednio.
Krotko mowiac wreszcie dostalam cos do porannej kawki co mi bedzie poprawiac humor przynajmniej na caly dzien. No moze z wyjatkiem jutrzejszego poniedzialku... ale biorac pod uwage ze w poniedzialek zostana ogloszone wyniki wyborow to nie powinnas sie temu dziwic. Otis na premiera! Tak mi sie wypslo wlasnie mimo ciszy wyborczej. Ciekawe czy ktos na mnie doniesie.
Czyli czekam na wystepy Aniuchny popularnie zwanej Szatanem ♥
P.S Plotki o moim rozwodzie z Gabi sa mocno przesadzone. Dalej jest moja zona/mezem ale w innej rzeczywistosci wirtualnej. Niestety dzieci nie dorobilismy sie
---- Między jego koniem, a moją królową od razu zaiskrzyło......
Aniuchna ma swoiste poczucie humoru , lubi płatać figle znajomym , ale łóżko koleżance sprzedać..!? Ciekawe może reszta ekipy przyjedzie za Nią do Wierzbowej zatoczki. Bardzo chętnie zajrzę jeszcze do Twojego kącika , by poczytać dalszy ciąg tej historii..
Czytając Twoją historię przeprowadzki (wybacz mi) nie mogłam powstrzymać się od śmiechu
Wygląda na to, że znalazłam kolejne lekarstwo na jesienno zimowe długie wieczory, które warto wypełnić dobrą lekturą
Czekam na dalszy ciąg Aniuchowych figli w nowym miejscu zamieszkania
Mimo,że nie śledziłam Twoich historyjek, bardzo mi sie podoba. Jest ciekawie i śmiesznie. Na pewno będę tu częstym gościem
są czegoś naprawdę warci
Moja Galeria
arlenap89.tumblr.com
ID: M3lcik
Mam dziwne wrażenie, że już kiedyś to czytałam
Aniuchna, czyli nasza zawodowa ujeżdżaczka, postanowiła wziąć byka za rogi, i zrobić wypad do innego świata.
Nowe miasto, nowe wyzwania, tylko miejscowi coś smętni, albo żonaci, albo niekumaci.
Na szczęście, znalazł się w tej mieścinie jeden samotny facet, choć też nie bez wad, bo alkoholik. To jednak lepsze niż brak poczucia humoru, bo jest szansa, że kiedyś wytrzeźwieje.
Komentarz przyklejam razem z buziakami
PS. Dawno temu, i to nadal prawda, były jeszcze inne skomplikowane relacje rodzinne.
http://ktosiksims.tumblr.com
witaj Kochana na forumie ( i jak rozumiem między wierszami... w grze również snieżynka
przywiało nam tu koleżankę z bardzo bogatym bagażem doświadczeń różnorakich, a że, jak powszechnie wiadomo, historia lubi się powtarzać, ten bagaż jeszcze pewnie nieco urośnie
teksty dosadne i pełne humoru, nic to... że panuje moda na komiksowe historyjki, która dobrze była żarła, ale niestety zdechła już jakiś czas temu... z przyczyn bliżej nieokreślonych...
zawsze człowiekowi lepiej jak dla odmiany po oglądaniu i zachwycaniu się fotkami, poczyta coś ciekawego i dowcipnego
trzymam kciuki za ciąg dalszy
i życzę udanej zabawy
cayrees.tumblr.com
Origin ID Cayrees
Witam Autorko dowcipu i suspensu
Pozdrawiam bardzo cieplutko,... Anka
Czekam na dalszy rozwój sytuacji
Lubię takie historie simowe z humorem
Pozdrawiam!
#EACreatorNetwork #EAContentCreator
Padłam po przeczytaniu powyższego.
Nie znam twoich historyjek, ale nie szkodzi - z tym większą przyjemnością i wypiekami będę czytać
Też tęsknię za moimi zwierzakami, może jeszcze będzie okazja na spotkania z nimi. Mam nadzieję.
@M3lcik ja nic nie narzucam
Gabiś! My leniuszki się rozumiemy
Odgrzany kotlet numero dos, ale warto sobie utrwalać informacje
Zapraszam skromnie na kolejny odcinek!
Po nocy, która nadeszła niespodziewanie nie wiadomo kiedy, bo wieczór był bardzo intensywny. Głowa odczuwała, to najbardziej i te konie, w te i nazad galopujące po niej. Facet ideał wyłaniał się z mgły. Kilka ostatnich wieczorów spędziliśmy razem, zaczynając u Olivie, a kończąc u mnie lub u niego. Również z Szymonem udało mi się dojść do ładu i porozumienia, wspólne lunche stały się już tradycją. Odnalazłam w nim jego męskie przymioty (wyjątkowo bez żadnych podtekstów... chociaż), postanowił się przeciwstawić dyktaturze Priscilli – żony - i przedstawić jej swoje warunki. Wynegocjował telewizor dla siebie w piątek wieczorem, dzięki czemu może oglądać nowe odcinki serialu „Moda na majonez”. Tak krótko tu jestem, a już widzę jak ratuję cudze życie.
Miłość piękna rzecz, ale strasznie wzmaga apetyt. Odkąd pomieszkuję sama, kuchnia nie jest już tylko ozdobą. Od zawsze uwielbiałam życie z dreszczykiem emocji, dlatego szarpnęłam się na danie z wyższej półki. Po zakupie książki kucharskiej „Gotowanie wody – poziom hard” zaczęłam czuć się pewniej i stawiać sobie wyższe cele. Jajecznica! To były jednak za wysokie progi na tak krótkie nogi.
Na domiar złego w ćwiczeniu ratowania życia nie było końca, tylko teraz walczyć musiałam o własne. O mały włos, a moja historia zakończyłaby się tutaj, tak dobrze zajął mi się rękaw od żakietu. Wiem, zadziwiające, bo przecież byłam w bieliźnie. Jednak okoliczności się zmieniły, a ja liczyłam, że na ratunek przyjedzie mi jakiś przystojny strażak. Przecież nie będę go straszyć w tych starych babcinych reformach...nie patrzcie tak na mnie! Komfort w czasie snu przede wszystkim.
Niestety w pantalonach, czy bez przegrywam z kotem uwięzionym na drzewie, szczególnie, że jest on pani burmistrz.
To fatum za mną krąży po całym świecie, bo to nie pierwszy raz, kiedy muszę sięgać po gaśnicę. Odszkodowanie to lepszy dowcip niż ten mój o rybach, ledwo wystarczyło mi na zamówienie tostów na wynos.
Gdy w końcu udało mi się doprowadzić kuchnię ponownie do jako takiej używalności, dostawca wynagrodził mój trud i zesłał danie bogów.
Na zewnątrz usłyszałam brzęk tłuczonego szkła, kopnięcie i wycie z bólu. Ktoś sobie chyba na dużo pozwala i wyżywa się na moim biednym kuble na śmieci! No tak. Mój Iglak mnie nawiedził. Nie przywiązywałam do tego szczególnej uwagi, ale od pewnego czasu stał się bardzo nerwowy. Wszystko zaczęło się od momentu, gdy oficjalnie staliśmy się parą. Przychodził się awanturować pod mój dom, myślałam, że to może jakieś meksykańskie geny, to by wyjaśniało wybuchowość.
Postanowiłam jednak wejść na ten grząski grunt i dowiedzieć się, o co on się tak na mnie ciągle wścieka? Okazało się, że to nie grząski grunt a wielkie bagno w jakie wpadłam. Edek ma uczulenie na stałe związki, to dla niego Alcatraz. Doszedł do jednoznacznego wniosku, że to w zasadzie moja wina. Dobrze było, luźny, nowoczesny związek, a mi się marudzenia zachciało. Ciekawe, co on rozumie pod słowem „nowoczesny”...
Słownik wiedzy bardzo ogólnej: nowoczesny związek – on wymienia płyny ustrojowe (i nie tylko) z połową miasta, a ona siedzi i się cieszy, bo co innego jest do roboty.
Ludzie, kto to pisze? Muszę koniecznie kupić słownik z innego wydawnictwa.
A: Kochany... gdyby nie fakt, że jem naprawdę zajebistego tosta to od razu bym ci przywaliła, a tak niestety musisz poczekać. W życiu trzeba mieć jakieś priorytety.
Minęło parę dni i pył w końcu opadł. Pod moimi drzwiami wyrosła Sosna, transformacja w skomlącego psa. Chociaż Szymon kazał mi go wywalić, jak tylko się pojawi, postanowiłam dać temu Iglakowi szansę. A cu? Takie zamiłowanie do ogrodnictwa mnie ostatnio ogarnęło.
Plewienie, użyźnianie, podlewanie, odchwaszczanie.
Niestety w jego nastawieniu nic się nie zmieniło, a ja wyszłam na głupka. Tutaj potrzebna była zdecydowanie dłuższa przerwa. A ja faktycznie zabrałam się za ogrodnictwo...
Podczas moich wzlotów i upadków najbardziej ucierpiała niczemu winna sałatka!
Wspominałam już, że roślinki to teraz moja nowa miłość? Łączy się to z kucharstwem na tyle, że jedyne danie, którego nawet ja nie jestem w stanie zepsuć, mogę robić z naturalnych produktów! Obcowanie z naturą wiele mnie nauczyło, pasożyty to nikczemne istoty, które należy niezwłocznie wytępić, wyciąć, wyrwać, lub po prostu olać.
Zaraziłam swoją pasją nawet Szymona, który w ucieczce przed Priscillą przychodzi do mnie na ganek przystrzyc żywopłocik. Fantastyczna sprawa!
Z dawnego muzycznego życia pozostały mi skrzypce, pamiątka po współlokatorach. To były cudowne czasy! Nie wiem, czy zauważyliście, ale ja tak. Odkąd się usamodzielniłam, to trochę też wydoroślałam. Może nie jest to jakiś szalony skok, ale jednak, przecież jestem tu już parę tygodni, a prócz małego pożaru, nic nie wysadziłam i nikt nie ucierpiał! Sukces. Ciekawe, co słychać u Ver, Sunn, Otisa, bo o Myrę się nie martwię. Co tydzień oglądam jej talk-show.
Przez internet zamówiłam przyrząd do ćwiczeń. Staram się jak mogę, a czuję jak kilogramów zamiast ubywać, to wciąż przybywa. Nie wiem, o co chodzi? Nawet już tyle nie jem, jestem na permanentnej diecie, bo na widok wszystkiego mnie mdli... Trzeba było nie wylewać drinka na instruktora, teraz mnie pokarało. To chyba właśnie efekt jojo.
Doszły mnie słuchy, że mamy w okolicy nowych sąsiadów. Osiedle się cały czas rozrasta i rozwija.
Przechodząc ulicą zauważyłam świeżo upieczonego mieszkańca. I, gdy go tak ujrzałam, to idąc prawie w słup weszłam. Czy tu tyle padało? Nie. A obrodziło przystojniakami, jak grzybami po deszczu.
A: Hej! Witaj w sąsiedztwie. Aniuchna jestem, mieszkam obok.
V: Andy Vimes, miło mi! Wybacz, że cię tu tak przytrzymuje. Przecież ty musisz zaraz usiąść. I oczywiście gratuluję! Ewa! Otwieraj szybko!
A: Zaraz, zaraz, spokojnie, ale czemu usiąść, jakie gratulacje?
V: Jak to...? Przecież... Nie?
A: Poczekasz tu dwadzieścia minut?!
Ale ze mnie ciemna masa. On może mieć rację. Facet może mieć rację! Wydoroślałam, ale żeby aż tak? Niemniej rozumu mi jednak chyba nie przybyło...
10 minut później...
Tak, teraz to ma sens. Mam w sobie pasożyta. Korekta. Aniuchna zostanie mamą! Ale, czy to powód by sypać od razu konfetti?
Jak to się mogło stać? A nie to akurat głupie pytanie...
Po kolejnych 10 minutach...
V: Poznajcie się Aniuchna – Ewa.
E i V: I jak?
A: Ponoć mówi się, że to radosna nowina. To zacznę od początku... jestem Aniuchna i mam radosną nowinę!
V: Zaraz do ciebie przychodzimy! Tylko wyczyszczę ten piekielny kibel!
A: On tak sam z siebie?
E: Z jednej strony zaleta, z drugiej choroba – perfekcjonista.
Tym razem, czy chcę, czy nie chcę wydorośleć muszę, ale to nie znaczy, że stanę się teraz starą, nudną babą z dzieckiem! Pierwsze, co się robi w takich sytuacjach, to IMPREZA! Ewa i Andy jako ojciec i ojciec mojego dziecka, w sensie czysto metaforycznym, oczywiście... ojcowie odkrycia. Szymon jak tylko się dowiedział zaraz się pojawił, a ta obok ćwicząca, spokojnie, to nie Priscilla, tylko nasza nowa sąsiadka Aga.
Mam nadzieję, że niedługo dojdzie do sfinalizowania i zakończenia tego przedsięwzięcia, bo kręgosłup ledwo mi wyrabia, a i pęcherz mocno ugniata! Noce nieprzespane mam już teraz, a co będzie później? MASAKRA!
Z ojcem dziecka próbowałam się jakoś porozumieć, ale Sosna pokazała igły, a na jaw wyszła nowa cecha, o której nie wiedziałam. Edek nie dość, że nie lubi związków, to jeszcze dzieci...to dopiero bagno. Ostatecznie chce jeszcze odpocząć i ochłonąć. ON?! A gdzie moje wczasy?
and
patatajaj na tęczowej owcy
A potem oczywiscie byl pozar, bo gdzie Aniuchna tam destrukcja i zniszczenie. Ale faktycznie cos sie zmienilona lepsze bo chata sie ostala, choc lekko osmalona.
Skomlacej sosny jeszcze nie widzialam, ale metoda dobra bo bohaterka sie ulitowala nad nieszczesnym iglakiem i przygarnela go na chwile. Poszla nawet tak daleko, ze udostepnila mu lozko. Z zawartoscia.
A jako ze jak ktos ma miekkie serce to powinien miec twarde cos innego ta chwila slabosci zaowocowala szyszka. Tfu.. konsekwencjami.
I w tym momencie czytania szczeka mi spadla. Bo na scene wepchal sie bezczelnie moj avek meski. I w dodatku nie sam tylko z jakas ruda wydra! No i oczywiscie zawsze jak jest w sytuacji niewygodnej - czytaj nie moze sie sie zdecydowac ktora dama bardziej go interesuje i boi sie od drugiej w leb zarobic - polecial sprzatac. Tym razem kibelek - chyba ma to sprzatanie kibelka po mieszkaniu z Iwonka i Aga zakodowane juz na amen, bo jesli wzielas go z Galerii, to on juz po tych romansach byl tam zapisany .
Bezczelni sasiedzi zdjae sie siedzieli do oporu, az nam bohaterka ze zmeczenia w koncu padla i to padla w sensie doslownym - na pysk.
Uwielbiam Twoj dowcip i czekam niecierpliwie na malego iglaka i CO sie bedzie dzialo dalej
Nasza bohaterka nie myśli o powrocie do starych czasów, gdy była szatańsko nastawiona do simowego świata, a takiego Sosnowego iglaka po prostu by uformowała, lub wywaliła razem z jego płynami ustrojowymi.
Moja simka pierworodna Ewa, dziękuje za wkręcenie jej do historyjki.
http://ktosiksims.tumblr.com
są czegoś naprawdę warci
Moja Galeria
arlenap89.tumblr.com
ID: M3lcik
- jak wypchniesz mnie drzwiami to wejdę do Ciebie oknem - oj Szatanku Ty nawet nie wiesz jak prawdziwe bywa to powiedzenie
Pani Doe (czyli w sumie nieznajoma) bardzo efektowna jest w tej swojej złotej kiecce.
No i się zaczyna jazda czyli każdemu pielucha będzie potrzebna bo można jak Twój sim siknąć w fotel czytając historię Aniuchny HAHAH!
Od razu z grubej... dżdżownicy, umiejętności zdobywasz z szybkością światła, nigdzie nie jesteś sama, wszędzie towarzyszą CI przystojniaki, ja chyba się do Ciebie przeprowadzę
Genetycznie Aniuchna i Edek może coś z tego być uroczego, różowego i znów te pieluchy...świetne zdjęcia nawet po ciemku, gęba ciągle rozciągnięta bo kocham Twój żart.
- kiedy Gabi miała męża, a była nim Ela...
- oj, to były czasy....
ODC. 2 „Bo Sosna to drzewem iglastym jest.”
Nawet najpiękniejsza ANiuchna chłopa głodnego wodą nie nakarmi! Szkolić się w garach a jak! HAHAH!
Co druga z nas płonęła na początku grania w sims 4 i każda miała nadzieję na tego strażaka... a tu nic, pielucha.
Przebierz Iglaka, wstyd robi w tej weście i krótkich gaciach, Wiolinka by zemdlała
Luźny związek... hm... zupełnie jak biegunka. Ale skończyło się jednak w jedwabnej pościeli, może tam chłopak nadrobi braki orientacji w świecie mody?
WOW! Kapitalne spotkanie z Vimesem! W pierwszej chwili myślałam że to oczekiwanie 10 / 20 minutowe to po to by Vimes zakupił prezerwatywy w najbliższym kiosku i natknął się przypadkowo na Aniuchnę w krzakach
Simowy Boże broń nas od takich imprez...
Ała mój brzuch.
jak na razie odcinki pisane w grudniu i styczniu jeszcze się nie skończyły, później może być trochę dziwnie, bo autorka powróciła do pisania historii po dziesięciu miesiącach xD no wiesz, Aniu, impreza była na tyle porywająca, że Aga złapała bardzo bliski kontakt towarzyski z podłogą, niestety znając aniuchnowy gatunek, czystości doznań nie gwarantuję
and
patatajaj na tęczowej owcy