Nazywam się Jullius Black i jestem... człowiekiem.
Mam nadzieję, że nie masz ku temu żadnych wątpliwości!!


Być może nie wyglądam, ale naprawdę jestem człowiekiem. Naprawdę. Musisz mi uwierzyć.
Od dzieciństwa żyję sam. Uciekłem od rodziny, gdy miałem zaledwie osiem lat. Nienawidziłem ich, oni mnie nie akceptowali - byłem traktowany jak odmieniec, odrzutek, bo nie chciałem być taki, jak oni. Zawsze byłem inny, nie potrafiłem godzić się na zło, jakie wyrządzali wobec całego świata. Nie wykonywałem nakazywanej mi pracy, nie uczyłem się tego, co według nich powinienem był umieć. Ich profesja to naprawdę nic dobrego.
Wszystko, co miałem, zdobyłem dzięki własnej pracy i wytrwałości. Może nie jestem wyuczony, nie umiem naprawdę bardzo wielu rzeczy, ale nie potrzebowałem tego wszystkiego do szczęścia. Radziłem sobie. Jestem prostolinijny, wystarczał mi tylko kawałek dachu nad głową, suche materiały, by okryć się nimi w nocy i ognisko. A, no i oczywiście - świeże, pieczone ryby.
Moje życie, które sobie stworzyłem, było idealne. Spokojne, poukładane. Żyłem tak, jak chciałem; w lesie, ze zwierzętami. Wśród natury, bez niepotrzebnego towarzystwa. Nikt mi nie przeszkadzał. Było jak w raju.
Aż do momentu, kiedy go poznałem.
Jechał na rowerze, oczywiście poza główną ścieżką w lesie. Przewrócił się i skręcił kostkę. Płakał z bólu, nie mógł się ruszyć, więc mu pomogłem mimo, że nasze rasy od zawsze ze sobą walczyły. Moja rodzina od razu by go zabiła.
Nie przyznałem mu się, kim naprawdę jestem. To znaczy... oczywiście, że powiedziałem, że jestem człowiekiem! Bo jestem!!
Został w moim obozie na dłużej, dopóki nie wyzdrowiał. I niestety, uczepił się mnie! Przeszkadzał mi we wszystkim, nie odchodził ani o krok.
Ophie, głupi Elf!

Na jego szczęście, z czasem się do niego przyzwyczaiłem. Zaakceptowałem jego towarzystwo, nawet zacząłem go lubić. Okazało się, że nie jest taki zły, choć czasami zachowuje się jak dziecko, mówi sam do siebie i niekoniecznie panuje nad swoimi emocjami. Ale był przydatny. Jako Elf znał się na kamieniach, pierwiastkach, ziołach. Uczył mnie zielarstwa, gotowania, lecznictwa, nawet magii!
Zaprzyjaźniliśmy się, przynajmniej tak mi się wydawało. Ale on... głupi on!

Taaak. Wyznał mi miłość. Nie odrzuciłem go, sam nie wiem, dlaczego... być może też coś do niego czuję? Sam nie wiem, nie wnikam w szczegóły. Jest mi z nim dobrze, akceptuję jego uczucia. Jeśli to ma sprawić mu radość, jeśli dzięki temu ma się częściej uśmiechać, dlaczego miałbym zabronić mu się przytulać i całować? Nie robi nic złego. To w porządku.
Zaufał mi i w końcu się przyznał.
Powiedział, że jest księciem! Jego los jest już przesądzony. Dla dobra krainy, król zaplanował jego przyszłość i wybrał męża - księcia z siąsiedztwa, elfokształtnego Akosa, pół elfa-pół sokoła.
Ophie zarządził, że jedyną opcją ratunku będzie wspólna ucieczka, a ja tak naprawdę nie miałem wyboru.
Zgodziłem się mu pomóc. Uciekliśmy razem.
*
Hej! Przedstawiam Wam historię życia moich dziwaków - z perspektywy Julliusa.
Co tu dużo mówić, Julek wszystko Wam opowie

Dwa głupki próbują założyć własną posiadłość, zaczynając od zera. Uciekają od przeznaczenia, być może czując do siebie coś więcej.
Historia oparta na komiksie mojego autorstwa

Mam nadzieję, że perypetie simowej wersji moich ocków się Wam spodobają!!
Komentarz
Powiedział, że i tak damy sobie radę. Że to przejściowe, że nie ma się czym stresować, to problemy na chwilę, po chwili będzie lepiej. Ja mam inne zdanie, bo dobrze wiem, że nie jest łatwo stworzyć sobie życie od początku, od nowa.
I myślę o konsekwencjach naszej ucieczki. Co, jeśli król nas znajdzie? Odkryje kim jestem napra-... nieważne. W każdym razie: na pewno będę miał kłopoty.
Kłóciliśmy się. Caaaały dzień.
Pocieszam się myślą, że początki rzeczywiście nie są proste, przyjemne, kolorowe. Oby tym razem Ophie miał rację.
#EACreatorNetwork #EAContentCreator
czekam na dalszy rozwój opowieści , super że zaczynają od zera
Mam nadzieję iż już masz kolejny odcinek przygód dziwaków
twitter.com/Pawe60835471