- Zostaw mnie! - Anioł wyrywał się oprawcy - Proszę, to boli! - sprawca był bezlitosny. W ułamku sekundy Anioł został pozbawiony skrzydeł nożem. - Ała!!! - te przerażenie nie trwało długo. Po chwili istota już spadała w dół...
To wstęp do mojej nowej histori. O czym będzie - dowiecie się później. Nie będzie to romansidło ani żadna przygodowa... Po prostu tak sobie jest ^^
0
Komentarz
EDIT: Nie umiem wstawiać zdjęć, więc będzie bez obrazków
Ciekawie się zaczyna
No to czekam
Zaintrygował mnie ten wstęp. Ale chyba gdzieś tu jest pomyłka...
Gdzie jest reszta tekstu? xD
Rozdział pierwszy
W pokoju, w którym panowały wyraźnie odcienie brązu i szarości było słychać miarowne tykanie zegara. Przez okno leniwie zaglądały pierwsze słoneczne promienie. Niestety, tą błogą ciszę przerwał świdrujący dźwięk budzika.
- Już wstaję... - wymamrotał dziewczęcy głos i złowieszcze urządzenie zostało przyklepane delikatną dłonią, a następnie ucichło.
Młoda dziewczyna, pewnie szesnastoletnia wywlokła się z łóżka i zaspanym wzrokiem spojrzała na kalendarz.
- Sobota! Nie wyłączyłam budzika... - dziewczyna bezwładnie opadła na łóżko. Pół godziny później z dolneg piętra ktoś zawołał:
- Dalia, ty leniu, już dziewiąta, a ty śpi.sz?! Schodź na śniadanie!
Nastolatka otworzyła jedno oko i niezbyt pośpiesznie zdjęła piżamę i wciągnęła na siebie jakieś ubranie. Spokojnie rozczesała długie, kasztanowe włosy i popatrzyła w lustro. Uważne przyglądała jej się para miodowych oczu.
- Dalia!!! - matka dziewczyny się niecierpliwiła
- Już idę... - zrezygnowana szesnastolatka wyszła z pokoju.
Zjadła śniadanie - tosty z dżemem. Następnie usiadła na parapecie w salonie i patrzyła się przez okno.
Było doskonale z tąd widać nową dla Dalii okolicę: piękny park i kilka małych, jednorodzinnych domów, które wyglądały tak uroczo.
- Córeczko, wychodzę do pracy! - po chwili było słychać tylko trzask drzwi.
Ledwo matka wyszła, Dalia wybiegła na podwórko i wyciągnęła z zagraconego jeszcze garażu rower. Wsiadła na niego i popędziła do Publicznych Ogrodów - jej ulubionego miejsca.
Kiedy była już na miejscu, zauważyła coś, czego jeszcze nigdy nie widziała. Dziwne, świecące się "gruszki" wisiały na małym krzaku. Dalia zerwała jedną z nich i ugryzła kawałek.
"Mmm, jakie dobre..."
Zerwała drugą i włożyła do torby. Pojechała do cyganki.
- Dzień dobry - przywitała się z wróżką i usiadła na krześle.
- Dwadzieścia centów - mruknęła spod burzy ciemnych loków starsza kobieta.
Dalia posłusznie podała monetę i zapytała:
- Wie pani może, co to jest? - pokazała jej owoc
- O tak... - i cyganka podała jej jakiś świstek papieru. - No, już zmykaj. Mam inne sprawy na głowie.
Nastolatka posłusznie wyszła z tego małego, dziwnego budynku. Teraz rozwinęła kawałek pergaminu i odczytała:
Owoc Życia. Używaj rozważnie.
- Owoc Życia... - Dziewczyna popatrzyła na gruszkę - No, proszę!Przyda się może kiedyś...
Przepraszam, że takie krótkie, ale wczoraj byłam na ślubie do drugiej w nocy