Tfurca żywi sporo obaw, czy zdoła nakłonić PT Wymagające Czytelniczki do dalszego obserwowania akcji pod kryptonimem „Wesele” – ostatecznie bójki na pięści to terytorium szowinistycznie męskie. Damy używają w podobnych celach parasolek… Niestety, ani Mundek ani Maciek parasolek nie mieli.
Więc zaczęli standardowo, metodą podpatrzoną przez Szanowną Publiczność jeszcze u Jana, gdy nasz bohater przekonywał palanta od Benettona, żeby zmył się w krótkich podskokach.
Na początek zafundowali Mortimerowi zimny prysznic – kubek napoju między oczy. Od każdego.
Maciek wycelował precyzyjnie – chlust!
Mundek się zagapił – jego napój wylądował na ziemi, a potem na butach Mortimera.
- Przepraszam najmocniej! – jęknął wstrząśnięty swoją nieuwagą elegant rodu Chrzanów – To były półbuty od Gucciego? Ręcznie szyte? Z krokodylej skóry?
Dwubarwny, czarno-czerwony Mortimer - w karawaniarskim garniturze i w skrajnej furii - podskakiwał w kałuży napoju niczym na trampolinie. Przy okazji ochlapując sobie nogawki znakomicie uszytych spodni aż po kolana.
- Łapy przy sobie! – wrzeszczał – To garnitur od Kitona!
- Poznałem… – Mundek był niepocieszony – Z najnowszej kolekcji „W trumnie z fasonem”?
- Zadzwonię do pani Belli – zaoferował się z dobrego serca Maciek – Niech przyśle panu inną parę. Kalesony na zmianę też? Ma pan mokro?
- Wy… wy… Ja was… - pienił się Mortimer – Ja was nauczę!
- Ciekawe czego? – odciął się Maciek i bracia rozpoczęli zwykły kontredans – lama, drwina, kpina, kolejny napój w oczy, lama, szydzenie z (istotnie poplamionego) garnituru, znowu lama, znowu drwina, kpina, wyszydzanie…
Stanowczo te zabiurkowe maksisy nie mają pojęcia, jak wygląda porządna, prawdziwa bójka!
A potem Tfurca zbiera krytyczne uwagi, że zamiast ekscytującego reportażu wychodzą nudne dłużyzny!
- O, są teściowie! – zauważył nagle Mundek
Istotnie, obaj panowie Bernardowie już robili rozgrzewkę przed włączeniem się do dyskusji.
Tu krótka dygresja – żaden z seniorów nie zniknie z naszej sagi na dobre. Również Patrycjusz Cholernybladea będzie powracał do Wierzbowej Zatoczki. Często. Jako Patrycja Enter-Bubel, rzecz jasna.
- Ja wam pokażę! – odgrażał się Mortimer – Jeszcze zobaczycie!
- Niech pan pokaże teściom, panie Ćwir – zaproponował ugodowo Maciek – My jesteśmy nieletni. Trafiłby pan do pudła! Nam tylko focię można strzelić na Facebooka...
Na domiar wszystkiego Agatce znudził się kosmos i przybiegła z odsieczą.
- Dlaczego on jeszcze żyje? – zapytała surowo, podciągając rękawki turkusowej bluzeczki – Wy fajtłapy!
- Ten pan tylko pytał o drogę! – ułagodził siostrę Maciek – Panie Ćwir, pańska rezydencja jest o, tam na wzgórzu. Bon voyage!
- Chyba że tak! – ucieszyła się Agatka – Bo zgłodniałam. Chodźmy do tatusia, może zrobi nam hamburgery…
I Mortimer Ćwir, gangster i arcymistrz wschodnich sztuk walki, grzecznie odszedł.
Widocznie przekalkulował sobie w skłonnym do intryg umyśle, że bójka z dwoma wyrostkami, dwoma seniorami i jedną smarkulą poważnie nadszarpnęłaby jego wizerunek pana Wierzbowej Zatoczki.
Odchodząc patrzył w górę, pogwizdując i udając, że go tu w ogóle nie było.
Niestety, drań tylko pozorował odwrót.
Mortimer Ćwir był skończoną, mściwą, łajdacką kanalią.
O czym boleśnie przekonał się Maciek w kilka godzin później.
- ostatecznie bójki na pięści to terytorium szowinistycznie męskie. Damy używają w podobnych celach parasolek…
- Drogi Emilu, nie wiesz dlaczego kobiety całują się na przywitanie? Bo nie wypada się od razu pogryźć... my tez bywamy bardzo męskie Spójrz na mnie, miałam być Stefanem! HAhaha!
O tak, tak mi rób! Tak bym krzyczała Ci w ucho Emilu oglądając jak Ćwir chudy, koszmarny niesympatyczny jegomość jest oblewany CO NAJMNIEJ obślizgłym sokiem ze śliny lamy! O TAK!
- Łapy przy sobie! – wrzeszczał – To garnitur od Kitona!
- Ooooooo, ja bym powiedziała że to VeSRacze.
- I Mortimer Ćwir, gangster i arcymistrz wschodnich sztuk walki, grzecznie odszedł.
- HAHAH! NO I MASZ STRACHU NA WRÓBLE!
- Mortimer Ćwir był skończoną, mściwą, łajdacką kanalią.
- AAAAAAAAAAAAAAAAMEEEEEEEEEEEEEEEEEN!
A nie mówiłam, że Agatka musi dokończyć... No i proszę - okazywanie wrogom dobrego serca (czyt. pozostawianie wrogów przy życiu) w końcu się zemści . A już liczyłam na spektakularną akcję Agatki.
Rzeczywiście trzeba się nieźle namęczyć, żeby kogoś obrazić - nie mówiąc o bójce . No ale przecież ta gra ma pegi 12 - czegóż można oczekiwać.
Odcinek świetny pomimo wielkich starań EA i maxisów, by historia nie ujrzała światła dziennego (cóż oni tam mają do ukrycia?). Chyba, że sabotują Emila za jego wypowiedzi, które raczej do najmilszych nie należą
Na pewno wszystkie czytelniczki tak samo jak ja z wielkim uśmiechem na ustach czytały opis tych potyczek A teraz niecierpliwie czekają, żeby przekonać się jaką zemstę wymyślił Mortimer!
Emilu, uszczupliwszy budżet domowy o cenę rezerwacji - zasiadłam w pierwszym rzędzie i pilnując dobrych widoków, nabawiłam się odcisków we wiadomym miejscu! Czy ja się doczekam finiszu? A przynajmniej porządnego mordobicia?
Co do parasolek - EMILU - NA JAKIM TY ŚWIECIE ŻYJESZ? Damy dziś traktują interlokutorów obcesowo z obcasa w Wysokich Obcasach, w odróżnieniu od nie - dam, które oprócz wyżej wymienionego flekowania rzucają o glebę wykorzystując chwyt za ufryzowane kłaki (loki znaczy się), tudzież markowe szmaty. Obsmarowując się dodatkowo i obficie oraz z lubością na fejsbukach i innych naszychklasach.
Parasolką oberwałam tylko raz w życiu - jako dziecko - gdy wylałam na parę narzeczonych kubeł wody. W śmigus-dyngus. Z trzeciego piętra wrocławskiej kamienicy :P Czyli baaardzo dawno temu!
Agatka jest bezkonkurencyjna, wiadomo mała kobietka, i wie jak sobie poradzić z tymi facetami.
Podczas gdy Jan topi smutki w szklaneczkach napojów wyskokowych, podstępny Mortimer coś knuje. Ciekawe co ?
Mnie on jako żywo przypomina właściciela zakładu pogrzebowego. xD Czyżby miał odegrać jakąś rolę w tym tytułowym pogrzebie ? Najchetniej bym go widziała w roli nieboszczyka.
@Anna_vel_annA - garnitur od Vesrace... Miodzio! Twórca wykorzysta Twoje genialne rozeznanie w świecie mody przepisując sagę na czysto przed otrzymaniem SimNobla. Kiedyś chyba zaczną je rozdawać?
@agusiamal - to fakt, nie rozpieszczam EA publicznymi pochwałami. Ale nazwy im nie przekręcam! Przestrzegam reguły dziennikarstwa obywatelskiego: źle czy dobrze, byle z nazwiskiem.
@Alicja1957 - przykro mi z powodu odcisków na twej Szanownej Tylnej Części, Madame. Niestety, mam robotę i nie skoczę po maść do apteki. Może Cyryi coś zostało w tubce?
@Ktosik - niestety, nie będzie to pogrzeb Mortimera. Też żałujemy. Ale maksisy od miesiąca trzymają w szufladzie nasze podanie o zgodę w tej sprawie. I nic. Też się go boją?
Odcinek X
WESELE (cz. 5)
O piątej wieczorem po wojnie…
Jan nie miał pojęcia, że poza pawilonem, gdzie siedział czekając na Brygidę, w ogóle istnieje jakieś życie. Wychylał szklaneczkę za szklaneczką i jednym uchem słuchał naszeptywania Bernarda… to jest Patrycjusza.
Czytaj: Patrycji Enter-Bubel.
Od czasu do czasu wyżej wymienioną (wymienionego?) łapał ostry ból korzonków oraz chyba skleroza – rozmasowując bolące miejsca szeptała bowiem tkliwie… do Pawła Kawki. (Jej artykulacyjny bug pomijamy. Nam bardzo trudno się pisze BEZ polskich znaków diakrytycznych)
- Janku, rudzielcu romantyczny… Po co ci jakaś Bryndzia? Spójrz na mnie! Jestem kobietą z krwi i kości. Wulkanem seksu! Marzeniem każdego programisty! Wiesz, ile czasu udoskonalały mnie te maksisy? Jak się kłócili, żeby ustawić suwak z silikonem, wpompowanym w moje kształtne piersi? Przy tworzeniu sukni nawet do bójki doszło. Bo wybrałam żółtą elastilową, a oni chcieli mnie ubrać w siatkowe pończochy i gorset… Jak bym w czymś takim przychodziła do pracy?
Jan puszczał jej paplanie mimo uszu, ale Paweł Kawka nie. Gdy obaj (oboje?) zniknęli, naszemu bohaterowi ulżyło – po raz pierwszy pomyślał ciepło o EA, które pewnie odwołało Patrycję do centrali.
Niestety. Gdy zrealizował kolejny punkt swojego zmodyfikowanego planu czyli upiekł na grillu stertę kurczaków i zachęcał gości, by czekając na powrót panny młodej (HE! HE!) posilili się nieco, Cholernybladea znowu wkręcił się w tłum. Żarł przesuszone kurczaki z taką pasją, jakby to były kawałki Brygidy, poćwiartowanej na odpowiednie porcje i posypanej papryką.
Niestety, musimy ze wstydem wyznać prawdę: kurczaki BYŁY przesuszone. Jan podczas obracania udek na grillu myślał o czymś… o kimś innym, niż o promocji swoich zdolności kulinarnych. Które posiadał nieźle rozwinięte. Od czegoś przecież ten brzuch Maćkowi urósł, prawda?
Cholernybladea żarł i żarł kurczaki, kiełbaski i hamburgery aż do późnego popołudnia – czarując przy stoliku jakąś tutejszą smarkulę, którą pewnie wziął za Agatkę i chciał zbuntować przeciwko Brygidzie.
Ale Agatki przy stolikach w ogóle nie było. Nasza dzielna dziewczynka w przelocie tylko skubnęła jakieś udko i ani na krok nie odstępowała Jana. Który po upewnieniu się, że kurczaków i innych specjałów z grilla starczy gościom na tydzień, wycofał się do pawiloniku i – czekając na narzeczoną – czytał jedną książkę po drugiej.
Ze szczególnym uwzględnieniem bestsellera „Jak ją zdobyć”.
Pokrzepiając się drinkami w przerwach między jedną a drugą lekturą, pracowicie donoszoną przez Agatkę, („Jak ją zdobyć” opanował już na pamięć) Jan nie spostrzegł, niestety, Maćka, który w pewnej chwili wpadł do pawilonu wyraźnie zaniepokojony.
UWAGA: dla udokumentowania tfurczej prawdomówności, ośmieliliśmy się nakręcić PIERWSZY W NASZEJ KARIERZE film video. Specjalnie na ten dramatyczny moment. I kicha. Jak się wkleja te filmy?
(Załączam screen na dowód, że Mundek wpadł... i wypadł)
Szkoda, że Jan nalewał sobie drinka za drinkiem. Gdyby przestał choć na moment roić, że czarnowłosy wamp po prostu zasiedział się w… ehem… parkowej Świątyni Dumania, natychmiast by wyczuł, że powietrze nad Wierzbową Zatoczką po raz drugi stężało do konsystencji płynnego betonu.
Wrócił Mortimer Ćwir.
Pierwszy natknął się na niego Mundek w drodze z… z miejsca, gdzie rzekomo miała przebywać jego piękna niedoszła nowa mamusia.
Nie, Mundek nie oddawał się tym razem swojej ulubionej rozrywce. Próbował jako tako doczyścić błękitną marynarkę, wymiętą podczas pierwszego spotkania z Mortimerem i dodatkowo upapraną tłuszczem z kurczaka. Bo gdyby do parku zajrzała akurat Marynia Bezbzikówna…
- O, znów się spotykamy! Jak miło, że nie porzucił pan naszej skromnej imprezy! – flagowy elegant rodu serdecznie potraktował prawicę gada elektrycznym brzęczykiem – Witamy! Witamy uniżenie!
Przez plac zabaw ile sił w nogach pędził ku nim Maciek, więc gangster zdążył tylko pokazać, gdzie trafią obaj młodzi Chrzanowie… już za chwilę, skuci kajdankami przez miejscowych stróżów prawa.
- Za uprzejmość wobec hien? Idź pan leczyć główkę! – zdążył tylko odpowiedzieć Mundek…
… i już dopadł ich Maciek. Nawet nieszczególnie zasapany.
- Znikaj, Mundek! – komunikat był jasny i niestety, eliminował elegancką odrośl rodu Chrzanów z dalszej części spotkania - Po parku kręci się dyro. Jak cię zobaczy, poleci do staruszka w sprawie tych… no wiesz, świerszczyków za sedesem w szkole. A biedny fater ma dość kłopotów na dzisiaj. Właź w krzaki!
- Brudna sprawa… - zasępił się elegant i nie miał bynajmniej na myśli stanu swojej marynarki, której po zabawie w chowanego z dyrektorem Elitarnego Liceum Fundacji Landgraaba nie doczyści już żadna pralnia – Trudno. Cześć, panie grabarz!
- Pozwoli pan, że zastąpię brata? – Maciek nie na darmo był najlepiej wychowanym nastolatkiem rodu – Szkoła ważniejsza… sam pan rozumie…
- Nagram ci video! – zdążył krzyknąć za bratem Maciek… i zaczęło się.
- Nie żyjesz! – oznajmił czarny charakter lodowatym głosem – Szykuj się na śmierć! Dość mam plugawienia MOJEGO miasta przez takich jak wy... aroganckie przybłędy czort wie skąd...
Psiakrew. Szkoda Maćka… Tyle się nabiegał, żeby schudnąć.
Niestety, Moje Czcigodne (i z pewnością już zapłakane Czytelniczki). Ale life is brutal i full od zasadzkies.
CIĄG DALSZY NASTĄPI
(Próbowałem wykasować w trybie edycji tę pustą plamę pod linkiem z video. Też mi się nie udało. Nie lubię poniedziałków!)
Jak tak dalej pójdzie, to Jan nam się przekręci - na marskość wątroby zejdzie, jak tyle drineczków będzie sobie serwował
Chłopaki trochę niemrawo do sprawy się zabierają - co prawda nastolatki - ale przecież wielkie chłopy z nich! A ten Mortimer Ć. to przy nich na straszne chuchro wygląda No cóż, powtórzę się - czekam na dalszy ciąg (*)
Cirya niestety zużyła zawartość tubki. A ja na dodatek zeza dostałam od zerkania, gdzie i kiedy ten dalszy ciąg ma następować.
Life is brutal, full of zasadzkas and sometime kopas w dupas, Emilu! Niestety. Jak tak dalej pójdzie, to cztery pogrzeby będą, a nie cztery wesela! A moje korzonki zdążą zapuścić się w glebę!
Uchowaj Boże, żebym miał moje uwielbiane Damy na tamten świat wyprawiać, z Madame Alicją na czele!
Tfurca mi dzisiaj padł...
Cały dzień jak wściekły włamywał się do Galerii, zanim opanował te czary-mary. Potem budował dom dla mnie - nawet mu ten domek przytulny wyszedł, ale do rodziny wkręcił się (jakim cudem?) Cholernybladea jako Patrycja Enter-Bubel Więc się biedny tfurca wyniósł do ogrodu i śpi w ukryciu pod krzakami jak zabity. A przecież ja o wprowadzenie Patti pretensji do niego nie mam, chociaż blondynka!
Tubkę maści podeślę Ci, Alicjo, mniej więcej za godzinę. Do apteki wyślę Patti, niech wypoci trochę silikonu z biustu. A potem przypilnuję Tfurcy, żeby napisał kolejny odcinek.
Do rana pewnie skończy to straszliwie długie pierwsze wesele. Zanim obaj dostaniemy niestrawności od przesuszonych kurczaków.
To faktycznie najdłuższe wesele o którym słyszałam. Ale nie najnudniejsze. Chłopaki są ekstra, wyrośli na moich ulubieńców. Tez bym chciała takich obrońców. Żaden czrany pas ich nie przestraszył ,a wszytko załatwiają z klasą i elegancją o która bym ich nie podejrzewała
Wesele z atrakcjami! Lepsze takie, niż tylko żarcie i zapitki na stole. Historia rozwija się powoli ale niezmiernie ciekawie, a Ty Emilu wiesz, kiedy przerwać, żeby nasze zainteresowanie większe wzbudzić
Będę oszczędna dziś bo lecę spać (wyjątkowo szybko) jutro edytuje, tylko chciałam posłać buziaki i się odnieść do wypowiedzi naszego Uroczego Gospodarza...
- Cały dzień jak wściekły włamywał się do Galerii, zanim opanował te czary-mary.
- O tak, wpadł wpierw do mnie do galerii żeby wyraźnie zaznaczyć, że jego uroda jest nieprzemijająca. A podobno to MY kobiety tylko z tym lusterkiem na spacer chodzimy?
Impreza weselna właściwie już jest, bo wszyscy jedzą, piją, i dobrze się bawią. Wprawdzie Mortimer coś tam psuje szyki. ale oprócz braci Chrzanów, nikt się nim nie przejmuje. Tylko Panny Młodej wciąż brak.
Może to ją przywoła. http://www.youtube.com/watch?feature=player_detailpage&v=RyT2Th5-CV4
Za mało serduszek Wam wyserduszkowałem, Drogie Panie, po włamaniu się do Galerii?
Naprawię błąd. Ale najpierw zamieszczę kolejny odcinek:
Odcinek XI
WESELE (cz. 6)
Smutny koniec pierwszego wesela
- Ja walczę uczciwie, panie Ćwir! – Maciek, chociaż chłop potężny niczym Kopiec Kościuszki (co słusznie wytknęła nam jedna z PT Wymagających Czytelniczek), był naiwnym nowicjuszem, jeśli chodzi o kontakty z gangsterami. Przyjął za dobrą monetę gest Mortimera, gdy ten pokazał mu pustą rękę na dowód, że i z jego strony nieczysta walka nie wchodzi w grę.
He! He! He!
- Sam szkielet z pana… Chucherko w trumiennym garniturku. Czy pani Bella źle gotuje?
- Jeszcze słowo o moim stroju i złamię ci szczękę! – Mortimer uważał się za arbitra elegancji Wierzbowej Zatoczki. Sugestie (skądinąd prawdziwe) odnośnie zdolności kulinarnych Belli Ćwir mógł puścić płazem.
- Pańska matka była lamą? Mleczka nie miała, nie wykarmiła?
- Ciekawa sugestia… - Mortimer udał, że przegląda swoje drzewo genealogiczne, a potem potrząsnął przecząco czarnym łbem – Nie. Moją matką była Lucilla Landgraab, jedyna córka i spadkobierczyni fortuny Landgraabów. Zmarła młodo, niestety…
Kłamał. Był owocem nieprawego i potajemnego związku starego dziwkarza Cyryla Landgraaba z niejaką Lucillą Wiaderko, miejscową ku… ehem… z pewną niebrzydką, ale bynajmniej nie prywatną mieszkanką Wierzbowej Zatoczki. Gdy Mortimer dorósłszy w środowisku lokalnych alfonsów podstępnie omotał, wykradł z domu i poślubił prawowitą spadkobierczynię Landgraabów czyli Bellę, kupił podstarzałej już matce mieszkanko w Bridgeport i kazał zmienić nazwisko. Teraz nazywała się Lucilla Pełnewiadro i uchodziła za zamożną wdowę po adwokacie.
- Przykro mi z powodu tej straty, panie Ćwir… Ale niedługo się spotkacie. Wleję pana przez rurkę do grobu szanownej mamusi.
- Nie tak szybko, gówniarzu! Mam czarny pas!
- W kalesonach? Zamiast gumki? Pokaż pan! – i Maciek naszykował smartfon, by zrobić focię gaciom przeciwnika i wysłać w krzaki do brata.
Nie będziemy dokumentować następnej części spotkania: jak słusznie zwrócono Tfurcy uwagę, to gra dla dwunastolatków, choć maksisy nie uwzględniły, że dzisiejsze szczawiki to pokolenie kina akcji i na przerwach w gimnazjum naparzają się jak należy. Nastolatek NIE MOŻE przyłożyć w ryj dorosłemu Simowi. Nie ma takiej opcji. A zestaw wykpij – obraź – lama – chluśnij napojem prezentowaliśmy PT Czytelnikom przynajmniej ze trzy razy.
Nawet gdy Maciek uznał Mortimera za wroga, kryształek nad jego głową nie zmienił koloru.
Dopiero kiedy Ćwir, wyszkolony Krav Maga Maor, wykonał od niechcenia klasyczne TKO wzbogacone kilkoma elementami sanshou (a może savate?), Maciek zawył i kryształek gwałtownie nabrał rumieńców:
- Paluchem w oko? Ty draniu!
Dla porównania prezentujemy oba zdjęcia – przed i po TKO.
I wtedy z głębi parku nadszedł szybkim krokiem Paweł Kowal. Tajniak z miejscowego posterunku policji. Totumfacki Mortimera Ćwira, sowicie opłacany przez naszego gangstera za legalizowanie jego brudnych interesów… i uciszanie przeciwników.
- Ten chłystek się panu naprzykrza, szefie?... panie Ćwir? – zapytał mniej przymilnie, niż zazwyczaj, ale zdecydowanie służalczo.
Powód karygodnego braku przymilności był znany im obu: nieco wcześniej Mortimer przydybał Kowala z Cholernymbladeą za… ehem… toaletami i nie znając prawdziwej tożsamości zbugowanego pliku, nawymyślał jednemu i drugiemu od śmierdzących, wrednych, zdegenerowanych pedałów.
Niestety, Ćwir był bowiem nie tylko łajdakiem, obermafiozem i skończonym draniem, lecz także homofobem.
- Napadł mnie! – oznajmił Mortimer Kowalowi – Bez powodu! Spacerowałem po parku, a on doskoczył i… Weźcie go na posterunek i pouczcie, że park jest dla wszystkich!
- Ja napadłem? – wrzasnął Maciek – Dźgnął mnie w oko brudnym paluchem! O, siniak… Mam dokumentację!
Ale Kowal bez ceremonii wyrwał mu z ręki smartfon i schował do własnej kieszeni.
- Nic nie masz, gówniarzu. A słowu pana Mortimera w naszym mieście wierzymy bardziej, niż dowodom… Idziesz ze mną dobrowolnie czy mam cię skuć?
Żegnał ich cyniczny grymas na lisiej twarzy Mortimera.
- Wiecie co robić, aspirancie Kowal?
- A bo to pierwszy raz, panie Ćwir? W szpitalu też wiedzą. Nieszczęśliwy wypadek drogowy – i dla potwierdzenia swojej gotowości do dalszej współpracy gwizdnął młodego Chrzana w ucho, aż zaudniło.
- Mundek! Zaopiekuj się fatrem! – zdążył wrzasnąć na odchodnym skrzywiony z bólu Maciek i dał się wywlec z parku, bo nastoletni Simowie muszą słuchać policji, nawet tej najbardziej tajnej i skorumpowanej do szpiku kości. Nie mają innej opcji.
Nie mają?
O nie, wy przewrotne maksisy! Nie z nami te numery!
Gdy w Wierzbowej Zatoczce posterunek policji wyleci w powietrze, zobaczycie, ile są warte wasze starania, by bronić swoich bydlaków jak niepodległości, a NASZYM Simom jak najszybciej wskazywać drogę na cmentarz!
Trzymaj się, Maciek! Tfurca już wykopuje granaty z ogródka i pędzi na posterunek!
(przerwa techniczna do czasu, gdy odbijemy Maćka).
No mam nadzieję, że odbijemy, bo pogrzebu Maćka sobie nie życzę! Młody jest, całe życie ma przed sobą
Siedzę i ryczę ze śmiechu - tak, ryczę! - czytając Twoją opowieść Emilu . Masz tak niesamowity talent komediowy, że klękajcie narody Wplątywanie zasad gry w wątek opowieści przychodzi Ci tak lekko (np. nastolatek musi słuchać policji - wyszło tak naturalnie). Generalnie, uważam, że powinieneś pisać książki zawodowo (chyba, że to robisz?) .
Jak dobrze, że mamy takich literatów jak Ty i Ela tu na forum!
HAHAH!!!!! Pięciu muszkieterów i uciekająca panna młoda: taki powinien być tytuł, relacja oczywiście przednia, ale coś czytałam o całuskach i serduszkach rekompensujących brak marsza weselnego i białej kreacji Najbardziej mi szkoda Gabi, bo z nadzieją taki piękny utwór wkleiła.. Gabi, ja go już podrzuciłam Emilowi TYDZIEŃ temu hahah! Nic z tego, trzeba czekać
Emilu, wyrywam właśnie pierwsze odrośla!!!! Korzonkowe!!!! A Cirya przysięga, że z tubki wycisnęła wszystko! Gdzie te przyobiecane wesele!!!! Chociaż pierwsze! Liczysz na nasz pogrzeb? Jeśli umrzemy "w oczekiwaniu" to będziemy cię straszyć, obiecujemy!!! - duchy właśnie weszły na simową arenę!
Komentarz
Odcinek IX
WESELE (cz. 4)
Tfurca żywi sporo obaw, czy zdoła nakłonić PT Wymagające Czytelniczki do dalszego obserwowania akcji pod kryptonimem „Wesele” – ostatecznie bójki na pięści to terytorium szowinistycznie męskie. Damy używają w podobnych celach parasolek… Niestety, ani Mundek ani Maciek parasolek nie mieli.
Więc zaczęli standardowo, metodą podpatrzoną przez Szanowną Publiczność jeszcze u Jana, gdy nasz bohater przekonywał palanta od Benettona, żeby zmył się w krótkich podskokach.
Na początek zafundowali Mortimerowi zimny prysznic – kubek napoju między oczy. Od każdego.
Maciek wycelował precyzyjnie – chlust!
Mundek się zagapił – jego napój wylądował na ziemi, a potem na butach Mortimera.
- Przepraszam najmocniej! – jęknął wstrząśnięty swoją nieuwagą elegant rodu Chrzanów – To były półbuty od Gucciego? Ręcznie szyte? Z krokodylej skóry?
Dwubarwny, czarno-czerwony Mortimer - w karawaniarskim garniturze i w skrajnej furii - podskakiwał w kałuży napoju niczym na trampolinie. Przy okazji ochlapując sobie nogawki znakomicie uszytych spodni aż po kolana.
- Łapy przy sobie! – wrzeszczał – To garnitur od Kitona!
- Poznałem… – Mundek był niepocieszony – Z najnowszej kolekcji „W trumnie z fasonem”?
- Zadzwonię do pani Belli – zaoferował się z dobrego serca Maciek – Niech przyśle panu inną parę. Kalesony na zmianę też? Ma pan mokro?
- Wy… wy… Ja was… - pienił się Mortimer – Ja was nauczę!
- Ciekawe czego? – odciął się Maciek i bracia rozpoczęli zwykły kontredans – lama, drwina, kpina, kolejny napój w oczy, lama, szydzenie z (istotnie poplamionego) garnituru, znowu lama, znowu drwina, kpina, wyszydzanie…
Stanowczo te zabiurkowe maksisy nie mają pojęcia, jak wygląda porządna, prawdziwa bójka!
A potem Tfurca zbiera krytyczne uwagi, że zamiast ekscytującego reportażu wychodzą nudne dłużyzny!
- O, są teściowie! – zauważył nagle Mundek
Istotnie, obaj panowie Bernardowie już robili rozgrzewkę przed włączeniem się do dyskusji.
Tu krótka dygresja – żaden z seniorów nie zniknie z naszej sagi na dobre. Również Patrycjusz Cholernybladea będzie powracał do Wierzbowej Zatoczki. Często. Jako Patrycja Enter-Bubel, rzecz jasna.
- Ja wam pokażę! – odgrażał się Mortimer – Jeszcze zobaczycie!
- Niech pan pokaże teściom, panie Ćwir – zaproponował ugodowo Maciek – My jesteśmy nieletni. Trafiłby pan do pudła! Nam tylko focię można strzelić na Facebooka...
Na domiar wszystkiego Agatce znudził się kosmos i przybiegła z odsieczą.
- Dlaczego on jeszcze żyje? – zapytała surowo, podciągając rękawki turkusowej bluzeczki – Wy fajtłapy!
- Ten pan tylko pytał o drogę! – ułagodził siostrę Maciek – Panie Ćwir, pańska rezydencja jest o, tam na wzgórzu. Bon voyage!
- Chyba że tak! – ucieszyła się Agatka – Bo zgłodniałam. Chodźmy do tatusia, może zrobi nam hamburgery…
I Mortimer Ćwir, gangster i arcymistrz wschodnich sztuk walki, grzecznie odszedł.
Widocznie przekalkulował sobie w skłonnym do intryg umyśle, że bójka z dwoma wyrostkami, dwoma seniorami i jedną smarkulą poważnie nadszarpnęłaby jego wizerunek pana Wierzbowej Zatoczki.
Odchodząc patrzył w górę, pogwizdując i udając, że go tu w ogóle nie było.
Niestety, drań tylko pozorował odwrót.
Mortimer Ćwir był skończoną, mściwą, łajdacką kanalią.
O czym boleśnie przekonał się Maciek w kilka godzin później.
CIĄG DALSZY NASTĄPI
- Drogi Emilu, nie wiesz dlaczego kobiety całują się na przywitanie? Bo nie wypada się od razu pogryźć... my tez bywamy bardzo męskie
O tak, tak mi rób! Tak bym krzyczała Ci w ucho Emilu oglądając jak Ćwir chudy, koszmarny niesympatyczny jegomość jest oblewany CO NAJMNIEJ obślizgłym sokiem ze śliny lamy! O TAK!
- Łapy przy sobie! – wrzeszczał – To garnitur od Kitona!
- Ooooooo, ja bym powiedziała że to VeSRacze.
- I Mortimer Ćwir, gangster i arcymistrz wschodnich sztuk walki, grzecznie odszedł.
- HAHAH! NO I MASZ STRACHU NA WRÓBLE!
- Mortimer Ćwir był skończoną, mściwą, łajdacką kanalią.
- AAAAAAAAAAAAAAAAMEEEEEEEEEEEEEEEEEN!
Rzeczywiście trzeba się nieźle namęczyć, żeby kogoś obrazić - nie mówiąc o bójce
Odcinek świetny pomimo wielkich starań EA i maxisów, by historia nie ujrzała światła dziennego (cóż oni tam mają do ukrycia?). Chyba, że sabotują Emila za jego wypowiedzi, które raczej do najmilszych nie należą
Co do parasolek - EMILU - NA JAKIM TY ŚWIECIE ŻYJESZ? Damy dziś traktują interlokutorów obcesowo z obcasa w Wysokich Obcasach, w odróżnieniu od nie - dam, które oprócz wyżej wymienionego flekowania rzucają o glebę wykorzystując chwyt za ufryzowane kłaki (loki znaczy się), tudzież markowe szmaty. Obsmarowując się dodatkowo i obficie oraz z lubością na fejsbukach i innych naszychklasach.
Parasolką oberwałam tylko raz w życiu - jako dziecko - gdy wylałam na parę narzeczonych kubeł wody. W śmigus-dyngus. Z trzeciego piętra wrocławskiej kamienicy :P Czyli baaardzo dawno temu!
Podczas gdy Jan topi smutki w szklaneczkach napojów wyskokowych, podstępny Mortimer coś knuje. Ciekawe co ?
Mnie on jako żywo przypomina właściciela zakładu pogrzebowego. xD Czyżby miał odegrać jakąś rolę w tym tytułowym pogrzebie ? Najchetniej bym go widziała w roli nieboszczyka.
http://ktosiksims.tumblr.com
@agusiamal - to fakt, nie rozpieszczam EA publicznymi pochwałami. Ale nazwy im nie przekręcam! Przestrzegam reguły dziennikarstwa obywatelskiego: źle czy dobrze, byle z nazwiskiem.
@Alicja1957 - przykro mi z powodu odcisków na twej Szanownej Tylnej Części, Madame. Niestety, mam robotę i nie skoczę po maść do apteki. Może Cyryi coś zostało w tubce?
@Ktosik - niestety, nie będzie to pogrzeb Mortimera. Też żałujemy. Ale maksisy od miesiąca trzymają w szufladzie nasze podanie o zgodę w tej sprawie. I nic. Też się go boją?
Odcinek X
WESELE (cz. 5)
Jan nie miał pojęcia, że poza pawilonem, gdzie siedział czekając na Brygidę, w ogóle istnieje jakieś życie. Wychylał szklaneczkę za szklaneczką i jednym uchem słuchał naszeptywania Bernarda… to jest Patrycjusza.
Czytaj: Patrycji Enter-Bubel.
Od czasu do czasu wyżej wymienioną (wymienionego?) łapał ostry ból korzonków oraz chyba skleroza – rozmasowując bolące miejsca szeptała bowiem tkliwie… do Pawła Kawki. (Jej artykulacyjny bug pomijamy. Nam bardzo trudno się pisze BEZ polskich znaków diakrytycznych)
- Janku, rudzielcu romantyczny… Po co ci jakaś Bryndzia? Spójrz na mnie! Jestem kobietą z krwi i kości. Wulkanem seksu! Marzeniem każdego programisty! Wiesz, ile czasu udoskonalały mnie te maksisy? Jak się kłócili, żeby ustawić suwak z silikonem, wpompowanym w moje kształtne piersi? Przy tworzeniu sukni nawet do bójki doszło. Bo wybrałam żółtą elastilową, a oni chcieli mnie ubrać w siatkowe pończochy i gorset… Jak bym w czymś takim przychodziła do pracy?
Jan puszczał jej paplanie mimo uszu, ale Paweł Kawka nie. Gdy obaj (oboje?) zniknęli, naszemu bohaterowi ulżyło – po raz pierwszy pomyślał ciepło o EA, które pewnie odwołało Patrycję do centrali.
Niestety. Gdy zrealizował kolejny punkt swojego zmodyfikowanego planu czyli upiekł na grillu stertę kurczaków i zachęcał gości, by czekając na powrót panny młodej (HE! HE!) posilili się nieco, Cholernybladea znowu wkręcił się w tłum. Żarł przesuszone kurczaki z taką pasją, jakby to były kawałki Brygidy, poćwiartowanej na odpowiednie porcje i posypanej papryką.
Niestety, musimy ze wstydem wyznać prawdę: kurczaki BYŁY przesuszone. Jan podczas obracania udek na grillu myślał o czymś… o kimś innym, niż o promocji swoich zdolności kulinarnych. Które posiadał nieźle rozwinięte. Od czegoś przecież ten brzuch Maćkowi urósł, prawda?
Cholernybladea żarł i żarł kurczaki, kiełbaski i hamburgery aż do późnego popołudnia – czarując przy stoliku jakąś tutejszą smarkulę, którą pewnie wziął za Agatkę i chciał zbuntować przeciwko Brygidzie.
Ale Agatki przy stolikach w ogóle nie było. Nasza dzielna dziewczynka w przelocie tylko skubnęła jakieś udko i ani na krok nie odstępowała Jana. Który po upewnieniu się, że kurczaków i innych specjałów z grilla starczy gościom na tydzień, wycofał się do pawiloniku i – czekając na narzeczoną – czytał jedną książkę po drugiej.
Ze szczególnym uwzględnieniem bestsellera „Jak ją zdobyć”.
Pokrzepiając się drinkami w przerwach między jedną a drugą lekturą, pracowicie donoszoną przez Agatkę, („Jak ją zdobyć” opanował już na pamięć) Jan nie spostrzegł, niestety, Maćka, który w pewnej chwili wpadł do pawilonu wyraźnie zaniepokojony.
UWAGA: dla udokumentowania tfurczej prawdomówności, ośmieliliśmy się nakręcić PIERWSZY W NASZEJ KARIERZE film video. Specjalnie na ten dramatyczny moment. I kicha. Jak się wkleja te filmy?
[url="C:\Users\EndUser\Desktop\Wesele I"]C:\Users\EndUser\Desktop\Wesele I[/url]
(Załączam screen na dowód, że Mundek wpadł... i wypadł)
Szkoda, że Jan nalewał sobie drinka za drinkiem. Gdyby przestał choć na moment roić, że czarnowłosy wamp po prostu zasiedział się w… ehem… parkowej Świątyni Dumania, natychmiast by wyczuł, że powietrze nad Wierzbową Zatoczką po raz drugi stężało do konsystencji płynnego betonu.
Wrócił Mortimer Ćwir.
Pierwszy natknął się na niego Mundek w drodze z… z miejsca, gdzie rzekomo miała przebywać jego piękna niedoszła nowa mamusia.
Nie, Mundek nie oddawał się tym razem swojej ulubionej rozrywce. Próbował jako tako doczyścić błękitną marynarkę, wymiętą podczas pierwszego spotkania z Mortimerem i dodatkowo upapraną tłuszczem z kurczaka. Bo gdyby do parku zajrzała akurat Marynia Bezbzikówna…
- O, znów się spotykamy! Jak miło, że nie porzucił pan naszej skromnej imprezy! – flagowy elegant rodu serdecznie potraktował prawicę gada elektrycznym brzęczykiem – Witamy! Witamy uniżenie!
Przez plac zabaw ile sił w nogach pędził ku nim Maciek, więc gangster zdążył tylko pokazać, gdzie trafią obaj młodzi Chrzanowie… już za chwilę, skuci kajdankami przez miejscowych stróżów prawa.
- Za uprzejmość wobec hien? Idź pan leczyć główkę! – zdążył tylko odpowiedzieć Mundek…
… i już dopadł ich Maciek. Nawet nieszczególnie zasapany.
- Znikaj, Mundek! – komunikat był jasny i niestety, eliminował elegancką odrośl rodu Chrzanów z dalszej części spotkania - Po parku kręci się dyro. Jak cię zobaczy, poleci do staruszka w sprawie tych… no wiesz, świerszczyków za sedesem w szkole. A biedny fater ma dość kłopotów na dzisiaj. Właź w krzaki!
- Brudna sprawa… - zasępił się elegant i nie miał bynajmniej na myśli stanu swojej marynarki, której po zabawie w chowanego z dyrektorem Elitarnego Liceum Fundacji Landgraaba nie doczyści już żadna pralnia – Trudno. Cześć, panie grabarz!
- Pozwoli pan, że zastąpię brata? – Maciek nie na darmo był najlepiej wychowanym nastolatkiem rodu – Szkoła ważniejsza… sam pan rozumie…
- Nagram ci video! – zdążył krzyknąć za bratem Maciek… i zaczęło się.
- Nie żyjesz! – oznajmił czarny charakter lodowatym głosem – Szykuj się na śmierć! Dość mam plugawienia MOJEGO miasta przez takich jak wy... aroganckie przybłędy czort wie skąd...
Psiakrew. Szkoda Maćka… Tyle się nabiegał, żeby schudnąć.
Niestety, Moje Czcigodne (i z pewnością już zapłakane Czytelniczki). Ale life is brutal i full od zasadzkies.
CIĄG DALSZY NASTĄPI
(Próbowałem wykasować w trybie edycji tę pustą plamę pod linkiem z video. Też mi się nie udało. Nie lubię poniedziałków!)
Chłopaki trochę niemrawo do sprawy się zabierają - co prawda nastolatki - ale przecież wielkie chłopy z nich! A ten Mortimer Ć. to przy nich na straszne chuchro wygląda
Life is brutal, full of zasadzkas and sometime kopas w dupas, Emilu! Niestety. Jak tak dalej pójdzie, to cztery pogrzeby będą, a nie cztery wesela! A moje korzonki zdążą zapuścić się w glebę!
Tfurca mi dzisiaj padł...
Cały dzień jak wściekły włamywał się do Galerii, zanim opanował te czary-mary. Potem budował dom dla mnie - nawet mu ten domek przytulny wyszedł, ale do rodziny wkręcił się (jakim cudem?) Cholernybladea jako Patrycja Enter-Bubel
Tubkę maści podeślę Ci, Alicjo, mniej więcej za godzinę. Do apteki wyślę Patti, niech wypoci trochę silikonu z biustu. A potem przypilnuję Tfurcy, żeby napisał kolejny odcinek.
Do rana pewnie skończy to straszliwie długie pierwsze wesele. Zanim obaj dostaniemy niestrawności od przesuszonych kurczaków.
- Cały dzień jak wściekły włamywał się do Galerii, zanim opanował te czary-mary.
- O tak, wpadł wpierw do mnie do galerii żeby wyraźnie zaznaczyć, że jego uroda jest nieprzemijająca. A podobno to MY kobiety tylko z tym lusterkiem na spacer chodzimy?
Dobrego wieczoru!
Może to ją przywoła.
http://www.youtube.com/watch?feature=player_detailpage&v=RyT2Th5-CV4
http://ktosiksims.tumblr.com
Za mało serduszek Wam wyserduszkowałem, Drogie Panie, po włamaniu się do Galerii?
Naprawię błąd. Ale najpierw zamieszczę kolejny odcinek:
Odcinek XI
WESELE (cz. 6)
- Ja walczę uczciwie, panie Ćwir! – Maciek, chociaż chłop potężny niczym Kopiec Kościuszki (co słusznie wytknęła nam jedna z PT Wymagających Czytelniczek), był naiwnym nowicjuszem, jeśli chodzi o kontakty z gangsterami. Przyjął za dobrą monetę gest Mortimera, gdy ten pokazał mu pustą rękę na dowód, że i z jego strony nieczysta walka nie wchodzi w grę.
He! He! He!
- Sam szkielet z pana… Chucherko w trumiennym garniturku. Czy pani Bella źle gotuje?
- Jeszcze słowo o moim stroju i złamię ci szczękę! – Mortimer uważał się za arbitra elegancji Wierzbowej Zatoczki. Sugestie (skądinąd prawdziwe) odnośnie zdolności kulinarnych Belli Ćwir mógł puścić płazem.
- Pańska matka była lamą? Mleczka nie miała, nie wykarmiła?
- Ciekawa sugestia… - Mortimer udał, że przegląda swoje drzewo genealogiczne, a potem potrząsnął przecząco czarnym łbem – Nie. Moją matką była Lucilla Landgraab, jedyna córka i spadkobierczyni fortuny Landgraabów. Zmarła młodo, niestety…
Kłamał. Był owocem nieprawego i potajemnego związku starego dziwkarza Cyryla Landgraaba z niejaką Lucillą Wiaderko, miejscową ku… ehem… z pewną niebrzydką, ale bynajmniej nie prywatną mieszkanką Wierzbowej Zatoczki. Gdy Mortimer dorósłszy w środowisku lokalnych alfonsów podstępnie omotał, wykradł z domu i poślubił prawowitą spadkobierczynię Landgraabów czyli Bellę, kupił podstarzałej już matce mieszkanko w Bridgeport i kazał zmienić nazwisko. Teraz nazywała się Lucilla Pełnewiadro i uchodziła za zamożną wdowę po adwokacie.
- Przykro mi z powodu tej straty, panie Ćwir… Ale niedługo się spotkacie. Wleję pana przez rurkę do grobu szanownej mamusi.
- Nie tak szybko, gówniarzu! Mam czarny pas!
- W kalesonach? Zamiast gumki? Pokaż pan! – i Maciek naszykował smartfon, by zrobić focię gaciom przeciwnika i wysłać w krzaki do brata.
Nie będziemy dokumentować następnej części spotkania: jak słusznie zwrócono Tfurcy uwagę, to gra dla dwunastolatków, choć maksisy nie uwzględniły, że dzisiejsze szczawiki to pokolenie kina akcji i na przerwach w gimnazjum naparzają się jak należy. Nastolatek NIE MOŻE przyłożyć w ryj dorosłemu Simowi. Nie ma takiej opcji. A zestaw wykpij – obraź – lama – chluśnij napojem prezentowaliśmy PT Czytelnikom przynajmniej ze trzy razy.
Nawet gdy Maciek uznał Mortimera za wroga, kryształek nad jego głową nie zmienił koloru.
Dopiero kiedy Ćwir, wyszkolony Krav Maga Maor, wykonał od niechcenia klasyczne TKO wzbogacone kilkoma elementami sanshou (a może savate?), Maciek zawył i kryształek gwałtownie nabrał rumieńców:
- Paluchem w oko? Ty draniu!
Dla porównania prezentujemy oba zdjęcia – przed i po TKO.
I wtedy z głębi parku nadszedł szybkim krokiem Paweł Kowal. Tajniak z miejscowego posterunku policji. Totumfacki Mortimera Ćwira, sowicie opłacany przez naszego gangstera za legalizowanie jego brudnych interesów… i uciszanie przeciwników.
- Ten chłystek się panu naprzykrza, szefie?... panie Ćwir? – zapytał mniej przymilnie, niż zazwyczaj, ale zdecydowanie służalczo.
Powód karygodnego braku przymilności był znany im obu: nieco wcześniej Mortimer przydybał Kowala z Cholernymbladeą za… ehem… toaletami i nie znając prawdziwej tożsamości zbugowanego pliku, nawymyślał jednemu i drugiemu od śmierdzących, wrednych, zdegenerowanych pedałów.
Niestety, Ćwir był bowiem nie tylko łajdakiem, obermafiozem i skończonym draniem, lecz także homofobem.
- Napadł mnie! – oznajmił Mortimer Kowalowi – Bez powodu! Spacerowałem po parku, a on doskoczył i… Weźcie go na posterunek i pouczcie, że park jest dla wszystkich!
- Ja napadłem? – wrzasnął Maciek – Dźgnął mnie w oko brudnym paluchem! O, siniak… Mam dokumentację!
Ale Kowal bez ceremonii wyrwał mu z ręki smartfon i schował do własnej kieszeni.
- Nic nie masz, gówniarzu. A słowu pana Mortimera w naszym mieście wierzymy bardziej, niż dowodom… Idziesz ze mną dobrowolnie czy mam cię skuć?
Żegnał ich cyniczny grymas na lisiej twarzy Mortimera.
- Wiecie co robić, aspirancie Kowal?
- A bo to pierwszy raz, panie Ćwir? W szpitalu też wiedzą. Nieszczęśliwy wypadek drogowy – i dla potwierdzenia swojej gotowości do dalszej współpracy gwizdnął młodego Chrzana w ucho, aż zaudniło.
- Mundek! Zaopiekuj się fatrem! – zdążył wrzasnąć na odchodnym skrzywiony z bólu Maciek i dał się wywlec z parku, bo nastoletni Simowie muszą słuchać policji, nawet tej najbardziej tajnej i skorumpowanej do szpiku kości. Nie mają innej opcji.
Nie mają?
O nie, wy przewrotne maksisy! Nie z nami te numery!
Gdy w Wierzbowej Zatoczce posterunek policji wyleci w powietrze, zobaczycie, ile są warte wasze starania, by bronić swoich bydlaków jak niepodległości, a NASZYM Simom jak najszybciej wskazywać drogę na cmentarz!
Trzymaj się, Maciek! Tfurca już wykopuje granaty z ogródka i pędzi na posterunek!
(przerwa techniczna do czasu, gdy odbijemy Maćka).
Siedzę i ryczę ze śmiechu - tak, ryczę! - czytając Twoją opowieść Emilu
Jak dobrze, że mamy takich literatów jak Ty i Ela tu na forum!
Cmokasy Emilu