No no no.. Co tu dużo gadać ogólnie cała ... powieść ( :?: ) bardzo mi się podoba i tak, jak przedmówcy czekam na więcej.
Co do wątku romantycznego to tak jak zazwyczaj - jestem sceptyczna i zgadzam się z Muszelką. Ale jeżeli już, to podzielam zdanie Eweliny: nie kiczowaty, bardziej skomplikowany i złożony..Albo...
Może w ogóle by się okazało, że Daisy się podkochuje w "Orzeszku"?!.xD To by mogło być już gdzieś tak pod koniec i wydałoby się podczas jednej wielkiej akcji kończącej.. :!: :twisted:
..Chociaż nie jestem pewna, czy akcję też bierzesz z serialu, czy tylko postaci?
No nie wiem. Przemyśl. :P
To tyle z mojej strony. Czekam na dalsze dzieje z niecierpliwością.
Trochę zagmatwane te dwa ostatnie rozdziały, ale nadal fajnie się czyta.
Mnie się wydaje, że nikt nie umarł, chyba mu się to przyśniło. We śnie pewnie uśmiercił myszkę miki xD
Komputer mi zjadł i sam się tym zakrztusił na śmierć. :roll:
Musicie uzbroić się w cierpliwość, bo Lethias ma dużo nauki, pi.sz.e książke, a jego zapał jest równy zero...
Forgive me plz.
Komputer mi zjadł i sam się tym zakrztusił na śmierć. :roll:
Musicie uzbroić się w cierpliwość, bo Lethias ma dużo nauki, pi.sz.e książke, a jego zapał jest równy zero...
Forgive me plz.
Dobra.Uzbrajam się w cierpliwość. A co do Twojego komputera...No cóż,dobrą historią to się zakrztusić można.
Głośna muzyka. Coś co przeszkadza sąsiadom, dzieciom i… mi. Nie wiedziałem, że impreza będzie tak fatalna w skutkach i tak zakręcona. Ale zacznijmy od początku czyli od wczesnozimowego poranka, który przyniósł pierwszy śnieżek. Obudziłem się w niemieckim barze.
-Kawy? – spytała Kiffany trzymając parujący dzbanek w ręku.
Szybko podniosłem się do pozycji siedzącej.
-Co?
-Chcesz kawy kochanie?
Kobieta stała niespokojnie.
-Nie… - dopowiedziałem zachrypniętym głosem.
Dziesięć minut później przyszedł Rube. Jak zwykle z gazetą.
-Jak się spało?
-Nie mam pracy i jestem bezdomny – oparłem krótko.
-I w dodatku martwy – dodał Mason siadając obok i kładąc na stół gazetę.
To byłem ja. Na pierwszej stronie.
-Wygląda na to, że znaleźli twoje ciało orzeszku – powiedział Rube.
Spojrzałem na artykuł i zakręciło mi się w głowie.
-Tutaj jest napisane, że znaleźli moje ciało w sadzawce… - odłożyłem gazetę z niechęcią – Tyle czasu im to zajęło?
Kilka miesięcy. Minęło kilka miesięcy od dnia, w którym umarłem. Nie wiem jak, ale już o tym zapomniałem, już przestałem o tym myśleć. Nagle jakoś dostałem inne zmartwienia na głowę…
-Kto ma ochotę na jajecznicę z bekonem? – spytał Rube – Choć w sumie to nie mówcie, bo mnie to nie obchodzi. W każdym razie ja mam, ale najpierw jest robota to zrobienia.
Uniosłem brwi. Nie. Nie. Nie. Tylko nie to. Marzyłem o jakimś porządnym śniadaniu… kawa… jajecznica z bekonem… Rube jednak zawsze musiał wszystko zepsuć i to na przykład wtedy kiedy powiedział, że jestem martwy. Tak dobrze mi się żyło… Teraz psuł mi humor jeszcze bardziej, za każdym razem kiedy go widziałem. Szef, karteczki, śmierć, zabijanie… jajecznica z bekonem. Ścisnąłem pięści.
-Tylko nie to… - westchnąłem ze złością. Wdech, wydech, wdech, wydech…
Cholerny Rube wyciągnął swój cholerny notesik z cholernymi karteczkami i cholerną ręką wyciągnął dziwny plik kartek. To nie były jednak żółte karteczki samoprzylepne…
-Rachunki za śmierć przyszły? – spytał Mason ostrożnie – Mamy płacić, bo jesteśmy martwi?
-Gdyby nie to, że przysypiam walnąłbym teraz pięścią w stół i krzyknął „co!?”, ale tego nie zrobię… – powiedziałem szeptem. Wdech, wydech, wdech, wydech…
Gdy na twarzy naszego szefa zawitał uśmiech wszystko powinno zmienić obrót. Powinniśmy wstać i zacząć tańczyć śmiejąc się radośnie i śpiewać do dziwnych rytmów. Znikąd pojawiłby się mikrofon, przyszłaby Daisy i dała występ. Na końcu z dachu spadłyby kolorowe konfetti albo inne gównianie ozdoby. Tak się jednak nie stało i na pewno nie stanie, bo gdy na twarzy Rube’a pojawia się drwiący uśmieszek można się spodziewać tylko jednego…
-Orzeszku, jesteś czerwony na twarzy. Weź tą małą karteczkę i wyjdź zanim eksplodujesz. Wtedy na pewno nie zjem mojej jajecznicy z bekonem.
Wziąłem od niego swój przydział i wybiegłem szybko na zewnątrz.
-H. Luther, ósma dwadzieścia, Plac Ukochanych – przeczytałem na głos.
Nie wiedziałem wtedy czy mam się cieszyć czy płakać, czy mam odetchnąć z ulgą czy się złościć. Po prostu poszedłem mając nadzieję na, po prostu, szybki powrót do baru.
Gdy dotarłem na miejsce sprawy nieco się skomplikowały bowiem Plan Ukochanych to miejsce gdzie głównie odbywają się koncerty i występy, a co z tym idzie – są tłumy ludzi. Przekląłem cicho pod nosem i usiadłem na ławce. Scena, plac i ulica, a gdzieś między tym ktoś kto dzisiaj zejdzie z tego świata. A ja muszę go znaleźć i zaopiekować się nim udając, że mi na tym zależy. Gdyby chociaż za to płacili…
Gruby mężczyzna wszedł na scenę z mikrofonem.
-Panie i panowie! Wielki debiut sceniczny właśnie tutaj! Już zaraz! Hall Luther, iluzjonista z Barbados pokaże nam swe największe sztuczki!
Uniosłem brwi.
-No bez jaj – powiedziałem głośno i westchnąłem.
Wdech, wydech, wdech, wydech, wdech, wydech…
Podoba mi się ten rozdział ;D
A co do wątku miłosnego, to nie jestem zbyt przekonana, ale pożyjemy zobaczymy, w Twoim wykonaniu wątek miłosny może być ciekawy :P
Jaki by ten serial nie byl. Ja wole to. Jesli chodzi o zauwazenie watku milosnego to ja go tu nie odkrylam, chyba, ze baba z kawa zostala trafiona strzala amora.
Ja też bym się widziała o tym wątku miłosnym, gdybyś nie napisał :P Jestem na takie rzeczy chyba mało wrażliwa xD
Dobra, a teraz muszę to zrobić. xD
Łuuuuuuuuuuuuhuuuuuuuuuuuu! Kontynuacja historii się zaczeła :D
Komentarz
Myślę tak jak Ewelina, że to bandyta umarł.
and
patatajaj na tęczowej owcy
Ale i tak było fajne ^^
I like death xD
Znaczy się... That xD
No no no..
Co do wątku romantycznego to tak jak zazwyczaj - jestem sceptyczna i zgadzam się z Muszelką. Ale jeżeli już, to podzielam zdanie Eweliny: nie kiczowaty, bardziej skomplikowany i złożony..Albo...
Może w ogóle by się okazało, że Daisy się podkochuje w "Orzeszku"?!.xD To by mogło być już gdzieś tak pod koniec i wydałoby się podczas jednej wielkiej akcji kończącej.. :!: :twisted:
..Chociaż nie jestem pewna, czy akcję też bierzesz z serialu, czy tylko postaci?
No nie wiem. Przemyśl. :P
To tyle z mojej strony. Czekam na dalsze dzieje z niecierpliwością.
Mnie się wydaje, że nikt nie umarł, chyba mu się to przyśniło. We śnie pewnie uśmiercił myszkę miki xD
http://ktosiksims.tumblr.com
Ja tak samo...Cholera,gdzie kolejny rozdział!?Czekam. :twisted: :twisted: :twisted:
Musicie uzbroić się w cierpliwość, bo Lethias ma dużo nauki, pi.sz.e książke, a jego zapał jest równy zero...
Forgive me plz.
Dead Like Me... VIII
Głośna muzyka. Coś co przeszkadza sąsiadom, dzieciom i… mi. Nie wiedziałem, że impreza będzie tak fatalna w skutkach i tak zakręcona. Ale zacznijmy od początku czyli od wczesnozimowego poranka, który przyniósł pierwszy śnieżek. Obudziłem się w niemieckim barze.
-Kawy? – spytała Kiffany trzymając parujący dzbanek w ręku.
Szybko podniosłem się do pozycji siedzącej.
-Co?
-Chcesz kawy kochanie?
Kobieta stała niespokojnie.
-Nie… - dopowiedziałem zachrypniętym głosem.
Dziesięć minut później przyszedł Rube. Jak zwykle z gazetą.
-Jak się spało?
-Nie mam pracy i jestem bezdomny – oparłem krótko.
-I w dodatku martwy – dodał Mason siadając obok i kładąc na stół gazetę.
To byłem ja. Na pierwszej stronie.
-Wygląda na to, że znaleźli twoje ciało orzeszku – powiedział Rube.
Spojrzałem na artykuł i zakręciło mi się w głowie.
-Tutaj jest napisane, że znaleźli moje ciało w sadzawce… - odłożyłem gazetę z niechęcią – Tyle czasu im to zajęło?
Kilka miesięcy. Minęło kilka miesięcy od dnia, w którym umarłem. Nie wiem jak, ale już o tym zapomniałem, już przestałem o tym myśleć. Nagle jakoś dostałem inne zmartwienia na głowę…
-Kto ma ochotę na jajecznicę z bekonem? – spytał Rube – Choć w sumie to nie mówcie, bo mnie to nie obchodzi. W każdym razie ja mam, ale najpierw jest robota to zrobienia.
Uniosłem brwi. Nie. Nie. Nie. Tylko nie to. Marzyłem o jakimś porządnym śniadaniu… kawa… jajecznica z bekonem… Rube jednak zawsze musiał wszystko zepsuć i to na przykład wtedy kiedy powiedział, że jestem martwy. Tak dobrze mi się żyło… Teraz psuł mi humor jeszcze bardziej, za każdym razem kiedy go widziałem. Szef, karteczki, śmierć, zabijanie… jajecznica z bekonem. Ścisnąłem pięści.
-Tylko nie to… - westchnąłem ze złością. Wdech, wydech, wdech, wydech…
Cholerny Rube wyciągnął swój cholerny notesik z cholernymi karteczkami i cholerną ręką wyciągnął dziwny plik kartek. To nie były jednak żółte karteczki samoprzylepne…
-Rachunki za śmierć przyszły? – spytał Mason ostrożnie – Mamy płacić, bo jesteśmy martwi?
-Gdyby nie to, że przysypiam walnąłbym teraz pięścią w stół i krzyknął „co!?”, ale tego nie zrobię… – powiedziałem szeptem. Wdech, wydech, wdech, wydech…
Gdy na twarzy naszego szefa zawitał uśmiech wszystko powinno zmienić obrót. Powinniśmy wstać i zacząć tańczyć śmiejąc się radośnie i śpiewać do dziwnych rytmów. Znikąd pojawiłby się mikrofon, przyszłaby Daisy i dała występ. Na końcu z dachu spadłyby kolorowe konfetti albo inne gównianie ozdoby. Tak się jednak nie stało i na pewno nie stanie, bo gdy na twarzy Rube’a pojawia się drwiący uśmieszek można się spodziewać tylko jednego…
-Orzeszku, jesteś czerwony na twarzy. Weź tą małą karteczkę i wyjdź zanim eksplodujesz. Wtedy na pewno nie zjem mojej jajecznicy z bekonem.
Wziąłem od niego swój przydział i wybiegłem szybko na zewnątrz.
-H. Luther, ósma dwadzieścia, Plac Ukochanych – przeczytałem na głos.
Nie wiedziałem wtedy czy mam się cieszyć czy płakać, czy mam odetchnąć z ulgą czy się złościć. Po prostu poszedłem mając nadzieję na, po prostu, szybki powrót do baru.
Gdy dotarłem na miejsce sprawy nieco się skomplikowały bowiem Plan Ukochanych to miejsce gdzie głównie odbywają się koncerty i występy, a co z tym idzie – są tłumy ludzi. Przekląłem cicho pod nosem i usiadłem na ławce. Scena, plac i ulica, a gdzieś między tym ktoś kto dzisiaj zejdzie z tego świata. A ja muszę go znaleźć i zaopiekować się nim udając, że mi na tym zależy. Gdyby chociaż za to płacili…
Gruby mężczyzna wszedł na scenę z mikrofonem.
-Panie i panowie! Wielki debiut sceniczny właśnie tutaj! Już zaraz! Hall Luther, iluzjonista z Barbados pokaże nam swe największe sztuczki!
Uniosłem brwi.
-No bez jaj – powiedziałem głośno i westchnąłem.
Wdech, wydech, wdech, wydech, wdech, wydech…
A co do wątku miłosnego, to nie jestem zbyt przekonana, ale pożyjemy zobaczymy, w Twoim wykonaniu wątek miłosny może być ciekawy :P
Dobra, a teraz muszę to zrobić. xD
Łuuuuuuuuuuuuhuuuuuuuuuuuu! Kontynuacja historii się zaczeła
NIe ma to jak nowy rozdział Dead Like Me do przeczytania!