Race of Death

Race of Death
Idę szybkim krokiem do domu. Ucieszą się na mój widok. I na widok tego, co przyniosłam. Jestem żywicielką całej rodziny, bo bracia są na to za mali, a matka-niepełnosprawna. A ja mam to, co w naszej biednej wiosce może się bardzo przydać-mam głowę do interesów. Dziś na targu wymieniłam moją starą, dziurawą, lnianą torbę na świeże szczurze mięso. U nas żadnego innego mięsa nie jadamy, bo nie mamy .Jemy tylko to, co wyhodujemy, złowimy lub złapiemy. A gdy się szczura obedrze ze skóry, oczyści i doda jakieś warzywa, to da się zjeść.
Z trudem odpycham metalową płytę, która służy nam za drzwi.
-Hej, wróciłam! Zobaczcie, co dla was mam!-wołam od progu. Nagle-swoim zwyczajem-jak jeden mąż, z wrzaskiem i rykiem, zza drzwi wyskakują moi bracia. Liam wyrywa mi z ręki woreczek foliowy ze szczurem, Seth wiesza mi się na szyi i całuje w nos, a Mathew uczepia się mojej nogi.
Liam leci do sypialni. Po chwili do kuchni wjeżdża mama na wózku, eskortowana przez mojego brata. Na jej widok maluchy zaczynają się szczerzyć i pokazywać palcami szczura w woreczku ,leżącego sobie spokojnie na kanapie .Mama uśmiecha się lekko i jedzie powoli z mięsem do kuchni. Na jej prośbę idę do ogrodu i z niemałym trudem wyciągam z ziemi sporą marchew .Sterczłam nad nią z konewką całe dwa tygodnie, ale się opłaciło.
Wracam z warzywem do kuchni i siadam przy stole. Po chwili ląduje na nim sałatka ze szczurzego mięsa i marchwi. Bracia jak na zawołanie pojawiają się na krzesłach obok i wcinają danie. No tak, myślę, od miesiąca czekają na porządny obiad. Kolacji tu się nie jada,nikogo na to nie stać,poza burmistrzem miasta. Gdy gdy obiad się skończył, a ja pozmywałam już talerze, sennie kieruję się do sypialni. Wszyscy już leżą na kocach. I ja rozkładam swój. Zasypiając, myślę tylko o jutrzejszym dniu.



***
Wolno wlokę się do szkoły, i tak się spóźniłam. Wchodząc do klasy spostrzegam, że są już wszyscy inni. Uśmiecham się do nich sztucznie ,próbuję ich pocieszyć, wiem, że się boją, ja tak samo. Zazwyczaj wszyscy odwzajemniają ten sztuczny uśmiech, jednak teraz coś jest nie tak. Patrzą na mnie jak na...wariatkę.
-Coś się stało?-pytam "radośnie", nadal próbuję się uśmiechnąć, jednak mi się już nie udaje i na mojej twarzy pojawia się tylko grymas. Coś jest nie tak. Zupełnie nie tak.
-Lav...-cicho odpowiada moja przyjaciółka, Rachel. Spoglądam na nią, ona jednak ucieka spojrzeniem i rumieni się nerwowo. Przerażam się jeszcze bardziej, Rach zawsze była gadatliwa i śmiała.-Oni...Wybrali CIEBIE.
Potrząsam głową. Nagle wszystko wokoło zaczyna wirować .Gdy dociera do mnie, co właśnie usłyszałam, osuwam się na brudną podłogę. Zemdlałam.

Komentarz

  • Anilewe89Anilewe89 Posty: 3,050 Member
    edytowano września 2012
    Może być ciekawie, ale przez ortografy, literówki i pozjadane spacje dobrnęłam tylko do jednej trzeciej i dałam za wygraną. Popraw, to doczytam ;)
  • BungaczBungacz Posty: 48
    edytowano września 2012
    Droga Ewelinko,musisz coś wiedzieć:NIENAWIDZĘ ORTOGRAFII!...i jestem z niej cienka. :evil: :evil: :evil: :evil: :evil: :evil: :evil:
  • Anilewe89Anilewe89 Posty: 3,050 Member
    edytowano września 2012
    Fajnie, że poprawiłaś, ale nie p.i.s.z dwóch postów pod rząd, tylko edytuj poprzednią wypowiedź :) Doprowadziłam wątek do porządku ;)
    Przeczytałam całość i podtrzymuję opinię, że może być ciekawie. Żeby powiedzieć więcej musisz więcej napisać. Jeszcze jednego się przyczepię:
    Gdy kolacja się skończyła,
    Chyba powinien być obiad, a nie kolacja, bo pi.sa.łaś, że kolacji się u nich nie jada :P
    Cieszę się, że bierzesz do siebie sugestie, dzięki temu będziesz poprawiała swój warsztat :) Mam nadzieję, że inni też Ci w tym pomogą :) Polecam pisanie dłuższych rozdziałów, bo lepiej się je ocenia. I po napisaniu najlepiej jeszcze raz przeczytaj tekst i popoprawiaj błędy, bo ze spacjami nadal jest bałagan. A że nie lubisz ortografii... Musisz się przełamać i jej nauczyć, albo przynajmniej korzystać z Worda do poprawiania błędów, bo mało kto będzie chciał czytać tekst, w którym jest byk na byku :P Powodzenia w dalszej twórczości :)
  • BungaczBungacz Posty: 48
    edytowano września 2012
    No,ale u mnich obiad i kolacja to to samo,tylko,że raz tak mówią raz tak. :D A to nie rozdział tylko dłurzszy wstęp. :mrgreen:
  • LethiasLethias Posty: 2,306 Member
    edytowano września 2012
    Przede wszystkim nie DLURZSZY tylko dłuższy. Pi.sz sobie w wordzie i wklejaj na forum, bo tak byc nie może niestety. Ortografia jest gorsza niż interpunkcja, bo bardziej widoczna!

    Nie wybrali "cie" tylko "ciebie", bo taka jest zasada. Zresztą nie musisz tego wiedziec, wystarczy przeczytac i od razu slychac, że to źle brzmi...

    Czekam na coś więcej, bo widzę Hunger Games w forumowym wydaniu. :)
  • BungaczBungacz Posty: 48
    edytowano września 2012
    Dziękuję i Ewelinie i Tobie Letch,za reprymendę. :mrgreen::mrgreen::mrgreen: Oboje macie racje i właśnie tak zrobię,będę pisać na Wordzie. :thumbup: No tak,z tymi Igrzyskami Śmierci to też masz rację. :roll: Tylko to będzie o wyścigu. :D
    Post edited by Nieznany użytkownik on
  • Anilewe89Anilewe89 Posty: 3,050 Member
    edytowano września 2012
    Leth, ja jednak wybrali Cię bym zostawiła :mrgreen: Może to od regionu zależy czy coś :P Pewnie obie wersje są poprawne ;)
  • BungaczBungacz Posty: 48
    edytowano września 2012
    Sprzeczają się dwaj Poloniści... :mrgreen::mrgreen::mrgreen:
  • LethiasLethias Posty: 2,306 Member
    edytowano września 2012
    Tak, ale mnie chodzi o to jak to brzmi.
    Nie wyobrażam sobie takiego dialogu, a tym bardziej w takiej sytuacji - "ciebie" dodaje jednak grozy... "Wybrali... CIEBIE!"
    xD
  • BungaczBungacz Posty: 48
    edytowano września 2012
    Tak i tu się zgodzę Leth. :mrgreen: To dodaje grozy. :twisted:
    "Wybrali...CIEBIE!"
    Dom,dom,dom! ;)
  • Sandzia123Sandzia123 Posty: 1,180 Member
    edytowano września 2012
    Bardzo fajna nazwa historii. :D
    Wstęp jest ciekawy. Troszkę ciężko mi się czyta, ale to spowodowane tym, że historia jest pisana w dwóch czasach? W przeszłym i teraźniejszym,.. a przynajmiej takie mam uczucie :roll:

    P.S będzie coś o winku? xDD
  • BungaczBungacz Posty: 48
    edytowano czerwca 2013
    Troszkę z tymi czasami to racja. :-) I nie,Sandziu,o winku nic nie będzię,a przynajmniej nie o winku w roli głównej.xD
    Post edited by Nieznany użytkownik on
  • BungaczBungacz Posty: 48
    edytowano października 2012
    Kurde...na samą akcję,to mam pomysł,ale na to co przed nią...zero. :x
    Help me,people! :wink:
  • Sandzia123Sandzia123 Posty: 1,180 Member
    edytowano października 2012
    Na pewno coś wymyślisz, a jak nie to wyslij swoją bohaterkę na ryby :)
  • BungaczBungacz Posty: 48
    edytowano października 2012
    Sandzia123 napisał użytkownik:
    Na pewno coś wymyślisz, a jak nie to wyslij swoją bohaterkę na ryby :)

    Dobry pomysł. :lol:
    Ale właśnie mam wenę twórczą.I pomysł! :mrgreen::mrgreen::mrgreen:
  • BungaczBungacz Posty: 48
    edytowano października 2012
    Race of Death
    Rozdział I
    ”Przypadków nie ma; to, co jawi się nam jako ślepy traf, pochodzi właśnie z najgłębszych źródeł.”- Friedrich Schiller


    Nie. To nie może być prawdą. Jest tyle osób, które mogli wylosować… Ale czemu akurat ja? Czemu ja, Lavrence Blackwood, jedyna osoba utrzymująca przy życiu trzech braci i chorą matkę…?
    A jednak mnie wylosowali. Mnie. I już. Co się stało, to się nie odstanie. Zresztą…i tak już z góry zakładam, że nie przeżyję Wyścigów. Jedna wygrana. Mogę jedynie pomarzyć, a i to w zaistniałej sytuacji byłoby głupotą. Przypadek? Raczej. Chociaż…
    W tej samej chwili staje mi przed oczami obraz z przed sześciu lat. Śmierć ojca.
    Moi bracia skończyli dopiero roczek. Ja miałam wtedy skończone już dziesięć lat. Ale już wtedy mama nie mogła chodzić. Pomagałam tacie w utrzymaniu rodziny; chodziłam z nim na ryby, na targ, pomagałam w ogrodzie. Ojciec zawsze mi powtarzał, że kiedyś to ja sama, bez niczyjej pomocy, będę musiała robić. Wtedy jeszcze nie rozumiałam…Aż do tego upiornego dnia.
    Bawiłam się lalkami w sypialni. Nagle usłyszałam huk dochodzący z podwórka. Tata mówił mi, że to myśliwi strzelają do zwierzyny. Wierzyłam w to, bo kilometr od naszego domu rósł ogromny las. Chodziłam do niego często z ojcem. Na polowanie. Ojciec strzelał z łuku. Słysząc wystrzał, jeden po drugim, pomyślałam, że to na pewno nie on. Łuk nie huczy. Ktoś musiał strzelać ze strzelby. O ojca się nie bałam, powiedział mi, że idzie na targ. Spokojna bawiłam się dalej. Po pięciu minutach usłyszałam, że ktoś wszedł do domu. To na pewno tata, pomyślałam. Tak. To był tata. Ale nie sam.
    Wyszłam z sypialni do salonu. Pisnęłam przerażona, bo widok jaki miałam przed oczami był doprawdy nieodpowiedni dla dziesięciolatki. Na kanapie leżał tata biały jak kreda. Obok niego na wózku siedziała zmartwiała ze strachu mama. Tata miał owinięte ręcznikiem akurat to miejsce, w którym jest serce. Wtedy jeszcze nie umiałam tego nazwać.
    Ręcznik był przesiąknięty krwią. I wtedy do mnie dotarło. Tata umierał. Mama spojrzała na mnie i cichym głosem poprosiła:
    -Wyjdź córeczko, dla tatusia nie możesz już nic zrobić-gdy wypowiedziała to zdanie, ukryła twarz w dłoniach i zaczęła rozpaczliwie szlochać. Gdy spytałam się jej, co się tacie stało, powiedziała tylko, że na targu zaatakował go jakiś chuligan. Nie wierzyłam. Od tamtego czasu w pełni wierzę tylko sobie.
    Gdy już miałam odwrócić się na pięcie i wyjść z pokoju, usłyszałam zachrypnięty głos taty.
    -Córeczko…Chodź tu na chwilę-wychrypiał. Pomimo protestów mamy podeszłam do kanapy i ucałowałam ojca w czoło. A on powiedział mi na ucho swoją ostatnią prośbę.
    Tego samego dnia, gdy tata został już pochowany pod dziką jabłonią, która rośnie w naszym ogródku, przypomniałam sobie prośbę taty. Wyjęłam z kieszeni nóż i zaczęłam grzebać ostrym końcem w jeszcze ciepłym nagrobku z gliny. Litery wychodziły z pod noża bardzo wolno, glina zaczynała schnąć, mnie bolały ręce, ale nadal, wytrwale ryłam to nieszczęsne zdanie w nagrobku. Jeszcze wtedy nie rozumiałam po co tata kazał wyryć mi to zdanie na jego grobie. Teraz nadal rozumiem tylko częściowo.
    I pewnie was ciekawi, co miałam napisać. Miałam napisać ‘’Nic nie dzieje się przypadkiem’’.
    To było motto mojego ojca. Używał go gdy tylko była do tego okazja. A ja za każdym razem zastanawiałam się o co chodzi. I teraz także się zastanawiam.


    Czyżbym rozmyślała w półśnie? Chyba tak. Teraz budzę się całkowicie i po części tego żałuję. Nadal leżę. Ale czuję, że już nie śpię. Mimo to nadal próbuję.
    Wcale nie boli mnie głowa.
    Wcale nie zemdlałam.
    Wcale mnie nie wylosowali.
    Wcale nie wyjeżdżam.
    Wcale nie wezmę udziału w Wyścigach.
    I wcale na pewno nie zginę.
    Jak zwykle po takim przekonywaniu budzę się. Wszystkie koce są puste. Ktoś cicho puka do drzwi. Uchylają się i do sypialni wjeżdża mama. Patrzy na mnie ze współczuciem i wyciąga rękę w której trzyma metalowy wieszak. Na wieszaku wisi kremowa s.u.k.i.e.n.k.a. Najładniejsza s.u.k.i.e.n.k.a mamy.
    Mama wychodzi, daje mi się ubrać. Gdy już jestem gotowa wołam ją, a ona wchodzi z powrotem. Podaje mi rozwalające się sandałki. Widać już po nich, że najnowsze to nie są. Ale nadal są ładne. Zaplatam sobie włosy w ‘’precle’’. Tak nazywam moją codzienną fryzurę.
    Zjadam śniadanie bez szczególnego apetytu. Resztki z wczorajszego obiadu. Niechętnie wstaję od stołu. To się stanie już za chwilę. Odgrodzą mnie od rodziny.
    Całuję w nos wszystkich braci po kolei. Przytulam się do mamy jak mała dziewczynka, której właśnie przyśnił się koszmar. Mi się nie przyśnił. Mnie koszmar spotkał.
    Mocno popycham ‘’drzwi’’. Przed domem stoją dziennikarze i kamerzyści. Nagle czuję się jak gwiazda filmowa, ale to tylko przez moment. Podchodzą do mnie dwaj Strażnicy i brutalnie wpychają do samochodu. Jedziemy na dworzec. Czeka tam na nas luksusowy pociąg. Przydzielają mi wielki pokój z dwoma łazienkami i wielkim salonem. Gdy przekraczam próg czuję się taka…nędzna. Śliczna s.u.k.i.e.n.k.a mamy przy całym tym pomieszczeniu wygląda jak szmata. Moje sandały też. Podchodzę do szafy i wyciągam miękki golf i czarne getry. Zasypiam na kanapie.
    Budzi mnie walenie do drzwi, bo pukaniem to tego nazwać nie mogę. W progu stoi Strażnik. Odwraca się na pięcie i idzie w kierunku wielkich szklanych drzwi. Bez słowa idę za nim.
    Przechodząc przez próg uderza we mnie-jak silny cios- wrzask publiki i tysiące świateł. Stoję na scenie. Podchodzi do mnie Sara Grey. Jest tegoroczną organizatorką Wyścigów.
    -Witaj Lavrence-mówi i uśmiecha się szeroko.-Usiądź sobie tu na fotelu i opowiedz nam trochę o sobie-zachęca mnie. Stoję jak słup soli. Jestem nieprzygotowana. Mimo to siadam i zaczynam opowiadać. Albo raczej jęczeć, to bardziej pasuje do opisu tego co wydobyło się na początku z moich ust.
    -Yyy…Więc…Więc…Od więc się nie zaczyna-jęczę, a publika pokłada się ze śmiechu. Może to dobrze?,myślę. Ale…Nie, ja nigdy nie byłam dowcipna. Po prostu im opowiem i tyle.-Ja…To…To, że mnie wylosowali, było dla mnie nie do przyjęcia. I…i… bardzo się boję-i to tyle,myślę.Wszystko o mnie w skrócie. I wszystko prawda.
    -Nie bój się, trzymamy za ciebie kciuki-mówi Sara, a jej zdanie spotyka się z aprobatą publiczności.-A teraz…zobaczymy, kto cię będzie szkolił-decyduje Sara i tym samym daje do zrozumienia, że to koniec tego tematu o mnie. Nie jestem gadatliwa, ale to mnie wprowadziło w zadumę. Jak to? I tyle? Już koniec?
    Przesuwam się na brzeg kanapy. Na stoliku przede mną stoi kula ze szkła. Posyłam pytające spojrzenie Sarze, a ona tylko kiwa głową na kulę i tym samym daje mi znać, że mam losować. Wkładam lewą rękę do naczynia i wyciągam ze stosu papierowych kulek tę najmniejszą. Rozwijam ją i podaję organizatorce. Ona zaś czyta głośno.
    -Develeen de Vill-słyszę i serce staje mi na moment. Develeen de Vill. Lat dwadzieścia jeden. Cera nienaturalnie biała jak od nieboszczyka. Krótko ścięte krwawo bordowe włosy. Złote oczy jak u kota. Bardzo szczupła, zawsze w p.ł.a.s.z.c.z.u czarnym jak noc. Bardzo wysoka. Wylosowana trzy lata temu. Królowa nie chciała by Develeen wygrała, bo dziewczyna bardzo lubiła stawiać się władzy tyranki. Gdy walka między Develeen a chłopakiem z bogatszego regionu została zakończona śmiercią chłopaka, Królowa zesłała na niedoszłą jeszcze zwyciężczynię uzbrojony oddział Strażników najlepiej wyszkolonych, w tym jej syna, Dominicka. Develeen była uzbrojona jedynie w łuk. Poradziła sobie ze wszystkimi żołnierzami, także Dominickiem. Załamana Królowa chciała strzelić z wierzy do tryumfatorki, ale widząc to jej poddani zaczęli wzniecać powstanie. Królowa ostatnimi zachowanymi oddziałami powstrzymała plebs. Jednak podniesieni na duchu inni obywatele zaczęli po kryjomu knuć plan obalenia Królowej. Develeen potrzebowała jedynie pomocnika.
    Może to ja?,myślę. Nie. Na pewno nie. To był przypadek,że ją wylosowałam.
    Jednak nie.
    Nic nie dzieje się przypadkiem.



    I jak? :roll:
Aby napisać komentarz, musisz się zalogować lub zarejestrować.
Return to top