Więc tak: nudzi mi się i jestem chora więc sobie ****ę powieść ;p
Komentujcie co poprawić, dawno nie pisałam więc czas sobie przypomnieć!
Samanta
WSTĘP:
Patrzyłam na niego oniemiała. To wszystko było podobne do komedii, która ciągneła się przez całe moje życie. On tylko kiwnął głową, mając nadzieję, że zrozumiałam. Odkiwnełam mu patrząc gdzieś daleko. Artur nie marnował czasu i szybko odszedł do miejsca swojej pewnej zguby. Próbowałam być silna, ale i tak łza popłyneła po moim policzku. Wiedziałam już, że nie mogę tak stać. Musiałam mu powiedzieć,musiałam powiedzieć co czuję. Samanta wyszła z domu Artura. Była to ciemna noc i tylko księżyc roświetlał drogę dziewczynie. Gdzie jest Artur?! - myślała gorączkowo. Samanta wyjeła ze swojej małej podręcznej torebki komórkę. Z pośpiechem wybrała numer Artura i czekała, aż on odbierze. Długo czekać nie trzeba było. Samanta szczęśliwa, że odebrał zaczeła mówić:
- Halo? Artur? Gdzie jesteś?
- Och, to ta Samanta o, której tyle mówiłeś pajacu?! Świetnie. Jest lepiej niż myślałem! - powiedział nieznany, tajemniczy głos.
- Przepraszam, z kim mam do czynienia?
- Ach, zapomniał bym, że z tobą rozmawiam!
- Gdzie jest Artur?! Mów natychmiast!
-Spotkasz go tam gdzie liściasto. Pewna polana umykająca gwiazdom. Magia w tym lesie jest wszędzie. Dosyć wskazówek, biegnij tam gdzie podpowiada ci serce.
Rozmowa została zakończona. Samanta nie wiedziała dlaczego wie gdzie znajduje się Artur lecz to nie było dla niej ważne. Zdenerwowana telefonem ruszyła w kierunku najstarszego lasu na Ziemi. Lasu Everfree.
0
Komentarz
P.S. Fajny avatar