Ja już po prostu czytam z ciekawością . I czekam na zakończenie, w którym Tfurca wyjaśni maluczkim co i jak... Na razie jestem pogubiona . Już mi się nawet kręci i miesza w głowie - raz Brygida szczupła, za chwilę pucołowata, znowu szczupła... To najdziwniejszy efekt jojo jaki widziałam...
Bo Agusiu Emila wyjaśniał w międzyczasie - co ci zapewne umknęło -że musiał skorzystać z wcześniejszych zapisów gry z powodu ostatniego bugu (podwojenia się niektórych postaci). Co do zakończenia - ja już na nie nie czekam P prostu czytam jak leci, ale każdy kawałek dostarcza mi sporą dawkę przyjemności - dla oczu i ducha
Alu, ja wiem ! Ale i tak zazdroszczę tak szybkiej utraty wagi... A odcinek bardzo mi się podobał i już nie zwracam uwagi, ja coś mi nie pasi - tak jak mówiłam, mam nadzieję że jakby co to na koniec Emil wyjaśni mi wszystko łopatologicznie jak tak zwanej krowie na miedzy...
"Ja mam głupią gębę? – zdumiał się Maciek – Cass… Kaśka mówiła, że jestem całkiem przystojny… i bardzo mądry!"
Fajne dialogi między zając..chłopakami ! Coś mi się zdaje,że jeszcze będzie wojna (o Mańkę?)
Pierwsze zdjęcie mnie rozbawiło, Jan wygląda jakby mu kucyk wyrósł, a to krzesełko w tle
No i sobie małżonkowie gruchają, problemy olewają, węszę jakąś sensację.
– Myślisz, że damy radę? We dwójkę przeciwko całemu miastu?
- NO JAHA! A co! KIJ IM W OKO!
Hahah Właśnie zjadłam spagetti, Jan się zna na kuchni.
Spacer w papciach przez park, Janie... ty masz jakiegoś słabego stylistę...
- I ja nie nawet zauważyłam, że figlowałam sama ze sobą? Co za cuda!
- HAHHAAAAAA!!!!!
Noże na szybie: ja się nie dziwię że ludziska się ich boją... takie architekturalne foux pas... koszmar.
- Maciek się włóczy z Ćwirówną po barach? – osłupiał Jan – No, ja mu pokażę!
- JA TEŻ JA TEŻ! BIĆ GO! Z BYLE KIM ALE NIE Z ĆWIRÓWNĄ! A FE!
Bracia, zgoda w rodzinie musi być, a Ćwirówna jest taka brzydka że najlepiej niech tyłem chodzi...
Jan sie przemieszcza w czasie i przestrzeni i to w pizamce! Na miejscu Brygidy jednakowoz zabronilabym mu takowych podrozy. Juz widze te scen
"- Kochanie samo mnie przenioslo. Ja wcale nie chcialem wyladowac w tamtej cudzej sypialni! I odloz ten noz plz... "
Na prawdziwe zaslepienie rady nie ma. Macius i Kass sa zdaje sie na siebie skazani.
- "Za jakie grzechy ?!" - juz slysze Maciusia po 10 latach po tym wyroku
Dialogi i opisy jak zawsze super zabawne
Rozbroiła mnie ta rodzinna solidarność, jak miło poczytać, że mimo różnych zawirowań, wszyscy się wspierają, i są gotowi na walkę z całym miastem. Oby im się udało.
Brygida zaskakuje nas w każdej sytuacji, raz zachowaniem, innym razem tajemniczymi krewnymi.
- Ach, Brygido… Co ja bym począł bez twojego rozsądku i odwagi! – szepnął Jan, gdy opuścili pokój Bernarda, by starszy pan mógł w spokoju zapakować kopię drzewka szczęścia, przeznaczoną do parkowego pawilonu i rozpocząć kolejne arcydzieło. Albo portretowanie gnomów, które zapowiadał w ramach swojej prywatnej walki o szczęście rodziny.
- Tobie też nie brak ani rozsądku, ani odwagi, ukochany… - stwierdziła z pewną taką nieśmiałością czarnowłosa małżonka naszego bohatera – Tylko… tylko zbyt łatwo ulegasz magii pozornych autorytetów. Autorytet musi na to naprawdę zasługiwać, a nie tylko zajmować stanowisko! Zadzwonił jakiś pijaczek i bez sprzeciwu zacząłeś szykować rodzinę do przeprowadzki! Bo był to dyrektor liceum? Wielka mi szycha! Nad dyrektorem jest kuratorium, a nad kuratorium ministerstwo… Skoro uważałeś, że usunięcie chłopaków ze szkoły jest niesprawiedliwe, powinieneś od razu przystąpić do walki!
Jan przyglądał się żonie z nieukrywanym zachwytem. Miała tyle ognia i zapału w oczach! Los dał mu w prezencie nie tylko Kobietę Wyjątkową, lecz i wojowniczkę na miarę Hipolity, królowej Amazonek, a może nawet samej Lary Croft.
- Masz rację, najdroższa… Może omówimy to w naszej sypialni?
- Jesteś taki niecierpliwy, mężu! – roześmiała się nasza czarnowłosa bohaterka nie zwracając uwagi na fakt, że wygląda grubo, bo maksisy znowu uniemożliwiły Waszemu Uniżonemu Tfurcy zrobienie fotek w odpowiednim momencie i paskudnie utuczyły Brygidę na swoich piekielnych soczkach – Poczekaj, przed nami cała noc! Najpierw pobiegam, bo coś dziwnego dzieje się z moją talią, a potem porozmawiam z chłopakami, zanim się pozabijają w swoim pokoju. Ale ty się zdrzemnij, bo wyglądasz bardzo blado… Miałeś ciężki dzień. Obudzę cię na kolację.
- Kocham cię, Brygido… - szepnął Jan
- Kocham cię, Janie – odszepnęła Brygida, chociaż mogliby wreszcie zmienić tekst, bo cytowaliśmy go już tyle razy, że nasi Wielce Wymagający Czytelnicy zarzucą nam, iż się powtarzamy jak sklerotyczna małpa kataryniarza. I będą mieli rację.
Więc Jan położył się grzecznie do łóżka…
… a Mundek, który jak pamiętamy, niczym antyczny heros postanowił w pojedynkę stawić czoła gniewowi ojca, nadział się pod pokojem chłopaków na znanego i nam, i połowie Wierzbowej Zatoczki blond aniołka, który ze smętną miną człapał do łazienki.
- Podsłuchiwałeś? – zaniepokoił się elegant rodu Chrzanów, bo dyskusja z Maćkiem o świerszczykach i lachonach na pewno nie była stosowna dla osobników poniżej lat szesnastu.
- Czekałem, aż Agatka wylezie z rakiety, bo też chciałem się pobawić… - chlipnął Ivo tak cichutko, że charakterny nastolatek musiał dobrze nadstawić uszu, by pojąć rangę problemu faktycznie o wiele istotniejszego, niż jakieś tam prymitywne podsłuchiwanie – Ale ona będzie tam siedzieć do północy, więc wykąpię się i… może nakarmię jej żabska, bo nie nasypała niczego do akwariów i jak zdechną z głodu, znowu będzie na mnie.
- Powiem jej, żeby odrabiała lekcje, zamiast bawić się przez cały wieczór! – zaproponował Mundek na odczepnego, bo miał do załatwienia sprawę szlabanu Maćka, ważniejszą niż pogawędki o dziecięcych symulatorach.
- Nie – Ivo smutno potrząsnął blond łebkiem – To twoja siostra… a ja… Przybłęda. Głupi dodatek do mamy, bo ożeniła się z twoim tatą. Kim jestem, żeby przerywać zabawę komuś od was?
I z paluszkiem w buzi odmaszerował do łazienki, zanim Mundek odnalazł w gębie własny język.
Nasz charakterny nastolatek poczuł się jeszcze gorzej niż w szatni, gdy pięść Maćka eksplodowała mu na szczęce. Prawdę mówiąc, nagle zrozumiał, że zachował się wobec malca Brygidy jak ostatnia świnia, odreagowująca na innych prywatne kłopoty.
- To nie tak… - krzyknął za nim ale łobuziak nawet się nie odwrócił
Zza drzwi małżeńskiej sypialni dochodziło ciche pochrapywanie Jana, więc Mundek zamiast wracać do pokoju chłopaków i potulnie kruszeć, jak obydwóm przykazano, zaczaił się pod łazienką.
- Źle mnie zrozumiałeś, blon… Ivo! – wszedł (bez pukania), gdy tylko umilkł szum prysznica – To znaczy… zrozumiałeś dobrze, tylko ja źle powiedziałem. Widzisz, mamy z Maćkiem kłopoty. Spore. I dlatego byłem wściekły… i wyrzuciłem cię z łazienki…
- No wiem… - mały kiwnął głową z pełną powagą – O tych kłopotach. Naparzaliście się w szkole jak dwa szatany i oj… to znaczy, wasz ojciec…
- To także twój ojciec. Twoja mama oże… tfu, wyszła za mąż za naszego tatę, więc rodziny zostały połączone. Jesteśmy jedną fajną, dużą rodziną. Rozumiesz?
- Nie. Dlaczego mama orze tfu?
- Nie orze, tylko oże. Bo ożenić się może facet. Kobieta wychodzi za mąż. Ale grunt, że wreszcie są po ślubie, więc masz tatę, dwóch braci i siostrę… A my mamy dziadka i brata.
- I mamusię!
- Taaa… I mamu… Brygi… Matkę. Muszę wymyślić jaką nazwę, bo mamusia to dobre dla takich szkrabów, jak ty!
- A rozmawiałeś z nią?
- O czym? – zdziwił się Mundek
- Z nią można o wszystkim – przekonanie w głosie małego omal nie wywaliło drzwi do łazienki – Chodź! No, chodź, już wróciła z joggingu…
- Poczekaj! Wezmę prysznic… brudny jestem… włosy mi się kleją… - czołowy elegant rodu struchlał na myśl, że miałby się pokazać nowej mamusi w stanie dość mocno zużytym, ale blond łobuziak ledwie pozwolił mu wciągnąć gacie na goły tyłek.
- Szkoda czasu na mycie i inne pierdoły! Śmiało… bracie! – zadecydował kategorycznie, po czym za rękę wywlókł Mundka do hallu akurat w chwili, gdy nasza czarnowłosa bohaterka opuszczała drugą łazienkę z upudrowanym po joggingu noskiem.
- Mamusiu! Broń chłopaków! – zażądał tonem, od którego pozieleniały ze strachu gnomy w swojej szklanej trumnie na poddaszu.
- Przed kim? Przed czym? – Brygida udała bezbrzeżne zdziwienie, w głębi duszy była jednak uradowana, że zlepiona z dwóch kawałków rodzina cementuje się w tak błyskawicznym tempie.
Agatka, dotychczas beztrosko penetrująca głębie kosmosu nagle zaniepokoiła się, że ominie ją coś ważniejszego niż meteory i świecące na czerwono kwazary. A nawet asteroidy.
- Iviak! Rakieta wolna! – zawołała od progu
- Wsadź ją sobie w nos… siostra! Wołaj Maćka!
I Agatkę, ku jej niesamowitemu zdziwieniu, nogi same poniosły w stronę pokoju starszych braci.
Maciek wylazł z zajęczej jamy dość niechętnie.
- Co jest? – burknął biegając oczami naokoło głowy, czy przypadkiem pod jakimś krzesłem nie czyha Jan, by sprawdzić, jak wykonywane są jego dyrektywy – Mieliśmy siedzieć w pokoju i nie ruszać się, dopóki nie…
- Popatrz, jak oni wyglądają, mamusiu! – kontynuował dość przekonująco blond łobuziak – Jakby wpadli pod walec drogowy! A oj… a tata jeszcze ich skrzyczał nie wiadomo za co! Czy tak się postępuje z rannymi? Nawet, jeśli przechodzili na czerwonym świetle i wpadli pod ciężarówkę, należy im się współczucie… a dopiero potem ochrzan! A jak zachorują na zakażenie?
Brygida wreszcie na własne oczy obejrzała ogrom zniszczeń, dokonanych na facjatach obu drani podczas braterskiej pogawędki w szatni. Faktycznie, dewastacja była spora i w miarę upływu godzin coraz bardziej puchła i siniała.
- No dobrze… - nasza czarnowłosa rozjemczyni nawet dość zgrabnie udała, że nie zamierzała wtrącać się w sprawę bójki, lecz zmusiły ją do tego okoliczności - Opatrzę was. Agatko, kochanie, przynieś mi jodynę i gazę albo watę. Są w apteczce w komodzie…
- To niepotrzebne, mamu… mother! Samo przyschnie.
- Jodyna? To ja wracam do pokoju! – spłoszył się Maciek
- Nigdzie nie idziesz. O co wam poszło?
- O… o ten zagubiony garnitur – wydusił wreszcie prawdę Mundek – Zginął przeze mnie, ja nie zauważyłem a Maciek oberwał. No to się odegrał. Żalu do siebie nie mamy i naprawdę nie rozumiem, co tak zdenerwowało ojca…
- Nie powiedział wam, że zostaliście… - Brygida urwała w pół słowa
Skoro Jan nie powiedział draniom najważniejszego, że wywalono obu ze szkoły, nie chciała męża w tym wyręczać.
- Że gdzie zostaliśmy? – zdziwił się Maciek
- Nigdzie. Wracaj do pokoju. A ty, przystojny synu, opowiesz mi dokładnie, jak można zgubić garnitur i nawet tego nie zauważyć.
Maciek pomknął do zajęczej jamy z wyraźną ulgą, zaś Mundek z gniewem wzniósł rękę ku sufitowi.
- Mówię ci, mother, to sprawka tych gnomów! Wszystkie się zaśmiewały jak cholera, kiedy ojciec nas opier… ehem…
- Nie przy dzieciach! – upomniała go stanowczo Brygida
- A te dzieci to kto? – obruszyli się zgodnie Ivo i Agatka, która tylko zajrzała do małżeńskiej sypialni i zobaczywszy smacznie śpiącego Jana, nawet nie pofatygowała się do komody, tylko pędem wróciła w o wiele bardziej interesujące miejsce – Niedługo będziemy w drugiej klasie. Nie traktuj nas jak głupich smarkaczy, mamusiu!
- Dobrze! Nie będę – zgodziła się Brygida – A teraz opowiadaj, Mundek, co przydarzyło się garniturowi.
- Tylko bez ściemy! – poparła ją Agatka – Bo chłopaki strasznie kłamią, mamusiu… Ale ja zdemaskuję każdego, kto ci będzie wciskał kit!
Ivo słuchał z rosnącym rozbawieniem i porozumiewawczo mrugał do Mundka.
- Ha, ha, specjalistka od kitu! A kto twierdził, że pułkownik jest ważniejszy od generała? Nawet na stopniach wojskowych się nie znasz… siostra!
- Mój Pułkownik jest ważniejszy! – upierała się mała Chrzanówna
- Twój Pułkownik nie istnieje! Ani ten Galaktyczny Młynek… kłamczucho!
- Powiedz mu, mamusiu! – pisnęła oburzona Agatka
- Nie istnieje! Nie istnieje! – naśmiewał się blond łobuziak
- Istnieje! A ja jestem jego ulubioną pilotką! I jak ci przywalę dezintegracyjną rakietą w ten głupi blond łeb…
- Cicho, dzieciaki! – zainterweniowała stanowczo Brygida - Wystarczy awantur na dzisiaj! Mów, Mundek, o garniturze i uciekajcie odrabiać lekcje! No, w jaki sposób zniknął z sypialni ojca?
- A ja wiem, co się stało z garniturem, aha! – Agatka nie byłaby Agatką, gdyby nie zarezerwowała sobie ostatniego słowa, a jej ostrzegawczo uniesiony paluszek zapowiadał straszliwy odwet na kłamliwej populacji chłopaków, gdyby spróbowali wcisnąć kit tu obecnemu damskiemu tandemowi – Widziałam, Mundek, jak upychałeś do skrzyni tę swoją literaturę z biblioteczki… pod stare albumy… a z wierzchu przykryłeś garniturem!
- Nie miałem w biblioteczce żadnej literatury! – próbował się wypierać charakterny nastolatek – Co ty wygadujesz, smarkata?
- Miałeś! Te pisemka… o modzie. Z paniami w dziurawych pończochach i w samych biustonoszach! Chciałam obejrzeć, żeby wiedzieć o co chodzi z tą elegancją, o której ciągle gadasz, ale niektóre panie były takie biedne, że nie miały na sobie nawet maj…
- Agata! – ryknął Mundek z rozpaczą
- Co Agata? Przecież ja nic nie powiedziałam! – zdumiała się rezolutna Chrzanówna – Szkoda tylko, że nie pokazałam tej sterty bratu Iviakowi, byłby jeszcze jeden świadek, skoro się wszystkiego wypierasz… tchórzu!
Brygida z trudem stłumiła uśmiech i pomyślała, że musi poszukać dobrego poradnika o postępowaniu z nastolatkami. Bo co prawda Mundek wkrótce miał osiągnąć pełnoletniość, ale miała jeszcze dwóch… jak na razie… synów i profesjonalne wskazówki mogły się przydać.
- Nie mówimy o żurnalach, tylko o garniturze tatusia – przypomniała – No?
- No… - Mundek w poszukiwaniu natchnienia poskrobał się w głowę – Z garniturem było tak. Ja… ja rzeczywiście pakowałem książki z biblioteki… i znalazłem tam żurnale… ale nie moje, tylko chłopaków z klasy. Bo całkiem o nich zapomniałem. Przechowywał je w naszym regale konkretnie ten… no, Dominik Kawka, bo chce iść po maturze na studia dla projektantów, a jego ojciec… wiesz, mother, ten sierżant, który tak spałował Maćka po pierwszym weselu, kiedy uciekłaś ojcu…
- Nie uciekłam. Ja musiałam… - zaczęła Brygida ale urwała w pół słowa – Nie zmieniajmy tematu. Więc oddałeś… ehem… żurnale koledze i on przez pomyłkę zabrał też garnitur?
- Tak. Nie. To znaczy… Garnitur został… w skrzyni z rupieciami. I zapomnieliśmy go wziąć, i ja, i Maciek. Tyle zamieszania było z przeprowadzką… A potem Maciek zarobił szlaban, że to niby przez jego gapiostwo… a to przecież ja… my obaj…
- I o to się poczubiliście w szatni? Któremu należy się szlaban?
- Nie. Tak. To znaczy… Strasznie trudno wytłumaczyć o co konkretnie poszło, mother – Mundek bezradnie rozłożył ręce – Bo Maciek i ten chudy lachon, Kassandra, zaczęli ze sobą kombinować i jołop myślał, że mu ją chcę odbić… a to bzdura, bo wolę Mań… to znaczy, ładniejsze dziewczyny. Ale słowo honoru, nie mam ani jednego świersz… żurnala. Wszystkie poszły do chłopaków. Wierzysz mi, mother? I połowa tego szlabanu należy się mnie, bo gdybym ja też nie zapomniał o garniturze, ojciec byłby wystrojony na ślub jak lala. No, głupio wyszło…
- A co wspólnego z garniturem miał Mortimer Ćwir? – chciała jeszcze wiedzieć nasza czarnowłosa rozplątywaczka skomplikowanych sytuacji, podszytych modowymi żurnalami z chudymi lachonami w tle – Bo Jan… wasz ojciec mówił, że ukradziono go z ciężarówki.
- Mortimer? Z garniturem? A… nic. Zupełnie nic. To był plan ratunkowy.
- Niezły plan, po którym trzeba będzie remontować szatnię! No dobrze. Wyjaśnię waszemu ojcu, że nic wielkiego się nie stało – zdecydował wreszcie nasz czarnowłosy Anioł Pokoju – Ale obaj z Maćkiem musicie na serio zająć się nauką. Wasza szkoła… to jest najważniejszy temat, nie jakieś garnitury na ślub, który się i tak odbył. Albo randki z chu... z Kassandrami!
I poszła wyjaśniać Janowi, że wszystko już załatwione, zające na pasztet zmielone jak należy, solidarność braterska młodego pokolenia Chrzanów kwitnie, a dziesięć dni szlabanu za banalne zapominalstwo to przynajmniej o osiemdziesiąt procent za dużo, nawet uwzględniając solidarny podział kary na obu drani. Długo musiała to wyjaśniać wyjątkowo niedomyślnemu mężowi... i jeszcze dłużej trwało, nim się zgodził, że w tym konkretnym przypadku szlaban i tak jest bez sensu, skoro jutro mieli przenieść Maćka do liceum w Oazie.
- To ja pobawię się w rakiecie! – obwieścił radośnie Ivo i pokazał figę z makiem Agatce, zanim zdążyła zaprotestować, po czym w podskokach wypadł przed dom.
- I co, zadowolona jesteś, wredna mała donosicielko? – syknął Mundek, gdy Brygida i Ivo zniknęli z zasięgu głosu.
- Nie do końca! – oznajmiła cynicznie nasza sprytna Chrzanówna – Za to, że nie powiem tatusiowi, jak głupio schowałeś te żurnale, wbijesz mi dodatkowe haczyki na moje wydruki nieba… i pokombinujesz, żeby się wszystkie zmieściły nad łóżkami. Bo zdobyłam dwa nowe! I naprawisz ten gadający mechanizm Pana Zielonki, bo się biedak zaczął jąkać. A jutro przetłumaczysz mi z angielskiego taki długi artykuł o czarnych dziurach. Dam ci link.
- A fartuszka do szkoły ci nie wyprasować? – jęknął ostatecznie pognębiony nasz charakterny nastolatek
- Fartuszka? – prychnęła Agatka z pogardą – W szkole by wybuchła zaraza, gdybym się pokazała w czymś takim! A teraz, elegancki bracie… Zakasuj rękawy i do roboty!
Co miał począć Mundek? Zakasał. A Agatka po raz kolejny pomyślała, że dziwne są te chłopaki. Przecież paniom w siatkowych pończochach musiało być zimno, więc miały sine nogi i pewnie wyglądały jak mrożone kurczaki albo oskubane z piór gęsi. Czy taki widok mógł się komukolwiek podobać? Na przykład… blond łobuziakowi?
- No trudno… Jak będzie trzeba, to poproszę tatusia, żeby mi kupił… – postanowiła po dłuższym namyśle i zadowolona powędrowała do obserwatorium zdobywać kolejne wydruki nieba.
-
Które i tak ledwie mieściły się na ścianie dziecięcego pokoju.
A tam zaraz, grubsze babki też są pracowite... w łóżku a chłopina się nie poobija
Oj, biedny Ivo ma kryzys, nikt go nie faworyzuje, każdy zdaje się zajmować własnym nosem...
Nie jest to sprawa łatwa gdy dwie rodziny się łączą, szczególnie gdy każda postać ma tak silną osobowość. Spięcia przewiduję, niesłabnące.
W sumie to uważam że Agata jest najodważniejszą członkinią rodziny Chrzanów. Będzie z niej jakaś agentka tajna coś czuję.
Kłótnie rodzeństwa, nie znam się, nie lubię. Trudno takie walki bezstronnie rozstrzygać
HAHAH! Dzieciaki są jednak bardzo spostrzegawcze, znają się szczególnie na modzie, ku zmartwieniu dorosłych
ahahaha Emilu! uśmiałam się super super
świetnie połączyłeś obrazki ze słowem pisanym, historyjka wymiata...
Agatka jest moim idolem, szczególnie ostatni tekst odcinka mnie zauroczył jak trzeba to powie i tata zakupi jej dziurawe rajstopki ahahahaha
mega!
przy okazji wydruki nieba bajka! a ja w swojej grze nie mam żadnego ba! nawet nie wiem jak się do tego zabrać, żeby je zdobyć
Dialogi są bezbłędne...
Zdjęcia nieba rzeczywiście są bajeczne, u mnie na ścianach domu ich pełno.
Czy pisałam, że dialogi są bezbłędne?
Agatka im wszystkim pokaże...
Brygida Aniol Pokoje dyskretnie i sprawnie przejela ster rzadow w rodzinie. Kto lepiej od niej doradzi Janowi? Ktoz lepiej od niej wybroni przybranych synow od ojcowskiej kary? Tylko delikatna interwencja kobieca! Jak ta rodzina mogla funkcjonowac przed nastaniem tych dyskretnych rzadow, to wrecz trudno sobie wyobrazic teraz!
Rodzaj meski jest tu tylko tlem pary wspanialych zenskich postaci tutaj. Dyplomatka Brygida i dominujaca Agatka. Obie rzadza na swoj sposob rodzina. Kiedy te dwie osobowosci w koncu sie zetra, nawet o blahostke bedzie goraco. Naprawde trudno przewidziec wynik, choc ja stawiam na intrygantke Agatke.
Jak zawsze przyjemna i odprezajaca lektura
Świetnie się czytało, a dyskusja o żurnalach rozbawiła mnie. W sumie mała Agatka miała rację, skąpa ta moda dla biednych pań, haha.
Oby tylko nie chciała zaimponować swojemu przyszywanemu braciszkowi, strojąc się w jakieś modne ciuszki ze Mundkowego katalogu. XD
Komentarz
Fajne dialogi między zając..chłopakami ! Coś mi się zdaje,że jeszcze będzie wojna (o Mańkę?)
No i sobie małżonkowie gruchają, problemy olewają, węszę jakąś sensację.
– Myślisz, że damy radę? We dwójkę przeciwko całemu miastu?
- NO JAHA! A co! KIJ IM W OKO!
Hahah
Spacer w papciach przez park, Janie... ty masz jakiegoś słabego stylistę...
- I ja nie nawet zauważyłam, że figlowałam sama ze sobą? Co za cuda!
- HAHHAAAAAA!!!!!
Noże na szybie: ja się nie dziwię że ludziska się ich boją... takie architekturalne foux pas... koszmar.
- Maciek się włóczy z Ćwirówną po barach? – osłupiał Jan – No, ja mu pokażę!
- JA TEŻ JA TEŻ! BIĆ GO! Z BYLE KIM ALE NIE Z ĆWIRÓWNĄ! A FE!
Bracia, zgoda w rodzinie musi być, a Ćwirówna jest taka brzydka że najlepiej niech tyłem chodzi...
Pozdrówki Emilu.
"- Kochanie samo mnie przenioslo. Ja wcale nie chcialem wyladowac w tamtej cudzej sypialni! I odloz ten noz plz... "
Na prawdziwe zaslepienie rady nie ma. Macius i Kass sa zdaje sie na siebie skazani.
- "Za jakie grzechy ?!" - juz slysze Maciusia po 10 latach po tym wyroku
Dialogi i opisy jak zawsze super zabawne
Brygida zaskakuje nas w każdej sytuacji, raz zachowaniem, innym razem tajemniczymi krewnymi.
http://ktosiksims.tumblr.com
Odcinek XXIII
CZWARTE WESELE
Popołudnie ku wieczorowi… (c.d.)
- Ach, Brygido… Co ja bym począł bez twojego rozsądku i odwagi! – szepnął Jan, gdy opuścili pokój Bernarda, by starszy pan mógł w spokoju zapakować kopię drzewka szczęścia, przeznaczoną do parkowego pawilonu i rozpocząć kolejne arcydzieło. Albo portretowanie gnomów, które zapowiadał w ramach swojej prywatnej walki o szczęście rodziny.
- Tobie też nie brak ani rozsądku, ani odwagi, ukochany… - stwierdziła z pewną taką nieśmiałością czarnowłosa małżonka naszego bohatera – Tylko… tylko zbyt łatwo ulegasz magii pozornych autorytetów. Autorytet musi na to naprawdę zasługiwać, a nie tylko zajmować stanowisko! Zadzwonił jakiś pijaczek i bez sprzeciwu zacząłeś szykować rodzinę do przeprowadzki! Bo był to dyrektor liceum? Wielka mi szycha! Nad dyrektorem jest kuratorium, a nad kuratorium ministerstwo… Skoro uważałeś, że usunięcie chłopaków ze szkoły jest niesprawiedliwe, powinieneś od razu przystąpić do walki!
Jan przyglądał się żonie z nieukrywanym zachwytem. Miała tyle ognia i zapału w oczach! Los dał mu w prezencie nie tylko Kobietę Wyjątkową, lecz i wojowniczkę na miarę Hipolity, królowej Amazonek, a może nawet samej Lary Croft.
- Masz rację, najdroższa… Może omówimy to w naszej sypialni?
- Jesteś taki niecierpliwy, mężu! – roześmiała się nasza czarnowłosa bohaterka nie zwracając uwagi na fakt, że wygląda grubo, bo maksisy znowu uniemożliwiły Waszemu Uniżonemu Tfurcy zrobienie fotek w odpowiednim momencie i paskudnie utuczyły Brygidę na swoich piekielnych soczkach – Poczekaj, przed nami cała noc! Najpierw pobiegam, bo coś dziwnego dzieje się z moją talią, a potem porozmawiam z chłopakami, zanim się pozabijają w swoim pokoju. Ale ty się zdrzemnij, bo wyglądasz bardzo blado… Miałeś ciężki dzień. Obudzę cię na kolację.
- Kocham cię, Brygido… - szepnął Jan
- Kocham cię, Janie – odszepnęła Brygida, chociaż mogliby wreszcie zmienić tekst, bo cytowaliśmy go już tyle razy, że nasi Wielce Wymagający Czytelnicy zarzucą nam, iż się powtarzamy jak sklerotyczna małpa kataryniarza. I będą mieli rację.
Więc Jan położył się grzecznie do łóżka…
… a Mundek, który jak pamiętamy, niczym antyczny heros postanowił w pojedynkę stawić czoła gniewowi ojca, nadział się pod pokojem chłopaków na znanego i nam, i połowie Wierzbowej Zatoczki blond aniołka, który ze smętną miną człapał do łazienki.
- Podsłuchiwałeś? – zaniepokoił się elegant rodu Chrzanów, bo dyskusja z Maćkiem o świerszczykach i lachonach na pewno nie była stosowna dla osobników poniżej lat szesnastu.
- Czekałem, aż Agatka wylezie z rakiety, bo też chciałem się pobawić… - chlipnął Ivo tak cichutko, że charakterny nastolatek musiał dobrze nadstawić uszu, by pojąć rangę problemu faktycznie o wiele istotniejszego, niż jakieś tam prymitywne podsłuchiwanie – Ale ona będzie tam siedzieć do północy, więc wykąpię się i… może nakarmię jej żabska, bo nie nasypała niczego do akwariów i jak zdechną z głodu, znowu będzie na mnie.
- Powiem jej, żeby odrabiała lekcje, zamiast bawić się przez cały wieczór! – zaproponował Mundek na odczepnego, bo miał do załatwienia sprawę szlabanu Maćka, ważniejszą niż pogawędki o dziecięcych symulatorach.
- Nie – Ivo smutno potrząsnął blond łebkiem – To twoja siostra… a ja… Przybłęda. Głupi dodatek do mamy, bo ożeniła się z twoim tatą. Kim jestem, żeby przerywać zabawę komuś od was?
I z paluszkiem w buzi odmaszerował do łazienki, zanim Mundek odnalazł w gębie własny język.
Nasz charakterny nastolatek poczuł się jeszcze gorzej niż w szatni, gdy pięść Maćka eksplodowała mu na szczęce. Prawdę mówiąc, nagle zrozumiał, że zachował się wobec malca Brygidy jak ostatnia świnia, odreagowująca na innych prywatne kłopoty.
- To nie tak… - krzyknął za nim ale łobuziak nawet się nie odwrócił
Zza drzwi małżeńskiej sypialni dochodziło ciche pochrapywanie Jana, więc Mundek zamiast wracać do pokoju chłopaków i potulnie kruszeć, jak obydwóm przykazano, zaczaił się pod łazienką.
- Źle mnie zrozumiałeś, blon… Ivo! – wszedł (bez pukania), gdy tylko umilkł szum prysznica – To znaczy… zrozumiałeś dobrze, tylko ja źle powiedziałem. Widzisz, mamy z Maćkiem kłopoty. Spore. I dlatego byłem wściekły… i wyrzuciłem cię z łazienki…
- No wiem… - mały kiwnął głową z pełną powagą – O tych kłopotach. Naparzaliście się w szkole jak dwa szatany i oj… to znaczy, wasz ojciec…
- To także twój ojciec. Twoja mama oże… tfu, wyszła za mąż za naszego tatę, więc rodziny zostały połączone. Jesteśmy jedną fajną, dużą rodziną. Rozumiesz?
- Nie. Dlaczego mama orze tfu?
- Nie orze, tylko oże. Bo ożenić się może facet. Kobieta wychodzi za mąż. Ale grunt, że wreszcie są po ślubie, więc masz tatę, dwóch braci i siostrę… A my mamy dziadka i brata.
- I mamusię!
- Taaa… I mamu… Brygi… Matkę. Muszę wymyślić jaką nazwę, bo mamusia to dobre dla takich szkrabów, jak ty!
- A rozmawiałeś z nią?
- O czym? – zdziwił się Mundek
- Z nią można o wszystkim – przekonanie w głosie małego omal nie wywaliło drzwi do łazienki – Chodź! No, chodź, już wróciła z joggingu…
- Poczekaj! Wezmę prysznic… brudny jestem… włosy mi się kleją… - czołowy elegant rodu struchlał na myśl, że miałby się pokazać nowej mamusi w stanie dość mocno zużytym, ale blond łobuziak ledwie pozwolił mu wciągnąć gacie na goły tyłek.
- Szkoda czasu na mycie i inne pierdoły! Śmiało… bracie! – zadecydował kategorycznie, po czym za rękę wywlókł Mundka do hallu akurat w chwili, gdy nasza czarnowłosa bohaterka opuszczała drugą łazienkę z upudrowanym po joggingu noskiem.
- Mamusiu! Broń chłopaków! – zażądał tonem, od którego pozieleniały ze strachu gnomy w swojej szklanej trumnie na poddaszu.
- Przed kim? Przed czym? – Brygida udała bezbrzeżne zdziwienie, w głębi duszy była jednak uradowana, że zlepiona z dwóch kawałków rodzina cementuje się w tak błyskawicznym tempie.
Agatka, dotychczas beztrosko penetrująca głębie kosmosu nagle zaniepokoiła się, że ominie ją coś ważniejszego niż meteory i świecące na czerwono kwazary. A nawet asteroidy.
- Iviak! Rakieta wolna! – zawołała od progu
- Wsadź ją sobie w nos… siostra! Wołaj Maćka!
I Agatkę, ku jej niesamowitemu zdziwieniu, nogi same poniosły w stronę pokoju starszych braci.
Maciek wylazł z zajęczej jamy dość niechętnie.
- Co jest? – burknął biegając oczami naokoło głowy, czy przypadkiem pod jakimś krzesłem nie czyha Jan, by sprawdzić, jak wykonywane są jego dyrektywy – Mieliśmy siedzieć w pokoju i nie ruszać się, dopóki nie…
- Popatrz, jak oni wyglądają, mamusiu! – kontynuował dość przekonująco blond łobuziak – Jakby wpadli pod walec drogowy! A oj… a tata jeszcze ich skrzyczał nie wiadomo za co! Czy tak się postępuje z rannymi? Nawet, jeśli przechodzili na czerwonym świetle i wpadli pod ciężarówkę, należy im się współczucie… a dopiero potem ochrzan! A jak zachorują na zakażenie?
Brygida wreszcie na własne oczy obejrzała ogrom zniszczeń, dokonanych na facjatach obu drani podczas braterskiej pogawędki w szatni. Faktycznie, dewastacja była spora i w miarę upływu godzin coraz bardziej puchła i siniała.
- No dobrze… - nasza czarnowłosa rozjemczyni nawet dość zgrabnie udała, że nie zamierzała wtrącać się w sprawę bójki, lecz zmusiły ją do tego okoliczności - Opatrzę was. Agatko, kochanie, przynieś mi jodynę i gazę albo watę. Są w apteczce w komodzie…
- To niepotrzebne, mamu… mother! Samo przyschnie.
- Jodyna? To ja wracam do pokoju! – spłoszył się Maciek
- Nigdzie nie idziesz. O co wam poszło?
- O… o ten zagubiony garnitur – wydusił wreszcie prawdę Mundek – Zginął przeze mnie, ja nie zauważyłem a Maciek oberwał. No to się odegrał. Żalu do siebie nie mamy i naprawdę nie rozumiem, co tak zdenerwowało ojca…
- Nie powiedział wam, że zostaliście… - Brygida urwała w pół słowa
Skoro Jan nie powiedział draniom najważniejszego, że wywalono obu ze szkoły, nie chciała męża w tym wyręczać.
- Że gdzie zostaliśmy? – zdziwił się Maciek
- Nigdzie. Wracaj do pokoju. A ty, przystojny synu, opowiesz mi dokładnie, jak można zgubić garnitur i nawet tego nie zauważyć.
Maciek pomknął do zajęczej jamy z wyraźną ulgą, zaś Mundek z gniewem wzniósł rękę ku sufitowi.
- Mówię ci, mother, to sprawka tych gnomów! Wszystkie się zaśmiewały jak cholera, kiedy ojciec nas opier… ehem…
- Nie przy dzieciach! – upomniała go stanowczo Brygida
- A te dzieci to kto? – obruszyli się zgodnie Ivo i Agatka, która tylko zajrzała do małżeńskiej sypialni i zobaczywszy smacznie śpiącego Jana, nawet nie pofatygowała się do komody, tylko pędem wróciła w o wiele bardziej interesujące miejsce – Niedługo będziemy w drugiej klasie. Nie traktuj nas jak głupich smarkaczy, mamusiu!
- Dobrze! Nie będę – zgodziła się Brygida – A teraz opowiadaj, Mundek, co przydarzyło się garniturowi.
- Tylko bez ściemy! – poparła ją Agatka – Bo chłopaki strasznie kłamią, mamusiu… Ale ja zdemaskuję każdego, kto ci będzie wciskał kit!
Ivo słuchał z rosnącym rozbawieniem i porozumiewawczo mrugał do Mundka.
- Ha, ha, specjalistka od kitu! A kto twierdził, że pułkownik jest ważniejszy od generała? Nawet na stopniach wojskowych się nie znasz… siostra!
- Mój Pułkownik jest ważniejszy! – upierała się mała Chrzanówna
- Twój Pułkownik nie istnieje! Ani ten Galaktyczny Młynek… kłamczucho!
- Powiedz mu, mamusiu! – pisnęła oburzona Agatka
- Nie istnieje! Nie istnieje! – naśmiewał się blond łobuziak
- Istnieje! A ja jestem jego ulubioną pilotką! I jak ci przywalę dezintegracyjną rakietą w ten głupi blond łeb…
- Cicho, dzieciaki! – zainterweniowała stanowczo Brygida - Wystarczy awantur na dzisiaj! Mów, Mundek, o garniturze i uciekajcie odrabiać lekcje! No, w jaki sposób zniknął z sypialni ojca?
- A ja wiem, co się stało z garniturem, aha! – Agatka nie byłaby Agatką, gdyby nie zarezerwowała sobie ostatniego słowa, a jej ostrzegawczo uniesiony paluszek zapowiadał straszliwy odwet na kłamliwej populacji chłopaków, gdyby spróbowali wcisnąć kit tu obecnemu damskiemu tandemowi – Widziałam, Mundek, jak upychałeś do skrzyni tę swoją literaturę z biblioteczki… pod stare albumy… a z wierzchu przykryłeś garniturem!
- Nie miałem w biblioteczce żadnej literatury! – próbował się wypierać charakterny nastolatek – Co ty wygadujesz, smarkata?
- Miałeś! Te pisemka… o modzie. Z paniami w dziurawych pończochach i w samych biustonoszach! Chciałam obejrzeć, żeby wiedzieć o co chodzi z tą elegancją, o której ciągle gadasz, ale niektóre panie były takie biedne, że nie miały na sobie nawet maj…
- Agata! – ryknął Mundek z rozpaczą
- Co Agata? Przecież ja nic nie powiedziałam! – zdumiała się rezolutna Chrzanówna – Szkoda tylko, że nie pokazałam tej sterty bratu Iviakowi, byłby jeszcze jeden świadek, skoro się wszystkiego wypierasz… tchórzu!
Brygida z trudem stłumiła uśmiech i pomyślała, że musi poszukać dobrego poradnika o postępowaniu z nastolatkami. Bo co prawda Mundek wkrótce miał osiągnąć pełnoletniość, ale miała jeszcze dwóch… jak na razie… synów i profesjonalne wskazówki mogły się przydać.
- Nie mówimy o żurnalach, tylko o garniturze tatusia – przypomniała – No?
- No… - Mundek w poszukiwaniu natchnienia poskrobał się w głowę – Z garniturem było tak. Ja… ja rzeczywiście pakowałem książki z biblioteki… i znalazłem tam żurnale… ale nie moje, tylko chłopaków z klasy. Bo całkiem o nich zapomniałem. Przechowywał je w naszym regale konkretnie ten… no, Dominik Kawka, bo chce iść po maturze na studia dla projektantów, a jego ojciec… wiesz, mother, ten sierżant, który tak spałował Maćka po pierwszym weselu, kiedy uciekłaś ojcu…
- Nie uciekłam. Ja musiałam… - zaczęła Brygida ale urwała w pół słowa – Nie zmieniajmy tematu. Więc oddałeś… ehem… żurnale koledze i on przez pomyłkę zabrał też garnitur?
- Tak. Nie. To znaczy… Garnitur został… w skrzyni z rupieciami. I zapomnieliśmy go wziąć, i ja, i Maciek. Tyle zamieszania było z przeprowadzką… A potem Maciek zarobił szlaban, że to niby przez jego gapiostwo… a to przecież ja… my obaj…
- I o to się poczubiliście w szatni? Któremu należy się szlaban?
- Nie. Tak. To znaczy… Strasznie trudno wytłumaczyć o co konkretnie poszło, mother – Mundek bezradnie rozłożył ręce – Bo Maciek i ten chudy lachon, Kassandra, zaczęli ze sobą kombinować i jołop myślał, że mu ją chcę odbić… a to bzdura, bo wolę Mań… to znaczy, ładniejsze dziewczyny. Ale słowo honoru, nie mam ani jednego świersz… żurnala. Wszystkie poszły do chłopaków. Wierzysz mi, mother? I połowa tego szlabanu należy się mnie, bo gdybym ja też nie zapomniał o garniturze, ojciec byłby wystrojony na ślub jak lala. No, głupio wyszło…
- A co wspólnego z garniturem miał Mortimer Ćwir? – chciała jeszcze wiedzieć nasza czarnowłosa rozplątywaczka skomplikowanych sytuacji, podszytych modowymi żurnalami z chudymi lachonami w tle – Bo Jan… wasz ojciec mówił, że ukradziono go z ciężarówki.
- Mortimer? Z garniturem? A… nic. Zupełnie nic. To był plan ratunkowy.
- Niezły plan, po którym trzeba będzie remontować szatnię! No dobrze. Wyjaśnię waszemu ojcu, że nic wielkiego się nie stało – zdecydował wreszcie nasz czarnowłosy Anioł Pokoju – Ale obaj z Maćkiem musicie na serio zająć się nauką. Wasza szkoła… to jest najważniejszy temat, nie jakieś garnitury na ślub, który się i tak odbył. Albo randki z chu... z Kassandrami!
I poszła wyjaśniać Janowi, że wszystko już załatwione, zające na pasztet zmielone jak należy, solidarność braterska młodego pokolenia Chrzanów kwitnie, a dziesięć dni szlabanu za banalne zapominalstwo to przynajmniej o osiemdziesiąt procent za dużo, nawet uwzględniając solidarny podział kary na obu drani. Długo musiała to wyjaśniać wyjątkowo niedomyślnemu mężowi... i jeszcze dłużej trwało, nim się zgodził, że w tym konkretnym przypadku szlaban i tak jest bez sensu, skoro jutro mieli przenieść Maćka do liceum w Oazie.
- To ja pobawię się w rakiecie! – obwieścił radośnie Ivo i pokazał figę z makiem Agatce, zanim zdążyła zaprotestować, po czym w podskokach wypadł przed dom.
- I co, zadowolona jesteś, wredna mała donosicielko? – syknął Mundek, gdy Brygida i Ivo zniknęli z zasięgu głosu.
- Nie do końca! – oznajmiła cynicznie nasza sprytna Chrzanówna – Za to, że nie powiem tatusiowi, jak głupio schowałeś te żurnale, wbijesz mi dodatkowe haczyki na moje wydruki nieba… i pokombinujesz, żeby się wszystkie zmieściły nad łóżkami. Bo zdobyłam dwa nowe! I naprawisz ten gadający mechanizm Pana Zielonki, bo się biedak zaczął jąkać. A jutro przetłumaczysz mi z angielskiego taki długi artykuł o czarnych dziurach. Dam ci link.
- A fartuszka do szkoły ci nie wyprasować? – jęknął ostatecznie pognębiony nasz charakterny nastolatek
- Fartuszka? – prychnęła Agatka z pogardą – W szkole by wybuchła zaraza, gdybym się pokazała w czymś takim! A teraz, elegancki bracie… Zakasuj rękawy i do roboty!
Co miał począć Mundek? Zakasał. A Agatka po raz kolejny pomyślała, że dziwne są te chłopaki. Przecież paniom w siatkowych pończochach musiało być zimno, więc miały sine nogi i pewnie wyglądały jak mrożone kurczaki albo oskubane z piór gęsi. Czy taki widok mógł się komukolwiek podobać? Na przykład… blond łobuziakowi?
- No trudno… Jak będzie trzeba, to poproszę tatusia, żeby mi kupił… – postanowiła po dłuższym namyśle i zadowolona powędrowała do obserwatorium zdobywać kolejne wydruki nieba.
-
Które i tak ledwie mieściły się na ścianie dziecięcego pokoju.
Super się czytało Emilu!
Oj, biedny Ivo ma kryzys, nikt go nie faworyzuje, każdy zdaje się zajmować własnym nosem...
Nie jest to sprawa łatwa gdy dwie rodziny się łączą, szczególnie gdy każda postać ma tak silną osobowość. Spięcia przewiduję, niesłabnące.
W sumie to uważam że Agata jest najodważniejszą członkinią rodziny Chrzanów. Będzie z niej jakaś agentka tajna coś czuję.
Kłótnie rodzeństwa, nie znam się, nie lubię. Trudno takie walki bezstronnie rozstrzygać
HAHAH! Dzieciaki są jednak bardzo spostrzegawcze, znają się szczególnie na modzie, ku zmartwieniu dorosłych
Pozdrówki, świetny tekst
Może jutro sklecę parę sensownych zdań komentarza. Dzisiaj nie dam rady.
świetnie połączyłeś obrazki ze słowem pisanym, historyjka wymiata...
Agatka jest moim idolem, szczególnie ostatni tekst odcinka mnie zauroczył
mega!
przy okazji wydruki nieba bajka! a ja w swojej grze nie mam żadnego
cayrees.tumblr.com
Origin ID Cayrees
Zdjęcia nieba rzeczywiście są bajeczne, u mnie na ścianach domu ich pełno.
Czy pisałam, że dialogi są bezbłędne?
Agatka im wszystkim pokaże...
Rodzaj meski jest tu tylko tlem pary wspanialych zenskich postaci tutaj. Dyplomatka Brygida i dominujaca Agatka. Obie rzadza na swoj sposob rodzina. Kiedy te dwie osobowosci w koncu sie zetra, nawet o blahostke bedzie goraco. Naprawde trudno przewidziec wynik, choc ja stawiam na intrygantke Agatke.
Jak zawsze przyjemna i odprezajaca lektura
Oby tylko nie chciała zaimponować swojemu przyszywanemu braciszkowi, strojąc się w jakieś modne ciuszki ze Mundkowego katalogu. XD
http://ktosiksims.tumblr.com