Witajcie, tu NadineMaee, na dawnym forum Nacia666!
Zakładam, że mało kto jeszcze przegląda to forum, a tym bardziej, że ktoś z obecnych pamięta o Mandy, jednak po latach postanowiłam kontynuować historię.
Dla przypomnienia:
Część 1:
http://www.thesims3.com/contentDetail.html?contentId=132063
Część 2:
http://www.thesims3.com/contentDetail.html?contentId=133765
Część 3:
http://www.thesims3.com/contentDetail.html?contentId=134417
Część 4:
http://www.thesims3.com/contentDetail.html?contentId=136007
Kontynuacja pierwsza na forum:
http://forum.thesims3.com/jforum/posts/list/308818.page
Kontynuacja druga na forum:
http://forum.thesims3.com/jforum/posts/list/559319.page
// przepraszam, że bez zdjęć, w następnej części się poprawię

Ostatnia kontynuacja wydaje się porażką, lecz wtedy...
---
...obudziłam się. W głowie mi szumiało, nie wiedziałam gdzie jestem. Powoli zaczęłam rozglądać się po pokoju. Bridgeport. Wydaje mi się, jakbym nie była tu od lat. Telefon ze szpitala? Co z tatą? Obok mnie spała Jess. Czy to możliwe, że to wszystko mi się śniło? Śmierć taty, przeprowadzka do Sunset Valley, ciąża... Wstałam i ze strachem podeszłam do lustra. Tak, to możliwe. To wszystko się nie wydarzyło, to tylko bardzo, bardzo zły sen. Czułam się dziwnie, jakbym cofnęła się w czasie. A co jeśli to co mi się śniło, to przyszłość? Przerażona zaczęłam szlochać, czym obudziłam śpiącą słodko Jess.
- Hmpff, Mandy? - Jess była jeszcze półprzytomna. - co się dzieje?
Nie wiedziałam, czy jej opowiedzieć mój sen, czy mam na to siłę. Przekonała mnie jednak, że mnie wysłucha, bo się o mnie martwi, a spać jeszcze zdąży.
---
Kiedy opowiedziałam wszystko, Jess była trochę przerażona, ale powiedziała mi, że takie sny się zdarzają i żebym się niczym nie martwiła. Ja jednak bałam się o tatę, że to co mi się przyśniło mogło się właśnie wydarzyć. Jedyny kontakt z tatą, to listy, a przecież nie wytrzymam w takim stresie kilku tygodni czekając na odpowiedź. Nie wiedziałam za bardzo co robić, Jess sprawdzała już jak dostać się do miejsca, gdzie stacjonują wojska mojego taty. Wtedy jak na zawołanie - zadzwonił telefon. Ze snu dobrze pamiętałam co oznaczał ten telefon. Godzina 4:30. To się nie dzieje. Nie chcę przechodzić tego od nowa!
---
Drżącymi dłońmi podniosłam telefon. Odebrałam.
- halo? Mandy, słyszysz mnie? - odezwał się męski głos w słuchawce
To on. To naprawdę on. Mój tato.
- tak - tylko na tyle było mnie stać, czułam się jakbym miała wielki kamień w gardle
- Mandy kochanie, to ja, tata - w jego głosie usłyszałam radość połączoną z wielkim wzruszeniem - przepraszam, że obudziłem Cię w środku nocy, ale właśnie wylądowałem w Bridgeport i zastanawiam się, czy może zechciałabyś mnie przenocować?
Zdębiałam. Co tu się właściwie dzieje?
- tato, ale ja nie rozumiem... - w tym momencie mi przerwał
- rozumiem jeśli nie będziesz chciała się ze mną widzieć, masz prawo być na mnie zła, że wyjechałem, że Cię zostawiłem... - słyszałam jak posmutniał
- tato, ja po prostu nie wiem co się dzieje, śniły mi się okropne rzeczy, a teraz ten telefon, to wszystko...
- rozumiem, ale jeśli jednak
- czekaj na lotnisku, za 15 minut u Ciebie będę - to zdanie niemal wykrzyczałam, czułam ciągle strach, a jednocześnie przepełniała mnie taka radość, jak nigdy
Jess powiedziała, że pojedzie ze mną, tak na wszelki wypadek, jakby coś się stało.
---
To on. Widać, że jest zmęczony. Mam do niego tyle pytań, ale nie mogę go teraz męczyć. Wrócimy do domu, odpocznie, może jutro porozmawiamy. A może ja nie chcę wiedzieć? To wszystko dzieje się tak szybko, ledwo okazało się, że ostatnie kilka lat mojego życia, to tylko mój głupi sen, mój ojciec żyje, moja matka się ode mnie nie odwróciła, to samo Jess i Matt. Podbiegłam do niego i go uścisnęłam. Tak bez słowa. W tej chwili nic więcej się nie liczyło, byłam taka szczęśliwa będąc znów przy moim tacie.
---
Wróciliśmy do mieszkania, tato wszystko mi opowiedział. Wojska się wycofują, wysłali go do domu. Chciał mi zrobić niespodziankę. Ja opowiedziałam mu o swoim śnie. Jego wyjątkowo ta historia rozbawiła, dzięki czemu i ja spojrzałam na to z innej strony. Dochodziła 7 rano. Było już całkiem widno, jednak my wszyscy byliśmy skrajnie wycieńczeni tymi wszystkimi wydarzeniami. Jess postanowiła wrócić do domu, a ja zaprowadziłam tatę do pokoju po Nicole (który i tak stał pusty) i sama także poszłam spać.
---
Kiedy się obudziłam i zeszłam na dół, usłyszałam śmiechy dochodzące z kuchni. To ciotka Ashley rozmawiała z tatą. Okazało się, że ona wiedziała, że tato wróci, jednak chcieli mi zrobić niespodziankę. Nie wiedzieli, że zareaguję na to aż tak emocjonalnie, ale nie mam im tego za złe. Cieszę się, że wreszcie widzę mojego tatę, że przyjechał na dłużej, że może...
---
"Wracamy do Riverview" te słowa wypowiedziane przez tatę brzmiały absurdalnie. Kolejna przeprowadzka? Co z Jess, Mattem, mamą, Robem? Poza tym nasz dom w Riverview na pewno zamienił się już w podupadającą ruinę. Jednak tato obstawiał przy swoim. Powiedział, że w wakacje wracamy do domu. Z jednej strony bałam się, zdążyłam się już przyzwyczaić do miasta, jednak wspomnienia ożyły. Tyle dobrych chwil spędziłam na tej wsi, czuję do niej ogromny sentyment. Tak więc postanowione. Wracam tam.
Komentarz
Następnego dnia postanowiłam powiedzieć mamie o wszystkim. Okazało się, że tato wcześniej z nią o tym rozmawiał, ponieważ nie chciał zabierać mnie do Riverview bez jej pozwolenia. Powiedziała, że będzie mnie tam odwiedzać, że będę mogła widywać się z braciszkiem. Cieszę się, że między nią, a tatą sytuacja się wyjaśniła, można by powiedzieć, że utrzymują przyjacielskie stosunki. Wiem, że mama jest szczęśliwa z nowym mężem, a tato na razie nie szuka nowej kobiety, mimo to bardzo głęboko wewnątrz wciąż marzę o domu z mamą, tatą i bratem. Ten rok po urodzeniu się Roba był wspaniałym czasem, mieszkałam w Riverview z rodziną, byliśmy szczęśliwi. Nie mam mamie za złe, że wybrała innego mężczyznę, jednak to skomplikowało całe moje życie, a także życie mojego taty. Mały Rob jeszcze niedawno ograniczał się do "gugu" i "gaga", teraz ślicznie mówi, chodzi, rysuje po ścianach.
Mijały tygodnie, koniec roku szkolnego zbliżał się nieubłaganie. Tato mieszkał ze mną i ciotką Ashley, powoli przygotowywaliśmy się do powrotu na wieś. Jess rozpłakała się, kiedy powiedziałam jej, że się wyprowadzam, jednak obiecałam jej, że będziemy rozmawiać i się spotykać w dłuższe przerwy od szkoły, czym trochę ją pocieszyłam. Mój komputer odmówił posłuszeństwa, jednak ona zaoferowała mi skorzystanie z jej, ponieważ musiałam kupić bilety. Zostałam u niej do późna, rozmawiałyśmy na różne tematy: jak zareaguje Matt, jak będzie wyglądał mój powrót do dawnej szkoły, dawnych przyjaciół i chłopaków... szczerze mówiąc przeraża mnie to.
Kiedy się pakowałam, przyszedł Matt. Jak zwykle uroczy. Nie miałam do tej pory okazji przedstawić go tacie, jednak i teraz nie było go w domu. Pomyślałam, że to idealny moment, żeby przekazać mu wieści. Nie przyjął tego dobrze. Powiedział, że skoro będę tak daleko, to nie ma sensu tego dalej ciągnąć, bo on nie będzie czekał na mnie latami, żeby ze mną zamieszkać, bo znając mnie, pewnie się rozmyślę i z nim zerwę. Jednak to on ze mną zerwał. O dziwo nie zabolało mnie to tak, jak można by się było spodziewać. Widać było, że dla niego to był wspaniały moment, ponieważ mógł bezkarnie to zrobić, a szykował się do tego prawdopodobnie od dawna. Pożegnaliśmy się, a ja kontynuowałam pakowanie. W środku czułam dziwną ulgę.
I w końcu nadszedł ten dzień. Pojechałam do mamy pożegnać się. Było mi przykro, że będę znów tak daleko od niej, jednak ona ciągle mnie zapewniała, że będzie przyjeżdżać razem z Robem, żeby nie zapomniał o swojej siostrze. Kiedy na chwilę wyszła z salonu nie wytrzymałam i rozpłakałam się. Coś się kończy, coś zaczyna. Kolejna przeprowadzka, stres... nagle to wszystko wybuchło. Na szczęście udało mi się doprowadzić do ładu, zanim mama wróciła.
Wieczorem byliśmy już na lotnisku i czekaliśmy na odlot. Byłam bardzo podekscytowana, tęskniłam za Riverview, moimi dawnymi przyjaciółmi, moim jedynym domem, w którym czułam się dobrze. Postanowiłam się nie martwić, bo co ma być, to będzie. W wakacje zajmiemy się domem, a ja może odważę się odezwać do starych znajomych. Nie mogę się doczekać.
I oto jesteśmy. Kiedy wysiedliśmy z taksówki, naszym oczom ukazał się on - nasz stary, dobry dom. Jednak nie tak go zapamiętałam. Byłam przerażona, że w ciągu roku dom może zamienić się w ruinę. Staliśmy tak bez słowa. Patrząc na nasz dom, jakby nie był nasz. Nie odżywały wspomnienia, których się spodziewaliśmy. Nie działo się nic.
Dom w środku wyglądał równie okropnie, co na zewnątrz. Wszystkie meble stały tak, jak je zostawiliśmy. Zupełna cisza i zapach stęchlizny wcale nie tworzyły domowej atmosfery. Zbliżał się wieczór, więc postanowiliśmy z tatą, że pójdziemy spać, a od następnego dnia bierzemy się za porządki. Dobrze, że dopiero zaczęłam wakacje, miałam czas, żeby uporządkować dom i swoje życie.
Pracowaliśmy od rana do wieczora, każdego dnia kolejny mały kroczek ku porządkowi. Na dworze wszechobecne chwasty, stare liście i dzikie krzaki, a w środku stare, poniszczone meble i sterta kurzu. Tato w wojsku zarobił sporo pieniędzy, jednak wszystkie narzędzia potrzebne nam do pracy, naprawy, farby pochłaniały jego oszczędności w zawrotnym tempie, chociaż staraliśmy się nie kupować nowych mebli, a odnawiać te, które nam zostały, by starczyło nam jeszcze na życie.
Po niemalże miesiącu ciągłej pracy udało się. Remont naszego domu się skończył, byliśmy przeszczęśliwi. Pewnego dnia przyjechała do nas stara znajoma taty, ponieważ parę dni wcześniej zauważyła, że coś u nas się dzieje. Przywiozła nam trochę kwiatów, żeby ożywić trochę trawnik. Byliśmy bardzo wdzięczni, a pani cieszyła się, że wróciliśmy do Riverview.
Kolejny miesiąc minął w zawrotnym tempie, nadeszła jesień. Wspaniała pora roku - złote liście, ciepły wiatr i... szkoła. W ciągu wakacji nie spotkałam się z żadnym dawnym znajomym, bo po prostu się bałam, stresowałam, wstydziłam. Trochę czasu minęło, a ja teraz wracam do Riverview z podkulonym ogonem. Boję się, że moi dawni znajomi mnie nie zaakceptują na nowo, że po prostu nie zrozumieją, przez co musiałam przejść...
Poniedziałek. To słowo mogłoby podsumować to, jak się czułam rano. Grzebałam łyżką w płatkach, nie miałam ochoty ich jeść. Oczywiście tato by nie puścił mnie do szkoły bez zjedzonego śniadania. A może to rozwiązanie? Może udałoby mi się wymigać od szkoły... ale tato, pierwszy dzień, przecież nie będzie nic ważnego... - to chyba mało przekonywujące. Z trzęsącymi się nogami udałam się w stronę ulicy, by czekać na mój złoty rydwan szkolny.
Udało się! Przez cały dzień nikt mnie nie zjadł, ani nie opluł jadem. Ludzie byli życzliwi, zaskoczyło mnie, jak miło zostałam powitana. To była wielka ulga, bo przez ostatnie dwa miesiące żyłam tylko tym, jak zareagują ludzie. Nawet Cyrus (który tak mi się kiedyś podobał) powiedział, że tęsknił. Nie powiem, że moje stare uczucie do niego odżyło, ale było to zdecydowanie miłe i podbudowujące.
Wieczór spędziłam w swoim pokoju. Dzięki ciężkiej pracy, wspólnie z tatą sprawiliśmy, że stał się on piękniejszy, niż kiedykolwiek. Na małej tablicy korkowej nad łóżkiem zawiesiłam zdjęcie z Jess... tak bardzo mi jej brakuje. Odkąd wyprowadziłam się z Bridgeport, staramy się codziennie rozmawiać przez telefon lub internet, jednak to nie to samo. Niewykluczone, że znajdę tu sobie przyjaciółkę, ale żadna nie zastąpi mi Jess, która była ze mną w wielu ciężkich chwilach i nie opuściła mnie, jak inni znajomi.
W środku nocy obudził mnie deszcz. Przewracałam się z boku na bok, jednak nie mogłam zasnąć. Postanowiłam pójść do kuchni się czegoś napić. Kiedy przechodziłam obok drzwi wejściowych usłyszałam ciche, chrapliwe miauczenie. Wyjrzałam przez okno. Przed drzwiami leżało małe, rude coś. Wyglądało naprawdę biednie.
Rudym czymś okazała się kicia, wyglądała na całkiem młodą, ale głodną, zapchloną i przestraszoną. Od razu zorganizowałam coś do jedzenia, by kicia nie umarła mi na rękach. Pilnowałam jej i patrzyłam jak je. Kiedy zjadła, podeszła do mnie i wskoczyła mi na kolana. Już wtedy wiedziałam, że tu zostanie.
W weekend postanowiłam poszukać pracy, żeby mieć własne pieniądze. Jednak ja preferuję bezpośrednią rozmowę z moim przyszłym pracodawcą, dlatego ubrałam się ładnie i poszłam na miasto. Oczywiście panna Mandy nie uczy się na błędach, więc poszła do Spa (w którym poprzednio pracowała) zorientować się, czy kogoś nie potrzebują. A potrzebowali. Więc moje poszukiwania okazały się być bardzo ekspresowe. Ciekawi mnie tylko, czy Cyrus też dalej tam pracuje...
Korzystając z kilku wolnych godzin, które oszczędziłam swoją ekspresową rozmową kwalifikacyjną, zabrałam swoją nową kicię do weterynarza. Pani weterynarz usunęła kilka kleszczy, zaszczepiła,zrobiła co trzeba i oddała mi moje zwierzątko. Od razu na miejscu kupiłam jej obróżkę, miskę, małe kocie łóżeczko i drapaczkę. Cała obwieszona (i jeszcze z kotem pod pachą) ruszyłam z powrotem do domu. Pani weterynarz musiała troszkę ogolić kicię, żeby łatwiej było ją odrobaczyć, jednak dla mnie stała się ona jeszcze słodsza. Zawsze marzyłam o kotku, a teraz miałam okazję jednocześnie spełnić swoje marzenie i uratować życie temu kochanemu kłębkowi futerka.
Fajnie wplotłaś w narrację renowację domu, delikatnie zahaczyłaś o perypetie rodziców nie epatując szczegółami, do tego nowy członek rodziny, który na pewno urozmaici opowieść. Czekamy na kolejne historie Mandy
Podczas naszej rocznej nieobecności na ulicy przy której stoi nasza chatka (która dawniej stała tam jako jedyna - pomijając starą stodołę, która jakby stała tam od zawsze), jak grzyby po deszczu wyrosły nowe domy. Jednak do tej pory stały puste, co nie dziwi, bo kto (umyślnie!) przeprowadzałby się do takiej wsi? Jednak ktoś chciał. W niedzielę rano do domu naprzeciwko wprowadziła się jakaś rodzina. Chciałam pójść ich przywitać, ale pomyślałam, że dam im trochę czasu na urządzenie się i wpadnę któregoś dnia na tygodniu.
Mojemu tacie chyba zaczęła doskwierać samotność. Nie dziwię się, jednak większość ludzi nie lubi żyć samotnie. Oczywiście ma mnie, ale wiem, że tato zawsze chciał mieć żonę, dzieci, dom. Brakuje mu tylko żony. Widziałam, że założył profil na portalu randkowym. Nie wiem, jak zareagowałabym, gdyby przyprowadził do domu obcą kobietę i powiedział, że to moja "nowa mama". Jakoś sobie tego nie wyobrażam. Oczywiście życzę mu szczęścia, ale to już nigdy nie będzie nasza pełna rodzina. Ja i tato w Riverview, mama i Rob w Bridgeport... Tęsknię za tymi czasami, kiedy wszyscy byliśmy razem i byliśmy szczęśliwi.
Poniedziałek w szkole zwykle jest cierpieniem. Ten o dziwo był ciekawszy. Okazało się, że do naszej klasy doszedł nowy chłopak. Od razu połączyłam fakty i wiedziałam, że to on wprowadził się do domu naprzeciwko mnie. Siedział w ławce sam, udawał, że jest bardzo zajęty pisaniem wypracowania, które zadała nam pani Dahl. Czasem jednak zerkał na resztę klasy. Wiem, jakie to uczucie nie znać nikogo, dlatego postanowiłam zaczepić go na przerwie i pomóc mu się zaaklimatyzować w nowym otoczeniu.
- Psst Mandy - prawie bez poruszania ustami wyszeptała Angie. - co sądzisz o tym nowym?
A co mam myśleć? Nawet z nim nie rozmawiałam. Wzruszyłam tylko ramionami, po czym wróciłam do pisania wypracowania. Wygląda na... dość miłego. Wiem jaki stres musi teraz przeżywać, zmiana szkoły, tym bardziej w ciągu trwania roku szkolnego to coś okropnego. Tym bardziej jak nie znasz nikogo.
Na przerwie zamierzałam zagadać do chłopaka. Siedział samotnie na ławce i czytał książkę. Kiedy już zamierzałam do niego podejść, pojawiła się Angie.
- Mandy, mam niesamowite wieści! Podobno... - Angie zaczęła opowiadać o jakimś koncercie, który ma być niedługo w Riverview, a ja nie mogłam oderwać oczu od Davida (bo tak miał na imię nowy chłopak). Zdawał się być taki smutny, aż zrobiło mi się go żal. Pomyślałam, że nie będę go dziś męczyć i kiedy indziej go niego zagadam.
Po szkole musiałam iść do pracy. Zrobiło się zimniej, więc szybko pojechałam do domu się przebrać i wróciłam. Uroki jesieni. Pierwszy dzień w pracy po tak długiej przerwie jest ciężki, ale musiałam dać radę. Okazało się, że Cyrus dalej tam pracuje, ale awansował, więc nie będę go widywać tak często, jak dawniej. Z pracy jednak wychodzimy o tej samej porze. Widziałam, że ucieszył się na mój widok, a ja jakby poczułam znów to coś. Dwa razy do tej samej rzeki się nie wchodzi, prawda? Jednak jest coś, co ciągnie nas ku sobie. Zaprosił mnie na spacer, a ja... no cóż, nie mogłam odmówić.
Mimo deszczu doszłam do wniosku, że ten spacer będzie dobrą okazją, żeby dowiedzieć się, co działo się w Riverview, kiedy nas nie było. Okazuje się, że właściwie, to niewiele, kilka nowych domów i rodzin, a poza tym nic. Za to on... zmienił się niemalże nie do poznania. Wydoroślał. Bardzo miło mi się z nim rozmawiało, jednak robiło się coraz później, a nie chciałam, żeby tato się o mnie martwił. On też powiedział, że będzie się już zbierał. Wtedy...
... pocałował mnie.
Rozstaliśmy się bez słowa, byłam w zbyt wielkim szoku, żeby coś powiedzieć. Nie czułam tego, co się zazwyczaj czuje w takich chwilach, żadnego zauroczenia, żadnej miłości. Byłam zła na niego i na siebie. Za co? Że tyle lat za nim ganiałam, kiedy nawet nie chciał na mnie spojrzeć, a kiedy wreszcie dałam sobie spokój, on robi to. To wystarczający powód. Położyłam się, żeby odpocząć. Drżącymi z nerwów dłońmi napisałam do niego sms'a "zapomnij o tym".
Przez następny tydzień starałam się go unikać w szkole, jak tylko mogłam, co było dość ułatwione przez fakt, że nie chodzimy do tej samej klasy. On też nie zabiegał, żeby się ze mną spotkać i porozmawiać. Za to David... profesor Dahl poprosiła mnie pewnego dnia po lekcji, żebym czasem się z nim spotkała, bo przez zmianę szkoły ma problemy z nauką, a ja przecież radzę sobie całkiem dobrze. Zauważyła w papierach, że mieszkamy przy tej samej ulicy. Musiałam się zgodzić, ale chciałam też porozmawiać z samym Davidem. Po lekcji zawsze wychodzi ostatni, dlatego zwlekałam z pakowaniem jak mogłam, żeby porozmawiać z nim sam na sam.
- Hej David, bo wiesz, yyy sorka Dahl mi powiedziała...
- Wiem, wiem. Spokojnie, nie musisz, znajdę sobie korepetycje, zmienię szkołę, cokolwiek. - powiedział to głosem smutnym jak zwykle - Nie przejmuj się mną.
- Nie, nic nie rozumiesz. Z chęcią Ci pomogę, sama wiem, jak ciężko jest zmieniać szkołę w czasie roku szkolnego.
- Jak chcesz, mi to wszystko jedno.
Ostatecznie jednak udało nam się umówić na wspólną naukę następnego dnia po południu. Akurat mam wolne, więc nie będzie problemu.
Po powrocie ze szkoły tato przekazał mi wieści, że wraca do wojska. Obiecał mi jednak, że teraz nie pójdzie już na wojnę, tylko będzie pracował tu, w Riverview. W sumie się ucieszyłam, bo ja zarabiam mało, a nasze oszczędności pochłonął remont. Poza tym może pozna w pracy jakąś ciekawą kobietę? Po prostu życzę mu szczęścia, bo wiele już w życiu przeszedł.
Tato jeszcze powiedział, że jak byłam w szkole, to listonosz dostarczył kwiaty. Na karteczce było napisane "wybacz mi" i inicjały C.S. Cyrus... wtedy coś mnie ruszyło. Może niepotrzebnie go tak odrzucam? Przecież zawsze mi się podobał, a teraz mam szansę, to z niej nie korzystam. A może to tylko sentyment? Może on kojarzy mi się z tym dawnym, spokojnym życiem? Pomyślałam jednak, że przecież nie mam nic do stracenia i zobaczę co z tego wyjdzie. Postanowiłam pójść do niego i z nim porozmawiać na spokojnie.
Następnego dnia wieczorem byłam jednak umówiona z Davidem. Przyszedł punktualnie, przyniósł ze sobą swoje książki. Odrobiliśmy razem lekcje, trochę się pouczyliśmy. Nadal był spięty jak w szkole i ciężko było przejść na inny temat, niż nauka. Był jednak... czarujący. Taki tajemniczy, zamknięty w sobie. Ukradkiem spoglądałam na jego oczy, usta, piegi. Co ten biedny chłopak musiał przejść, że był taki wycofany? Pewnie to samo, co sprawiło, że się tu przeprowadził. Nie chciałam jednak go wypytywać, bo za słabo go jeszcze znam, a poza tym na pewno nie jest to dla niego nic łatwego.
Każdego dnia po pracy zostawałam chwilę dłużej, żeby nie spotkać się z Cyrusem. Czekałam na odpowiedni dzień, żeby z nim porozmawiać. Kiedy wreszcie nadszedł weekend, postanowiłam osobiście z nim porozmawiać o "nas". Był zaskoczony moją wizytą, ale szczęśliwy. Powiedział, że kocha mnie i bardzo za mną tęsknił, kiedy mnie nie było, że nie mógł o mnie zapomnieć. To wręcz nieprawdopodobne, ale pomyślałam, że nie mam powodu, żeby mu nie ufać. Zmienił się. To nie jest już ten dzieciak, którym był rok temu, więc postanowiłam dać nam szansę.
Wieczorem jak w skowronkach wróciłam do domu, gdzie zastałam tatę. Zaskoczony zapytał, co się stało, że jestem tak wesoła. Jego reakcji w sumie mogłam się spodziewać. Nigdy Cyrusa nie lubił i nie był nawet zadowolony, kiedy razem pracowaliśmy. Przecież on nic nie rozumie, Cyrus się zmienił, a tato wciąż pamięta go jako tego wrednego, rozpieszczonego dzieciaka. Tato chyba bał się, że Cyrus podoba mi się, bo jest bogaty, a nigdy tak nie było. Chciałabym, żeby wreszcie zrozumiał, że ludzie się zmieniają i powinien mi pozwolić decydować o swoim życiu.
Zasmuciło mnie to, bo nie mam tu żadnych bliskich przyjaciół, z którymi mogłabym podzielić się takimi wieściami. Usiadłam na kanapie, a po chwili na kolana wskoczyła mi Kicia. Tato poszedł spać, a ja myślałam o moim życiu. Tyle się teraz dzieje i zmienia, chciałabym, żeby to wszystko zwolniło, bo nie mam nawet czasu, żeby odetchnąć. Przecież tak kochałam Riverview, ten dom, Cyrusa... mam to wszystko, a nie czuję się szczęśliwa. Może przesadzam, za dużo emocji jak na jeden dzień. Idę spać.
W niedzielny poranek obudził mnie telefon. Mama zadzwoniła, że w tym tygodniu przyjedzie z wizytą, że zatrzyma się chyba na trochę dłużej w Riverview. Jej głos był dziwny, jakby zmęczony i zachrypnięty. Zapytałam, czy wszystko w porządku, na co ona, że nie może rozmawiać i wszystko opowie mi, kiedy przyjedzie. Dodała jeszcze, żebym o niczym nie mówiła tacie i rozłączyła się. Bardzo mnie zmartwił ten telefon, bo mama nigdy przede mną niczego by nie ukrywała, ale widać, że coś jest na rzeczy. No nic, musiałam się uspokoić, bo byłam umówiona na naukę z Davidem o 10.
Nauka szła nam wyjątkowo sprawnie i w miłej atmosferze, David cierpliwie wysłuchał moich zachwytów, jaki to Cyrus kochany, słodki i uroczy. W końcu musiałam się komuś wygadać. Cieszę się, że David wreszcie zaczął się przy mnie otwierać.
- Jak to się stało, że się tu przeprowadziłeś? - w końcu musiałam o to zapytać. David westchnął.
- Całe życie mieszkałem w Twinbrook. Po śmierci ojca... - głos mu się załamał. Nie chciałam wywierać na nim presji, więc milczałam, jednak on kontynuował - Zostałem bez dachu nad głową. Tak po prostu. Moja matka mieszkała ze swoim nowym mężem i moją przyrodnią siostrą. Śmierć ojca zbiegła się z kolejnym rozwodem matki, pomyślałem, że będę mógł u niej zamieszkać... myliłem się. Wyobrażasz to sobie? Twój ojciec umiera, jesteś praktycznie bezdomna, a Twoja matka zatrzaskuje Ci cholerne drzwi przed nosem. - w kącikach jego oczu pojawiły się łzy. - Przygarnęli mnie moi dziadkowie i oto tu jestem.
Nie wiedziałam co powiedzieć. Było mi tak przykro i jednocześnie byłam zła na los. Teraz zrozumiałam, dlaczego jest taki zamknięty w sobie. David ciężko westchnął, rękawem bluzy wytarł policzki po których jeszcze spływały łzy i uśmiechnął się rozbrajająco. "Idziemy na pizzę?" - zapytał, po czym złapał za klucze od samochodu i podał mi kurtkę.
O dziwo po tej rozmowie czułam wielką ulgę, David chyba też. Był przy mnie bardziej ludzki. Wreszcie zobaczyłam u niego szczery uśmiech. Po pizzy poszliśmy na kręgle. Dobrze się bawiliśmy dopóki nie zadzwonił mój telefon. Przeprosiłam Davida i odebrałam. To Cyrus.
- Mandy, gdzie jesteś?
- Na kręglach z Davidem, o co chodzi?
- Jakim znowu Davidem? - słyszałam jak z każdą chwilą robi się coraz bardziej poirytowany - No nieważne, słuchaj... Wiem, że się mieliśmy dzisiaj spotkać, ale cholerka... rodzice robią dzisiaj jakieś spotkanie rodzinne i niestety nie możemy razem wyjść. A Ty wracaj już lepiej do domu, bo zimno jest, przeziębisz się jeszcze.
Serce zabiło mi mocniej. On jest taki opiekuńczy...
- Nie martw się, będę na siebie uważać, a Ty baw się dobrze z rodziną. - starałam się brzmieć jak najweselej, ale przykro mi się zrobiło, że się z nim dziś nie zobaczę.
Wróciłam do domu. Z Davidem bawiłam się świetnie, wygłupialiśmy się, śmialiśmy... jakby żadne z nas nie miało problemów. To chyba pierwsza osoba, która mnie rozumie, bo przeszła podobne piekło. Ale to nie za nim uganiałam się kilka lat, to nie o nim myślałam po nocach, to nie na niego zerkałam w pracy... Cyrus jest chłopakiem moich marzeń i właśnie spełnia się moje marzenie sprzed lat. I nie chcę tego zaprzepaścić.
W środę o 16 czekałam na mamę w umówionym miejscu. Tak bardzo cieszyłam się, że spotkam się wreszcie z nią i z Robem. Nie sądziłam, że zobaczę też...
- JESS!
//Dla ułatwienia - na zdjęciach w pokoju Mandy jest David
Oczywiście okazało się, że wszyscy o tym wiedzieli poza mną. Tato też. Mama zabroniła mi mu o tym mówić, żeby zwrócić moją uwagę w inną stronę i żebym nie zaczęła niczego podejrzewać. Wspaniała niespodzianka, ale nie ma się co dziwić - w końcu to wspaniała przyjaciółka. Zauważyłam, że wygląda jednak inaczej, niż kiedy ostatnio się widziałyśmy. Wytłumaczyła mi, że marzy o karierze modelki i nawet udało się jej już podpisać jakiś większy kontrakt z pewną marką. Cieszę się jej szczęściem, a jednak trochę... zazdroszczę.
Umówiłam się z Jess na jutro, musiała już iść, bo była bardzo zmęczona. Ja zostałam, żeby porozmawiać jeszcze chwilę z mamą. Zwierzyła mi się, że coraz gorzej dzieje się w jej małżeństwie, dlatego postanowiła przyjechać, chciała odpocząć od męża. Zrobiło mi się jej szkoda. Pamiętam jej wzrok na ślubie. Zakochana. Teraz już tego nie ma, mówiła nawet, że zastanawiała się już, czy od niego nie odejść.
Kiedy wróciłam, tato już spał. Ja nie mogłam zasnąć, więc postanowiłam coś poczytać. Ciężko mi uwierzyć w to, co się dzisiaj stało. Tyle skrajnych emocji... Postanowiłam nie iść już w tym tygodniu do szkoły, żeby spędzić jak najwięcej czasu z mamą i Jess.
Rano zadzwonił do mnie Cyrus, że wieczorem robi imprezę, no i mam wpaść. Oczywiście zgodził się, żebym przyprowadziła ze sobą Jess. Ona za to powiedziała, że w takim razie idziemy dzisiaj na zakupy i do kosmetyczki... ach Jess. Widać, że pasje jej się nie zmieniły. Pojechałyśmy więc do centrum, ja pokazałam jej trochę okolicy. Prawdopodobnie pierwszy raz w życiu widziała konie. A ja w duszy tak cieszyłam się, że jestem tu, w Riverview.
Kiedy dotarłyśmy na miejsce, nie mogłam znaleźć Cyrusa, za to... David? Zaskoczyło mnie, że tu był. Może i zaskoczyło, to za mało powiedziane. Stanęłam jak wryta. A ten stał i patrzył na mnie z uśmiechem. Po chwili podszedł i złapał mnie za dłoń.
- Co tu się do cholery dzieje? - pragnęłam się dowiedzieć tego jak najszybciej - I co Ty tu właściwie robisz?
- Twój chłopak mnie zaprosił, miałem odrzucić?
- Ale co Ty wyprawiasz, przecież wiesz, że...
- Mandy, może sama zrozumiesz. - westchnął ciężko - Ale ja nie mam serca Ci tego mówić. A Twój chłopak jest na górze, idź tam jak chcesz.
Zauroczył mnie. Od razu, kiedy tylko przekroczyłam próg. To jak on na mnie patrzy... jak nikt. Poczułam się wyjątkowo, wspaniale. Rozejrzałam się wokół. Nikogo nie było. Nawet Jess gdzieś się podziała. A ja korzystałam, bo czułam się jakbym śniła. Chciałam, żeby ta chwila trwała i trwała i się nie kończyła.
I wtedy poczułam się, jakbym się obudziła. Co ja w ogóle robiłam? Przecież mam chłopaka, którego kocham i on kocha mnie, a jakiś David
staje między nami. Bez słowa wybiegłam z klubu. Przed nim stała Jess i flirtowała z jakimiś dwoma chłopakami. "Jess, błagam Cię, jedźmy stąd". Ona widząc w jakim jestem stanie, ruszyła za mną do samochodu.
Cały wieczór spędziłyśmy u mnie. Powiedziałam jej co się stało, na co ona tylko pod nosem odpowiedziała "Dziewczyno, gdybym ja miała takie problemy jak dwóch chłopaków uganiających się za mną...". Trochę humor mi się poprawił, ale dalej czułam się... zmieszana? Przez resztę wieczoru oglądałyśmy jakieś głupie filmy, a w końcu Jess powiedziała, że musi już uciekać, bo jest bardzo zmęczona. Pożegnałyśmy się, a ja poszłam do pokoju. "Cholera, nawet tu mnie prześladujesz" pomyślałam patrząc na zdjęcie z Davidem. Tyle pytań. Czy to było tak spontanicznie, czy on od początku był zakochany? Pewnie wcale nie jest zakochany, tylko zdesperowany. Nie mam siły już o tym myśleć, chciałabym o nim zapomnieć.
Jess miała zostać do niedzieli, jednak jej mama zadzwoniła, żeby wracała wcześniej. W takim razie miałyśmy już tylko jeden dzień, żeby nacieszyć się sobą. Chciałam zapomnieć, co się wydarzyło poprzedniego dnia. Poszłyśmy do kina, na małe zakupy, coś zjeść... 11 nieodebranych połączeń od Cyrusa. Było mi głupio odebrać, bo nawet nie zobaczyliśmy się na imprezie. Napisałam mu tylko sms'a, że nie mogłam przyjść wcale.
W sobotę rano, kiedy już pożegnałam się z Jess, zadzwoniłam do Cyrusa. Chciałam się z nim spotkać i porozmawiać, bo z mamą byłam umówiona dopiero na popołudnie, ale on znów nie mógł ze względu na "rodzinny obiad". Nie bardzo miałam co ze sobą zrobić, więc postanowiłam pójść do baru coś zjeść.
Kto by się spodziewał, że spotkanie rodzinne Cyrusa ma na imię Beata? Czyli prawdopodobnie o to chodziło Davidowi. Wściekłam się. Jak ten parszywy gnojek mógł mnie tak oszukiwać? Prawdopodobnie każdy "rodzinny obiad" tak wyglądał. Tato miał rację, David miał rację, wszyscy mieli rację! Cyrus nie wydoroślał, a tylko zrobił się jeszcze gorszy i fałszywy.
Kiedy wróciłam do domu, chciałam tylko zamknąć się w pokoju i płakać. Plany moje pokrzyżowała jednak mama, która najwidoczniej przyjechała jednak wcześniej i siedziała w ogródku rozmawiając z tatą. Nie miałam wyboru i musiałam się do nich przysiąść. Rozmawialiśmy tak do późnego wieczora, kiedy mama musiała już jechać po Roba. Nie wzięła go ze sobą, bo podobno troszkę choruje i nie chciała go męczyć. Pożegnaliśmy się, a ja poszłam pod prysznic i spać.
Sprawa z Davidem nie dawała mi spokoju, więc postanowiłam po prostu porozmawiać z nim sam na sam. Przyszłam do niego rano. Kiedy mnie zobaczył, jego policzki zapłonęły.
- Mandy, ja, ja... przepraszam. - w jego oczach pojawiły się łzy. - ja trochę wtedy wypiłem i nie myślałem, co robię. Żałuję.
- Przecież miałeś rację. Już wiem, że Cyrus jest palantem.
David uśmiechnął się nerwowo.
- Mandy, ja nie chcę zaprzepaścić tej przyjaźni, wybaczysz mi? - biedaczek cały się trząsł ze stresu.
- Jasne, zapomnijmy o sprawie.
Cały dzień postanowiliśmy spędzić razem, żeby nadrobić te parę dni, kiedy nie rozmawialiśmy. Tęskniłam za nim. Z Jess chcąc czy nie, oddalamy się od siebie przez to, że mieszkamy tak daleko. A David? Mieszka 10 metrów ode mnie. I dogadujemy się naprawdę dobrze. Pod wieczór temat zszedł na studniówkę.
- To z kim idziesz Mandy?
- Chyba nie idę wcale. Miałam iść z Cyrusem, ale sam widzisz. - David się zaśmiał, jednak po chwili całkiem spoważniał.
- To może... pójdziesz ze mną?
TAK DAVID, TAK! To chciałam mu wykrzyczeć, ale pomyślałam, że zabrzmię jak desperatka. Zdecydowanie lepiej było powiedzieć w tej sytuacji...
- Jasne, czemu nie.
Kiedy wieczorem wróciłam do domu, tato czekał na mnie z niespodzianką.
-Mandy kochanie, przywitaj Biedronkę! Piesek na mój widok zamerdał ogonem i podbiegł, żeby się ze mną przywitać.
Tato wyjaśnił, że jego koleżanka z pracy znalazła go, jak siedział sam przy drodze i nie mogła przejść obojętnie, a niestety ma uczulenie, więc postanowiła na własną rękę znaleźć mu dom. Mój tato ze swojej ogromnej słabości do zwierząt, oczywiście nie mógł odmówić i tak nasza rodzina powiększyła się o wielkiego, starego psa.
Poniedziałek w szkole minął mi szybko i przyjemnie, Cyrus na mój widok spuszczał wzrok. Jednak, kiedy wróciłam do domu, moje serce stanęło. Tato? MAMO?
A Mandy w końcu przejrzała. Będzie bolało - ale przynajmniej krótko!
Czekam na więcej. Bardzo lubię tę historię
Nie wierzyłam w to, co właśnie zobaczyłam. Czy oni znowu są... razem? Nastała zupełna cisza. Patrzyli na mnie przerażonym wzrokiem. Jak dzieci, które coś spsociły.
- Ja... muszę już iść. - mama przerwała tę nieznośną ciszę.
Kiedy zamknęła za sobą drzwi, oboje z tatą staliśmy tak jeszcze chwilę. On patrzył tylko w podłogę, zawstydzony. Sama nie wiedziałam, co powinnam powiedzieć, więc po prostu bez słowa poszłam do pokoju. Dalej byłam w szoku. Może to głupie, bo to przecież moi rodzice, którzy byli małżeństwem kilkanaście lat. Więc co w tym dziwnego, że się obściskiwali? To, że małżeństwem już nie są.
Chciałam powiedzieć o tym Davidowi, a tak w sumie to komukolwiek. A może najpierw powinnam porozmawiać z tatą? Może źle to zrozumiałam, nie wiedziałam tego. Spędziłam godzinę w pokoju, zastanawiałam się, co tu się w ogóle dzieje. Starałam się ograniczać moją wyobraźnię, żeby nie nastawiać się na wiele, bo później znowu mogłabym się zawieść. Zastanowiłam się, jak zacząć rozmowę z tatą, żeby żadne z nas nie czuło się skrępowane.
Kiedy wyszłam z pokoju, tato siedział przy komputerze, rysując kwadraty na pulpicie. Wiedziałam, że muszę zapytać prosto z mostu.
- Tato, czy wy jesteście razem?
Spojrzał na mnie, jakby wyrwany ze snu. Wstał powoli, podszedł do mnie i mnie przytulił.
- Mandy, ja nie wiem. - głos mu drżał. nie musiałam na niego patrzeć, żeby zorientować się, że płacze - Ja ją wciąż kocham.
- Tato, błagam, zastanów się, co robicie, ona już sobie ułożyła życie. - spojrzał na mnie miną smutnego psiaka. - I Ciebie w nim nie ma.
Nie chciałam go ranić. Po prostu nie chciałam, żeby ona zrobiła mu znów to, co tę parę lat temu. Nie przyjął tego dobrze. Odsunął się ode mnie, wziął w pośpiechu kurtkę i klucze do samochodu, po czym wyszedł z domu trzaskając drzwiami. Wiedziałam, że nie muszę się martwić. Przecież tato nigdy nie był porywczy.
Nie chciałam zostawać w domu sama, więc poszłam do Davida. Opowiedziałam mu, co się dzisiaj wydarzyło. Jak dobrze, że go mam. Uspokoił mnie, że na pewno wszystko wróci do normy, że po prostu będzie dobrze. I czegoś takiego czasem mi potrzeba. Po prostu. Żeby ktoś powiedział mi, że będzie dobrze. Resztę wieczoru spędziliśmy oglądając film w telewizji i jedząc pizzę. Zasnęliśmy. Około północy obudził mnie telefon.
- Mandy, gdzie jesteś?!
- Naprzeciwko, u Davida. Przepraszam, zasnęliśmy.
- Nic się nie stało, ale wolałbym, żebyś nocowała w domu. - jego głos był spokojny, jak zawsze. - Martwię się o Ciebie.
Przez ten telefon David też się obudził. Przeprosiłam go, ubrałam się i poszłam do domu.
Kiedy weszłam do domu, tato jeszcze nie spał. Przeprosił mnie, że wcześniej tak wybiegł bez słowa. Nie powiedział jednak, dlaczego to zrobił. A ja? Nie chciałam wiedzieć. Jest dorosłym mężczyzną. Uściskałam go na dobranoc i poszłam spać.
Kolejne dni upływały powoli, wręcz leniwie. Przygotowania do egzaminu końcowego stawały się coraz bardziej wyczerpujące, jednak telefon, który otrzymałam, wywrócił wszystko do góry nogami. Mama miała wypadek i leży w szpitalu. Myślałam, że to kolejny zły sen, jak ten z tatą... Jednak nie budziłam się. Zrozumiałam, że to się dzieje naprawdę. Oboje z tatą wiedzieliśmy, że nie możemy tego tak zostawić i natychmiast musimy ruszyć do Bridgeport.