Zapowiedź:
Tym razem Valin (wcześniej Lola. Teraz już używa swojego prawdziwego imienia.) musi pokonać przeciwności losu. Nawiedzony dom, którego właściciele nie potrafią odejść, przyciągają zarówno Valin, jak i chciwego kupca Ivana Worrenshopla. Kamień księżycowy który otrzymała Valin, okazuje się być bardzo wartościowy... zarówno jak i dla poprzedniej właścicielki pięknego klejnotu, jak i rabusia który skradł kamień no i jej serce... Teraz historia ma się powtórzyć. Kto będzie Romeem i Julią w tym horrorze? Tego dowiecie się już wkrótce...
I co podoba wam się prolog? Pracuję już nad drugim rozdziałem.

Na próbę 1 rozdział, choć raczej fragment, zobaczymy jak wyjdzie i ile osób będzie zainteresowanych:
"Lepszy medalion w garści niż zdenerwowana Valin."
Tego dnia Diamond był niespokojny w duchu, zamierzał odzyskać to co, mu odebrano. Za oknem szalała pędząca, jak stado dzikich koni, burza. Valin przechadzała się nerwowo po pokoju.
-Och, będę musiała przełożyć naszą przeprowadzkę na jutro.-mówiła do psa, ale on tylko leżał na pozór spokojnie na kanapie.-No, tak zawsze mnie nie słuchasz!-burknęła, choć to przypominało bardziej warknięcie psa.
Gdyby Diamond potrafił mówić powiedziałby zapewne "Och, mogłabyś być trochę ciszej?! Nie mogę usłyszeć własnych myśli! Powinnaś cieszyć się chwilą, póki jeszcze możesz..." Ale znając życie Valin i tak by nie posłuchała. Jeśli ktoś mógłby nazwać "to" kłopotliwym zjawiskiem Diamond z pewnością by się z nim zgodził. Tyle że on musiał to znosić na co dzień... Piesek był dość mały, jak to prawie każdy rasy cocker spaniel. Różnił się od nich bowiem osobowością. Był dumnym kanapowcem, który nie potrzebował tak naprawdę nikogo. Jednakże emocje Valin dostarczały mu niezłej rozrywki, w końcu najchętniej siedziałby tylko i wyłącznie w domu.
Ktoś zapukał do drzwi. Valin otworzyła. Pustka... Nie było tam nikogo, prócz paczki podstawionej pod jej drzwi. Dziewczyna rozejrzała się. Wzięła paczkę oraz postawiła ją na szklanym stole.
Nie było adresata... Zaciekawiona zaczęła rozpakowywać. Tym razem Diamond okazał zainteresowanie, ale prezentem, a nie jak tego pragnęła 18-latka, zaistniałą sytuacją.
Valin ostrożnie odsunęła ochronną pokrywę. Ku jej zdziwieniu, wśród białego puchu znajdował się złoty medalion. Przyjrzała mu się bliżej. W samym środku ozdoby tkwił prawdziwy, mały, ciemno-fioletowy niezwykle piękny, błyszczący kamień. Nie wiedzieć czemu Valin wolała się zastanawiać nad, tym skąd ten ktoś wiedział jaki jest jej ulubiony kolor, niż kto jej go przysłał. Od razu go założyła.
Kamień jakby błysnął... Nagle zgasły wszystkie światła w mieście. Zapanowała głęboka ciemność...
I co wy na to?
Komentarz
zobaczymy co z tego wyjdzie
czekam na drugi rozdział :>
"Bo z bliźniakami zawsze jest ciekawiej..."
-Pewnie poszły bezpieczniki.-odparła ze stoickim spokojem. Naszyjnik, choć ciężko w to uwierzyć, przywrócił jej kojący spokój...-Pójdę je sprawdzić do piwnicy.-nie zerkając za siebie, dziewczyna zeszła odważnie (aczkolwiek powoli) po schodach. Już dawno przestała być dziewczynką, która bała się ciemności. Gdy weszła do piwnicy o coś się potknęła... i łup! Wywinęła orła prosto na twarz!
-Ała!-wrzasnęła przeraźliwie zupełnie jak jakaś zjawa z horroru. Jednak prawdziwa zjawa dopiero na nią czekała...
-Uuuu!-ktoś zaświecił latarką wprost na swoją twarz, wyjąc głośno. Lecz Valin wcale się nie bała. Była wręcz rozwścieczona.
-Co wy robicie?!-i odebrała latarkę jednemu ze swoich znajomych...-Blacky! Artut! Przestraszyliście mnie!-Valin przechyliła światło latarki wprost na twarze umierających ze śmiechu winowajców. Blask padł na czarneta, który stał za drzwiami piwnicy z wyciągniętą nogą oraz na bruneta o czerwonej twarzy (ponieważ cały czas zwijał się ze śmiechu!).- Mogłam złamać nogę!
-Oj, przestań siostra!-powiedział Blacky.-Przynajmniej byśmy mieli większą śmiechawę!
-I więcej problemów u mamy.-mruknęła pod nosem.-Może ten medalion to też był wasz pomysł?!-wymsknęło jej się.
-Jaki medalion?-spytali obaj równocześnie, co było częstą cechą, u nich bliźniaków.
-No... Nieważne, to po co przyszliście?
Brat to utrapienie, ale dwóch braci to podwójne kłopoty-pomyślała.
-Akurat pomyśleliśmy, aby cię odwiedzić i...-Artur przerwał niespodziewanie.-Wystraszyć!-i obaj wybuchnęli śmiechem.
-O już się rozpogodziło.-powiedział Blacky, spozierając za okno.
-No to my już chyba pójdziemy.-rzekł Artur, i we dwójkę ulotnili się biegiem, jak to (niekoniecznie biedna) szara myszka ucieka przed kotem.
Dobra na razie to tyle.
Kto to w ogóle czyta?
Dla kogo: Dla wszystkich którzy lubią komedie. I dla tych którzy planują krwawą zemstę :-o . Dla miłośników przygodówek, fantasy i miłośników zwierząt.
"Między gazetą a simowym realem."
Valin westchnęła. Z pewnością nie miała już ochoty na inne zaskakujące rzeczy. Ale skoro pogoda pod psem już minęła, dziewczyna mogła nareszcie wyprowadzić się z tej zapyziałej dziury.
Nie zrozumcie jej źle... Miała niemiłe zdarzenie nie tyle co z feralną gazetą jak i z nieuczciwym sprzedawcą. Więc, chyba należałoby do tego nawiązać...
Valin chciała mieć własne mieszkanie, więc gdy tylko skończyła osiemnaście lat wyprowadziła się do luksusowej kawalerki... Tak przynajmniej pisali w gazecie "Nieruchomości na sprzedaż". Skuszona tą propozycją wprowadziła się do wysokościowca.
Koszmar się rozpoczął! Brak dostępu do gazu, prądu, wody, a do tego wredni sąsiedzi. Okazyjna cenna nie była tego warta! Przecież oglądała mieszkanie... Za wyjątkiem tego, że nie sprawdzała sprzętów... Ale gdzie byli wtedy sąsiedzi? Wysokościowiec okazał się wtedy zupełnie opustoszały...
Zaś najgorsze było to, iż nie mogła tego nikomu powiedzieć. Trwała w swojej dumie... i uprzedzeniu.
Teraz patrzyła na to z góry: śmiała się ze swego błędu, i mawiała zabawnie, że mieli w tym czasie chwilową, choć natychmiastową eksmisję...
A cała to szopka była tylko dowodem na to, iż Valin chciała jak najszybciej opuścić to miejsce.
Z zewnątrz wielopiętrowa budowla przedstawiała się bardzo okazale, i to ją zmyliło... W korytarzach unosił się się duszący zapach dymu papierosowego.
Ale nic tak dobrze nie robi jak porządna przeprowadzka i to taka porządna z mnóstwem pakunków!
Zresztą po tamtym wydarzeniu i tak już prawie nic nie zostało... Nie licząc urazy do wieżowców, zaprzestania kupowania gazet i zszarpanych nerwów!
Uwaga! Zaznaczam że wnioski Valin które są na początku w cudzysłowu mają bawić! Więc śmiejcie się, przestańcie mieszkać w wieżowcach :twisted: i czytajcie z uśmiechem moją historię!
"Gdzie pies nie sięga, tam dotrze Valin!"
Tak rozpoczęło się wesołe popołudnie. Oczywiście, niedokładnie. Valin czekała na taksówkę, nerwowo przytupując co chwilę nogą. Obok niej stały dwie duże walizki. Samego Diamonda trzymała na rękach. Czekali już tak godzinę. On zaś najwyraźniej już dawno smacznie spał... Gdy nagle usłyszeli charakterystyczny klakson samochodu, dziewczyna zawołała:
-Nareszcie.-i bez chwili zwłoki wsiadła do charakterystycznego, żółtego pojazdu. Znów poczuła znajomy zapach dymu papierosowego... Byłaby się tym wręcz udusiła, gdyby nie to, że się już do tego rodzaju, długoterminowego zapachu stęchlizny przyzwyczaiła. Ale żyć nie umierać... Miała w końcu zamieszkać w willi Pamel. Najdroższej, najlepszej (a także jedynej) w mieście. A co najważniejsze zero sąsiadów! Wynajęła tę willę na własność! Brak niestroniących od alkoholu i hałasu imprez... Wielka posiadłość tylko dla niej! Jednak marzenia się skończyły... W końcu była już na miejscu! Rozejrzała się wokół... Piękny ogród z fontanną, wielki labirynt żywopłotów, niezliczenie wiele grządek róż, bratków i innych kwiatów... Tyle, że... zwiędłych?! Jednakże warto było zainwestować w to pieniądze, choćby dlatego, iż można było popatrzeć na tą bogato zdobioną rustykalną willę (choć w rzeczywistości willa bardziej przypominała ogromny dom, w którym pomieściłoby się spokojnie 38 osób z całą swoją służbą i gośćmi). A jak dowiedziała się o tej posiadłości? O tym rozprawiać można by całymi godzinami... Dziwny zbieg okoliczności sprawił, że Valin jadąc kiedyś na ślub krewnej, przyuważyła ten wielki dom i od razu jej się spodobał (choć miała wtedy dopiero 9 lat...)! Valin odważnie wkroczyła do domu. Nie było już odwrotu... Postanowiła pójść na górę i zobaczyć sypialnię. Wchodząc na górę po szerokich schodach (w sam raz dla samego księcia), albo jak ona to określiła "tandetne belki drewna z poręczami, które pokrywał kurz" najprościej mówiąc: zarwały się. A przecież Valin była taka lekka... W końcu ostatnio się ważyła.