Bardzo dziękuję tym czekającym, wyczekującym i oczekującym. Dla takich czytelników warto odnajdować wenę. Moc Pandowej miłości!
Michalina była już w siódmym miesiącu ciąży. Nadal mieszkała z Jakubem, ale wszystko wskazywało na to, że niedługo to się zmieni. Mężczyzna starał się nie myśleć o tym, że za krótką chwilę jego dom znów stanie się pusty. Nie pomagał mu nawet fakt, że będzie miał Michalinę po drugiej stronie ulicy. Obiecał sobie, że nie będzie naciskał, ale w duchu marzył, aby jej nowy dom stał się ich rodzinnym domem. Nie chciał od razu zaciągać jej przed ołtarz - ślub na siłę jest jeszcze gorszy niż związek z jednostronnym uczuciem. Wiedział, że łączy ich coś niesamowicie silnego i pojawienie się maleństwa tylko to wzmocni. Michalina nie chciała znać płci dziecka, modliła się tylko o zdrowie dla niego i cała reszta nie miała dla niej znaczenia. Kuba nalegał, bo pokoik, bo mebelki, bo zabaweczki, bo ubranka, bo wózeczek, bo kołyska.
- Robi Ci różnicę jaki kolor koszulki założysz? - spojrzała na niego zmarszczona Michalina. - Sto lat temu dziewczynki ubierało się na różowo, a chłopców na niebiesko! I to tylko dlatego, że po prostu nie było wyboru!
Kuba odpuścił na jakiś czas, ale w głowie nadal szukał sposobu na namówienie kobiety do USG stwierdzającego płeć. Marzył mu się syn, chciał sam zrobić samochodziki z drewna i skrzynkę na zabawki. Kupić mu wędkę i puszczać małe łódeczki nad wodą. Miśka się wściekała, cały czas mówiła mu, żeby modlił się o zdrowie, a cała reszta zrobi się sama. Czuła się coraz ciężej, nie była już tak szybka jak dawniej i męczyła się po kilku krokach. Denerwowało ją to, bo nie mogła spędzać całych dni w księgarni, a do tego wszystkiego Kuba wziął zaległy urlop i siedział z nią całe dnie w domu. Był opiekuńczy, a Michalina miała dosyć tego, że idąc do toalety po trzech minutach słyszy: Kochanie, wszystko dobrze? Nie potrzebujesz pomocy? Nadszedł dzień powrotu na drugą stronę ulicy i opuszczenie gniazda Jakuba.
- Poradzisz sobie? - pytał z nadzieją, że odpowiedź będzie przecząca. - Dasz sobie ze wszystkim radę? - dalej zadawał pytania odstawiając ostatni karton z dokumentami na podłogę werandy.
- Dam sobie radę, Kuba. Dziękuję Ci za wszystko. Przychodź kiedy tylko będziesz chciał, drzwi dla Ciebie są zawsze otwarte. - uśmiechnęła się głaszcząc swój brzuch. Mężczyzna pocałował ją w policzek i wyszedł posyłając jej ciepłe spojrzenie.
Miśka czuła się w nowym domu bardzo dobrze. Mimo tego, że dopiero stanął, miała już plan jak go zmienić i planowała to zrobić zaraz po porodzie. Powoli urządzał pokoik dla maleństwa i zamawiała mebelki. Jakub pomógł jej założyć łóżeczko, które stanęło w sypialni, żeby zawsze budził ją płacz dziecka. Każdego ranka miała wrażenie, że już dzisiaj pozna swoje dzieciątko, a ból stawał się coraz bardziej nieznośny. Kuba coraz częściej spędzał u niej noce, aby być w pogotowiu w razie nagłego rozpoczęcia akcji porodowej. Gotował dla niej, przykrywał gdy zasypiała na kanapie i zerkał przez okno gdy podlewała kwiaty, aby nacieszyć się jej pięknem w świetle słońca. Ciąża dodawała jej ogromnego uroku i starał się jej to okazywać na każdym kroku. Od ósmego miesiąca pracowała już tylko w domu i to za przyzwoleniem Kuby - tylko kilka faktur i dokumentów dziennie. Czytała dużo książek i sprawdzała każdą nowość jaka pojawiała się w księgarni. Aśka wpadała do niej każdego popołudnia i zdawała relację z dnia pełnego pracy. Często jedli w trójkę (czwórkę!) wspólne posiłki i spędzali całe godziny na wyborze imion. Asia nie dawała za wygraną i przekonywała Jakuba do Sary, Kuba cały czas marzył o synku i nie odstępował od Antosia. Po środku tego wszystkiego stała Michalina i dziękowała Bogu w duchu za dwoje wspaniałych ludzi w jej życiu. Piotr był już tylko złym wspomnieniem i główną postacią w jej nocnych koszmarach. Nie pokazywał się, nie widywała go również przypadkiem. Starała się żyć tak jakby nigdy nie pojawił się w jej życiu. Ordynator dzwonił do niej parę razy pod pretekstem gratulacji, ale namawiał ją do powrotu na oddział. Na początku zastanawiała się nad tym, ale zdała sobie sprawę z tego, że szpital zabiera bardzo dużo czasu, a ona chce być ze swoim maleństwem jak najwięcej i jak najdłużej po urodzeniu. Jakub przyniósł kilka swoich rzeczy - parę koszulek, bieliznę i dwie marynarki. Miśka śmiała się, że będzie miała tylko więcej do prania, ale w duchu bardzo cieszyła się, mężczyzna traktuje ją poważnie. Nie była wylewna i nie okazywała mu uczuć na każdym kroku, ale kiedy już to robiła, wychodziło jej to absolutnie porażająco.
- Misia... - zaczął cicho Jakub delikatnie muskając jej dłoń.
Kobieta spojrzała na niego pytająco marszcząc nieco brwi.
- Myślisz, że będę dobrym ojcem? - zapytał i momentalnie spoważniał.
Michalina spojrzała na niego z czułością i miała wrażenie, że ma przed sobą małego chłopca, który zgubił w swoim pokoju ulubioną zabawkę.
- Poznałam kiedyś mężczyznę z którym chciałam wszystko dzielić. Życie, uczucia, troski, zmartwienia, sypialnię. Ale nigdy nie wyobrażałam go sobie w roli ojca mojego dziecka. Nawet kiedy moja wyobraźnia pokazywała mi naszą wspólną starość. Zawsze tylko ja i on. Kiedy dowiedziałam się, że jestem w ciąży i od razu wiedziałam, że Ty jesteś tego zajścia sprawcą... - zaśmiała się krótko. - Byłam pewna, że do życia, uczuć, trosk, zmartwień i sypialni idealnie będzie pasowało łóżeczko. Nie pomyliłam się.
Tego wieczora jeszcze długo rozmawiali o życiu, przyszłości i swoim lęku przed nieznanym. Obiecali sobie, że zawsze będą dla siebie oparciem i bezpiecznym portem w czasie sztormu.
- Jakub! - krzyk Michaliny wyrwał mężczyznę ze snu o trzeciej dwadzieścia. - Bierz torbę i kluczyki, zaczęło się!
Kuba nie mógł skoordynować ruchów i odbijał się o ściany jak ćma. Miśka krzyczała, Kuba zdezorientowany biegał po domu i szukał wszystkiego, co było przygotowane już od tygodnia. Torba, kosmetyczka, pampersy, nosidełko.
- Musimy jechać! - ponaglała kobieta trzymając się za brzuch.
Mężczyzna ruszył do szpitala zostawiając ślady opon na trawniku. Mimo późnej, nocnej pory samochodów na drogach było o wiele za dużo. Omijał wszystkie, trąbienie innych kierowców jeszcze bardziej stresowało ciężarną kobietę. Podjeżdżając pod szpital otworzył okno i wołał o pomoc. Sanitariusz wybiegł z wózkiem w towarzystwie drugiego mężczyzny i od razu skierowali się w stronę auta. Pomogli kobiecie wysiąść z samochodu, Jakub wyciągnął torbę z niezbędnym ekwipunkiem i ruszył za nimi. Recepcjonistka zatrzymała go, kiedy mijał jej stanowisko.
- Dokumenty! - machała paroma kartkami.
Kuba zaczął je skrupulatnie wypełniać. Michalina w tym czasie dostała szpitalną koszulę i została od razu przekazana lekarzowi, aby wykonał niezbędne badania. Rozwarcie było prawie odpowiednie, aby mogła rodzić własnymi siłami. Nie było za późno na znieczulenie, co bardzo ją ucieszyło, bo ból był niemal obezwładniający. Mężczyzna po wypełnieniu formalności wpadł do sali. Spojrzał na swoją kobietę i zaczął żałować, że to nie on rodzi im dziecko. Była zmęczona, prawie nieprzytomna z wyczerpania, włosy pozlepiały jej się na czole, a usta były spierzchnięte od suchego powietrza na sali. Wziął papierowe ręczniki i lekko zwilżył je wodą, aby przyłożyć je do twarzy Miśki. Nagle mocno ścisnęła jego rękę i zaczęła głośno krzyczeć. Nie wiedział co ma zrobić, do sali wbiegł lekarz.
- Odeszły wody! Zaczynamy!
Nie mógł być na sali podczas porodu, więc zniecierpliwiony chodził pod nią w tę i z powrotem. Jęki, stękanie i krzyki zza drzwi dobiegały do jego uszu bardzo dokładnie. Łzy cisnęły mu się do oczu. Był bardzo dumny z Michaliny i wiedział, że jest w stanie znieść wszystko dla ich maleństwa. Poród nie trwał długo. Godzinę, może trochę dłużej, ale dla oczekujących rodziców była to wieczność. Razem z dzieciątkiem przewieziono kobietę na salę z której ją zabrano. Była blada i słaba, ale uśmiechała się.
- Dziewczynka. Słodka, maleńka dziewczynka. - powiedziała. - Hanna. Hania. Haneczka.
Jakub był zachwycony córeczką i wybranym imieniem.
- Hania... - wyszeptał i delikatnie pogłaskał zawiniątko po czółku.
Michalina i malutka zostały w szpitalu kilka dni. W tym czasie Jakub urządził do końca dziecięcy pokoik. Dzieci rosną tak szybko, że nie warto było zwlekać. Odebrał swoje kobiety i po przyjeździe do domu od razu zaczął pokazywać dom małej ślicznotce. Zrozumiał, że tego w życiu mu brakowało. Dziecko dało mu spełnienie i radość. Patrzył w przyszłość z ogromną nadzieją i wiedział, że te dwie kobiety zawsze będą najważniejsze w jego życiu.
CIĄG DALSZY NASTĄPI.
*Zbieżność imion, nazwisk i sytuacji to zupełny przypadek.*
Przeczytałam. Ślicznie się ci rodzina rozwinęła, córeczka Hania. Tata Jakub bardzo przejęty nową rolą, na pewno się sprawdzi -nie bój się. Misia jeszcze ma chyba ranę w sercu ale i ona się w końcu otworzy do końca na ten nowy związek. Co będzie dalej?
O jaaa! Taka radość w dzisiejszym, przemarzniętym dniu - kolejny odcinek! Czekałam, zaglądałam, znowu czekałam, i... doczekałam się!
Opis porodu bardzo realistyczny. Przypomniał mi dawno nie odświeżaną w pamięci historyjkę z mojego życia - z tą różnicą, że mój mąż po prostu - filmowo - zasłabł, zamiast niego po pogotowie zadzwoniła sąsiadka
Ciągle jednak z głowy nie wychodzi mi dręcząca myśl, że tych dwoje czekają jeszcze niezłe perypetie. Mam nadzieję, Pandulko, że nie pokomplikujesz im zbytnio życia?
Tak miło czyta się o czymś pogodnym, bez wielkich burz, namiętności, każdego kawałka ociekającego krwią, przemocą i seksem. Kreatora Elisabeth napisała kilka postów wcześniej, że za pogodna i ułożona jest twoja historyjka, a bohaterka - ideał.
W życiu też nie tylko na harpie trafiamy, czasem zdarzy się ktoś porządny i uczciwy. To dobrze, że twoja historyjka jest taka - każdy z naszych twórców ma swój styl - Krulih ma swoich niezawodnych kolesi, Wiolinka - wielki świat Haute Couture, Dels - mroczne czasy średniowiecza przeplatane orientem i piramidami, Anna - kumpelską gromadkę przyjaciół -awków. A Elisabeth - swoich seksownych Vimesów!
A swoją drogą - chyba kariera medyczna jest najczęściej wybieraną karierą dla naszych Simów
@Alicja Każdy mężczyzna ma w swoim życiu chwilę słabości. Zwłaszcza w takiej sytuacji! Patrząc na minę Jakuba też można było się po nim spodziewać omdlenia i całe szczęście, że największy szok dopadł go pod szpitalem.
Mam kilka planów na kontynuację, jednak praca odbiera mi możliwości na ich urzeczywistnianie. Ten tydzień to kolejne drugie zmiany czyli kolejny tydzień bez komputera. Jednak zaczęłam już pisać kolejny odcinek i możesz być pewna, że będzie napisany specjalnie dla Ciebie. Mam już nawet plany związany z nowymi akcesoriami, także na pewno nie zatrzymam się w jednym miejscu na długo! Niepokoi mnie tylko fakt, że znowu widzę ten sam problem, kiedy piszę posta i chyba znowu interweniować będzie musiała Kamelia...
Jakub wziął tacierzyński urlop i niemal nie opuszczał domu Michaliny. Dbał aby dużo odpoczywała i przesypiała noce. Troszczył się o Hanię i bardzo się starał, żeby niczego jej nie brakowało. Godzinami czytał jej bajki, przewijał, przytulał, zabierał do ogrodu, karmił. Kiedy spała pogłębiał swoją wiedzę o roli rodzica z licznych książek jakie znalazł w księgarni Michaliny i Joanny. Gdy tylko się budziła od razu sięgał po butelkę z mlekiem którą zawsze miał w pogotowiu.
- Przekarmisz ją! - protestowała Michalina.
- Dopiero się obudziła, na pewno jest głodna. - przekonywał.
- Spała pół godziny. I to pewnie tylko dlatego, że dostała całą butelkę mleka. Też poszłabym spać gdybym się tak zmęczyła!
- W poradniku było napisane...
- Poradnik nie był pisany po to, aby robić dziecku wszystko krok po kroku. To łóżeczko jest do trzydziestu kilogramów, Kuba!
Często zabierała mu dziecko i robiła coś po swojemu. Wtedy było mu głupio, że sam na to nie wpadł. Nie okazywał zmęczenia i nigdy nie odmawiał pomocy przy kąpieli. Miśka śmiała się, że jeszcze trochę i zacznie karmić również piersią. Nie mogła się doczekać aż wróci do pracy i będą mogły swobodnie rządzić domem.
Rodzinna sielanka skończyła się szybciej niż myśleli. Trzy miesiące urlopu jakie zdołał uzyskać Jakub minęły jak parę dni. Bardzo ciężko było mu wrócić do obowiązków i opuszczać swoje dwa skarby na niemal dziesięć godzin dziennie. Bardzo często musiał zostawać po godzinach i nocował w swoim domu, co sprawiało, że nie widywał dziewczyn dwa dni. Michalina świetnie sobie wtedy radziła i tak gospodarowała czasem, aby zawsze wszystko było dopięte na ostatni guzik. Codziennie odwiedzała je Aśka, której widok przy kołysce Hani niesamowicie rozczulał. Twarda babka i niemowlak to niezbyt udane połączenie, ale w tym wypadku czułe objęcia cioci Asi doprowadzały do łez wzruszenia. Miśka po raz kolejny przekonała się, że Joanna jest aniołem. Zostawała z małą za każdym razem, kiedy Michalina chciała pobiegać lub pójść na zakupy. Pomagała jej sprzątać i wspólnie gotowały.
- Asia, nie sądzisz, że to już czas na stabilizację? - zaczęła rozmowę Michalina.
Joanna spojrzała na nią z widocznym rozdrażnieniem.
- Kolejny raz słyszę to pytanie i kolejny raz odpowiadam, że nie. Czy samotne, bezdzietne kobiety nie mają prawa chodzić po Wierzbowej Zatoczce? - odpowiedziała zgryźliwie.
- Dobrze wiesz, że nie chcę na Ciebie naciskać i nie miałam zamiaru sprawić Ci przykrości. Chodzi o to, że lata lecą i... - Aśka przerwała jej w połowie.
- I co? - wstała. - Dopóki będę mogła sama zapalić papierosa doskonale sobie poradzę. Później sama zgłoszę się do jakiegoś ośrodka. - odwróciła się. - Cieszę się, że Ty nie zestarzejesz się sama. Na moje zmarszczki nikt nie będzie musiał patrzeć. Nikt oprócz Ciebie. - uśmiechnęła się smutno i pożegnała przyjaciółkę.
Pierwsze lata życia Hani mijały w rodzinnej i ciepłej atmosferze. Była córeczką tatusia i księżniczką mamusi. Ciocia Asia obdarowywała ją zabawkami, książeczkami i słodyczami z każdą wizytą. Rozwijała się zdrowo i była bardzo ruchliwa. Michalina nie zdawała sobie sprawy z tego, że musi mieć oczy dookoła głowy i pilnować jej na każdym kroku. Ważne też były słowa, bo malutka Hania robiła wszystko co rodzice mówili w żartach. Przekonali się o tym, kiedy przydreptała z ogródka cała brudna od ziemi z dwiema marchewkami w rączkach, kiedy powiedzieli, że rośnie mała ogrodniczka, gdy obserwowali ją w piaskownicy gdzie zakopywała trawę i udawała, że ją podlewa krzycząc: ''Amciu, mamusiu, pysne!''. Kochała ogródek i przebywanie w nim. Jej ulubionym miejscem był basen na który zdecydowali się jej rodzice w upalne lato. Pływała z tatą całymi godzinami i wychodziło jej to coraz lepiej. Uczyła się mówić i czytać w zastraszającym tempie. Liczyła bez zająknięcia do dwudziestu i rozpoznawała kolory lepiej niż tata, który zawsze tłumaczył się, że mężczyźni po prostu tak mają. Miśka nie była zwolenniczką wysyłania sześciolatków do szkoły zanim zaszła w ciążę. Ale widząc jaka bystra i zdolna jest Hanna zdecydowała się wysłać ją do szkoły jako sześciolatkę. Jakub miał wątpliwości, ale wałkowanie tego tematu każdego popołudnia przekonało go wystarczająco.
Hania wyróżniała się na tle innych dzieci. Nudziły ją zajęcia z rytmiki, nie lubiła śpiewać na muzyce, a liczenia do dziesięciu miała już w małym palcu. Uwielbiała za to zajęcia plastyczne i przyglądanie się liściom przez mikroskop na zajęciach przyrodniczych. Przed snem prosiła o czytanie książek naukowych, a nie tych samych bajek co zwykle. Interesował ją świat i otoczenia. Łapała motyle i zamykała je w słoikach robiąc dziurki w zakrętkach. Gotowanie z mamą również sprawiało jej ogromną przyjemność, a wspólne posiłki sprawiały, że czuła się bezpieczna i kochana. przy którymś posiłku przyglądała się uważnie mamie i tacie.
- Mamusiu, dlaczego tatuś nie mieszka z nami ciągle tylko czasami? - wielkimi oczkami wpatrywała się w zdziwioną mamę.
- Wiesz, kochanie... Tatuś dużo pracuje i czasami nie chce budzić was w środku nocy. - próbował wybrnąć Jakub.
- Kuba, przenieś swoje rzeczy tutaj. Wystaw dom na sprzedaż lub go wynajmij. Powinniśmy być razem, cały czas, a nie tylko przy obiadach i wyjściach na plac zabaw. A z czasem może pomyślimy o ślubie? - uśmiechnęła się Michalina.
Jakub uniósł się parę centymetrów nad krzesło i nie mógł uwierzyć w słowa kobiety. Kochał ją i Hanię, widział w nich swoją przyszłość i wspólne życie. Chciał odrabiać lekcje z córeczką i czytać jej do snu każdego dnia. Zgodził się i w przeciągu paru dni w gazecie i licznych portalach pojawił się wpis o domu do wynajęcia. A z pieniędzy uzyskanych z wynajmu i dochodów z księgarni zaczęli zmieniać swój dom. Własny, rodzinny dom.
CIĄG DALSZY NASTĄPI.
*Zbieżność imion, nazwisk i sytuacji to zupełny przypadek.*
Załapałam się na podwójną porcję ciepłej, rodzinnej historii! Miło widzieć jak im się wszystko pięknie układa, a córcia rośnie zdrowa, mądra i śliczna Jestem ciekawa co będzie dalej
Bardzo przyjemnie się to czyta, Pandulkowe pozdrowienia przyjęłam wraz z opowiadaniami, posyłam na wymianę swoje i gratuluję pomysłów na historyjki. Serial stworzyć taki to nie lada wyzwanie
Hania to ciekawa postać. Ciekawa jestem co z niej wyrośnie/ Aska chyba przybrała na wadze? I liczę jeszcze na bliźniaki Taka rodzina nie może się zmarnowac
Jesteś bardzo spostrzegawcza, Kamelio! Kiedy mnie ostatnio odwiedziła zauważyłam, że zajmuje trochę więcej miejsca na kanapie. I jej piersi wchodzą najpierw, kiedy otwieram jej drzwi...
Hania bardzo szybko stała się wybitną uczennicą. Skrupulatnie odrabiała każde zadania i uczyła się systematycznie. Dodatkowe zaliczenia sprawiały jej przyjemność. Wraz z wiekiem zmieniał się jej światopogląd i zainteresowania, dlatego niedzielne popołudnia spędzała z rodzicami w muzeach i parkach. Była elokwentna jak na ośmiolatkę. Lubiła oglądać obrazki w encyklopediach i czytać o interesujących ją zjawiskach. Kiedy nie rozumiała danego słowa, biegła do taty. On zawsze tłumaczył jej nierozumiane fragmenty i dodawał coś od siebie.
Jakub i Michalina byli zgodną parą. Niedługo po wspólnym zamieszkaniu na dłoni blondynki pojawił się pierścionek. Skromny i gustowny. Stała się narzeczoną. Gdy złościła się na któregoś z domowników była nazywana przez mężczyznę ''Panią Kozłowską'', a sama zawsze mówiła, że dwójki dzieci nie planowała. Życie toczyło się spokojnie i powoli. Córka dawała im powody do dumy, Jakub odnosił sukcesy w pracy, a Michalina była uznawana w kręgu handlowców za wspaniałego właściciela. Księgarnia przynosiła duże zyski, a Joanna stawała się coraz bardziej rozsądniejsza i bardziej pokorna. Dawniej zdarzało jej się kręcić nosem na niezdecydowanych klientów, teraz przedstawia im możliwe warianty dopóki czegoś nie wybiorą. Bardzo rzadko ktoś wychodził z pustymi rękami. Przyjaźń dwóch odmiennych charakterów często bywa wyzwaniem, ale Aśka i Miśka radziły sobie z każdym idealnie.
Hanna poszła do drugiej klasy. Nauczyciele byli z niej bardzo zadowoleni. Dostała nawet stypendium, które jej rodzice przekazywali tylko na jej potrzeby. Nie była jak inne dzieci - nie chciała zabawek albo słodyczy. Chciała obrazy do swojego pokoju, gry planszowe i nowe książki. Jakub marzył aby w przyszłości zajmowała się tym, co on - informatyką. Z kolei Michalina widziała w niej światowej sławy malarkę. Patrząc na obrazki wychodzące spod jej rąk można było się tego spodziewać. Zdarzało się, że przyszła pani Kozłowska odczuwała dyskomfort i częste zmęczenie. Mówiła, że to przepracowanie i mała ilość snu. Jakub jednak nie owijał w bawełnę i sam zawiózł ją na kompleksowe badania. Kluczowa była morfologia. Kiedy Michalina przyjechała po wyniki nie zdawała sobie sprawy z tego co może usłyszeć.
- Proszę usiąść, pani Jóźwiak. - powiedział lekarz, którego wcześniej nie widziała. Jego ton wskazywał na coś bardzo dobrego albo bardzo złego. - Ma pani trzydzieści cztery lata. Wyniki są fantastyczne. Istny okaz zdrowia. - spojrzał na nią. - Nawet zmarszczki nie chcą się panią zająć. - zaśmiał się.
Miśka śmiała się nerwowo ściskając swoją spódnicę w dłoniach.
- Nie dziwię się też, że jest pani w ciąży. - wyciągnął w jej stronę rękę w geście gratulacji.
Zamarła. Jej wzrok utkwił w wynikach leżących na stole. Niedawno wyszła z pieluch i znowu musi wyciągnąć poskładane na strychu łóżeczko po Hani. Strych... Trzeba będzie zagospodarować go i zrobić pokoje dla dzieciaków. Pokój Hanny nie nadaje się do dzielenia na pół. A co na to Kuba... Na pewno będzie zaskoczony. Może zły. Tylko raz nie połknęła tabletki na czas...
- Nie cieszy się pani? - opuścił rękę.
- Jeszcze nie wiem... - zabrała wyniki i wyszła bez słowa z gabinetu.
Długo spacerowała zanim zdecydowała się wrócić do domu. Mimo tego, że Hania urodziła się osiem lat temu miała wrażenie, że to było wczoraj. Pamiętała dokładnie radość, niepokój i nerwy. Nie bała się bólu, bo dotyk małej rączki wszystko wynagradza. Była starsza, Jakub był starszy. Czy bogaci o nowe doświadczenia poradzą sobie z malutkim skarbem?
Kiedy wróciła do domu domownicy przebywali w ogrodzie. Przez okno salonu obserwowała z jaką pasją Kuba pomaga Hani przy lekcjach. Dotknęła swojego brzucha i poczuła przyjemne ciepło. Otworzyła drzwi i zawołała ich do środka. Usiedli przy stole w kuchni i oczekiwali na wyjaśnienia. Michalina podała przygotowany poprzedniego dnia obiad.
- Kuba... Haniu... - spojrzała na nich. - W naszym domu pojawi się nowy lokator. - wskazała na swój brzuch.
Jakub zdjął okulary i starał się wydusić z siebie słowo. Hania uśmiechała się radośnie i podskakiwała na krześle. Patrzyła na nich, a przed jej oczami pokazywała się retrospekcja ostatnich ośmiu lat. Rodzina. To coś czego pragnęła od zawsze. Śmiech dziecka i czułe objęcie dłoni towarzysza życia. Jeszcze tylko kilka miesięcy i wszystko nabierze nowego znaczenia. Po raz kolejny.
Druga ciąża była takim samym zaskoczeniem, jak pierwsza. Przebiegła niemal tak samo, ale w tym wypadku Miśka znosiła ją gorzej. Często budziły ją mdłości, nie miała apetytu i często chorowała - kaszel, gorączka, bóle głowy. Ruchy dziecka nie były tak intensywne, jak Hani. Zamartwiała się tym i nie dawało jej to spać. Niedługo przed porodem zgodziła się na rozpoznanie płci i oficjalnie stała się "schowkiem" na marzenie Jakuba. W jej brzuchu rósł chłopiec. Ukochany synek tatusia. Antoś. Firma Domex po raz kolejny miała okazję pracować u Michaliny i Jakuba. Niezagospodarowany strych musiał stać się pokojem dla Hanny i malutkiego Antka. Początkowo Kuba twierdził, że nie ma takiej potrzeby i mogą mieszkać w jednym pokoju, ale kobieta sprowadzała go na ziemię i tłumaczyła, że Hania niedługo będzie nastolatką i prywatność stanie się dla niej najważniejsza. Kuba mniej pracował i szykował się do kolejnego dwudziestoczterogodzinnego ''tatusiowania'' przy kołysce synka.
Akcja porodowa zaskoczyła rodziców. Trwał ósmy miesiąc ciąży, a młode (nie)małżeństwo wróciło z zakupów. Dochodziła godzina dwudziesta, kiedy Michalina zatrzymała się przed domem i złapała się za brzuch. Jej twarz przeszył silny grymas bólu. Spojrzała na partnera i oboje wiedzieli, co się stało. Skurcze stawały się nie do zniesienia, a głębokie oddechy nie przynosiły ulgi. Bała się porodu, bo wszystko wskazywało na to, że Antoni będzie wcześniakiem, a ona w ciąży nie miała się zbyt dobrze. Weszli do szpitala bez pomocy sanitariuszy, a recepcjonistka od razu skierowała ją na salę. Jeden rzut oka lekarza, hasło dla reszty personelu. Rodzimy.
Antoś odwrócił się tyłem, co bardzo utrudniało naturalny poród. Michalina starała się z całych sił, ale po czterech godzinach zaczęło robić się niebezpiecznie i lekarz podjął decyzję o cesarskim cięciu. Chłopczyk po pierwszym kontakcie ze światem tylko cichutko zapłakał i zasłaniał rączkami oczy przed światłem, które było bardzo jasne w pomieszczeniu. Pielęgniarka zabrał go na badania. Uzyskał osiem punktów na dziesięć. Lekarz zapewniał, że jak na wcześniaka to naprawdę bardzo dobry wynik i nie ma się czym martwić. Tym razem w szpitalu spędzili dwa tygodnie, aby upewnić się, czy maluszek jest już gotowy na wyjście do domu. Był cichutki, rzadko płakał i mało spał. Za to bez przerwy rozglądał się po otoczeniu. Razem z Jakubem dołożą wszelkich starań, aby wyrósł na zdrowego chłopczyka. Umówili się, że będą przyjeżdżać na kontrolę raz w miesiącu i zgłaszać wszystkie niepokojące fakty.
Hania była zachwycona małym braciszkiem. Zaraz po przebudzeniu biegła do jego kołyski i rozmawiała w języku który tylko oni rozumieli. Antoś śmiał się i robił śmieszne minki, kiedy siostrzyczka bawiła się z nim i recytowała wierszyki poznane w szkole. Jakub i Michalina przyglądali się wszystkiemu z boku i zdali sobie sprawę z tego, że tak wygląda szczęście. Dwie małe buzie, które okazują swoją miłość najlepiej jak potrafią.
CIĄG DALSZY NASTĄPI.
*Zbieżność imion, nazwisk i sytuacji to zupełny przypadek.*
Miska nareszcie zaznała upragnionego spokoju i ciepełka rodzinnego zaś w kluczowym momencie "Kuba zdezorientowany biegał po domu i szukał wszystkiego, co było przygotowane już od tygodnia" - normalka
Teraz kolejny chłopak powiększył rodzinkę.Ciekaw co drażni miśkową przyjaciółkę i czy kiedyś to zdradzi.
Pando, chyle czoła za tak wiele treści i pomysłu na historię.No ciekaw jestem jak się dalej potocza losy rodzinki miskowej
Bardzo przyjemnie zrelacjonowałaś wcale nie łatwy etap w życiu simów: rodzina się powiększa raczej z zaskoczenia, ciąża wcale nie przebiega tak bezstresowo, dzieciaki dorastają, ale jakże miło patrzyć na takie zdolniachy! Dzieje się nie wiem czy właściwie, ale wyczuwam pewną chęć do stworzenia małej sensacji w grze? Może się mylę, ten odcinek jest wręcz uspakajający jak herbatka, może potem czeka nas jakaś literacka eksplozja?!
Nie wiem czy to mnie jakiś nastrój niespokojny dopadł, czy ten odcinek jest nim podszyty, bo czytając go miałam wrażenie, że zaraz nastąpi jakieś negatywne BUM, ale na szczęście mimo chwil niepewności wszystko się dobrze skończyło i powiększona rodzinka spokojnie toczy swe życie
Mam w głowie wiele pomysłów na kontynuację i możecie być pewni, że wybiorę najbardziej zaskakujące! Akcesoria mnie troszeczkę zawiodły, a z nimi też wiązałam sporo planów, jednak nie zrezygnuję z głównych. Całuję!
Dni, tygodnie i miesiące mijały w ekspresowym tempie. Antoś od najmłodszych lat przejawiał dużą nieśmiałość i był bardzo nieufny. Bał się obcych, nie wychodził poza teren domu bez rodziców lub siostry, a kontakty z innymi dziećmi sprawiały mu problem już od drugiego roku życia. Chował się zdrowo, a Michalina dbała o odpowiednią dietę, ruch i masę zabawy połączonej z nauką. Zanim poszedł do przedszkola nauczyła go wszystkiego, co przekazywała Hannie. Liczenia, pisania, wzorków, szlaczków, kształtów, kolorów i zasad savoir-vivre. Był grzecznym i ułożonym chłopcem. Nie dokazywał rodzicom. Zawsze posłusznie szedł spać o dwudziestej i przestrzegał wydzielonych dwóch godzin na telewizję. Stworzył swój własny świat w krainie zabawek i wyobraźni. Często rozmawiał z wymyślonymi przyjaciółmi z czego Hanna bardzo się śmiała. Była osiem lat starsza od brata, co dawało jej dużą przewagę. Raz nawet udało jej się wmówić, że rodzice znaleźli go na strychu i ubili targu z żaboludami. Nie chciał spać w swoim pokoju dwa tygodnie, bo oczywiście Hanna powiedziała mu, że mają tam teraz pokoje. Okres wczesnoszkolny był stresujący dla całej rodziny. Antek płakał każdego ranka, że nie chce iść do szkoły. Rodzice mieli nadzieję, że bariery w jego podświadomości przełamią się właśnie w szkole. Był w klasie A, jego wychowawcą była ta sama kobieta, która uczyła Hanię w klasie 1-3. Michalina raz w tygodniu jeździła do szkoły i dowiadywała się o postępach syna. Był zdolny, ale zamknięty w sobie. Stronił od towarzystwa i wszystko wskazywało na to, że rósł mały indywidualista. Michalina miała rację (jak w większości przypadków), piętnastolatka nie potrafiłaby mieszkać z siedmiolatkiem. Osobne pokoje sprawowały się fantastycznie, a pomysłowi rodzice uniknęli wieli sporów, krzyków i płaczu.
- Musimy się zobaczyć. Kuba jest w pracy? - Joanna zadzwoniła do Michaliny z samego rana. - Halo, Miśka! Jesteś sama? - ponaglała zaspaną przyjaciółkę.
- Emmm... Tak. Wyszli niedawno, cała trójka. Co się st... - usłyszała dźwięk zakończonego połączenia.
Telefon Aśki bardzo ją zmartwił. Miała wrażenie, że stało się coś okropnego. Szybko się ubrała i zbiegła na dół, aby napić się zaparzonej przez Jakuba kawy. Po kilki minutach usłyszała pukanie do drzwi. W ich progu ujrzała zapłakaną i rozmazaną przyjaciółkę. Spojrzała na nią i złapała mocno za rękę. Nigdy nie musiały ze sobą rozmawiać, aby dzielić się emocjami. Wystarczyła im wzajemna obecność. Ale tym razem chodziło o coś więcej. O rozpacz której nie dało wyrazić się gestem ani słowem. Wyszły do ogrodu. Miśka wiedziała, że świeże powietrze poprawi samopoczucie Joanny, która zanosiła się płaczem.
- Misia, ja nie wiem, jak Ci to powiedzieć... - zawodziła. - Myślałam, że to się zdarza tylko innym ludziom. Nigdy tym, których kochamy. - płakała głośniej.
Michalina nerwowo stukała obcasem, ale nie chciała naciskać na przyjaciółkę. Musiała sama o wszystkim powiedzieć, bez pospieszania i namawiania.
- Mój tata... Kochany tatuś... - opuszczała głowę coraz niżej. - Jest chory. Poważnie... - zerwała się na równe nogi. - Ma nowotwór, Michalina, rozumiesz?! - osunęła się ma kolana przed kobietę. - Proszę Cię, pomóż mi, błagam, Miśka, on musi z tego wyjść! Po tylu latach pracy, do tego w policji, nie stać go nawet na pierwszy miesiąc chemii! Michalina, błagam...
Blondynka z trudnością powstrzymywała łzy. Znała pana Tadeusza bardzo dobrze. Był wspaniałym człowiekiem. Poświęcił życie na wymierzanie sprawiedliwości. Od zwykłego krawężnika po komendanta. Niesamowita osobowość, fantastyczny charakter. Milczały chwilę, a ciszę przerywał tylko szloch.
- Nie płacz, głupia. - objęła dłońmi twarz Joanny. - Nie płacz, słyszysz? Sprzedamy księgarnię. Sprzedamy ją i każdą książkę, co do jednej. Jest dobrze usytuowana, dochodowa. Za parę dni znajdzie się kupiec. Zapłacisz za jego leczenie. Zapłacimy razem.
Pełne łez oczy wpatrywały się w kobietę, jakby wypowiadała zaklęcia. Chwilę trwały tak w siebie wpatrzone. Joanna wstała.
- Michalina, kochasz tę księgarnię. Kochasz ją i była Twoim marzeniem. Ja nie mogę Ci tego odebrać... - przekonywała.
- Aśka, czy Ty siebie słyszysz? Myślisz, że będę mogła dalej się nią cieszyć wiedząc, że mogłam nią uratować życie? Myślisz, że będę mogła patrzeć na Ciebie, kiedy siedzisz na kanapie przy kominku i myśleć: "Są rzeczy ważne i ważniejsze, przecież księgarnia jest ważna''. Nie, Aśka. Nie mogłabym. Zrobimy to i to już dzisiaj. Jedź do taty, zajmę się tym. Obiecuję, że będzie wszystko dobrze.
Wpadły sobie w objęcia i długo nie mogły puścić. Przykład ich przyjaźni był książkowy, filmowy, nierealny. Ale one istniały. Jedna dla drugiej, na dobre i na złe. Na zawsze.
***
Gdy Joanna weszła na szpitalną salę Tadeusz spał. Na palcach podeszła do krzesła stojącego obok łóżka i cicho usiadła. Patrzyła na człowieka, który dał jej życie, a jej oczy ponownie zaszły łzami. Zmarszczki, które niczym arcydzieło zdobiły jego twarz. Każda z nich opowiadała historię. Żałowała tego, że przed laty uciekła z domu i straciła być może nieodwracalnie najpiękniejsze chwile ich wspólnego życia. Dobrze wiedziała, że kilka siwych włosów podarowała mu osobiście. Dzisiaj rolę się zamieniły. Ona przejęła opiekę nad nim i czuła się w obowiązku dbać o niego, jak on to robił dopóki nie wyfrunęła z gniazdka. Był wymagający i ostry, ale nigdy nie dał jej odczuć, że była niechciana i nikt jej nie kocha. Przez wszystkie momenty żywota miała największe oparcie w rodzicach. Do czasu kiedy coś pękło, ona zaczęła się zmieniać, jej charakter się zmienił i było to jedyną rzeczą, jakiej Tadeusz nie mógł zaakceptować. Nie widzieli się kilka lat, musiała zmądrzeć, dorosnąć. Zrozumiała, że rodzice powinni być na podium życiowych spraw.
- Oczka Ci się odwonią, kochanie. - odezwał się Tadeusz żartobliwym tonem.
Cały on, nigdy nie opuszczały go pozytywne myśli i we wszystkich dopatrywał się szczęśliwego zakończenia.
- Zdobędę pieniążki na leczenie, tato. Wytrzymaj jeszcze trochę, to nie potrwa długo. - ścisnęła jego słabą dłoń.
- Joasiu, ale to fortuna. Uczyłem Cię od dziecka, że na banki się nie napada. Zwłaszcza, kiedy ma się ojca policjanta. - żartował dalej.
- Tato, to nie jest żart. Michalina podjęła decyzję o sprzedaniu księgarni. Całą kwotę przeznaczymy na ratowanie Twojego zdrowia. Żadne pieniądze nie uniemożliwią mi cieszenia się Tobą do końca świata.
Starszy mężczyzna otarł łzę płynącą po policzku wierzchem dłoni. Joanna była jego ukochanym dzieckiem, nie mógł wymarzyć sobie cudowniejszej córki. Oboje mieli wrażenie, że właśnie dzisiaj, na tej sali, wybaczyli sobie wszystko, co mieli sobie za złe w głębi serca. Przytulali się, jakby koniec świata miał być za pięć minut i ściskali się tak mocno, jakby chcieli wydusić cały żal ze swoich ciał.
- Kocham Cię, tatusiu i nie dam Ci spokoju tak szybko. Co to, to nie! - uśmiechnęła się.
Kolejne godziny spędzili na szczerych rozmowach i wspominkach młodszych lat Joanny. Miłość rodzica do dziecka i dziecka do rodzica jest więzią nierozrywalną, która zawsze wytrzymuje próbę czasu.
CIĄG DALSZY NASTĄPI.
*Zbieżność imion, nazwisk i sytuacji to zupełny przypadek.*
Nie ma to jak przekomarzania rodzeństwa Pomysłowa Hanna nieźle wkręca młodszego braciszka Pierwszy, wesoły fragment odcinka równoważy smutniejsza część dotycząca choroby ojca Asi. Ale na szczęście Michalina ma złote serce i wesprze przyjaciółkę! Ciekawe tylko co na to Jakub? No i mam nadzieję, że nie sprzedadzą (jeśli sprzedadzą) biblioteki na marne i leczenie się powiedzie!
To na co się zdecydowała Miska to przepiękny gest. Pomóc przyjaciółce, to naprawdę ważna sprawa.
Fajnie że dzieciaki rosna, a takiego indywidulaistę sama mam w domu
Komentarz
Michalina była już w siódmym miesiącu ciąży. Nadal mieszkała z Jakubem, ale wszystko wskazywało na to, że niedługo to się zmieni. Mężczyzna starał się nie myśleć o tym, że za krótką chwilę jego dom znów stanie się pusty. Nie pomagał mu nawet fakt, że będzie miał Michalinę po drugiej stronie ulicy. Obiecał sobie, że nie będzie naciskał, ale w duchu marzył, aby jej nowy dom stał się ich rodzinnym domem. Nie chciał od razu zaciągać jej przed ołtarz - ślub na siłę jest jeszcze gorszy niż związek z jednostronnym uczuciem. Wiedział, że łączy ich coś niesamowicie silnego i pojawienie się maleństwa tylko to wzmocni. Michalina nie chciała znać płci dziecka, modliła się tylko o zdrowie dla niego i cała reszta nie miała dla niej znaczenia. Kuba nalegał, bo pokoik, bo mebelki, bo zabaweczki, bo ubranka, bo wózeczek, bo kołyska.
- Robi Ci różnicę jaki kolor koszulki założysz? - spojrzała na niego zmarszczona Michalina. - Sto lat temu dziewczynki ubierało się na różowo, a chłopców na niebiesko! I to tylko dlatego, że po prostu nie było wyboru!
Kuba odpuścił na jakiś czas, ale w głowie nadal szukał sposobu na namówienie kobiety do USG stwierdzającego płeć. Marzył mu się syn, chciał sam zrobić samochodziki z drewna i skrzynkę na zabawki. Kupić mu wędkę i puszczać małe łódeczki nad wodą. Miśka się wściekała, cały czas mówiła mu, żeby modlił się o zdrowie, a cała reszta zrobi się sama. Czuła się coraz ciężej, nie była już tak szybka jak dawniej i męczyła się po kilku krokach. Denerwowało ją to, bo nie mogła spędzać całych dni w księgarni, a do tego wszystkiego Kuba wziął zaległy urlop i siedział z nią całe dnie w domu. Był opiekuńczy, a Michalina miała dosyć tego, że idąc do toalety po trzech minutach słyszy: Kochanie, wszystko dobrze? Nie potrzebujesz pomocy? Nadszedł dzień powrotu na drugą stronę ulicy i opuszczenie gniazda Jakuba.
- Poradzisz sobie? - pytał z nadzieją, że odpowiedź będzie przecząca. - Dasz sobie ze wszystkim radę? - dalej zadawał pytania odstawiając ostatni karton z dokumentami na podłogę werandy.
- Dam sobie radę, Kuba. Dziękuję Ci za wszystko. Przychodź kiedy tylko będziesz chciał, drzwi dla Ciebie są zawsze otwarte. - uśmiechnęła się głaszcząc swój brzuch. Mężczyzna pocałował ją w policzek i wyszedł posyłając jej ciepłe spojrzenie.
Miśka czuła się w nowym domu bardzo dobrze. Mimo tego, że dopiero stanął, miała już plan jak go zmienić i planowała to zrobić zaraz po porodzie. Powoli urządzał pokoik dla maleństwa i zamawiała mebelki. Jakub pomógł jej założyć łóżeczko, które stanęło w sypialni, żeby zawsze budził ją płacz dziecka. Każdego ranka miała wrażenie, że już dzisiaj pozna swoje dzieciątko, a ból stawał się coraz bardziej nieznośny. Kuba coraz częściej spędzał u niej noce, aby być w pogotowiu w razie nagłego rozpoczęcia akcji porodowej. Gotował dla niej, przykrywał gdy zasypiała na kanapie i zerkał przez okno gdy podlewała kwiaty, aby nacieszyć się jej pięknem w świetle słońca. Ciąża dodawała jej ogromnego uroku i starał się jej to okazywać na każdym kroku. Od ósmego miesiąca pracowała już tylko w domu i to za przyzwoleniem Kuby - tylko kilka faktur i dokumentów dziennie. Czytała dużo książek i sprawdzała każdą nowość jaka pojawiała się w księgarni. Aśka wpadała do niej każdego popołudnia i zdawała relację z dnia pełnego pracy. Często jedli w trójkę (czwórkę!) wspólne posiłki i spędzali całe godziny na wyborze imion. Asia nie dawała za wygraną i przekonywała Jakuba do Sary, Kuba cały czas marzył o synku i nie odstępował od Antosia. Po środku tego wszystkiego stała Michalina i dziękowała Bogu w duchu za dwoje wspaniałych ludzi w jej życiu. Piotr był już tylko złym wspomnieniem i główną postacią w jej nocnych koszmarach. Nie pokazywał się, nie widywała go również przypadkiem. Starała się żyć tak jakby nigdy nie pojawił się w jej życiu. Ordynator dzwonił do niej parę razy pod pretekstem gratulacji, ale namawiał ją do powrotu na oddział. Na początku zastanawiała się nad tym, ale zdała sobie sprawę z tego, że szpital zabiera bardzo dużo czasu, a ona chce być ze swoim maleństwem jak najwięcej i jak najdłużej po urodzeniu. Jakub przyniósł kilka swoich rzeczy - parę koszulek, bieliznę i dwie marynarki. Miśka śmiała się, że będzie miała tylko więcej do prania, ale w duchu bardzo cieszyła się, mężczyzna traktuje ją poważnie. Nie była wylewna i nie okazywała mu uczuć na każdym kroku, ale kiedy już to robiła, wychodziło jej to absolutnie porażająco.
- Misia... - zaczął cicho Jakub delikatnie muskając jej dłoń.
Kobieta spojrzała na niego pytająco marszcząc nieco brwi.
- Myślisz, że będę dobrym ojcem? - zapytał i momentalnie spoważniał.
Michalina spojrzała na niego z czułością i miała wrażenie, że ma przed sobą małego chłopca, który zgubił w swoim pokoju ulubioną zabawkę.
- Poznałam kiedyś mężczyznę z którym chciałam wszystko dzielić. Życie, uczucia, troski, zmartwienia, sypialnię. Ale nigdy nie wyobrażałam go sobie w roli ojca mojego dziecka. Nawet kiedy moja wyobraźnia pokazywała mi naszą wspólną starość. Zawsze tylko ja i on. Kiedy dowiedziałam się, że jestem w ciąży i od razu wiedziałam, że Ty jesteś tego zajścia sprawcą... - zaśmiała się krótko. - Byłam pewna, że do życia, uczuć, trosk, zmartwień i sypialni idealnie będzie pasowało łóżeczko. Nie pomyliłam się.
Tego wieczora jeszcze długo rozmawiali o życiu, przyszłości i swoim lęku przed nieznanym. Obiecali sobie, że zawsze będą dla siebie oparciem i bezpiecznym portem w czasie sztormu.
- Jakub! - krzyk Michaliny wyrwał mężczyznę ze snu o trzeciej dwadzieścia. - Bierz torbę i kluczyki, zaczęło się!
Kuba nie mógł skoordynować ruchów i odbijał się o ściany jak ćma. Miśka krzyczała, Kuba zdezorientowany biegał po domu i szukał wszystkiego, co było przygotowane już od tygodnia. Torba, kosmetyczka, pampersy, nosidełko.
- Musimy jechać! - ponaglała kobieta trzymając się za brzuch.
Mężczyzna ruszył do szpitala zostawiając ślady opon na trawniku. Mimo późnej, nocnej pory samochodów na drogach było o wiele za dużo. Omijał wszystkie, trąbienie innych kierowców jeszcze bardziej stresowało ciężarną kobietę. Podjeżdżając pod szpital otworzył okno i wołał o pomoc. Sanitariusz wybiegł z wózkiem w towarzystwie drugiego mężczyzny i od razu skierowali się w stronę auta. Pomogli kobiecie wysiąść z samochodu, Jakub wyciągnął torbę z niezbędnym ekwipunkiem i ruszył za nimi. Recepcjonistka zatrzymała go, kiedy mijał jej stanowisko.
- Dokumenty! - machała paroma kartkami.
Kuba zaczął je skrupulatnie wypełniać. Michalina w tym czasie dostała szpitalną koszulę i została od razu przekazana lekarzowi, aby wykonał niezbędne badania. Rozwarcie było prawie odpowiednie, aby mogła rodzić własnymi siłami. Nie było za późno na znieczulenie, co bardzo ją ucieszyło, bo ból był niemal obezwładniający. Mężczyzna po wypełnieniu formalności wpadł do sali. Spojrzał na swoją kobietę i zaczął żałować, że to nie on rodzi im dziecko. Była zmęczona, prawie nieprzytomna z wyczerpania, włosy pozlepiały jej się na czole, a usta były spierzchnięte od suchego powietrza na sali. Wziął papierowe ręczniki i lekko zwilżył je wodą, aby przyłożyć je do twarzy Miśki. Nagle mocno ścisnęła jego rękę i zaczęła głośno krzyczeć. Nie wiedział co ma zrobić, do sali wbiegł lekarz.
- Odeszły wody! Zaczynamy!
Nie mógł być na sali podczas porodu, więc zniecierpliwiony chodził pod nią w tę i z powrotem. Jęki, stękanie i krzyki zza drzwi dobiegały do jego uszu bardzo dokładnie. Łzy cisnęły mu się do oczu. Był bardzo dumny z Michaliny i wiedział, że jest w stanie znieść wszystko dla ich maleństwa. Poród nie trwał długo. Godzinę, może trochę dłużej, ale dla oczekujących rodziców była to wieczność. Razem z dzieciątkiem przewieziono kobietę na salę z której ją zabrano. Była blada i słaba, ale uśmiechała się.
- Dziewczynka. Słodka, maleńka dziewczynka. - powiedziała. - Hanna. Hania. Haneczka.
Jakub był zachwycony córeczką i wybranym imieniem.
- Hania... - wyszeptał i delikatnie pogłaskał zawiniątko po czółku.
Michalina i malutka zostały w szpitalu kilka dni. W tym czasie Jakub urządził do końca dziecięcy pokoik. Dzieci rosną tak szybko, że nie warto było zwlekać. Odebrał swoje kobiety i po przyjeździe do domu od razu zaczął pokazywać dom małej ślicznotce. Zrozumiał, że tego w życiu mu brakowało. Dziecko dało mu spełnienie i radość. Patrzył w przyszłość z ogromną nadzieją i wiedział, że te dwie kobiety zawsze będą najważniejsze w jego życiu.
*Zbieżność imion, nazwisk i sytuacji to zupełny przypadek.*
Opis porodu bardzo realistyczny. Przypomniał mi dawno nie odświeżaną w pamięci historyjkę z mojego życia - z tą różnicą, że mój mąż po prostu - filmowo - zasłabł, zamiast niego po pogotowie zadzwoniła sąsiadka
Ciągle jednak z głowy nie wychodzi mi dręcząca myśl, że tych dwoje czekają jeszcze niezłe perypetie. Mam nadzieję, Pandulko, że nie pokomplikujesz im zbytnio życia?
Tak miło czyta się o czymś pogodnym, bez wielkich burz, namiętności, każdego kawałka ociekającego krwią, przemocą i seksem. Kreatora Elisabeth napisała kilka postów wcześniej, że za pogodna i ułożona jest twoja historyjka, a bohaterka - ideał.
W życiu też nie tylko na harpie trafiamy, czasem zdarzy się ktoś porządny i uczciwy. To dobrze, że twoja historyjka jest taka - każdy z naszych twórców ma swój styl - Krulih ma swoich niezawodnych kolesi, Wiolinka - wielki świat Haute Couture, Dels - mroczne czasy średniowiecza przeplatane orientem i piramidami, Anna - kumpelską gromadkę przyjaciół -awków. A Elisabeth - swoich seksownych Vimesów!
A swoją drogą - chyba kariera medyczna jest najczęściej wybieraną karierą dla naszych Simów
Mam kilka planów na kontynuację, jednak praca odbiera mi możliwości na ich urzeczywistnianie. Ten tydzień to kolejne drugie zmiany czyli kolejny tydzień bez komputera. Jednak zaczęłam już pisać kolejny odcinek i możesz być pewna, że będzie napisany specjalnie dla Ciebie.
- Przekarmisz ją! - protestowała Michalina.
- Dopiero się obudziła, na pewno jest głodna. - przekonywał.
- Spała pół godziny. I to pewnie tylko dlatego, że dostała całą butelkę mleka. Też poszłabym spać gdybym się tak zmęczyła!
- W poradniku było napisane...
- Poradnik nie był pisany po to, aby robić dziecku wszystko krok po kroku. To łóżeczko jest do trzydziestu kilogramów, Kuba!
Często zabierała mu dziecko i robiła coś po swojemu. Wtedy było mu głupio, że sam na to nie wpadł. Nie okazywał zmęczenia i nigdy nie odmawiał pomocy przy kąpieli. Miśka śmiała się, że jeszcze trochę i zacznie karmić również piersią. Nie mogła się doczekać aż wróci do pracy i będą mogły swobodnie rządzić domem.
Rodzinna sielanka skończyła się szybciej niż myśleli. Trzy miesiące urlopu jakie zdołał uzyskać Jakub minęły jak parę dni. Bardzo ciężko było mu wrócić do obowiązków i opuszczać swoje dwa skarby na niemal dziesięć godzin dziennie. Bardzo często musiał zostawać po godzinach i nocował w swoim domu, co sprawiało, że nie widywał dziewczyn dwa dni. Michalina świetnie sobie wtedy radziła i tak gospodarowała czasem, aby zawsze wszystko było dopięte na ostatni guzik. Codziennie odwiedzała je Aśka, której widok przy kołysce Hani niesamowicie rozczulał. Twarda babka i niemowlak to niezbyt udane połączenie, ale w tym wypadku czułe objęcia cioci Asi doprowadzały do łez wzruszenia. Miśka po raz kolejny przekonała się, że Joanna jest aniołem. Zostawała z małą za każdym razem, kiedy Michalina chciała pobiegać lub pójść na zakupy. Pomagała jej sprzątać i wspólnie gotowały.
- Asia, nie sądzisz, że to już czas na stabilizację? - zaczęła rozmowę Michalina.
Joanna spojrzała na nią z widocznym rozdrażnieniem.
- Kolejny raz słyszę to pytanie i kolejny raz odpowiadam, że nie. Czy samotne, bezdzietne kobiety nie mają prawa chodzić po Wierzbowej Zatoczce? - odpowiedziała zgryźliwie.
- Dobrze wiesz, że nie chcę na Ciebie naciskać i nie miałam zamiaru sprawić Ci przykrości. Chodzi o to, że lata lecą i... - Aśka przerwała jej w połowie.
- I co? - wstała. - Dopóki będę mogła sama zapalić papierosa doskonale sobie poradzę. Później sama zgłoszę się do jakiegoś ośrodka. - odwróciła się. - Cieszę się, że Ty nie zestarzejesz się sama. Na moje zmarszczki nikt nie będzie musiał patrzeć. Nikt oprócz Ciebie. - uśmiechnęła się smutno i pożegnała przyjaciółkę.
Pierwsze lata życia Hani mijały w rodzinnej i ciepłej atmosferze. Była córeczką tatusia i księżniczką mamusi. Ciocia Asia obdarowywała ją zabawkami, książeczkami i słodyczami z każdą wizytą. Rozwijała się zdrowo i była bardzo ruchliwa. Michalina nie zdawała sobie sprawy z tego, że musi mieć oczy dookoła głowy i pilnować jej na każdym kroku. Ważne też były słowa, bo malutka Hania robiła wszystko co rodzice mówili w żartach. Przekonali się o tym, kiedy przydreptała z ogródka cała brudna od ziemi z dwiema marchewkami w rączkach, kiedy powiedzieli, że rośnie mała ogrodniczka, gdy obserwowali ją w piaskownicy gdzie zakopywała trawę i udawała, że ją podlewa krzycząc: ''Amciu, mamusiu, pysne!''. Kochała ogródek i przebywanie w nim. Jej ulubionym miejscem był basen na który zdecydowali się jej rodzice w upalne lato. Pływała z tatą całymi godzinami i wychodziło jej to coraz lepiej. Uczyła się mówić i czytać w zastraszającym tempie. Liczyła bez zająknięcia do dwudziestu i rozpoznawała kolory lepiej niż tata, który zawsze tłumaczył się, że mężczyźni po prostu tak mają. Miśka nie była zwolenniczką wysyłania sześciolatków do szkoły zanim zaszła w ciążę. Ale widząc jaka bystra i zdolna jest Hanna zdecydowała się wysłać ją do szkoły jako sześciolatkę. Jakub miał wątpliwości, ale wałkowanie tego tematu każdego popołudnia przekonało go wystarczająco.
Hania wyróżniała się na tle innych dzieci. Nudziły ją zajęcia z rytmiki, nie lubiła śpiewać na muzyce, a liczenia do dziesięciu miała już w małym palcu. Uwielbiała za to zajęcia plastyczne i przyglądanie się liściom przez mikroskop na zajęciach przyrodniczych. Przed snem prosiła o czytanie książek naukowych, a nie tych samych bajek co zwykle. Interesował ją świat i otoczenia. Łapała motyle i zamykała je w słoikach robiąc dziurki w zakrętkach. Gotowanie z mamą również sprawiało jej ogromną przyjemność, a wspólne posiłki sprawiały, że czuła się bezpieczna i kochana. przy którymś posiłku przyglądała się uważnie mamie i tacie.
- Mamusiu, dlaczego tatuś nie mieszka z nami ciągle tylko czasami? - wielkimi oczkami wpatrywała się w zdziwioną mamę.
- Wiesz, kochanie... Tatuś dużo pracuje i czasami nie chce budzić was w środku nocy. - próbował wybrnąć Jakub.
- Kuba, przenieś swoje rzeczy tutaj. Wystaw dom na sprzedaż lub go wynajmij. Powinniśmy być razem, cały czas, a nie tylko przy obiadach i wyjściach na plac zabaw. A z czasem może pomyślimy o ślubie? - uśmiechnęła się Michalina.
Jakub uniósł się parę centymetrów nad krzesło i nie mógł uwierzyć w słowa kobiety. Kochał ją i Hanię, widział w nich swoją przyszłość i wspólne życie. Chciał odrabiać lekcje z córeczką i czytać jej do snu każdego dnia. Zgodził się i w przeciągu paru dni w gazecie i licznych portalach pojawił się wpis o domu do wynajęcia. A z pieniędzy uzyskanych z wynajmu i dochodów z księgarni zaczęli zmieniać swój dom. Własny, rodzinny dom.
*Zbieżność imion, nazwisk i sytuacji to zupełny przypadek.*
Jakub i Michalina byli zgodną parą. Niedługo po wspólnym zamieszkaniu na dłoni blondynki pojawił się pierścionek. Skromny i gustowny. Stała się narzeczoną. Gdy złościła się na któregoś z domowników była nazywana przez mężczyznę ''Panią Kozłowską'', a sama zawsze mówiła, że dwójki dzieci nie planowała. Życie toczyło się spokojnie i powoli. Córka dawała im powody do dumy, Jakub odnosił sukcesy w pracy, a Michalina była uznawana w kręgu handlowców za wspaniałego właściciela. Księgarnia przynosiła duże zyski, a Joanna stawała się coraz bardziej rozsądniejsza i bardziej pokorna. Dawniej zdarzało jej się kręcić nosem na niezdecydowanych klientów, teraz przedstawia im możliwe warianty dopóki czegoś nie wybiorą. Bardzo rzadko ktoś wychodził z pustymi rękami. Przyjaźń dwóch odmiennych charakterów często bywa wyzwaniem, ale Aśka i Miśka radziły sobie z każdym idealnie.
Hanna poszła do drugiej klasy. Nauczyciele byli z niej bardzo zadowoleni. Dostała nawet stypendium, które jej rodzice przekazywali tylko na jej potrzeby. Nie była jak inne dzieci - nie chciała zabawek albo słodyczy. Chciała obrazy do swojego pokoju, gry planszowe i nowe książki. Jakub marzył aby w przyszłości zajmowała się tym, co on - informatyką. Z kolei Michalina widziała w niej światowej sławy malarkę. Patrząc na obrazki wychodzące spod jej rąk można było się tego spodziewać. Zdarzało się, że przyszła pani Kozłowska odczuwała dyskomfort i częste zmęczenie. Mówiła, że to przepracowanie i mała ilość snu. Jakub jednak nie owijał w bawełnę i sam zawiózł ją na kompleksowe badania. Kluczowa była morfologia. Kiedy Michalina przyjechała po wyniki nie zdawała sobie sprawy z tego co może usłyszeć.
- Proszę usiąść, pani Jóźwiak. - powiedział lekarz, którego wcześniej nie widziała. Jego ton wskazywał na coś bardzo dobrego albo bardzo złego. - Ma pani trzydzieści cztery lata. Wyniki są fantastyczne. Istny okaz zdrowia. - spojrzał na nią. - Nawet zmarszczki nie chcą się panią zająć. - zaśmiał się.
Miśka śmiała się nerwowo ściskając swoją spódnicę w dłoniach.
- Nie dziwię się też, że jest pani w ciąży. - wyciągnął w jej stronę rękę w geście gratulacji.
Zamarła. Jej wzrok utkwił w wynikach leżących na stole. Niedawno wyszła z pieluch i znowu musi wyciągnąć poskładane na strychu łóżeczko po Hani. Strych... Trzeba będzie zagospodarować go i zrobić pokoje dla dzieciaków. Pokój Hanny nie nadaje się do dzielenia na pół. A co na to Kuba... Na pewno będzie zaskoczony. Może zły. Tylko raz nie połknęła tabletki na czas...
- Nie cieszy się pani? - opuścił rękę.
- Jeszcze nie wiem... - zabrała wyniki i wyszła bez słowa z gabinetu.
Długo spacerowała zanim zdecydowała się wrócić do domu. Mimo tego, że Hania urodziła się osiem lat temu miała wrażenie, że to było wczoraj. Pamiętała dokładnie radość, niepokój i nerwy. Nie bała się bólu, bo dotyk małej rączki wszystko wynagradza. Była starsza, Jakub był starszy. Czy bogaci o nowe doświadczenia poradzą sobie z malutkim skarbem?
Kiedy wróciła do domu domownicy przebywali w ogrodzie. Przez okno salonu obserwowała z jaką pasją Kuba pomaga Hani przy lekcjach. Dotknęła swojego brzucha i poczuła przyjemne ciepło. Otworzyła drzwi i zawołała ich do środka. Usiedli przy stole w kuchni i oczekiwali na wyjaśnienia. Michalina podała przygotowany poprzedniego dnia obiad.
- Kuba... Haniu... - spojrzała na nich. - W naszym domu pojawi się nowy lokator. - wskazała na swój brzuch.
Jakub zdjął okulary i starał się wydusić z siebie słowo. Hania uśmiechała się radośnie i podskakiwała na krześle. Patrzyła na nich, a przed jej oczami pokazywała się retrospekcja ostatnich ośmiu lat. Rodzina. To coś czego pragnęła od zawsze. Śmiech dziecka i czułe objęcie dłoni towarzysza życia. Jeszcze tylko kilka miesięcy i wszystko nabierze nowego znaczenia. Po raz kolejny.
Druga ciąża była takim samym zaskoczeniem, jak pierwsza. Przebiegła niemal tak samo, ale w tym wypadku Miśka znosiła ją gorzej. Często budziły ją mdłości, nie miała apetytu i często chorowała - kaszel, gorączka, bóle głowy. Ruchy dziecka nie były tak intensywne, jak Hani. Zamartwiała się tym i nie dawało jej to spać. Niedługo przed porodem zgodziła się na rozpoznanie płci i oficjalnie stała się "schowkiem" na marzenie Jakuba. W jej brzuchu rósł chłopiec. Ukochany synek tatusia. Antoś. Firma Domex po raz kolejny miała okazję pracować u Michaliny i Jakuba. Niezagospodarowany strych musiał stać się pokojem dla Hanny i malutkiego Antka. Początkowo Kuba twierdził, że nie ma takiej potrzeby i mogą mieszkać w jednym pokoju, ale kobieta sprowadzała go na ziemię i tłumaczyła, że Hania niedługo będzie nastolatką i prywatność stanie się dla niej najważniejsza. Kuba mniej pracował i szykował się do kolejnego dwudziestoczterogodzinnego ''tatusiowania'' przy kołysce synka.
Akcja porodowa zaskoczyła rodziców. Trwał ósmy miesiąc ciąży, a młode (nie)małżeństwo wróciło z zakupów. Dochodziła godzina dwudziesta, kiedy Michalina zatrzymała się przed domem i złapała się za brzuch. Jej twarz przeszył silny grymas bólu. Spojrzała na partnera i oboje wiedzieli, co się stało. Skurcze stawały się nie do zniesienia, a głębokie oddechy nie przynosiły ulgi. Bała się porodu, bo wszystko wskazywało na to, że Antoni będzie wcześniakiem, a ona w ciąży nie miała się zbyt dobrze. Weszli do szpitala bez pomocy sanitariuszy, a recepcjonistka od razu skierowała ją na salę. Jeden rzut oka lekarza, hasło dla reszty personelu. Rodzimy.
Antoś odwrócił się tyłem, co bardzo utrudniało naturalny poród. Michalina starała się z całych sił, ale po czterech godzinach zaczęło robić się niebezpiecznie i lekarz podjął decyzję o cesarskim cięciu. Chłopczyk po pierwszym kontakcie ze światem tylko cichutko zapłakał i zasłaniał rączkami oczy przed światłem, które było bardzo jasne w pomieszczeniu. Pielęgniarka zabrał go na badania. Uzyskał osiem punktów na dziesięć. Lekarz zapewniał, że jak na wcześniaka to naprawdę bardzo dobry wynik i nie ma się czym martwić. Tym razem w szpitalu spędzili dwa tygodnie, aby upewnić się, czy maluszek jest już gotowy na wyjście do domu. Był cichutki, rzadko płakał i mało spał. Za to bez przerwy rozglądał się po otoczeniu. Razem z Jakubem dołożą wszelkich starań, aby wyrósł na zdrowego chłopczyka. Umówili się, że będą przyjeżdżać na kontrolę raz w miesiącu i zgłaszać wszystkie niepokojące fakty.
Hania była zachwycona małym braciszkiem. Zaraz po przebudzeniu biegła do jego kołyski i rozmawiała w języku który tylko oni rozumieli. Antoś śmiał się i robił śmieszne minki, kiedy siostrzyczka bawiła się z nim i recytowała wierszyki poznane w szkole. Jakub i Michalina przyglądali się wszystkiemu z boku i zdali sobie sprawę z tego, że tak wygląda szczęście. Dwie małe buzie, które okazują swoją miłość najlepiej jak potrafią.
*Zbieżność imion, nazwisk i sytuacji to zupełny przypadek.*
Teraz kolejny chłopak powiększył rodzinkę.Ciekaw co drażni miśkową przyjaciółkę i czy kiedyś to zdradzi.
Pando, chyle czoła za tak wiele treści i pomysłu na historię.No ciekaw jestem jak się dalej potocza losy rodzinki miskowej
Mam w głowie wiele pomysłów na kontynuację i możecie być pewni, że wybiorę najbardziej zaskakujące! Akcesoria mnie troszeczkę zawiodły, a z nimi też wiązałam sporo planów, jednak nie zrezygnuję z głównych. Całuję!
- Musimy się zobaczyć. Kuba jest w pracy? - Joanna zadzwoniła do Michaliny z samego rana. - Halo, Miśka! Jesteś sama? - ponaglała zaspaną przyjaciółkę.
- Emmm... Tak. Wyszli niedawno, cała trójka. Co się st... - usłyszała dźwięk zakończonego połączenia.
Telefon Aśki bardzo ją zmartwił. Miała wrażenie, że stało się coś okropnego. Szybko się ubrała i zbiegła na dół, aby napić się zaparzonej przez Jakuba kawy. Po kilki minutach usłyszała pukanie do drzwi. W ich progu ujrzała zapłakaną i rozmazaną przyjaciółkę. Spojrzała na nią i złapała mocno za rękę. Nigdy nie musiały ze sobą rozmawiać, aby dzielić się emocjami. Wystarczyła im wzajemna obecność. Ale tym razem chodziło o coś więcej. O rozpacz której nie dało wyrazić się gestem ani słowem. Wyszły do ogrodu. Miśka wiedziała, że świeże powietrze poprawi samopoczucie Joanny, która zanosiła się płaczem.
- Misia, ja nie wiem, jak Ci to powiedzieć... - zawodziła. - Myślałam, że to się zdarza tylko innym ludziom. Nigdy tym, których kochamy. - płakała głośniej.
Michalina nerwowo stukała obcasem, ale nie chciała naciskać na przyjaciółkę. Musiała sama o wszystkim powiedzieć, bez pospieszania i namawiania.
- Mój tata... Kochany tatuś... - opuszczała głowę coraz niżej. - Jest chory. Poważnie... - zerwała się na równe nogi. - Ma nowotwór, Michalina, rozumiesz?! - osunęła się ma kolana przed kobietę. - Proszę Cię, pomóż mi, błagam, Miśka, on musi z tego wyjść! Po tylu latach pracy, do tego w policji, nie stać go nawet na pierwszy miesiąc chemii! Michalina, błagam...
Blondynka z trudnością powstrzymywała łzy. Znała pana Tadeusza bardzo dobrze. Był wspaniałym człowiekiem. Poświęcił życie na wymierzanie sprawiedliwości. Od zwykłego krawężnika po komendanta. Niesamowita osobowość, fantastyczny charakter. Milczały chwilę, a ciszę przerywał tylko szloch.
- Nie płacz, głupia. - objęła dłońmi twarz Joanny. - Nie płacz, słyszysz? Sprzedamy księgarnię. Sprzedamy ją i każdą książkę, co do jednej. Jest dobrze usytuowana, dochodowa. Za parę dni znajdzie się kupiec. Zapłacisz za jego leczenie. Zapłacimy razem.
Pełne łez oczy wpatrywały się w kobietę, jakby wypowiadała zaklęcia. Chwilę trwały tak w siebie wpatrzone. Joanna wstała.
- Michalina, kochasz tę księgarnię. Kochasz ją i była Twoim marzeniem. Ja nie mogę Ci tego odebrać... - przekonywała.
- Aśka, czy Ty siebie słyszysz? Myślisz, że będę mogła dalej się nią cieszyć wiedząc, że mogłam nią uratować życie? Myślisz, że będę mogła patrzeć na Ciebie, kiedy siedzisz na kanapie przy kominku i myśleć: "Są rzeczy ważne i ważniejsze, przecież księgarnia jest ważna''. Nie, Aśka. Nie mogłabym. Zrobimy to i to już dzisiaj. Jedź do taty, zajmę się tym. Obiecuję, że będzie wszystko dobrze.
Wpadły sobie w objęcia i długo nie mogły puścić. Przykład ich przyjaźni był książkowy, filmowy, nierealny. Ale one istniały. Jedna dla drugiej, na dobre i na złe. Na zawsze.
Gdy Joanna weszła na szpitalną salę Tadeusz spał. Na palcach podeszła do krzesła stojącego obok łóżka i cicho usiadła. Patrzyła na człowieka, który dał jej życie, a jej oczy ponownie zaszły łzami. Zmarszczki, które niczym arcydzieło zdobiły jego twarz. Każda z nich opowiadała historię. Żałowała tego, że przed laty uciekła z domu i straciła być może nieodwracalnie najpiękniejsze chwile ich wspólnego życia. Dobrze wiedziała, że kilka siwych włosów podarowała mu osobiście. Dzisiaj rolę się zamieniły. Ona przejęła opiekę nad nim i czuła się w obowiązku dbać o niego, jak on to robił dopóki nie wyfrunęła z gniazdka. Był wymagający i ostry, ale nigdy nie dał jej odczuć, że była niechciana i nikt jej nie kocha. Przez wszystkie momenty żywota miała największe oparcie w rodzicach. Do czasu kiedy coś pękło, ona zaczęła się zmieniać, jej charakter się zmienił i było to jedyną rzeczą, jakiej Tadeusz nie mógł zaakceptować. Nie widzieli się kilka lat, musiała zmądrzeć, dorosnąć. Zrozumiała, że rodzice powinni być na podium życiowych spraw.
- Oczka Ci się odwonią, kochanie. - odezwał się Tadeusz żartobliwym tonem.
Cały on, nigdy nie opuszczały go pozytywne myśli i we wszystkich dopatrywał się szczęśliwego zakończenia.
- Zdobędę pieniążki na leczenie, tato. Wytrzymaj jeszcze trochę, to nie potrwa długo. - ścisnęła jego słabą dłoń.
- Joasiu, ale to fortuna. Uczyłem Cię od dziecka, że na banki się nie napada. Zwłaszcza, kiedy ma się ojca policjanta. - żartował dalej.
- Tato, to nie jest żart. Michalina podjęła decyzję o sprzedaniu księgarni. Całą kwotę przeznaczymy na ratowanie Twojego zdrowia. Żadne pieniądze nie uniemożliwią mi cieszenia się Tobą do końca świata.
Starszy mężczyzna otarł łzę płynącą po policzku wierzchem dłoni. Joanna była jego ukochanym dzieckiem, nie mógł wymarzyć sobie cudowniejszej córki. Oboje mieli wrażenie, że właśnie dzisiaj, na tej sali, wybaczyli sobie wszystko, co mieli sobie za złe w głębi serca. Przytulali się, jakby koniec świata miał być za pięć minut i ściskali się tak mocno, jakby chcieli wydusić cały żal ze swoich ciał.
- Kocham Cię, tatusiu i nie dam Ci spokoju tak szybko. Co to, to nie! - uśmiechnęła się.
Kolejne godziny spędzili na szczerych rozmowach i wspominkach młodszych lat Joanny. Miłość rodzica do dziecka i dziecka do rodzica jest więzią nierozrywalną, która zawsze wytrzymuje próbę czasu.
*Zbieżność imion, nazwisk i sytuacji to zupełny przypadek.*
Fajnie że dzieciaki rosna, a takiego indywidulaistę sama mam w domu
Dziękuję Aneczko kochana, Twoje słowa są dla mnie bardzo ważne.
Aktualnie mam jakąś artystyczną depresję i nie mogę się zabrać za pisanie.