Pozazdrościłem Wam wspaniałej przygody, jaką jest pisanie simowych historyjek. Prezentuję więc własną - jako początkujący tfurca (przez duże TFU), z trudem przedzierający się przez tajemnice wykonywania screenów.
Liczę na Wasze pobłażanie dla debiutanta.
Cztery wesela i pogrzeb
PROLOG
Gdy rudowłosy mechanik Jan spotkał Brygidę po raz pierwszy, od razu zrozumiał, że Los postawił na jego drodze Kobietę Wyjątkową. Do stóp tej fertycznej brunetki padała – dosłownie i w przenośni – cała męska populacja Wierzbowej Zatoczki. A ona się tylko śmiała albo kazała co bardziej natarczywym adoratorom dowieść swej tężyzny fizycznej. Tu! Zaraz! Nawet w błocie! Niezły ubaw miało całe miasteczko, plotkując o kolejnych podbojach i ekstrawaganckich pomysłach czarnowłosego wampa.


Ośmieliwszy się poprosić Brygidę o pierwsze spotkanie, Jan z cielęcą miną, bez zerkania na zegarek, czekał na spóźnialską przy stoliku przez CAŁĄ GODZINĘ, by na jej widok postanowić w głębi duszy: ta albo żadna!


Teraz żył od spotkania do spotkania. Ponieważ ulubionym kolorem Brygidy była czerwień, przemalował i przemeblował własną sypialnię tak, by ich pierwsze miłosne tete-a-tete wypadło jak najwspanialej. Na każdą randkę kupował kwiaty w takich ilościach, że we wszystkich kwiaciarniach Wierzbowej Zatoczki dostał Złotą Kartę Klienta. Nabył nawet używany mikrofon i całymi dniami ćwiczył gadki na podryw, słodkie słówka i inne kawałki, którymi mężczyźni od stuleci wprawiali kobiety w trans, zwany miłością.
A ona tylko się śmiała!


Spędzał u boku Brygidy całe noce w jej ulubionym klubie, przesyłając jej ogniste spojrzenia i coraz słodsze dmuchane pocałunki. Ograniczył do minimum swoje wydatki, by fundować ukochanej najkosztowniejsze drinki. A ona tylko się śmiała… albo oglądała nad miską chipsów swoje starannie wymanikiurowane paznokietki.


Komentarz
Czasem – rzadko – Jan wracając z kolejnej randki postanawiał, że to było ostatnie spotkanie z czarnowłosą Brygidą. Zerwie, zapomni, a może nawet zdepcze, czyli zastosuje klasyczną męską metodę 3xZ. Padał bez sił na ohydnie czerwone łóżko… i przez sen płakał jak dziecko albo powtarzał: Brygido… Brygido… Brygido…
… po czym następnego ranka gorączkowo umawiał się na kolejne spotkanie, by chociaż przez kilka nocnych godzin być człowiekiem szczęśliwym… mimo że coraz smutniejszym, przygnębionym i zatroskanym o przyszłość, która bez Brygidy wydawała mu się gorsza od wizyty Mrocznego Kosiarza.
Aż nastąpiła pewna noc, gdy czarnowłosa piękność, wlawszy w siebie odpowiednią ilość wzmocnionych drinków, wyznała mu swoją tajemnicę.
CO TAK WZBURZYŁO JANA?
JAKA BYŁA TAJEMNICA BRYGIDY?
Ciąg dalszy nastąpi na pewno - niezależnie od opinii PT Wymagających Czytelników.
Ok, @agusiamal. Noc jeszcze młoda. Szoruję napisać drugi odcinek.
Ja jednak na miejscu Jana juz dawno zrezygnowalabym z czarnowlosej, obdarzonej nadmierna sklonnoscia do chichotania i spedzajacej wiekszosc wolnego czasu u manikiurzystki Brygidy na rzecz innych bardziej przystepnych dam. Brygida w takiej sytuacji blyskawiczni by wytrzezwiala z samoadoracji po porownaniu swego wyjatkowo przystojnego adoratora, ktory stracil cierpliowsc z reszta meskiej populacji miasteczka, ktora by jej zostala do dyspozycji. No ale jak widac Jan slabo zna sie na kobietach
Napisane dowcipnie i super dobrane focie
Jan jest monogamistą. Nieuleczalnym. Dożywotnim. I jak wielu sensownych facetów, ma niewytłumaczalną słabość do chichoczących, wymanikiurowanych imprezowiczek. Zresztą może przyczynę stałości jego uczuć wyjaśni Tfurca w następnym odcinku?
O czym niżej, niestety...
Odcinek II
Wlokąc się przez miasto, przybity odkryciem złowieszczego sekretu Brygidy, Jan czuł, że ziemia usuwa mu się spod stóp. Omal nie wyłożył się jak długi - i to kilkakrotnie - na nierównych brukach Wierzbowej Zatoczki. Patrzył jednak nie pod nogi, a w głąb swojego obolałego z miłości i z żalu serca.
Brygida nie była samotną romantyczką, zagłuszającą pustkę szaleńczym imprezowaniem i sianiem spustoszenia wśród adoratorów, którym fundowała pompki równie ochoczo, jak oni jej drinki! W domowym zaciszu nie spędzała długich godzin przed rozpalonym kominkiem w oczekiwaniu na jeszcze gorętsze męskie (czyli jego, Jana) uczucie!
Brygida miała rodzinę! Nieco już zramolałego, lecz nadal krzepkiego tatusia Bernarda, który każdą chwilę, z krótkimi przerwami na sen, posiłki i potrzeby fizjologiczne spędzał przy fortepianie, rżnąc na całą okolicę koncerty, uwertury i te tam… no, różne bemole, cedury, koafiury i symfonie. Jak to muzyk. Ongiś świetny, dziś emerytowany czyli wygryziony z filharmonii przez młode orkiestrowe wilczki.
Miała też synka o egzotycznym imieniu Ivo. Dzieciak wyglądał niczym aniołek, lecz w realu był chorobliwie ambitnym kujonem, który niepowodzenia szkolne odreagowywał na zabawkach i obrażony na nauczycieli, potrafił przez tydzień nie pokazywać się w szkole.
Mimo imprezowego charakteru, Brygida była dobrą matką i nie raz, nie dwa próbowała uspokoić rozszalałego potomka, gdy zaczynał masakrować kolejnego misia. Bez skutku. Prośby i tłumaczenia spływały po małym draniu niczym woda do golenia. Młody wiedział swoje! Szkoła jest głupia, nauczyciele niesprawiedliwi, a on, Ivo, najchętniej założyłby czapkę i opuścił tę zakichaną Wierzbową Zatoczkę na zawsze.
- Zupełnie, jak jego ojciec… - wzdychała wtedy Brygida, wspominając pewnego przedstawiciela firmy Kärcher, który zerkając zalotnie spod czapki na bakier, sprzedał jej wszystkoczyszczący i wszystkopiorący odkurzacz, pomieszkał w czerwonym pokoiku przez kilkanaście tygodni i ukradkiem zwiał przez okno tej samej nocy, gdy oznajmiła mu, że został współautorem cudu poczęcia i że dzidziuś urodzi się jakoś tak przed zimą. Czapkę oczywiście zabrał. Dopiero puste miejsce na wieszaku przekonało naiwną Brygidę, że została uwiedziona, porzucona i nigdy już nie zobaczy przystojnego przedstawiciela wiadomej firmy. Odkurzacz wykopała do śmietnika. Ale Ivo wykopać się nie dał i szybko przelała na niego całe swoje zawiedzione uczucie.
(Tu Tfurca powinien zamieścić słitfocię jakiegoś Deva, ale to już wyższa szkoła jazdy i na razie umie wklejać tylko własne screeny)
W owych trudnych, mokrych chwilach Bernard przerywał muzykowanie i natychmiast przybiegał na odsiecz, tuląc zapłakaną córkę i pozwalając jej wysiąkać nos w przód własnej, na szczęście zazwyczaj szarej koszuli.
Następnie cierpliwie wysłuchiwał żalów wnuka na szkołę, nauczycieli i całokształt, po czym tłumaczył mu, że nie szkoła jest dla człowieka poligonem życia, tylko pewna gra, zwana The Sims, że istnieją ludzie znacznie głupsi od nauczycieli i że do czołówki wszechświatowych idiotów należą pewni ludzie z EA, którzy nawet czwartej części nie potrafią zrobić bez bugów, choć powinni nabrać wprawy… Po kolejnej porcji ogólnych uścisków sytuacja wracała do normy, bo Bernard był charyzmatycznym dziadkiem i bardzo dobrym ojcem, co nie każdemu seniorowi jest z automatu pisane.
No dobrze – zakrzyknie zniecierpliwiony ckliwymi rodzinnymi obrazkami Wymagający Czytelnik. Ale co z Janem? Co z rudowłosym, pokonanym przez toksyczną miłość przystojnym mechanikiem z Wierzbowej Zatoczki?
Jan długo wahał się, co począć. Bardzo długo. Aż do następnego wieczoru. A wtedy pozostawiając skrupuły pod śmietnikiem klubu „Niebieski Aksamit”, udał się z niezapowiedzianą wizytą do domu ukochanej. I odtąd bywał tu codziennie.
Gotował chudemu synkowi Brygidy i jej spragnionemu dobrych kolacyjek tatusiowi pożywne posiłki, które wspólnie zajadali przy rozpalonym kominku. Naprawiał drobne awarie domowe – był wszak zdolnym mechanikiem. Rozmawiał z Bernardem o życiu i pułapkach, jaką dla mężczyzny jest logika kobiecego serca. Wysłuchiwał jego barwnych opowieści ze świata filharmonii i orkiestr, a młodemu Ivo zdradzał pilnie strzeżone sekrety wykręcania przepalonych żarówek. I nawet jeśli nudziło go mendzenie starszego pana, na screenach tego nie widać.
Czarnowłosej Brygidy nigdy nie bywało wieczorem w domu. Oczywiście imprezowała w kolejnym modnym barze. Gdy czasem zasiedział się do rana i wszedł na palcach do jej sypialni, ze wzruszeniem mógł podziwiać zgrabny nosek ukochanej, wystający spod sterty poduszek.
Nader rzadko raczyła się budzić pod wpływem jego namiętnych, pełnych tęsknoty spojrzeń. Wykorzystywał więc każdą okazję, by ukazać jej miałkość imprezowego życia i nakłaniać do porzucenia drinków na rzecz domu, rodziny, szczęścia – oczywiście u jego, Jana, boku. Brygida tylko się śmiała. A gdy porwany własną elokwencją nieopatrznie wykonywał gwałtowniejszy gest, odwracała się ze strachem, jakby w obawie przed ciosem… i wtedy czuł się naprawdę głupio.
Aby nie prowokować kolejnych zarzutów o bezprawnym stopniowaniu napięcia, Tfurca wyłoży kawę na ławę już w następnym odcinku. Najpierw jednak musi łyknąć waleriany albo innego nervosolu, bo jego też szlag trafia, gdy patrzy na kretyńskie postępowanie swojego flagowego Sima.
Nomen Omen... Uderz w stół.... Hmmm Emilu, ładnie to tak??? :P
P.S. A jako piękną ilustrację dźwiękową przy pisaniu tego posta słucham właśnie Połomskiego - Daj mi to miejsce na dłoni, którego nikt nie całował... Szkoda, że tego nie słyszysz :P Bez podtekstów
Tylko przy robieniu zdjęć mógłbyś przywiązywać większą uwagę do tego, żeby ściany były podniesione, bo opuszczone troszkę psują efekt.
http://ktosiksims.tumblr.com
@Alicja1957 - a i owszem. Huknie. Na ławkę w parku. Może nawet jutro, chociaż wklejanie screenów z kolejnym odcinkiem trwa tak dłuuuuuugo... Co do reszty, tionkuju ałuzju poniał - nieodpowiednią piosenkę wkleiłem Ci rano na Twoją tablicę, Madame? Miał być Połomski?
@olivkasims - idylla rodzinna zakończona pogrzebem po czwartym weselu? Hmmm, inspirujące... Chociaż pierwotnie projektowałem inny pogrzeb. Nie, nie chodziło mi o Bernarda. Znałem faceta jak własną kieszeń: na widok Mrocznego Kosiarza zastawiłby się fortepianem i przegoniłby natręta grzmiącym wykonaniem któregoś ze swoich ulubionych koncertów. Mroczny zwiałby razem z kosą i popękanymi bębenkami w uszach. Myślałem o pogrzebie... no nie! Omal się nie wygadałem! Dowiecie się w ostatnim odcinku, czy skorzystałem z pomysłu Olivki.
@Anilewe89 - ciepło, ciepło... Ale ściany na kilku fociach podniosłem specjalnie: wnętrza wszystkich domów (akcja toczy się w trzech) są już przygotowane pod screeny następnych odcinków i nie chciałem zbyt wcześnie ujawniać tajemnicy Jana. Oraz kolejnej tajemnicy Brygidy, bo kobiety to istoty pełne sekretów.
@kreatora - a może Dev założył blond perukę pod czapkę, zanim wziął się za sprzedaż odkurzaczy i Brygida się zapatrzyła? A może Ivo odziedziczył kolor włosów po babci albo innym przodku? A może cholerny szczeniak wsadził łeb do wiadra z perhydrolem i własnoręcznie się utlenił? Niezbadane są wyroki Pani Genetyki
Nadal wzruszony życzę Wam dobrej nocy, wklejam łzawą kołysankę (zawsze przy niej ryczałem, bo ś.p. mamuśka sadystycznie mi ją śpiewała, gdy byłem niegrzeczny, zmieniając "laleczkę" na "misiaczka") i odpalam drugi komputer, żeby posegregować i opisać dzisiejszy urobek z gry. Jutro będzie śmieszniej.
Brukowce królowały w Polsce pomiędzy I i II wojną światową. Oraz obecnie. Tylko dziś nazywają się elegancko "tabloidami" i mają fascynujące tytuły: "Chwila Dla Debila", "Z wycia gwiazd" i dziesiątki innych...
Jesteś bardzo płodnym artystą literatem!
Brygida wamp i Jan złapany w sieci jej flirtujących oczu za zasłoną tych ogromnych okularów
Widać jednak pod tą szorstką skórą Brygidy leje się czerwona krew, serce bije mocno i kocha swoją rodzinę, każdemu diabłu szanse trzeba dać na powrót aniołem się stać
Obserwujemy że nawet simy czasami boja się oddać serce w cudze ręce, czasami każda maska lepszą jest niżeli prawdziwa twarz.
Historia świetna, humorystyczna, miejscami wzruszająca a przede wszystkim Twoja Emilu, miło Cię poznać od strony pióra
Pozdrawiam serdecznie!
p.s. oboje mamy sentyment do kołysanek, ja beczałam na tej....
Gdzie porwania, historie mrożące krew w żyłach, @kameliaxxx? Porwanie jest jedno. Emil porwał się na pisanie.
@Anna_vel_annA - aż tak płodny nie jestem - tylko dwóch synów udało mi się z siebie wykrzesać...
Dobranoc, Miłe Panie. Dziś bez kołysanki. Mam robotę do zrobienia - we dnie nie udało mi się skończyć obiecanego na dzisiaj odcinka, a nie mogę przecież porzucić historii Brygidy i Jana w pół słowa...