Do rzeczy. Pod koniec rozdziału każdy będzie mógł wybrać dalszy rozwój historii, to co wybierzecie wpłynie na całą historię. Co jakiś czas będę mógł pi.sa.ć "co by było gdyby" czyli można by było się dowiadywać jak potoczyłaby się akcja gdyby inne warianty zostały wybrane. Enjoy. Teraz żaden rozdział, tylko wstęp.
ZombiU
Gargulce, stoją
tuż przed twoją bramą
próbują mi powiedzieć "czekaj"
ale nie mogę poczekać żeby ciebie zobaczyć,
więc biegnę
jak szalona
do drzwi nieba
nie chce być zła
już nigdy nie będę oszukiwała
Gdy pociąg ruszył Susan dyszała ciężko, a kolana pod nią dosłownie się uginały. Była wykończona biegiem. Spojrzała na bilet. Zgadza się. To ten pociąg. Susan Allen jest bezpieczna. Ruszyła przed siebie chwiejnym krokiem. Musiała znaleźć pusty przedział, bo wyglądała podejrzanie. Brudna, zdenerwowana, obdrapana, słaba. Czuła, że sytuacja jest zbyt poważna żeby teraz plan szlag trafił. A jej umysł ogarniało coś złego. Czas leciał. A jej umysł ogarniał mrok...
Wysłano mnie daleko
siedzę w pociągu,
macham i płaczę
bo wiem, że nie wrócę...
Zrobiło mi się niedobrze. Po prostu tak już mam, nienawidzę pociągów. Siedziałem w przedziale sam. Oglądałem przelatujące coraz szybciej obrazy. Usłyszałem trzask. Do przedziału weszła kobieta, miała na sobie luźne, sportowe ubranie, jej czarne włosy były w nieładzie, przy piersi miała przypiętą dziwną plakietkę z małym napisem. Obecność takiej osoby zdecydowanie nie była normalna, zwł****** w pociągu na drugi koniec Anglii.
-Ja... - zaczęła - Po prostu... Czy tutaj jest wolne?
Skinąłem jej głową uważnie patrząc na jej ruchy. Mogła mieć siedemnaście lat, nie więcej. Usiadła naprzeciw i wbiła wzrok w szybę. Była cała spięta.
a)
Wyciągnąłem ze swojej torby butelkę wody.
-Chcesz się napić? - spytałem powoli.
Czekała mnie zbyt długa podróż żeby spędzać ją w takiej dziwnej atmosferze. Po prostu musiałem spróbować. Nie przemyślałem jednak tego ruchu za dobrze...
b)
Wyszedłem z przedziału do łazienki zostawiając dziewczynę samą. Pomyślałem czy nie przesiąść się gdzieś indziej. Czekała mnie zbyt długa podróż żeby spędzać ją w takiej dziwnej atmosferze. Jej obecność sprawiała, że czułem się dziwnie źle. Jakby coś było nie w porządku.
1
Komentarz
A dodatkowo historia pisana z dwoch punktow widzenia. Dziewczyny i chlopaka. Choc wyczuwa sie, ze glownym narratorem bedzie on. Zaczyna sie swietnie z tymi poetyckimi wstawkami.
Ja również wybieram opcję pierwszą ;D
jestem zakochana w martwym mezczyznie
jestem zakochana w martwym mezczyznie
nasza milosc tonie w piasku
eh...
Wyciagnalem ze swojej torby butelke wody.
-Chcesz sie napic? - spytalem z wahaniem.
Czekala mnie zbyt dluga podroz zeby spedzac ja w takiej atmosferze. Jej obecnosc sprawiala, ze czulem sie bardzo zle. Jakby cos niedobrego siedzialo na przeciwko mnie. Demon. Nieszczescie. Dziewczyna zareagowala nader zaskakujaco. Poderwala sie ze swojego siedzenia i po prostu w nastepnej chwili celowala prosto we mnie pistoletem. Jej reka drzala. Serce podskoczylo mi do gardla. W calym swoim zyciu i w calej swojej karierze nigdy nie spotkalo mnie takie przerazenie.
Dziewczyna miala dziwna fryzure. Jej czarne wlosy nadbieraly miejscami czerwonawy odcien. Widzialem na jej plakietce imie i nazwiko 'Susan Allen'. Stala nade mna mloda dziewczyna, wygladala dziwnie, dziwnie sie zachowywala i w tym momencie celowala we mnie z pistoletu po tym jak spytalem czy chce sie napic. Jako wazny i doswiadczony psycholog moglem (nie)spokojnie orzec, ze podroz z Denver do Londynu spedze w wariatka...
Tamara Fletcher byla tak skupiona na swojej ksiazke, ze nie zauwazyla znikniecia swojej osmioletniej corki Alicji. Nigdy by czegos takiego nie zrobila, ale po prostu nie mogla oderwac sie od lektury, byla na ostatnich stronicach. Zawsze lubila akcje i sensacje i poraz pierwszy od dawien dawna czytala ksiazke z wypiekami na twarzy. Tymczasem mala Alicja z wielkim zaciekawieniem zwiedzila pociagowa restauracje i ruszyla do lazienki. Kochala zwiedzac nowe miejsca i s z u k a c przygody, a samotne podroze w glab pociagu Denver-Londyn bylo zdecydowanie ciekawsze niz siedzenie w przedziale z jakims przysypiajacym dziadkiem i swoja mama, ktora nie odrywala nawet wzroku spod ksiazek. I jeszcze wtedy ani Tamara ani mala Alicja nie zdawaly sobie sprawy jak wielkie moze miec znaczenie to co wlasnie sie dzieje. Jedna nieuwaga matki, ciekawosc malego dziecka i kilkanascie rzadnych muzgów zombie moga doprowadzic do tragedii. Ale wtedy wszystko wydawalo sie byc idealnie bezpieczne. Pociag jechal z rowna predkoscia i nikt nie byl wstanie przewidziec tego co sie mialo stac. Oprocz jednej osoby, ktora w tej chwili byla w stanie psychozy maniakalnej i celowala prosto we mnie z pistoletu.
Susan Allen szybko jednak zmienila nastawienie co do mnie. Z niemala ulga atrzylem jak postanowila jednak mi nie grozic bronia i wyrwala mi z reki butelke. Wypila cala zawartosc. Za jednym lykiem.
Tamara doslownie pisnela, budzac przy tym drzemiacego pana Browna, gdy zdala sobie sprawe, ze Alicja zniknela. Jej ksiazka wyladowala z dzikim hukiem na podloge, a ona wybiegla z przedzialu. Serce bilo jej jak nigdy dotad. Tylko, w ktora strone powinna pojsc? Mogla zaczac ****** od restauracji albo od raz pprzejsc do bardziej niebezpiecznego miejsca czyli konca pociagu. Lewo albo prawo. Oto jest pytanie.
Hmmm, w ciągu dalszym też zakończyłeś niepewnie ;p Albo restauracja, albo koniec pociągu ;p Gdybym miała wybierać to zaczęłabym od końca 8)
Gratuluję pomysłu :roll:
Lethias ma właśnie coś takiego w swoich historiach co przyciąga.
W każdym razie fajny pomysł z tym.
http://ktosiksims.tumblr.com
brakuje mi ciebie…
Ian Denver był zadowolony. Bo takiej duchocie jaka panowała w całym Londynie wreszcie spadł deszcz. Padał mocno i zacięcie jakby chciał udowodnić, że warto było na niego czekać. Zalał ulice, zmasakrował okna i pokrzyżował plany niejednemu mieszkańcowi miasta. Ale Ian czuł się bardzo dobrze. Akurat dzisiaj miał dzień wolny od służby i mógł nie wychodzić z domu. Oczywiście zajmował się śledztwem, ale nie było to dla niego żadne wyzwanie. Wystarczyło przejrzeć kilka gazet. W każdym razie był pewny, że wystarczy przejrzeć kilka gazet żeby wreszcie mieć dowód na pewną osobę. Lubił myśleć i pracować w domu. Nie chciał żeby coś zepsuło mu humor tego dnia. Choć i tak nic nie mogło mu zepsuć humoru w taki piękny, deszczowy dzień.
-Chyba że stado wygłodniałych zombie – zaśmiał się do siebie. Udany żart jeszcze bardziej go ucieszył. Ale to były ostatnie słowa jakie Ian Denver powiedział w swoim życiu. Zainfekowany przez zombie nie mógł zbyt wiele powiedzieć oprócz ciągłych „ueeeeee” albo „eeeeghhrrrw” powolnym krokiem podążając ulicą bez celu. Całkowicie pustą już ulicą.
Raz, dwa, trzy
… gasną światła
Tamara była zaskoczona kiedy zapanowała całkowita ciemność. Nawet przez okna pociągu nie wpadało żadne światło. Po prostu deszcz zalewał okna tak starannie, że nic nie przebijało. A światła w restauracji całkiem zgasły.
-Mamusiu? – pisnął mały głosik w dali. Alicja?
-Alicja! – zwołała kobieta – Wszystko w porządku?
- Nie do końca, akurat sram w spodnie, wiesz?
-Idę do ciebie!
Każdej sobotniej nocy
Światła gasną dla ciebie
Gdy zapanowała ciemność uciekłem z przedziału. Przynajmniej nie widziała mnie ta wariatka. Musiała być na jakichś narkotykach. Usiadłem na ziemi i przysunąłem się do ściany. Deszcz dudnił o szybę. W sumie to lał strumieniami o szybę. Bałem się. Wyjąłem z kieszeni zapalniczkę. Dzięki bogu, że tyle palę. Marne światło pokazało mi drogę do końca pociągu. Tam powinno być wyjście z pociągu. Czyli musi być zakazane. Czyli musi być generator albo zasilanie. Cokolwiek. Wstałem i ruszyłem do przodu. Usłyszałem jakiś trzask. Ryk. A potem pociąg zatrzymał się…
Pomoc jest bardzo daleko…
-Ja pierniczę! – krzyknęła Susan, gdy usłyszała, że uciekam z przedziału – Nie zostawiaj mnie tu samego!
Usiadła na podłodze trzęsąc się. Wyjęła komórkę z kieszeni. Wybrała numer. Nie ma szans. Komórka po prostu w jednej chwili się zawiesiła po czym całkowicie zgasł wyświetlacz i pękł. To nie było normalne. Tak samo jak ciemność w środku dnia. To co się działo zdecydowanie nie było normalne. Susan wyszła z przedziału na czworakach. Czołgała się po podłodze wołając moje imię. Pobiegłem szybciej. Przecież Susan nie znała mojego imienia…
Znalazłem się już na wylocie. Za drzwiami powinna być po prostu przestrzeń. Ale była tylko ciemność. Dreszcz przeszedł mi wzdłuż kręgosłupa. Usłyszałem za sobą dziwny dźwięk. Jakby ugryzienie.
Ja, Susan, Tamara, Alicja i pewna osoba byliśmy w tej chwili zupełnie sami w pociągu. Choć w sumie to niezupełnie sami… Ale wtedy jeszcze nie zdawaliśmy sobie z tego sprawy. Nasze życie było jeszcze psychicznie w jednej rzeczywistości. Fizycznie byliśmy już w Piekle. Dlatego zakładam ten dziennik. Bo nasza przeprawa przez Piekło warta jest opisania. Ale wróćmy do akcji…
Światła, kamera, akcja
Tamara mogła zrobić dwie rzeczy. Poddać się panice i krzyczeć po pomoc. Albo biec ile sił w nogach. Myślała póki jeszcze całkiem nie zwariowała. W tym piekle...
Oczywiscie Tamara biegnie.
T-tylko tam jest że Susan krzyknęła "...samego" ;-; Tak chyba nie miało być, prawda...? XD Mam nadzieję, że dobrze myślę, iż Susan to dziewczyna... xDD
A co do Tamary, to jak będzie krzyczeć, to nic się nie stanie ciekawego (mniejsze szanse na to xD), więc niech biegnie ile sił w nogach!
~Fable II
Susan poczuła odór zgnilizny. Dostała mdłości. Szła przed siebie z pistoletem w ręku. Jeden bok przyciskała do ściany żeby nie stracić orientacji w ciemności. Odór był coraz bardziej intensywny. Coś świsnęło niedaleko. Po chwili coś świsnęło bliżej. Zaraz potem coś świsnęło tuż nad uchem Susan. Kobieta odskoczyła przerażona i nacisnęła spust pistoletu. Nastąpił huk i przez ułamek sekundy Susan zobaczyła bladą, zakrwawioną twarz tuż koło siebie. Upuściła pistolet i ruszyła biegiem z powrotem krzycząc. Była tak przerażona, że nie panowała nawet nad swoimi nogami i upadła na ziemię roztrzęsiona. Coś ciężkiego upadło obok niej.
Tamara wzięła Alicję za rękę i pobiegła na oślep przed siebie. Starała się nie krzyczeć. Miała wrażenie, że coś ją goni. To wszystko doprowadzało ją do szaleństwa. Nie wiedziała już co się dzieje. Ta ciemność, smród i strach. Kobieta upadła na ziemię. Właściwie to potknęła się o coś. Odzyskała resztki przytomności i wyjęła telefon, który rzucił blade światło na podłogę pociągu. Obok niej leżała młoda dziewczyna. Była blada jak kreda. Dyszała ciężko i wpatrywała się w Tamarę.
Susan oślepił słaby blask światła z telefonu. Zobaczyła kobietę ze spiętymi blond włosami i białą koszulą.
-Co się tutaj dzieje? – spytała drżącym głosem – Kim jesteś i co się tutaj dzieje?
Tamara wzruszyła ramionami.
-Na pewno nie jest to konkurs na miss mokrego podkoszulka. Myślę, że po prostu pociąg zaliczył jakąś kraksę skoro stoi i jest ciemno.
I wtedy poderwała się z podłogi przerażona.
-Alicja! – krzyknęła – Gdzie jest moja Alicja?
Susan też wstała.
-Poszukamy jej. A potem stąd uciekniemy – powiedziała twardo – Musimy stąd uciec. Tutaj dzieje się coś dziwnego.
-Na pewno nie jest normalne, że jest ciemno – stwierdziła Tamara – Jest środek dnia. Zresztą nawet gdyby była noc taka ciemność jest po prostu niemożliwa…
Podniosłem z ziemi pistolet. Nie umiałem się nim posługiwać, ale był to ślad, że ona tutaj była. Musiałem ją znaleźć i zapytać się co tutaj się do cholery dzieje. Oświetlałem sobie drogę zapalniczką. Starałem się zachować rozsądek i myśleć na trzeźwo. Pociąg stoi, jest całkowita ciemność i nigdzie nie ma ludzi. Gdyby ta sytuacja była chociaż trochę normalna to byłoby słychać krzątających się wszędzie zdenerwowanych ludzi. A tymczasem była cisza. Cisza i ciemność. Zaglądałem do każdego przedziału i nie znalazłem nic. Dopiero po pewnym czasie natrafiłem na mój koszmar. Gdy rozsunąłem drzwi przede mną ukazał się przerażający obraz człowieka… jedzącego drugiego człowieka. Pochylał się nad martwą kobietą i po prostu… Z ręki wypadła mi zapalniczka. Nie wydałem z siebie żadnego dźwięku. Po prostu nogi same poderwały się do biegu na oślep. Byłem taki przerażony, że nie do końca byłem wstanie pojąć to co się dzieje. Potknąłem się o własne nogi i uderzyłem głową w ścianę. Straciłem przytomność. Odpłynąłem z tego koszmaru… Do momentu kiedy otworzyłem oczy i zobaczyłem dwie kobiety. Jedna była dosyć młoda. Miała długie niebiesko-czarne włosy. Druga miała białą koszulę i spięte blond włosy. Obie patrzyły się na mnie uważnie.
W następnej chwili ja, Tamara i Susan *******śmy Alicji. Miałem pistolet w ręku i starałem się żeby Susan tego nie zobaczyła. Przeklinałem na siebie, że zgubiłem zapalniczkę. Musieliśmy oświetlać drogę telefonem Tamary. Na szczęście miał funkcję latarki. Mój umysł wymazał z pamięci obraz krwawego morderstwa. Gdyby jednak tego nie zrobił zdałbym sobie w miarę szybko sprawę czym to było i jakim chorym pomysłem było ******** Alicji w tym miejscu. Powinniśmy wtedy uciekać. Ale szliśmy przed siebie nieświadomi tego co nas czeka…
Tamara zatrzymała się. Gdzie powinni pójść? Do restauracji gdzie ostatnio widziała Alicję? Do łazienek? Tam mogła się schować. Do przedziału gdzie siedziały z panem Brownem kiedy jeszcze wszystko było normalne? Ten pociąg jest taki wielki… Baterii nie starczy na przeszukanie całego pociągu. W końcu będą musieli uciekać…
_________________