Witam!
Od bardzo długiego czasu przymierzałam się do opisania mojej rodziny, którą gram prawie już rok. W tym poście chcę przybliżyć sylwetki każdego z członków rodziny, a za jakiś czas zacząć opisywać ich historię od początku.
Rodzina ta zaczęła się od jednego, niezbyt bogatego sima. Dzisiaj rodzina ta liczy sobie 8 członków, dorobili się całkiem dużego, ładnego domu (chociaż w ich ogrodzie można znaleźć dosłownie wszystko, czego w normalnym ogrodzie by się nie znalazło) i całkiem ciekawych historii.
Zacznijmy jednak od własnie tego jednego, niezbyt bogatego sima. Poznajcie Steve'a Rogersa:

Co by można o nim powiedzieć...uczuciowy, kochający, z dobrym sercem, ale do geniuszy napewno nie należy. Czasami zdarzają mu się głupie pomysły, nawet w wieku prawie-że-seniora (obecnie to już seniora).
Dalej mamy jego partnera, Tony'ego (jak się dorobili dzieci, nie pytajcie- wykracza to poza moją simową wiedzę medyczną):

Tony jest za to naprawdę inteligentnym facetem, ale o nim nie można powiedzieć, że jest "dobry". To znaczy, kocha swoją rodzinę naprawdę mocno, ale to, co czasami robi innym simom można uznać za kontrowersyjne. Czasami mam wrażenie, że ściąga Steve'a na złą drogę (ktoś mógłby pomyśleć, że może jednak zrobi się milszy na starość, ale nie- im starszy, tym dziwniejszy).
Pierwsza z dzieci była Ash:

Uzależniona od ćwiczeń fizycznych, ale odziedziczyła po ojcu (znaczy, tym drugim ojcu-eh, skomplikowana sprawa) inteligencję.
Młodszym bratem Ash jest Peter:

I tak jak miłością Ash jest siłownia, tak Peter kocha najbardziej tosty z serem. Idzie przez życie ścieżką tostowego mnicha, jest dopiero na początku swej duchowej drogi, ale już założył swój własny klub dla ludzi podążających w życiu za radami Chrupiącego Chleba i Ciągnącego się Sera.
Kolejne są bliźniaczki, wynik porwania przez kosmitów. Jedna nazywa się Sharon:

Czasami nie da się jej odpędzić od komputera czy konsoli do gier.
I jej siostra Nat:

Jak widać, dziewczę niezbyt towarzyskie, woli zwierzaki od ludzi. Cóż, taki typ.
A tu najnowszy członek familii, syn Ash, Tom (chociaż wszyscy mówią Tommy):

Narazie za dużo nie da się o nim powiedzieć, ale za niedługo się dowiemy, bo przecież dzieci TAK SZYBKO rosną (wcale nie przeskoczyłam dwóch faz rozwojowych w przeciągu 20 simowych minut).
I na sam koniec- Leo, pies, który ma wszystko gdzieś. Ulubieniec Nat, świetnie się dogadują:

Narazie tyle, szybkie wprowadzenie tylko, a w następnym poście opiszę początki kariery i miłosnych wzlotów (i upadków) założyciela familii.
Mam nadzieję, że spodoba wam się moja rodzina, chociaż na początku może wiać nudą (mam nadzieję, że szybko przejdziemy do bardziej ekscytujących rzeczy).
Komentarz
Ciekawa jestem jak się panowie poznali i jak im się wychowywało tę gromadkę, dlatego czekam na kolejne odcinki!
Historyjka: Pamiętnik Psotnika (w pozostałych rolach: Diabeł, szczury, karaluchy, Simbugi i simowa logika)
Dzisiaj opowiem trochę o początkach kariery i miłosnych przygodach założyciela familii, tak jak już wcześniej wspominałam.
Na samym początku Steve, bardzo młodziutki jeszcze, nie posiadający żadnego bogactwa, zakupił małą, zaniedbaną działkę w Oazie Zdrój. Już sam zakup ziemi pozbawił go dużej części jego pieniędzy, więc nie zostało dużo na budowę domu, a tym bardziej na ogarnięcie terenu w około. Całą działkę porastały chwasty i trawy, po poprzednich lokatorach zostały drewniane skrzynie, rury, śmieci i jeżeli by się poszło głębiej w krzaki można by było przyuważyć rdzewiejący, prawdopodobnie skradnięty bankomat. Steve nie chciał wiedzieć, czym zajmowali się poprzedni właściciele. Nie myślał o tym za bardzo. Jednakże kasy brak, na kosiarkę stać go nie było, a sam dom, który postawił bardziej przypominał melinę, ruderę aniżeli miejsce, w którym ktoś mógłby zamieszkać (niestety, nie mam zdjęcia- usunęłam dawno temu).
Steve miał marzenie- zostać malarzem. Niestety, sytuacja finansowa nie pozwoliła mu na zakup nawet jednego płótna, o sztaludze już nie mówiąc. I w ten oto sposób Steve wziął się za naukę i dostał posadę jako pielęgniarz w podmiejskim szpitalu, ale słysząc historie niektórych simów, w jaki sposób znaleźli się w szpitalu napawało to Steve'a tępym bólem głowy.
W międzyczasie w życiu Steve'a pojawiła się Dina. Nie można jednak powiedzieć, żeby to była wielka miłość, gdyż zerwali ze sobą po kilku spotkaniach:
W związku z pierwszym doświadczeniem miłosnym, Steve coraz śmielej wkraczał w związki damsko-męskie (o ironio!) i zaskarbił sobie przyjaźń pewnej Elizy Pancakes, pirotechnika-amatora:
Wtedy własnie bozia odkryła niezwykłą moc testingcheatu i Steve zmienił swe oblicze (+nauczył się lewitować):
Testingcheat tak zaintrygował bozię, że przeglądając internet znalazła gifa przedstawiającego sima z wanną na głowie, na którego wszedł kolejny sim z wanną na głowie itp. i chciała spróbować, zaprosiła więc simów (i Bellę Ćwir, która będzie miała tu nieco większe znaczenie). Nie mogąc założyć niegranym simom wanny na łeb, bozia dodała ich wszystkich do rodziny.
Jednak coś poszło nie tak i w ten sposób zamiast sznura z simów i wanien miałam na głowie więcej ludzi, aniżeli mogłam wykarmić. Weszłam w rodzinę Ćwirów, żeby odebrali Bellę i przy okazji wzięli ze sobą kilkoro ludzi, ale przypadkowo dodałam Steve'a do nich. Teraz pławił się w luksusach, stać go było na karnet na siłownię oraz na dalsze szkolenie medyczne, dzięki czemu został doktorem:
Ćwirowie jednak nie byli zbyt zadowoleni z obrotu sprawy, tym bardziej, że jeden z gości chciał być blisko Matki Natury i postanowił spać na balkonie:
Do domu jednak Steve'owi zaczęło być tęskno i chciał wrócić do swojej meliny, ale dom stał pusty i gdyby chciał się przeprowadzić, to razem ze wszystkimi. Bozia więc zaradziła i wprowadziła tam pewną kosmitkę, Andromedę. Szybko Steve przekonał się do swojej współlokatorki i zostali parą:
Bozia dalej zachwycona testingcheatem raz popełniła wielki błąd, klikając w pustą opcję na Steve'ie po aktualizacji wiosennej:
Związek Steve'a i Andromedy zaczął się sypać i naprawdę (ale to naprawdę) nie wiem, jak to się stało, że zmarła. Nie miałam z tym nic wspólnego. Przysięgam.
Z czasem Steve dorobił się nieco większych pieniędzy i stać go było na remont domu, jak widać na zdjęciu:
Steve kupił wkońcu sztalugę, zaczął malować i chcąc uchwycić krajobraz w parku poszedł tam z sztalugą, ale na drodze spotkał sima o imieniu Tony...
Część dalsza w, jak się domyślacie, następnym poście. Opiszę wtedy początek relacji tych dwóch panów oraz kiepskie próby wychowania pierwszego potomka. Mam nadzieję, że się podobało
P.S.
Opcja komend debug jest tez w modzie MC
Dobrze ze szanowny Steve jakoś to przezyl . Choc musiala byc to dla niego niezła trauma.
Rozmawiałam z bozią i stwierdziła, że w czasie pobytu Steve'a u Ćwirów nie znała się na zarządzaniu rodziną, ale nadrobiła braki w wiedzy
Historyjka: Pamiętnik Psotnika (w pozostałych rolach: Diabeł, szczury, karaluchy, Simbugi i simowa logika)
Masz fajny styl pisania - lekko ironicznie podchodzisz do swoich eksperymentów w Simach. Bardzo fajne!
Historyjka: Pamiętnik Psotnika (w pozostałych rolach: Diabeł, szczury, karaluchy, Simbugi i simowa logika)
Dzisiaj opowiem nieco o Tony'm, rodzicielstwie na 6 obu panów, pochopnych decyzjach, odkrywaniu talentów oraz bonusowo ekskluzywna relacja Steve'a z mistrzostw świata w pływaniu betonowym! Zapraszam!
Tak jak już napoczęłam w poprzedniej części, Steve spotkał na swojej drodze Tony'ego Starka. On- aspirujący artysta. On (w sensie, drugi on- eh, skomplikowane) przystojny ekscentryk.
Naprawdę nie wiem, skąd Steve znajduje sobie takie towarzystwo. Co kolejną osobę mi przedstawia, tym gorsza. Pomimo bycia artystą, nie posiada wyrafinowanego gustu, a przynajmniej jeżeli chodzi o charakter, bo sam Tony jest w kwestii estetyki...nie dziwię się wyboru partnera.
W każdym razie panowie bardzo szybko się polubili i zaiskrzyło między nimi. Nie mam niestety zdjęć flirtujących panów, więc musicie się zadowolić jakże artystycznymi zdjęciami w płatkach wiśni na festiwalu miłości
Tony jednakże nie był jeszcze do końca przekonany co do Steve'a, więc ten wiedząc, jak Tony'emu imponuje rozległa wiedza na różne tematy, podjął się poznawaniu nowych kultur od ich najlepszej strony
*****
Aczkolwiek wiedza to nie wszystko, liczy się też zewnętrzna aparycja i pomimo, że Steve'owi nigdy tej akurat nie brakowało (przynajmniej dla mnie, matka zawsze uważa swoje dzieci za najpiękniejsze) stwierdził jednak, że może więcej i tak oto zainteresował się naprawdę niszową dyscypliną sportu jaką jest pływanie betonowe. Ze względu na naprawdę małą liczbę zawodników na świecie został od razu zakwalifikowany do mistrzostw świata. Wziął udział i chociaż, że zajął przedostanie miejsce, nadal uważa te mistrzostwa za jedno z największych osiągnięć swego życia. A tu zdjęcie z jednego z treningów.
Pewnego wieczora do Steve'a przyszedł Tony i tak jakoś wyszło, że no w sumie pojawił się dzieciak. A mówiłam, żeby uważał!
Zdjęcia z okresu niemowlęctwa nie mam, bo jakoś tak...hmmm...bardzo szybko dorosła...ale za to mam zdjęcie małej Ash, w sumie jedynego dzieciaka, z którym przerobiłam wszystkie umiejętności.
To znaczy, z naciskiem na "ja", bo rodzice to mieli pstro w głowie. Poszli na karaoke i zostawili Ash samą w domu, no bo przecież "zostawiliśmy jej tableta i miskę groszku na podłodze, więc nic się nie stanie". No tak. Magiczna moc groszku odstraszy bandytów, zgasi pożary i przy okazji wyniesie śmieci. Faceci...
(sorki za jakość, ale nagrywałam jak śpiewali i na potrzeby posta zrobiłam po prostu screena z nagrania)
W przypływie emocji i prawdopodobnie promili, zdecydowali "Walić to, oświadczamy się tu i teraz!". Steve więc wyszedł przed bar i na ziemi leżała sobie taka, no wiecie, metalowa nakrętka, może komuś od roweru coś odpadło ( o czym ja mówię, rower w simsach!) i uklęknął sobie chwiejnie na jednym kolanku i zaoferował "pierścionek". Tony wziął go w rękę, obejrzał z każdej strony i założył, rzucając się Steve'owi na szyję. To nastąpiło tak niespodziewanie, że bozia nawet fotki nie cyknęła.
A! Zapomniałabym wspomnieć! Steve opuścił swoją zapyziałą melinę i zamieszkał tu (wiem, miszczu jestem w budowaniu
Po akcji z tabletem i groszkiem uznali, że będą jednak tymi odpowiedzialnymi rodzicami i wzięli się za czytanie podręcznika dobrego rodzica.
I po przeczytaniu książki urządzili imprezę. Czego się spodziewaliście? Poza tym, bozia ściągnęła sobie bigger parties mod i musiała wypróbować od zaraz.
Zabawa była przednia, simowie zadowoleni, a przynajmniej goście, bo gospodarze po imprezie już nie bardzo. Aż się bozia zlitowała i kupiła im dwie zmywarki. A to że talerze lewitowały? Pffff...ich to nie martwiło czy przerażało, zważywszy na historię Steve'a...
Mam nadzieję, że się wam podobało
Ash jako dzieciątko jest przesłodka! Powiedz tej swojej bozi, że czytelnicy lubią oglądać w grze słodkie bobasy, więc niech trochę zmieni przyzwyczajenia, i tak prędko ich nie "dorasta"
Dzieciaczek słodki a ten Simbug z nurkowaniem w asfalcie zawsze mnie rozbrajał. Piszę w czasie przeszłym, bo dawno już go nie widziałam. :<
Zastanawia mnie kto zaciążył z Ash.
Bardzo fajna historia i powtórzę się, podoba mi się Twoje poczucie humoru. A dwa męskie Simy śpiewające balladę to miód na me uszy i warto ich molestować, żeby się produkowali... Szkoda tylko że tylko tej ballady "da się słuchać".
Edit - dobre zdjęcie z przyjęcia. Babcia Geeta (<3 ma specjalne miejsce w moim sercu) ładnie się stopiła z innym Simem. Fajne, fajne, pośmiałam się!
Historyjka: Pamiętnik Psotnika (w pozostałych rolach: Diabeł, szczury, karaluchy, Simbugi i simowa logika)
Miód na uszy to jest, jak mają powyżej piątego poziomu, bo wtedy to śpiewali gorzej niż nietrzeźwi wujowie na boże narodzenie (mam traumę). I naprawdę nie muszą się produkować, bo chyba żadne z dzieci nie odziedziczyło talentu po rodzicach, niestety. Ostatnia nadzieja w Tommy'm na uratowanie honoru rodziny. A ostatnio zaczęłam czytać o Victarionie i Euronie i narazie nie dotarłam do dalszych przygód Babci Geety, ale szybko posuwam się w czytaniu XD
Ja swoim Simom kazałam wyć przez cały dzień simowy, żeby nauczyli sie przyzwoicie śpiewać (jeden prawie umarł z głodu a drugi był czarny z brudu, Haha!) a potem do mikrofonu i za ojczyznę! Straciłam przy tym uszy i część dobrego gustu opuściła mnie bezpowrotnie ale wynik był satysfakcjonujący.
Pisz dalej, chętnie poczytam.
(A tamtego nie czytaj, można dostać wrzodów!).
Historyjka: Pamiętnik Psotnika (w pozostałych rolach: Diabeł, szczury, karaluchy, Simbugi i simowa logika)
Ogłoszenie parafialne:
Akurat posty wstawiam codziennie, bo mam wolne, mam materiał i piszę tak w sumie, bo znam samą siebie, że mam słomiany zapał do wszystkiego. I myślę, że będę robiła taki codzienny update dopóki nie dogonię obecnej rozgrywki w grze.
Ale wracając do historii- mówiłam, że Ash podrośnie trochę, bo jak wspominałam, dzieci mam w domu tylko na taki czas, na jaki wystarczy zrobienie zdjęcia i przechodzę do nastolatków, bo można z nimi zrobić o wiele więcej. W każdym razie, Ash podrosła i wyszło z niej takie coś:
Ni to chłopak, ni to dziewczyna, ale nasi panowie zasługują na pochwałę, bo stwierdzili, że dziecko na tablecie i groszku się nie wychowa i zaczęli spędzać z nią więcej czasu:
I przy okazji powiedzieli jej, że będzie miała brata i musi wykorzystać ten czas, dopóki go nie będzie jeszcze, więc poszła w świat i spotkała swoją przyjaciółkę, Billy:
Przyjaźń nie trwała zbyt długo, ale hej! Przynajmniej była cisza w domu.
Steve był coraz większy i większy, chociaż z tej persperktywy słabo widać:
I oczywiście bozia nie robiła żadnych zdjęć z okresu niemowlęctwa, bo niemowlaki w trójce i czwórce bardziej przypominają interaktywny, wyjący mebel aniżeli sima, więc musicie się zadowolić tym:
I jak zwykle powiem, łooo panie, jak te dzieci szybko rosną!
Steve postanowił być dobrym ojcem i pobawić się z dziecmi:
I ponownie powiem, łooo panie, jak te dzieci szybko rosną!
Bunt nastolatka wbił pełną parą przez drzwi frontowe naszego domu:
Ale w większości nie było aż tak źle i możemy się cieszyć takimi rodzinnymi zdjęciami jak te:
W międzyczasie Tony podjął się kariery naukowca i zaczął się interesować botaniką, aczkolwiek nie przewidział jakie konsekwencję będą się wiązały z posiadania pod jednym dachem i nastolatków, i miotaczy simpromieni
Oczywiście znając Tony'ego można się było spodziewać, do czego będzie wykorzystywał swoje wynalazki...
Wyobrażam sobie starego Tony'ego na fotelu z filiżanką herbaty, dookoła wszystko się pali, a Tony mruczy pod nosem "hmmm...kocham zapach chaosu."
A o co chodziło z konsekwencjami wspomnianymi wyżej? Nie dopuszczamy nastolatków w pobliże laboratorium lub też innych naukowych sprzętów ze względu na to:
"Ludzie zajęli nam dmuchawę do baniek, więc jak poprosiliśmy o udostępnienie sprzętu to ich troszku zmroziło..."
Więc dzieci zrobiły imprezę na mieście, przy okazji urządzając STIHL™ San Myshuno Ice Festival. Ale to nie całość imprezy, bo później im się znudziło i poszli do domu, żeby tam zrobić kompletny rozgardiasz, kiedy rodziców nie było. Ale o tym już w następnym poście, gdzie zobaczymy pierwsze miłosne igraszki Petera, odpowiedzialnych rodziców dyscyplinujących swoje dzieci oraz młody wkroczy na ścieżkę tostowego mnicha z no cóż...zamiłowaniem do ognia. Mam nadzieje, że się wam podobało, pomimo tego, że dzisiejszy post wiał trochę nudą
Jestem pewna, że celowo zostawił na widoku te pukawki, żeby nastolatki też zakosztowały nieco nauki. Nigdy w życiu nie miałam naukowca (policjant był ok ale już lekarz tak nudny, że przerzuciłam się na miksologię - przynajmniej niewyrobiony bot fajnie rzuca butelkami i to jest w sumie zabawne!).
Bardzo fajny patent z zamrażaniem. Wypróbowałabym ale zdrady i dramy się same nie uczynią. Ciężki zawód gracza Simów...
Historyjka: Pamiętnik Psotnika (w pozostałych rolach: Diabeł, szczury, karaluchy, Simbugi i simowa logika)
@Aericia - jak wyszukasz w galerii użytkownika 11Asia, to znajdziesz tam Tony'ego (błagam, tylko nie patrz na moje inne "dzieUa", bo to jakieś nieporozumienie jest XD) Tylko w jego charakterze nie ma ani "zły" lub "złośliwy"- kiedyś miał tą drugą cechę, ale ciągle dokuczał Steve'owi, więc mu zmieniłam. A akurat jest jaki jest, bo 1. być może działa jakaś pamięć simowa, a 2. postać, na której się wzorowałam najmilszą osobą nie jest.
Ale wracając do historii- dzisiaj zobaczymy, jak panowie dorastają powoli do roli rodzica, pomimo tego, że od około 16 lat nimi są. Jak widać, człowiek uczy się całe życie.
Zacznijmy jednak od tego, że kiedy dzieciaki znudziły się rzeźbieniem w lodzie, zadzwoniły do rodziców i zapytały, gdzie są. "No wiecie, no tak w sklepie sobie jesteśmy, ekhm...bardzo w sklepie." Co oznaczało, że warto imprezę przenieść do domu.
Peter zapoznał się z pewną dzieweczką o imieniu Maki i bardzo szybko przeszli do rzeczy, wiecie, kwiatki, tu jakieś całuski, tam jakieś bara-barowanki (jedyne łóżko 2-osobowe w tym domu było w sypialni rodziców, więc eh, niezręczna sprawa).
W międzyczasie nasza młodzieży rozwaliła cały teren.
Rodzice niestety pojawili się z "zakupów" nieco wcześniej, aniżeli było przewidywane i gdy zobaczyli skalę zniszczeń, aż ich zatkało.
Szybko jednak podjęli się działania i, jak na ODPOWIEDZIALNYCH rodziców przystało, zdyscyplinowali swoje potomstwo. Jednak miękkie serce Steve'a sprawiało, że naprawdę ciężko to było zrobić. Tony nie miał większych problemów.
Za karę Ash i Peter musieli to ogarnąć sami (nie ma, że bozia wszystko naprawi i posprząta).
Po całym tym sprzątaniu i awanturze, Peter wyruszył wieczorem na spacer brzegiem jeziora obok domu. Przysiadł sobie na ławce i kontemplując swoje jakże ciężkie życie, objawił mu się nagle tost. Tost z serem, latając tuż przed nim, świecił mocą tysiąca słońc. Peter osłonił swe oczy ręką, ażeby nie uszkodzić wzroku. Nagle chrupiący chleb przemówił głosem tak pięknym, którego Peter jeszcze w życiu nie słyszał i oznajmił mu, że wyjściem z każdego problemu jest tost. "Tostuna matata"- rzekł Wielki Tost, po czym zniknął tak szybko, jak się pojawił. Peter pobiegł czym prędzej do domu i zaczął przygotowywać tosty. Zważając na to, że Peter nigdy w życiu nie miał patelni w ręce, bardzo szybko pojawił się w domu pożar.
I po raz drugi tego dnia Peter został skrzyczany przez rodziców
Ash także nie była zadowolona z postępowania brata
Peter następnego dnia spotkał się z Maki i pochwalił się swoimi kulinarnymi osiągnięciami, podkoloryzowując trochę wydarzenia.
Później poszedł do przyjaciela rodziny, Pana Bartona, żeby mu się wyżalić.
(#MSPaintrządzi)
I to na dzisiaj tyle. W jutrzejszym poście będzie można pozachwycać się małymi kosmitkami, tym bardziej, że waliłam więcej uroczych zdjęć oraz zobaczymy dorosłą Ash.
Mam nadzieję, że się wszystkim podobało i zapraszam na kolejną część!
O, jaki Peter jest fajny! Pewnie wiesz, że ja lubię grac nastolatkami i uwielbiam to ich nastoletnie mędzenie o smutnym życiu. I ten chód paralityka, gdy im coś nie pójdzie najlepiej np. w szkole!
Bardzo fajne!
A koleżanka Petera niczego sobie!
Historyjka: Pamiętnik Psotnika (w pozostałych rolach: Diabeł, szczury, karaluchy, Simbugi i simowa logika)