Witajcie. Nowy dodatek, a co za tym idzie, nowa kariera, natchnęła mnie do stworzenia historii pod tytułem ''Recepta na miłość''. Stawiam tu pierwsze kroki i mam nadzieję, że uda mi się tu zadomowić. Zapraszam do życia Michaliny. :-)
Michalina dorastała w bardzo ciepłej rodzinie. Marzeniem jej ojca było zaszczepienie w niej dobroci i chęci niesienia pomocy drugiemu człowiekowi. Niedługo po wzorowo zdanej maturze Michalina wyjechała na studia, aby rozpocząć nową drogę, którą miała być medycyna. Długo nie mogła pogodzić się z tym, że wyjeżdża tak daleko od rodzinnego domu; zostawiając rodzinę, przyjaciół i dotychczasowe życie. Michalina uczyła się bardzo dobrze. Miała niewiele wspólnego ze stereotypowym studentem. Dużo czasu spędzała w bibliotece. Chciała być dumą swoich rodziców i jak najlepiej rozpocząć dorosłe życie.
Przed zakończeniem studiów Michalina miała stypendium, była szanowana i lubiana; zawsze przygotowana, punktualna i uczynna. Mogłoby się wydawać, że los nie powinien spłatać jej nawet najmniejszego figla, a zesłał na nią największą tragedię. Jej rodzice chcąc zrobić jej fantastyczną niespodziankę i przyjeżdżając na uroczystość rozdania dyplomów zginęli w wypadku samochodowym. To był dla niej cios. Poczuła, jak całe życie wypada jej z rąk. Bardzo kochała rodziców. Strata ich była nieodwracalną zmianą w jej osobowości. Wiedziała, że rodzice kochali swoją Miśkę - jedyną i wzorową córkę. Wszystko co mieli, przepisali na nią już lata temu, wiedząc, że starość nie zapomni też o nich. Rodzinny dom wzbudzał w niej zbyt dużo wspomnień i żalu. Sprzedała go, chociaż nie był wiele warty. Udała się szukać szczęścia do Wierzbowej Zatoczki z jedną walizką i niezbyt sporą sumą pieniędzy na koncie. Mogła sobie pozwolić na mały, skromny domek, który miał być jej nowym domem. Nowym i jedynym.


Michalina nie chciała marnować czasu - napisała swoje nowe CV i wysłała je do miejscowego szpitala. Nie trzeba było długo czekać na odzew. Ordynator był zachwycony jej osiągnięciami, ilością ukończonych kursów i praktyk. Michalina Jóźwiak - Stażystka w szpitalu imienia T. Pozy. Była szczęśliwa, bo wiedziała, że jej ojciec jest z niej dumny i patrzy na nią z czułością z nieba. Zaczynała już następnego dnia, aż trudno było jej zasnąć z podekscytowania.
Obudziła się bardzo wcześnie w pełni wypoczęta. Od lat każdego ranka uprawiała jogging, dla samej siebie - żeby czuć się rześko i zdrowo. Nie znała okolicy, więc nie zapuszczała się zbyt daleko. Jednak na pierwszy rzut oka wiedziała, że wybrała idealną okolicę i otaczają ją piękne miejsca. Jeszcze tylko kawa, śniadanie i do pracy!
Już pierwszy dzień pracy uświadomił Michalinie, że wybór zawodu był słuszny. Wdzięczność i życzliwość ludzi jest bezcenna. Uśmiechy dzieci, którym wcale nie było do śmiechu, gdy wchodziły do szpitala. Wracała do domu zmęczona, spełniona i świadoma tego, że nie może zmienić całego świata, ale najważniejsze zmiany zaczynają się od nas samych.
Miśka z dnia na dzień odkrywa w sobie coraz większe powołanie i bardzo się angażuje. Tak bardzo, że już po paru dniach sama łapie męczącą chorobę. Jednak stary sposób ukochanej mamy - duży kubek rumiankowej herbaty i drzemka - stawia ją na nogi! Chyba nie myśleliście, że weźmie sobie dzień wolnego, prawda? :>
Dni w pracy mijały coraz przyjemniej. Pacjenci z nawracającymi chorobami już dobrze znali jej imię. Dla dzieci była ''ulubioną Panią Misią'', zawsze uśmiechnięta i opiekuńcza. W wolnych chwilach zajmowała się również oddziałem, nie widziała przeszkód w wycieraniu podłóg, wyrzucaniu śmieci albo ścieleniu łóżek. Lekarze widzieli w niej duży potencjał i na radzie postanowili dać jej szansę. Miśka stała się sanitariuszką.
Praca pochłaniała cały jej czas. Nadal nie miała żadnych bliższych przyjaciół, oprócz znajomych ze szpitala. Wolne wieczory spędzała na spacerach i czytaniu książek. Była niezaprzeczalnie największym molem książkowym na studiach. A nic tak dobrze nie czyta się wieczorami, jak poezję.
Wydawałoby się, że nic nie zmieni rutyny, jaka zapanowała w życiu Michaliny. Aż do czasu, gdy chwilę po rozpoczęciu jej zmiany na oddział przyszedł Piotr. Wrócił z egzotycznej podróży, a na jego ciele stopniowo pojawiały się zaczerwienienia. Nogi się pod nią ugięły, gdy pojawiła się w rejestracji. Przystojny, elegancki i skory do flirtów Piotr trafił w ręce Miśki. Od razu bardzo odważnie zagadywał, nawet śmiech z jego szpitalnego wdzianka nie zrobił na nim wrażenia. Sanitariuszka sama siebie karciła za to, jaka jest nieprofesjonalna, ale po dłuższej rozmowie dała namówić się na wymianę numerów. Gdy do sali wszedł jej przełożony natychmiast ich rozmowa zmieniła tok na objawy i chorobę, po czym rozpoczęła badanie.
Reszta dnia minęła jej w cudownym nastroju. Nuciła melodie ulubionych piosenek i uśmiechała się do personelu, jak nigdy wcześniej. Była tak pobudzona i pełna energii, że została dłużej, aby pomóc we wprowadzaniu wyników badań do bazy. Zrobiła sobie gorącą kawę i przez cztery godziny wpisywała dane w rubryczki. Fascynujące!
Ledwo dotarła do domu, a jej telefon rozbrzmiał znanym jej dzwonkiem. To Piotr. Nie spodziewała się, że tak szybko zadzwoni.
- Jestem w okolicy, znajdziesz dla mnie chwilę? - ciepły głos wpadał Michalinie w ucho. Zgodziła się, umówili się za czterdzieści minut. Co można upichcić w czterdzieści minut? Bajgle jagodowe! Miśka ruszyła w stronę lodówki i zaczęła przygotowywać przekąskę. Dokładnie o umówionej godzinie rozległo się pukanie do drzwi. Rozmowa kleiła się wyjątkowo dobrze; żarty, ciekawe historie. Piotr okazał się wspaniałym facetem, a na zakończenie wieczoru zaproponował wspólne oglądanie gwiazd. Nie pamiętała o swoim wypieku do czasu aż usiadła w fotelu, a jej kiszki zaczęły grać marsza. Czyżby Michalina znalazła w swoim życiu prawdziwego, książkowego bohatera?
CIĄG DALSZY NASTĄPI.
*Zbieżność imion, nazwisk i sytuacji to zupełny przypadek.*
Komentarz
Bardzo dobrze piszesz, głęboko osadziłaś historię pozytywnej bohaterki, którą spotkała tragedia przewracająca życie do góry nogami, ale w końcu wszystko powoli zaczyna się układać. Jestem ciekawa jak potoczą się dalsze losy Michaliny
P.S. Bardzo mądre słowa w sygnaturze
Sama Michalina kojarzy się dostojnie i troche poważnie jednak jak widac po story nosi ją pozytywna cheć pomagania i jak widać to czynienie dobrego sie opłaca
Michalina i Piotr spotykali się parę tygodni. Ich znajomość zmierzała w bardzo dobrym kierunku. Często przychodził po nią do pracy, zabierał na spacery do parku i dawał upominki. Oboje byli wielbicielami literatury, więc zbiory Michaliny powiększały się przy każdej okazji. Organizowała swój czas tak, aby móc się spełniać zawodowo i uczuciowo, mimo tego, że do tej pory żadna ze stron nie wspominała o związku albo chociażby o czymś poważniejszym.
Ordynator szpitala w którym pracowała Michalina był zachwycony jej osiągnięciami przez taki krótki czas pracy. W jedno ze środowych popołudni zaprosił ją do swojego gabinetu na rozmowę. Okazał jej swój podziw i podziękował za zaangażowanie, tym samym proponując nowe stanowisko- Technik Medyczna. Była bardzo zaskoczona, bo bardziej spodziewała się bycia Asystentką. Podziękowała Ordynatorowi i od razu zadzwoniła do Piotra. Był ucieszony i zapytał, czy mógłby przyjść na szczepienie, bo znowu czeka go służbowy wyjazd w egzotyczne strony i nie zamierza wrócić z równie okropną chorobą, jak ostatnio. Michalina zgodziła się i powiedziała, żeby dał znać, gdy pojawi się w rejestracji, wtedy od razu zabierze go do gabinetu.
Na oddziale zrobiło się stosunkowo spokojnie, żadnych ostrych przypadków. Michalina siedziała przy komputerze w gabinecie doktora Nowaka i pomagała w porządkowaniu terminów wizyt prywatnych. W tym momencie zadzwonił telefon, a Miśka wyszła, aby zaszczepić Piotra. Wyglądało na to, że cieszy się, że ją widzi. Rozmawiali chwilę, Piotr prawił jej komplementy. Była bardzo szczęśliwa mimo okoliczności spotkania. Powiedział jej, że musi wyjechać na trzy tygodnie służbowo, ale obiecał, że będzie pisał i dzwonił. Zrobiło jej się smutno, ale wiedziała, że wróci i znowu będą mogli się spotykać. Miała też czas, żeby wszystko przemyśleć i zacząć podejmować jakieś kroki.
- Pani Michalino, potrzebujemy pomocy! Do miejscowej podstawówki dotarła epidemia różyczki. Te dzieciaki ledwo stoją na nogach! - doktor Nowak wbiegł do sali i ponaglił Michalinę. Pożegnała się z Piotrem i udała się przyjmować maluchy. Oby tylko się nie zaraziła!
*Zbieżność imion, nazwisk i sytuacji to zupełny przypadek.*
Podróż trwała niecałą godzinę. Michalina podziwiała piękne widoki zza szyby pociągu. Ostatnia stacja - Granitowe Kaskady. Gdy tylko dotarła pod swój letniskowy domek mogła odetchnąć pełną piersią. Była zafascynowana otoczeniem. Aby dostarczyć sobie energii do południa postanowiła upiec kilka ziemniaków na grillu. Nic tak nie dodaje smaku, jak prawdziwe masełko i odrobina pieprzu!
Zaraz po posiłku postanowiła rozejrzeć się odrobinę i trafiła na punkt informacyjny. Mapa wskazała jej kilka łowisk. Wypożyczyła wędkę i ruszyła do pierwszego, które zobaczyła. To był najlepszy wybór, jakiego mogła dokonać!
Udało jej się złowić parę dobrych okazów, które od razu wypuściła z powrotem do wody. Kochała zwierzęta, a w jej diecie było jak najmniej mięsa. Oddała wędkę do wypożyczalni i znowu rzuciła okiem na mapę. Obrała sobie kurs i postanowiła ruszyć na wycieczkę. Znalazła ciekawe miejsce, które musiała spenetrować. Niestety nie udało jej się dojść do końca, ale mimo wszystko była ogromnie zachwycona.
W wolnej chwili złapała za nową książkę swojego ulubionego autora i ciesząc się ze świeżego powietrza delektowała fantastyczną literaturą. Inni wczasowicze byli bardzo sympatyczni i Michalina wdawała się w liczne rozmowy z biwakującymi grupami. Miała problem ze znalezieniem toalety, ale szybko znalazła przewodnika. Okazało się, że to jej stary znajomy z liceum. Cóż za zbieg okoliczności!
Chwilę przed wyjazdem w sklepie z pamiątkami kupiła kilka fantastycznych książek. Po powrocie do domu nie marnowała ani chwili i od razu zaczęła je analizować. Zadzwoniła do Piotrka z informacją, że wróciła do domu i dodała, że bardzo za nim tęskni. To spowodowało odrobinę niezręczną ciszę. Michalina już była gotowa się rozłączyć.
- Ja też za Tobą tęsknię, Misia. Do zobaczenia niedługo. - Piotr zakończył połączenie, a ona poczuła się jak w siódmym niebie.
CIĄG DALSZY NASTĄPI.
*Zbieżność imion, nazwisk i sytuacji to zupełny przypadek.*
Aby jeszcze bardziej zaimponować przełożonym Michalina została na nadgodziny. Była wyczerpana, ale z pewnością szczęśliwa. Po powrocie wzięła długą kąpiel, po której wyszła się przewietrzyć i zadzwonić do Piotra. Musiała się z nim podzielić swoim ogromnym sukcesem.
- Miśka, to świetnie! Jestem z Ciebie taki dumny! Wracam wcześniej. A dokładniej dzisiaj. Może to uczcimy? - z entuzjazmem w głosie pytał Piotrek. Michalina zgodziła się na spotkanie i od razu zniknęła w kuchni, aby upiec ulubione ciasto Piotra. W końcu wyciągnęła z szafy nową kieckę, której nie miała okazji wcześniej założyć. Idealny makijaż, włosy, manicure... *puk, puk* Już idę!
Michalina poprawiła jeszcze sukienkę i zaczęła zmierzać w stronę drzwi. Piotr - jak zwykle elegancki, czarujący i uprzejmy. Tym razem nie zapomniała o wypieku i od razu zasiedli do stołu. Piotrek był zachwycony smakiem i doskonałością ciasta. Chwalił Michalinę bez przerwy. Ona z dumy unosiła się trzy metry nad ziemią. Patrzyła na niego i nie mogła uwierzyć, że siedzi właśnie przy jej stole. Że spędza czas właśnie z nią. Jest tyle ciekawych kobiet w Wierzbowej Zatoczce, może już takie, które zna. A wybrał właśnie ją. Spojrzała mu w oczy i posłała najsłodszego całusa, jakiego tylko potrafiła. Zaprowadziła go również do swojej sypialni, aby pokazać zdjęcia z podróży. Była tak szczęśliwa, że ma z kim dzielić te piękne chwile, że mocno uścisnęła Piotra. Namówiła go nawet na wspólne zdjęcie na które może teraz patrzeć co rano. Życzył jej miłej nocy i odjechał. Tak, to z pewnością będzie bardzo miła noc.
CIĄG DALSZY NASTĄPI.
*Zbieżność imion, nazwisk i sytuacji to zupełny przypadek.*
- Co takiego? Kran? *śmiech* Chcesz naprawić kran sama? - parsknął prześmiewczo do słuchawki. - Może ja powinienem się tym zająć? Będę za parę minut.
Michalina odmówiła, podziękowała za wskazówki i poczuła ogromną ulgę, gdy się rozłączyła. Uffff... Do roboty! Całe szczęście wybrnęła z opresji i nie musiała wydawać niepotrzebnie pieniędzy - na nowy zlew albo robociznę nachalnego sanitariusza.
Tak się złożyło, że tego dnia dyżur po godzinach nie był konieczny. Michalina postanowiła spożytkować ten ciepły wieczór na spacer po okolicy. Szła wolnym krokiem i wracała do rozmyślań o Piotrze. Nagle usłyszała dość znajomy jej głos.
- Miśka?! Michalina! - odwróciła się i zobaczyła kogoś, kogo nigdy nie spodziewałaby się zobaczyć. To jej przyjaciółka z czasów liceum. Bardzo zbuntowana, wagarowiczka i największa wredota w klasie. Ich drogi rozeszły się, kiedy w wieku osiemnastu lat uciekła z domu, a Michalina wyjechała na studia.
- Aśka? Aśka, to naprawdę Ty?! - dziewczyny rzuciły się sobie w ramiona. - Co Ty tu robisz? - Michalina była bardzo dociekliwa.
- Wiesz, musiałam kiedyś wrócić do domu. Nawet trochę odłożyłam! *śmiech* Pamiętasz piekarnię mojego ojca? Pracowałam tam. Wydatki ograniczyłam do minimum i uciekłam z tej dziury, w której się wychowałyśmy. Słyszałam o Twoich rodzicach... - Aśka zmieniła ton. - Bardzo mi przykro, Misia.
Michalina spojrzała na nią z czułością i nagle przed oczami pojawiła jej się projekcja cudownych wspomnień ze Słonecznego Wybrzeża. Wspólne wakacje, biwaki, kempingi, rodzinne grille. Jej serce ścisnął żal i poczuła, jak bardzo brakuje jej rodziców. Starała się nie uronić łez.
- Chodź, Asia. Upiekłam rano pyszne ciastka. Dietetyczne! Przecież zawsze byłaś na diecie. - Michalina zaśmiała się i razem ruszyły w stronę jej domu.
Rozmawiały, plotkowały, opowiadały sobie o minionych latach. Minęło pięć i pół roku odkąd Aśka zniknęła ze Słonecznego Wybrzeża i straciły kontakt. Jednak czas nie osłabił ich przyjaźni. Wręcz przeciwnie - śmiały się, jak dawniej i tak samo dobrze czuły się w swoim towarzystwie. Aśka nic się nie zmieniła, była równie kochana i piękna, jak przed maturą.
- Mieszkasz tu? Pracujesz? Może mogę Ci jakoś pomóc? - Michalina momentalnie spoważniała.
- Hmm... Stąd masz do mnie jakieś dwadzieścia minut spacerem i cztery tramwajem! - jak zwykle śmiała się Asia. - Mam genialny pomysł. Jutro musimy iść się rozerwać. Mam nadzieję, że masz wolne weekendy.
- Cudowny plan! Drink czy zakupy? - z entuzjazmem odpowiedziała Michalina i odprowadziła Asię do drzwi.
*Zbieżność imion, nazwisk i sytuacji to zupełny przypadek.*
Chciałabym też uprzedzić, że kolejne perypetie Michaliny mogą się opóźnić, ponieważ po instalacji dodatku wywala mi błąd. Postanowiłam zrobić porządek z zawartością zmodyfikowaną i jak najszybciej kontynuować swoje wątki!
- Cześć, Asia! Mam nadzieję, że jesteś gotowa, bo zaraz u Ciebie będę! - wykrzykiwała podekscytowana Michalina.
- Która godzina? Rany, jedenasta! Czekaj, Misia, mam pomysł. Spotkajmy się za kwadrans na Promenadzie Magnolii. Pierwszy cel - zakupy!
Dziewczyny spotkały się pod ulubionym sklepem z ubraniami Aśki. Stylowe wnętrze, uprzejme ekspedientki i tłumy ludzi przepychających się do kasy. Michalina bardzo nie lubiła szwendać się po sklepach. Wyciągnąć ją gdzieś to prawdziwy cud. Ubrania kupowała głównie przez internet, a do małego warzywniaka zachodziła, gdy w lodówce naprawdę było pusto. Uważała, że to strata czasu i można go spożytkować o wiele lepiej. Kiedy razem przyglądały się pięknie ubranym manekinom, Joanna była zachwycona. Przymierzała, przebierała, nie zwracając uwagi na metki. Wyszły z pełnymi torbami - nawet Miśka, która była tego wielką przeciwniczką. Do jej szafy doszło parę nowych sukienek, nowa koszula nocna i kilka par butów. To były udane zakupy!
Spod butiku skierowały się na małe ciastko do miejscowej cukierni. Wtedy miały okazję na dłuższą rozmowę.
- Dalej nie wierzę, że mogłyśmy się tu spotkać, Asia. Jestem taka szczęśliwa. - z uśmiechem powiedziała Michalina.
- Miśka, nawet nie wiesz, jaka ja jestem szczęśliwa! Myślałam, że i tutaj będę gniła z samotności. Znasz ten stan, kiedy masz wokół siebie masę ludzi, a i tak jesteś sama, jak palec.
Michalina spuściła głowę i zrobiło jej się żal Joanny, bo do niedawna sama była w jej sytuacji i nie znała tutaj nikogo. Nie znała również miasta, co utrudniało jej życie jeszcze bardziej. Jej życie zaczęło się rozkręcać dopiero, gdy rozpoczęła pracę w szpitalu. Pacjenci byli jej towarzystwem przez cały dzień, a wieczorami zawsze mogła spotkać się z Piotrem. Oczywiście, jeżeli nie pracował.
- A Ty? Masz kogoś? - kontynuowała Aśka.
I tutaj pojawiło się w głowie Michaliny pytanie: Mam kogoś? Sama nie wiedziała, co łączy ją z Piotrem. Miała wrażenie, że zna go kupę lat i czuła się fantastycznie w jego towarzystwie. Jednak jego życie owiane tajemnicą coraz bardziej zastanawiało. Kim tak naprawdę jest? Czym się zajmuję? Dlaczego tak często wyjeżdża?
- Halo, Misia! - pomachała jej przed twarzą przyjaciółka. - Jeżeli nie chcesz o tym mówić, nie musisz. Przecież wiesz.
Milczała chwilę i unikając wzrokiem, odpowiedziała.
- Wydaję mi się, że tak. - tym razem spojrzała Aśce w oczy i obie wiedziały, że to grząski temat, który szybko zakończyły. Ich rozmowa toczyła się dalej, Asia opowiadała o sobie, o tym, jak było kiedy uciekła z domu. Mówiła o życiu na skłocie, walce o przeżycie i wszechogarniającemu uczuciu pustki.
- Wiesz, Misia... Ciężko jest żyć, kiedy wiesz, że następnego dnia nic Cię nie czeka. Nie spełniasz oczekiwań swoich rodziców, zawiodłaś przyjaciół, a żaden zdrowy psychicznie mężczyzna nie rzuci nawet na Ciebie okiem. - Aśka wierzchem dłoni wytarła łzę. - Do tego musisz zbierać butelki albo puszki, żeby mieć chociaż na jeden ciepły posiłek w tygodniu. Ale wiesz co? Dzisiaj jestem z siebie dumna, że potrafiłam odbić się od dna. Przez lata byłam bardzo zaparta i nie wyobrażałam sobie powrotu do domu. A oni tam wszyscy na mnie czekali, dasz wiarę? Nawet ojciec. - uśmiechnęła się. - Później zaczęłam pracować, bardzo ciężko, żeby szybko rozpocząć godne życie. I jestem tutaj. Samodzielna, niezależna. To najlepsze uczucie na świecie.
- Gdybym wiedziała, że tak cierpisz przez te lata, nigdy nie pozwoliłabym Twojemu ojcu przestać Cię szukać. Robił to do matury. A później... Chyba Cię skreślił. Ale ja nie, Asia. Ja nigdy Cię nie skreśliłam.
- Bardzo za Tobą tęskniłam i myślałam o Tobie każdego dnia. O Tobie i rodzicach. Dobrze, że dzisiaj siedzę tu z Tobą, a nie z ćpunami ze skłotu. To była moja najlepsza decyzja.
- A co ze szkołą? Nie zdałaś matury, nie mogłaś pójść na studia. Czym się zajmujesz? - pytała zaniepokojona Michalina.
- Masz rację. Nie mam matury ani studiów. Skończyłam tylko parę kursów projektowania wnętrz. Ale ciężko jest mi znaleźć pracę na stałe. Do tej pory złapałam tylko parę zleceń.
- Projektowanie wnętrz? Fantastycznie! Mojej kuchni przyda się nowy kolor, a łazienkę chcę zmienić całkowicie. Za rogiem jest ''Wszystko dla domu'', chodźmy po farbę i nową armaturę. Mam już dosyć tej wanny!
Miśka zadzwoniła po taksówkę, bo obie wiedziały, że nie dadzą radę się ze wszystkim zabrać. Kierowca był bardzo miły - pomógł im wszystko zapakować do bagażnika, a później wypakować w domu Michaliny. Asia rozglądała się uważnie i notowała coś sobie w telefonie.
- No to co, dresy na tyłek i zaczynamy!
Najtrudniej było poodsuwać szafki kuchenne i lodówkę. Przy okazji dokładnie posprzątały i umyły podłogę. Kiedy złapały za pędzle śmiechom nie było końca. Malowały po sobie i rzucały w siebie gazetami, które miały służyć do zabezpieczenia podłogi. Po aru godzinach były szczęśliwe i zmęczone, ale Aśka nie dawała za wygraną.
- Podskoczę do siebie i wezmę prysznic. Załóż jakąś nową kieckę i lecimy na drinka do Niebieskiego Aksamitu!
Michalina nie odmówiła i już po godzinie była odświeżona i prezentowała się rewelacyjnie.
Kiedy obie dotarły na miejsce Joanna długo nie mogła się pozbierać.
- Jeny, Miśka, jaką Ty masz figurę! - komplementowała przyjaciółka.
Michalina lekko się zaczerwieniła, ale szczerze podziękowała. Wiedziała, że zawdzięcza to codziennemu joggingowi i zdrowej diecie. Słodycze dozwolone tylko przy specjalnych okazjach! Alkohol lał się strumieniem. Obie piły drinka za drinkiem. Około drugiej w nocy były już tak wstawione, że zaczęły wywijać na parkiecie. Michalina uznała, że to zdecydowanie idealny moment na rozmowę z Piotrem.
- Miśka, zostaw ten telefon! Z tego będą tylko kłopoty! - mówiła rozsądnie, jak na swój stan Aśka.
Jednak przyjaciółka nie zwróciła na to uwagi i zaczęła wybierać numer wybranka. Kiedy nie odebrał za pierwszym razem Michalina zaczęła dzwonić do skutku. Była druga piętnaście - środek nocy dla nie imprezujących ludzi.
- Michalina? Co się stało? - pytał spanikowany Piotr.
- Ja tylko chciałam Ci powiedzieć... *chichot* Chciałam Ci powiedzieć, Piotruś, że jesteś taaaaaki kochany! - mówiła starając się opanować plączący się język. - Piotruś, kochanie, szkoda, że Cię tu nie ma!
Piotr musiał być zmieszany. Poważna Michalina dzwoniła do niego zalana w środku nocy i do tego raczyła go takimi słowami. Nigdy nie spodziewałby się, że może doprowadzić się do takiego stanu.
- Miśka, proszę, wróć do domu i idź spać. Zadzwonię jutro. - rozłączył się, po czym Michalina wróciła do świetnej zabawy. Aśka po czwartej postanowiła wracać do domu, ale jej przyjaciółka skusiła się jeszcze na dwa drinki w towarzystwie nieznanej jej wcześniej pary. Wyszła chwilę przed zamknięciem lokalu. W domu umyła tylko zęby, przebrała się i poszła spać.
*Zbieżność imion, nazwisk i sytuacji to zupełny przypadek.*
* Squat (spolszczane skłot) – potocznie opuszczona nieruchomość, zajęta, przeważnie bez zgody właściciela i w pogarszającym się stanie.
Czekam z niecierpliwością na ciąg dalszy
Pozdrawiam serdecznie
Okazało się, że przepuklina Pana Jaworskiego nie mogła dłużej czekać. Michalina, mimo przeciwności, poradziła sobie z tym i po dwóch godzinach pacjent dochodził do siebie na sali. Ordynator gratulował jej kolejnego sukcesu i dodał, że utwierdziła go w przekonaniu, że awans był dla niej bardzo odpowiedni. Po zabiegu poszła zrobić sobie kawę i zadzwonić do Aśki.
- Cześć, mała. Jak po wczorajszej imprezie? Dotarłaś do domu? - śmiała się Miśka.
Joanna miała nieco zachrypnięty głos i wszystko wskazywało na to, że śpiewanie bluesa o pierwszej w nocy po zimnych drinkach nie zrobiło najlepiej jej gardłu.
- Proszę Cię, nie tak głośno... - jęczała Asia. - Dawno się tak nie schlałam. Umieram! Mało co pamiętam, było aż tak źle? - lamentowała przyjaciółka.
Miśka opowiedziała jej, jak przebiegł wieczór i co stało się jego punktem kulminacyjnym.
- No, kochana! Mocny masz łeb, skoro wszystko pamiętasz, a wypiłaś więcej ode mnie! - zaśmiała się Aśka. - Skoro nie rozmawiałaś jeszcze z Piotrem, zadzwoń do niego koniecznie. - zamilkła. - Bo inaczej pomyśli, że dalej siedzisz w tym barze!
Michalina uznała, że dla jej bolącej głowy najlepsze będzie świeże powietrze. Wzięła nowy tomik poezji i ruszyła nad wodę, aby się odrobinę zrelaksować i pomyśleć, co powinna zrobić z Piotrem. Ból głowy mijał, a Michalina była coraz bardziej zaniepokojona. Kiedy miała sięgać po telefon, rozległ się dźwięk jej dzwonka. Dzwonił Piotr.
- Słucham? - odezwała się niepewnie.
- Cześć. Jak się czujesz?
- Bywało lepiej... - odpowiedziała szczerze.
- Masz wolne popołudnie? W miejscowym muzeum jest nowa wystawa. Może się wybierzemy? - zamilkł.
Miała mieszane uczucia i nie wiedziała, czy powinna się godzić. Po chwili milczenia postanowiła, że zdobędzie się na odwagę i w końcu z nim porozmawia. Szczerze. Od serca. I przeprosi. To najważniejsze.
- Będę na miejscu o 16. Do zobaczenia.
Zdecydowała się na klasyczny strój, którego Piotr wcześniej nie widział. Kupiła go na zakupach z Aśką. Miała nadzieję, że zrobi na nim wrażenie. Nie miała daleko do muzeum, więc zdecydowała się na spacer. Wyszła zdecydowanie wcześniej, żeby być pięć minut wcześniej, a nie później. W głowie układała sobie całe przemówienie, jakie chciała wygłosić przed Piotrem. Jednak, gdy docierała na miejsce i widziała rozglądającego się mężczyznę, jej głowa wypełniła się pustką.
- Pięknie wyglądasz. - przywitał ją Piotr.
Uśmiechnęła się i zaproponowała wejście do środka.
- Może pójdziemy na taras? Będzie tam odrobina spokoju. - zasugerowała Michalina.
Piotr poszedł za nią. Podziwiał jej kobiecość, pięknie się poruszała. Była taka idealna - zawsze dopasowany strój, perfekcyjny makijaż, zachwycająca fryzura. Nie dało się ukryć, że jak na dwadzieścia trzy lata była w pełni kobieca. Olśniewający uśmiech, iskierki w oczach i subtelny dotyk dłoni. Oparła się o balustradę i spojrzała w dal.
- Piotr... - zaczęła. - Bardzo mi przykro, że wczoraj się tak zachowałam. Przyjaciółka wyciągnęła mnie na drinka, nie spodziewałam się, że tak daleko to zajdzie... - kontynuowała, chociaż Piotr próbował jej przerwać. - Piotr, chcę żebyś wiedział. Zależy mi na Tobie. Nigdy nie spotkałam takiego mężczyzny, jak Ty. Czuję się przy Tobie bezpieczna i potrzebna... - urwała, kiedy Piotr złapał ją za dłoń.
- Michalinko... Misia... Nie musisz mówić nic więcej. Kiedy Cię spotkałem zrozumiałem, że błądziłem całe swoje życie i nigdy nie dotarłem do swojego portu. Ty pokazałaś mi, że wszystko może być prostsze i na każdego czeka dobro. Jesteś uosobieniem dobra. Miśka, kocham Cię. I nie mogę dłużej tego ukrywać.
Piotr złapał oddech na odwagę, a ich usta zetknęły się w czułym pocałunku. Stali chwilę wpatrzeni w siebie. Szczęśliwi. Czując ulgę i błogi spokój.
- Każdy statek musi mieć port do którego może przypłynąć, gdy na morzu panuje sztorm. - pogładził ją po policzku.
Weszli do środka i rozglądali się po cudownych działach na ścianach muzeum. Fantastyczne rzeźby i obrazy znanych artystów. W pewnym momencie Piotr wyglądał, jakby przypomniał sobie coś ważnego.
- Zapomniałbym. Michalina, bądź ze mną. Jesteś kobietą mojego życia. - gotowy był już kleknąć, kiedy złapała go za brodę i spojrzała głęboko w oczy.
- Jeżeli istnieje przeznaczenie, to Ty jesteś moim. - odpowiedziała wymijająco Michalina, jednocześnie godząc się na związek z Piotrem.
Piotrek odprowadził Michalinę do domu i czule pożegnał. Gdy tylko zamknęła drzwi od razu zadzwoniła do Aśki i powiedziała, że konecznie muszą się zobaczyć. Asia powiedziała, że właśnie jest w drodze do domu, więc tylko zostawi zakupy i zjawi się pod jej domem.
Kiedy Joanna zapukała, Michalina niemal na skrzydłach podleciała pod drzwi. Nie mogła się powstrzymać i od razu powiedziała Asi o wydarzeniach między nią, a Piotrem.
- Asia, teraz mogę Ci odpowiedzieć na pytanie, które zadałaś mi w cukierni. Tak, mam kogoś. Najwspanialszego faceta na świecie!
Michalina dopowiedziała parę szczegółów o swoim ukochanym, a Joanna wyglądała na zdziwioną, jednak nic nie powiedziała. Przyjaciółka zaproponowała posiłek i trochę czasu razem.
- Po tych wszystkich słodkościach czas na zdrową sałatkę! - powiedziała Michalina.
Joanna była bardziej milcząca niż zwykle, ale Miśce wydawało się, że to wina problemów ze stałą pracą i zagubieniem wynikającym z krótkiego pobytu w Wierzbowej Zatoczce. Po kolacji pożegnały się i umówiły za parę dni na kawę. Szybki telefon do Piotra i do łóżka - jutro kolejny, ciężki dzień w szpitalu.
*Zbieżność imion, nazwisk i sytuacji to zupełny przypadek.*
Znowu super odcinki, ale jednego bym się troszeczkę przyczepiła: 23 lata to jakoś mało jak na takie sukcesy w medycynie :P No, ale to Simsy w końcu
Wesołych i spokojnych świąt, moi drodzy.