Kiedyś pisałam wiele, kiedyś to lubiłam.
Maria 1
Mam na imię Maria Cavazzoni. Wszystko zaczęło się pod koniec lata, kiedy powietrze było jeszcze ciężkie od zapachów a wieczory już przenikały chłodem do kości. Zawsze zaczyna się pod koniec lata, dobrze pamiętam, że ostatnio też to się tak zaczęło. I jeszcze raz wcześniej.
Za każdym razem zaczynało się końcem.
Mam na imię Maria i jestem pełnoetatową starszą panią. Wszystkie moje poranki wyglądają tak samo, wszystkie popołudnia i wieczory nie są zbyt różne od siebie. Nie myśl proszę, że to źle, absolutnie. To był mój własny wybór, szaa, słyszysz? No właśnie, słychać jak drewno w podłodze się starzeje, jak rury rdzewieją, słychać jak na strychu ptaszyna, może gil, wyrywa powoli i systematycznie dziurkę w izolacji dachu. Mości się już przed jesienią, a to znak, że lato się kończy.
To wszystko to święty spokój.
Lubiła prowadzić w głowię te małe dialogi z niewidzialnymi rozmówcami. Uwielbiała udowadniać niedowiarkom, że tryb życia jaki prowadzi, rzeczywiście czyni ją szczęśliwą, choć wcale nie było takiej potrzeby. Maria naprawdę była szczęśliwa. Codzienna rutyna sprawiała jej wiele przyjemności. Stół i krzesła zsunięte równo na swoim miejscu, kanapa z plamą po czerwonym winie, zdjęcia na ścianach w okutych ramach. Wszystko niezawodnie tam gdzie powinno być wywołując miłe uczucie bezpieczeństwa i stabilizacji.

Zaczęliśmy troszkę od środka. Maria sprowadziła się do Wierzbowej Zatoczki wraz z córką, Lucią. Wcześniej z babki, prababki rodzina zajmowała niewielki dworek w Toskanii. Może nie do końca dworek w naszym rozumieniu. To było stare, pokaźnych rozmiarów domiszcze, które rozrastało się wraz z rodziną. Kiedyś, gdy dzieci dorastały nie zostawiały rodziców na wsi aby zacząć nowe, lepsze życie w mieście. Ich lepsze życie było w starych kątach, więc gdy synowie praprapra dziada znajdowali porządne dziewczyny, zabierali je do domu i dobudowywali pokoik lub dwa. Maria też zapuściła tam korzenie, nie dała się porwać mężowi do jego rodzinnego domu.
Na przestrzeni lat miejsce to wypełniało się różnymi simami po dach. Ciotki, babki, stryjowie, wnuki i dzieci, wszyscy jakoś sobie przędli powoli, czasem bywało biednie ale zawsze byli razem.

Jak to się stało, że Maria wylądowała w małym domku gdzieś w Wierzbowej Zatoczce? Jak to w życiu bywa, wszystko co dobre musiało się kiedyś skończyć. Czasy się zmieniły, dzieciaki wolały odkrywać świat, posmakować wielkomiejskich klimatów, odkryć trudy egzystencji na własny rachunek. Dworek się stopniowo wyludniał... Meble w pokojach konserwował kurz, zmarli krewni wyglądali z portretów zaginionych pokoleń. Mieli wrócić, ale "No wie ciocia, jakoś tak wyszło. W mieście i do szkoły małej Ashlin bliżej i... no nasze nowe kino domowe nie psuje do tych gratów"
Gratów! Też mi coś, a Ashlin? Co to za imię?! Francesca! Claudia! To są porządne włoskie imiona! - Maria aż się obruszyła do własnych myśli o włos nie upuszczając miski z powrotem do zlewu.
Ashlin! Co tez im strzeliło do głowy? I nic szczeniakom nie powiesz bo znów będzie, że cioteczka zarosła pajęczyną, a przecież Marzia...* - Na wspomnienie tego imienia Maria się opanowała. Uspokoiła myśli, na twarz znów wrócił poczciwy uśmiech starszej pani z reklamy środka do wywabiania plam.
Szybko rozprawiła się do reszty z naczyniami pozostałymi po śniadaniu. Zrzuciła szlafrok, wskoczyła w wygodne portki i zmechacony sweter. Przy drzwiach wyjściowych czekał już wiklinowy kosz pełen świeżego prania. Pochyliła na nad nim i spróbowała podnieść, ale mokre prześcieradła i grawitacja nie były przesadnie wyrozumiałe dla jej kręgosłupa. Ostatecznie przy akompaniamencie stęknięć i pojękiwać udało się zarzucić kosz na biodro.
*[czyt. Marcja]

Więc młodzi wyjechali, a co z pozostałymi mieszkańcami toskańskiego kawałka raju? Och, ostatnim czasy i tak nie było ich zbyt wielu. W zasadzie została ich tylko trójka: Maria wraz z mężem Nino i jego młodszy brat Franco, który lubi powtarzać, że "przegapił moment na znalezienie sobie żony a zamiast tego się zestarzał i niech tak zostanie". Nie przepadała za szwagrem, Franco nic nie przegapił, po prostu był zrzędą i ponurakiem, który zostawiał brudne skarpety obok łózka. Nie ma w tym nic a nic dziwnego, że porządne dziewczyny omijały go szerokim łukiem. Zresztą te mniej porządne również, nigdy nie można było powiedzieć aby brat Nino śmierdział groszem albo był zdolnym amantem. To wszystko jednak można było mu wybaczyć kiedy siadał za klawiatura fortepianu. Och jak on grał, jakby mu sami aniołowie do ucha nucili. Jego muzyka była jak wytchnienie, dotarcie do domu po wyczerpującej podróży, jak zapach świeżo upieczonego chleba z czarnuszką...
ale Franco grał tylko dla siebie. Nie tolerował publiczności i żaden słuchacz nie był mile widziany, dlatego zrzęda przegapił tyle dobrych żon! Ot co. - Westchnęła. Wygładziła ostatnia poszwę na sznurku, wsparła się pod boki i cieszyła chwile oczy widokiem śnieżnobiałych płacht schnących w słońcu. Kolejny kawał dobrej roboty, pora na ciasto, dom musi pachnieć ciastem. Lub kilkoma.
Nino uwielbiał ciasteczka. Nie ważne czy były posypane cynamonem czy zalane lukrem, pochłaniał wszystkie i każde ilości. Zmarł dwadzieścia lat temu, choroba zjadła go tak jak on zjadał ciasteczka - szybko. Teraz potrafiła z tego żartować ale dwie dekady temu na każde wspomnienie imienia męża wybuchała płaczem. Któregoś razu, jeszcze przed początkiem jesieni Nino po prostu się przeziębił. Maria zaraz wpakowała go pod pierzynę, nafaszerowała syropem z cebuli i natarła czosnkiem ale zamiast nabrać kolorków jak pieczeń marniał z każdym dniem. Posłali po lekarza, nie musiała wymienić z nim ani słowa, od cebulek włosów aż po pięty był przesiąknięty strachem i bezsilnością. Podziękowała mu tylko za pomoc i pożegnała. Dwa tygodnie później, spakowana i z zapuchniętymi oczami siedziała w pociągu do Wierzbowej Zatoczki.
Wróciła myślami do ciasteczek, które cały czas trzymała w dłoni. Znów były tylko kruchą, słodką przekąską. Niegroźnie i wcale smutne. Uśmiechnęła się, przeszła przez pokój i sięgnęła po ulubiona książkę. Kanapa zaskrzypiała trochę oskarżycielko, kiedy Maria ciężko na nią opadła.
- Silenzio! Złośliwe creazione, mnie przynajmniej nie podgryzają mole! - Odgryzła się kanapie.

Kanapa nie dała za wygraną i zakończyła popis wyjątkowo przejmującym trzeszczeniem. Nie można było się gniewać na mebel, stał tym miejscu odkąd kupiła tu dom.
W zasadzie ten komplet jest od Luci - znów się zasępiła. Lucia... To była przesłodka dziewczyna, i prześliczna. Wyjechała z Toskanii razem z mężem, nie było w tym nic dziwnego, choć Maria miała cień nadziei, że zostanie z nimi. Ciężko wypuścić z rodzinnego gniazda swoją jedyną ptaszynę, ale co mieli zrobić? Ptaszyna potrafiła już latać i się zakochała.
Aldo wydawał się być lepszym chłopcem.
- Nad czym znów tak dumasz? - Gdzieś z boku przebił się do niej głos.
- S-słucham? - Maria zerwała się na równe nogi, a zważając na jej wiek nie było to wcale tak oczywiste. Rozejrzała się w koło, nawet nie zauważyła kiedy dziewczyna pojawiła się w kuchni.
- Można by cię wynieść razem z tą kanapą - Plątanina włosów, łokci, kolan i brązowych oczu jak tajfun przeleciały przez jadalnie. - I nawet byś nie zauważyła.
- Zaczytałam się. - Wypaliła pierwsze co przyszło jej do głowy. Dopiero zorientowała się, jak bardzo rozkojarzona jest tego dnia. Zupełnie nie mogła skojarzyć co właściwie czyta, zamiast tego całkowicie pochłonęło jej uwagę ciasto wędrujące z misy na spodeczek. - Może najpierw obiad, hm?
- Trzymałaś książkę do góry nogami. - Kołtun zatrzymał się na krześle i zaraz jakby się wygładził. Był całkiem uroczy, z całkiem uważnym spojrzeniem. - źle spałaś? Dziś pełnia, może dlatego?

Zimny dreszcz przeszedł Mari po karku.
-Nie Marzia, to tylko kończy się lato. - Uśmiechnęła się do wnuczki i usiadła naprzeciwko.
Ok, tak kończymy pierwszy rozdział. Jest trochę chaotycznie, ale to już u mnie normalne. Na początku może być sztywno, może być dużo informacji na raz ale dawno niczego nie pisałam i muszę wrócić do wprawy. Ciężko jest znów czytać konspekty, plany, drzewka i samemu nie nie pogubić w tym ile chce się napisać a co zachować jeszcze na później i która postacią wprowadzać która informację

Jeśli jest za dużo/mało tekstu/zdjęć. Dajcie mi znać, skorygujemy przy następnych rozdziałach.
Mam nadzieję, że się Wam spodoba, buziaki
Komentarz
Edit - ten post napisałam, kiedy tu jeszcze nic nie było - teraz jakoś tak dziwnie brzmi. Ale nie kasuję go, bo mi niżej odpowiedziałaś.
Ale ja żartowałam tylko - bo tyle razy tu zaglądałam w poszukiwaniu tej zapowiedzianej historii.
No i jest wreszcie. Świetna, wciągająca od pierwszej se... no nie, sekundy to przesada. Ale pół minuty - na pewno!
Lubię taki styl - dowcipny, ale bez przesady. Bez "nowomowy", bez błędów ortograficznych, które zabierają historyjce cały urok czasami. Trochę masz literówek, trudno tego uniknąć - wiem to sama, pisząc swoje długaśne porady
Podsumowując - będę śledzić ciąg dalszy pilnie. Zapowiada się smakowita lektura na jesienne wieczory.
I mam nadzieję, że nie odwidzi ci się w połowie.
@Kameliaxxx - mam nadzieję, że reszta też taka będzie
Świetna historia ,jestem ogromnie ciekawa, jakie to tajemnice i historie chce nam bohaterka opowiedzieć . Dzięki za ten kawałek i czekam na cdn.
Bede czekac na kazdy nastepny odcinek niecierpliwie.
Klimat opowieści jest cudny
@Alicja - spokojnie, przecież wiem, że to żart. Nie bój się, nie obrażam się o takie bzdurki
@olivkasims , @kreatora łał, nie spodziewałam się aż tak ciepłych recenzji
@Kameliaxxx postaram się aby było jeszcze piękniej
Korzystam ze zwolnienia lekarskiego i tego, że do popołudnia mam lapsa dla siebie, postaram się naprodukować najwięcej tekstu na zapas, żeby później nie było zbyt długich przestojów ale niestety, nieregularny grafik pracy trochę wybija z rytmu x/
Chciałabym tez przeprosić za wszelkie literówki, podobnie jak Alicja mam zacinającą się spację (^^) ale ciężko jest tez wyłapać własne literówki. Czytałam ten tekst z sześćdziesiąt razy a za każdym znajdowałam coś nowego do poprawy. Pod koniec znałam historię na pamięć i nie byłam w stanie zauważyć błędów
Buziaki
Jedna moja podstawowa zasada, to co czytam nie moze byc nudne, bo nie jestem masochista - Twoje nie jest XD
Sama wszystko układasz w głowie czy czerpiesz z czegoś natchnienie?
są czegoś naprawdę warci
Moja Galeria
arlenap89.tumblr.com
ID: M3lcik
"Kanapa nie dała za wygraną i zakończyła popis wyjątkowo przejmującym trzeszczeniem" ..i inne smaczki, jak dla mnie jesteś genialna !
" Ostatecznie przy akompaniamencie stęknięć i pojękiwać udało się zarzucić kosz na biodro" cichaczem nadaję ci tytuł mistrza opisów
#EACreatorNetwork #EAContentCreator