Tam, gdzie nie dochodzi słońce

«1
Długo czaiłam się z wstawieniem tej historii na forum. :) Najprawdopodobniej dla tego, że - przynajmniej, jak na razie - jest tworzona pod wpływem impulsu i, jak na ten moment nie mogę nic powiedzieć o dalszej akcji. Wiecie więc, drodzy czytelnicy mniej więcej tyle, co i ja (no może trochę mniej :wink: ), więc nie pozostaje Wam nic innego, jak śledzić historię na bieżąco, a co z niej wyniknie tego nie mogę powiedzieć. :P

Najtrudniej jest zawsze zacząć. :mrgreen:

Może najwyższa pora. xD

Prolog I



Spałam w trumnie. Było miło. Chłodno. Nie rada mi jednak stwierdzić, że była to najdziwniejsza noc jaką dane mi było przeżyć.
Sen - jest to stan hibernacji naszej świadomości, w którym zawładają nami niezbadane moce, a świat zaczyna składać się z gnuśnych zombi. Zasypiając dla większości z nas pobudka jest czymś oczywistym, a przecież to nie musiało się tak skończyć i mogłam nigdy się nie obudzić. Wtedy nie zdziwiłabym się po przebudzeniu (jakby było to coś, czego nie czynię od zawsze) i nie udziwniałabym tego, co miałoby być normą.
Tak, to dziwne, że się obudziłam i jestem tu, gdzie zmarli myślą, że żyją wiecznie zamiast żyć tam, gdzie życie jest tego warte.
Zamiast tego spoczywam pogrzebana we własnym grobie. Skuta na tyle, że nie mogę puknąć się w głowę by sprawdzić, czy coś w niej jeszcze jest. Nie minie jednak chwila nim siły wyższe każą mi zwlec swe na wpół martwe zwłoki by ponownie wstać i spojrzeć na szarobury świat... W którym nie jest najgorsza ciemność z jaką zmagasz się co dzień, lecz światło, któremu raz po raz będzie pisane cię oślepiać...


Tych, którym spodobał się przytoczony fragment serdecznie zapraszam do dalszego zapoznania się z losami bohaterki (jak pewnie nie trudno wywnioskować). ;) Natomiast jeśli komuś nie przypadł on do gustu, a czas poświęcony na przeczytanie jego uznał za zmarnowany - mogę pocieszyć, że to dopiero pierwsze oblicze historii.. :)

Komentarz

  • 666Karo666Karo Posty: 177 Member
    edytowano października 2012
    Mnie się podoba,zabawny nawet ten początek i tytuł mnie rozbawił ;P
    P i s z dalej,zobaczymy co to będzie :D
  • muszelka21muszelka21 Posty: 966 Member
    edytowano października 2012
    Dokładnie :-) Bardzo ciekawy i miły początek :lol: Poczekam na więcej.
  • Sandzia123Sandzia123 Posty: 1,180 Member
    edytowano października 2012
    Masz bardzo ładny styl. Pi.sz.e.sz bardzo ciekawie. Nie popełniasz błędów. Tekst czyta się łatwo i zrozumiale. Początek jest naprawdę bardzo ciekawy. Ale to nie jest chyba komedia, bo mnie to jakoś nie bawi, tak jak poprzednie czytelniczki. :P
  • KtosikKtosik Posty: 3,546 Member
    edytowano października 2012
    Ciekawie się zapowiada. :D Czekam na dalszy ciąg opowiadania.
  • ANIA3ANIA3 Posty: 1,331 Member
    edytowano października 2012
    Świetny początek :) czekam, aż się rozkręcisz i dodasz coś więcej.
    Keep Calm 
    and 
    patatajaj na tęczowej owcy 

    B)
  • Martyna109Martyna109 Posty: 2,113 Member
    edytowano października 2012
    Zapowiada się świetnie :D
  • goka1999goka1999 Posty: 374 Member
    edytowano października 2012
    Według mnie zapowiada się ciekawie :mrgreen: Fajnie nap.i.s.a.n.e, przyjemnie się czyta :D O takim krótkim kawałku, (ale dobrej długości jak na zapowiedź :D ) nic więcej na razie nie mogę powiedzieć, więc standardowo czekam na ciąg dalszy :3
  • P916P916 Posty: 171
    edytowano października 2012
    Na wstępie pragnę podziękować za Wasze przemiłe komentarze, moi drodzy. :) Nic tak nie motywuję, jak myśl, że Twoje wypociny nie idą w próżnie. :D
    A anulując wszelkie domniemania na temat gatunku to nie, to nie jest komedia - masz rację, Sandziu. :wink: Ale cieszę się, jeżeli początek zdołał kogoś rozbawić, bo w sumie miał być taki trochę ironiczny, bo to jest wpisane w styl bohaterki. Tym samym potraktowałam go trochę z przymrużeniem oka. No ale więcej już nic nie zdradzam. Teraz czas na wspomniane "drugie oblicze" mojej historii.



    Serdecznie zapraszam. :-o

    Prolog II

    ...

    Jaskrawa luna ponownie rozpostarła się nad horyzontem...
    Miażdżąca ciemność objęła swoimi ramionami wszystko, co żywiło jeszcze jakąkolwiek nadzieję. Każdy dom, detal, każde serce... Nic nie zdoła uchronić się przed mrokiem, kiedy światło wydaję się zbyt blisko. (...)
    -Na takie świat patrzysz mówiąc, że jest przekleństwem, lecz nie wiesz, ile cudów przy tym doświadczasz.
    Słyszysz; przez co możesz wysłuchać, co mają do powiedzenia inni, zatem być odbiorcą.
    Patrzysz; potrafisz swobodnie wyrazić opinię na temat wszystkiego, co jesteś w stanie dostrzec – stajesz się więc mówcą.
    Rozumiesz; masz możliwość interpretacji zjawisk i doznań – jesteś jednostką.
    Czujesz; jesteś w stanie dokonać wyboru pomiędzy światłem, a ciemnością, dzięki czemu nic nie jest Ci już obojętne – stajesz się człowiekiem...
    Nazywam się Elizabeth Woldorff i chociaż nigdy nie zaznałam światła, a moim przeznaczeniem jest życie w mroku – to, co ludzkie nie jest i nigdy nie było i obce...

    (...)

    X. III

    To był dzień, jak każdy inny; wstałam, ubrałam się, a na dole czekała już na mnie służba ze śniadaniem. Tego ranka mój żołądek był wyjątkowo wybredny, a zanim zdołałam przedrzeć się przez nieznane mi wcześniej rozległe korytarze, kiszki zdążyły odegrać mi całą symfonię.
    Podczas mojej drogi, która łącznie liczyła pięć pięter, równała się przemierzeniu dwunastu długich i ośmiu krótkich korytarzy, wyminięciu piętnastu członków służby, a kończyła na przygotowaniu posiłku dla Dolores – przez chwilę zaczęłam wątpić w to, że w ogóle ma swój koniec.Choć wychodząc z założenia, że itnieje droga, jaką musiałam wejść i powinna być również możliwość zejścia – bardziej prawdopodobne jest to, że zemdleję zanim dojdę. Wtedy już nigdy nie będę mogła rozkoszować się tym najważniejszym (lub na myśl, że nie ma skrótów w drodze powrotnej – ostatnim) posiłkiem dzisiejszego dnia.
    Kumulując jednak całą swoją energię by odrzucić czarne myśli, po pewnym czasie zdołałam doczłapać się na dół i po nakarmieniu Dolores zasiadłam do stołu.
    Tam, czekała już na mnie Scarlett wraz z kilkoma innymi gosposiami.
    Tylko ona zachowała swoją posadę od przeprowadzki i przeniosła się z nami z Wirehood.
    Scarlett była nie tylko jedną z gospodyń. Towarzyszyła mi od najmłodszych lat; zajmowała się mną i sprawowała rolę opiekunki podczas gdy ojciec musiał załatwiać własne sprawy. Wszystko to bezwarunkowo. Nie mogłam pozwolić jej odejść, choć - fakt - miała już ona swoje lata i niewątpliwie zasługiwała na odpoczynek. Ale tu przeważyła moja egoistyczna natura i to ona nie pozwoliła jej tego zrobić. Może zwyczajnie była zbyt bliska memu sercu...
    Mimo wszystko, tego ranka, Scarlett, tak jak dawniej przywitała mnie swoim serdecznym uśmiechem oraz słowami:”Witam panienkę Elizabeth. Czy nakryć do stołu?”. „Jak najbardziej.” – odpowiedziałam uradowana tym, że od momentu przebudzenia nareszcie wezmę coś do ust.
    Przede mną momentalnie stanęły wszelakie pyszności z niemal każdego zakątku świata. Od francuskiej brioche, po włoskie sery feta, obok nich dżemy, a także wiele, wiele innych.
    Podczas gdy ja zajęłam się smakowaniem przysmaków, Scarlett przysiadła się do mnie, tym razem z nieco tęgą miną.
    - Wie panienka, że ojciec panienki niedługo wyjeżdża? - Spytała.
    - I co w tym nadzwyczajnego? Odkąd pamiętam nasz styl życia od zawsze wyglądał tak samo, w związku z czym miałam dużo czasu, żeby się przyzwyczaić. Z doświadczenia wiem również, że gdybym miała zamartwiać się za każdym razem przy wyjeździe mego drogiego ojca, już dawno umarłabym z rozpaczy. Z całym szacunkiem, ale czasy gdy byłam małą dziewczynką minęły i teraz mnie to już nie rusza. – Odpowiedziałam nie psując sobie dobrego nastroju wypływającego z delektowania się ucztą.
    - Myślałam, że teraz, po przeprowadzce, chciałaby panienka spędzić trochę więcej czasu z panem Victorem.
    - Scarlett, bez obrazy ale, tak jak mówiłam już mi na tym nie zależy i jeżeli tylko o to chodzi, to możesz wstać i dolać herbaty.
    - Nie, w sumie to nie tylko o to... Chodzi o to, że...- i wtedy naszą rozmowę przerwał donośny głos dochodzący z pobliskiego pokoju. Był to głos mego ojca.
    Pewnie znowu nadmiernie satysfakcjonował się jakąś nowo zawartą transakcją.
    Mimo woli wstałam od stołu by sprawdzić, czy miałam rację. Teraz nawet w pełni zasłużone śniadanie nie sprawiłoby mi takiej przyjemności, wiedząc, że zaraz wparuje tu mój ojciec i zacznie wychwalać się z jakimi kontrahentami to on nie dyskutował i jacy to udziałowcy podpisali z nim umowę. Poszłam więc zobaczyć – choćby z ciekawości – w jaki przekręt wpakował się tym razem.
    - I co, nowi wasale?... – Spytałam ironicznie nawiązując do słów mego ojca, który to nieustannie porównywał ścieżkę ******* z polem bitwy.
    - Witaj, skarbie. Lepiej...- Powiedział w nastroju niemal wynoszącym go ponad nasz kilkunastometrowy sufit.
    - Lepiej? –Spojrzałam z niedowierzaniem.
    - Nowy-stary!
    - Jak to?
    - Na razie nie mogę za wiele zdradzić. Ale zobaczysz, spodoba Ci się. I pamiętaj, Liz, skarbie, że nawet najwięksi wrogowie mogą stać się Twoimi przyjaciółmi. Tylko wtedy zyskasz przewagę... No, a teraz muszę już lecieć na spotkanie. Pa, kochanie. Do widzenia, Scarlett!
    - Ale, o co chodzi? – Spytałam zupełnie zdezorientowana całą sytuacją, lecz niestety ojciec nie zdołał już tego usłyszeć, ponieważ po swych słowach wystrzelił, jak z procy ku wyjściu.
    Ja, stałam jeszcze chwile w bezruchu. Choć takie zachowanie ojca nie powinno wzbudzać już we mnie takiego zdziwienia. Spojrzałam pytającym wzrokiem na Scarlett. Ona jednak również sprawiała wrażenie niewtajemniczonej i stojąc cicho w kącie, kiwnęła na to jedynie z uśmiechem ramionami, przy czym dodała:”Cały pan Victor…”, a następnie skierowała się do kuchni pełnić powierzoną jej funkcję. Ja tymczasem by ochłonąć z tej – mimo wszystko- nietypowo zapowiadającą dzień sytuacji, poszłam bez słowa obejrzeć ogród, którego dziwnym trafem nie miałam jak dotąd okazji zobaczyć...



    Wiem, że, jak na razie nie za wiele się wydarzyło, ale wbrew pozorom przewiduję jakąś akcję. :P
    No, to oceniajcie, poprawiajcie, komentujcie, zadawajcie pytania i w ogóle. :mrgreen: Jestem przychylna do uwag, więc bez obaw. :)
    Post edited by Nieznany użytkownik on
  • ANIA3ANIA3 Posty: 1,331 Member
    edytowano października 2012
    Świetnie póki co jeszcze się rozkręcasz, ale ogólnie styl mi się podoba :) czekam na więcej...
    Keep Calm 
    and 
    patatajaj na tęczowej owcy 

    B)
  • LethiasLethias Posty: 2,306 Member
    edytowano października 2012
    O, jak super. :twisted:
    Fajnie pi.sz.esz, tak lekko. Może daj jeszcze coś więcej. :D
  • muszelka21muszelka21 Posty: 966 Member
    edytowano października 2012
    Pięknie! Coraz bardziej podoba mi się Twoja historia. Czyta się lekko, wszystko jest logiczne i składne oraz oczywiście zachęca do dalszego czytania. Mam tylko jedno małe zastrzeżenie, zapewne wywołane moją manią historii. Z tekstu wynika, że główna bohaterka nie dorastała we współczesnych czasach. Jednak jej wypowiedzi (niektóre) nieco odbiegają od klimatów jej czasów. Wydają się trochę zbyt współczesne...Brakuje mi tu zwrotów takich jak "Drogi ojcze bla bla bla..." lub tych jakże zabawnych słów "zaiste", "zacne" itp. Również fakt, że bohaterka sama wstała i sama się ubrała jest niezgodny ze zwyczajami z minionych lat. W tamtych czasach służba często budziła o odpowiedniej porze swojego pana/panią, pomagała się przebrać (w przypadku kobiety nałożyć gorset lub uczesać włosy) i załatwiała takie sprawy jak natychmiastowa zamiana pościeli.
    Cóż, to chyba tyle. Ale nie zniechęcaj się! Twoja historia nadal bardzo mi się podoba, a moje zastrzeżenia równie dobrze mogą okazać się błędne, jeśli coś źle zrozumiałam :-)
  • P916P916 Posty: 171
    edytowano października 2012
    Skądże, Basiu! :D Każde zastrzeżenie, pytanie jest dobre i cieszę się, że w końcu się jakieś pojawiło. :wink:

    Poza tym sama niedawno zastanawiałam się nad czasami w jakich jest umiejscowiona historia, ale na szczęście w porę zdołałam to rozkminić. :twisted:

    To może wydawać się trochę dziwne, ale cały sęk tkwi w tym, że historia nie ma swojego konkretnego czasu, ani miejsca. Przynajmniej jeżeli chodzi o bohaterkę drugiej części. :) Co do pierwszej to jeszcze nie jestem pewna..
    Oczywiście nie, że akcja toczy się na innej planecie, bo to chyba nie tego typu opowieść. :P Tylko to jest taka jakby inna przestrzeń., np. jak Elizabeth mówi o tych daniach i miejscach ich pochodzenia, (Francja, Włochy) to znaczy bynajmniej, że takie miejsca istnieją, ale, mówi też, że przyjechała z Wirehood - miasta zdecydowanie fikcyjnego, a więc miejsce akcji jest jakby nieścisłe.
    Co do czasu, to jest podobnie. :-o Dlatego, jak przed pierwszym wpisem jest napisana data, jest to tylko dzień i miesiąc. Choć ja też jestem zdania, że gdyby dało się ustalić czas, dla nas byłaby to raczej przeszłość.
    ..I dlatego też wahałam się z tym "Drogi", "Droga", ale ostatecznie się wstrzymałam. ;)

    Poza tym dziękuję oczywiście za miłe opinie i zapraszam do dalszego śledzenia losów bohaterek. :D
  • muszelka21muszelka21 Posty: 966 Member
    edytowano października 2012
    Ach, już rozumiem! To znaczy nadal większość musi się wyjaśnić, ale okej :wink: Każdy pomysł jest dobry, jeżeli go się dobrze wykorzysta. "Tam, gdzie nie dochodzi słońce" zdecydowanie zmierza w tę dobrą stronę.
    Tak nawiasem mówiąc, jeśli chodzi o wiek, o byłabym bardziej za XVIII - XIXw. :wink:
  • kakanova2000kakanova2000 Posty: 1,210 Member
    edytowano października 2012
    Świetnie się zapowiada, bardzo mi się podoba.
    Mam tylko jedno ,,ale'':
    nawet, jeśli czas nie jest konkretny, to panienki z bogatych domów, otoczone służbą zawyczaj są dość rozpieszczone. Nie wyrażają się też w swawolny sposób. A więc tak, czy siak, słownictwo mnie zastanawia.
  • EmilaXDEmilaXD Posty: 711 Member
    edytowano października 2012
    Świetnie się zapowiada :lol:
  • Sandzia123Sandzia123 Posty: 1,180 Member
    edytowano października 2012
    Jejku *.* nie będę się powtarzać, ale tak jak pisałam wcześniej masz świetny styl pisania. Wiele, ale to wiele osób może Ci tylko pozazdrościć talentu (w tym ja xD). Nic tylko uczyć się od Ciebie :P
    Narazie wszystko dzieje się spokojnie. Fajny pomysł ze służbą. Wydaje mi się, że nie wszystkie dziewczyny z bogatego domu są rozpieszczone. Mam namyśli książkę "Mała księżniczka". Bohaterka byla bardzo wrażliwa i raczej nie rozpieszczona. Co tu napisać? Nie mogę się doczekać kolejnego rozdziału :D
  • KtosikKtosik Posty: 3,546 Member
    edytowano października 2012
    Bardzo mi się podoba ten rozdział. Masz "lekką rękę" do pisania i świetnie się to czyta. :lol:

    Choć wychodząc z założenia, że itnieje droga, jaką musiałam wejść i powinna być również możliwość zejścia – bardziej prawdopodobne jest to, że zemdleję zanim dojdę. Wtedy już nigdy nie będę mogła rozkoszować się tym najważniejszym (lub na myśl, że nie ma skrótów w drodze powrotnej – ostatnim) posiłkiem dzisiejszego dnia.

    Jedynie powyższa część wydaje mi się, jakąś niepotrzebną dłużyzną.
    No i takie tam drobnostki, które pewnie trudno samemu zauważyć, czyli brak "s" w słowie "istnieje" oraz w tekście zastosowałabym zamiast "i" łącznik "to".

    "...wychodząc z założenia, że itnieje droga, jaką musiałam wejść to powinna być również możliwość zejścia..."

    Mam nadzieję, że moje uwagi będą pomocne, bo nie miałm zamiaru Cię krytykować, lecz wspierać. :lol: Czekam na dalszy ciąg historii. :)
  • P916P916 Posty: 171
    edytowano października 2012
    Jeju! o_o Bardzo się cieszę, że, jak na razie moja opowieść ma nadal tylu czytelników! :lol: No i bardzo dziękuję za rozmaite komentarze - za to, że są dla mnie motywacją oraz za zawarcie w nich cennych rad, a także za to, że w ogóle są.

    Kakanova: bohaterka, owszem, jest trochę rozpieszczona, ale jest też wrażliwa. A to specyficzne słownictwo, to już tak ma jakby wrodzone. Jak wszyscy wokół niej tak mówili, to jej też się udzieliło. :P


    Sandziu: Talentu?.. :shock: Mnie? :roll: xD No cóż., moje doświadczenie związane z pisaniem jest... - znikome. To też, nie ukrywam, że trochę zdziwił mnie taki komentarz, ale tym samym bardzo, bardzo dziękuję i czuję się zobowiązana do doskonalenia mojej historii. :D Postaram się nie zawieść.


    Ktosik: Jasne, każdą uwagę doceniam. :wink: A ten fragment faktycznie był dla mnie szczególnie problematyczny..
    I nie wiem, jak tam się wkradło to "i"... Przecież już w zeszycie pisałam "to". :XD:
    Postaram się jeszcze przejrzeć ten wpis, bo było już późno, jak go wklejałam.


    A więc bez zbędnego gadania pora na ciąg dalszy..

    13. 03


    Dzisiejszy dzień był dla mnie, jak koszmar - najgorszy ze snów. Gdybym miała wyśnić dzień, którego nie chciałabym przeżyć, miałby niewątpliwie wiele wspólnego z tym. A przecież myślałam, że to, co najgorsze jest już za mną; nic bardziej mylnego. Nigdy nie wiesz, co się wydarzy i nie możesz być pewien, że to, co dziś wydaje się nocną marą, jutro nie okaże się jedynie błahostką...
    Tak też było ze mną, gdy dzisiaj znów musiałam bezczynnie patrzeć na łzy mojej matki i znosić ten sam ból w jej oczach. Chociaż zraniona duma nadal nie dawała mi spokoju, myśl, że ponownie będziemy musiały przenosić się w nieznane, z dala od przyjaciół i wszystkiego, co - mimo woli - stało się nam drogie - była, jak nóż wbity prosto w serce... I pomyśleć, że to wszystko przez jednego człowieka - jednostkę podobno najbardziej cywilizowanej rasy. Owszem, zwierzęta zabijają, lecz nie dla czego innego niż dla pożywienia lub dla ochrony swoich bliskich. Tylko istota **** jest w stanie zrujnować komuś życie poprzez swój egoizm, pychę, czy chęć posiadania władzy. - Cechy typowo ludzkie...
    Nigdy nie zapomnę wyrazu twarzy mamy, kiedy musiałam powiedzieć jej o konkursie i o tym, że nie zdobyłam potrzebnych nam pieniędzy. Czułam, że zawiodłam. Nawet mimo zaistniałej sytuacji i oszustwa, jakiego stałam się ofiarą. Nie chciałam opowiadać jej już całej tej historii... Ani jej, ani nikomu innemu. Wystarczy mi własna świadomość swojej głupoty, na której przecież tacy ważniacy się bogacą. Najpierw obiecują Ci złote góry, a zanim się obejrzysz nie dość, że niczego nie zyskasz, zdążysz jeszcze wiele stracić...:

    Zachłanność + Zakłamanie - Oto przepis na s.u.k.c.e.s...

    Nie ma tu miejsca na szczerość, czy uczciwość. Tacy mogą się tylko patrzeć...
    Za kilka dni wraz z moją matką będę musiała wyjechać z miasta. Nowa szkoła, nowi ludzie; znów poczuję się tak, jakby czas zawrócił. Na nowo zacznę śnić swój własny sen. Niektórzy mówią, że na tym to wszystko polega, lecz nie ja. - Stabilność oraz wytrwałość - oto moje priorytety, lecz czasem mam wrażenie, że nie mają one tutaj najmniejszego znaczenia...
    Pociesza mnie jedynie myśl, że obecnie jestem w - rzekomo - przełomowym stadium cyklicznego progresu - przebudzenia. A to najwyższa pora by wyjść z cienia i - tym razem - nie dać się zwieść temu, co kiedyś było jasne...


    Wiem, że postęp "akcji" - o ile można już o takiej mówić - idzie trochę leniwie. :? Ale, jak macie jakieś pytania, to śmiało. A fabuła będzie się toczyć swoim tempem i już niebawem trochę więcej się wyjaśni. :wink:
  • muszelka21muszelka21 Posty: 966 Member
    edytowano października 2012
    Nie leniwie - melancholijnie i z dobrym smakiem! :wink: Żyjemy więc w niewiedzy. Rozdział bardzo mi się podoba i jeszcze bardziej zachęca do kolejnych. Jednakże (szykuj strzelbę) znów zacznę marudzić. Niezbyt się orientuję, w jakim czasie toczy się akcja. Wszystko wskazuje na współczesność, ale jeśli byłaby to kontynuacja owego nieznanego wieku z poprzedniego rozdziału, to mam niestety (szykuj naboje) małą, malutką, mikroskopijną uwagę. Napisałaś, że bohaterka będzie musiała zmienić szkołę. W niewiadomym wieku (choć według mnie przybliżonym do XVIII) dzieci, a także młodzież nie pobierała nauk w szkole! Zwykle guwernantka albo prywatny nauczyciel przychodził do domu i nauczał...
    Ale jeśli się mylę, co oczywiście jest bardzo prawdopodobne, to wrzeszcz, ile sił! xD
    I nie zapominaj: i tak jest świetnie.
  • Sandzia123Sandzia123 Posty: 1,180 Member
    edytowano października 2012
    Fajny, fajny chociaż mój mały rozumek tego za bardzo nie rozumie. Trzeba będzie czekać na kolejny rozdział. xD
Aby napisać komentarz, musisz się zalogować lub zarejestrować.
Return to top