Jestem ogromną fanką Harry'ego Pottera. Dlatego stworzyłam tą historię. Nawiązuje ona do książek J.K.Rowling. Jest to taki mój ciąg dalszy szóstej części. Opowiadanie zaczyna się chwilę po śmierci Dumbledora. Rozdziały będą raczej krótkie, niewiem też, jak często będę je dodawała, zależy od ilości pomysłów. Ok, zaczynam, mam nadzieję, że się Wam spodoba
I
- Gdzie ten Severus ?!
Wysoka, smukła postać podniosła się z miejsca na szczycie stołu krzycząc te słowa.
- Nnn… na ppp… na pewno zaraz… się pojawi.
Te słowa padły z ust kobiety siedzącej w głębi pokoju. Jej białe włosy zlewały się z twarzą bladą z przerażenia. Siedzący obok niej mężczyzna spojrzał na wolne miejsce obok siebie, a potem chwycił żonę za rękę. Ta spojrzała mu w oczy, w których Lucjusz* dojrzał wdzięczność, ale i ogromny strach. Oboje martwili się o swojego syna, Draco Malfoya, który jeszcze nie wrócił z misji. Wśród obecnych panowała straszna cisza, wszyscy czekali na Snape, Draco, Carrowów i kilku innych Śmierciożerców. Nagle wszyscy usłyszeli dochodzący z oddali cichy trzask, następnie głosy, szelest peleryn i kroki. Odgłosy stawały się coraz głośniejsze. W końcu rozległo się pukanie do drzwi.
- Wejdźcie – Lord Voldemort odwrócił się przodem do wejścia, by przyjrzeć się przybyłym. Był wśród nich posępny mężczyzna o ciemnych, tłustych włosach, blady chłopak z jasnymi włosami, oraz kobieta i kilku innych mężczyzn. Na ich twarzach panował niepokój. Wszyscy byli ubrani w ciemne peleryny, wyglądali na zmęczonych.
- Zadanie wykonane? – Voldemort zadał to pytanie spokojnie, ale w jego głosie dało się wyczuć ogromną ciekawość.
- Tak – powiedział mężczyzna z tłustymi włosami.
- Dobrze, zajmijcie miejsca. Severusie, ty tutaj - wskazał na miejsce obok siebie.
Zajęli wskazane miejsca. Narcyza przytuliła syna, ale ten błyskawicznie się jej wyrwał.
- Draco, czy ty to zakończyłeś? – sucho zapytał Voldemort.
- Nie, Panie, to ja to zrobiłem. Tak było lepiej. – Snape uprzedził młodego Malfoya. Lecz Czarny Pan nawet na niego nie spojrzał.
- Draco, zawiodłem się na tobie. Dobrze, że kazałem Severusowi cię pilnować. Kilka razy omal nie wpadłeś, potem byłeś bardzo bliski, ale… stchórzyłeś, prawda? – nie czekał na odpowiedź, mówił bardziej do siebie, niż do obecnych – Ale Lord Voldemort wybacza błędy, daje drugą szansę. Dlatego, Draco, wykonasz inne zadanie. Jak pewnie się domyślacie, Zakon będzie działał dalej. To, że ich przywódca nie żyje, sprawi, że będą działali ze wzmożoną siłą. Ty, Severusie, już nie będziesz mógł donosić mi o poczynaniach Zakonu, dlatego potrzebujemy kogoś, kto będzie naszym szpiegiem. Tym razem wymyśliłem plan, który na pewno się sprawdzi. Jego pierwsza część należy do Draco.
- Panie mój, dziękuje za wybaczenie. Co mi każesz, Panie, wykonam – rzekł chłopak, padając do stóp Voldemortowi.
- Twoje zadanie polega na sprowadzeniu tu członkini Zakonu…
* - W moim opowiadaniu Lucjusz Malfoy nie był w Azkabanie. Zmieniłam kilka rzeczy, ale o tym innym razem

Czekam na komentarze! *******, co Wam się podoba, a co nie, jakie zauważyliście błedy, jakie macie pomysły na ciąg dalszy, itp.
Komentarz
Mam nadzieje, że uda mi się dzisiaj dodać II rozdział. Będzie o Harrym, Ronie, Hermionie, Ginny i Draco.
EDIT:
Jest! Nowy rozdział! Trochę późno,ale liczy się, że jest. Nie wiem, jak dużo osób narazie czyta, ale może będzie coraz więcej. Miłego czytania :-)
II
Harry obudził się. Nic nie widział. Otarł spocone czoło. Sięgnął po okulary, założył je. O, teraz chociaż coś widzi. Zaraz, o czym był ten sen…? To było coś…
- Harry, byłeś w saunie i nie obudziłeś mnie?! – powitał go Ron z uśmiechem na twarzy – A tak na serio, miałeś jakiś dziwny sen?
- Nie pamiętam… Jakiś ciemny pokój, dużo ludzi…
- Hmm, dziwne. A nie myślisz, że to był…
Lecz przerwał, ponieważ drzwi do ich pokoju otworzyły się z hukiem, a za nimi stała Hermiona.
- Wstaliście już? Wszyscy dawno są po śniadaniu.
- Super – rzekł Ron, a z jego twarzy zniknął uśmiech.
- Spokojnie, ja i Ginny odłożyłyśmy wam trochę jedzenia. Poczekajcie chwilę! – I wybiegła z pokoju. Po chwili pojawiła się z tacą w rękach. Podeszła do łóżka Rona, podała mu śniadanie i usiadła obok niego.
- A dla mnie!? – zawołał z oburzeniem Harry.
- Poczekaj, a będzie ci dane – powiedziała z tajemniczym uśmiechem Hermiona. Ron spojrzał na Harry’ego, uśmiechnął się i zajął się posiłkiem. Nagle w pokoju pojawiła się rudowłosa dziewczyna, również z tacą w rękach, ale ta taca była większa niż Rona, co chłopak zdążył po cichu skomentować. Dziewczyna podała tacę Harry’emu. Pocałowała go, chłopak odwzajemnił pocałunek.
- Możecie nie przy ludziach?!
- A ty i Lavender to co robiliście?! – krzyknęła ze złością Ginny, odrywając się od Harry’ego.
- Gin, daruj sobie – poprosiła Hermiona. Rudowłosa wzruszyła ramionami i zwróciła się do Harry’ego :
- Jak minęła ci noc?
- Miałem dziwny sen…
- Dlatego jesteś taki mokry? – zapytała z uśmiechem Hermiona.
- Nie, Hermiono, zanim przyszłaś, byłem na basenie, a potem jak gdyby nigdy nic wróciłem do Nory.
- Przepraszam, Harry – powiedziała dziewczyna – Czy to był sen o Sam – Wiesz – Kim?
- Nie pamiętam – odpowiedział i wrócił do śniadania. Ginny cały czas przyglądała się mu. Nie mogła uwierzyć, że ona, Ginny Weasley, chodziła z Harrym Potterem.
- Czemu mi się tak przyglądasz? – zapytał chłopak.
- Bo nadal nie wierzę, że jesteśmy razem…
- Ja też nie.
- To takie niesamo…
- Skończycie wreszcie te miłosną paplaninę?!
- Ron, jesteś taki nieczuły! – skarciła rudzielca Hermiona.
- Ty ich bronisz?! Ciebie to nie drażni?
Zanim Hermiona otworzyła usta, Ginny pocałowała Harry’ego w policzek, wstała, wzięła Herminę pod rękę i powiedziała:
- Chodźmy, Hermiono, chyba nas tu nie chcą!
I obie wyszły.
-Gin, poczekaj! – zawołał Harry, ale ona tylko odwróciła się, posłała mu buziaka i wyszła.
- Dziewczyny! Nigdy ich nie zrozumiem – stwierdził Ron i wrócił do swojego, zimnego już śniadania.
Harry zrobił to samo i teraz obaj jedli w ciszy.
***
Draco siedział na swoim łóżku. Rozmyślał o zadaniu, które go czeka. Nie będzie łatwo, pomyślał. Będzie musiał wymyślić jakiś podstęp. Tylko jaki, przecież ONA go nie znosiła, on też JEJ nie lubił. Wstał i zaczął krążyć po pokoju. Robił tak zawsze, gdy gorączkowo myślał. Nagle stanął przed swoim stołem do tworzenia eliksirów.
- Tak! – krzyknął radośnie – To jest to! Tym razem nie zawiodę!
III, część 1
Cudowny zachód słońca, pomyślał Harry. Prawie tak cudowny jak ona. Siedział razem z Ginny pod ogromną wierzbą, podziwiali niebo. Chłopak opierał się o pień, głaskał jej miękkie, pachnące włosy. Ona położyła głowę na jego brzuchu. Z nim czuła się bezpiecznie. Mogliby tak siedzieć godzinami, ba, latami. Niestety, robiło się coraz ciemniej, musieli wracać.
- Gin, już czas na nas.
- Jeszcze trochę! – zawołała Ginny ze smutkiem w głosie, bo wiedziała, że jej chłopak bardzo dba o jej bezpieczeństwo.
- Kochanie, musimy wracać. Twoi rodzice już pewnie się o nas boją. Zaraz zaczną nas *****ć.
- Och, no dobrze.
Zaczęli się podnosić. Nagle dziewczyna krzyknęła:
- Aaa, moja noga!
- Co się stało, Gin?!
- Źle stanęłam, chyba skręciłam kostkę!
Harry bez chwili wahania wziął ukochaną na ręce. Jedną ręką podtrzymywał jej plecy, drugą trzymał nogi.
- Ciiiiii, już dobrze. Nie bój się, zaraz będziemy w domu.
Ginny objęła jego szyję rękoma. Chłopak ruszył w kierunku Nory.