Guess who's back? - Mandy Green.

// Minęło pół roku, czy może więcej, stęskniłam się za Mandy, pewnie osoby, które wtedy interesowały się jej historią już nie przesiadują na tym forum, ale napisać nie zaszkodzi. Enjoy! ~ Nacia aka Mae aka Nadine //

(Pierwsze części "Z pamiętnika Mandy Green" są w moim studio, a reszta tu: http://forum.thesims3.com/jforum/posts/list/308818.page)

Kolejne lata, kolejne zmiany. Co mnie łączy z tą Mandy sprzed pięciu lat? Niewiele. Twarz jakby dojrzalsza, charakter też inny, mniej naiwna, bardziej odpowiedzialna za siebie. A wszystko przez to, co stało się dwa lata temu. Bardzo źle zniosłam śmierć taty, jedynej osoby, która się mną interesowała. Ale musiałam sobie radzić sama. Było piekielnie ciężko, nie raz skulona płakałam w łazience. Ale zniosłam to wszystko, jestem na nowej drodze życia, szkoda tylko, że sama.

Kiedy tato leżał w szpitalu w krytycznym stanie, mama ani razu do niego nie zajrzała. Dzwoniłam do niej, ale najwidoczniej chciała zapomnieć o dawnym życiu. Szkoda, że w tym i o mnie. Byłam też na tyle naiwna, że myślałam, że może pozwoli mi u siebie zamieszkać, ale ignorowała mnie na każdym kroku. Bolało niewyobrażalnie, ale nie miałam wyboru, musiałam mieszkać u ciotek.

Jednak i one (może pod wpływem mamy) wkrótce po śmierci taty powiedziały, że już dosyć długo u nich mieszkam, za nic nie płacę, no i w skrócie nie na rękę im mieć mnie pod swoim dachem. Zapowiedziały, że najdłużej do 18 roku życia mogę przebywać w ich mieszkaniu, jak po tym nie wyjadę, pozwą mnie do sądu. Patologiczna rodzina.

Jess, najwidoczniej nie była przyzwyczajona do pocieszania i pomagania przyjaciółkom w potrzebie, więc zerwała znajomość. Wtedy dowiedziałam się od różnych osób, jakie świństwa o mnie odpowiadała, jak byłyśmy jeszcze "przyjaciółkami". Oczywiście po tym wkręciła się do grupy 'lubianych', a ja zostałam całkiem sama.

A ukochany Matt? Zrobił to co Jess. Tylko w gorszy sposób. Zerwał ze mną w obecności połowy szkoły, a po tym dodał, że nigdy do mnie nic nie czuł, ale zabawnie było patrzeć, jak się w nim zakochuję, tylko po to, żeby później rozedrzeć moje i tak już krwawiące serce na strzępy.

Po tym nie miałam już zupełnie nikogo. Ale zbliżały się moje urodziny. Wtedy też dowiedziałam się, że tato przepisał mi w spadku mały domek w Sunstet Valley i 10 tysięcy simoleonów. To wszystko, co posiadał, co nie było wspólne z mamą. Kamień spadł mi z serca, że będę miała co ze sobą zrobić, inaczej zostałabym bezdomna, a urząd miasta w życiu by mi nie pomógł, bo w końcu na jego czele stał mąż mamy. A jestem pewna, że nie kiwnąłby palcem, nawet wiedząc, że śpię na ulicy.

W dniu 18 urodzin wyruszyłam z Bridgeport do oddalonego o ponad dwa tysiące kilometrów Sunset Valley. Podróż wydawała się nie mieć końca, ale w końcu dotarłam. Nigdy tu nie byłam, nie wiedziałam, gdzie jest mój dom, miałam tylko adres. Zapytałam więc pierwszą osobą, którą spotkałam. Miła starsza pani dokładnie opisała mi drogę, którą mam iść i zaprosiła na ciasteczka. Wydaje mi się, że tutaj mogę wreszcie być szczęśliwa.

Komentarz

  • rgx97rgx97 Posty: 7,593 Member
    edytowano lipca 2012
    Współczuję Mandy, kolejny raz musi przyzwyczaić się do zupełnie nowego otoczenia. Ciekaw jestem jak sobie poradzi.
    Świetnie, że postanowiłaś kontynuować jej historię. :)
  • Nacia666Nacia666 Posty: 632
    edytowano lipca 2012
    Szczerze, to powodem jest moje nocne znudzenie, nie mam co robić na WoW'e, to ****ę i was tym męczę. <3
    Dzisiaj będzie edit i kolejna część. I sorry, że bez zdjęć, ale mam mały problem z tym. ;c

    EDIT! <3

    Kiedy dotarłam na ulicę, którą wskazała mi ta przemiła staruszka, nie mogłam uwierzyć własnym oczom. Było tam przepięknie, z jednej strony ulicy domy, a z drugiej już plaża. Któryś z tych domów musiał być mój. Jednak nie widziałam żadnego "małego" domu, były tylko cudowne, piętrowe domki z zadbanymi ogrodami. Mój dom miał numer 21, więc szłam ulicą mijając 18, 19, 20... no i 21. Stanęłam zastanawiając się, jak tato mógł pomylić numery domów. Przede mną ukazał się dom w stylu tych wszystkich tutaj, jednak... bliźniak! Może tato mi nie powiedział, że będę mieszkać z kimś innym? Stałam tak dłuższą chwilę, myśląc co ze sobą teraz zrobić, kiedy drobna kobietka, z wyglądu lekko starsza ode mnie zbiegła po schodach lewej części domu z rozwartymi ramionami.

    screenshot_original.jpg

    - Mandy, już jesteś! Czekaliśmy na Ciebie, nie mieliśmy pojęcia, kiedy będziesz, achh, tak bardzo się stresowaliśmy! Najbardziej ja, bo Douglas tylko mnie uspokajał, ale jak tu się nie stresować, jak masz przyjechać TY?
    Mała latynoska była niesamowicie podekscytowana, jakbym była gwiazdą kina. Usta jej się nie zamykały, w potoku słów zrozumiałam jednak, że połowa tego domu jest moja. Odetchnęłam z ulgą, czekając na odpowiedni moment, żeby się wtrącić.
    - Tak, jestem Mandy, miło mi Cię spotkać. Nie będę udawać, jestem trochę zakłopotana, bo nie wiedziałam, że ten "mały domek", który dostałam w spadku, to połowa dużego bliźniaka...
    - Tak, bo wiesz, ja z Douglasem mieszkamy już tu od dłuższego czasu, kiedy się dowiedziałam, kto jest moim ojcem. No i skontaktowałam się z nim, on się bardzo ucieszył, spędziliśmy razem trochę czasu, no i musiał jechać na wojnę... To było nasze jedyne spotkanie, ale nie chciał, żebym czuła się odrzucona, jak się czułam przez matkę, więc przepisał na mnie tę połowę domu. Powiedział, że druga będzie dla Mandy.
    Zamurowało mnie. Nie wiedziałam, czy wierzyć tej szalonej kobiecie, bo przecież w życiu nie słyszałam, że tato miał drugą córkę!
    Wkrótce dowiedziałam się, że ma na imię Sheila, ale nawet takie proste zdanie do wypowiedzenia zajęło jej chaotycznej buźce więcej czasu niż każdemu normalnemu człowiekowi. Tak więc moja nowa siostra Sheila złapała mnie za rękę i pociągnęła do lewej połówki domu.

    screenshot_original.jpg

    W środku pachniało przyprawami i piekącym się ciastem. Usiadłam na fotelu i starałam się zrozumieć, o co właściwie chodzi, ale siostra jakby czytała mi w myślach i powiedziała:
    - Pewnie jesteś zaskoczona tym wszystkim? Ja też byłam. - jej głos był spokojniejszy, mówiła powoli i zdecydowanie wyraźniej - otóż wtedy, kiedy dowiedziałam się, kto jest moim tatą, przebywałam w rodzinie zastępczej. Ale miałam prawie 18 lat, a ich dom do specjalnie spokojnych nie należał. Więc jak dostałam ten dom przeprowadziłam się tu z Douglasem. Ach, do jasnej anielki, gdzie on teraz jest?! Przedstawiłabym Ci go, ale pewnie poszedł załatwiać jakieś sprawy związane z restauracją. Jest szefem kuchni, a ja nauczycielką hiszpańskiego - Sheila aż zarumieniła się z dumy, że kształci młode pokolenie tego pięknego, ale jakże mało użytecznego języka - Jesteśmy od pół roku małżeństwem, poznaliśmy się jeszcze w college'u. Ale o czym mówiłam? Ach tak, miałam Ci wszystko wytłumaczyć. Tato powiedział mi, że kiedy był młodszy miał dziewczynę Grace. Byli młodzi, głupi, nieodpowiedzialni. I Grace zaszła w ciążę. Tato nawet o tym nie wiedział, ona zerwała kontakt i przeprowadziła się do innego miasta. Dopiero podczas ich spotkania dowiedział się, że ma córkę. Zamierzał powiedzieć Ci to po powrocie... ale nie zdążył. Z pewnego źródła dowiedziałam się, że będziesz tu mieszkać i od śmierci taty, ja i Douglas czekaliśmy na Ciebie. Dobrze, ja Cię już zaraz p.u.s.z.c.z.ę, bo pewnie chcesz odpocząć w swoim domu, prawda?
    - Tak, chętnie, bo już w głowie mi się miesza od tego wszystkiego.

    screenshot_original.jpg

    W tej chwili do domu wszedł wysoki mężczyzna o bardzo miłych, latynoskich rysach twarzy, witając mnie szerokim uśmiechem.
    - To Ty jesteś Mandy, prawda? Sheila omal nie oszalała z oczekiwania. Ale cieszymy się, że już dotarłaś. Może herbaty?
    Wytłumaczyłam, że właśnie skończyłam pić tę, którą zrobiła mi Sheila i że bardzo chcę iść odpocząć. Dogulas rozumiał, a Sheila zaczęła się kręcić po kuchni, po chwili wracając z niej z ciastem.
    - To dla Ciebie, na dobry początek. Mam nadzieję, że Sunset Valley będzie dla Ciebie dobrym domem.
    Post edited by Nieznany użytkownik on
  • goka1999goka1999 Posty: 374 Member
    edytowano lipca 2012
    Ja również bardzo się cieszę, że wznowiłaś pisanie o Mandy :D Kiedyś to przeczytałam i bardzo mi się spodobało :D Współczuję jej, że los jest dla niej tak okropny... Czekam na kojeny rozdział :D
  • Nacia666Nacia666 Posty: 632
    edytowano lipca 2012
    // Opowiadanie ma mało czytelników, no cóż, niektórzy są zwolennikami zjawisk nadprzyrodzonych, ja nie, dlatego opowiadanie Mandy jest tak.. przyziemne. ;3 Jednak mnie to nie zraża, bo ****ę to dla własnej przyjemności. Ponadto niektore sceny z życia Mandy są inspirowane moimi przeżyciami. ;3 ~Mae //

    Ten dzień był wyjątkowo męczący, może bardziej psychicznie, niż fizycznie. Jedyne, czego chciałam, to położyć się i spać, mimo wczesnej godziny. Przekręciłam klucz i weszłam do domu. Było bardzo duszno, pootwierałam wszystkie okna i rozejrzałam się po pokojach. Wszystkie pięknie urządzone, po prostu tylko zamieszkać. Na górze były dwie sypialnie, prawdopodobnie jedna dla gości, a druga z widokiem na morze. Mój wybór był chyba oczywisty. Bagaże postawiłam obok szafki, a ja opadłam na łóżko i zasnęłam.

    screenshot_original.jpg

    Obudziło mnie słońce rażące w ślepia. Poszłam pod prysznic, później tylko się rozpakowałam. Czułam jednak, że długo tu mieszkać nie będę. Zeszłam na dół do kuchni, gdzie chciałam zjeść coś na śniadanie. Na moje nieszczęście lodówka była pusta. Nie chciałam iść do Sheili po jedzenie, więc postanowiłam pójść coś zjeść na mieście i przy okazji zrobić zakupy.

    Chyba nowa osoba, to tutaj widok niecodzienny, ludzie bacznie mi się przypatrywali, coś szepcząc do siebie. Nie było to miłe, ale cóż. Kiedy jadłam śniadanie w barze podszedł do mnie młody zielonooki mężczyzna, mówiąc: "Lucy, jednak wróciłaś!"
    Trochę zaskoczyło mnie to nieporozumienie, które szybko sprostowałam. Jak się dowiedziałam, pewien czas temu mieszkała tu młoda dziewczyna Lucy, która przysporzyła mieszkańcom miasta pewnych kłopotów. Romanse, przez które wiele kobiet decydowało się na rozwód, urokowi Lucy poddał się nawet burmistrz miasta. W końcu zaszła z kimś w ciążę i zniknęła. A nieporozumienie i wszelkie szepty ludzi wynikały z tego, że ja i Lucy wyglądamy niemal identycznie. A cieszyłam się, że chociaż urodę mam oryginalną.

    Ale tego dnia zaskoczeniom nie było końca. Sheila i Douglas ogłosili, że będą mieli dziecko! Cieszyłam się ich szczęściem, jednak nie wiedziałam jak zniosę płacz o 5 nad ranem.

    Kolejną rzeczą do załatwienia była praca. Przecież nie mogę być bezrobotna, a z testu zawodowego wyszło, że mam zdolności do medycyny. Czemu nie? Zawsze chciałam pomagać ludziom, a w szpitalu brakowało nie tylko doświadczonych lekarzy, ale też byle czyścicieli basenów. Jednak zbliżał się wieczór, a nie chciałam się przemęczać, więc wybrałam się na plażę.

    screenshot_original.jpg

    W ciągu tego dnia poznałam wiele nowych ludzi, jednak o wiele więcej jeszcze czekało na poznanie. Zamierzam pójść na studia zaoczne, żeby później móc kontynuować pracę w szpitalu, tylko może już na stałe. Nie będzie mi łatwo, ale napewno lepiej, niż w Bridgeport. Wszystko przede mną.
  • FimfimFimfim Posty: 2,388 Member
    edytowano lipca 2012
    Świetne.Kiedyś przeczytałem o tym jak żyła w Bridgeport.Strasznie ciesze się z kontynuacji :D
  • kakanova2000kakanova2000 Posty: 1,210 Member
    edytowano lipca 2012
    Super ^-^ będę to czytać ^^
  • Nacia666Nacia666 Posty: 632
    edytowano lipca 2012
    Uaa, nikt się pod tym nie odzywał - myślałam, że nikt nie chce czytać, to grałam sobie spokojnie Mandy, no i teraz historia jest trochę do tyłu, ale jeszcze dzisiaj postaram się dać kolejną część. Dziękuję kociaki, że czytacie to, chociaż teraz jest nudniejsze niż kiedykolwiek. ;3 Będzie lepiej! Czekać na edit.

    EDIT!

    Tego samego wieczora poznałam bardzo miłego policjanta, rybaczkę, a nawet słynnego Ireneusza Landgraaba wraz z żoną! Dowiedzieli się, że się tu przeprowadziłam, więc postanowili mnie poznać, bo kiedy mój tato mieszkał tu przez krótki czas, bardzo się z nim zaprzyjaźnił. Przeprosił, że nie przyszedł nawet na pogrzeb, ale nic nie wiedział, dopiero z gazety dowiedział się o kolejnej ofiarze wojny. Ostatecznie dostałam zaproszenie na herbatę i ostrzeżenie przed "bardzo nieprzyjemną" rodziną Alto. Jak dobrze mieć znajomości!

    screenshot_original.jpg

    Z każdą przeprowadzką zmieniałam swój wygląd, w Bridgeport po prostu postanowiłam dostosować się do reszty, ale tutaj chciałam wyglądać tak, jak miałam ochotę. Może inni studenci medycyny okażą się bardziej tolerancyjni, niż nastolatki.

    Następnego dnia Sheila mnie odwiedziła, żeby ostrzec, że niedługo nie będę mogła pewnie spać. Myślałam, że chodzi jej, że robią remont, albo coś w tym stylu, ale nic takiego - Sheila spodziewa się bliźniąt! I wtedy zaczęłam się martwić, że krzyk dzieci będzie mi przeszkadzał w nauce, może powinnam się przeprowadzić? Ale nie mam gdzie, mojej połówki domu nikt by pewnie nie chciał kupić. Sheila jakby czytając mi w myślach powiedziała, że gdybym miała ochotę się wyprowadzić, ona i jej mąż chętnie by kupili moją część domu, wtedy mieliby jeden duży. A ja za te simoleony spokojnie mogłabym kupić sobie mały domek.

    Poszłam do parku, żeby zastanowić się nad tą sytuacją. Wtedy dosiadł się do mnie policjant poznany poprzedniego dnia na plaży. Dowiedziałam się, że ma na imię Adam, bo wczoraj jakoś nie było okazji się dowiedzieć. Zaprosił mnie na lunch, bo właśnie skończył służbę, a do domu mu się nie spieszy. Przyznam - jest bardzo przystojny. Ale ja nie mam pewnie u niego szans, a rozmawia ze mną, bo jestem nowa, a ktoś taki zawsze wzbudza sensację.

    screenshot_original.jpg

    Południe przemiło spędziłam w towarzystwie Adama. Dowiedziałam się nie ma ochoty wracać do domu, bo niedawno zerwał z dziewczyną, a siedzenie samemu jest przygnębiające. Stwierdził, że jestem świetnym psychologiem i poprosił o numer telefonu. Byłam dość zaskoczona, ale z przyjemnością mu dałam, bo musiałam już wracać do domu, żeby się pouczyć. Kto wie co z tego będzie?

    W domu jednak zamiast się uczyć, *****łam nowego domu. Jak się okazuje jest tu dużo niewielkich domków na sprzedaż, ale nie wyglądały na zbyt dobry stan. Mam jeszcze pięć miesięcy, żeby się stąd wyprowadzić. Tego samego wieczora zadzwonił Adam, czy może jutro też byśmy się spotkali. Jest naprawdę miły, że stara mi się umilić pierwsze dni w Sunset Valley. Nigdzie indziej tak nie miałam.

    Następnego dnia o umówionej godzinie pojawiłam się w małym parku, gdzie umówiłam się z Adamem. On już tam na mnie czekał, przywitał mnie przyjacielskim uściskiem, porozmawialiśmy o wszystkim po trochu, poszliśmy na cudowną kolację, odwiózł mnie wieczorem do domu. To zdecydowanie była randka. Moja pierwsza.

    Czyżby to miał być pierwszy chłopak na dłużej? Nie byłam na to przygotowana, chciałam się najpierw skupić na pracy. Ale czasem trzeba skorzystać z okazji danej przez los, bo to może się nie powtórzyć.
    Post edited by Nieznany użytkownik on
  • kakanova2000kakanova2000 Posty: 1,210 Member
    edytowano lipca 2012
    To takie urocze! Twoja hisotria jest taka... ciepłe, ludzka!
  • FimfimFimfim Posty: 2,388 Member
    edytowano lipca 2012
    Rzeczywiście czuć tu to ciepło.
    Historia relaistyczna,ale szczęśliwa :mrgreen:
  • Nacia666Nacia666 Posty: 632
    edytowano sierpnia 2012
    // Długo nie pisałam, bo mi się nie chciało. Od soboty przez mniej więcej tydzień będę bardzo zajęta, więc też nic pisać nie będę. Enjoy. ~Mae. //

    Na studiach układało się dobrze, zostałam ulubienicą profesor McLeeth. Co w tym niezwykłego? Większość się jej boi. Przyznam, na początku i dla mnie była straszna, ale jak to sama powiedziała "wyróżniam się z tłumu szarych studencików wiedzą i inteligencją", no i tak zostałam jej pupilkiem. Częściowo dobrze, ale z drugiej strony... niektórzy mi tego zazdroszczą. Przyzwyczaiłam się jednak do odrzucenia przez ludzi, więc nie było to dla mnie nic niezwykłego.

    Z Adamem nie miałam czasu się spotkać, czasem tylko na lunch, ale musiał wracać do pracy. Nie jest tak, jak wcześniej. Zero romantyzmu, czysta przyjaźń. Jak wiadomo Adam mi się podoba i nie chcę, żeby tak zostało na zawsze.

    Sheili ciążowy brzuszek stał się widoczny, więc czułam coraz większą presję wyprowadzki. Niestety do tej pory nic nie znalazłam, jedyna ciekawa oferta, to mieszkać z kilkoma innymi studentkami. Za to wtedy nie wiem, jak by mi szła nauka, gdybym zaznała prawdziwego studenckiego życia.

    Pewnego późnego wieczora, kiedy czytałam podręczniki medyczne, zadzwonił Adam. Zapytał, czy nie chciałabym do niego przyjść. Oczywiście zapytałam, dlaczego tak późno, na co on odpowiedział, że nie miał wcześniej wcale czasu, a bardzo mu mnie brakuje. Natychmiast wskoczyłam do taksówki, marząc, że dziś stanie się coś dobrego.

    Kiedy dotarłam na miejsce, Adam czekał na mnie przed domem. Uśmiechnął się lekko i złapał mnie za rękę. Zaprowadził na tyły domu, gdzie był basen i miejsce do grillowania. Teraz wyglądało to inaczej. Wszędzie poustawiane były wazoniki z kwiatami, oraz paliły się malutkie świeczuszki. Naprawdę nie wiedziałam o co chodzi. On zaprosił mnie do stolika, przy którym zjedliśmy (przygotowaną przez prawdopodobnie kogoś innego) kolację. Adam widział, że jestem zmieszana, ale dopiero na koniec zamierzał powiedzieć mi, o co chodzi.

    Stałam jak kamień, nie wiedząc co powiedzieć, nie mogąc wykrztusić ani słowa. W marzeniach wyglądało to inaczej, ale to nie nim się zawiodłam. Tylko ja nie rzuciłam się, mówiąc "Tak!" i "Kocham Cię!". Zaczęłam być wściekła na siebie, starałam się też odpowiedzieć. I wreszcie się udało. "Tak" wyszeptałam ze łzami w oczach. Jesteśmy parą.

    Kolejne tygodnie mijały. Z Adamem było w porządku, wręcz cudownie. Tamtej nocy nigdy nie zapomnę. I z drugiej strony pojawiła się możliwość przeprowadzki. O ile on chciałby ze mną zamieszkać. Sheila codziennie mówiła, że zapłacą mi za moją połówkę domu, więc jest zdziwiona, że jeszcze się nie przeprowadziłam. Byłam zbyt zajęta szkołą, żeby o tym myśleć.

    No i moje kujoństwo zaczęło przynosić nieszczęścia. Złe samopoczucie, zmęczenie. W nocy nie mogłam spać. Starałam się z tym walczyć, więcej snu, mniej czasu na naukę, ale mniej przerw w nauce, żeby nie tracić czasu. W końcu przestałam się tym przejmować.

    Od Adama się odcięłam. Byliśmy parą, ale mnie to przerosło. Pewnego dnia do mnie przyszedł z kwiatami.
    - Dwa tygodnie to duża przerwa miedzy randkami. - powiedział jak zwykle uśmiechnięty.
    - Jestem w ciąży, Adam.

    Jego uśmiech natychmiast spłynął z twarzy, widziałam, że nie wie, czy uciekać, czy być odpowiedzialnym za swoje. W końcu wszedł do domu, ciągle milcząc. W końcu zapytał "Czy jesteś pewna, że to moje dziecko?". Zapewniłam, że tak i rozmowa się skończyła. Nie mieliśmy o czym rozmawiać, nie byliśmy na to w żadnym stopniu gotowi. W końcu zaczęliśmy rozmowę o tym, co dalej. Nie znaliśmy się wystarczająco dobrze, żeby od razu brać ślub, ale nie chciałam zostawać z tym sama. Zadecydowaliśmy, że spróbujemy.

    Cel osiągnięty - zamieszkałam u niego. Ale zbyt wielkim kosztem. Nie chciałam dziecka, nie planowałam go przynajmniej w ciągu kilku najbliższych lat, nie sądziłam też, że będę je mieć z Adamem. Oddaliliśmy się od siebie, ja studia, on praca, coraz częściej wracał do domu po północy, naprawdę ciężko było nam wytrzymać w swoim towarzystwie. Ale za późno - jestem w ciąży, będziemy rodzicami, więc musimy sobie radzić dla dobra maleństwa.

    // Mandy spodziewa się dziecka! I tu mamy problem. Jak je nazwać, jak to będzie dziewczynka, a jak chłopiec? Odpowiedzi proszę pod postem, bardzo pomożecie tym Mandy i Adamowi. :3 //
  • KLAUDIA16KLAUDIA16 Posty: 909
    edytowano sierpnia 2012
    Mandy powróciła! :) Ja myślę, że jeśli będzie to chłopiec, to żeby nazywał się Emil, a jak będzie to dziewczynka, to żeby była Luiza :) I czekam na ciąg dalszy.
  • Nacia666Nacia666 Posty: 632
    edytowano marca 2013
    // I znów zapomniałam o simsach. Ale oczywiście tez jak zwykle sobie przypomnialam, bo o tych, którzy to czytali, chociaż była to tylko mała garstka - nie mogłam zapomnieć. : ) Będę kontynuować powolutku historie Mandy, mam nadzieje, ze ktoś się zainteresuje. Teraz bez screenow, może dodam pózniej, przepraszam tez, jak zabraknie czasem polskich liter, albo pojawia się dziwne słowa - autokorekta. (***** z telefonu) Enjoy! ~Nadine aka Mae, Nacia. //

    Starałam się być silna, brzuszek powoli rósł, a Adam w zastraszajacym tempie znikal z mojego życia. Bałam się zostać z tym sama, nie wiedziałam czy sobie poradzę. Ludzie mi mówili, ze widza go jak spotyka się z innymi, po nocach imprezuje. Przecież wiedziałam, ze po urodzeniu dziecka to się nie zmieni, nie stanie się cud, Adam nigdy nie będzie dobrym ojcem. Nie mogłam zwlekać, żeby tego pózniej nie żałować, postanowiłam coś zrobić. A gdybym się co do niego mylila, to mogło zadziałać rownież jak test. Kiedy Adama nie było spakowalam się i wyprowadzilam tymczasowo do koleżanki ze studiów, ze sprzedaży swojej połowy domu odziedziczonego po tacie mogłam kupić sobie nawet mały domek na obrzeżach miasta, więc niebawem zaczęłam poszukiwania. Wracając do Adama - byłam tylko ciekawa, czy się zainteresuje, będzie mnie prosił o powrót. Nic z tych rzeczy. Trzy dni po wyprowadzce dostałam od niego SMS "miedzy nami wszystko skończone".

    Tak bardzo byłam zajęta tym wszystkim, ze nawet nie powiadomilam mamy, ze jestem w ciąży, a chyba powinnam to zrobić. Wiedziałam, ze źle zareaguje na to, bo nie jestem z ojcem dziecka, nie mam stałej pracy. Gdyby tato żył.. on zawsze by mi pomógł, byłby cudownym dziadkiem. Ale teraz musiałam zadzwonić do mamy. To było trudne, ręce mi drzaly, ledwo udało mi się wybrać numer. Odebrała mama. Ku mojemu zdziwienie usłyszałam radość w jej głosie, a ona powiedziała, ze bardzo za mną tęskni, ale było jej wstyd do mnie dzwonić za to, jak mnie ostatnio traktowała, kiedy nie zaproponowała mi pomocy po śmierci taty. Rozmawialysmy pare godzin, a ja ciagle nie odwazylam się powiedzieć jej o ciąży. Ale wreszcie mi się udało. Nastała chwila ciszy. Bałam się, ze znowu nie będzie chciała mnie znać lub się rozlaczy, urwie kontakt. Sekundy które trwały wieczność. Usłyszałam jej szloch, poczułam ze jest zawiedziona. Jednak się mylilam. Powiedziała, ze to cudowne, tak się cieszy, ze będzie babcia.. a po chwili ochlonela i zaczęła wypytywac o ojca dziecka. Kiedy opowiedzialam jej jaka jest sytuacja, zmartwila się. Ale zaproponowała swoją pomoc. Powiedziała, ze w Bridgeport i tak nie ma co robić, jeśli bym chciała, to może do mnie przyjechać, pomoc mi, oczywiście przyjechalaby z moim młodszym bratem. Po prostu nie wiedziałam co powiedzieć. Byłam bardzo szczęśliwa, już nie bałam się, ze sobie nie poradzę, bo nie byłam sama.

    Jak zwykle dużo czasu spedzalam przy komputerze, poznawalam trochę nowych ludzi. Potrzebowałam przyjaciela, chłopaka nie chciałam. Bardzo dobrze rozmawiało mi się z Michaelem, był starszy 9 lat, ja byłam w ciąży, więc byłam pewna, ze miedzy nami do niczego nie dojdzie, a miałam w nim naprawdę wspaniałego przyjaciela. Mieszkał daleko, pracował, ja studiowałam i nie było okazji się spotkać. Ale wiedziałam, ze chcę. Porozmawiać, wyzalic się. Myślałam, ze już nikomu nie zaufam, ale czułam, ze się nie zawiodę. Po prostu nic nie planować, to tylko przyjaźń.

    // Jakieś długie chyba wyszło, bardzo bym się ucieszyła, gdybyscie ocenili jak poszło, a może ktoś bardziej doświadczony powie co zmienić? : ) Pare lat nie pisałam, wyszłam z wprawy, ale 'staram się, staram'! //
Aby napisać komentarz, musisz się zalogować lub zarejestrować.
Return to top