Przepraszam za brak zdjęć. Dwójkę żem skasowała...
ODCINEK 1 - Z Pamiętnika Psotnika czyli jak rodziło się ZŁO
Dzisiaj w szkole nauczycielka wpadła na pomysł (to eufemizm, jest tak głupia, że prędzej to pomysły wpadną na nią) żebyśmy pozakładali sobie pamiętniki i poudawali, że mamy w nich coś ciekawego do opowiedzenia. Patrzyła przy tym na mnie tym swoim wzrokiem bazyliszka spod bryli pamiętających jeszcze czasy wczesnej Dwójki bo, takie odnoszę wrażenie, uważa mnie za niestabilnego debila. Może i jestem niestabilny, zbyt często wszystko mnie wkurza albo stresuje, ale debilem nie jestem, bynajmniej!

Teraz jest wieczór ale coś mi mówi, że za chwilę nawiedzi mnie sąsiad z mieszkania obok, któremu przeszkadza to, że siedzę przy stole i myślę. Serio! Facet ma rentgen w oczach i uszy z czujnikami naddźwiękoowymi (jest w ogóle coś takiego na świecie?). W każdym razie jak wieczorem cicho kichnąłem w swoim pokoju to mówił mi nazajutrz „na zdrowie”. To było wtedy zanim przestał nas lubić. A nie lubi od momentu, w którym Euron doszedł do wniosku, że koniecznie musi się nauczyć grać na skrzypcach (najtańszych!) o drugiej w nocy, bo ta baba spod 12 urządziła ostrą imprezę i ganiała po pokoju (tak myślę) w samym ręczniku. Gość jednak przyczepił się do euronowej twórczości (nie ukrywam, miał trochę racji, nawet to po cichu szanuję), kompletnie ignorując hałasy u sąsiadów. Wtedy skończył się Dzień Dziecka i usłyszał o sobie kilku ciekawych rzeczy. Od tamtej pory coś pomrukuje, kiedy mnie widzi.
Ale miałem o swoim nieciekawym życiu... Serio, naprawdę nie ma o czym pisać i gdyby nie to głupie zadanie, w ogóle nie zawracałbym sobie tym głowy.
Moim najmocniejszym, zapamiętanym z dzieciństwa wspomnieniem, był odlot ojca. I nie był to taki zwykły odlot jak to się imprezowym Simom zdarza, bo chłop miał łeb jak sagan i wlewał ponoć przy barze niezliczone ilości soków wyskokowych prosto z butli a potem potrafił zbugować się mentalnie w jacuzzi i siedzieć tak do momentu, aż go matka nie wywołała kodem, aby łaskawie udał się wreszcie do pracy. Wkładał wtedy takie pasiaste wdzianko, w którym wyglądał jak chudy owad i wychodził nocą z domu, aby przynieść rano trochę gotówki. Ojciec lubił tez oszukiwać w szachy i ponoć odleciał w kosmos. Serio. Pewnej nocy wypatrywał gwiazd i go wessało. Od tamtej pory zostaliśmy we troje: matka, Euron i ja.
Od początku matka twierdziła, że coś ze mną nie tak. Całe dnie potrafiła czepiać się mnie o pierdoły, na przykład o to, że nocą wymykam się z domu i podobno czasem przywożą mnie radiowozem (dzięki, pani sąsiadko Cleveland, kiedyś się policzymy!). Matka była głucha i ślepa: posadź ją przy drzwiach a zauważy muchę na ścianie, plamę na suficie czy okruchy po naleśnikach sprzed tygodnia, ale dużego mnie nie dostrzegłaby nawet, jakbym podszedł do niej i przystawił klakson do ucha, dlatego nigdy mnie nie przyłapała na tych praktykach, ale kary były dotkliwe.
Ponadto twierdziła, że to ja jestem ten gorszy, bo jako bachorek chlapałem się ponoć w kiblu i budowałem nieprawidłowe bałwanki ze śniegu.
Prawidłowy bałwanek innych dzieci:

A to moje dzieło:

Mieszkaliśmy wtedy w mieszkaniu w Belladonna Cove a ze swojego pokoju miałem fascynujący widok na krzaki. Niestety, zmieniły się wkrótce zasady gry i chyba na razie nie mam widoków na studia.
Pewnego dnia, tuż po urodzinach Eurona, z naszego życia zniknęła i matka. Wróciłem pewnego dnia ze szkoły a jej nie było. Marissa Cleveland (pozdrawiam!) stwierdziła złowrogo, ze pewnie nawiedził ją Mroczny Kosiarz zaś jej mąż Jason uznał, że może znalazła sobie jakiegoś normalnego faceta, który nie zaakceptowałby zepsutego nastolatka kryminalisty i jego młodszego braciszka psychopaty (pan, panie Cleveland, jest drugi na mojej liście). Oboje wyglądali na mocno rozbawionych (zło zostało ukarane, trzeba teraz wykarczować złogi z ich spokojnego sąsiedztwa, prawda?) choć, oczywiście, deklarowali bezbrzeżną troskę. Nie powiem, to było...
W każdym razie wziąłem Eurona pod pachę i zwialiśmy stamtąd, zostawiając za sobą smrodek skandalu (wszystkie dwa kible w mieszkaniu Clevelandów zostały w tajemniczych okolicznościach uszkodzone a kuchnia spłonęła ze szczętem...).
I tak stanęliśmy na klatce schodowej naszego nowego domu. O tym jednak opowiem jutro, bo Raj znowu wali w drzwi. Zaraz mu wygarnę, blurf! < - maniery> co myślę o waleniu w drzwi i podsłuchiwaniu cudzych myśli!!!
ID Origin:
ukyojin (można sobie posłuchać wycia wiatru bo prawie nic tam nie ma)
Historyjka:
Pamiętnik Psotnika (w pozostałych rolach: Diabeł, szczury, karaluchy, Simbugi i simowa logika)
Komentarz
#EACreatorNetwork #EAContentCreator
pozdrawiam
cayrees.tumblr.com
Origin ID Cayrees
Szczerze mówiąc nie wiedziałam czy to będzie ciekawe bo sama rozgrywka jest u mnie dość powtarzalna, choć mam kilka pomysłów na wątki poboczne, żeby urozmaicić historię.
Cieszę się że przypadło Wam do gustu.
Historyjka: Pamiętnik Psotnika (w pozostałych rolach: Diabeł, szczury, karaluchy, Simbugi i simowa logika)
Ma chlopak talent literacki i gigantyczne poczucie humoru, choc jest msciwy i pamietliwy . Ale jak sie wyrasta bez czulej opieki rodzicow - a wydaje sie, ze on wychowywal na podworku i ulicy raczej niz w chacie- to trzeba umiec sie bronic i nie dac sie zdominowac.
Bardzo ladnie jednak o im swiadczy fakt , ze ustanowil sie opiekunem mlodszego braciszka. Dwoch solidarnie przeciw calemu swiatu - . a szczegolnie przeciw sasiadom malo tolerancyjnych dla mlodziutkich, poczatkujacych wielbicieli skrzypiec.
Inna sprawa co z tego mlodszego braciszka wyrosnie jesli starszy brat bedzie jego wzorem do nasladowania!!!
Swietny debiut !!!!
(Dlatego jeden obrazek jest ogromny a na jednym brakuje strzałek przy dymkach...)
ODCINEK 2 - Z Pamiętnika Psotnika czyli witamy w domu z Godnością
Właśnie pogoniłem Raja, który przyszedł przyjaźnić się z naszą lodówką (gość lubi żreć i robić inne dziwne rzeczy - na przykład buguje się werbalnie pod skrzynkami na listy i szczeka „ha!” lub „aha!” dotąd, aż sobie pójdzie) i mogę kontynuować wylewanie żali.
Tak, administratorka mówiła że: „przestronne, trzy pokoje z balkonem i w dodatku umeblowane” i to jest z grubsza prawda... Szkoda tylko, że nie wspomniała o szczurach, karaluchach i zgniłym jaju, które ktoś kiedyś zamurował pod podłogą (żart doceniam ale nie przeceniam!). Z litości przemilczę przeciekające rury, skrzynkę, która czasem toczy iskry i tajemniczą kratkę straszącą mnie w drzwiach toalety.
Zanim zdążyłem się porządnie rozejrzeć po lokum, już usłyszałem skrobanie do drzwi – oto sąsiedzi postanowili wcielić w życie akcję „dożywianie ciastem owocowym” i przyszli z wizytą. Nie powiem, miły byłem.
Babcia Geeta spod 14 (my mieszkamy pod numerem 13) ewidentnie chciała się przyjaźnić. Wiem, że ponoć wyglądam dojrzale na swój wiek ale błagam! Kobieta wpadła w jakiś dziwny trans i mówiła przeciągając sylaby, dziwnie przy tym kręcąc tymi, no... biodrami że w sensie. W sumie fajnie byłoby mieć babcię (moi starzy chyba wyodrębnili się z jakiejś matrycy bo nie wiem nic o moich przodkach) ale tutaj zrobiło się trochę... khem... niezręcznie. Na szczęście potem sobie poszła.
Za to Raj przez pierwsze kilka dni straszył nas swoją obecnością. Prawdopodobnie uciekał przed swoją nadopiekuńczą mamusią (czyli babcią
Geetą) i szukał u nas przygody... A przecież mógł ją znaleźć w dwóch pozostałych mieszkaniach. Żyły tam bowiem dwie samotne niewiasty (to one urządzają te głośne imprezy ze śmiejącymi się lubieżnie chłopami, obrzydliwe!)...
Jedna z nich nazywa się Jessica Peterson i już pierwszego dnia zaczepiła mnie na korytarzu. Pokazałem jej nawet kilka filmików na swoim telefonie, pomarudziłem na życie i w ogóle na wszystko a ona zdawała się mnie cierpliwie słuchać. Ponadto czasem miewała takie same napady śmiechu jak ja a jej rechot słychać było na całej klatce, kiedy wychodziła studiować tablice ogłoszeń. Pocieszające, że nie tylko ja jestem zaburzony w tym towarzystwie.
Jessica zwierzyła się, że czasem lubi sobie podkraść jakąś rzecz. Odetchnąłem z ulgą, bo z mojego mieszkania mogłaby zwędzić co najwyżej karalucha (Euron jest za duży i za głośny a jajo twardo tkwi pod panelami), co byłoby całkiem pożytecznym rozwiązaniem. W każdym razie jej drobna, kłopotliwa wada sprawiła, że musiała opuścić swoją przyczepę w Belladonna Cove i zamieszkać w parszywej (jak to nazwała) klitce na naszym piętrze. Jest bezrobotna bo jakoś nikt nie oferuje jej z miejsca posady dyrektora banku (pewnie to, co ukradła w BC warte było swojej ceny, bo odkąd tu mieszkam ani razu nie widziałem, żeby szukała roboty).
Sąsiadka z ostatniego mieszkania nazywa się tak, jakby ktoś po butli soku z barku ojca zmiksował ze sobą przypadkowe litery alfabetu i stwierdził, że od biedy kwalifikuje się to do aktu urodzenia. Ta to mnie nienawidzi jak psa bo już pierwszej nocy praktycznie zmasakrowała nam pięściami drzwi, że niby za głośno jesteśmy... A ja tylko ganiałem po pokoju jednego swawolnego szczura, który urządził sobie urodziny na naszym dywanie! Zaproponowałem jej, że jak go złapię to mogę jej podrzucić żeby też zaznała rozrywki, skoro prowadzi nudne życie obciachowej dorosłej. Coś tam powarkiwała jak szła do swojej kanciapy i tupała przy tym nogami. „Jutro w nocy postanowię posłuchać głośno radia (jak każdy szanujący się nastolatek mogę mieć taki NAPAD i co mi zrobisz???)” - pomyślałem wtedy ale zanim wcieliłem ten złowieszczy plan w życie, ta z samego rana przyczepiła się o coś innego:
A!
Zapomniałbym wspomnieć o pierwszym dniu szkoły. Nie posiadam zdjęć, bowiem TAM nie wolno nam fotografować... Wcisnąłem w Eurona jakieś rozgotowane kluski z serem i popędziliśmy do tajemniczego kołchozu, w którym spędzamy czas od poniedziałku do piątku (jak Stwórcy Gry przykazali!). Moja klasa to istna galeria dzieł sztuki. Jeden gość ma na imię Wolfgang i wygląda, jakby nie mył twarzy od czasu ostatniego Halloween. Jest często smutny i biadoli o swoim zgniłym życiu. Siedzi w ławce z taką jedną Kasandrą, która najwidoczniej podziela jego hobby, bo oboje często, w idealnej symbiozie, chlipią w rękawki.
Mnie przypadło miejsce obok Morgan, która ubiera się odpowiednio i z początku sprawiała nawet spoko wrażenie do momentu, kiedy próbowała ze mną porozmawiać o POKOJU NA ŚWIECIE! Naprawdę? To już wolę szorować podłogę okupowaną przez jajo niż prowadzić tego rodzaju dysputy. Skończyło się to tak, że mi znowu spadły maniery (i jak dorosnę to będę niekulturalnym Simem, który pierdzi, beka i nie spuszcza po sobie wody w toalecie, no żesz „blurf!”) a ona dołączyła na chwilę do Klubu Smutasów.
Kiedy tak się zabawialiśmy w „poznaj swojego Sima” do klasy wparowała nauczycielka i z miejsca postanowiła chyba udowodnić wszystkim, że „nowy” jest ułomem.
Siedzieliśmy nad zeszytami kiedy ta nagle przemówiła ludzkim głosem:
- Może Victor przeczyta rozwiązanie.
W moim szaleństwie jest jednak metoda bo ZWYKLE staram się unikać kłopotów, dlatego przybrałem jak najmądrzejszą minę i w skupieniu kontemplowałem słupki w zeszycie, kiedy ta powtórzyła głośniej pytanie.
Doszedłszy do wniosku, że ów Victor jest albo głuchy, albo nienormalny, spokojnie oczekiwałem dalszego rozwoju wypadków, kiedy ujrzałem nagle jej tłustą nogę koło mojej ławki. Błyskawicznie poniosłem głowę i napotkałem parę wymierzonych we mnie reflektorów.
- Victorze, dlaczego nie reagujesz na polecenie? - usłyszałem.
Przez chwilę miałem zapewne minę gamonia, bo wciąż liczyłem na to, że Victor jednak się uaktywni... Po czym cicho wyjaśniłem, że mam na imię Victarion.
Klasa ryknęła śmiechem a ja poczułem się tak, jakby milion tac wypadło mi na raz w wypełnionej dzieciakami stołówce.
Baba wybałuszyła na mnie swoje ślepia po czym poczłapała do biurka. Chwilę ryła w dzienniku po czym stwierdziła cała uśmiechnięta:
- A tak, Victarion Stormrage. Wybacz, masz takie oryginalne imię...
Serio, mamy w klasie WOLFGANGA i coś, co się zapewne rejestrowało u tego samego gościa, co moja sąsiadka i wciąż pani twierdzi, że Victarion jest oryginalnym imieniem!?!
Kiedy wychodziłem z klasy jeden idiota syknął za mną: „Victorze...”. Po szkole zlałem go tak, aż chłopa zamroczyło i od tamtej pory nikt już nie próbuje przekręcać mojej Godności.
Historyjka: Pamiętnik Psotnika (w pozostałych rolach: Diabeł, szczury, karaluchy, Simbugi i simowa logika)
ja nie wiem gdzie Ty do tej pory się uchowałaś przed historyjkowym światem!
nie dość, że pomysł przedni, watek oryginalny, to kontynuacja wymiata! uwielbiam Twoje poczucie humoru, lekką rękę do opisywania zdarzeń...serio nie wiem jak można mieć tak wspaniałą wyobraźnię, żeby zgrabnie, rozkosznie i zabójczo humorystycznie opisywać przygody simowe! W dodatku z całkiem nudnych i notorycznie powtarzających się epizodów z simowej rozgrywki, takich jak impreza powitalna, sterczenie simów na klatkach schodowych, czy tam przy tablicach. Bardzo dużo świetnych tekstów i fotek je podkreślających, choćby ta z rurami, mega! Watek z zauroczona babcią przedni
turlam się ze śmiechu, w przenośni i dosłownie!
dzięki za poprawienie humoru z rana! trzymam kciuki za oporny program do grafiki i czekam na więcej, a historyjkę przeczytam sobie jeszcze raz
cayrees.tumblr.com
Origin ID Cayrees
Mialam nosa,ze Cie namawialam do pisania ! W sumie nic sie nie dzieje , akcji zero jak to w grze ktora sie dopiero zaczyna ale jakie opisy tego nic nie dziania! Super zabawne !!!! Afera smiecia XD
Weszłam podmienić ostatni obrazek (żeby nikt nie zauważył, bo pomysł się urodził przed chwilą) a tu już komenty!
Dzięki, ta moja gra rzeczywiście nudna (choć nie dla mnie oczywiście) bo ja się lubię skupiać na rozwijaniu postaci i trwa to bardzo dłuuuugo. Ale fajnie że się podoba.
Zdradzę, że tytuł następnego odcinka będzie brzmiał: Dewiacje i Inicjacje
Historyjka: Pamiętnik Psotnika (w pozostałych rolach: Diabeł, szczury, karaluchy, Simbugi i simowa logika)
#EACreatorNetwork #EAContentCreator
Wczoraj miałam jakiś NAPAD (jak Vic na pierwszym zdjęciu) i ten odcinek powstał relatywnie szybko (gorzej, że miałam problemy z programem graficznym bo się wieszał i wiele z tych obrazków musiałam robić partiami).
Dziękuję Wam za naprawdę miłe słowa... Dzisiaj rano byłam tak nabuzowana, że zaczęły przychodzić dziwaczne pomysły... Nie wiem czy odważę się na prezentacje wszystkich. W każdym razie mam już z grubsza plan wydarzeń i wątków + zakończenie.
Zapraszam wkrótce (tuz po napadzie kolejnym).
Historyjka: Pamiętnik Psotnika (w pozostałych rolach: Diabeł, szczury, karaluchy, Simbugi i simowa logika)
ODCINEK 3 - Z Pamiętnika Psotnika czyli dewiacje i inicjacje
Zaprawdę powiadam Wam że nie ma takich srogich terminów, z których by z pomocą wytrwałości (oraz kodów) nie mógł się Sim zacny wyratować. A powiem Wam jeszcze, że kilka pułapek, śrubokręt i własne podeszwy mogą cuda zadziałać, gdy Sim w swej desperacji zapragnie głowę swą złożyć w barłogu z drugiej ręki zakupionym. Rzekłem!
Albo są takowe terminy...
Aby nieco pointegrować się z pikselami postanowiłem wychynąć z (nie)przytulnej szczurzej nory i od razu humor mi się poprawił. Co to tam się wyprawia to simowe pojęcie przechodzi! Aż sobie wkleję fotę, co mi ją Euron strzelił jak robiłem sobie selfie (ciekawe czy jak mi zostanie kilkanaście dni simowych życia to się połapię w tej metasytuacji)...
Oglądałem właśnie kolejny odcinek Gry o złom. Takie to soczyste,wspaniałe widowisko jest! Grupa złomiarzy walczy na wielkim wysypisku o łupy i o dominację nad całym terenem. Co chwilę któryś Sim-złomiarz ginie w szokujący sposób a Simbugi (blokujące, wykręcające kończyny i inne równie fajne...) pracują aż miło! Raz pod jednym z gości dosłownie wyrósł głodny krowo-kwiat i zjadł gamonia na miejscu, haha! Moim ulubionym bohaterem jest jeden typ, który w wyniku chwilowej przerwy w dostawie prądu wyszedł z CAS bez rąk i nóg. Mimo że porusza się machając uszami (skubany, jak on to robi?) to naprawdę radzi sobie lepiej niż przyzwoicie chwytając kawałki złomu w zęby!
Morgan najwidoczniej upatrzyła sobie mnie za jakąś simową Irenę Dziedzic bo przykleiła się i nie odstępuje na każdej przerwie. Kiedy nie marudzi o POKOJU NA ŚWIECIE jest nawet ok. Dziwne, że łazi za mną, skoro ma do dyspozycji tyle innych simowych pomiotów.
Szybko jednak zrozumiałem jej powody, bo miałem okazję uciąć sobie pogawędkę z Luną Villareal.
Powiedziała coś w tym tonie: „wytwornie się witam i zapytuję z udawaną uprzejmością, czemu to chłopak, nawet taki, który lekko zajeżdża trutką na szczury i chodzi w dziurawych spodniach, zadaje się z dziewczyną z Renegatów”.
Odpowiedziałem że nie wiem o co jej chodzi, wyjaśniła więc, że Renegaci to klub, którego wszyscy się boją, bo robią napraaaawdę potworne rzeczy i żebym uważał!
Od tamtej pory zacząłem patrzeć na Morgan z pewnym szacunkiem.
Nawet dałem się namówić na wagary. Pokręciliśmy się trochę po okolicy...
I wtedy Morgan zapytała, czy nie chciałbym dołączyć do Renegatów. Czemu nie? - pomyślałem. Z tego co zdążyłem się zrozumieć, powinno mi się tam spodobać. Kazała się zalogować wieczorem pod basenem w Windenburgu.
Dlaczego pod basenem? Co tam będziemy robić? Wpychać Simy do wody? Wsypywać mydło do akwenu? Podtapiać?... Topić??? Na pewno będzie epicko!
Z niecierpliwością oczekiwałem wieczora (co znowu nie było tak długo, zważywszy na to, że z sypialni do kibla idę całe 15 simowych minut (jak dobrze pójdzie, bo czasem się blokuję i chwilę pogapię się jak kretyn w monitor, więc trwa to jeszcze dłużej).
Pierwszy szok przyszedł już wraz z członkami Klubu. Ja tu patrzę a liderem jest dzieciak.
DZIECIAK!
W dodatku w Klubie jest jeszcze Wolfgang i jakaś laska, którą czasem widywałem na festiwalach, jak kręciła się koło sztalug i coś tam próbowała skrobać na płótnie...
No nic – myślę sobie – zobaczymy co będzie dalej. Może nie trzeba będzie niańczyć tego bachora... (Choć na samą myśl o tym, że muszę się płaszczyć przed jakimś gnojkiem, robiło mi się niedobrze).
Ale to może przedstawię na zdjęciach, bo opisać ciężko. (W sumie mógłbym, ale po co, jak mam foty i o dziwo sprawną Photoshopkę!)
Przetrzymałem ich jeszcze ze 3 simowe godziny (szkoda, liczyłem że któreś padnie) i wróciłem do domu. Sam trochę zacząłem ziewać. Wtedy to macham rękami w stronę NIEWIDZIALNEJ SIŁY, która czasem, takie mam wrażenie, steruje moim życiem.
To idę!
...
Zło, moi Drodzy, czai się wszędzie. Zły jest szczur, co mi kradnie kanapki i karaluch, który po nim dojada. Czasem wydaje mi się, że Euron też jest zły, ale to przecież dzieciak, co nie? Tej nocy zło, najwidoczniej, przyczaiło się pod naszymi drzwiami i, choć staram się cokolwiek sobie przypomnieć, za każdym razem mój Simózg napotyka na dziwną blokadę. Wiem jednak, że COŚ się wydarzyło, bo po pierwsze, mam dwie ranki na szyi. I boli.
Po drugie monitoring w pokoju (darmowy!) działa i zrobił fotki. Kiedy tak na nie patrzę, mam ochotę puścić pawia ze strachu.
Siedzę teraz i liżę rany (niemalże dosłownie) po nocnej wizycie. Przed chwilą próbowałem uczyć się programowania, żeby móc pozyskiwać gotówkę drogą dewiacji, bo rachunki za tę norę płacić trzeba. Myślę też o znalezieniu pracy, ale oferty dla nastolatków są tak wspaniałe, że nic tylko się w nich wytarzać z rozkoszą. Tyle rzeczy planowałem ogarnąć...
Dobra, głowa mnie boli. Odeśpię to i jeśli zdarzy się coś ciekawego, na pewno o tym napiszę.
...
Aaaaaaa! Aaaaaaa... Co by tu... Nie wiem sam co pisać... Eeeeee... To ten... To wkleję i spadam... I takie tam inne.
EPILOG
(Gdzieś między tymi wydarzeniami...)
Piosenka na "napisy końcowe" (jakoś mnie inspiruje, dobrze się przy niej pisze, tekst pasuje), dla chętnych
Tytuł następnego odcinka - Simbug mózgu.
Zapraszam!
Historyjka: Pamiętnik Psotnika (w pozostałych rolach: Diabeł, szczury, karaluchy, Simbugi i simowa logika)
Ilosc wlaczajacych sie w akcje simow, ssakow i obiektow z ktorych kazdy ma cos zabawnego do powiedzenia plus interwencje tworcze w Photoshopie powoduje lekki zawrot glowy u czytajacego, ktory wciaz parskajac smiechem chwilami gubi sie probujac sobie uswiadomic gdzie byl start , i jakie jest danej scenki zakonczenie XD
I co ma w sobie takiego diabolicznego i przerazajacego czarna chmura? Symbol walnietej karty graficznej, koniec simowego swiata? Na prawde mi ta czarna chmura spokoju nie daje XD
Ok szczury sa, karaluchy sa do calosci brakuje zloczyncy - no i mamy hrabiego w akcji
Kaliente taka zdeprawowana?
Super !!!!!
P.S, Tez uwielbiam Genesis. Od samego startu, gdy zespol powstal i uslyszalam pierwszy utwor. No jeszcze YouTube nie istnialo wtedy. Mlode pokolenie moze w tym momencie oslupiec. Bo przeciez wedlug nich YouTube bylo ZAWSZE. No nie bylo - sluchalo sie radia i kupowalo plyty.
Wolfgang i Kasandra mają cechę ponury. Taki Sim często dostaje nastrójnik smutku, w którym jest info, ze nad jego życiem wiszą czarne chmury (bądź ciemne, już nie pamiętam), dlatego łapie doła i zaczyna płakać.
A ta blondi to wprowadzona przeze mnie Simka, choć wzorowana została na Jessice Peterson z dwójki, takiej grywalnej damie, którą przyłapał na zdradzie bogaty małżonek i wywalił z luksusów. Mieszka teraz w przyczepie i poluje na kolejnego bogacza. Ma przy tym chyba najwredniejszy charakter ze wszystkich botów Dwójkowych, bo gdziekolwiek się nie pojawiała, zawsze wdawała się z kimś w bójkę.
I to nie jest tak, że mam jakieś dziwne pomysły, żeby łączyć w pary dzieciaki i starsze babcie... Ta sąsiadka naprawdę czuje miętę do Victariona (cały czas go komplementuje)! A co do Jessiki, to tak wyszło... zresztą też jej się podoba - to widać, bo jako NPC co chwile próbuje z nim flirtować.
W ogóle zauważyłam, że Simki jakoś częściej podbijają do nastolatka... Pierwszy raz gram na full romans z tą grupą wiekową i jestem w lekkim szoku (nie powiem, fajnie jest, hyhy!). Może wyczuwają, ze to łatwy cel, bo niedoświadczony i naiwny?
Piosenki Genesis i Phila towarzysza mi ostatnio prawie cały czas. Co do tej, to nawet zaczęłam wizualizować sobie teledysk simowy o moich bohaterach (szkoda, ze nie da się animować szczurów, śpiewałyby w refrenie chórki "ooo!"). Niestety, jestem leniwa i nie chce się mi kręcić scenek...
W ogóle dziękuję za komentarz - jak zwykle zachęcający do pisania. Dziękuję!
Historyjka: Pamiętnik Psotnika (w pozostałych rolach: Diabeł, szczury, karaluchy, Simbugi i simowa logika)
No a na koniec kawał dobrej muzy (też lubię choć wieki ich nie słuchałem) i tytuł ,który zapowiada ,że znów cza się naszykować na niezła jazdę (i najlepiej niczego nie pić w tym czasie przy monitorze) czekam już teraz na dalszego ciąga a poprzedni ciąg zafunduje sobie raz jeszcze obowiązkowo bo to jest poprostu za... fajne żeby tak nie zrobić
Brakowało mi jakiejś świetnej, wciągającej historyjki, nawet gdzieś o tym napisałam
Ktoś doda litościwie - ślepotą :P
Historyjka jest wielosmakowa i wielowarstwowa. Każdą warstewkę trzeba powoli rozsmakować, jak sreberko z czekoladki ...
Vic mnie rozczula bardzo. Sierotka biedna, choć energicznie sobie radząca w życiu. Ale taka karma - musi sobie radzić - w dodatku z braciszkiem!
Widzę, że z małego Eurona rośnie niezłe ziółko... Już rozkminia Schop..ee Simenhauera, a argumentum ad personam nie są mu obce. Nieźle, nieźle, tylko musi mu w porę ktoś wytłumaczyć, że to chwyty poniżej (nawet simowego) - pasa!
Świetnie się ciebie czyta Aericiu. I wcaleś jest nieśmiała, jakeś raczyła gdzieś wspomnieć, aść
@Alicja - super, że Ci się podoba.
Historyjka: Pamiętnik Psotnika (w pozostałych rolach: Diabeł, szczury, karaluchy, Simbugi i simowa logika)
PROLOG – słowo od autorki
Dawno, dawno temu, w czasach, w których wielu fanów serii The Sims odkrywało część Drugą, lub, jak kto woli, grało w Przygody Kwadratowych Pikseli, żył sobie NPC o międzynarodowym nazwisku Don Lothario. Ów Don znany był głównie z tego, że pokazał kiedyś Belli Ćwir swoją lunetę (kto ma skojarzenia z Freudem ten zbok!) a potem ona zniknęła. Młodzieniec ów należał do grupy Simów zbereźnych, których interesowało głównie randkowanie i „zaliczanie” (khem, khem) kolejnych ciekawych aspiracji w stylu „bara-bara z 20-ma różnymi Simami”, przy których część Czwarta wygląda jak spotkanie towarzyskie na roratach.
A teraz wrócił i początkowo mieszkał nawet, jak na obleśnika rozpustnego przystało, ze znanymi również gawiedzi paniami Kaliente aż do WIELKIEGO KATAKLIZMU <zainstalowano moda>, który nawiedził spokojne dotąd i poukładane simowe społeczeństwo. Wtedy to Don, kierowany przedziwną jak na niego potrzebą, najpierw począł dziecko z jakąś Simką, która, dam sobie głowę uciąć, nawet go nie pamięta, po czym OŻENIŁ SIĘ z inną i zamieszkał z małżonką w przytulnej willi w Wierzbowej Zatoczce.
Nie ma jednak tego złego, co by na dobre nie wyszło, bo przecież każdy ROZSĄDNY Sim cieszy się z nawrócenia grzesznika, choć czasem niechlubna przeszłość dopadała naszego lowelasa w tak oczywistych miejscach, jak miejska siłownia...
Jak wynika z powyższego dialogu, pokoje dzieli z berbeciem (nie swoim), zrodzonym również w TĘ NOC RESETU, po której wredna kleptomanka, Jessica Peterson, mogła uwieść zdecydowanie zbyt młodego na takie zabawy Victariona Stormrage'a...
ODCINEK 4 – Z Pamiętnika Psotnika czyli Simbug mózgu
Nad miastem San Myshuno wstało słońce. Gdzieś zza malowniczego portu pierwsze oznaki dnia pomknęły wartko niczym ten sąsiad na przyśpieszeniu, który nie wiadomo dlaczego sprawdza skrzynki na naszym piętrze, choć Sim jeden wie, gdzie tak naprawdę mieszka i dotarły pod me zapyziałe okno... nie zapyziałe... raczej uszlachetnione patyną!
No i ptaki latały tego ranka... Nisko. Jeden nawet, ignorując dach, ściany i inne tekstury, przeleciał mi koło nosa mimo że siedzę przy stole w kuchni i piszę...
Nic już nie jest takie, jakim było do wczorajszego wieczora.
Mam dziewczynę i ona jest super i...! <Litując się nad podmiotem lirycznym rzućmy zasłonę milczenia na znajdujące się w tym miejscu epistoły, bowiem samo myślenie o nich może przyprawić o dziwne uczucie żenady.>
Jessica powiedziała, że jestem zdecydowanie za chudy i wyglądam jak niedożywiona sierota (co jest prawdą – i jedno, i drugie), dlatego wyciągnęła portfel i dała mi trochę kasy na karnet do siłowni. Szczerze mówiąc, nie jest to najgorszy pomysł zważywszy na to, że głowę mam większą niż inna partia ciała, nosząca zazwyczaj nazwę haniebną.
Nazajutrz wymknąłem się z jej mieszkania i zostawiając bez opieki szczury, karaluchy i zgniłe jajo (o czymś zapomniałem? Chyba nie...), udałem się truchcikiem w stronę siłowni w Windenburgu (choć mam w sumie bliżej do tej na bogato, w dzielnicy Bogaczy i Szpanerów, weź tu zrozum Siłę, która mną kieruje?).
Do tej pory łapa mi się trzęsie po tym wszystkim. I nie, nawet nie dlatego, że wróciłem do chaty w stanie agonalnym bo podniosłem chyba z tonę ciężarów w złowrogim szale... Ale moment, w którym chłop ci włazi do kabiny jak bierzesz prysznic, zostaje z tobą na zawsze. O! Albo jak przeparadowałeś przed tymi wszystkimi byczkami i przypakowanymi laskami w samym ręczniku... Żenujące.
Chyba tracę rozum... Naprawdę! Wczoraj Jessica wpadła się do nas „wyszykować”, ale zamiast robić to, co zapowiedziała (po co w ogóle szykuje się u nas? Co, chce przymierzać moje rzeczy? Rzeczy Eurona? Futro szczura czy jak? Głupie...) usiada przy stole w tej ruderze, którą ktoś fałszywie uprzejmy pewnie nazwałby kuchnią i powiedziała, że wczoraj snułem się trzy simowe godziny po klatce schodowej... szczekając jak ten nieodżałowany w swej głupocie Raj... Nie wiem co zdenerwowało mnie bardziej... Czy to, że sam się zbugowałem czy może fakt, że Jessica podejrzanie długo gapiła się na nasze radio, jedną z niewielu rzeczy, które ma ma tu jakąkolwiek wartość (wliczając Eurona).
A właśnie...Euron. Mam nadzieję, że polubią się z Jessiką.
Co do potworów... Ostatnio sytuacja w naszym mieszkaniu zrobiła się lekko... niepokojąca...
Po tej traumie (karaluchy śpiewające Międzysimówkę <Simowa wersja Międzynarodówki> to doprawdy zbyt wiele) postanowiliśmy z Euronem podbudować domowy budżet i odkładać na nowe lokum. W tym celu wykonywaliśmy na ulicy ładne piosenki. Niestety, z miernym skutkiem finansowym...
Moje życie wreszcie stało się super ponieważ zaliczamy z Jessiką kolejne festiwale (włącznie z Festiwalem Miłości). Z tym, że super wziąłbym w cudzysłów, jako że to ironia... Rozrywki dorosłych są takie niezrozumiałe a świat ich pełen pułapek i absurdów. Ot, warto na wstępie zaznaczyć, ze tam wszyscy ćpają jakąś różową herbatę a potem im odbija bardziej niż mi po tym, jak zapadłem na śmiechorobę:
No, ale po tej krótkiej dygresji wróćmy na ziemię (czyli na Festiwal): Jessica namówiła mnie na zażycie specyfiku i po chwili dołączyłem do armii różowych rozpustników, którzy za cel życiowy obrali sobie flirty z każdym, kto nie ucieknie na drzewo. Masowy Simbug mózgu normalnie, jak w kabarecie! Oczywiście, nie oślepiło mnie na tyle, aby nie zauważyć spojrzeń innych Simów, które zdawały się mówić: „a ty, synku, nie powinieneś teraz czytać lektury szkolnej? Lekcje odrobione?”. Były tez inne, posyłane mi przez rozmaite panie, po których doprawdy nie wiem co myśleć...
No, ale miałem przy boku Jessikę, która wykorzystywała imponujący (huehue) arsenał romantycznych interakcji, żeby uatrakcyjnić nam randkę. Oczywiście, bardzo ją lubię i w ogóle, jednak gdzieś w głębi mojego spaczonego herbatą umysłu przyczaiła się wątpliwość. Postanowiłem spytać Guru Miłości o radę.
I był facet prorokiem, bo to, co stało się później okazało się być bardziej psychodeliczne niż wczesne płyty Sim Floyd...
Otóż! Stoję sobie jak aniołek i przysłuchuje się rozmowie, jaką Jessika prowadzi z jakąś babką z kucykiem, zaciągającą silnym tenorem. Obok stał jej mąż – gość, którego kojarzę z siłowni, na której zostawiłem ostatnio część płuc i być może, jaką śledzionę (coś mi strzykło jak podnosiłem tę sztangę i jestem prawie pewien, że w tamtym momencie pożegnałem się z którymś z organów). Typek ów wyglądał jak wszyscy wokół, czyli jakby z zamkniętymi oczami okradł garderobę w awangardowym teatrze. Aż tu nagle owa małżonka zamachała DO MNIE ręka i posłała mi całusa...
I teraz Jessica ma strasznego focha i nie odzywa się do mnie. Twierdzi, że to moja wina, że na pewno ją czymś sprowokowałem... na przykład stałem sobie...
I to wystarczy w tym chorym świecie?
EPILOG
Historyjka: Pamiętnik Psotnika (w pozostałych rolach: Diabeł, szczury, karaluchy, Simbugi i simowa logika)
Mały dość odważnie przeanalizował głupotę znajomej pani no i co ważne obaj bracia znaleźli sposób na siebie śpiewając swój odpowiednik robakowej międzynarodówki czyli pamiętny kawałek Elektrycznych Gitar
Ps: Ciekawi mnie co to za krówki w 4 obrazku od końca
https://www.simsnetwork.com/sites/simsnetwork.com/files/imagecache/l/news/2005/20050224-gamespot-1.jpg
A z tymi ubrankami to bardziej chodziło mi o modę damską z końca wieku, kiedy hinduskie spódnice można było kupić na każdym straganie.
Dzięki za opinię.
Historyjka: Pamiętnik Psotnika (w pozostałych rolach: Diabeł, szczury, karaluchy, Simbugi i simowa logika)