Witam 
Mimo tego, że w Simsy gram już od bardzo dawna i na forum też od dawna jestem, to jakoś nigdy się specjalnie nie udzielałam. Wczoraj tak mnie jakoś naszło, że trzeba to zmienić! A że niezbyt wiedziałam, gdzie się udzielać (jestem alpaką...), postanowiłam sklecić fotostory w czwórce, która, w przeciwieństwie do trójki, jeszcze jakoś chodzi na moim komputerze.

Początek trochę nudny, ale to dopiero początek. Później się to rozkręci. Nie mogę się doczekać, żeby strzelić parę fotek w Forgotten Hollow!
Mam nadzieję, że się Wam ten mój tworek-potworek spodoba. To ten... zaczynamy!
Epizod 1
Drogi pamiętniku, na imię mi Scarlett. Jestem z Bridgeport, a teraz właśnie stoję przed domem w Willow Creek, który będę dzieliła ze swoją nową współlokatorką.
Mam 23 lata, trudnię się pisaniem. Piszę głównie romanse. Rodzina mieszka w Bridgeport, a znajomi... cóż, nie mam za dużo znajomych. Mam nadzieję, że chociaż z moją współlokatorką się zaprzyjaźnię...
O wilku mowa.
Kirsten: Heeeej!
Scarlett: Ehm... cześć...
Kirsten: Jestem Kirsten, a ty pewnie Scarlett, moja nowa współlokatorka, tak?
Scarlett: Tak, tak.
Scarlett: Może wejdziemy do środka? Strasznie ciepło jest dzisiaj, napijmy się czegoś.
Kirsten: Alkoholiczka? *śmiech*
Scarlett: Skąd! Miałam na myśli wodę, herbatę, kawę, albo...

Kirsten: Tędy, zaparzę ci kawkę, abstynentko jedna.
Chyba już polubiłam Kirsten.
Mam nadzieję, że będziemy się dobrze dogadywać.
Kirsten robiła dobrą kawę. Uwielbiam kawę.
Obejrzałyśmy też razem film. Chciałam wybrać jakiś romans, lekki i przyjemny, ale ona wolała film akcji. I cały mój plan bycia odrobinę bardziej asertywną poszedł się kochać, ech...
Rozmawiało nam się też nadzwyczaj dobrze.Scarlett: I tu się myli gdyż implementarnie komplementarny suplement wertykalnie polatywny, zanurzany w uniwersum prakseologicznego pragmatyzmu retrospektywnego deterministycznie statyczny w ośrodku metodologii perceptualnej pasywnie jest adhezyjnie koherentny w stosunku do struktur mezomerycznych i się nie incydybuje w kategoriach absolutu na wespół z polatywnym determinizmem...
Kirsten: Eee...
Scarlett: ...czyli chrzani od rzeczy.
Przegadałam z nią prawie cały dzień. Cieszyłam się, że trafiłam na normalną współlokatorkę, a nie kogoś z, na przykład, fetyszem stóp. Mimo miło spędzonego dnia, cieszyłam się, że wreszcie mogę wrócić do swojego pokoju. Mogłam odetchnąć i rozpakować się w spokoju.
Resztę mojego wolnego czasu postanowiłam poświęcić na pisanie mojej nowej romantycznej powieści. A warunki miałam do tego świetne, bowiem mieszkałyśmy z Kirsten w spokojnej dzielnicy. Po ulicy rzadko jeździły jakieś samochody, a wystarczyło otworzyć okno lub wyjść na balkon, aby usłyszeć relaksujący szum rzeki i śpiew ptaków.
Komentarz
Czy te rozmazane fotki to efekt celowy,czy jednak problem techniczny?
twitter.com/Pawe60835471
Adhezyjnie koherentny suplement - XD Juz to jedno zapowiada dowcipny i inteligentny dalszy ciag.
Co do fotek podejrzewam,ze to swiadome uzycie filtru ale prywatnie uwazam, ze ten filtr nie powinien byc uzyty , albo jesli nawet to nie tak mocno , gdyz jego efekt - jak Pablo slusznie zauwazyl - wywoluje wrazenie raczej kiepskiego zdjecia , a nie buduje nastroj , co pewnie bylo swiadomym zamierzeniem przy obrobce zdjecia
Ale generalnie jest super ♥