Wpis wysłał się w trakcie pi.sa.nia, więc z góry przepraszam za jego krótkość...

Mam nadzieję, że wam się spodoba początek nowej historii.

---
Życie jest pełne przypadków. Jeden twój ruch może wywołać łańcuch zdarzeń kończący się dla ciebie tragicznie... Chyba że... śmierć nie jest dziełem przypadku tylko z góry ustalonym planem. Wtedy jeden twój ruch może cię uratować. Ale skąd możesz wiedzieć, które posunięcie jest właściwe?
Pociąg ruszył. Całe tony metalu zaczęły toczyć się do przodu. Koła nabierają szybkości. Jack usiadł w swoim przedziale. i od razu wyjął ze swojej reklamówki książkę. Zanim jednak zaczął czytać "Kroniki Spiderwick" zerknął za okno. Wyjechali ze stacji. Tak długo czekał na ten dzień. Już o szóstej rano był na odpowiednim peronie i z zaledwie jedną reklamówką i jedną walizką czekał. Dwie godziny później wsiadł do pociągu zostawiając za sobą całe życie. Jack Christian Holloway - słynny detektyw ucieka z Londynu porzucając za sobą pracę, dom i całą przeszłość. Wreszcie... Z zadumy wyrwał Jacka skrzypiący dźwięk otwieranych drzwi swojego przedziału. Weszły dwie osoby - mała, blond włosa dziewczynka i wysoka kobieta z okularami na nosie trzymająca córcię za rękę. Również miała blond włosy, a nawet tej samej długości. Różniły się tylko z twarzy.
-
Dzień dobry - powiedziała kobieta nienaturalnie niskim głosem -
Czy tu wolne?
Jack uśmiechnął się i skinął głową. Dwie przybyszki usiadły na przeciwko mężczyzny , a ten powrócił do czytania. Coś jednak nie dawało mu spokoju. Nie mógł się skupić na książce i znowu przerwał. Blondwłosa kobieta miała wzrok wbity w szybę, a jej córka spała opierając głowę na ramieniu mamy. Jack również wyjrzał za okno. Pociąg nie jechał szybko, możliwe, że nie nabrał jeszcze odpowiedniej prędkości, bo mężczyzna był wstanie zobaczyć wielką reklamę na jednym z budynków. Była ustawiona pod niefortunnym kątem przez co chłopak mógł wyczytać tylko połowę tego co oferowała.
"Śmier..." Jack od razu odwrócił wzrok. Poczuł dziwny dreszcz przechodzący mu przez szyję. Zadrżał cały. Postanowił spróbować jeszcze raz cokolwiek przeczytać i sięgnął po swoją książkę. Ta spadła mu z rąk. Kobieta podniosła ją natychmiast i uśmiechając się podała Jack'owi.
-
Dziękuję... - wybąkał mężczyzna biorąc ją od niej. Cały czas dziwnie się czując spojrzał na stronę, która otworzyła się gdy książka upadła mu na ziemię.
Był na niej obrazek przedstawiający wysokiego, czarnego człowieka całego ubranego na czarno. Spod kaptura groźnie wpatrywały się w dal oczy. Zakrwawione. Człowiek z kosą, ubrany na czarno z zakrwawionymi oczami. Śmierć...

Jack wstał i wyszedł szybko z przedziału. Dziwne uczucie nie opu.sz.czało go. Bał się. Ruszył w kierunku toalet. Uświadomił sobie, że cały czas ma książkę w ręku. Wyrzucił ją do pierwszego śmietnika jaki się natrafił. W łazience dokładnie obmył sobie oczy i całą twarz. Zakręciło mu się w głowie. Nieco skołowany wrócił do swojego przedziału. Kobieta spała razem z córką. Jack usiadł na swoje miejsce i zamknął oczy. Tak bardzo pragnął zasnąć...
Komentarz
http://ktosiksims.tumblr.com
Zapowiada się interesująco
Czekam na ciąg dalszy
Mam nadzieję, że to nie będzie ,, urwana '' historia jak Krąg, ponieważ zapowiada się dość ciekawie
Tom przysiadł na krawędzi dachu budynku firmy Eltern. Słońce nie zdążyło jeszcze całkiem wyjść zza gór. Była szósta rano. Chłopak zaczął uważnie obserwować miasto… i rozmyślał. Tak było prawie codziennie. Tom czekał na swoich przyjaciół w różnych miejscach wcześnie rano. Często zastanawiał się nad wieloma rzeczami – nad pogodą, nad życiem czy nad swoją pracą… A jego praca była dosyć nietypowa. Kiedy Tom miał osiemnaście lat zaginął. *****ło go całe miasto (a trzeba dodać, że Bridgeport jest bardzo dużym miastem), ale nigdy ostatecznie nie znaleziono. Prawda była taka, że… Tom zmarł. Niefortunny wypadek sprawił, że jego życie dobiegło końca zanim zdążył urządzić swoją osiemnastkę. Najgorsza była jednak przyczyna jego śmierci. Otóż Tom… dostał spadającą z parapetu doniczką i wpadł do wody. Nigdy nikomu nie przyszło do głowy żeby go tam *****ć…
Co jest po śmierci? Tom dobrze to wie. Kiedy człowiek umiera ktoś musi przyjść i zabrać jego duszę, a od tego są specjalnie Oddziały Śmierci. Tom był właśnie jednym z nich. Był śmiercią, był władcą życia… Jego zlecenia zawsze dostawał na telefon – adres, nazwisko oraz godzina. Zawsze trzeba było przyjść jak najszybciej i zabrać duszę. Problemy pojawiały się wtedy jeśli człowiek nie umarł z różnych powodów. Wtedy Tom lub ktoś z jego oddziału musiał zabić. Chłopak dużo o tym już rozmyślał. Zastanawiał się co by było gdyby zobaczył go jego brat… Wiedział, że dla śmiertelników wygląda inaczej, ale gdyby… udowodnić mu, że to on?
Minęło pół godziny. Niecierpliwy Tom wstał i ujrzał w dali idące w jego kierunku osoby – Olivia (umarła podczas operacji oka, laser przepalił jej oczy) oraz dwaj bracia: Carl i Adam (wypadek samochodowy). Tom uśmiechnął się. Czas na łowy…
Rebecca Young przechadzała się w spokoju parkiem. Czuła jak przyjemne podmmuchy wiatru rozwiewają jej włosy, a słońce praży w twarz. Przystanęła na chwilę nad sadzawką. Westchnęła głęboko. I wtedy usłyszała męski głos dochodzący z pobliskiej ławki:
-Witaj Rebecco
Dziewczyna podeszła w tamto miejsce i uśmiechnęła się szeroko. John, jej mąż.
-Super, że jesteś! Masz bilety? - spytała prawie podskakując ze szczęscia. Nie doczekała się odpowiedzi...
Kilkaset metrów dalej, na tarasie stał Tom. Za nim Carl. Wszyscy z Oddziału Śmierci uwielbiali takie miejsca. Można było obserwować całe miasto z ukrycia. I wtedy zadzownił dzwonek telefonu. Chłopak wziął go do ręki i wyczytał na głos:
-R. Young, Park Wiesielca, Czternasta Czterdzieści.
Tom westchnął.
-Masz minutę na dostanie się do parku. Powodzenia brachu...
Jednak Carl nie przejął się. Wyjął zza pasa dwa ulubione pistolety i wycelował w nic niespodziewającego się Toma.
Strzelił. Kula przeniknęła przez Toma, a ten odwrócił się zdenerwowany.
-Odbiło ci?! Myślisz, że trafisz do niej z takiej odległości?
To wszystko stało się w kilka senkund. W jednej chwili Rebecca zrobiła krok do tyłu, poślizgnęła się i złamała obcas. Potem John zobaczył jak jej żona upada... uderza głową o kamień... i umiera. I wtedy kula trafiła prosto w brzuch, a Rebecca... a raczej jej dusza wstała. Zobaczyła na swoje ciało leżące w kałuży krwi. Westchneła ciężko i ruszyła przed siebie. W stronę światła...
Carl często stosował takie metody kiedy musiał zabrać duszę w krótkim czasie i wiedział, że nie zdąży. Srebrne kule robiły idelany wylot i robiły specjalną drogę dla duszy. W dodatku nie robiły hałasu i były mało widoczne...
Olivia również dostała SMS. M. Hard, Baker's Street 4, Czternasta Szesnaście. Tutaj problem był gorszy. Czas minął, a Hard dalej żył. Olivia musiała zabić. Włamała się do domu i zaczęła *****ć czegoś ostrego. Uwielbiała to... Bawienie się ze swoimi ofiarami. Układała śmiertelne domino - jeden ruch wywoływał śmiertelny łańcuch zdarzeń, którzy kończył się tragicznie. Ale nagle stało się coś nieoczekiwanego...
-Ręce do góry!