A TO DOPIERO POCZĄTEK...
Davit McCool siedział rozluźniony za kierownicą swego simdessa, co chwila zerkając na gps w telefonie. Słodki głosik nawigacji powiadomił go,że do celu zostały mu już tylko 5 kilometrów. Przycisnął pedał gazu i wjechał w wąską drogę wzdłuż której ciągnęły się pola i łąki. Gdzieś na skraju horyzontu majaczyły stare fabryki, wielkie hale i długie aż po chmury kominy z których buchał ciemny i gryzący dym.
- Dzielnica przemysłowa- mruknął pod nosem Davit odwracając głowę od widoku. Kto by pomyślał że jego zmarły brat mieszkał na takim zadupiu? Nic tylko lasy, pola i te fabryki w oddali. Z drugiej strony Newcrest jest nową dzielnicą Twinbrook, dlatego jeszcze mało kto się tu buduje.
- Dojeżdżasz do celu - powiadomił go głos z telefonu i faktycznie zaraz za zakrętem pojawił się nieduży parterowy dom z poddaszem. Davit zajechał pod posesję, parkując na chodniku. Wyjął z bagażnika walizki i sięgnął po klucze od domu.
- No no..całkiem niezła chata - zagwizdał patrząc na fasadę budynku.

Wszedł do środka i rzucił swoje rzeczy na stół. Pomieszczenie do którego wszedł było za razem kuchnią, jadalnią i salonem. Proste i funkcjonalne meble, schludna tapeta na ścianie imitująca drewno, klika dekoracji uzupełniających wystrój.
- Przytulnie - mruknął i poszedł rozejrzeć się po reszcie pomieszczeń. Obok kuchni znajdowała się mała łazienka z prysznicem, zaraz obok była duża sypialnia - zapewne należąca do jego brata. Rozejrzał się chłonąc atmosferę tego miejsca. Patrząc na te wszystkie bibeloty walające się po meblach i porządku jaki panował w pokoju trudno było uwierzyć,że jego właściciel dwa tygodnie temu popełnił samobójstwo.
Szczerze mówiąc Davit nie widział brata ładnych parę lat. Ich drogi rozeszły się po śmierci matki - jedynej łączniczki między skłóconymi braćmi. Davit marzący od dziecka o karierze muzyka, wyprowadził się do Starlight Shores, by tam rozwijać swoje muzyczne uzdolnienia i zostać gwiazdą. Niestety sława odeszła szybciej niż przyszła, a Davit okazał się gwiazdą jednego sezonu. Wyrzucony z kręgu celebrytów, pogrywał w barach i lepszych lokalach bawiąc miejscową gawiedź by zarobić na czynsz. Szybko się przekonał,że hulaszczy tryb życia prędzej zaprowadzi go na dno a nie na szczyty list przebojów.
Śmierć brata przyjął ze spokojem, a nawet z nieludzkim chłodem. Wiedział że młodszy Edwin boryka się z depresją więc samobójstwo nie było dla Davita niczym nad zwyczajnym w tym przypadku. Nie przypuszczał jednak,że mimu tylu lat rozłąki brat zapisze mu w spadku dom. Ba, nie sądził nawet,że Edwin jakiś dom posiadał! Jednak z tego co się dowiedział,jego cichy i wiecznie skryty brat wydał przez te ostatnie lata życia dwie książki,które stały się bardzo popularne. Stąd więc miał pieniądze na dom i dostanie życie.
Davit zamknął drzwi do sypialni brata i zajrzał do kolejnego pomieszczenia. Zaskoczył go widok łóżka i wystroju sugerującego,że ów pokój zamieszkiwała jakaś kobieta. Dziewczyna? Narzeczona? A może po prostu pielęgniarka,która zajmowała się Edwinem?
Wzruszył ramionami i zamknął drzwi. Kto by to nie był, raczej nie był nikim bardzo ważnym bo adwokat Edwina nic mu nie wspomniał o ewentualnych współspadkobiercach.

***
Minął miesiąc odkąd Davit wprowadził się do domu zmarłego brata. Zdążył się już zaklimatyzować w nowym miejscu i odczuć przyjemne uroki posiadania własnego konta. Wyrzucił stare łóżko brata i kupił nowe, pamiątki po zmarłym pochował do pudła i wsadził na dno szafy garderobianej. Pozaznaczał swoje miejsce ustawiając wszędzie własne rzeczy. Jedynie pokoju tajemniczej kobiety nie ruszał. Stwierdził,że może mu się przydać gdy najdzie go ochota na jakieś towarzystwo. Póki co cieszył się nijakimi urokami Newcrest.


Doskonalił swoje mikre zdolności kulinarne, ćwiczył nowe zagrania na gitarze z nadzieją,że załapie się gdzieś do jakiegoś zespołu i serfował po necie zdobywając nowe kontakty, głownie z płcią piękną...



***
Pewnego ranka Davita zbudziły głosy tuż pod domem. Rzadko widywał ludzi w tej części Newcrest więc ta nagła - głośna - wymiana zdań pod jego domem mocno go zaciekawiła ( i zirytowała). Ubrał się pośpiesznie i wyszedł zobaczyć kto to się awanturuję z rana pod oknami. Minę miał nietęgą gdy pod drzwiami ujrzał ciemnoskórą kobietę z walizkami i taksówkę,która odjechała z piskiem opon.

- Eee przepraszam, coś się stało? - wydukał gdy kobieta przestała już wygrażać się kierowcy taksówki, który najwidoczniej nabił większy rachunek za przejazd niż to było ustalone.
Kobieta spojrzała na niego swymi błękitnymi oczami a Davit poczuł,że kolana mu zmiękły. Dziewczyna była piękna. Ba, nawet bardzo. Davit zastanawiał się czy widział do tej pory tak piękną kobietę i stwierdził,że nie. Jedynie za skwaśniała mina szpeciła piękną twarz nieznajomej. A może przeciwnie? Może dodawała jej uroku?
- Delfina Brown, jestem właścicielką. A pan to kto? Nie wiedziałam,że ktoś miał się opiekować domem przed moim przyjazdem - odparła podchodząc do Davita. Mężczyzna poczuł jakby go kto w twarz strzelił. Jak znów właścicielka? Co to za głupie żarty?

-Słucham? Musiałaś pomylić adresy mała. To mój dom i ja w nim mieszkam...- odburknął. Jedna brew błękitnookiej uniosła się do góry. Widocznie była tak samo zaskoczona całą sytuacją jak i on.
- Po pierwsze mała to może być twoja pała koleś, po drugie - jak to niby ty tu mieszkasz? Odziedziczyłam ten dom w spadku po zmarłym tragicznie przyjacielu. Niedawno wróciłam do kraju i od razu skontaktował się ze mną jego adwokat powiadamiając mnie o śmierci i o spadku. A ty to niby kim jesteś?


- Jestem bratem zmarłego. Przyjaciela? Byłaś przyjaciółką Edwina?
- Tak, nawet bliską. A więc to ty jesteś ten gwiazdor Davit? Edwin mi o tobie wspominał nie raz. Ładny z ciebie braciszek, pojawiasz się po śmierci brata i zgarniasz to co do ciebie nie należy. A gdzie byłeś przez te lata kiedy on zmagał się z chorobą? Co? - dziewczyna aż kipiała ze złości. Davit od pierwszej chwili nie przypadł jej do gustu. Edwin parę razy wspominał jej o starszym bracie. Niby nigdy nie mówił o nim źle, ale w jego głosie słyszała żal i smutek z powodu odejścia brata, który wolał sławę niż rodzinę.
- Co niby do mnie nie należy? Edwin zapisał mi ten dom w spadku! Zaraz po pogrzebie jego adwokat mnie o tym poinformował. Mam wszystkie papiery świadczące o tym,że dom na Zatocznej należy do mnie!
- Dziwne, bo tak się składa,że również mam takie papiery. Jeszcze za życia Edwina tutaj pomieszkiwałam gdy było z nim źle. Opiekowałam się nim, była dla niego podporą, A ty gdzie wtedy byłeś gwiazdorzyno?!
Davit aż poczerwieniał. Ta laska ostro go wkurzyła,ale z drugiej strony...A jeżeli mówi prawdę? W sumie sam widział damską sypialnię świadczącą,że jakaś kobieta musiała tu mieszkać. Raczej by nie kłamała,że ma papiery własnościowe bo to szybko by można było sprawdzić. Dlaczego jednak adwokat nic jej o niej nie wspomniał? Ani jej o nim?
- Wiesz co, nie ma sensu byśmy stali tutaj i rzucali w siebie oskarżeniami i obelgami. Może i mało ludzi tu mieszka, ale znając życie zaraz ktoś zacznie się tutaj kręcić zwabiony krzykami. Wejdź do środka. Jeżeli jest jak mówisz, adwokat Edwina wszystko nam wyjaśni. - odparł jej Davit pojednawczo i gestem zaprosił do środka. Delfina obrzuciła go chłodnym (wręcz lodowatym przez swoje błękitne oczy) spojrzeniem, wzięła walizki i weszła do domu.
CDN..
Dotrwaliście? No to należy się Wam ciastko

Zapomniałm Was ostrzec ,że nie będzie to taka lekka lektura jak u
@QuiteIzzzy czy
@SimDels. Ja niestety mam w zwyczaju się rozpisywać, więc Ci co z czytaniem są na bakier mogą sobie odpuścić. Więcej tutaj będzie pewnie tekstu niż zdjęć. Tum co jednak się zdecydują zostać i czytać ów wypociny, serdecznie dziękuję

Pozdrawiam.
Komentarz
Jestem coraz bardziej ciekaw także postaci tego chorego choć pewnie go już nie poznamy (ale podejrzewam,że dowiemy się jeszcze co nieco o jego życiorysie siłą rzeczy) no i tego dlaczego sprawy spadku były owiane taką tajemnicą.
Ciekawa historia z nutką prawdziwego simowego dramatu.
Bohaterowie sa charakterystyczni, ciekawi jako postacie wizualnie i tez ciekawie ,że tak się nie lubią skoro w wyzwaniu mają pewną rolę...
Ciekawie. Delfina wpadła i namieszała ostro, mam nadzieję, że nie podziabią się tam w środku .Bardzo niecierpliwie czekam na dalszy ciąg ich żywota i trzymam kciuki za Twoją zabawę.
(Delfina ma charakterek, jestem ciekawa, czy Davit się z nią w końcu dogada ;P)
OriginID: QuiteIzzzy
Zapraszam do poczytania o wyzwaniu: Wielka Przebudowa
Po zamknięciu drzwi Davit od razu sięgnął po telefon i wystukał numer do adwokata brata. Ciekaw był co mu powie gdy dowie się,że Delfina właśnie zjawiła się pod domem domagając się swojej "niby" własności...
- Słucham? - odezwał się zachrypnięty głos w słuchawce.
- Witam, dzwoni Davit McCool, brat Edwina..pamięta mnie pan? Tak, to dobrze...Bo ee..wie pan...zaszła dziwna sprawa...Otóż gości u mnie niejaka Delfina Brown, która twierdzi,że mój zmarły brat zapisał jej w spadku dom..Dom,który zapisał także i mnie...Czy mógłby pan to wyjaśnić? Nic mi pan nie wspominał o ewentualnych dodatkowych spadkobiercach...
- Heh..panie Davit'cie cięzko mi to wytłumaczyć tak przez telefon...No cóż, wiedziałem,że pan Edwin zapisał dom i panu i pani Brown,ale zabronił mi Was o tym informować. Jeszcze przed tymi przykrymi zdarzeniami przyszedł do mnie z testamentem i prośbą bym obojgu państwu nic nie mówił. Nie wspomniał mi oczywiście co planuje, a spisanie testamentu skwitkował jako " nikt nie wie kiedy nadejdzie koniec". Tak więc, nie mogłem panu ani pani Delfinie nic rzec. Mam jednak dla państwa listy,które zostawił pan Edwin. Mogą państwo jutro po nie przyjechać.
- No dobrze, dziękuje panu. Do zobaczenia jutro. - Davit rozłączył się i długo wpatrywał w ekran telefonu. Czemu Edwin zabronił adwokatowi wspominania że jest dwóch spadkobierców? Jaki miał w tym cel?
- Herbaty na załagodzenie konfliktu?- zaproponował nagle uśmiechając się do dziewczyny. Delfina kiwnęła głową niepewnie ale nadal miała minę, jakby chciała go zatłuc sandałem.
Chłopak wstawił w czajniku wodę, sięgnął po dwa kubki i nasypał do każdego aromatycznej zielonej herbaty. Przez cały czas starał się nie zerkać na dziewczynę,ale jego spojrzenie samo uciekało w jej stronę. Smukłe łydki, mocne ładnie zarysowane uda, płaski umięśniony brzuch, bujne piersi apetycznie sterczące pod zwiewną bluzeczką i twarz mimo surowego wyglądu taka piękna...
Czajnik zaczął delikatnie bulgotać, więc wyłączył gaz i zalał herbatę. Podszedł do Delfiny, która zajęła miejsce na kanapie i podał jej kubek.
-Dzięki - mruknęła biorąc od chłopaka ostrożnie gorące naczynie. Davit usiadł obok niej i przez chwilę wpatrywał się w wyłączony ekran telewizora dmuchając na parę unoszącą się z kubka.
-To..w jaki sposób poznałaś Edwina? - zapytał niepewnie.
Delfina spojrzała na niego a jej wzrok jakby złagodniał. Zaczęła obracać kubek w dłoniach wpatrując się w kołyszący się napój.
- Na odwyku. Byłam modelką. Młodą, głupią i naiwną, która sądziła że złapała Stwórcę za nogi bo wyciągnął ją z slumsów i pozwolił być kimś. Sesje, kontrakty, sława...Ledwo wyrabiałam. Owszem, byłam tym wszystkim zafascynowała. Z kopciuszka nagle stałam się księżniczką. Znani projęktańci zabiegali bym na wielkie gale zakładała ich stroje, popularne magazyny chciały widzieć moją twarz na swoich okładkach a luksusowe marki kosmetyków pragnęły bym sygnowała ich produkty. Zachłysnęłam się tym wszystkim. Nagle jednak zdałam sobie sprawę,że już nie daję rady. Że się duszę - przerwała by wytrzeć ręką kilka kropel herbaty,które skapnęły na jej nogę -Wtedy jeden facet zaproponował mi odskocznię. Lek na wszelkie zło. Narkotyki. Różne, sama już nawet nie pamiętam co...
- Z początku odmówiłam. Potem jednak słyszałam,że każdy w showbiznesie łyka jakieś świństwa by nie zwariować. Więc..więc spróbowałam. I faktycznie, poczułam się lepiej. Miałam więcej energii, pewności siebie..Jednak po jakimś czasie wszystko zaczęło się chrzanić...Źle sypiałam,albo wcale nie sypiałam, miałam ciągle bóle, rzygałam jak kocur...Mój menadżer od razu się skapował i kazał mi to rzucić, ale weź rzuć coś bez czego nie wyobrażasz sobie już życia? Byłam nawet na odwyku. Pomogło,ale na krótko. Zaczęłam olewać sesje, będąc na głodzie miałam ochotę się zabić...Wszyscy, którzy do tej pory mnie uwielbiali, nagle odwrócili się tyłem. Mój menadżer dał mi ostatnią szansę. Albo pójdę znów na odwyk,albo wylatuję z branży. Na moje miejsce miał już kilka "nowych" gwiazdeczek. Wzięłam się więc w garść i poszłam...
- I wtedy poznałaś Edwina? Chcesz mi powiedzieć,że też ćpał? - Davit był zaskoczony. Fakt, nie miał kontaktu z bratem, fakt, wiedział o jego fatalnym zdrowiu psychicznym,ale nie przypuszczał że mógłby być narkomanem..
- Niee...on był czysty. W tym samym "pensjonacie" że się tak wyrażę, była też klinika dla osób cierpiących na zaburzenia psychiczne, między innymi na depresję. Edwin się tam leczył, a raczej "wypoczywał wśród swoich" jak to sam zwykle mawiał. Widywaliśmy się podczas spacerów po ogrodzie pensjonatu. Wspominał mi o swoich książkach o swoim życiu. Po roku "odsiadki" wyszliśmy. Wtedy też zrezygnowałam z bycia top modelką, z resztą...Moja sława przeminęła. Zajęłam się fotografią i często odwiedzałam Edwina, szczególnie gdy miewał napady. Traktowałam go jak brata,kochałam go i obiecałam że będę się nim opiekować. Musiałam jednak wyjechać na miesiąc z kraju bo dostałam spore zlecenie. Gdy wróciłam zostałam poinformowana że...że Edwin popełnił samobójstwo...- głos się się załamał a łzy pociekły z oczu.
Davit się trochę zmieszał. Nie wiedział jak zareagować na to wszystko a szczególnie na nagłe rozklejenie się dziewczyny. Nigdy nie był dobrym pocieszycielem. Sam przyjął wiadomość o samobójstwie brata ze stoickim spokojem i nie uronił kropli łzy. Delfina jak widać była jednak bardziej związana z jego bratem. Delikatnie pogłaskał ją po plecach.
- Spokojnie mał...yy to znaczy...już już ciiiii...Nie płacz. Łzami go nie wskrzesisz. Pewnie nie chciałby być płakała - szeptał jej cicho do ucha. Delfiną wstrząsnął dreszcz, przełknęła łzy i pokiwała głową blado się uśmiechając.
- Masz rację. Edwin zawsze powtarzał że trzeba być silnym bo inaczej przyjdą silniejsi i nas zmiażdżą...
"Ta..sam jednak nie był jak widać na tyle silnym by oprzeć się pokusie utonięcia w ramionach śmierci" pomyślał Davit i zaraz sam się przeklą za takie myśli.
- Dzwoniłem do adwokata Edwina. Ponoć wiedział,że mój brat zapisał dom nam obojgu ale zabronił mu także nam o tym wspominać. Ma jednak dla nas jakieś listy, po które mamy się jutro zgłosić.
Delfina spojrzała na niego zaskoczona a jego aż ciarki przeszły patrząc w jej błękitne oczy.
-Listy? Od Edwina?
-Najwidoczniej.
-Ale co to za listy? Po co je pisał?
-No cóż,tego dowiemy się jutro...Wiesz co, zgłodniałem trochę...Masz ochotę na klopsy po włosku? Ostatnio do perfekcji opanowałem ten przepis i nie miałem do tej pory komu się pochwalić. Zaryzykujesz?
Dziewczyna otarła ostatnią zabłąkaną łzę i kiwnęła głową. Na jej twarzy pojawił się uśmiech. Prawdziwy, ciepły uśmiech.
CDN
są czegoś naprawdę warci
Moja Galeria
arlenap89.tumblr.com
ID: M3lcik
Opowiesc jest swietnie skonstruowana, dialogi znakomicie wplecione w trzesc, a bohaterowie - teoretyczni "zalozyciele rodu" wspaniale scharakteryzowani. Oboje troche rozbitkowie zyciowi , oboje po probach zrobienia kariery w showbiznesie , ktora w obu wypadkach skonczyla sie klapa. W sumie sa do siebie podobni, choc Davit jest bardziej cyniczny niz jego przymusowa wspolokatorka. Normalne - faceci to wieksi realisci z reguly niz kobiety majace czesto sklonnosc do sentymentalizmu.
Czekam na dalszy ciag story
Będę ci kibicować, tak jak i Delsowi i Izzy. Nie wiem, czy pociągnę swoją własną historyjkę, bo właśnie los mi troszkę inny scenariusz przyszykował
OriginID: QuiteIzzzy
Zapraszam do poczytania o wyzwaniu: Wielka Przebudowa
twitter.com/Pawe60835471
Oryginalny ciekawy pomysł na story ciekaw jestem jak się dalej potoczą ich losy. Jeśli nie będą grać narzuconych sobie ról zamieniając to na szczerość a może nawet podobną wylewność jak teraz, w przyszłości, mogą stać się przyjaciółmi. Ciekawe postacie i ciekawy pomysł.
Świetnie piszesz, intryguje to co mogą zawierac listy.
Następnego dnia, przed południem oboje wsiedli w samochód Davita i pojechali do Twinbrook by spotkać się z adwokatem Edwina. Akurat zbliżała się pora lunchu więc pan Milton (adwokat) zaproponował im zajrzenie do pobliskiego baru, gdzie mogliby przedyskutować trapiącą naszych bohaterów sprawę i coś przekąsić.
Po luźniej rozmowie i skonsumowaniu lunchu Davit już bez żadnych podchodów zapytał Miltona o sprawę dziedziczenia domu. Po minie adwokata od razu się domyślił,że wyjaśnienie mu się nie spodoba...
- No cóż...Jak panu wspominałem, pan Edwin wraz z testamentem zostawił dla państwa listy uprzednio prosząc mnie również bym podczas informowania każdego z państwa o jego ostatniej woli, nie wspominał o drugim spadkobiercy. Oczywiście życzenie klienta muszę szanować i nie dopytywałem się skąd taka decyzja, ale pan Edwin zapewnił mnie,że sam państwu to wszystko wyjaśni - tu podał Davit'owi i Delfinie koperty. Oboje jakby z lękiem przyjęli tajemniczy "podarunek" i nie patrząc ani na siebie ani na adwokata, rozerwali papier koperty i wyciągnęli identyczne listy. Delfina odwróciła się bokiem do mężczyzn by ci nie widzieli jej reakcji gdy ledwie spojrzała na początek listu. Charakterystyczne, lekko pochyłe pismo Edwina sprawiło,że łzy napłynęły jej do oczu.
Kochana Delfino.
Jeżeli czytacz ten list to znaczy,że mnie już nie ma przy Tobie a niewyjaśnione sprawy zmusiły Cię do odwiedzenia mojego adwokata. Zanim jednak wszystko wytłumaczę, pragnę Cię przeprosić. Obiecywałem Ci,że będę Cię wspierał. Będę Twoją ostoją, bratnią duszą i nigdy Cię nie zdradzę ani nie opuszczę. A jednak Cię oszukałem i zdradziłem. Kłamałem pisząc,że ze mną wszystko dobrze,że czuję się coraz lepiej, gdy naprawdę czułem jak ciemność mnie pochłania. Budziłem się żałując,że pobudka nie okazała się snem. I chociaż nie myślałem o śmierci, ona sama wyciągnęła po mnie dłoń. Pamiętasz tego wróbelka,którego wyplątałaś z krzewu różanego parę miesięcy temu? Parę razy widywaliśmy go na parapecie gdy podskubywał okruchy,które mu sypałem. Skąd wiem,że to był ten sam wróbel? Miał podkuloną nóżkę po kontakcie z krzewem, dlatego go dokarmiałem okruchami, tak jak Ty dokarmiałaś mnie swoją miłością. Pewnego dnia gdy wyjrzałem przez okno by dosypać okruchów znalazłem wróbla martwego. Nie zaatakowało go żadne zwierze i raczej nie zatruł się jedzeniem, a jednak był martwy. Leżał zimny na parapecie w blasku słońca, a inne ptaki zlatywały się wokół niego by skubnąć coś z pozostawionych okruchów. Żadne nie przejęło się martwym pobratyńcem. To był znak. Impuls. Załatwiłem sprawy by nie odchodzić bez wyjaśnienia bo chociaż tyle byłem winien tym,którzy mi zaufali. Wyjaśnienia. I jednego z nich oczekujesz. Czemu Davit i Ty musicie dzielić wspólnie dom.
Tyle razy opowiadałem ci o Davit'e. Zawsze chciał być kimś ważnym. Kimś innym. Czuł się nawet innym, lepszym. Tak naprawdę był jednak zagubionym facetem, który potrzebuje w życiu kogoś kto pomoże mu uwierzyć w siebie. Kogoś kto wytłumaczy mu,że nie musi udawać, nie musi nikomu udowadniać że jest kimś kim nie jest. Kogoś takiego jak Ty.
Rozumiem jednak,że możecie się nie polubić. Proszę Cię jednak o rok. Jeden rok wspólnego mieszkania z moim bratem. Rok podczas którego odkryjesz w nim także trochę mnie, co może pomoże Ci go zrozumieć i polubić. Proszę Cię Delfino tylko o rok. Po tym czasie mój adwokat zdradzi Wam kolejną moją wolę. Nie wcześniej. Wiem,że brzmi to jak szantaż. Nie zmuszam Cię jednak byś zaakceptowała moją decyzję, jednak przez rok oboje jesteście pełnoprawnymi właścicielami domu. Czuję jednak,że dobroć,która w Tobie drzemie nie pozwoli Ci odrzucić Davita. Pomóż mu. Kocham go i nie chcę by skończył jak ja. Proszę.
Delfina nawet nie czuła jak łzy ściekały jej po brodzie. Przeczytała list już trzy razy i czuła jak myśli jej wariują pod czaszką. Boże, jak ja mogłam go zostawić na tak długo samego. Jak mogłam nie zauważyć,że jest z nim tak źle - ganiła samą siebie w duchu, przygryzając wargi by stłumić szloch.
Davit też nie wyglądał lepiej. Oczywiście w przeciwieństwie do Delfiny, nie ronił łez rozczulając się nad kawałkiem papieru, jednak dokładny obserwator mógł wytężając wzrok zauważyć jak drży mu warga a skóra na policzkach lekko zbladła. Tyle lat nie miał kontaktu z bratem. Ograniczał się do pocztówek, na których pisał jedynie adres. Nigdy nie interesowało go co słychać u Edwina, jak się czuje, czy kogoś ma. Po śmierci matki, zamiast zadbać o młodszego barta, u którego już wtedy stwierdzono stany depresyjne, odszedł zatrzaskując za sobą drzwi. Przez cały ten czas uważał,że Edwin myśli podobnie. Jednak treść listu podziałała jak otrzeźwiający kubeł zimnej wody.
Drogi Davit'e.
Pamiętam,że jak byliśmy mali, wszystkie sąsiadki zazdrościły mamie ta zgodnych synów. Byliśmy nierozłączni. Jak Batman i Robin - mimo odmiennych charakterów i wartości, zawsze trzymaliśmy się razem i gotowi byliśmy poświęcić życie dla siebie. Co się z nami stało Davit'e? Gdzie podziała się nasza braterska miłość? Czy naprawdę marzenia mogą oddalić od siebie dwojga ludzi,którzy tyle lat byli jak jedno? Czy Twoja nienawiść i niechęć do mnie była spowodowana moją chorobą? Czy to dlatego,że przez nią odszedł od nas ojciec a mama zaczęła się załamywać? Nie dowiem się już, Nie mniej jednak przepraszam. Przepraszam jeżeli kiedykolwiek zraziłem Cię słowem lub uczynkiem.
Dziękuję Ci też za pocztówki. To znak,że jednak nie pozostałem Ci obcy. Ja też o Tobie nie zapomniałem i chociaż moje pierwsze listy do Ciebie zostały bez odpowiedzi, starałem się na bieżąco śledzić Twoje losy. Przykro mi,że nie udało Ci się z karierą muzyczną, tym bardziej,że bardzo podobała mi się Twoja pierwsza płyta. Słuchałem jej niemal non stop. Przypominała mi nasze dzieciństwo, takie beztroskie.
I chociaż wiem,że nie powinienem Cię o nic prosić ani wywierać na Tobie żadnych obietnic ale chciałbym byś zaopiekował się Delfiną. Za mego życia była mi bardzo bliska. Wiele jej zawdzięczam. Gdyby nie ona pewnie skończyłbym ze sobą wcześniej. Teraz pewnie jest w rozsypce. Byliśmy dla siebie wsparciem a teraz jej to odebrałem. Proszę Cię, byś przez rok pomieszkał z nią i postarał się odbudować jej pewność siebie. Jest kochaną osobą, ale zagubioną. Proszę Cię byś ten jedyny raz się ode mnie nie odwrócił i zaopiekował się tą dziewczyną. Po upływie tego okresu mój adwokat oznajmi Wam moją ostateczną wolę. To tylko rok.
Ps. Pewnie nigdy w to nie uwierzysz,ale zawsze Cie kochałem bracie. Nawet wtedy gdy nasze ostatnie spotkanie skończyło się moim złamanym nosem.
Davit zmieszał się czytając ostatnie zdanie. Pamiętał tamten dzień. Przed pogrzebem matki zajechał do ich rodzinnego domu po jakieś papiery. Zastał wtedy Edwina siedzącego w ulubionym fotelu pani McCool z fotografią w dłoni. Zdjęcie przedstawiają szczupłą kobietę z długimi kasztanowymi włosami zaplecionymi w warkocz wokół głowy, o zapadłych policzkach i ciemnych oczach w których smutek mieszał się z miłością do dwójki chłopców,którzy jej towarzyszyli. Straszy Davit miał na sobie koszulkę z modnym wtedy zespołem rockowym. Jego wiecznie niesforne włosy były mokre i lepiły się do lekko pociągłej twarzy. Zawadiacki uśmieszek sugerował,że niedawno spłatał jakiegoś figla. Obok niego stał Edwin, również cały mokry, szczerząc zęby w śmiesznej minie. Brakowało mu jedynki.
Davit stanął za bratem i zza ramienia przyglądał się fotografii. Łowili wtedy ryby, ręcznie zrobionymi wędkami. Edwinowi udało się coś złapać,ale był zbyt wątły by utrzymać szamoczącą się zdobycz. Ryba szarpnęła wciągając go do wody. Upadając wybił ząb własną wędką. Davit skoczył za bratem by go ratować. Zaraz potem mama zawoła ich na obiad. Zdjęcie zrobił im ojciec chcąc uwiecznić mokrych synów.
-Wyrzuć to - powiedział Davit wymijając brata.
Edwin nawet nie drgnął. Davit przestał grzebać w szufladzie,którą otworzył i ponownie podszedł do brata wyrywając mu zdjęcie z rąk. Zgniótł je w dłoniach i rzucił w kąt.
-Kazałem ci ją wyrzucić. Czy ty zawsze musisz udawać upośledzonego? - krzyknął a twarz mu poczerwieniała z nerwów.
Wtedy Edwin podniósł głowę i spojrzał na niego tym swoim pustym wzrokiem. Nie, nie pustymi. Jego oczy wyrażały żal, gniew i wstręt.
- Moje upośledzenie przynajmniej ma podstawy stwierdzone przez lekarzy. A twoje? Myślisz,że tylko ja jestem chory? Ty też jesteś chory. Chory na brak jakichkolwiek uczuć. Chory na brak empatii. Przyglądałem ci się w szpitalu. Nawet ci warga nie drgnęła, oczy nie zaszły łzami. Jesteś nieczuły nawet na śmierć własnej matki bracie. Czy kariera wyprała cię z uczuć? Czy taka jest cena sławy? Trzeba pozbyć się ludzkich odruchów? - chłopak patrzył mu ciągle w oczy a Davit czuł jak ogarnia go wściekłość. Chwycił brata za kołnierz i z całej siły walną pięścią w nos, czując jak coś pęka mu pod palcami. Edwin opadł na fotel a jego twarz zalała struga krwi. Złapał się za złamany nos próbując zatamować krwawienie.
- Czy jednak się myliłem. Ty jakieś uczucia masz - zakpił. Davit chciał mu coś jeszcze powiedzieć,ale wtedy do pokoju weszła kuzynka matki i widząc zakrwawionego Edwina narobiła rabanu.
Davit potem żałował swego wybuchy, ale szybko pozbył się tego uczucia. Jak każdego. Teraz jednak to uczucie wróciło a z nim poczucie winy. Rok. Rok wspólnego mieszkania z kobietą,której nie znał. W imię czego? Własnego kąta? Zadość uczynienia zmarłemu bratu? Ma postąpić godnie i zaakceptować ostatnią wolę zmarłego? Ciekawe co na to Delfina...
- Według tego co napisał Edwin, mamy ze sobą zamieszkać rok a po tym okresie powie nam Pan co dalej? - głos dziewczyny wyrwał go z rozmyślań. Spojrzał na nią,ale ona patrzyła na adwokata ani razu na niego nie zerkając.
- Tak. Obiecałem panu Edwinowi,że nie zdradzę jego ostatecznej woli do póki nie nadejdzie wyznaczona data. Przez cały rok, od dziś można powiedzieć, mają państwo mieszkać razem jako pełnoprawni właściciele posiadłości przy alei Dąbkowej w Newcrest. Oczywiście mogą państwo odstąpić od tego ale wówczas posiadłość zostanie sprzedana, a pieniądze przeznaczone zostaną na fundację opiekującą się osobami cierpiącymi na depresję. Jeżeli jednak zgodzicie się zamieszkać ze sobą przez ten czas, musicie spełnić jeszcze kilka warunków, które postawił przed państwem pan Edwin. Po pierwsze - przez ten czas żadne z Was nie może wstąpić w związek małżeński. Jeżeli jednak się tak stanie, rezygnujecie z własności jaką jest dom. Po drugie - przez ten czas musicie w ów domu MIESZKAĆ a nie być jedynie jego właścicielami. Nie możecie pozwolić sobie na mieszkaniu w innych lokalach przez ten rok. Oczywiście nie chodzi tu takie sytuacje jak pomieszkiwanie u partnera przez np. tydzień czy miesiąc. Po trzecie - oboje państwo macie dbać o posiadłość i swoimi poczynieniami nie doprowadzić do jej zniszczenia. Po czwarte - dom nie może stać się elementem handlowym, czyli nie możecie go zastawić lub, nie daj Stwórco, przegrać w grze hazardowej itp. No, to tak ogółem. Resztę pan Edwin przekazał państwu w listach.
Teraz dopiero Delfina spojrzała na Davita. Mimo,że przestała płakać, jej oczy nadal były zamglone od łez a wargi lekko drgały. Oboje wiedzieli co to oznacza. Przymusowy rok wspólnego mieszkania. Czy któreś z nich zrezygnuje? Podda się? Davit nie miał takiego zamiaru. Będzie mieszkał w tym domu tak jakby był w nim sam. Oczywiście postara się spełnić w jakimś stopniu ostatnią wolę brata względem dziewczyny, bo chociaż tyle jest mu winien.
Delfina myślała podobnie. Od pierwszej chwili nie polubiła Davita ale nie zamierzała zrezygnować z domu. Może i jest on zagubiony i nieszczęśliwy,ale jest też arogancki i chamski. No i z byt pewny siebie. Myśli,że jest panem i władcą wszystkiego bo liznął trochę showbiznesu. Ale ona też nie jest byle kim. Pokaże mu,że potrafi postawić na swoim. Będzie musiał ścierpieć z nią ten rok albo da sobie spokój i się wyprowadzi.
Pan Milton widząc nieistniejące iskry sypiące się z oczu tej dwójki prędko zebrał swoje papiery i podziękował im za spotkanie. Pożegnali się z nim i wrócili do domu. Davit wstawił wodę na kawę, a Delfina wzięła się za przygotowywanie obiadu. Oboje milczeli nadal trawiąc szokujące informacje. Dziewczyna ukradkiem pociągała nosem na wspomnienie bolesnych słów zmarłego przyjaciela. Davit stał oparty o stół i przyglądał się jej popijając łyczkami gorący napój. A może nie będzie tak źle? Przecież poznał w życiu wiele kobiet,które uważały się za twarde i silne a tak naprawdę były wrażliwe i szybko topiły swe lodowate serca w jego gorących objęciach.
-Głodny? - dziewczyna postawiła na stole półmisek w sałatką i makaronem. Odstawił kubek z kawą, sięgnął po sok z lodówki i usiadł obok niej. Nałożył sobie na talerz solidną porcję i wziął kęs. Nawet dobre. Czyli kucharką jest nie najgorszą.
Zjedli w milczeniu, po czym Davit zaoferował,że zmyje naczynia. Delfina przyjęła ofertę skinieniem głowy a sama dalej siedziała przy stole delektując się sokiem. Chłopak odstawił mokre naczynia na suszarkę i ponownie zasiadł obok niej.
- Co o tym wszystkim sądzisz? - spytał przełamując irytująca już go ciszę. Wzruszyła ramionami i spojrzała na niego.
- A co mam sądzić? Nie wiem jak ty,ale ja mając w pamięci to jakim cudownym człowiekiem był Edwin postanowiłam spełnić jego prośbę i jakoś ten rok się z tobą przemęczę pod wspólnym dachem. Liczę,że będziesz mało uciążliwym współlokatorem i nie będziemy sobie wchodzić w drogę. Z resztą, oboje pewnie zamierzamy pracować, za coś przecież rachunki trzeba płacić. Mam więc nadzieję,że będziemy się rzadko widywać.
- i ty to sobie tak szybko wykalkulowałaś? Mądra dziewczynka. Jednak nie wszystkie modelki to pustaki - zakpił i poszedł oglądać telewizję zostawiając ją z wyrazem twarzy jasno sugerującym,że uważa go za coś gorszego od robala.
KONIEC. CDN ^^
są czegoś naprawdę warci
Moja Galeria
arlenap89.tumblr.com
ID: M3lcik
Davit jak wynika z tekstu powyzej jest zimnym, bezdusznym egoista, ktory usiluje cale swoje otoczenie nagiac do wlasnej woli nawet sila, jesli nie mozna inaczej. Na moje Delfina szybciutko powinna zapisac sie na kursy karate.
Bardzo ciekawa i poważna historia. Intryguje mnie to jaka będzie następna jego wola bo pierwszy warunek siła rzeczy miałby sugerować zaprzyjaźnienie się lub nawet związek tej pary w przyszłości ale w takim razie co jeszcze chciałby wymyślić do tego autor testamentu...?
Sytuacja o tyle ciekawa ,że faktycznie osobowości spadkobierców wydają się silne i uparte.
Nie mogę się doczekać następnego odcinka! Jestem ciekawa, jak się dogadają i czy ten rok zakończy się happy endem. Ciekawa była prośba Edwina, by przez ten rok żadne z nich nie wchodziło w związek małżeński. A jeśli nagle wybuchną do siebie uczuciem i nie będą mogli tyle czekać? ^^'
Mam tylko jedną małą uwagę. Zauważyłam, że trochę walczysz z odmianą imienia Davit. Niepotrzebnie stosujesz apostrof. Apostrof używa się tylko, gdy dana nazwa/imię kończy się na samogłoskę lub głoskę niemą. Davita możesz odmieniać zupełnie normalnie i zgodnie z zasadami polskiego języka. Ten Davit, tego Davita, temu Davitowi, o Davicie.
OriginID: QuiteIzzzy
Zapraszam do poczytania o wyzwaniu: Wielka Przebudowa
ale bardzo fajnie, jak już wspomniałam, nie jestem amatorem czytania zbyt obszernych tekstów, w simach zdecydowanie wolę oglądać obrazki
zakładając, że jest to para, która zapoczątkuje wielką dynastię w wyzwaniu, a jednak średnio mają się ku sobie, to masz bardzo trudny orzech do zgryzienia
jak teraz poprowadzić historię, choć niewykluczone, że to Twoje charakterne simy poprowadzą ją za ciebie
podobało mi się
cayrees.tumblr.com
Origin ID Cayrees
Chcę też by historia do wyzwania była jednak lekka i przyjemna w odbiorze dla wszystkich. Dlatego stworzyłam nową rodzinę i postaram się nadrabiać obrazkami a nie samym tekstem. Ja bardzo gadatliwa jestem więc i rozpisuję się bardzo
@kreatora @SimDels @QuiteIzzzy @Cayrees dziękuję za miłe komentarze. Delfina i Davit faktycznie tworzą wybuchową parę i non stop mi się droczą,ale nawet mi się to podoba, bo coś się dzieje chociaż mam za sobą już jedną bójkę między nimi
są czegoś naprawdę warci
Moja Galeria
arlenap89.tumblr.com
ID: M3lcik
twitter.com/Pawe60835471
OriginID: QuiteIzzzy
Zapraszam do poczytania o wyzwaniu: Wielka Przebudowa
Kochani, nie martwcie się, nie zostawię tej historii bez kontynuacji. Wręcz przeciwnie, mam co do niej już plany bo gra spłatała mi małego figla,którego postanowiłam wykorzystać. Wiec komu bliscy stali się Davit i Delfina niech zaglądają i czytają. Zapraszam
są czegoś naprawdę warci
Moja Galeria
arlenap89.tumblr.com
ID: M3lcik
Wieczór minął im w ciszy i wzajemnej niechęci. Davit surfował po internecie wyszukując nowych ofert pracy a Delfina grała na skrzypcach. Davit starał się nie słuchać melodii płynącej zza ściany,ale dziewczyna grała tak pięknie,że nie mógł skupić się na laptopie. Wreszcie wyłączył ekran, zerknął na zegarek, który wskazywał 22.34 i mimo,że nie w zwyczaju miał kłaść się z kurami, zrzucił ciuchy i legł na łóżko. A słodka melodia moment go ukołysała.
Rankiem Davit wstał wypoczęty jak nigdy. Może wczesne chodzenie spać to nie taki głupi pomysł? Przeciągnął się i z marszu ruszył do łazienki. Do głowy mu nie przyszło,że ktoś mógł go ubiec...
Na początku zdębiał widząc nagą Delfinę pod prysznicem. Byłą piękna. Woda spływała po jej ciemnej skórze a on czuł że niektóre partie jego ciała też się już obudziły. Niestety Delfina nie była zachwycona podglądaniem jej podczas porannej toalety. Dostrzegła Davita w odbiciu baterii prysznica i jak nie wrzasnęła...
- Wynoś się zboczeńcu!!!!
Davit posłuchał i wyskoczył z łazienki jak oparzony. Cholera, ale wtopa - pomyślał ściskając nogi. Pęcherza nie obchodziło gdzie Davit zamierza się załatwić. Ma to zrobić jak najprędzej bo zaraz będzie miał kolejny powód do wstydu. Nie wiele myśląc chłopak wyszedł do ogrody i odlał się w jakieś krzaki rosnące za domem. Potem spokojnie wrócił do kuchni i pogwizdując wesoło zaparzył sobie kawę.
Delfina nie podzielała jego beztroski. Wyszła z łazienki wściekła niczym stado os, a gdyby nie ciemna karnacja, była by czerwona jak rozżarzony metal.
- Czy ciebie jełopie matka nie nauczyła pukać?! - rzuciła się na chłopaka,wściekle gestykulując.
- Zależy co - zakpił powoli sącząc gorącą kawę.
- Ty świnio! Jesteś chamski, arogancki i prostacki. Nie dziw się więc,że cie wykopali z biznesu. Jesteś dupkiem! Edwin był sto razy bardziej wartościowym człowiekiem niż ty. Potrafisz tylko kpić z kogoś. Nawet własnego brata miałeś w ****. - Delfina wrzeszczała na niego jak opętana, a jego ironiczne spojrzenie tylko podsycało w niej złość. Nagle spojrzenie Davita spochmurniało. Dziewczyna stanowczo zagalopowała się w słowach. Komu jak komu,ale jej nie pozwoli się obrażać.
- Przyganiał kocioł! A ty kim niby jesteś? Dziewczyną z plebsu, która pewnie za dupczenie dostała szanse poczuć co to znaczy sława. Jak widać takie idiotki i tak kończą ponownie w gównie z którego się wcześniej wygrzebały. Mnie nazywasz niewartościowym? A ty jak bardzo jesteś wartościowa ćpunko? Skąd mam wiedzieć czy nie doiłaś mojego naiwnego brata z kasy by mieć na dragi i czy to nie nimi go wykończyłaś co?
Delfine zatkało. Ale tylko na chwilę. Ty mendo - warknęła i zamachnęła się by go spoliczkować. Davit szybko zareagował i złapał jej dłoń wykręcając ją pod dziwnym kątem. Nie pierwszy raz jakaś dziewczyna chciała go ździelić w gębę więc zdążył wyrobić sobie ochronny nawyk.
- Puść..mnie...- jęknęła dziewczyna czując ból.
- A będziesz grzeczną dziewczynką? - Davita widocznie bawiła ta sytuacja. Chciał pokazać jej kretynce gdzie jej miejsce. Dopiero łzy spływające po jej policzkach go ocknęły. Puścił jej rękę jakby go parzyła. Delfina wstała z klęczek, przycisnęła bolącą rękę i z wściekłością mieszaną ze strachem w oczach zniknęła w swoim pokoju.
Davit poczuł się głupio. Bardzo głupio. Nie powinno go tak ponosić. Już kiedyś miał nieprzyjemności z powodu swej agresywności. Delfina miała prawo się unieść, naruszył jej prywatność i specjalnie sprowokował chamskim teksem. Nie powinna jednak tak na niego naskakiwać. On nie powinien zaś dać się tak łatwo ponieść.
Poszedł pod prysznic zmyć z siebie złość i gniew a potem zajrzał do jej pokoju. Leżała na łóżku szlochając w poduszkę. Jeszcze bardziej poczuł się podle.
- Delfina ja...
- Idź sobie.
I co robić? Wyszedł i poszedł do siebie. Odpalił komputer ale nie mógł się skupić. Szloch, mimo że cichy i tak dochodził zza ściany i wrzynał mu się pod czaszkę.
- O bracie, to będzie ciężki rok... - westchnął w duchu.
są czegoś naprawdę warci
Moja Galeria
arlenap89.tumblr.com
ID: M3lcik
twitter.com/Pawe60835471
Tu nawet na starcie milosci nie bylo, a Delfina nie wyglada na osobe ktora da sie zdominowac tak, ze podejrzewam, ze ona znajdzie innego partnera, a Davit, prawdopodobnie wtedy dopiero zacznie sie interesowac nia na powaznie na zasadzie obrazonej proznosci, "Jak mogla wybrac innego, kiedy ja bylem pod reka!" ale milosc to nie bedzie, bo ten gosc jest niezdolny do takiego uczucia. Kocha tylko siebie samego. Przynajmniej na takiego wyglada,
No ciekawe, ktora gra pierwsza Cie znudzi i ktore opowiadanie, bo dwoch na raz nie pociagniesz. Nie da sie