A jednak to miłość? Miłość od pierwszego wejrzenia? To byłoby zbyt proste, zbyt landrynkowe
Podejrzewam jednak, że historia ta nie skończy się już teraz, stwierdzeniem - "żyli długo i szczęsliwie". Pewnie w zanadrzu masz dla nas, czytelników niespodzianki.
Dobrze, już nie podpytuję więcej. Natomiast czekam na rozwój wypadków
(Odcinek zawiera treści baaardzo romantyczne, przeznaczone dla odbiorców w wieku 16+)
Dni mijały spokojnie. Piotr codziennie dzwoni, aby powiedzieć Miśce ''Dzień dobry, kochanie. Kocham Cię. Miłego dnia''. Kobieta w końcu uwierzyła, że życie może być piękne i dobro do każdego wraca. W tygodniu dostała wolne i postanowiła spędzić ten dzień z Joasią. Zaprosiła ją do siebie, ale miała w planach zrelaksować się na świeżym powietrzu. Gdy przyjaciółka dotarła na miejsce usiadły na ławce przed jej domem i opowiadały jedna przez drugą, co spotkało je na przestrzeni kilku dni wstecz. Michalina jeszcze nie przedstawiła Piotra Joannie. Dziewczyna poruszyła ten temat.
- Miśka, dlaczego jeszcze nie poznałam Piotra? - spojrzała pytająco.
Michalina zmieszała się na chwilę. Bardzo kochała Piotrka i wiedziała, że może powierzyć mu swoje życie. Coraz mniej myślała o tym, jakie tajemnice może przed nią mieć i dlaczego tak mało o sobie mówi.
- Nie wiem, nawet gdzie pracuje. Powiesz mi o nim więcej? - nalegała.
- Właściwie to... - Michalina wyglądała na niepewną. - Nie wiem gdzie pracuje, Piotr... - powiedziała cicho.
Joanna przez chwilę nie wiedziała, czy przyjaciółka tylko żartuje, czy mówi prawdę. Jednak patrząc na nią można się było domyślić, że jest jej wstyd.
- Jesteście razem pół roku, a Ty nie wiesz gdzie pracuje? A mieszkanie? Gdzie mieszka? - kontynuowała Aśka.
- Tego też nie wiem. Nigdy nie byłam w jego domu. - starała się urwać temat Michalina.
Asia od dawna sugerowała kobiecie, że Piotr jest jej pomyłką, a nie życiową nagrodą. Zwykle miała bardzo dobre argumenty, ale nie chciała sprawiać przykrości przyjaciółce i zawsze większość zostawiała dla siebie. Faktycznie, to było bardzo dziwne. Tak często wyjeżdża, a nigdy nie mówi gdzie. Nie zaprosił ją do siebie, zawsze jadają na mieście. Niedzielne popołudnia spędzają w muzeach i na wernisażach, po nich za każdym razem lądują u Michaliny - nigdy u Piotra. Kobieta miała coraz większe wątpliwości, ale starała się to sobie tłumaczyć. Na pewno nie ukryłby przed nią niczego znaczącego, a to, że mało mówi o swoich zajęciach i zawodzie wcale o niczym nie świadczy.
- Pamiętasz, jak kładłyśmy się na dachu Twojego domu i oglądałyśmy niebo godzinami? - Asia przerwała rozmyślenia przyjaciółki.
Michalina uśmiechnęła się, a Joanna złapała ją za rękę i ukucnęła na trawie.
- To już nie ten dach, to nawet żaden dach, ale niebo zawsze będzie to samo. Chodź! - nalegała Joanna.
- Plamy od trawy się nie spierają! - ledwo powiedziała Michalina, a już znalazła się na miękkim, zielonym dywanie.
Położyły się razem na ścieżce prowadzącej do domu Miśki i opowiadały sobie, jakie kształty przybierają chmury. Michalina przez chwilę poczuła się, jak w dzieciństwie. Bardzo chciała pokłócić się z Aśką o skakankę, żeby tylko jej mama mogła je pogodzić. Bardzo chciała, żeby jej rodzice mogli być tu z nią.
Popołudnie z Asią było momentem, kiedy Michalina miała okazję znowu powrócić do pięknych wspomnień z przeszłości. Wieczorem postanowiła udać się na samotny spacer. Niedaleko jej domu był cudowny park w którym lubiła spędzać czas. Podziwiała dary Matki Natury i uśmiechała się do siebie wiedząc, że Wierzbowa Zatoczka była bardzo dobrą decyzją. Słoneczne Wybrzeże nigdy nie dałoby jej zapomnieć o tragedii i bólu. Tutaj też nie zapomniała, ale żal nie doskwierał jej chociaż w niektórych momentach. Miała Piotra i Asię. Oni stali się jej rodziną.
Nagle dostrzegła zbliżającą się sylwetkę. Wszędzie pozna ten pewny krok. Piotrek kierował się w jej stronę.
- Wiedziałem, że Cię tu znajdę. - powiedział łagodnie. - Nie jest Ci zimno?
Michalina potarła swoje ramiona czując, jak przechodzi ją dreszcz.
- Jest już późno, a noce nie są jeszcze takie ciepłe. - odpowiedziała patrząc na niego.
Wstała i wzięła go za rękę.
- Chodźmy na herbatę. Mam ochotę na rumianek. - szepnęła i ruszyła w stronę swojego domu.
Czuła się wspaniale krzątając się po kuchni i przygotowując ciepły napój. Piotr siedział na sofie i przyglądał się jej ruchom. Był nią oczarowany. Starał się, żeby czuła to w każdej chwili. Rozmawiali i delektowali się smakiem parującego płynu. Piotr dotykał jej kolana i głaskał po policzku. Dziewczyna usłyszała swój dzwoniący telefon w sypialni. Ruszyła za melodią. Numer prywatny. Michalina nie zdążyła odebrać połączenia, ale wiedziała, że to Joasia. Napisała jej wiadomość. Usłyszała za sobą kroki Piotra. Objął ją i pocałował w szyję.
- Jesteś zniewalająco piękna. Kwitniesz z dnia na dzień, jak najpiękniejszy kwiat. - komplementował mężczyzna.
Usiedli na jej łóżku. Michalina masowała jego kark. Był spięty i bez przerwy w ruchu. Wyjazdy, podróże, masa pracy, obowiązki. Ich ciała były, jak pasujące do siebie puzzle. Chemia przy tym, co ich łączyło jest tylko namiastką namiętności. Dotyk dłoni Michaliny działał na niego, jak najlepszy afrodyzjak. Zdjął koszulę i rzucił ją na krzesło. Rano będzie martwił się, jak bardzo jest zmięta...
Następnego ranka Michalina obudziła się pierwsza. Piotr zastał ją pijącą kawę. Usiadł obok niej.
- Teraz jesteś już tylko moja. - uśmiechał się zawadiacko.
Miśka zaproponowała śniadanie i chętnie przygotowała omlety wkładając w posiłek całą swoją miłość. Piotr uprzedził, że zaraz po śniadaniu ucieka do pracy. Zjedli wspólny posiłek okraszeni wspomnieniami minionej nocy. Michalina była spełniona i szczęśliwa. Jeżeli ten facet nie jest facetem jej życia, już żaden nie będzie. Pożegnała go czułym pocałunkiem i zaczęła sprzątać mieszkanie, nie mając planów na resztę dnia.
CIĄG DALSZY NASTĄPI.
*Zbieżność imion, nazwisk i sytuacji to zupełny przypadek.*
Oj ta Michalina, chyba bardzo się boi pęknięcia miłosnej bańki, bo nawet mimo uwag przyjaciółki nie pyta Piotra o pracę, mieszkanie i resztę xD Albo po prostu traci przy nim głowę
Minął rok odkąd Michalina zjawiła się w Wierzbowej Zatoczce i poznała Piotra. Związek zmierzał w jak najlepszym kierunku, kariera rozwijała się bardzo dynamicznie, a przyjaźń z Joanną nigdy nie była tak intensywna. Była o rok starsza, o bagaż doświadczeń mądrzejsza, a przede wszystkim była dwudziestoczteroletnią, pełnowartościową kobietą, która zasługiwała na wszystko, co najlepsze. Pracowała ciężko, kochała prawdziwie, była lojalna i szczera. Aśka zawsze mogła na nią liczyć, a Piotr nigdy nie usłyszał od niej złego słowa - nawet, gdy na to zasługiwał. Byli parą, w pełni tego słowa znaczeniu. Jej mężczyzna nigdy nie wyładowywał na niej stresu, a śmietanką na torcie mogły być tylko zaręczyny. Tak też się stało. Piotr zaprosił Michalinę niedaleko muzeum, w którym ich wargi pierwszy raz się złączyły. Podziwiali piękno przyrody, które fascynowało dziewczynę, co tylko dodało uroku całej sytuacji. Trzeba było przyznać, Piotr dbał o szczegóły. Nie prosił ją o wyjątkowy strój, idealny makijaż i dokładnie uczesane włosy. Sam założył garnitur, co nie zaskoczyło Michaliny, bo zawsze był elegancki. Ją chciał zwykłą, prawdziwą. Wyjątkowo ją adorował i starym sposobem - hej, spójrz tam - odwrócił jej uwagę, po czym uklęknął.
- Kochanie, to był najwspanialszy czas w moim życiu. Każda chwila z Tobą, każdy Twój uśmiech i dotyk był jak dar od Boga. Najlepszy prezent. Jesteś bardzo wartościowa i nie patrzysz na nic powierzchownie. Czytasz książki z brzydkimi okładkami, wieszasz niedokończone obrazy. Kocham to w Tobie i chcę, żebyś do końca świata pozostała tylko moja. - uśmiechnął się. - Michalina, Skarbie. Bez Ciebie już nic nie znaczę. Wyjdziesz za mnie? - wyciągnął z kieszeni marynarki pierścionek i uniósł go w stronę Miśki.
Jej oczy błyszczały. Płakała i śmiała się jednocześnie. Była poruszona i szczęśliwa. Chciała być z Piotrem. Na dobre i na złe. W zdrowiu i chorobie. W szczęściu i nieszczęściu.
- Tak! - krzyczała. - Tak, wyjdę za Ciebie! - nie mogła opanować emocji.
Iskry leciały z ich warg, kiedy narzeczeni pieczętowali swoją miłość pocałunkami. Michalina nigdy nie pomyślałaby, że to sen. Zwłaszcza taki z którego przyjdzie jej się obudzić.
Na Michalinę spadło dużo służbowych obowiązków, co uniemożliwiło cieszenie się z dobrej nowiny. W dniu zaręczyn od razu zadzwoniła do Joanny i pochwaliła się tym, co ją czeka. Wiedziała, że Piotr chciałby skromną ceremonię, o czym niejednokrotnie rozmawiali, więc miała się na niej pojawić tylko ona i młoda para. Asia nie była zadowolona i wielokrotnie podczas sms-owych konwersacji pytała, czy jest tego stuprocentowo pewna. Za każdym razem słyszała potwierdzenie. Pod koniec tygodnia udało jej się dostać wolny dzień. Postanowili z Piotrem obejrzeć malutki kościółek w którym miała mieć miejsce uroczystość. Mężczyzna poinformował narzeczoną, że wyrwał się na chwilę z pracy i zaraz po ustaleniach musi do niej wracać. Przyjechał po nią i pojechali na miejsce. Był idealny. Pięknie zbudowany, romantyczny i klasyczny. Michalina chciała tylko zmienić parę elementów - czysto estetycznych i była gotowa brać ślub nawet za chwilę. Datę ustalili za dwa miesiące. Piotr bardzo nalegał i było widać, że zależy mu na czasie. Michalinie wcale to nie przeszkadzało.
- Pracujesz do późna, Kochanie? - zapytała po obejrzeniu kościoła.
- Około dwudziestej powinienem być wolny. Jakieś plany?
- Chciałabym, żebyś poznał Joannę. Może upiekę coś pysznego i spotkamy się wieczorem?
Piotr dość niechętnie wyraził zgodę i nawet tego nie ukrywał. Michalinę dziwiło to, że nigdy nie mieli ze sobą do czynienia, a nie darzą się sympatią. U Aśki to kobieca intuicja, a u Piotra?
Ukochany szybko zniknął za rogiem ulicy. Michalina postanowiła się przejść, zwłaszcza, że to tylko rzut kamieniem. Było bardzo ciepłe popołudnie. Szła wolnym krokiem, kiedy usłyszała zza pleców męski głos.
- Dzień dobry! - krzyczał nieznajomy.
Faktycznie, ktoś parę dni temu przeprowadził się na przeciwko. Dom bardzo długo stał pusty i odzwyczaiła się od sąsiadów. Jakub - jak się później dowiedziała - przeniósł się z Oazy Zdrój do Wierzbowej Zatoczki ze względu na pracę. Jest informatykiem i dostał tutaj kontrakt.
- Jeżeli będziesz miała ochotę na sąsiedzką herbatę, wiesz gdzie uderzyć! - polecał się Kuba.
Miśka pożegnała nowego sąsiada i ruszyła do domu, aby przygotować mały poczęstunek na wieczorne spotkanie. Po telefonie do Aśki jej entuzjazm spadł. Była niechętna, do tego próbowała się wykręcać i dała złapać się na kłamstwie. Mówiła, że wybiera się dzisiaj do Niebieskiego Aksamitu, a przecież ten klub był dzisiaj zamknięty.
- Będę o dwudziestej trzydzieści. - odparła zrezygnowana.
Michalina z resztką nadziei na udany wieczór podwinęła rękawy i zaczęła wypiekać słodkie pyszności.
Piotr przyjechał pierwszy i był widocznie spięty. Język mu się plątał i wyglądał, jakby miał za chwilę uciec. Niedługo po nim przyszła Aśka. Liczyłam na to, że atmosfera się rozluźni. W tle leciała spokojna muzyka, rozmowa kleiła się nawet nieźle. Joanna opowiadała o nowych zleceniach na parę lokali w mieście. Wiedziałam, że temat pracy będzie zgubny tego wieczora.
- Projektowanie wnętrz? Przecież to takie nudne. - skwitował Piotr.
Aśka się zagotowała. Widziałam, jak robi się czerwona ze złości i nie miałam pojęcia, jak zapobiec wybuchowi tykającej bomby.
- Może Twoje zajęcia nie są takie nudne, co? Myślę, że moja przyjaciółka byłaby wdzięczna, gdyby w końcu dowiedziała się gzie pracujesz.
Zgryzota wypływała jej z ust. Miałam wrażenie, że pojawiły się nad nimi burzowe chmury z piorunami.
- Słucham? Michalina, spowiadasz jej się ze wszystkiego? Może opowiesz jej o tym, jaką noszę bieliznę albo kiedy ostatnio widziałem Twoją? - wściekł się Piotr.
Miarka powoli się przebierała. Zamiast poznawać i oswajać ze sobą, Aśka i Piotrek ciągle skakali sobie do gardeł. Michalina prawie wcale się nie odzywała. Siedziała i obserwowała kątem oka werbalną bitwę między swoją przyjaciółką, a narzeczonym. Była zaskoczona, Piotr nigdy tak się nie zachowywał. Zaczęła obawiać się, że Joasia miała rację. A jej stuprocentowa pewność spadła o jakieś osiem.
- Dziwię się Michalinie, że daje się manipulować takiemu dupkowi, jak Ty! - wstała od stołu i kontynuowała. - Powiem Ci więcej. Dziwię się, że daje się tak oszukiwać. Co więcej, na jej miejscu nie pojawiłabym się z Tobą w żadnym publicznym miejscu. - poprawiła sukienkę. - Dzięki za starania, Miśka. Ciasto było pyszne. Zadzwonię.
Aśka wyszła. W pokoju zapanowała niezręczna cisza. Po jakimś czasie Piotr również wstał i zaczął się ubierać. Michalina wstała i podeszła do niego.
- To wszystko nerwy i stres... - zaczęła. - Piotr, spójrz na mnie. - nagliła go. - Ona się myli, prawda? - próbowała przekonać sama siebie.
- Cokolwiek powiem, ona i tak zrobi Ci wodę z mózgu. - urwał rozmowę Piotr i wyszedł.
Przez kolejne dni jej telefon milczał, a sama nie miała odwagi tego przerwać. Spędzała dużo czasu z Jakubem. Traktowała go jako przyjaciela i powiernika. Postanowiła, że on też powinien zjawić się na ślubie. Jedna osoba więcej nie wpłynie za bardzo na koszty, chociaż tylko Michalina zwracała na to uwagę. Dla Piotra wszystko musiało być najlepsze. Chodzili na spacery, do biblioteki i spędzali dużo czasu na świeżym powietrzu. Piotrek dużo pracował, dużo więcej niż wcześniej. Aśka oddała się zleceniom i sporadycznie dzwoniła. Michalina czuła się samotna i odtrącona, dlatego bywała u Jakuba coraz częściej. Zabierała ze sobą ciasta i inne słodkości. Rozmawiali o głupotach. Kuba opowiadał o byłej żonie i znaczeniu kariery w jego życiu. Ona o niepokoju związanym ze zbliżającym się ślubem i pacjentach. Uroczystość zbliżała się wielkimi krokami, a Miśka wahała się coraz bardziej.
Pracowała, kiedy zadzwonił jej telefon. Aśka zasypała ją wiadomościami, ale nie miała czasu, żeby ich odczytać.
- Skoro Twój Piotruś jest taki zapracowany, co robi o jedenastej niedaleko Twojego domu?
Michalina odpowiedziała wymijająco, ale doskonale wiedziała, że o tej godzinie miał jechać do Oazy po ważne dokumenty. Niepokoiła się, ale wolała żyć w niewiedzy niż poznać prawdę. Może tę bolesną. Najboleśniejszą. Resztę dnia spędziła u Kuby pomagając mu w urządzaniu gabinetu. Aśka zapowiedziała, że ma coś ważnego do zrobienia, a Piotr jak zawsze pracował, więc nie miała wyjścia, a bardzo nie chciała siedzieć w czterech, pustych ścianach.
Tego dnia Joanna nie odpuściła sobie po telefonie do Michaliny. Postanowiła pójść za Piotrem, bo czuła, że ten facet na kilometr śmierdzi oszustwem. Kiedy wszedł do kawiarni, zadzwoniła po taksówkę i kazała kierowcy jechać za narzeczonym przyjaciółki. Podróż doprowadziła ją do Oazy Zdrój, pod opuszczone magazyny, których nie gospodarowano przez lata. Udało jej się wślizgnąć do środka bocznymi drzwiami, które były otwarte. Zobaczyła Piotra kłócącego się z jakimś mężczyzną. Obaj wyglądali podejrzanie.
- Marek, co Ty w ogóle pieprzysz! Jakie wycofujemy się? Jakie, do cholery, wycofujemy się?! Potrzebuję więcej pieniędzy! Masz jechać do Al Simhary i ściągnąć mi te samochody, rozumiesz?! - wykrzykiwał Piotr.
- Nie rozumiesz, że to się nie uda?! Nie przejedziemy przez granicę, zatrzymają nas i nigdy nie wyjdziemy z pierdla! Piotrek, wycofajmy się!
- Nie mogę uwierzyć, że to mówisz! Michalina dała się namówić na ślub, mógłbym wziąć więcej kredytów! Marek, zastanów się nad tym!
- Podjąłem już decyzję, sprzątnij stąd te fury i zamykaj biznes, bo słabo na tym wyjdziemy.
Aśka odczekała chwilę i bezszelestnie wyszła z magazynu. Była zdruzgotana, ale też dumna z siebie, bo od początku podejrzewała go o szemrane interesy. Postanowiła dokładnie przestudiować całą sprawę. Postanowiła wrócić tam w nocy i przeszukać komputer, jaki stał przy drzwiach. Pewnie nawet prąd jest tu dostarczany na lewo, nikt nie zgodziłby się, żeby działy się tu takie rzeczy. Kiedy miała wystarczająco dużo dowodów chciała wszystkie przedstawić Michalinie, ale uznała, że znajdzie na to lepszą porę. Ślub za pięć dni. Pięć dni do zniszczenia jednego, marnego istnienia.
Dzień przed ceremonią Miśka zadzwoniła do Aśki z propozycją skoczenia do baru na małego, panieńskiego drinka. Przyjaciółka przystała na ofertę, wiedząc, że to nie ostatni panieński wieczór Michaliny. Joanna byłaby świetną aktorką - nie dała po sobie niczego poznać i udawała, że bardzo nie może doczekać się ślubu. A może naprawdę się cieszyła?
- Jeżeli spóźnię się jutro chwilę, nie zaczynajcie beze mnie. - ostrzegła Asia.
Rozeszły się do domu, aby wyglądać zniewalająco na uroczystości.
Ślub miał rozpocząć się o dziesiątej. Michalina wyglądała pięknie. Jakub już czekał, brakowało tylko Piotra i Joanny. Nie obyło się bez niedomówień, kiedy już się pojawił.
- Kto to w ogóle jest i dlaczego jest na moim ślubie?! - warczał pan młody.
Michalina załagodziła sytuację i cała trójka weszła do kościoła.
- Gdzie ona jest? Nigdy nie może być punktualnie? - znowu narzekał Piotr.
Aśka spóźniała się godzinę. Michalina bardzo chciała, żeby była przy uroczystości, ale czas naglił, a kościół nie był wynajęty na ich własność. Już mieli składać przysięgę, kiedy wpadła Joanna.
- Miśka, nie rób tego! - krzyczała. - On nie jest wobec Ciebie szczery! Wiesz dlaczego nigdy nie mówił o pracy i zawsze było go stać na drogie kolacje? Michalina, on sprzedaje kradzione samochody. Jego banda odwala czarną robotę za granicą, on je przewozi i sprzedaje za kolosalne ceny. Michalina, na Boga, nie rób tego! Biorąc go za męża, możesz być pewna, że już nic dobrego w życiu Cię nie spotka. Miśka...
Panna młoda wybuchnęła płaczem. Wizja jej idealnej miłości legła w gruzach. Piotr zrobił jej niewyobrażalną krzywdę. Nigdy mu tego nie wybaczy. Asia patrzyła na nią i sama była bliska płaczu widząc, jak jej najbliższej i jednej przyjaciółce pęka serce.
- Jesteś z siebie zadowolony, oszuście?! - krzyczała w stronę Piotra Joanna.
- Ty wścibska kretynko! Mogliśmy żyć obrzydliwie bogaci, bez zmartwień - do końca życia! Wszystko spieprzyłaś! Miśka, Kochanie... - próbował objąć niedoszłą żonę. - To nie tak... Jeszcze może być dobrze... - zapewniał.
Michalina spojrzała na niego ze złością, zalana łzami.
- Jak mogłeś mi to zrobić? - lamentowała. - Jak mogłeś mnie tak wykorzystać? Gdybym zaszła w ciążę naraziłbyś też nasze dziecko dla zysku?! Ne zasługujesz na miłość! Żadną miłość, rozumiesz?! - płakała coraz głośniej. - To koniec, Piotr! Koniec wszystkiego! Nie ma już nas - jesteś Ty i ja. I najlepiej będzie, jak nigdy się już do mnie nie zbliżysz! - spojrzała na niego. - Kochałam Cię taką miłością, jakiej już nigdy nikt Ci nie da, Piotr. Nie mogę w to uwierzyć... - ucichła.
Aśka podeszła do niej i zaczęła tłumaczyć, że zrobiła to dla jej dobra.
- Dziękuję, że to zrobiłaś, Asia... - mówiła słabym głosem.
Joanna spojrzała na Piotra z pogardą.
- Wynoś się stąd. Przedstawienie dobiegło końca. Zabieraj zabawki i już Cię tu nie ma.
Zgromadzeni rozeszli się w swoje strony. Michalina w białej sukni poszła do parku w którym zawsze rozmyślała o Piotrze. Chciała być sama. Wiedziała, że jej złamane serce nie może być zaklejone zwykłym plastrem. Cierpiało i krwawiło. A najbardziej cierpiała Michalina. Żyła czymś, co miało dać jej cudowne życie, a zabrało wszystko, co do tej pory zdążyła zbudować.
CIĄG DALSZY NASTĄPI.
*Zbieżność imion, nazwisk i sytuacji to zupełny przypadek.*
Bardzo mi się podoba Twoja historia Osobiście jestem fanką TS3, ale zaglądam tu czasem jako mały szpieg. Twoja bohaterka bardzo przypomina mi moją trójkową Susie. Zawsze poukładana lekarka z szaloną przyjaciółką. Przeczytałam wszystko , co dotąd napisałaś. Muszę powiedzieć, że Piotr to niezły hultaj, jak można taką porządną i sympatyczną dziewczynę tak okrutnie oszukać! I co on myśli, że jakby za niego wyszła, to prawda i tak nie wyszłaby na jaw?! Kłamstwo ma krótkie nogi, Piotrusiu. Przynajmniej Misia ma jeszcze Asię i Jakuba i na pewno uda jej się jeszcze znaleźć szczęście. Wierzę w nią!
Chyba dobrze, że Asia jest przy Miśce, widać,że to prawdziwa przyjaciółka i naprawdę się o nią troszczy. Piotr okazał się zwykłym łobuzem, który wykorzystywał kobiety dla własnych celów, strasznie nieszczera osoba i bardzo zranił kobietę, która go mocno pokochała. Ciekaw jestem czy przystojny sąsiad ukoi ten ból w jej sercu
Jak przeczuwałam , miał chłop coś grubszego na sumieniu. Dobrze że Miska może liczyć na przyjaciółkę.
Fajne zdjęcia robisz do opoiweści, podbaja mi się
Bardzo dziękuję za ciepłe słowa. Jesteście najlepsi. Myślę, że jeszcze dzisiaj poznamy dalsze perypetie Michaliny. Do zobaczenia w Wierzbowej Zatoczce.
Michalina jako niedoszła żona czuła się wyjątkowo paskudnie. Płakała całymi nocami, unikała kontaktu z Aśką i bała się, że może spotkać Piotra na ulicy albo w szpitalu. Zrezygnowała z samotnych, wieczornych spacerów i powrotów z pracy piechotą. Tylko przed Jakubem nie czuła wstydu i pozwala mu się odwiedzać, a nawet dawała się namówić na wizyty u niego. Joanna nie dawała za wygraną i często przychodziła do Michaliny, ale kobieta rzadko otwierała drzwi. Najczęściej gasiła światło i udawała, że jej nie ma, bądź krzyczała przez drzwi, że chce być sama.
Dni mijały. Michalina była wzorową pracownicą i niosła ogrom pomocy każdego dnia. Stała się lekarzem pierwszego kontaktu, a w jej obowiązki weszły wizyty domowe. Leczyła przeziębienia i ratowała życia. Za wszelką cenę nie przenosiła prywatnego bałaganu do pracy, a jej problemy nie przekładały się na stosunek wobec pacjentów. Zawsze uśmiechnięta i profesjonalna - żeby nikt nie odkrył tragedii, jaką w sobie skrywa.
Na tym stanowisku pracowała mniej dni w tygodniu, ale o dwie godziny dłużej. Brała wszystkie dodatkowe dyżury i każdą domową wizytę. Jej zarobki diametralnie wzrosły i zapragnęła mieć w domu mały bar. Żeby było miło, kiedy przyjdą goście - tłumaczyła sobie. O pomoc poprosiła Jakuba. Trzydziestodwuletni mężczyzna był dżentelmenem. Nie odmówił i nie chciał za to żadnych pieniędzy.
- Możesz zapłacić mi tylko uśmiechem. - odparł.
Roboty było bardzo dużo. Kuba musiał odrobinę powiększyć kąt pokoju i wstawić dwa nowe okna. Pomalował, wytynkował i zawiesił półkę. Michalina była zachwycona. Po dwóch dniach miała swój nowy bar. Patrzyła z dumą, jak Jakub ściera pył z ram okien. Musiał być naprawdę fantastycznym mężem. Nigdy nie powiedział dlaczego rozwiódł się z żoną, ale Miśka przeczuwała, że to musiała być jej wina.
- Podoba Ci się? - spojrzał na nią ocierając pot z czoła.
- Jest świetny! - mówiła podekscytowana Michalina.
Resztę popołudnia sprzątała w całym domu, żeby jak najszybciej doprowadzić mieszkanie do stanu sprzed remontu. Dokładnie posprzątała również łazienkę i sypialnie. Dumnie patrzyła w stronę swojego baru i postanowiła z niego skorzystać.
- Za Jakuba! - wzniosła samotnie toast.
Toast, który doprowadzi ją do zguby...
Michalina straciła umiar i rano nie słyszała budzika. Obudziła się sama około dwunastej. Na jej komórce było siedem nieodebranych połączeń. Trzech współpracowników próbowało się do niej dodzwonić. Wiedziała, że nie powinna tyle pić, zwłaszcza kiedy rano miała wstać do pracy. Bała się zadzwonić i wytłumaczyć. Nie wiedział, co powinna powiedzieć - na pewno nie prawdę. Po paru wdechach wybrała numer ordynatora.
- Gdyby nie byłaby Pani taka zdolna z pewnością wyciągnąłbym większe konsekwencje. - karcił ją. - Proszę zrobić sobie dzisiaj wolne i upewnić się, że jutro Pani nie zaśpi. Do widzenia.
Paliła się ze wstydu i cieszyła się, że nikt jej teraz nie widzi. Ubrała się i weszła do pokoju. Zamknęła oczy. W jej nozdrza wpadał ostry zapach porozlewanego alkoholu. Pootwierała okna i umyła podłogi. Pozbierała szklanki i wszystkie pozmywała. Szlochała cicho nad zlewem, a szum wody tylko to zagłuszał. Usiadła przy stole i rozejrzała się po pomieszczeniu. Miliony wspomnień pojawiły się w jej głowie. Każdy pocałunek, słowa, dotyk. Był jej pierwszym mężczyzną. Miał wszystko to, co powinien mieć prawdziwy facet. Prawie wszystko. Prawdziwy facet nigdy nie kłamie.
- Prawda boli tylko raz, kłamstwo za każdym razem. - próbowała pocieszyć sama siebie.
Nagle do jej głowy przyszedł najgorszy pomysł na świecie. Wstała, założyła buty i wyszła z domu. Pierwszy raz od feralnego dnia. Śmiało, pewnie. Po paru minutach stanęła pod kościołem. Kiedy stawiała stopę na pierwszym schodzie jej pewność spadła. Wahała się, ale weszła do środka. Tamten dzień powrócił do niej, jak bumerang i uderzył w głowę. Stała, patrzyła na łuk weselny i zaczęła płakać, jak nigdy dotąd. Wyciągnęła telefon.
- Halo, Kuba? Jesteś w domu? Zaraz będę, właśnie wychodzę z kościoła. - powiedziała cicho.
Stała tak jeszcze chwilę po czym odwróciła się i wyszła, głośno trzaskając drzwiami. Szybko obrała kierunek i ruszyła w stronę domu Jakuba.
Otworzył jej i wyglądał na zmartwionego. Długo stali w milczeniu. Michalina miała spuszczoną w dół głowę. Ściskała fragment spódnicy i zagryzała wargę. Czuła, jakby zrobiła coś złego i miała być zaraz ukarana. Jakby zbiła wazon albo nie posprzątała pokoju.
- Po co tam poszłaś, Miśka? Mało Ci jeszcze? Potrzebujesz więcej łez i cierpienia? - spojrzał na nią znad okularów. - Tak bardzo chcesz wracać do tego każdego dnia? Zaczyna to od nowa i od nowa? Nigdy nie ruszysz z miejsca, jeżeli dasz przygwoździć się wspomnieniami o Piotrze do podłogi. - kontynuował. - Zmień coś w swoim życiu. Kup sobie nowy ciuch, nowe łóżko, lustro do łazienki. Pokaż sobie, że dasz radę podjąć się czegoś nowego. Zmień pracę, jeżeli chcesz. Znajdź nowe hobby, jeżeli chcesz. - Jakub wziął Michalinę za rękę i usiedli na kanapie.
Patrzył jej w oczy. Michalina zbliżyła swoją twarz do jego. Nie wiedziała, co się dzieje. Nie mogła rozróżnić uczuć jakie się w niej kumulowały.
- Słuchaj, Misia. Nikt nie chce dla Ciebie źle. Jeżeli podasz mi swoją dłoń, poprowadzę Cię. Nie bój się. Nie bój się próbować. Już wiesz, że dotykając żelazko od spodu, możesz się poparzyć. Ale nie zrobisz tego, jeżeli będziesz je dobrze trzymała. Miśka, pomogę Ci. Tylko daj sobie pomóc. - otoczył ją ramieniem i mocno przytulił. - Wszystko będzie dobrze, Mała. Zostań dzisiaj u mnie. Prześpię się na kanapie.
Michalina skinęła głową i zaproponowała, że coś dla nich ugotuje. Jakub poszedł chwilę popracować, a Michalina ruszyła do kuchni. Uśmiechnęła się do siebie, bo dobrze czuła się w jego domu. Zjedli wspólnie posiłek, po czym Kuba zaproponował, żeby poszła się zdrzemnąć. Położyła się i spała tak do rana. Kuba co chwilę do niej zaglądał i nie zmrużył oka tej nocy, aby być przy niej, kiedy będzie tego potrzebowała.
Obudziła się bardzo wcześnie i zastała Kubę śpiącego na kanapie. Przykryła go kocem i wyłączyła telewizor. Zrobiła śniadanie i pozostawiła w kuchni z karteczką: Następnym razem śniadanie u mnie. Wzięła jabłko ze stołu i postanowiła pójść do pracy piechotą. Strach ma wielkie oczy dopóki nie stanie się z nim twarzą w twarz. Dotarła pierwsza i przywitała nocną zmianę. Osobiście przeprosiła ordynatora i zapewniła, że to się więcej nie powtórzy. Obiecała również, że weźmie dzisiaj nadprogramowe godziny i odrobi papierkową robotę. Ordynator wyglądał na zadowolonego z tego układu. Na odchodne zażartował, że powinna częściej zasypiać. Oboje się zaśmiali. Michalina postanowiła dzisiejszego dnia nie przyjmować pacjentów i zająć się analizą pobranych próbek. Przed godziną dziewiętnastą dostała SMSa od Aśki. ''Piotr jest koło szpitala, widziałam go z tramwaju. W razie czego dzwoń''. Przeszedł ją dreszcz, a jednocześnie szczęście, że nie musi przeprowadzać żadnych badań, bo mogłoby to się skończyć ostrą konfrontacją. Pytając o to później koleżankę z recepcji dowiedziała się, że Piotr koniecznie chciał zapisać się na wizytę do Michaliny i bardzo zdenerwował się, gdy wyznała zgodnie z prawdą, że wszystkie terminy są zajęte. Poprosiła, aby w przyszłości nigdy nie zapisywała go do niej i w skrócie opowiedziała, co ją spotkało. Recepcjonistka spojrzała na nią z czułością i wyraziła na to zgodę. Po zakończonej zmianie wyszła ze szpitala i ruszyła w stronę domu jak dawniej, czerpiąc jak najwięcej radości z pobytu na świeżym powietrzu. Od razu po wejściu do domu weszła do swojej sypialni i wyrzuciła zdjęcie z Piotrem. Na jego miejscu pojawiły się zdjęcia Jakuba. Była z siebie dumna i zrozumiała, że wdraża w życie rady Kuby. Przed snem poszła biegać, aby zdrowo się zmęczyć i lepiej spać.
CIĄG DALSZY NASTĄPI.
*Zbieżność imion, nazwisk i sytuacji to zupełny przypadek.*
Brawo Miśka. Kuba wygląda na dobrego faceta z wielkim serduchem, prawdziwy przyjaciel, podobnie jak Asia. Widać,że bardzo szanuje Michalinę. Może coś z tego będzie
Michalina zrobiła sobie długi weekend i poprosiła o wolny piątek. Nikt nie miał nic przeciwko zwłaszcza, że dzień wcześniej wyszła przed 22. Mimo tego, że medycyna była jej pasją i rzekomym powołaniem, czuła się coraz bardziej sfrustrowana. Doskwierał jej fakt, że nie potrafi poradzić sobie z własnym życiem, a każdego dnia ma w rękach czyjeś. Bardzo poważnie myślała nad słowami Jakuba. ''Zmień pracę, jeżeli chcesz. Znajdź nowe hobby, jeżeli chcesz.'' - cały czas miała to w głowie. Kuba miał rację. Pozostawało jej tylko przemyśleć, co powinna dalej zrobić. Piątkowy ranek spędziła na świeżym powietrzu. Przechadzała się po świeżej trawie i przyglądała się krzakom pokrytym pięknymi kwiatami. Była zadowolona, pogoda bardzo dopisywała. Postanowiła zaprosić do siebie Asię i Kubę, aby miło spędzić czas. Popołudniu poszła się odświeżyć i oczekiwała swoich gości. Pierwsza przyszła Joanna, zaraz za nią Jakub. Było tak jak dawniej. Śmiali się i żartowali. Było widać, że Aśka od początku polubiła Kubę. Już w dniu niedoszłego ślubu dobrze im się rozmawiało. Michalina postanowiła opowiedzieć przyjaciołom o swoich przemyśleniach i wątpliwościach. Kuba wyglądał na szczęśliwego.
- Zastanów się, co lubisz robić i zacznij to robić. - powiedziała Asia.
Michalina zastanawiała się chwilę.
- Książki! Kochasz książki! - wykrzykiwała entuzjastycznie przyjaciółka. - Miśka, otwórzmy własną księgarnię! Wyobraź sobie tylko! Książki, zapach nowości, kącik z kawą! Uwielbiasz piec, więc co rano możesz gościć klientów ciastem! Dołożymy do interesu po równo i będziemy podejmowały decyzje wspólnie. - przekonywała Asia.
- A ja będę mógł w końcu w spokoju wertować podręczniki od programowania! - wtrącił się Kuba. - To świetny pomysł, Misia. Naprawdę.
W duchu Michalina była zachwycona pomysłem i chciała odejść ze szpitala z dnia na dzień. Postanowiła, że załatwi to już jutro. Joanna obiecała, że zrezygnuje z najbliższych zleceń i pomoże urządzić Miśce księgarnię. Znalazły w internecie idealny lokal na Promenadzie Magnolii i obie zgodnie zdecydowały, że od razu zadzwonią do właściciela. Chciał sprzedać działkę za parę groszy i umówił się z dziewczynami na podpisanie umowy. Asia skakała z radości i ściskała Michalinę.
- Muszę już lecieć, Kochani! Misia, jesteśmy w kontakcie! - powiedziała w biegu Joanna.
Michalina i Jakub zostali sami. Żywo rozmawiali o podjętej decyzji. Mężczyzna gratulował Michalinie odważnej decyzji i rozpoczęcia zmian w swoim życiu.
Michalina zaproponowała małego drinka, aby uczcić biznes, który miał wyjść spod jej rąk. Rozmowa bardzo szybko zmierzała na dwuznaczne tory. Drinków przybywało, robiło się coraz cieplej. Kobieta bezgranicznie ufała Jakubowi. Wiedziała o nim zdecydowanie więcej niż o swoim dawnym narzeczonym. Nic przed nią nie ukrywał i dzielił najbardziej intymnymi przemyśleniami. Nie ukrywał, że jest po rozwodzie, a Michalina z wdzięczności za szczerość - nie dopytywała o szczegóły. Ludzie się schodzą i rozchodzą, najwidoczniej tak ma być. Sama była tego najlepszym przykładem. Po kilku szklankach dobrze zakrapianego napoju usiedli na kanapie. Michalina czuła się przy nim wyjątkowo kobieco. Uwodziła i kokietowała. Kuba posuwał się o krok dalej, cały czas kontrolując jej reakcję. Położył dłonie na jej ramionach, które pod naporem stanowczych ruchów stawały się coraz bardziej rozluźnione. Procenty wariowały im w głowach. Cieszyli się swoją obecnością, a postawa Jakuba dawała jej coraz bardziej do zrozumienia, że nie każdy mężczyzna jest taki sam. Michalina zbliżyła policzek do jego ręki, która zwiedzała jej ramię. Łasiła się i mruczała, jak malutka kotka. Kuba wstał.
- Miśka, chcę żebyś wiedziała, że nie zależy mi tylko na jednym. Kobiety takie, jak Ty się kocha i adoruje, a nie używa. - spojrzał na nią.
Kobieta również wstała i przylgnęła do niego całą sobą. Ułamki sekund, chwila błogości. Ich usta połączyły się w czułym pocałunku. Wylądowali w jej sypiali, opadając na łóżko i oddając się sobie bez żadnych granic.
Rano czuła się jak nowo narodzona. Wyślizgnęła się cicho z łóżka i przygotowała dla nich śniadanie. Nie miała wyrzutów sumienia i nie uważała, że zrobiła coś niestosownego. Była dorosła. Dorośli ludzie okazują sobie uczucia. Nie wybrała pierwszego lepszego z baru. Nie poszła z nikim do łóżka za pieniądze. Darzyła Jakuba wielkim uczuciem, którego nie potrafiła zdefiniować i wyrazić słowami. To nie było złe. Po przygotowaniu posiłku poszła obudzić Kubę.
- Nie spodziewałem się, że śniadanie u Ciebie będzie miało miejsce tak szybko. - uśmiechnął się. Michalina pozwoliła mu się spokojnie ubrać i zadzwoniła do ordynatora, aby umówić się na spotkanie. Był zdziwiony, że chce zjawić się w szpitalu wolnego dnia. Zjadła wspólne śniadanie z Jakubem, po czym odwiózł ją pod szpital. Pocałowała go w policzek na pożegnanie i obiecała, że zadzwoni. Weszła do szpitala i skierowała się prosto do gabinetu ordynatora.
- Panie Dąbrowski, chciałabym zrezygnować z pracy w szpitalu. - zaczęła spokojnie.
Lekarz wyglądał na zaskoczonego i zmieszanego. Nie mógł wydusić z siebie słowa. Patrzył na nią ogromnymi oczami.
- Gdyby była możliwość wymówić mi umowę od razu, byłabym bardzo wdzięczna. - kontynuowała.
- Chwileczkę, chyba czegoś nie rozumiem, Pani Michalino. Jak to zrezygnować? Jak to wymówić? Ktoś jest w stosunku do Pani niemiły? A może chodzi o pieniądze? Dobrze Pani wie, że mogę to zmienić. - namawiał Dąbrowski.
- Nie chodzi o żadną z tych rzeczy. Zaczynam pracować na własną rękę.
- Więc rozumiem... Prywatny gabinet. Gdzie? W Oazie czy tu u nas? - dopytywał.
- Nie zrozumiał mnie Pan. Na własną rękę, ponieważ otwieram księgarnię.
Był bardzo zdziwiony. Miał nadzieję, że to w jego szpitalu będzie szlifował się taki diament. Pogodził się ze stratą doskonałego pracownika i podziękował Michalinie za współpracę. Wypłacił pensję za ostatnie przepracowane dni i pożegnał kobietę, nie ukrywając rozczarowania.
- Jeżeli będzie miała Pani książki o medycynie, na pewno się jeszcze spotkamy. - zażartował smutno na odchodne.
Michalina była dumna ze swojej decyzji. Była na dobrej drodze, aby całkowicie zmienić swoje życie. Zaczynała od nowa. Tylko Asia jest w jej życiu niezmienne od lat. Miała nadzieję, że to nigdy nie ulegnie zmianie. Pojechała na Promenadę, aby dokonać zawarcia umowy z właścicielem parceli. Na miejscu spotkała się z Joanną. Obie były podekscytowane i pełne obaw. Transakcja przebiegła szybko. Gotówka, podpisy, po jednej umowie dla każdej ze stron i klucze. Zabrały się do roboty od razu. Michalina zadzwoniła do Jakuba z prośbą o pomoc. Razem z Joanna pojechał po farby, półki, stoliki i resztę niezbędnych rzeczy. Dobrze, że pożyczył od znajomego samochód do przeprowadzek i wszystko bezpiecznie dotarło na miejsce. Cała trójka ciężko pracowała przez kolejny tydzień. Kuba przyjeżdżał w każdej wolnej chwili, między jedną zmianą, a drugą. Przyjaciółki malowały, ustawiały, zawieszały i skręcały. Zamówiły masę książek i ostatniego dnia układały je wspólnie na półkach. Stworzyły mały plac zabaw na tyłach i małą publiczną toaletę. Były z siebie dumne i strasznie zmęczone.
- Misia, a może Ty zaczniesz pisać książki? - zapytała Asia. - Zrobimy wtedy specjalny kącik dla Twoich twórczości!
Michalina obiecała, że przemyśli propozycję i obie poszły przewietrzyć się przed księgarnię, gdzie czekał na nie Kuba. Postanowili, że oficjalne otwarcie odbędzie się w poniedziałek. Kobieta przytuliła Joannę i Jakuba, dziękując im za to, że są.
CIĄG DALSZY NASTĄPI.
*Zbieżność imion, nazwisk i sytuacji to zupełny przypadek.*
Bardzo przyjemnie czyta się Twoją historię. Masz naprawdę lekkie pióro , a teksty są dopracowane i widać, że jest na to jakiś pomysł, a nie - jak chociażby ja-wymyślasz wszystko na poczekaniu. Misia jest cudowną dziewczyną i po niemiłych doświadczeniach z przeszłości mam szczerą nadzieję, że chociaż z Kubą jakoś jej się ułoży. Jednak frapuje mnie jedno-jego rozwód. Czy aby na pewno nie była to jego wina? Pewnie jeszcze to się okaże. Myślałam, że szpital był powołaniem Miśki, a tu proszę taka zmiana- fajnie , że razem z oddanymi przyjaciółmi postanowiła założyć wspólny biznes. Takie przedsięwzięcia scalają relacje. Trochę żal mi pana Dąbrowskiego po stracie tak wybitnej pracownicy. Chociaż ta Miśka to jednak idealna nie jest- szczerze mówiąc to trochę się zapędziła tak gwałtownie przechodząc z oddanej przyjaźni do łóżka. Zwróciłam ponadto na to, że Michalina "bezgranicznie ufała"-hmm..coś czuję, że takie zaufanie nie zawsze jest dobre. Oby tylko na tym źle nie wyszła. Kuba , traktuj Misię jak prawdziwą damę, którą jest, a wszystko się ułoży.
Niespodziewany obrót sprawy z tą księgarnią! Ale bardzo ciekawy
Mam nadzieję, że Jakub pozostanie tak dobrym człowiekiem i nie okaże się, że skrywa drugie, gorsze oblicze.
Uwielbiam Twoją historię
Zaczynam się zastanawiać, czy Miśka podjęła słuszną decyzję rezygnując z pracy, coś mi tu trochę zaczyna nie grać, hmm ... ale może to tylko takie przeczucie ... widzę dwa scenariusze na obecną chwilę i zastanawiam się jak się historyjka potoczy dalej. Z jednej strony nieoczekiwane pojawienie się przyjaciółki i jej ratunek, który mógł wzbudzić w Misi cieplejsze uczucia przyjaźni do Asi, no i to pojawienie się znikąd Kuby ... co owocuje prawie nagłym romansem, hmm, chyba za szybko dziewczyna się zaangażowała, zwłaszcza po pierwszym nieudanym związku co wzbudza najbardziej moje podejrzenia ... tym bardziej, tak drastyczne zmiany, zaczynają zachodzić w jej życiu, co prawda Miśka uwielbia książki więc dla niej otwarcie księgarni to pewnie szczyt marzeń, no i czemu Asia też nie pisze książek tylko sugeruje to przyjaciółce, tak jakby wszystko było ukatowane z góry z Kubą włącznie ... Nie zdziwiłbym się gdyby nagle się okazało, że Kuba i Aśka to para która chce wykorzystać Miśkę, znając jej upodobania i słabe strony mają wielkie pole do popisu. Z drugiej strony, jeżeli ta przyjaźń jest szczera, to naprawdę może coś z tego wyjść, bo bohaterka wreszcie się spełnia, rozwija swój dar i może będzie słynną pisarką, dodatkowo w jej życiu pojawił się fajny facet, który jej pomaga i dba o nią, bynajmniej na razie ... Ciekaw jestem jak poukładasz dalej tą historię, po cichu trzymam kciuki, za Misię cokolwiek by się nie działo, to wspaniała kobietka i da sobie radę
Haha, moja romantyczna dusza idealizuje Kubę i już mu szczęśliwą przyszłość z Miśką wróży, a tu Andrzej przyleciał bombowcem z intrygami rodem z dobrego kryminału Ciekawe pomysły na intrygi, ciekawe I tym bardziej chce się dowiedzieć jak to będzie "naprawdę"
Zdecydowanie wersja Andrzeja mi przypadla do gustu , bo jak na razie mamy tu typowe love story, powazne i smutnawe z powazna, obowiazkowa bohaterka pelna zasad i cnot wszelakich. No ale tak szlachetna, moralna postac zasluguje na to zeby jej sie wreszcie zyciorys poukladal wiec zycze jej szczesliwego zwiazku z Jakubem plus duzo dziatwy.
Komentarz
Podejrzewam jednak, że historia ta nie skończy się już teraz, stwierdzeniem - "żyli długo i szczęsliwie". Pewnie w zanadrzu masz dla nas, czytelników niespodzianki.
Dobrze, już nie podpytuję więcej. Natomiast czekam na rozwój wypadków
Moc uścisków
Dni mijały spokojnie. Piotr codziennie dzwoni, aby powiedzieć Miśce ''Dzień dobry, kochanie. Kocham Cię. Miłego dnia''. Kobieta w końcu uwierzyła, że życie może być piękne i dobro do każdego wraca. W tygodniu dostała wolne i postanowiła spędzić ten dzień z Joasią. Zaprosiła ją do siebie, ale miała w planach zrelaksować się na świeżym powietrzu. Gdy przyjaciółka dotarła na miejsce usiadły na ławce przed jej domem i opowiadały jedna przez drugą, co spotkało je na przestrzeni kilku dni wstecz. Michalina jeszcze nie przedstawiła Piotra Joannie. Dziewczyna poruszyła ten temat.
- Miśka, dlaczego jeszcze nie poznałam Piotra? - spojrzała pytająco.
Michalina zmieszała się na chwilę. Bardzo kochała Piotrka i wiedziała, że może powierzyć mu swoje życie. Coraz mniej myślała o tym, jakie tajemnice może przed nią mieć i dlaczego tak mało o sobie mówi.
- Nie wiem, nawet gdzie pracuje. Powiesz mi o nim więcej? - nalegała.
- Właściwie to... - Michalina wyglądała na niepewną. - Nie wiem gdzie pracuje, Piotr... - powiedziała cicho.
Joanna przez chwilę nie wiedziała, czy przyjaciółka tylko żartuje, czy mówi prawdę. Jednak patrząc na nią można się było domyślić, że jest jej wstyd.
- Jesteście razem pół roku, a Ty nie wiesz gdzie pracuje? A mieszkanie? Gdzie mieszka? - kontynuowała Aśka.
- Tego też nie wiem. Nigdy nie byłam w jego domu. - starała się urwać temat Michalina.
Asia od dawna sugerowała kobiecie, że Piotr jest jej pomyłką, a nie życiową nagrodą. Zwykle miała bardzo dobre argumenty, ale nie chciała sprawiać przykrości przyjaciółce i zawsze większość zostawiała dla siebie. Faktycznie, to było bardzo dziwne. Tak często wyjeżdża, a nigdy nie mówi gdzie. Nie zaprosił ją do siebie, zawsze jadają na mieście. Niedzielne popołudnia spędzają w muzeach i na wernisażach, po nich za każdym razem lądują u Michaliny - nigdy u Piotra. Kobieta miała coraz większe wątpliwości, ale starała się to sobie tłumaczyć. Na pewno nie ukryłby przed nią niczego znaczącego, a to, że mało mówi o swoich zajęciach i zawodzie wcale o niczym nie świadczy.
- Pamiętasz, jak kładłyśmy się na dachu Twojego domu i oglądałyśmy niebo godzinami? - Asia przerwała rozmyślenia przyjaciółki.
Michalina uśmiechnęła się, a Joanna złapała ją za rękę i ukucnęła na trawie.
- To już nie ten dach, to nawet żaden dach, ale niebo zawsze będzie to samo. Chodź! - nalegała Joanna.
- Plamy od trawy się nie spierają! - ledwo powiedziała Michalina, a już znalazła się na miękkim, zielonym dywanie.
Położyły się razem na ścieżce prowadzącej do domu Miśki i opowiadały sobie, jakie kształty przybierają chmury. Michalina przez chwilę poczuła się, jak w dzieciństwie. Bardzo chciała pokłócić się z Aśką o skakankę, żeby tylko jej mama mogła je pogodzić. Bardzo chciała, żeby jej rodzice mogli być tu z nią.
Popołudnie z Asią było momentem, kiedy Michalina miała okazję znowu powrócić do pięknych wspomnień z przeszłości. Wieczorem postanowiła udać się na samotny spacer. Niedaleko jej domu był cudowny park w którym lubiła spędzać czas. Podziwiała dary Matki Natury i uśmiechała się do siebie wiedząc, że Wierzbowa Zatoczka była bardzo dobrą decyzją. Słoneczne Wybrzeże nigdy nie dałoby jej zapomnieć o tragedii i bólu. Tutaj też nie zapomniała, ale żal nie doskwierał jej chociaż w niektórych momentach. Miała Piotra i Asię. Oni stali się jej rodziną.
Nagle dostrzegła zbliżającą się sylwetkę. Wszędzie pozna ten pewny krok. Piotrek kierował się w jej stronę.
- Wiedziałem, że Cię tu znajdę. - powiedział łagodnie. - Nie jest Ci zimno?
Michalina potarła swoje ramiona czując, jak przechodzi ją dreszcz.
- Jest już późno, a noce nie są jeszcze takie ciepłe. - odpowiedziała patrząc na niego.
Wstała i wzięła go za rękę.
- Chodźmy na herbatę. Mam ochotę na rumianek. - szepnęła i ruszyła w stronę swojego domu.
Czuła się wspaniale krzątając się po kuchni i przygotowując ciepły napój. Piotr siedział na sofie i przyglądał się jej ruchom. Był nią oczarowany. Starał się, żeby czuła to w każdej chwili. Rozmawiali i delektowali się smakiem parującego płynu. Piotr dotykał jej kolana i głaskał po policzku. Dziewczyna usłyszała swój dzwoniący telefon w sypialni. Ruszyła za melodią. Numer prywatny. Michalina nie zdążyła odebrać połączenia, ale wiedziała, że to Joasia. Napisała jej wiadomość. Usłyszała za sobą kroki Piotra. Objął ją i pocałował w szyję.
- Jesteś zniewalająco piękna. Kwitniesz z dnia na dzień, jak najpiękniejszy kwiat. - komplementował mężczyzna.
Usiedli na jej łóżku. Michalina masowała jego kark. Był spięty i bez przerwy w ruchu. Wyjazdy, podróże, masa pracy, obowiązki. Ich ciała były, jak pasujące do siebie puzzle. Chemia przy tym, co ich łączyło jest tylko namiastką namiętności. Dotyk dłoni Michaliny działał na niego, jak najlepszy afrodyzjak. Zdjął koszulę i rzucił ją na krzesło. Rano będzie martwił się, jak bardzo jest zmięta...
Następnego ranka Michalina obudziła się pierwsza. Piotr zastał ją pijącą kawę. Usiadł obok niej.
- Teraz jesteś już tylko moja. - uśmiechał się zawadiacko.
Miśka zaproponowała śniadanie i chętnie przygotowała omlety wkładając w posiłek całą swoją miłość. Piotr uprzedził, że zaraz po śniadaniu ucieka do pracy. Zjedli wspólny posiłek okraszeni wspomnieniami minionej nocy. Michalina była spełniona i szczęśliwa. Jeżeli ten facet nie jest facetem jej życia, już żaden nie będzie. Pożegnała go czułym pocałunkiem i zaczęła sprzątać mieszkanie, nie mając planów na resztę dnia.
*Zbieżność imion, nazwisk i sytuacji to zupełny przypadek.*
- Kochanie, to był najwspanialszy czas w moim życiu. Każda chwila z Tobą, każdy Twój uśmiech i dotyk był jak dar od Boga. Najlepszy prezent. Jesteś bardzo wartościowa i nie patrzysz na nic powierzchownie. Czytasz książki z brzydkimi okładkami, wieszasz niedokończone obrazy. Kocham to w Tobie i chcę, żebyś do końca świata pozostała tylko moja. - uśmiechnął się. - Michalina, Skarbie. Bez Ciebie już nic nie znaczę. Wyjdziesz za mnie? - wyciągnął z kieszeni marynarki pierścionek i uniósł go w stronę Miśki.
Jej oczy błyszczały. Płakała i śmiała się jednocześnie. Była poruszona i szczęśliwa. Chciała być z Piotrem. Na dobre i na złe. W zdrowiu i chorobie. W szczęściu i nieszczęściu.
- Tak! - krzyczała. - Tak, wyjdę za Ciebie! - nie mogła opanować emocji.
Iskry leciały z ich warg, kiedy narzeczeni pieczętowali swoją miłość pocałunkami. Michalina nigdy nie pomyślałaby, że to sen. Zwłaszcza taki z którego przyjdzie jej się obudzić.
Na Michalinę spadło dużo służbowych obowiązków, co uniemożliwiło cieszenie się z dobrej nowiny. W dniu zaręczyn od razu zadzwoniła do Joanny i pochwaliła się tym, co ją czeka. Wiedziała, że Piotr chciałby skromną ceremonię, o czym niejednokrotnie rozmawiali, więc miała się na niej pojawić tylko ona i młoda para. Asia nie była zadowolona i wielokrotnie podczas sms-owych konwersacji pytała, czy jest tego stuprocentowo pewna. Za każdym razem słyszała potwierdzenie. Pod koniec tygodnia udało jej się dostać wolny dzień. Postanowili z Piotrem obejrzeć malutki kościółek w którym miała mieć miejsce uroczystość. Mężczyzna poinformował narzeczoną, że wyrwał się na chwilę z pracy i zaraz po ustaleniach musi do niej wracać. Przyjechał po nią i pojechali na miejsce. Był idealny. Pięknie zbudowany, romantyczny i klasyczny. Michalina chciała tylko zmienić parę elementów - czysto estetycznych i była gotowa brać ślub nawet za chwilę. Datę ustalili za dwa miesiące. Piotr bardzo nalegał i było widać, że zależy mu na czasie. Michalinie wcale to nie przeszkadzało.
- Pracujesz do późna, Kochanie? - zapytała po obejrzeniu kościoła.
- Około dwudziestej powinienem być wolny. Jakieś plany?
- Chciałabym, żebyś poznał Joannę. Może upiekę coś pysznego i spotkamy się wieczorem?
Piotr dość niechętnie wyraził zgodę i nawet tego nie ukrywał. Michalinę dziwiło to, że nigdy nie mieli ze sobą do czynienia, a nie darzą się sympatią. U Aśki to kobieca intuicja, a u Piotra?
Ukochany szybko zniknął za rogiem ulicy. Michalina postanowiła się przejść, zwłaszcza, że to tylko rzut kamieniem. Było bardzo ciepłe popołudnie. Szła wolnym krokiem, kiedy usłyszała zza pleców męski głos.
- Dzień dobry! - krzyczał nieznajomy.
Faktycznie, ktoś parę dni temu przeprowadził się na przeciwko. Dom bardzo długo stał pusty i odzwyczaiła się od sąsiadów. Jakub - jak się później dowiedziała - przeniósł się z Oazy Zdrój do Wierzbowej Zatoczki ze względu na pracę. Jest informatykiem i dostał tutaj kontrakt.
- Jeżeli będziesz miała ochotę na sąsiedzką herbatę, wiesz gdzie uderzyć! - polecał się Kuba.
Miśka pożegnała nowego sąsiada i ruszyła do domu, aby przygotować mały poczęstunek na wieczorne spotkanie. Po telefonie do Aśki jej entuzjazm spadł. Była niechętna, do tego próbowała się wykręcać i dała złapać się na kłamstwie. Mówiła, że wybiera się dzisiaj do Niebieskiego Aksamitu, a przecież ten klub był dzisiaj zamknięty.
- Będę o dwudziestej trzydzieści. - odparła zrezygnowana.
Michalina z resztką nadziei na udany wieczór podwinęła rękawy i zaczęła wypiekać słodkie pyszności.
Piotr przyjechał pierwszy i był widocznie spięty. Język mu się plątał i wyglądał, jakby miał za chwilę uciec. Niedługo po nim przyszła Aśka. Liczyłam na to, że atmosfera się rozluźni. W tle leciała spokojna muzyka, rozmowa kleiła się nawet nieźle. Joanna opowiadała o nowych zleceniach na parę lokali w mieście. Wiedziałam, że temat pracy będzie zgubny tego wieczora.
- Projektowanie wnętrz? Przecież to takie nudne. - skwitował Piotr.
Aśka się zagotowała. Widziałam, jak robi się czerwona ze złości i nie miałam pojęcia, jak zapobiec wybuchowi tykającej bomby.
- Może Twoje zajęcia nie są takie nudne, co? Myślę, że moja przyjaciółka byłaby wdzięczna, gdyby w końcu dowiedziała się gzie pracujesz.
Zgryzota wypływała jej z ust. Miałam wrażenie, że pojawiły się nad nimi burzowe chmury z piorunami.
- Słucham? Michalina, spowiadasz jej się ze wszystkiego? Może opowiesz jej o tym, jaką noszę bieliznę albo kiedy ostatnio widziałem Twoją? - wściekł się Piotr.
Miarka powoli się przebierała. Zamiast poznawać i oswajać ze sobą, Aśka i Piotrek ciągle skakali sobie do gardeł. Michalina prawie wcale się nie odzywała. Siedziała i obserwowała kątem oka werbalną bitwę między swoją przyjaciółką, a narzeczonym. Była zaskoczona, Piotr nigdy tak się nie zachowywał. Zaczęła obawiać się, że Joasia miała rację. A jej stuprocentowa pewność spadła o jakieś osiem.
- Dziwię się Michalinie, że daje się manipulować takiemu dupkowi, jak Ty! - wstała od stołu i kontynuowała. - Powiem Ci więcej. Dziwię się, że daje się tak oszukiwać. Co więcej, na jej miejscu nie pojawiłabym się z Tobą w żadnym publicznym miejscu. - poprawiła sukienkę. - Dzięki za starania, Miśka. Ciasto było pyszne. Zadzwonię.
Aśka wyszła. W pokoju zapanowała niezręczna cisza. Po jakimś czasie Piotr również wstał i zaczął się ubierać. Michalina wstała i podeszła do niego.
- To wszystko nerwy i stres... - zaczęła. - Piotr, spójrz na mnie. - nagliła go. - Ona się myli, prawda? - próbowała przekonać sama siebie.
- Cokolwiek powiem, ona i tak zrobi Ci wodę z mózgu. - urwał rozmowę Piotr i wyszedł.
Przez kolejne dni jej telefon milczał, a sama nie miała odwagi tego przerwać. Spędzała dużo czasu z Jakubem. Traktowała go jako przyjaciela i powiernika. Postanowiła, że on też powinien zjawić się na ślubie. Jedna osoba więcej nie wpłynie za bardzo na koszty, chociaż tylko Michalina zwracała na to uwagę. Dla Piotra wszystko musiało być najlepsze. Chodzili na spacery, do biblioteki i spędzali dużo czasu na świeżym powietrzu. Piotrek dużo pracował, dużo więcej niż wcześniej. Aśka oddała się zleceniom i sporadycznie dzwoniła. Michalina czuła się samotna i odtrącona, dlatego bywała u Jakuba coraz częściej. Zabierała ze sobą ciasta i inne słodkości. Rozmawiali o głupotach. Kuba opowiadał o byłej żonie i znaczeniu kariery w jego życiu. Ona o niepokoju związanym ze zbliżającym się ślubem i pacjentach. Uroczystość zbliżała się wielkimi krokami, a Miśka wahała się coraz bardziej.
Pracowała, kiedy zadzwonił jej telefon. Aśka zasypała ją wiadomościami, ale nie miała czasu, żeby ich odczytać.
- Skoro Twój Piotruś jest taki zapracowany, co robi o jedenastej niedaleko Twojego domu?
Michalina odpowiedziała wymijająco, ale doskonale wiedziała, że o tej godzinie miał jechać do Oazy po ważne dokumenty. Niepokoiła się, ale wolała żyć w niewiedzy niż poznać prawdę. Może tę bolesną. Najboleśniejszą. Resztę dnia spędziła u Kuby pomagając mu w urządzaniu gabinetu. Aśka zapowiedziała, że ma coś ważnego do zrobienia, a Piotr jak zawsze pracował, więc nie miała wyjścia, a bardzo nie chciała siedzieć w czterech, pustych ścianach.
Tego dnia Joanna nie odpuściła sobie po telefonie do Michaliny. Postanowiła pójść za Piotrem, bo czuła, że ten facet na kilometr śmierdzi oszustwem. Kiedy wszedł do kawiarni, zadzwoniła po taksówkę i kazała kierowcy jechać za narzeczonym przyjaciółki. Podróż doprowadziła ją do Oazy Zdrój, pod opuszczone magazyny, których nie gospodarowano przez lata. Udało jej się wślizgnąć do środka bocznymi drzwiami, które były otwarte. Zobaczyła Piotra kłócącego się z jakimś mężczyzną. Obaj wyglądali podejrzanie.
- Marek, co Ty w ogóle pieprzysz! Jakie wycofujemy się? Jakie, do cholery, wycofujemy się?! Potrzebuję więcej pieniędzy! Masz jechać do Al Simhary i ściągnąć mi te samochody, rozumiesz?! - wykrzykiwał Piotr.
- Nie rozumiesz, że to się nie uda?! Nie przejedziemy przez granicę, zatrzymają nas i nigdy nie wyjdziemy z pierdla! Piotrek, wycofajmy się!
- Nie mogę uwierzyć, że to mówisz! Michalina dała się namówić na ślub, mógłbym wziąć więcej kredytów! Marek, zastanów się nad tym!
- Podjąłem już decyzję, sprzątnij stąd te fury i zamykaj biznes, bo słabo na tym wyjdziemy.
Aśka odczekała chwilę i bezszelestnie wyszła z magazynu. Była zdruzgotana, ale też dumna z siebie, bo od początku podejrzewała go o szemrane interesy. Postanowiła dokładnie przestudiować całą sprawę. Postanowiła wrócić tam w nocy i przeszukać komputer, jaki stał przy drzwiach. Pewnie nawet prąd jest tu dostarczany na lewo, nikt nie zgodziłby się, żeby działy się tu takie rzeczy. Kiedy miała wystarczająco dużo dowodów chciała wszystkie przedstawić Michalinie, ale uznała, że znajdzie na to lepszą porę. Ślub za pięć dni. Pięć dni do zniszczenia jednego, marnego istnienia.
Dzień przed ceremonią Miśka zadzwoniła do Aśki z propozycją skoczenia do baru na małego, panieńskiego drinka. Przyjaciółka przystała na ofertę, wiedząc, że to nie ostatni panieński wieczór Michaliny. Joanna byłaby świetną aktorką - nie dała po sobie niczego poznać i udawała, że bardzo nie może doczekać się ślubu. A może naprawdę się cieszyła?
- Jeżeli spóźnię się jutro chwilę, nie zaczynajcie beze mnie. - ostrzegła Asia.
Rozeszły się do domu, aby wyglądać zniewalająco na uroczystości.
Ślub miał rozpocząć się o dziesiątej. Michalina wyglądała pięknie. Jakub już czekał, brakowało tylko Piotra i Joanny. Nie obyło się bez niedomówień, kiedy już się pojawił.
- Kto to w ogóle jest i dlaczego jest na moim ślubie?! - warczał pan młody.
Michalina załagodziła sytuację i cała trójka weszła do kościoła.
- Gdzie ona jest? Nigdy nie może być punktualnie? - znowu narzekał Piotr.
Aśka spóźniała się godzinę. Michalina bardzo chciała, żeby była przy uroczystości, ale czas naglił, a kościół nie był wynajęty na ich własność. Już mieli składać przysięgę, kiedy wpadła Joanna.
- Miśka, nie rób tego! - krzyczała. - On nie jest wobec Ciebie szczery! Wiesz dlaczego nigdy nie mówił o pracy i zawsze było go stać na drogie kolacje? Michalina, on sprzedaje kradzione samochody. Jego banda odwala czarną robotę za granicą, on je przewozi i sprzedaje za kolosalne ceny. Michalina, na Boga, nie rób tego! Biorąc go za męża, możesz być pewna, że już nic dobrego w życiu Cię nie spotka. Miśka...
Panna młoda wybuchnęła płaczem. Wizja jej idealnej miłości legła w gruzach. Piotr zrobił jej niewyobrażalną krzywdę. Nigdy mu tego nie wybaczy. Asia patrzyła na nią i sama była bliska płaczu widząc, jak jej najbliższej i jednej przyjaciółce pęka serce.
- Jesteś z siebie zadowolony, oszuście?! - krzyczała w stronę Piotra Joanna.
- Ty wścibska kretynko! Mogliśmy żyć obrzydliwie bogaci, bez zmartwień - do końca życia! Wszystko spieprzyłaś! Miśka, Kochanie... - próbował objąć niedoszłą żonę. - To nie tak... Jeszcze może być dobrze... - zapewniał.
Michalina spojrzała na niego ze złością, zalana łzami.
- Jak mogłeś mi to zrobić? - lamentowała. - Jak mogłeś mnie tak wykorzystać? Gdybym zaszła w ciążę naraziłbyś też nasze dziecko dla zysku?! Ne zasługujesz na miłość! Żadną miłość, rozumiesz?! - płakała coraz głośniej. - To koniec, Piotr! Koniec wszystkiego! Nie ma już nas - jesteś Ty i ja. I najlepiej będzie, jak nigdy się już do mnie nie zbliżysz! - spojrzała na niego. - Kochałam Cię taką miłością, jakiej już nigdy nikt Ci nie da, Piotr. Nie mogę w to uwierzyć... - ucichła.
Aśka podeszła do niej i zaczęła tłumaczyć, że zrobiła to dla jej dobra.
- Dziękuję, że to zrobiłaś, Asia... - mówiła słabym głosem.
Joanna spojrzała na Piotra z pogardą.
- Wynoś się stąd. Przedstawienie dobiegło końca. Zabieraj zabawki i już Cię tu nie ma.
Zgromadzeni rozeszli się w swoje strony. Michalina w białej sukni poszła do parku w którym zawsze rozmyślała o Piotrze. Chciała być sama. Wiedziała, że jej złamane serce nie może być zaklejone zwykłym plastrem. Cierpiało i krwawiło. A najbardziej cierpiała Michalina. Żyła czymś, co miało dać jej cudowne życie, a zabrało wszystko, co do tej pory zdążyła zbudować.
*Zbieżność imion, nazwisk i sytuacji to zupełny przypadek.*
Fajne zdjęcia robisz do opoiweści, podbaja mi się
Myślę, że jeszcze dzisiaj poznamy dalsze perypetie Michaliny. Do zobaczenia w Wierzbowej Zatoczce.
Michalina jako niedoszła żona czuła się wyjątkowo paskudnie. Płakała całymi nocami, unikała kontaktu z Aśką i bała się, że może spotkać Piotra na ulicy albo w szpitalu. Zrezygnowała z samotnych, wieczornych spacerów i powrotów z pracy piechotą. Tylko przed Jakubem nie czuła wstydu i pozwala mu się odwiedzać, a nawet dawała się namówić na wizyty u niego. Joanna nie dawała za wygraną i często przychodziła do Michaliny, ale kobieta rzadko otwierała drzwi. Najczęściej gasiła światło i udawała, że jej nie ma, bądź krzyczała przez drzwi, że chce być sama.
Dni mijały. Michalina była wzorową pracownicą i niosła ogrom pomocy każdego dnia. Stała się lekarzem pierwszego kontaktu, a w jej obowiązki weszły wizyty domowe. Leczyła przeziębienia i ratowała życia. Za wszelką cenę nie przenosiła prywatnego bałaganu do pracy, a jej problemy nie przekładały się na stosunek wobec pacjentów. Zawsze uśmiechnięta i profesjonalna - żeby nikt nie odkrył tragedii, jaką w sobie skrywa.
Na tym stanowisku pracowała mniej dni w tygodniu, ale o dwie godziny dłużej. Brała wszystkie dodatkowe dyżury i każdą domową wizytę. Jej zarobki diametralnie wzrosły i zapragnęła mieć w domu mały bar. Żeby było miło, kiedy przyjdą goście - tłumaczyła sobie. O pomoc poprosiła Jakuba. Trzydziestodwuletni mężczyzna był dżentelmenem. Nie odmówił i nie chciał za to żadnych pieniędzy.
- Możesz zapłacić mi tylko uśmiechem. - odparł.
Roboty było bardzo dużo. Kuba musiał odrobinę powiększyć kąt pokoju i wstawić dwa nowe okna. Pomalował, wytynkował i zawiesił półkę. Michalina była zachwycona. Po dwóch dniach miała swój nowy bar. Patrzyła z dumą, jak Jakub ściera pył z ram okien. Musiał być naprawdę fantastycznym mężem. Nigdy nie powiedział dlaczego rozwiódł się z żoną, ale Miśka przeczuwała, że to musiała być jej wina.
- Podoba Ci się? - spojrzał na nią ocierając pot z czoła.
- Jest świetny! - mówiła podekscytowana Michalina.
Resztę popołudnia sprzątała w całym domu, żeby jak najszybciej doprowadzić mieszkanie do stanu sprzed remontu. Dokładnie posprzątała również łazienkę i sypialnie. Dumnie patrzyła w stronę swojego baru i postanowiła z niego skorzystać.
- Za Jakuba! - wzniosła samotnie toast.
Toast, który doprowadzi ją do zguby...
Michalina straciła umiar i rano nie słyszała budzika. Obudziła się sama około dwunastej. Na jej komórce było siedem nieodebranych połączeń. Trzech współpracowników próbowało się do niej dodzwonić. Wiedziała, że nie powinna tyle pić, zwłaszcza kiedy rano miała wstać do pracy. Bała się zadzwonić i wytłumaczyć. Nie wiedział, co powinna powiedzieć - na pewno nie prawdę. Po paru wdechach wybrała numer ordynatora.
- Gdyby nie byłaby Pani taka zdolna z pewnością wyciągnąłbym większe konsekwencje. - karcił ją. - Proszę zrobić sobie dzisiaj wolne i upewnić się, że jutro Pani nie zaśpi. Do widzenia.
Paliła się ze wstydu i cieszyła się, że nikt jej teraz nie widzi. Ubrała się i weszła do pokoju. Zamknęła oczy. W jej nozdrza wpadał ostry zapach porozlewanego alkoholu. Pootwierała okna i umyła podłogi. Pozbierała szklanki i wszystkie pozmywała. Szlochała cicho nad zlewem, a szum wody tylko to zagłuszał. Usiadła przy stole i rozejrzała się po pomieszczeniu. Miliony wspomnień pojawiły się w jej głowie. Każdy pocałunek, słowa, dotyk. Był jej pierwszym mężczyzną. Miał wszystko to, co powinien mieć prawdziwy facet. Prawie wszystko. Prawdziwy facet nigdy nie kłamie.
- Prawda boli tylko raz, kłamstwo za każdym razem. - próbowała pocieszyć sama siebie.
Nagle do jej głowy przyszedł najgorszy pomysł na świecie. Wstała, założyła buty i wyszła z domu. Pierwszy raz od feralnego dnia. Śmiało, pewnie. Po paru minutach stanęła pod kościołem. Kiedy stawiała stopę na pierwszym schodzie jej pewność spadła. Wahała się, ale weszła do środka. Tamten dzień powrócił do niej, jak bumerang i uderzył w głowę. Stała, patrzyła na łuk weselny i zaczęła płakać, jak nigdy dotąd. Wyciągnęła telefon.
- Halo, Kuba? Jesteś w domu? Zaraz będę, właśnie wychodzę z kościoła. - powiedziała cicho.
Stała tak jeszcze chwilę po czym odwróciła się i wyszła, głośno trzaskając drzwiami. Szybko obrała kierunek i ruszyła w stronę domu Jakuba.
Otworzył jej i wyglądał na zmartwionego. Długo stali w milczeniu. Michalina miała spuszczoną w dół głowę. Ściskała fragment spódnicy i zagryzała wargę. Czuła, jakby zrobiła coś złego i miała być zaraz ukarana. Jakby zbiła wazon albo nie posprzątała pokoju.
- Po co tam poszłaś, Miśka? Mało Ci jeszcze? Potrzebujesz więcej łez i cierpienia? - spojrzał na nią znad okularów. - Tak bardzo chcesz wracać do tego każdego dnia? Zaczyna to od nowa i od nowa? Nigdy nie ruszysz z miejsca, jeżeli dasz przygwoździć się wspomnieniami o Piotrze do podłogi. - kontynuował. - Zmień coś w swoim życiu. Kup sobie nowy ciuch, nowe łóżko, lustro do łazienki. Pokaż sobie, że dasz radę podjąć się czegoś nowego. Zmień pracę, jeżeli chcesz. Znajdź nowe hobby, jeżeli chcesz. - Jakub wziął Michalinę za rękę i usiedli na kanapie.
Patrzył jej w oczy. Michalina zbliżyła swoją twarz do jego. Nie wiedziała, co się dzieje. Nie mogła rozróżnić uczuć jakie się w niej kumulowały.
- Słuchaj, Misia. Nikt nie chce dla Ciebie źle. Jeżeli podasz mi swoją dłoń, poprowadzę Cię. Nie bój się. Nie bój się próbować. Już wiesz, że dotykając żelazko od spodu, możesz się poparzyć. Ale nie zrobisz tego, jeżeli będziesz je dobrze trzymała. Miśka, pomogę Ci. Tylko daj sobie pomóc. - otoczył ją ramieniem i mocno przytulił. - Wszystko będzie dobrze, Mała. Zostań dzisiaj u mnie. Prześpię się na kanapie.
Michalina skinęła głową i zaproponowała, że coś dla nich ugotuje. Jakub poszedł chwilę popracować, a Michalina ruszyła do kuchni. Uśmiechnęła się do siebie, bo dobrze czuła się w jego domu. Zjedli wspólnie posiłek, po czym Kuba zaproponował, żeby poszła się zdrzemnąć. Położyła się i spała tak do rana. Kuba co chwilę do niej zaglądał i nie zmrużył oka tej nocy, aby być przy niej, kiedy będzie tego potrzebowała.
Obudziła się bardzo wcześnie i zastała Kubę śpiącego na kanapie. Przykryła go kocem i wyłączyła telewizor. Zrobiła śniadanie i pozostawiła w kuchni z karteczką: Następnym razem śniadanie u mnie. Wzięła jabłko ze stołu i postanowiła pójść do pracy piechotą. Strach ma wielkie oczy dopóki nie stanie się z nim twarzą w twarz. Dotarła pierwsza i przywitała nocną zmianę. Osobiście przeprosiła ordynatora i zapewniła, że to się więcej nie powtórzy. Obiecała również, że weźmie dzisiaj nadprogramowe godziny i odrobi papierkową robotę. Ordynator wyglądał na zadowolonego z tego układu. Na odchodne zażartował, że powinna częściej zasypiać. Oboje się zaśmiali. Michalina postanowiła dzisiejszego dnia nie przyjmować pacjentów i zająć się analizą pobranych próbek. Przed godziną dziewiętnastą dostała SMSa od Aśki. ''Piotr jest koło szpitala, widziałam go z tramwaju. W razie czego dzwoń''. Przeszedł ją dreszcz, a jednocześnie szczęście, że nie musi przeprowadzać żadnych badań, bo mogłoby to się skończyć ostrą konfrontacją. Pytając o to później koleżankę z recepcji dowiedziała się, że Piotr koniecznie chciał zapisać się na wizytę do Michaliny i bardzo zdenerwował się, gdy wyznała zgodnie z prawdą, że wszystkie terminy są zajęte. Poprosiła, aby w przyszłości nigdy nie zapisywała go do niej i w skrócie opowiedziała, co ją spotkało. Recepcjonistka spojrzała na nią z czułością i wyraziła na to zgodę. Po zakończonej zmianie wyszła ze szpitala i ruszyła w stronę domu jak dawniej, czerpiąc jak najwięcej radości z pobytu na świeżym powietrzu. Od razu po wejściu do domu weszła do swojej sypialni i wyrzuciła zdjęcie z Piotrem. Na jego miejscu pojawiły się zdjęcia Jakuba. Była z siebie dumna i zrozumiała, że wdraża w życie rady Kuby. Przed snem poszła biegać, aby zdrowo się zmęczyć i lepiej spać.
CIĄG DALSZY NASTĄPI.
*Zbieżność imion, nazwisk i sytuacji to zupełny przypadek.*
Michalina zrobiła sobie długi weekend i poprosiła o wolny piątek. Nikt nie miał nic przeciwko zwłaszcza, że dzień wcześniej wyszła przed 22. Mimo tego, że medycyna była jej pasją i rzekomym powołaniem, czuła się coraz bardziej sfrustrowana. Doskwierał jej fakt, że nie potrafi poradzić sobie z własnym życiem, a każdego dnia ma w rękach czyjeś. Bardzo poważnie myślała nad słowami Jakuba. ''Zmień pracę, jeżeli chcesz. Znajdź nowe hobby, jeżeli chcesz.'' - cały czas miała to w głowie. Kuba miał rację. Pozostawało jej tylko przemyśleć, co powinna dalej zrobić. Piątkowy ranek spędziła na świeżym powietrzu. Przechadzała się po świeżej trawie i przyglądała się krzakom pokrytym pięknymi kwiatami. Była zadowolona, pogoda bardzo dopisywała. Postanowiła zaprosić do siebie Asię i Kubę, aby miło spędzić czas. Popołudniu poszła się odświeżyć i oczekiwała swoich gości. Pierwsza przyszła Joanna, zaraz za nią Jakub. Było tak jak dawniej. Śmiali się i żartowali. Było widać, że Aśka od początku polubiła Kubę. Już w dniu niedoszłego ślubu dobrze im się rozmawiało. Michalina postanowiła opowiedzieć przyjaciołom o swoich przemyśleniach i wątpliwościach. Kuba wyglądał na szczęśliwego.
- Zastanów się, co lubisz robić i zacznij to robić. - powiedziała Asia.
Michalina zastanawiała się chwilę.
- Książki! Kochasz książki! - wykrzykiwała entuzjastycznie przyjaciółka. - Miśka, otwórzmy własną księgarnię! Wyobraź sobie tylko! Książki, zapach nowości, kącik z kawą! Uwielbiasz piec, więc co rano możesz gościć klientów ciastem! Dołożymy do interesu po równo i będziemy podejmowały decyzje wspólnie. - przekonywała Asia.
- A ja będę mógł w końcu w spokoju wertować podręczniki od programowania! - wtrącił się Kuba. - To świetny pomysł, Misia. Naprawdę.
W duchu Michalina była zachwycona pomysłem i chciała odejść ze szpitala z dnia na dzień. Postanowiła, że załatwi to już jutro. Joanna obiecała, że zrezygnuje z najbliższych zleceń i pomoże urządzić Miśce księgarnię. Znalazły w internecie idealny lokal na Promenadzie Magnolii i obie zgodnie zdecydowały, że od razu zadzwonią do właściciela. Chciał sprzedać działkę za parę groszy i umówił się z dziewczynami na podpisanie umowy. Asia skakała z radości i ściskała Michalinę.
- Muszę już lecieć, Kochani! Misia, jesteśmy w kontakcie! - powiedziała w biegu Joanna.
Michalina i Jakub zostali sami. Żywo rozmawiali o podjętej decyzji. Mężczyzna gratulował Michalinie odważnej decyzji i rozpoczęcia zmian w swoim życiu.
Michalina zaproponowała małego drinka, aby uczcić biznes, który miał wyjść spod jej rąk. Rozmowa bardzo szybko zmierzała na dwuznaczne tory. Drinków przybywało, robiło się coraz cieplej. Kobieta bezgranicznie ufała Jakubowi. Wiedziała o nim zdecydowanie więcej niż o swoim dawnym narzeczonym. Nic przed nią nie ukrywał i dzielił najbardziej intymnymi przemyśleniami. Nie ukrywał, że jest po rozwodzie, a Michalina z wdzięczności za szczerość - nie dopytywała o szczegóły. Ludzie się schodzą i rozchodzą, najwidoczniej tak ma być. Sama była tego najlepszym przykładem. Po kilku szklankach dobrze zakrapianego napoju usiedli na kanapie. Michalina czuła się przy nim wyjątkowo kobieco. Uwodziła i kokietowała. Kuba posuwał się o krok dalej, cały czas kontrolując jej reakcję. Położył dłonie na jej ramionach, które pod naporem stanowczych ruchów stawały się coraz bardziej rozluźnione. Procenty wariowały im w głowach. Cieszyli się swoją obecnością, a postawa Jakuba dawała jej coraz bardziej do zrozumienia, że nie każdy mężczyzna jest taki sam. Michalina zbliżyła policzek do jego ręki, która zwiedzała jej ramię. Łasiła się i mruczała, jak malutka kotka. Kuba wstał.
- Miśka, chcę żebyś wiedziała, że nie zależy mi tylko na jednym. Kobiety takie, jak Ty się kocha i adoruje, a nie używa. - spojrzał na nią.
Kobieta również wstała i przylgnęła do niego całą sobą. Ułamki sekund, chwila błogości. Ich usta połączyły się w czułym pocałunku. Wylądowali w jej sypiali, opadając na łóżko i oddając się sobie bez żadnych granic.
Rano czuła się jak nowo narodzona. Wyślizgnęła się cicho z łóżka i przygotowała dla nich śniadanie. Nie miała wyrzutów sumienia i nie uważała, że zrobiła coś niestosownego. Była dorosła. Dorośli ludzie okazują sobie uczucia. Nie wybrała pierwszego lepszego z baru. Nie poszła z nikim do łóżka za pieniądze. Darzyła Jakuba wielkim uczuciem, którego nie potrafiła zdefiniować i wyrazić słowami. To nie było złe. Po przygotowaniu posiłku poszła obudzić Kubę.
- Nie spodziewałem się, że śniadanie u Ciebie będzie miało miejsce tak szybko. - uśmiechnął się. Michalina pozwoliła mu się spokojnie ubrać i zadzwoniła do ordynatora, aby umówić się na spotkanie. Był zdziwiony, że chce zjawić się w szpitalu wolnego dnia. Zjadła wspólne śniadanie z Jakubem, po czym odwiózł ją pod szpital. Pocałowała go w policzek na pożegnanie i obiecała, że zadzwoni. Weszła do szpitala i skierowała się prosto do gabinetu ordynatora.
- Panie Dąbrowski, chciałabym zrezygnować z pracy w szpitalu. - zaczęła spokojnie.
Lekarz wyglądał na zaskoczonego i zmieszanego. Nie mógł wydusić z siebie słowa. Patrzył na nią ogromnymi oczami.
- Gdyby była możliwość wymówić mi umowę od razu, byłabym bardzo wdzięczna. - kontynuowała.
- Chwileczkę, chyba czegoś nie rozumiem, Pani Michalino. Jak to zrezygnować? Jak to wymówić? Ktoś jest w stosunku do Pani niemiły? A może chodzi o pieniądze? Dobrze Pani wie, że mogę to zmienić. - namawiał Dąbrowski.
- Nie chodzi o żadną z tych rzeczy. Zaczynam pracować na własną rękę.
- Więc rozumiem... Prywatny gabinet. Gdzie? W Oazie czy tu u nas? - dopytywał.
- Nie zrozumiał mnie Pan. Na własną rękę, ponieważ otwieram księgarnię.
Był bardzo zdziwiony. Miał nadzieję, że to w jego szpitalu będzie szlifował się taki diament. Pogodził się ze stratą doskonałego pracownika i podziękował Michalinie za współpracę. Wypłacił pensję za ostatnie przepracowane dni i pożegnał kobietę, nie ukrywając rozczarowania.
- Jeżeli będzie miała Pani książki o medycynie, na pewno się jeszcze spotkamy. - zażartował smutno na odchodne.
Michalina była dumna ze swojej decyzji. Była na dobrej drodze, aby całkowicie zmienić swoje życie. Zaczynała od nowa. Tylko Asia jest w jej życiu niezmienne od lat. Miała nadzieję, że to nigdy nie ulegnie zmianie. Pojechała na Promenadę, aby dokonać zawarcia umowy z właścicielem parceli. Na miejscu spotkała się z Joanną. Obie były podekscytowane i pełne obaw. Transakcja przebiegła szybko. Gotówka, podpisy, po jednej umowie dla każdej ze stron i klucze. Zabrały się do roboty od razu. Michalina zadzwoniła do Jakuba z prośbą o pomoc. Razem z Joanna pojechał po farby, półki, stoliki i resztę niezbędnych rzeczy. Dobrze, że pożyczył od znajomego samochód do przeprowadzek i wszystko bezpiecznie dotarło na miejsce. Cała trójka ciężko pracowała przez kolejny tydzień. Kuba przyjeżdżał w każdej wolnej chwili, między jedną zmianą, a drugą. Przyjaciółki malowały, ustawiały, zawieszały i skręcały. Zamówiły masę książek i ostatniego dnia układały je wspólnie na półkach. Stworzyły mały plac zabaw na tyłach i małą publiczną toaletę. Były z siebie dumne i strasznie zmęczone.
- Misia, a może Ty zaczniesz pisać książki? - zapytała Asia. - Zrobimy wtedy specjalny kącik dla Twoich twórczości!
Michalina obiecała, że przemyśli propozycję i obie poszły przewietrzyć się przed księgarnię, gdzie czekał na nie Kuba. Postanowili, że oficjalne otwarcie odbędzie się w poniedziałek. Kobieta przytuliła Joannę i Jakuba, dziękując im za to, że są.
CIĄG DALSZY NASTĄPI.
*Zbieżność imion, nazwisk i sytuacji to zupełny przypadek.*
Mam nadzieję, że Jakub pozostanie tak dobrym człowiekiem i nie okaże się, że skrywa drugie, gorsze oblicze.
Uwielbiam Twoją historię