Witajcie, niedawno przeczytałem trylogie igrzyska śmierci oraz parę fanfiction Igrzyska śmierci oczami... Wiec postanowiłem zrobić cos podbnego tyle tylko, ze wymyśliłem własna trybutkę i pozmieniałem fakty (mianowicie przeniosłem trybutów 49 lat wstecz ^^) więc proszę, nie zwracać uwagi na to, ze katniss i inni biorą udział w 25 igrzyskach

Więc prosze piwerwsz yrozdział, jeżel isię spodoba napsize kolejne.
ROZDZIAŁ - I
Wstałam. Rozejrzałam się po moim pokoju. Małe pomieszczenie o szarych ścianach i startymi panelami na ziemi. Rozświetlało je słabe światło wpadające przez jedno z okien, które zasłonięte było starą zasłoną. Podeszłam do niego i drapiąc się po poplątanych włosach, które zdają się błagać o spotkanie z grzebieniem. Moja dłoń delikatnie odsłoniła zasłonę, a do moich oczu dotarł obraz dość rozległego szarego terenu zabudowanego fabrykami, przysłoniętym przez liczne smogi. Dystrykt piąty, zajmujący się elektryką.
Usiadłam przed pękniętym i pobrudzonym lustrem i rozczesałam poplątane czarne włosy. Zazwyczaj później je tak zostawiam, lecz dziś muszą wyglądać porządnie. Nadszedł najsmutniejszy i najbardziej znienawidzony przez mieszkańców wszystkich dwunastu dystryktów dzień - dożynki. W tym dni obchodzimy rocznice powstania. Kiedy to trzynasty dystrykt zbuntował się i wypowiedział wojnę Kapitolowi, stolicy Panem, które po tym wydarzeniu pogrążyło sie w wojnie, dystrykty kontra stolica, mimo przewagi liczebnej, położenie i technologia Kapitolu przewyższyły tłumy mieszkańców dystryktów i po kilkuletnich walkach władze odniosły zwycięstwo, a trzynasty dystrykt zrównano z ziemią. Na pamiątkę tego właśnie wydarzenia, obchodzimy dożynki, podczas których każdy z dystryktów musiał wysłać dwójkę nastolatków w wieku dwunastu do osiemnastu lat na rzeź, z której tylko jeden z dwudziestu czterech trybutów wyjdzie żywo i przyniesie chwałę rodzinę, oraz rodzinnemu dystryktowi, aż do kolejnych igrzysk. Tak więc dziś znowu musieliśmy oddać jednego chłopca i dziewczynkę na rzeź, a wśród tej dwójki mogę być ja... Uczesałam włosy w długi warkocz spadający przez ramię na moją pierś. Zdjęłam cienką koszule nocną, ubrałam na nogi kapcie w groszki i opuściłam mój pokój. W dużo większym pomieszczeniu o ścianach oblepionych starą zieloną tapetą i ogromnych oknach *********ących wiele światła, przy stole siedziała już cała moja rodzina. Matka, ojciec i młodsza siostra - Hilary.
- Tamisha! - ośmiolatka objęła moje nogi i spojrzała dużymi żółto-brązowymi oczyma w moją twarz. Dostrzegłam w nich smutek. - Obiecaj, że zostaniesz z nami... Proszę... - w jej oczach pojawiły się łzy.
- Zostanę.- mówiąc to o mało co sama nie oblałam się łzami. Wiedziałam, że mogę być wylosowana, gdyż brałam astragale - paczki z żywnością, a każdy astragal to dodatkowy wpis w kuli, z której to losuje się imię i nazwisko trybuta i trybutki. Ja miałam już 22 wpisy...
Po zjedzeniu obfitego śniadania, co nie jest częste, gdyż dystrykt piąty nie należy do bogatych, chociaż nie jest też specjalnie biedny... Na godzinę przed dożynkami zaczęły się przygotowania, cała moja rodzina biegała w około mnie, mama poprawiała mój warkocz, zaczesywała kosmyki włosów za uszy i głaskała policzek, siostra biegała przy moich nogach i poprawiała zieloną *******ę w każdym miejscu, które uchwyciła, natomiast tata siedział za nami na krześle i ciągle krzyczał do mamy, że to tu, to tam jest za dużo golizny. Sądzę, że najchętniej owinął by mnie prześcieradłem i wyciął dziury na usta i oczy. Ale go rozumiem, w końcu jest moim ojcem, troszczy się o mnie i nie chcę mnie z nikim dzielić, dlatego broń Bóg kiedy spostrzegł mnie rozmawiającą z kolegą ze szkoły... Po trzydziestu minutach wszyscy stali dookoła mnie i podziwiali efekty pracy. Podobała mi się moja kreacja. Mama poluzowała trochę warkocz i ozdobiła głowę zdobnymi spinkami. Patrzyłam teraz na *******ę od dekoltu do tali była obcisła i miała odcień winogrona, a część dolna wyglądała elegancko, materiał w odcieniu letniej trawy luźno zwisał do kolan, był lekko pofałdowany i miękki, a od winogronowej góry oddzielała go srebrna cekinowa chusta. Wzrok przeszedł przez dość długie i zgrabne nogi, aż po limonowe buty na obcasach. Zieleń naprawdę podkreślała moją ciemną skórę, cała moja rodzina miała czekoladową cerę, dlatego wszyscy mieli czarne włosy i brązowe oczy.
- Moja mała kobieta... - oznajmił z dumą ojciec, a w jego oczach dostrzegłam łzy. - Będzie dobrze skarbie. - wiedziałam, że mówi to, by dodać mi i Hilary otuchy. Ona była jeszcze przez cztery lata bezpieczna, a co potem?
Całą rodziną opuściliśmy nasz dom umiejscowiony na wzniesieniu zeszliśmy dróżką w dół do drogi i dołączyliśmy do potoku ludzi zmierzających na plac przed Pałacem Sprawiedliwości, co za ironia, w świecie, gdzie ludzie z wyższą rangą mają lepiej, a Bogu ducha winna dzieci wysyła się na pewną śmierć, oni jeszcze mają czelność nazywać ten budynek Pałacem SPRAWIEDLIWOŚCI. Kiedy ochłonęłam zorientowałam się, że stoję już w kolejce do rejestracji, a rodzina zajęła miejsca wśród obserwatorów. Podeszłam do kobiety w zielonym mundurze o kamiennej twarzy, siedziała za biurkiem.
- Imię i nazwisko? - spytała suchym tonem nie racząc nawet unieść oczu zza kartki papieru, ale co się dziwić, była z Kapitolu, dla niej była kolejnym kawałkiem mięsa walczącym o życie dla uciechy kapitolańczyków.
- Tamisha Beverly. - odpowiedziałam, a kobieta nabazgrała coś na kartce, chwyciła moją dłoń i wbiła mi w palec cos przypominającego strzykawkę.
- Przyłóż. - zrobiłam co kazała, a na białej kartce pojawiła się szkarłatna plama.
Czekałam w rzędzie pełnym moich rówieśniczek, grupa piętnastolatek, którym serca waliły z niepewności czy aby dziś wrócą do swoich domów, czy juz nigdy więcej nie zobaczą dystryktu piątego. Zresztą ja tez się nad tym zastanawiałam.
Na scenę przed Pałacem (nie)Sprawiedliwości wszedł mężczyzna o sztucznie żółtych loczkach i jadowito zielonym garniturem. Miał bladą twarz, wyraźnie pokrytą pudrem, a na jej tle wyraźnie rysowały się ostro czerwone usta i oczy okrążone błękitem. Miał on makijaż a'la klaun. Jego kobieca dłoń uniosła się w przyjaznym geście, a donośny głos rozbrzmiał na rynku.
- Witajcie, witajcie! Jak wszyscy wiemy, spotkaliśmy się tu podczas dwudziestej piątej rocznicy powstania, a ponieważ jest to pierwsze ćwierczwiecze, gra zostanie urozmaicona, a dokładniej uczestnicy będą losowani z JEDNEJ kuli, co za tym idzie, w tym roku mogą zostać wylosowane dwie panie lub dwójka dżentelmenów, lub... standardowa opcja czyli pan i pani. Zaczynajmy! - Orkulus, gdyż tak nazywał się ów mężczyzna, podszedł do ogromnej kuli i włożył do niej rękę. Wyjął kartkę rozwinął ją i przeczytał...
Komentarz
Na początku chwiałbym zwrócić Ci uwagę na przecinki, których brak i bardzo rozbudowane zdania. Czasem zajmują dwie i pół linijki, a dotyczą, dwóch zupełnie różnych rzeczy i ciężko się połapać o co chodzi. Do tego, jeśli po myślniku zaczynamy mała literą to nie powinniśmy kończyć wypowiedzi kropką. tutaj dwa świetne przykład. Zamiast:
- Przyłóż. - zrobiłam co kazała, a na białej kartce pojawiła się szkarłatna plama.
Powinno być:
- Przyłóż. - Zrobiłam co kazała, a na białej kartce pojawiła się szkarłatna plama.
A tutaj na odwrót, zamiast tego:
- Tamisha Beverly. - odpowiedziałam, a kobieta nabazgrała coś na kartce, chwyciła moją dłoń i wbiła mi w palec coś przypominającego strzykawkę.
To:
- Tamisha Beverly - odpowiedziałam. Kobieta nabazgrała coś na kartce, chwyciła moją dłoń i wbiła mi w palec coś przypominającego strzykawkę.
Do tego, opisy nie porywają, a wydają się być jak przepisane z książki. Oczywiście, te wprowadzające do fabuły, bo innych (oprócz ********) nie ma. Jeszcze błąd pod kątem fabuły oryginału. Na 25. Głodowe Igrzyska ludzie z dystryktu wybierali trybutów. Cóż, jeśli masz pomysł to **** dalej. Nie wiem, co można z tego wykluć, bo zapewne wylosują ją. I nie daj Boże, miłość jej życia, o której nie wie albo się dowie na arenie, że kocha tego chłopaka. To trochę jakby ponawianie oryginału pisanego językiem niższych lotów.
Co do tych dialogów, to jest tak, że kropkę po wypowiedzi daje się, jeśli nie ma potem potwierdzenia, że ta osoba to powiedziała (czyli np. "- Ja też - powiedziała/odparła/oznajmiła/stwierdziła, itp. [bez kropki po "Ja też"]), jak po słowach bohatera p.i.s.z.e.m.y, że np. w tym czasie usiadł czy tupnął nogą, to zakańczamy wypowiedziane przez niego zdanie kropką (- Podoba mi się tutaj. - stanął na środku ogrodu).
Tak jak zauważył Simsior, ******* zbyt rozbudowane zdania.
**** dalej
To błąd, o ile nie zaczniesz pisać po myślniku z dużej liter. Wytłumaczyłem to już wcześniej. C: