Hej.

Postanowiłam napisać historię. ^^ Wiem, że na razie jest trochę nudna, ale zamierzam z tego zrobić taki trochę horrorek. 8) A więc zaczynam.

______________________
Prolog
Była niedziela. Obudził mnie wibrujący głos dzwonka telefonu stacjonarnego. Na początku próbowałam to zignorować, ale szybko stwierdziłam, że jest to zbyt denerwujące i zaczęłam wyplątywać się spod pościeli. Kątem oka zobaczyłam smacznie śpiącą Estrah, moją najlepszą przyjaciółkę, i żałowałam, że nie mam tak mocnego snu jak ona.

Narzekając na ludzi dzwoniących o barbarzyńskich porach, ruszyłam do telefonu. Miałam nadzieję, że ktoś kto dzwoni ma wystarczająco ważny powód, by budzić mnie o... Zerknęłam na zegarek i aż jęknęłam. Czwarta w nocy! Jak ktoś może dzwonić o czwartej w nocy?! Byłam zdruzgotana.
Ospale wyciągnęłam rękę po słuchawkę i przyłożyłam ją do ucha, szeroko ziewając.
-Czego?- warknęłam. Miałam ochotę osobę, która zadzwoniła, udusić gołymi rękami.
-To ja, Megan- wychlipała w odpowiedzi dziewczyna po drugiej stronie słuchawki. - Stało się coś strasznego.
Megan to dwudziesto-cztero letnia siostra mojego najlepszego kumpla i chłopaka mojej najlepszej przyjaciółki, Richarda Monday. Ale nawet jej nie mogłabym wybaczyć tak wczesnej pobudki. NIKOMU bym nie wybaczyła.
-Owszem, stało- odparłam zgryźliwie. - Obudziłaś mnie o CZWARTEJ RANO. I do tego W NIEDZIELĘ. Przez Ciebie będę musiała cały dzień jechać na kofeinie.
-Ja... przepraszam, Mary- wyjąkała Megan. - Ale... O Mój Boże... Nie mogę!
-Co znowu? Mów szybciej, nie mam czasu - mruknęłam skwaszona.
-No, bo widzisz.... Richie miał wypadek.

Czas przestał na chwilę dla mnie płynąć. Jak to? Richie miał wypadek? On? Przecież to niemożliwe! Ale... jak?
-Megan, co się stało? Jaki wypadek? W jakim jest stanie?! - zalałam ja lawiną histerycznych pytań.
-Trzy godziny temu - wychlipała dziewczyna. - Jechał samochodem. Tą wąską drużką niedaleko rowu Steep, pewnie chciał jechać na skróty... Wiesz gdzie, prawda? I jeszcze nie wiadomo, może stracił panowanie nad samochodem, może droga była śliska, ale... Pojazd spadł. Sturlał się na sam dół, a Richie był w środku...
-Co ty pleciesz?- pisnęłam. Nie mogłam uwierzyć. Nie on.
-To prawda- wyszeptała Megan.
-Ale... co z nim jest? Jest w ciężkim stanie? Wyjdzie z tego? - zaczęłam się dopytywać, ale wiedziałam już, co usłyszę...
-Jeszcze nie skończyłam. Gdy samochód był na samym dnie.. zajął się ogniem. I... on... nie przeżył... On... On nie żyje, Mary- wybuchnęła płaczem dziewczyna. Odłożyłam słuchawkę, rozłączając się.

Przez chwilę to do mnie nie docierało - jak to nie żyje? Richard Monday zginął? Mój przyjaciel z dziecięcych lat? Nie rozumiałam. To było nie możliwe. Ale jednak. Jeszcze przez chwilę stałam tam jak idiotka, ale nikt tego nie zauważył, bo nikogo tam nie było. Po chwili głęboko zamyślona poczłapałam w stronę sypialni i wsunęłam się pod kołdrę. Nie mogłam zasnąć.
A Richie nie żył.
______________________
Mam nadzieję,że się Wam spodoba.
Komentarz
Mam nadzieję, że rozwinie się z tego jakiś super horror ponieważ
osobiście je uwielbiam. :twisted:
Czekam na więcej.
Zapowiada się ciekawie, czekam na dalszy rozwój historii
A tu dochodzi kolejna ciekawa historia ^^
Zapowiada się super
Ciekawa treść, widzę, że czytasz dużo książek i nie robisz błędów stylistycznych ani ortograficznych, a samą treść ładnie zlepiasz. Z chęcią będę śledził tę historię :twisted:
______________________
ROZDZIAŁ I
Trzy miesiące później...
Spojrzałam na stojącą obok Estrah. Płakała. Wciąż nie mogła pogodzić się ze śmiercią Richiego. Ja zresztą też, jednak nie przeżywałam tego tak bardzo jak moja przyjaciółka. Ale ona przecież go w końcu kochała.
Z trudem spojrzałam na schludny marmurowy grób, który wraz z Estrah, odwiedzałyśmy co miesiąc od tego tragicznego wypadku. Na płycie wyryto złotymi literami:
Richard John Monday
Urodzony 12.06.1992. w Ruraline.
Zmarły 26.04.2012. w Settlement Darkness.
Na zawsze pozostaniesz w naszych sercach.
-Dlaczego?- wyszeptała znienacka Estrah. - Dlaczego on?
Nie odpowiedziałam jej. Sama nie wiedziałam. Spojrzałam na bukiecik białych kwiatków, które kupiłam po drodze. Gdy je zobaczyłam, od razu skojarzyły mi się z Richardem. Postanowiłam zabrać je na jego grób.
Wiedziałam, że właśnie teraz jest odpowiednia chwila. Po raz ostatni wciągnęłam słodką kwiatową woń, po czym położyłam bukiecik na wilgotnej trawie.
-To dla Ciebie, Rich- powiedziałam cicho do świszczącego wiatru. Stałyśmy tam jeszcze przez chwilę w milczeniu. Ja, wspominając przyjaciela, ona - miłość swojego życia.
-Chodźmy- powiedziałam w pewnej chwili. Estrah przytaknęła. Oddalając sie od cmentarza rzuciłam jeszcze jedno, tęskne spojrzenie. Później już się nie odwróciłam.
*****
-Sprawdzę czy coś do nas nie przyszło- mruknęłam do Estrah. Zawsze po wizytach na cmentarzu była trochę... nieobecna. Od razu, gdy wracałyśmy do domu, szła do salonu i po raz setny odtwarzała odcinki serialu "Kocham Lucy". Nawet nie odpowiedziała, tylko niemo powlokła się do mieszkania. Patrzyłam za nią przez chwilę z żalem, po czym głęboko westchnęłam.
Podeszłam do skrzynki pocztowej i otworzyłam ją. Ze zdziwieniem zobaczyłam, że w środku jest jakiś list i mała paczuszka. Rozwinęłam papier, a na rękę wypadł mi pierścionek ze srebra, z mieniącym się, czarnym kamieniem. Następnie zerknęłam na kopertę. Była zaadresowana do mnie.
Otworzyłam ją i wyjęłam ze środka biały, prostokątny kartonik. Ktoś wykaligrafował na nim czerwonym atramentem trzy słowa:
Wskrześ mnie, Marilyn.
Zaczęłam krzyczeć.
______________________
Mam nadzieję, że Wam się spodobało.
Czekam na więcej, zapowiada się to na jedną z lepszych historii
PS : Gdybyś chciała wzmocnić ,, efekt '' zdjęcia możesz spróbować przytrzymać przycisk Schift i wciskać A albo D. Kamera dramatycznie się obróci xD
Bardzo fajny początek.
Czekam na następne
______________________
ROZDZIAŁ II
"O co tu chodzi?' pomyślałam spanikowana, raz po raz czytając treść listu. W dłoni czułam chłodny dotyk metalowego pierścienia. Uniosłam go pod światło, by móc mu się uważniej przyjrzeć.
Do srebrnej, misternie wykonanej obrączki przylegał lśniący kamień, barwy najgłębszej czerni, jaką kiedykolwiek w życiu widziałam. Wydawał się dziwnie egzotyczny i równocześnie... pełen magii.
Po chwili namysłu stwierdziłam, że powinnam wrócić do mieszkania i spokojnie się nad wszystkim zastanowić. Może po prostu ktoś chciał mi spłatać psikusa lub przestraszyć na śmierć? Zdecydowałam się poczekać, aż zacznę myśleć logicznie.
Na górze ruszyłam do sypialni, nie zwracając uwagi na oglądającą bezmyślnie telewizor Estrah. Usiadłam na łóżku i ciężko westchnęłam. Zaczęłam bezwiednie obracać pierścień w ręku.
"Ciekawe co to za kamień..." pomyślałam. "Może warto by było to sprawdzić..."
Już po chwili siedziałam przy komputerze i wyszukiwałam klejnotu pierścienia. Powoli przeglądałam wszystkie gatunki, ale nigdzie nie mogłam znaleźć tego, którego szu.ka.łam.
Zaczęło się robić ciemno, ale nadal ślęczałam nad komputerem. Powoli już się denerwowałam.
-Jest!-zawołałam nagle, patrząc z satysfakcją na monitor, gdzie widniał rysunek przedstawiający czarny klejnot. Zaczęłam czytać artykuł:
Fatalis - to legendarny kamień, który według wierzeń Egipcjan miał moc wskrzeszania zmarłych. Jest symbolem śmierci i atrybutem nekromanów. Egipcjanie twierdzą, że kamień należał do Anubisa, boga śmierci, który podarował go, w formie pierścienia, pierwszemu faraonowi. Klejnot został jednak zagubiony podczas wojny i tak przepadł na wieki. Dotychczas archeologowie nie odnaleźli go, mimo wielu eskapad, a naukowcy zaprzeczają istnieniu takiego przedmiotu. Jednakże (również według egipskich wierzeń) podobno kamień każdemu swojemu właścicielowi wy... (nie ma części tekstu)
-Co się dzieje?- warknęłam. -Jak to nie ma tekstu?!
Zaklęłam i wyłączyłam komputer.
Dowiedziałam się przynajmniej choć trochę o tajemniczym pierścieniu. Spojrzałam na zegar i dopiero teraz zorientowałam się jaka jestem zmęczona. Była dziesiąta w nocy!
-Idę spać!- zawołałam do siedzącej w salonie Estrah i nie przebierając się nawet w piżamę, wskoczyłam do łóżka. Gdzieś na obrzeżu mojego umysłu wciąż krążył czarny, błyszczący klejnot...
______________________
Mam nadzieję, że ciekawy.
Super rozdział, ale niestety też super krótki :evil:
______________________
ROZDZIAŁ III
Rozglądam się. Zewsząd napiera na mnie nieprzenikniona ciemność. Wyciągam rękę do przodu, a ta ginie w otaczającej mnie czerni.
Nagle zaczynam spadać. W uszach świszczy mi pęd powietrza, który przecinam jak strzała. Przygotowuję się do upadku, zamykam oczy... i wszystko staje. Czuję przerażenie, nie wiem co robić. W nozdrza uderza mnie zapach świeżo skoszonej trawy i spalin. Decyduję się na uchylenie powiek.
Ze zdziwieniem zauważam, że jestem w czyimś ogródku, a obok mnie stoi biały, smukły samochód.
Powoli poznaję go, poznaję miejsce w którym jestem. Lekko unoszę głowę i już patrzę na niewielki, skromny, drewniany dom. Na dom Richarda.
-Jesteś- mówi ktoś za moimi plecami. Obracam się i widzę go. Takiego, jak go zapamiętałam.
Blada, wręcz chorowita cera oraz umięśnione, szczupłe ciało. Kruczoczarne włosy rozwiewane przez wiatr. I przenikliwe, błękitne oczy. Richard.
-Długo na Ciebie czekałem, Mary- szepcze mi do ucha, a ja nie wierzę. To niemożliwe. On nie żyje.
-Czego chcesz? Ty nie istniejesz- warczę, wypełniona niepewnością.
-Jesteś tego pewna, Marilyn? A może wiesz, dlaczego?- pyta obojętnie. Czuję, że wkłada mi do ręki coś chłodnego. Patrzę nieśmiało. To śrubokręt.
-Nie- jęczę, bo już rozumiem. -Odejdź!
-To ty mnie zabiłaś! TY, Marilyn! Nie pamiętasz?! Powiedziałaś, że pomożesz mi naprawić samochód! Ale coś przemilczałaś, prawda? Coś ci źle poszło, pamiętasz? Ale machnęłaś na to ręką! Powiedziałaś, że to nic takiego! A kiedy to było?! Dzień przed moja śmiercią!!!- wrzeszczał, a ja aż przestałam oddychać z przerażenia. Bo to była prawda.
Nagle wszystko zaczęło blednąć i się obudziłam.
"O Mój Boże. Zabiłam Richiego" pomyślałam z przerażeniem.
*****
Powoli wstałam z łóżka, lekko się chwiejąc. Jeszcze przestraszona, rozejrzałam się. Nigdzie nie było Estrah.
Mrucząc coś pod nosem, poczłapałam do kuchni. Na jednym z blatów szafek zauważyłam nieco pogiętą kartkę. Ktoś ręcznie napisał na niej:
W lodówce pusto – poszłam do sklepu. Jak coś się stanie, zadzwoń. Całusy, Esie.
Wzdychając sięgnęłam po telefon. Musiałam jej to powiedzieć i tyle.
-Halo?- w słuchawce odezwał się wysoki głos Estrah.
-To ja zabiłam Richa- oznajmiłam na wstępie.
-Jak to?- spytała grobowo moja przyjaciółka.
-Pomagałam mu naprawiać samochód… I coś nie wyszło… To był chyba hamulec… A ja… Ja powiedziałam, że to nic takiego. Ale, Estrah, wiem jak go wskrzesić!
Przez chwilę odpowiadała cisza.
-Już jadę- odparła dziwnie zgrubiałym głosem i się rozłączyła.
„Mam nadzieję, że wiesz co robisz, Marilyn” pomyślałam do siebie. Naprawdę miałam nadzieję…
______________________
Mam nadzieję, że Wam się spodoba. ^^
1. Po myślnikach w dialogach i monologach zrób odstęp :
- Cośtam cośtam ? - spytałam - Cośtam cośtam
- Cośtam cośtam cośtam
2. Przed ,, dlaczego '' nie stawiamy przecinka :P
Świetny rozdział, ale muszę powiedzieć, że
KRÓTKO ! :evil: