Sunset ValleyRok 2037
Była ciepła, letnia noc. Była 3 w nocy i Audrey wracała z dyskoteki do domu. Znowu będzie musiała wysłuchiwać marudzenia matki, że ktoś mógł ją okraść, zabić. Nie słuchała matki, przecież za miesiąc kończy 18 lat. Zresztą to jej życie. Marne życie. Gdyby nie brudne interesy ojca, nie musiałaby się martwić, że po szkole może ją porwać jakaś mafia. Rok temu ojciec zaginął, tydzień temu ktoś chciał okraść matkę. A ona jest następna.
Na ulicy nie było ani żywego ducha. Co było dziwne, bo Sunset Valley stało się wielką metropolią. Babcia kiedyś opowiadała Audrey o tym, że kiedyś nie było nawet portu, że było to po prostu miasteczko, w którym wszyscy się znali.
Audrey zaczęła się bać, co nie zdarzało się często. Była sama na ulicy, a dla samotnej, kobiety, było to niebezpieczne.
Nagle coś ją popchnęło i upadła na plecy. Nie widziała twarzy sprawcy, ale sylwetka wskazywała na wysportowanego mężczyznę.
- Audrey...
Znała ten głos. Nie, nie był to ojciec. Jednak nie mogła sobie przypomnieć, czyj to był głos.
Audrey próbowała wstać, jednak sprawca popchnął ją z powrotem na chodnik.
- Czego chcesz?
Sprawca usiadł przy niej i ujrzała jego twarz.
Był to Daniel, znajomy taty.
Daniel wyciągnął nóż z kieszeni i rzucił w stronę Audrey.
_______________________________________________________________________

Oczywiście, będę pisała dalej
Komentarz
Żle układasz zdania, na samym początku już to widać. Zbyt często je powtarzasz.
Niektóre nie są wogóle czytelne i zrozumiałe !
Musisz popracować nad stylem pisania.
Co to pierwszego rozdziału to nie będę na razie oceniać ...
P.i.s.z dalej i się nie zniechęcaj
__________________________________________________-
Następnego dnia
Amber obudziła się. Na dole słychać było krzyki jej siostrzeńca. Nienawidziła kiedy przyjeżdżała jej starsza siostra Katy z dziećmi. Zawsze musiała wtedy spać z Audrey na strychu, bo Katy potrzebuje z jej mężem Tonym oddzielnej sypialni. Jasne, madame Katy nie mogła spać z jej dziećmi w jednej sypialni.
Audrey nie było. No jasne, pewnie leżała skacowana w łazience. Amber ubrała się i zeszła na dół.
- Widziałaś może Audrey?
Oczywiście, zamiast się przywitać, matka zaczęła się martwić o Audrey.
- Zostaw ją w spokoju. To jej życie, i jej zmartwienia - syknęła Amber.
Usiadła przy stole koło Katy i zaczęła smarować bułkę Nutellą. Szczerze mówiąc nie była głodna, ale nie chciała słuchać kazań mamy o anoreksji. A zresztą, co mi tam, pomyślała i rzuciła na wpół zjedzoną bułkę na talerz. Są wakacje, więc skorzysta z okazji i wyjdzie na miasto.
- Wychodzę - powiedziała Amber, założyła swoje trampki i wyszła.
****
Zaczęło się ściemniać. Amber nie mała ochoty wracać do domu, więc postanowiła pójść do Chinatown. Zawsze się znajdzie tam jakaś sensacja, a Audrey i tak czy siak nie ma, więc nie ma z kim iść na plażę.
Postanowiła sobie ot tak, pójść w jakiś zaułek. Może jeszcze nie odkryła jakiegoś ************ lokalu, gdzie mogłaby się spotykać potajemnie z znajomym taty, Danielem?
Tak,ma z nim romans. Czysty młodzieńczy wybryk, nic wielkiego.
Już chciała zawracać, kiedy w pobliżu kosza na śmieci zauważyła coś świecącego. Zaraz, zaraz, czy to niebyła bransoletka Audrey?!
Amber podniosła ją i zajrzała do kosza na śmieci. Był tam but Audrey. O boże, a jeśli ktoś ją...zgwałcił a potem porwał? Albo zamordował a dopiero potem porwał?! Nie była w stanie myśleć logicznie. Gdy tak stała osłupiała, usłyszała za sobą kroki. Nie mogła się odwrócić, bo wielkie dłonie zakryły jej twarz. Poczuła ból głowy i straciła przytomność
****
I'm alone in the night...
______________________________________________________________
Kolejne morderstwo. W Chinatown to normalka, pomyślała Jane jadąc do Chinatown. Znowu jakaś facetka poszła w ślepy zaułek bez powodu, i po raz kolejny ktoś ją zabił. Normalna postać rzeczy.
Jane wysiadła i poszła na miejsce zbrodni. Na chodniku przy koszu na śmieci leżała rudowłosa kobieta.
- Coś o niej wiemy?
- Ekhm, tak. Katherine Cloud, agentka kanadyjskiego wyw...
- Dobra, to wszystko wyjaśnia - przerwała mu Jane.
~~~~~~~~~~~~~~~~~
- Długo będziesz mnie tu trzymać? - spytała Audrey i usiadła na krześle
Daniel wpatrywał się przed siebie i nic nie mówił.
Audrey wiedziała czemu tu jest, ale nie miała zamiaru powiedzieć prawdy. Po co jej kolejne problemy? Wystarczy już, że...nie ważne.
- Wiesz czemu tu jesteś
Audrey nie odpowiedziała.
- W końcu poniesiesz konsekwencje - powiedział Daniel i wyszedł.
Audrey wiedziała że będą konsekwencje, ale nie tym się martwiła.
Martwiła się czymś innym.
~~~~~~~~~~~~~~~~~
- Amber, co przeskrobała twoja siostra?
- Nic
Kłamała, ale miała to gdzieś.
- Ale ty też zrobiłaś coś, czego nie powinnaś prawda?
Amber zaczęła się wpatrywać w ścianę. Wiedziała że Daniel nie podniesie na nią ręki, więc mogła z nim zrobić (prawie) wszystko. Ale czy to miało jakiś sens? Raczej nie. Skoro tak, to będzie musiała zagrać w tą grę.
____________________________________________________
No to wam namieszałam w mózgach XD