Cześć! Kiedyś pisałam tutaj historię, ale stwierdziłam, że pomysł na fabułę jest zbyt skomplikowany i rozbudowany. Dlatego postanowiłam stworzyć nową historię (oby nie tak skomplikowaną). Minusem jest brak zdjęć - na których robienie nie mam po prostu czasu. Wszystko będzie się kręciło w klimatach fantasy i może nawet wkręcę coś z antyutopii. Moim celem nie jest stworzenie historii na wzór już istniejącej książki, bądź nawet historii tylko stworzenie czegoś nowego. Jeśli wątki zaczęłyby nabierać podobnego klimatu jakiejś książki bądź historii i ktoś to zauważy - prosiłabym, żeby ta osoba - bądź te osoby mi to zgłosiły i postaram się wtedy zmienić bieg wydarzeń ( o ile historia wypali). Tak więc zapraszam
#Rozdział ISłyszy mnie pani? Jak przez sen…Słyszysz nas? Wszystko takie odległe… I niewidoczne. Nie mogłam odróżnić jawy od rzeczywistości. Znajduje się pani w bezpiecznym miejscu!Ale ból i strach przed Czymś…
- Boli! – z krzykiem otworzyłam oczy. Widząc nieznajome mi osoby zaczęłam krzyczeć i wyrywać się z objęć otaczających mnie osób.
- Niech się pani uspokoi – zaczął jeden, gdy reszta starała się mnie obezwładnić. – To szpital. Jestem lekarzem. Wszystko będzie dobrze – mówił.
Ale ja mu nie ufałam. Z dziką furią starałam się odrzucić las rąk i uciec z sali. Dobrze wiedząc, że to i tak niemożliwe.
- Jak się pani nazywa? Przy pani rzeczach nie znaleźliśmy nic, co mogłoby ujawnić pani tożsamość. Z resztą nie posiadała pani nic poza pustą torebką. Została pani okradziona? – zapytał. Jego spojrzenie było pełne współczucia oraz strachu. Strachu? Przed kim? Chyba nie przede…
- Proszę mnie wypuścić! – oświadczyłam dalej się szamocząc. Napływający ból z okolicy brzucha całkowicie krzyżował mi plany. Nie mogąc już dłużej opierać się pielęgniarkom i innych lekarzom odpuściłam. Poczułam, że coś mi wstrzykują. Szczypało, jednak szybko minęło. Zaczęłam się nawet lepiej czuć. Rozluźniona zostałam położona na łóżku.
- Wypuścimy panią, jak tylko pani wyzdrowieje i powie, kim jest.
- Ale mi się spieszy – rzuciłam. Spieszy? Przed czym? Podświadomość krzyczała, żebym uciekała! Tutaj jest źle, oni są źli! Spoglądając na twarze reszty personelu zauważyłam obawę. U jednej z pielęgniarek kryło się nawet przerażenie. – Poza tym czuję się teraz całkiem dobrze. - dodałam
- Bo otrzymała pani lek przeciwbólowy. Za godzinę ból powróci nasilony jeszcze bardziej – powiedział lekarz. – Kim pani jest?
Kim jestem? Dobre pytanie? Z ostatnich lat mojego życia pamiętam tylko te kilka minut kłótni z lekarzem. Nawet nie wiem, co mi się stało i skąd się tutaj wzięłam!
- Też chciałabym to wiedzieć – dodałam niepewnie. Później wszystko znowu się zamgliło. Głos lekarza stał się bardzo odległy. Jak echo! A później nastała ciemność i nie było już niczego.
Zbudził mnie monotonny, pikający dźwięk. Otwierając oczy zauważyłam, że jestem podłączona do kilkudziesięciu dziwnych urządzeń, których zastosowanie znają tylko lekarze. Czułam się źle. Sala, w której byłam mnie przytłaczała. Nie zamierzałam dłużej tutaj siedzieć. Podnosząc się poczułam, że nie powinnam tego robić. Dziwna maszyna zaczęła wydawać głośniejsze dźwięki i w każdej chwili ktoś mógł tutaj wbiec. Szybkim ruchem wyrwałam z dłoni i reszty ciała wszystko, co mi przeszkadzało. Było to jeszcze gorszym posunięciem, bo maszyna zaczęła wydawać jeden długi dźwięk. Teraz na pewno ktoś tutaj przyjdzie! Gdy wstałam na nogi to nie mogłam złapać równowagi. Musiałam bardzo długo leżeć i być w bardzo złym stanie, gdy tutaj trafiłam. Obok mojego łóżka leżało wiele opakowań leków. Nie wiedziałam, po co to ktoś tu zostawił i do czego to wszystko służy, ale wszystko wzięłam do ręki. Podświadomość mówiła mi, że wszystko się przyda.
No i co dalej?
Oprócz drzwi prowadzących zapewnie na korytarz w pokoju nie było innego wyjścia. Ucieczka głównym wyjściem nie wchodziła w grę. Widząc wielkie okna z czystą ciekawością do nich podeszłam. Widok mnie rozweselił. Tylko jedno piętro! Otwierając okna poczułam przypływ bardzo ciepłego powietrza oraz podekscytowanie wolnością! Wtedy jeszcze nie wiedziałam, jak bardzo naraziłam swoje życie tą głupotą. Na szczęście zdawałam sobie sprawę z tego, co się stanie jak zostanę…
Coś mi mówiło, że zawsze czułam niebezpieczeństwo. Nie pamiętałam nic z mojego życia. Widocznie jestem ofiarą tej choroby, która powoduje, że nic się nie pamięta. Odwracając się po raz ostatni w stronę pokoju zauważyłam na łóżku zawieszoną kartkę.
Imię i nazwisko nieznane.
Wiek nieznany (wygląda na około 20)Dziewczyna ma amnezję. Nic nie pamięta. Stanowi dla siebie zagrożenie. Rana brzuszna została opatrzona, reszta nie grozi zdrowiu pacjentki. Widoczne powiązania z BE3!
BE3? Co to jest? Jakaś choroba? Z przerażeniem obejrzałam kartkę z wszystkich stron. Kartka stanowiła prawdopodobnie moją kartotekę. Była strasznie pogięta i ktoś pisał to bardzo szybko i niewyraźnie. Postanowiłam wziąć ją ze sobą. Wiedząc, że mam mało czasu i urządzenie nie przestaje wydawać niebezpiecznego dźwięku powinnam się pospieszyć i już dawno być poza terenem szpitala. Leki i kartkę schowałam w kieszeni moich spodni. Zdziwiło mnie to. Mimo braku pamięci scen z mojego dawnego życia doskonale zdawałam sobie sprawę z tego, że pacjenci tacy jak ja są przebierani w te skąpe zielonkawe piżamy.
- Bynajmniej nie będę musiała s.z.ukać czegoś do ubrania – szepnęłam do siebie i skierowałam się w stronę okna. Siadając na parapecie i mając salę za sobą poczułam dziwny przebłysk w mojej głowie. Przypomniałam sobie, jak skakałam z innego okna. Dziwne wspomnienie ale przydatne. Wzbierając w sobie odwagę złapałam się parapetu i chciałam jednym ruchem skończyć na ziemię. Musiałam robić to bardzo uważnie, bo byłam w ciężkim stanie. Specjalnie nie sprawdzałam w szpitalu, co z moim brzuchem. Wolałam zostawić panikę na później.
Po chwili znajdowałam się poza terenem szpitala. Biegłam dość szybko. Strasznie bolało, ale ktoś chyba zauważył moją nieobecność.
-
Dziewczyna ucieka!
Słysząc to tylko potwierdziłam swoje obawy. Wybiegając z terenu szpitala zauważyłam, że wszystko jest jakieś obce. Wiele budynków było uszkodzonych. Czułam nawet nieprzyjemny dla nosa swąd. Dochodził on pewnie z palącego się budynku nieopodal szpitala. Dziwne, że nikt go nie gasił. Wbiegając w głąb zdewastowanych zabudowań usłyszałam krzyki lekarzy. Razem z nimi biegł uzbrojony mężczyzna. Miał broń.
Automatycznie skręciłam w pierwszą lepszą uliczkę i przez to mało co się nie poturbowałam przez leżące na jezdni pozostałości po jakimś domu. Nawoływanie lekarzy dodawało mi siły do dalszej ucieczki, dlatego tak niecodzienny widok mnie nie zniechęcił.
-
Zatrzymaj się! Masz w tej chwili tutaj wrócić! – usłyszałam. Obracając się zauważyłam, że mówił to ten uzbrojony typ –
To ona, mieliście rację! Stój!
Warczący odgłos zagłuszył jego nawoływania. Nawet przestał krzyczeć. Zauważyłam, że razem z lekarzami zatrzymał się i spojrzał w górę. Kilka samolotów zmierzało w stronę szpitala. Widząc to przeraziłam się.
Gdzie ja jestem? Co to za miejsce? Co z tym światem?
Mimo amnezji zdawałam sobie sprawę z tego, jak wyglądało wszystko… kiedyś. Zrujnowane miasta z bandą nawiedzonych lekarzy nie były codziennością.
Kim jestem?
Oni wiedzieli. Ten lekarz doskonale zdawał sobie z tego, co tam robię i skąd się wzięłam. Skoro to było dla nich takie ważne to być może ja kiedyś też byłam kimś ważnym?
Widząc przerażenie na twarzach lekarzy i złość uzbrojonego mężczyzny nagle położyłam się na ziemi i wzięłam do dłoni coś ostrego leżącego nieopodal mnie. Chwilę po tym usłyszałam, że uzbrojony mężczyzna strzela. Do mnie.
-
Ona nie może przeżyć. Mogliście pozbyć się jej w szpitalu! – usłyszałam. Czując napływające łzy przetarłam je i cicho się skarciłam. Płacz teraz nic mi nie da. Muszę uciec! Ale gdzie?
Nadlatujących samolotów było więcej i kilka zaczęło krążyć nade mną i w pobliżu szpitala.
-
To nie nasi! – usłyszałam. –
Musimy uciekać!
-
A co z resztą?
-
Kate, to nie ma sensu. Wracaj!
-
A tamta dziewczyna? Chcecie pozwolić na to, żeby wróciła?
Kłótnię lekarzy przerwał uzbrojony mężczyzna. A tak właściwie to przerwał to jego śmiech.
-
Ona ma gdzieś wrócić? Jej państwo już nie istnieje. Nasze też przestanie istnieć, z resztą skutki są widoczne wszędzie. Jeśli my się jej nie pozbędziemy to zrobią to inni.
-
To dlaczego ona jest taka ważna?
Odpowiedzi już nie usłyszałam. Samoloty były bombowcami. Zrzuciły bomby na szpital. A później w stronę lekarzy i uzbrojonego mężczyzny.
Po raz kolejny tego dnia poczułam tę nicość. Te uczucie, które z jednej strony jest tak niezwykłe, bo wszystkie problemy znikają, a z drugiej strony budzi przerażenie spowodowane tą swobodą i wolnością. Gdybym posiadała jakiekolwiek wspomnienia to teraz pewnie widziałabym przed oczami całe moje życie. Gdzieś tam z zewnątrz dobiegł mnie dźwięk rozwalającego się szpitala. Gruzy po zrujnowanych budynkach również został naruszone. Słyszałam spadające odłamki szkła i gruzu. Poczułam też, że coś mnie skaleczyło.
- To tylko sen – szepnęłam. – To mi się śni. Jutro obudzę się, będę wiedzieć kim jestem i wszystko będzie tak jak było kiedyś. Ci ludzie nie będą mnie ścigać. I nikt nie będzie groził mi śmiercią.
Po tym nastąpił kolejny wybuch. I jeszcze jeden. Aż w końcu zapanowała zupełna cisza i ciemność.
Komentarz
Czekam na kolejny rozdział
Nie, nie ma,żadnych minusów
Fajnie *-*
Byłam na Ciebie okropnie zła, za porzucenie tamtej powieści ;<
Ale fajnie, że zaczęłaś nową ; )
@kakanova2000
Też ciężko mi było z tamtej zrezygnować, bo troszkę się do niej przywiązałam
# Rozdział II
Zbudził mnie jakiś dźwięk. Jednak nie mogłam sprawdzić, co to, bo byłam przygnieciona gruzem. I do tego ten cholerny ból brzucha… To był pierwszy moment, w którym poczułam ogromną samotność i strach. Tak bardzo chciałam dowiedzieć się chociaż, jak się nazywam!
Dźwięk nie ustawał, a mój strach coraz bardziej się pogłębiał. W pewnej chwili zrozumiałam, że ktoś się do mnie zbliża. Ze strachu zaczęłam się trząść, przez co brzuch zaczął potwornie pulsować. Nie mogąc powstrzymać napływających łez zaczęłam cicho pochlipywać.
- Jest tam ktoś? – usłyszałam po chwili. Nie był to głos dorosłego. To było dziecko. – Jest tam ktoś?
- Tak – zacharczałam.
Chwilę później czyjeś dłonie szybko pozbyły się męczącego ciężaru. Moim oczom ukazał się malutki chłopczyk. Miał góra osiem lat. Unikając mojego wzroku wskazał na mój brzuch.
- Boli?
- Bardzo – odpowiedziałam przyglądając mu się. Wyglądał bardzo podobnie do lekarzy. Miał podobną urodę – ciemną karnację, która zdawała się być jeszcze ciemniejsza przez kilka siniaków i mnóstwo pyłu na jego twarzy oraz czarne oczy i włosy. Był bardzo zaniedbany. Jego ubranie było straszne – o ile można było nazwać to ubraniem. Nawet nie miał butów.
- Zawołam Aylę. – dodał dalej unikając mojego wzroku.
Słysząc to chciałam krzyknąć „Nie!”. Nie mogłam pozwolić na to, żeby ktoś jeszcze się o mnie dowiedział. Ale było za późno. Bardzo szczupła dziewczyna szybko wyłoniła się zza chłopca. Wyglądała na jego starszą wersję – widocznie była jego siostrą. Jej twarz wyrażała wiele zmęczenia, ale oczy – ogromną determinację. Szybko złapała chłopczyka za ramię i schowała go za siebie. Po chwili wyjęła broń i celując we mnie po woli zaczęła podchodzić. Patrzyła się na mnie z ogromną złością.
- Nic ci nie zrobię – szepnęłam. – Naprawdę. Jestem nieszkodliwa. Nie mam broni – dodałam, bo dziewczyna nie ustępowała. Dalej trzymając broń kucnęła. Jej twarz z diametralnie się zmieniła. Szybko w.y.j.m.ując broń dotknęła mojego czoła, jakby sprawdzając, czy nie mam gorączki.
- O jejku, co oni ci zrobili – szepnęła z niedowierzaniem – Tahir! Idź po mamę i Yasina. Szybko!
Kilka godzin później przebywałam w zupełnie innym miejscu. Moja rana była opatrzona przez matkę Ayly i Tahira i byłam im naprawdę wdzięczna. Początkowo jej rodzina, a raczej jej „resztki”, były wobec mnie bardzo nieufne. Jej starszy brat – Yasin cały czas siedział obok mnie z wycelowaną we mnie bronią. To było straszne. W końcu zaufał swojej siostrze i mimo niechęci wobec mnie schował broń do kieszeni. Matka Ayli musiała być kiedyś lekarzem. Doskonale poradziła sobie z moją raną. Głównie dzięki tym lekom, które ukradłam ze szpitala. Też początkowo się mnie bała, ale szybko jej to minęło.
- Naprawę nie pamiętasz nic? Nawet imienia? – wypytywała dalej Ayla.
- Nie. Pamiętam wszystko od chwili, w której znalazłam się w szpitalu. A to znacie.
- Czemu ci lekarze cię ścigali? – zapytał Yasin. – Poza tym, skoro chcieli cię zabić to mieli, co do tego swój powód. – patrząc się mi w oczy dawał mi wyraźny znak, że gdy przyjdzie taka potrzeba, to dokończy cel lekarzy.
- Yasin, przestań. – skarciła go matka – Tak poza tym to stąd idź! Straszysz tylko tę przerażoną dziewczynę. Nie dziwisz, jak cierpi?
- Ale jak wyzdrowieje to pokaże na co ją stać! Ona nie jest stąd, co widać na pierwszy rzut oka! Na bank jest z Nowego Świata! Z resztą jak chcesz. Jak przyjdą tutaj na kontrolę i ją znajdą to ty będziesz za to odpowiadać! – krzyknął. Wychodząc z pokoju z nienawiścią spojrzał na mnie po raz ostatni i ze złością trzasnął drzwiami.
- Nie zwracaj na to uwagi. On zawsze taki jest – powiedziała Ayla – Zamordowano już prawie wszystkich ludzi z miasta. Zniszczono nasz dom, naszą szkołę, całe nasze poprzednie życie. Wszystko wywrócono do góry nogami i nagle zjawiasz się ty. Nie dziw się mu.
- Gdy tylko będę mogła to o.p.u.szczę to miejsce. Nie chcę narażać was na niebezpieczeństwo – odparłam. – Ale dlaczego ci wszyscy ludzie nie żyją? Czemu miasto jest tak zniszczone?
- Jest wojna. Od zawsze wiedzieliśmy, że Nowy Świat jest bliski załamania – zaczęła Ayla.
Na szczęście wiedziałam, czym jest Nowy Świat. Do 2050 roku świat był podzielony na kontynenty, na których istniało wiele państw. W 2050 roku to zmieniono. Świat podzielono na Stary i Nowy Świat. W Nowym Świecie istniały niesamowite mocarstwa z nowoczesną technologią i nowymi prawami, ideami i normami. Stary Świat nie przyjmował do wiadomości nowych koncepcji i chciał działać tak, jak wcześniej. Zaakceptowano to, ale Stary i Nowy Świat musiał być od siebie oddzielony. Nikt z Nowego Świata nie mógł przybyć do Starego i na odwrót. Tylko w sprawach politycznych odpowiedni politycy mogli przybyć, co starano się ograniczać do minimum. Po kilkunastu latach Nowy Świat – a raczej jego supermocarstwa zaczęły ze sobą konkurować. Aż pewnego dnia najpotężniejsze z mocarstw – Rothern - wynalazł lek. Lek, który powodował niesamowite rzeczy. Osoba, która go wypiła potrafiła szybciej przyswajać wiedzę, szybciej biegać, bardzo dobrze walczyć… Można by wymieniać w nieskończoność. Wszystko było dobrze, gdyby nie to, że Rothern trzymał lek w tajemnicy. Mocarstwa bardzo się zdenerwowały. Chciały stworzyć coś podobnego, ale nic im nie wychodziło. Bojąc się o to, że Rothern przejmie władzę nad resztą zjednoczyły się i tak powstał Pakt – którego cel był znany każdemu. Wojna była tylko kwestią czasu.
- Gdy wybuchła wojna w Nowym Świecie …– mówiła dalej.
Szczerze? Nie zdziwiło mnie to. Zaszokował mnie tylko fakt, że o tym nie wiedziałam. Oraz to, że jednak przebywam w tak zakazanym miejscu jak Stary Świat.
- …to niezbyt się tym przejęliśmy. Nasze władne uznały, że nie warto się w to plątać. Ale pewnego dnia zostaliśmy zaatakowani. Gdy władze zrozumiały, że my również jesteśmy celem Paktu to było już za późno. Z tego, co wiem, to chyba już żadne państwa w Starym Świecie nie istnieją. Pozostałości naszych oddziałów jeszcze próbują walczyć, ale to nie ma sensu.
Kompletnie nie wiedziałam, co o tym myśleć.
Nie wiedziałam, kim jestem.
Nie wiedziałam skąd jestem.
Nie miałam pojęcia, co dalej.
Pozostać i skazać Aylę i resztę na śmierć? Próbować dostać się do Nowego Świata? Czy może raczej na kolejne pobojowisko?
Ze złością wstałam. Przeraziłam tym Aylę i jej matkę.
- To wszystko wina zarówno Nowego Świata jak i moja. - zaczęłam - To logiczne, że stamtąd pochodzę. Wiem, że nie ma szans na to, żeby przywrócić wam dom, rodzinę, znajomych… Ale jest jeszcze szansa na to, żeby to zakończyć. Nie wiem jak to zrobię, ale tego tak nie zostawię! Gdy dowiem się, kim jestem i dowiem się skąd pochodzę to moim celem będzie Pakt. Nigdy nie sądziłam, że ludzie w tych czasach mogą być takimi tyranami. Ale nikt nie mówił, że takie osoby muszą wygrać i spełnić swoje cele...
Przede wszystkim jej oczy nie wyrazaly determinacje tylko zdecydowanie. To bardziej pasuje. Nom. Tak. Zreszta jak wolisz.
Bohaterka znalazla w zupelnie nowym miejscu. Braku infromacji w jakim, jakis opis pokoju by sie przydal. Cokolwiek
No dobra, ukochana czesc komentarza. Bardzo mi sie podoba i czekam na wiecej. Duzo czerpiesz inspiracji z roznych rzeczy albo po prostu tak mi wydaje.
xoxo