Witam moi Drodzy :-) Po wielkich trudach (czyt. bijąc się z myślami) Postanowiłam, że wrócę do pisania. Co z tego wyniknie? Zobaczymy. Mam nadzieję, że większości się spodoba. Nie przedłużając:
"CISZA ZABIJA KRZYK"
ROZDZIAŁ I
Tak bardzo moje życie się zmieniało przez te parę lat. Wszystko wskazywało na to, że sobie nie poradzę, zostanę w dołku psychicznym już na zawsze. Jednak pewnego dnia, obudziła się we mnie iskierka życia. Anya zawsze we mnie wierzyła i być może właśnie to mnie tak podbudowało. Och, przepraszam... Z tego wszystkiego zapomniałam się Wam przedstawić. Mówią na mnie Katia, ale tak naprawdę nazywam się Adrianne Lee Peu. Pewnie zastanawiacie się dlaczego nie używam swojego prawdziwego imienia? Po prostu nie chcę. Może dlatego, że kojarzy mi się ono z moją niezbyt ciekawą przeszłością? Może też poniekąd, ponieważ jest trudne do zapamiętania. No, ale już dobrze. Wróćmy do tego co było na początku. Idę dosyć wąską ulicą nazwaną 'riverjeolusy' Jest już późno, ale ja lubię chodzić tędy wieczorami. Ludzie mówią, że jest tutaj niebezpiecznie, ale co oni tak naprawdę wiedzą o prawdziwym niebezpieczeństwie? Dla nich kilka ćpunów ze strzykawką w ręce czy innym świństwem są uosobieniem zła. Dla mnie to ludzie, którzy stracili sens życia(jak ja jeszcze nie tak dawno) próbujący odnaleźć go w używkach. Może to rzeczywiście chore, ale tak naprawdę, czy kogoś to obchodzi? Kiedy dochodzę do cmentarza robi mi się chłodno. Kieruję się więc w stronę drzew i siadam na dobrze znanej mi, solidnie wykonanej, ciemnej ławeczce. Wspomnienia wracają do mojej głowy. Pamiętam, że przychodziłam tu z Anyą. Siadałyśmy właśnie na tej ławce i obserwowałyśmy przelatujące tuż nad naszymi głowami ptaki. Byłyśmy swego rodzaju dobrymi obserwatorkami. Podnoszę więc głowę i patrzę w niebo, ale nie widzę nic. Słońce już dawno zaszło. Dopiero tak naprawdę to do mnie dociera. Nagle zauważam, że ogromny niebieski ptak frunie wprost na mnie. Chce jak najszybciej wstać z ławki, ale nie mogę. Zaplątałam swojego sandała o gałązkę, której wcześniej musiałam nie zauważyć. 'O mój Boże' myślę teraz w panice, bo tylko to przychodzi mi do głowy. I w tym momencie czuję na sobie czyjąś rękę, która pomaga mi się uwolnić. Ptak znika. Mogę spokojnie odetchnąć.
- Dziękuję ! Odwracam się na pięcie i idealnie odwijam mojemu wybawcy ramieniem w twarz.
- Au ! Naprawdę zasłużyłem? Pyta zdziwiony. Udaje mi się dostrzec na jego twarzy zdenerwowanie. Ale chwileczkę... Jest cały zielony. Nie! Nie zielony, niebieski!
- O mój Boże ! Wykrzykuje na głos nie mogąc w to uwierzyć.
- Cicho ! Chcesz żeby to wstrętne ptaszysko tutaj wróciło? Wtedy na pewno nie uda ci się przed nim uciec.
- Przepraszam... Odpowiedziałam. Zaczęło mi się zbierać na wyrzuty sumienia.
- Mieszkasz niedaleko stąd, prawda? Widzę cię tu bardzo często.
- Być może. Nie uśmiechało mi się rozmawiać z kimś kogo zupełnie nie znam.
- Rozumiem, ale uwierz, że ze mną jesteś o wiele bezpieczniejsza, jeżeli cokolwiek to dla ciebie znaczy. Byłam zdezorientowana. 'Czy on właśnie przeczytał moje myśli?'
- Musze już iść.
- Ja także, następnym razem uważaj bardziej ! I od tak po prostu zniknął, rozpłynął się w powietrzu. Wbrew wszystkim prawom fizyki.
Komentarz
Nie bardzo rozumiem tego zdania:
,, Odwracam się na pięcie i idealnie odwijam mojemu wybawcy ramieniem w twarz.''
Czekam na więcej
Naprawdę ciekawy początek
Czekam na więcej
Będę czytać
Czekam na więcej
Powinno to wyglądać tak:
- Czy wiesz, Marto – zapytała Joanna – że jutro jest ważne święto?
- Albo wczoraj widziałam ducha śmierci – powiedziała zmartwiona Ewelina – albo to był zwykły kot.
- Na temat niego – powiedział, gdy trochę się uspokoił – znam wiele nieprzyjemnych historii.
"CISZA ZABIJA KRZYK"
ROZDZIAL II
Kieruję się w stronę domu. Już z daleka widzę dobrze znany mi budynek. Po drodze mijam grupkę młodzieży, która przygląda mi się z zaciekawieniem. Nie mam pojęcia dlaczego, ale jakoś nieszczególnie mnie to interesuje, mijam ich więc bez słowa. W następnej kolejności sprawdzam swoją, jak zwykle zapchaną skrzynkę pocztową.
- Co my tu mamy? Rachunki, rachunki ... - mówię na głos.
Tak może to dziwne, ale od kiedy mieszkam sama opanowałam taki zwyczaj. Może też dlatego większość moich sąsiadów uważa mnie za wariatkę. Po wejściu do salonu rzucam wszystkie papierki na stół. Myślę, że nie mam teraz ochoty na 'użeranie się' z liczbami i idę położyć się do łóżka. Nie mogę zasnąć, po dzisiejszych wydarzeniach na cmentarzu czuję się naprawdę dziwnie. Boli mnie głowa, więc sięgam po tabletkę aspiryny po której natychmiast usypiam - jak małe dziecko. Od paru dni nie śniłam o niczym. Jednak dzisiaj w moim śnie znajduję się na łące pełnej pięknych kwiatów, jest późno. Są tutaj niezapominajki, róże, słoneczniki i lilie. Jako dziecko uwielbiałam te ostatnie, zwła.sz.cza białe. Pamiętam jak Anya przestrzegała mnie bym pod żadnym pozorem ich nie wąchała, ponieważ zasnę. Wtedy naprawdę jej wierzyłam, ale teraz kiedy o tym pomyślę, wydaje mi się to komicznie śmieszne, choć może jest w tym trochę prawdy. Wyciągam rękę by zerwać jedną z nich, ale w tym samym momencie przede mną pojawia się starsza kobieta w jasno-błękitnej su.kien.ce, o wzroku nicującym moją duszę. Przyglądam się jej z zaciekawieniem. Dopiero po chwili dociera do mnie że to ...
- Anya ! - wykrzykuję, a ona tylko się uśmiecha.
- Czy ty ... jesteś prawdziwa? - spytałam po chwili milczenia. Czułam, że serce bije mi jak oszalałe. Czułam każde jego szaleńcze uderzenie.
- Tak. Jestem tutaj, ponieważ tego chcesz. - znów się uśmiecha.
- To tylko moja wyobraźnia, prawda? Szybko tracę swoją dopiero co nabytą nadzieję, a następnie próbuję zapanować nad napływającymi mi do oczu łzami.
- Nie płacz moja droga Adrianne. - odezwała się. 'Używa mojego starego imienia' - zamyśliłam się nieco.
- Ale ja tak bardzo tęsknie, że Ty nie zdajesz sobie z tego sprawy ...
- Wiem doskonale, a teraz chodź. - zignorowała moją wypowiedź, zrobiło mi się przykro. Musiała to zauważyć, ponieważ złapała mnie za rękę. Poczułam się trochę pewniej i zacisnęłam ją dosyć mocno, by znów móc poczuć jej dotyk. Znów tyle wspomnień napływa mi do głowy. Potrafiłyśmy spacerować całymi dniami. 'Dosyć!' - coś w moim umyśle krzyczy. 'Dobrze, czas wziąć się w garść' Powędrowałyśmy na sam koniec łąki i zatrzymałyśmy się na niewielkim wzniesieniu.
- Co to? - spytałam, zauważając ogromny kamień wtopiony w ziemię.
- Przeczytaj. - odpowiedziała bez wyrazu. Zaczęłam recytować.
- Anya Violetta Hailie, urodzona 12 kwietnia 1923r. Zmarła 14 października 1998r. w niewyjaśnionych okolicznościach. - spojrzałam na nią, ale nie mogłam wydusić z siebie słowa.
- Moje miejsce jest pod tym kamieniem, w piachu Adrianne. Musisz wreszcie to zrozumieć. Przestań o mnie myśleć, ana.lizo.wać każde moje słowo. Nie wspominaj mnie . Po prostu pozwól mi zniknąć ze swojego życia, na zawsze, zapomnij. - jej wypowiedź mnie zszokowała.
- Ale ja nie mogę przestać o Tobie myśleć, byłaś moją mentorką, prowadziłaś mnie przez większość mojego życia ...
- Adrianne, proszę. Nie pomagasz mi. - i widzę, że ona chce odejść, już odwraca się do mnie plecami.
- Nie pozwolę Ci odejść! Nie teraz, kiedy znów jest coś nie tak! - krzyczę na nią i wymachuje rękoma, by zwróciła na mnie uwagę.
- To koniec. - ostatnie słowa jakie usłyszałam z jej ust. Ziemia zaczęła się otwierać, wchłaniając ją do środka, a na nagrobku widniał teraz czerwony napis: Adrianne Lee Peu urodzona 18 czerwca 1987r. ZMARŁA TRAGICZNIE 26 lipca 2012r. Padam na kolana.
Jestem strasznie ciekawa co będzie dalej
Pozdrawiam
Napoleon Hill
Czekam na więcej.