Opuściłem przerażającą piwnice i z powrotem znalazłem się w holu. Layla stała tam, a zauważając mnie zaczęła podążać w moją stronę mówiąc.
-Gdzie ty byłeś ? Nie możesz sam chodzić po hotelu.
-Nie zbliżaj się do mnie ! krzyknąłem stojąc w miejscu.
Dziewczyna jednak nie przejęła się tym i wciąż kierowała się do mnie.
-Nie zbliżaj się do mnie ! ponownie krzyknąłem wyciągając zza siebie ciężką, metalową rurę.
Po chwili przystanęła i sucho zapytała.
-Co ty robisz ?
-Uważ.a.s.z mnie za idiotę ?! Myślałaś, że się dowiem ?! Jak długo chciałaś to jeszcze przede mną ukrywać ?! Krzyczałem wskazując na wiszący na ścianie stary obraz.
Dziewczyna spojrzała na niego i cicho oświadczyła.
-A więc… już wiesz.
-Tylko tyle masz mi do powiedzenia. Po co mnie tu naprawdę sprowadziłaś ?! Bo chyba nie po to żeby mi pomóc ! krzyczałem jak opętany nie potrafiąc opanować emocji.
Dziewczyna zmieszała się, a łzy ciekły jej strumieniem po policzkach. Później otarła oczy i spojrzała na mnie wypowiadając.
-Widziałam, że się dowiesz. Ale nie mogłam ci tego wcześniej powiedzieć. Domyślałam się twojej reakcji. Sam powiedz… zaufałbyś mi gdybyś wiedział, że masz do czynienia z siostrą dziewczyny, która chce cię zabić ?
Nie odpowiedziałem. W tamtym momencie nie chciałem mieć z nią nic wspólnego. Mimo to jednak wiedziałem, że tak naprawdę oprócz niej nie mam nikogo kto mógłby mi pomóc.
-Pozwól mi wytłumaczyć. Wybełkotała Layla. Lecz ja nie chciałem słuchać. Nie chciałem rozmawiać. Nie chciałem wiedzieć. Upuściłem na posadzkę metal trzymający w rękach i powoli kierowałem się w stronę wyjścia. Nagle drzwi roztrzaskały się. Upadłem na ziemię. Wirujący dookoła kurz nie pozwalał na zobaczenie czegokolwiek. ‘’Co się stało ? Co to było’’. Myślałem. Po dosłownie sekundzie ukazała się rozwścieczona postać. Postać Erica Mayson’a. Nie mając szans na ucieczkę, leżałem i wpatrywałem się w opętane gniewem oczy chłopaka. Nie były inne. Były takie jakie ujrzałem po raz pierwszy. Idealnie zielone, a jednak znacznie różniące.
-Czas skończyć to co nie powinno się wydarzyć. Doniósł Eric wyraźnie zmienionym głosem.
Później czułem tylko ból, ponieważ chłopak z niewiarygodną siłą odrzucił mnie, że znalazłem się przy starej szafce w recepcji. Kręciło mi się w głowie, miałem wrażenie, że zaraz zemdleje. Każdy ruch przy stwarzał ogromne cierpienie. Powolnym ruchem wychyliłem lekko głowę zza lady. Otwór, w którym znajdowały się drzwi został zasypany z drugiej strony cegłami i blachami, które opadły z wyższych pięter hotelu. Layla i Eric staczali walkę pomiędzy sobą. Dokładnie było widać, że dziewczyna mimo wszystko nie dawała sobie rady z nieposkromionym chłopakiem. Musiałem jej pomóc tylko jak ?’’ Co mogę zrobić ? Nie mam siły żeby z nim walczyć’’. Myślałem próbując wstać. Chwiejnym krokiem usiłowałem podejść bliżej. Kiedy znajdowałem się w dość bezpiecznej dla mnie pozycji chwyciłem leżący niedaleko pręt i szybkim ruchem przeciąłem sobie rękę. Krew spływała powoli, a ból stawał się coraz mocniejszy. Ledwo stałem, ale miałem nadzieję, że to zadziała. Nagle ujrzałem, że siła chłopaka zaczęła słabnąć. Ruchy stawały się coraz bardziej statyczne. Wkrótce kompletnie uległ bezwładności. Layla bezzwłocznie ruszyła i podjęła mnie pod ramię. Przechodząc przez najbliższe drzwi wyszeptała.
-Nie mamy dużo czasu.
*******
Weszliśmy do drzwi prowadzących do mrocznej piwnicy. Zeszliśmy na dół. Opadły usiadłem opierając się o ścianę. Layla rozglądała się patrząc na wszystko z obrzydzeniem. Wycieńczony wybełkotałem.
-Byłem tutaj…byłem już tu.
Dziewczyna rozdarła kawałek pościeli i zawinęła mi rękę, aby zatamować krew.
-Spokojnie. Nie ruszaj się stąd ja w tym czasie zobaczę jak możemy się stąd wydostać, okay ?
-Dobrze. Stęknąłem resztkami sił.
Layla chodziła po pokoju i dokładnie przeszukiwała go. Zmartwiona tym, że nie może niczego znaleźć szybkim tempem chodziła od kąta do kąta. Ja przyglądałem się każdej pozie dziewczyny po czym moje ciężkie powieki bezwładnie opadły.
-Alex ! Alex ! Słyszysz mnie ? Proszę obudź się.
Usłyszałem wołanie Layly zaledwie po chwili. Powoli otworzyłem oczy i zobaczyłem zmartwioną twarz dziewczyny.
-Nie możesz spać. Musimy znaleźć jakieś wyjście.
-Nie. Ja nie mam już siły. Wymamrotałem.
-Musisz. Musisz wytrzymać jeszcze trochę. Stęknęła Layla drżącym głosem.
-Nie dam rady. Aby normalnie funkcjonować potrzebuję snu. Nie jestem taki jak ty. Wybełkotałem ostatkami sił. Dziewczyna spojrzała na mnie szklanymi oczami i nie potrafiła wypowiedzieć żadnego słowa. Chwyciłem ją za rękę i wyszeptałem.
-Przepraszam. Wiem, że chciałaś dla mnie jak najlepiej. Dziękuję ci.
Layla bezradnie uścisnęła moją dłoń, a łzy pociekły jej strumieniem po policzkach. Wiedziałem, że nie powinienem zasnąć, ale marzyłem tylko o chwili ukojenia dla mnie i obolałego ciała.
-Może dowiem się w jaki sposób możemy ją powstrzymać. Wyksztusiłem.
-Nie – powiedziała przez łzy dziewczyna – nie wiesz jeszcze wszystkiego.
-Powiedz mi. Opowiedz mi to teraz. Zadeklarowałem obojętnym tonem.
-Jak już wiesz zostałam podrzucona pod drzwi tyle, że razem z moją siostrą…bliźniaczką. Ona nie była taka jak ja. Mogło się to stać tylko w jeden sposób. Któreś z naszych biologicznych rodziców musiało być człowiekiem. W naszym świecie jest to nie dopuszczalne. Za związanie się z osobnikiem ludzkim zostajemy wygnani z naszego świata, a czasami nawet dostajemy karę śmierci. Tak przynajmniej mówił Thomas. Siostra miała na imię Dolores. Zawsze była dumą rodziny. Nigdy nie sprawiała żadnych trudności. Wszystko zmieniło się od czasu kiedy odcięto mnie od świata zewnętrznego. Jako nastolatka wykorzystywałam ją przeciwko ojcu. Nienawidziłam go za to że nie miałam przez niego życia. Że przez cały czas byłam zamknięta w czterech ścianach dwadzieścia cztery godziny na dobę.
Łączyła nas inna więź. Poprzez swoje oczy mogłam sterować jej umysłem. Podejmować za nią decyzje i wykonywać sprzeczne z nią kroki. Jednego dnia wymknęłam się razem z nią na werandę przed domem. Ojciec złapał nas na tym i z całych sił szarpnął mnie tak że wylądowałam na podłodze w korytarzu. Później chwycił mnie i zaczął zaciągać do pokoju na górze. Wtedy wykorzystałam moment i sprawiłam, aby siostra pomogła mi wydostać się z jego rąk. Spojrzałam jej w oczy, zmieniłam myśli i dokonałam przez nią kroki. Nie wiem co się w tamtym momencie stało, ale coś musiało pójść nie tak. Kazałam jej tylko odciągnąć ojca ode mnie, lecz Dolores pobiegła do kuchni, a następnie wybiegła z niej z wielkim nożem. Celowała w ojca, lecz on odepchnął ją. Dziewczyna spadała ze schodów przy okazji wbijając sobie nóż prosto w serce. Leżała tam i umierała, a on…on nawet się tym nie przejął. Zamknął mnie w pokoju, a ją musiał gdzieś wywlec. Ja naprawdę nie chciałam, aby tak to się skończyło. Chciałam tylko mieć normalne życie, które nie było mi dane. Kiedy już wszystko wyszło na jaw, zaczęła się seria dziwnych przypadków. Musisz wiedzieć, że jej nie chodzi o ciebie, ani o żadną inną osobę, która kiedykolwiek była w tym hotelu. Ona chcę mnie. Lecz d.o.p.óki mnie nie dostanie morderstwa będą ciągnąć się w nieskończoność.
-W takim razie znajdujemy się w sytuacji bez wyjścia? Zapytałem znużony.
-Nie pokonam jej nie śniąc. Musi być jakieś inne rozwiązanie. Odpowiedziała Layla przygnębiającym głosem.
-Może i jest, ale ja naprawdę już dłużej nie wytrzymam. Muszę odpocząć. Chociaż chwilę.
-Wiesz, że możesz się już nie obudzić ? Zapytała dziewczyna drżącym głosem.
-Spokojnie. Nic mi nie będzie. Przecież jestem tu z tobą. Odpowiedziałem wysilając się na uśmiech.
Oparłem głowę o poręcz łóżka. Layla przysiadła obok mnie, chwyciła mnie za rękę i mocno ją ucisnęła. Przymknąłem oczy . Usłyszałem jeszcze jej szept.
-Musisz wrócić. Proszę.
Następnie wykończony zasnąłem.
Wiem, że dawno mnie już tutaj nie było dlatego też postanowiłam dać małą zapowiedź następnego rozdziału. Wstawię go w piątek lub sobotę ponieważ jeszcze nie jest skończony. Mam nadzieję, że się spodoba
Zapowiedź:
,,Podniosłem głowę. Wszystko było takie jak przedtem. Mroczny las z niewielką ławką i ja siedzący tuż obok z talizmanem w ręce. Wtedy zdałem sobie sprawę, że nie do końca śnie. Jedna część mnie moje ciało zostało w hotelu z Laylą. Natomiast mój umysł był daleko poza ciałem. ''
Przepraszam wiem, że obiecałam Wam nowy rozdział lecz nie udało mi się go w całości dokończyć. W związku z moim wyjazdem odkładam ten rozdział na czas nieokreślony. Obiecuję jednak, że go skończę i na pewno w późniejszym czasie wstawię. Jeszcze raz przepraszam i pozdrawiam.
Przepraszam za nudny i banalny rozdział, ale mam kompletny brak weny.
Mam nadzieję, że mi to wybaczycie i przełkniecie ten oto nowy chapter
Proszę Was o wyrozumiałość.
Pozdrawiam
Rozdział 11
W jednej chwili znalazłem się w jakimś tajemniczym miejscu. Całe otoczenie było dla mnie obce. Wszystko wydawało się tak realne, że nie wiedziałem czy to sen czy rzeczywistość. Stałem sam w ciemny mrocznym lesie. Wokół nie było żywej duszy. Od czasu do czasu słychać było jakieś pomruki i odgłosy. Drzewa gwałtownie szeleściły wydając charakterystyczny ogłuszający dźwięk. Przede mną znajdowała się ścieżka. Postanowiłem iść nią i zobaczyć dokąd prowadzi. Pomimo strachu jaki odczuwałem szedłem dalej próbując nie zwracać uwagi na przerażający krajobraz. Po krótkiej chwili ujrzałem starą drewnianą ławkę na samym środku drogi. Przyspieszyłem krok, gdy nagle wezbrał się gwiżdżący wicher. Z zaułków i krzaków wyjawiały się błyszczące krwistoczerwone oczy jakichś diabelskich istot. Z każdym krokiem czułem ich wzrok na swoim ciele. Pogrążony w strachu i pełen nadziei dotarłem do niewielkiej ławki. Podszedłem do niej i zobaczyłem leżący na niej medalion. Wyglądał tak samo jak wisior Layly. Podniosłem go. Wtedy zjawy wyszły z ukrycia i zaczęły krążyć wokół wszystkiego wydając przy tym raniące piski i krzyki. Oszołomiony potknąłem się i wylądowałem tuż przy ławce. Położyłem na niej ręce i oparłem głowę, aby nie widzieć tego wszystkiego. Tak bardzo chciałem, aby to ustało. Nagle w jednej chwili odgłosy ustały. Podniosłem głowę. Wszystko było takie jak przedtem. Mroczny las z niewielką ławką i ja siedzący tuż obok z talizmanem w ręce. Wtedy zdałem sobie sprawę, że nie do końca śnie. Jedna część mnie moje ciało zostało w hotelu z Laylą. Natomiast mój umysł był daleko poza ciałem. Tak jakby moja dusza na czas regeneracji o.p.u.s.z.c.z.a.ł.a ciało, a później s.z.u.k.a.ł.a drogi do niego. To wszystko co wydawało się być dla mnie snem okazało się zupełnie inną i nieznaną rzeczywistością, którą sam kreowałem. Zrozumiałem, że jeśli nic z tym nie zrobię mogę na zawsze uwięzić się w tym miejscu. Że moja dusza może nie odnaleźć prawidłowej drogi. I że już zawsze będę znajdować się w pół śnie. Trzymając dalej wisior wytężyłem umysł i próbowałem dowiedzieć się co mogę w tej sytuacji zrobić. ‘’Czy w ogóle mogę coś zrobić ? Czy da się przed tym uciec ? ‘’ Moje rozmyślanie nie przynosiło żadnych rezultatów. Wstałem i udałem się w głąb przerażającego lasu mając resztki nadziei, że dowiem się czegokolwiek. Wiatr nie ustawał, niebo mieniło się ciemnymi paletami kolorów. Od granatowego po różne odcienie czerwieni. Nie widziałem już żadnych dziwnych i nieznanych istot. Po jakimś czasie mojej przechadzki na mojej drodze ukazała się przestarzała z metalowymi dodatkami studnia. Bez dłuższych czynności podszedłem bliżej. Studnia wypełniona była wodą po brzegi. Włożyłem do niej ręce, aby je obmyć. Lecz wyciągając je z powrotem moje dłonie były tak samo suche jak przedtem. Ponownie zanurzyłem jedną rękę. Po drugiej stronie czułem tylko lekki chłód. Zero wody. Wyciągnąłem dłoń, a w wodzie, której tak naprawdę nie było formował się jakiś obraz. Stopniowo powstawały barwy i kształty. Po krótkiej chwili moim oczom ukazało się pomieszczenie w hotelu. To samo, w którym ukryliśmy się z Laylą. Nagle stało się coś niesamowitego. Woda zaczęła wirować, a następnie pokazała Layle siedzącą obok mnie. Widziałem każdy jej ruch, gest oraz siebie śniącego. Nie wierząc w to co widzę zacząłem krzyczeć z całych sił.
-Layla! Layla słyszysz mnie ?! Ja wszystko widzę ! Odezwij się proszę !...proszę…
Z bezsilności opadłem na kolana. Wiedziałem, że ona mnie nie słyszy. Wiedziałem też że tu nie może mnie chronić, a to co widziałem nie jest do końca prawdziwe. Spojrzałem jeszcze raz do studni, lecz zamiast jakiegoś obrazu ujrzałem swoje własne odbicie. Odbicie wykończonego chłopaka z potarganymi brązowymi włosami, zmęczonymi ciemno brązowymi oczami o suchej nie tak opalonej skórze jak kiedyś. Wyglądałem jak wrak człowieka. Nie wiedziałem, że jest aż tak źle. Ale czasu było coraz mniej. Stałem w miejscu gdy nagle z oddali słychać było szepty. Podążałem w tym kierunku z którego dochodziły. Im byłem bliżej, tym szepty były coraz mniej zrozumiałe. Przystanąłem i zacząłem się im przysłuchiwać. O moje uszy obijały się tylko jakieś niezrozumiałe pomruki, dlatego postanowiłem podejść jeszcze bliżej. W jednej chwili zrobiło się zimno i wietrznie. Drzewa szeleściły, a niebo zasłoniło się granatowymi chmurami. Stojąc w bezruchu usłyszałem tylko dwa słowa:
‘’Koszmar Trwa’’. Dziwne sapanie dochodzące z tyłu budziło we mnie coraz większy lęk. Ręce mi się trzęsły i ledwo co stałem na nogach. Mimo to odwróciłem głowę. Za mną stała ta sama studnia, w której pojawiały się obrazy. ‘’Jak to możliwe przecież przed chwilą jej tu nie było ‘’ myślałem zaniepokojony. Zajrzałem do niej, lecz zamiast własnego odbicia zobaczyłem wstrętną, szyderczo się śmiejącą twarz Dolores. Czułem jak jej krwiste oczy przenikały moją dusze. Wypowiedziała tylko jedno zdanie:
-Śmierć jest coraz blizej !
Gwałtownie odskoczyłem od studni, gdyż woda znajdująca się tam prysnęła mi prosto w twarz paląc ją jak letnie słońce. Szybkim ruchem otarłem buzię i rzuciłem się do ucieczki. Biegłem tak szybko jak mogłem. Na tyle ile starczyło mi sił. Nieznane szepty powróciły i narastały z każdą chwilą. Od czasu do czasu odwracałem się, aby zobaczyć czy coś mnie nie goni. Słyszałem szum wody. ‘’Gdzieś blisko musi być pewnie jakaś rzeka albo strumień’’ myślałem uciekając dalej. Nagle teren z leśnego podłoża zmienił się w pustynny step. Suchy, czerwony piasek z odrobiną suchej trawy żarzył się od upału.
Kolor nieba także zmienił barwę na czerwony. Biegnąc dalej odwróciłem się jeszcze raz, aby zlokalizować miejsce dziwnego sapania. Lecz zamiast tego zobaczyłem okrwawiona i poparzoną postać Dolores. Przyspieszyłem jeszcze bardziej bieg. Nie zauważając skał rozwalonych przede mną potknąłem się i uderzyłem głową o ziemię. Ogromny ból i ciemność to jedyne rzeczy, które zapamiętałem. Prawdopodobnie straciłem przytomność.
Komentarz
xD
Opuściłem przerażającą piwnice i z powrotem znalazłem się w holu. Layla stała tam, a zauważając mnie zaczęła podążać w moją stronę mówiąc.
-Gdzie ty byłeś ? Nie możesz sam chodzić po hotelu.
-Nie zbliżaj się do mnie ! krzyknąłem stojąc w miejscu.
Dziewczyna jednak nie przejęła się tym i wciąż kierowała się do mnie.
-Nie zbliżaj się do mnie ! ponownie krzyknąłem wyciągając zza siebie ciężką, metalową rurę.
Po chwili przystanęła i sucho zapytała.
-Co ty robisz ?
-Uważ.a.s.z mnie za idiotę ?! Myślałaś, że się dowiem ?! Jak długo chciałaś to jeszcze przede mną ukrywać ?! Krzyczałem wskazując na wiszący na ścianie stary obraz.
Dziewczyna spojrzała na niego i cicho oświadczyła.
-A więc… już wiesz.
-Tylko tyle masz mi do powiedzenia. Po co mnie tu naprawdę sprowadziłaś ?! Bo chyba nie po to żeby mi pomóc ! krzyczałem jak opętany nie potrafiąc opanować emocji.
Dziewczyna zmieszała się, a łzy ciekły jej strumieniem po policzkach. Później otarła oczy i spojrzała na mnie wypowiadając.
-Widziałam, że się dowiesz. Ale nie mogłam ci tego wcześniej powiedzieć. Domyślałam się twojej reakcji. Sam powiedz… zaufałbyś mi gdybyś wiedział, że masz do czynienia z siostrą dziewczyny, która chce cię zabić ?
Nie odpowiedziałem. W tamtym momencie nie chciałem mieć z nią nic wspólnego. Mimo to jednak wiedziałem, że tak naprawdę oprócz niej nie mam nikogo kto mógłby mi pomóc.
-Pozwól mi wytłumaczyć. Wybełkotała Layla. Lecz ja nie chciałem słuchać. Nie chciałem rozmawiać. Nie chciałem wiedzieć. Upuściłem na posadzkę metal trzymający w rękach i powoli kierowałem się w stronę wyjścia. Nagle drzwi roztrzaskały się. Upadłem na ziemię. Wirujący dookoła kurz nie pozwalał na zobaczenie czegokolwiek. ‘’Co się stało ? Co to było’’. Myślałem. Po dosłownie sekundzie ukazała się rozwścieczona postać. Postać Erica Mayson’a. Nie mając szans na ucieczkę, leżałem i wpatrywałem się w opętane gniewem oczy chłopaka. Nie były inne. Były takie jakie ujrzałem po raz pierwszy. Idealnie zielone, a jednak znacznie różniące.
-Czas skończyć to co nie powinno się wydarzyć. Doniósł Eric wyraźnie zmienionym głosem.
Później czułem tylko ból, ponieważ chłopak z niewiarygodną siłą odrzucił mnie, że znalazłem się przy starej szafce w recepcji. Kręciło mi się w głowie, miałem wrażenie, że zaraz zemdleje. Każdy ruch przy stwarzał ogromne cierpienie. Powolnym ruchem wychyliłem lekko głowę zza lady. Otwór, w którym znajdowały się drzwi został zasypany z drugiej strony cegłami i blachami, które opadły z wyższych pięter hotelu. Layla i Eric staczali walkę pomiędzy sobą. Dokładnie było widać, że dziewczyna mimo wszystko nie dawała sobie rady z nieposkromionym chłopakiem. Musiałem jej pomóc tylko jak ?’’ Co mogę zrobić ? Nie mam siły żeby z nim walczyć’’. Myślałem próbując wstać. Chwiejnym krokiem usiłowałem podejść bliżej. Kiedy znajdowałem się w dość bezpiecznej dla mnie pozycji chwyciłem leżący niedaleko pręt i szybkim ruchem przeciąłem sobie rękę. Krew spływała powoli, a ból stawał się coraz mocniejszy. Ledwo stałem, ale miałem nadzieję, że to zadziała. Nagle ujrzałem, że siła chłopaka zaczęła słabnąć. Ruchy stawały się coraz bardziej statyczne. Wkrótce kompletnie uległ bezwładności. Layla bezzwłocznie ruszyła i podjęła mnie pod ramię. Przechodząc przez najbliższe drzwi wyszeptała.
-Nie mamy dużo czasu.
*******
Weszliśmy do drzwi prowadzących do mrocznej piwnicy. Zeszliśmy na dół. Opadły usiadłem opierając się o ścianę. Layla rozglądała się patrząc na wszystko z obrzydzeniem. Wycieńczony wybełkotałem.
-Byłem tutaj…byłem już tu.
Dziewczyna rozdarła kawałek pościeli i zawinęła mi rękę, aby zatamować krew.
-Spokojnie. Nie ruszaj się stąd ja w tym czasie zobaczę jak możemy się stąd wydostać, okay ?
-Dobrze. Stęknąłem resztkami sił.
Layla chodziła po pokoju i dokładnie przeszukiwała go. Zmartwiona tym, że nie może niczego znaleźć szybkim tempem chodziła od kąta do kąta. Ja przyglądałem się każdej pozie dziewczyny po czym moje ciężkie powieki bezwładnie opadły.
-Alex ! Alex ! Słyszysz mnie ? Proszę obudź się.
Usłyszałem wołanie Layly zaledwie po chwili. Powoli otworzyłem oczy i zobaczyłem zmartwioną twarz dziewczyny.
-Nie możesz spać. Musimy znaleźć jakieś wyjście.
-Nie. Ja nie mam już siły. Wymamrotałem.
-Musisz. Musisz wytrzymać jeszcze trochę. Stęknęła Layla drżącym głosem.
-Nie dam rady. Aby normalnie funkcjonować potrzebuję snu. Nie jestem taki jak ty. Wybełkotałem ostatkami sił. Dziewczyna spojrzała na mnie szklanymi oczami i nie potrafiła wypowiedzieć żadnego słowa. Chwyciłem ją za rękę i wyszeptałem.
-Przepraszam. Wiem, że chciałaś dla mnie jak najlepiej. Dziękuję ci.
Layla bezradnie uścisnęła moją dłoń, a łzy pociekły jej strumieniem po policzkach. Wiedziałem, że nie powinienem zasnąć, ale marzyłem tylko o chwili ukojenia dla mnie i obolałego ciała.
-Może dowiem się w jaki sposób możemy ją powstrzymać. Wyksztusiłem.
-Nie – powiedziała przez łzy dziewczyna – nie wiesz jeszcze wszystkiego.
-Powiedz mi. Opowiedz mi to teraz. Zadeklarowałem obojętnym tonem.
-Jak już wiesz zostałam podrzucona pod drzwi tyle, że razem z moją siostrą…bliźniaczką. Ona nie była taka jak ja. Mogło się to stać tylko w jeden sposób. Któreś z naszych biologicznych rodziców musiało być człowiekiem. W naszym świecie jest to nie dopuszczalne. Za związanie się z osobnikiem ludzkim zostajemy wygnani z naszego świata, a czasami nawet dostajemy karę śmierci. Tak przynajmniej mówił Thomas. Siostra miała na imię Dolores. Zawsze była dumą rodziny. Nigdy nie sprawiała żadnych trudności. Wszystko zmieniło się od czasu kiedy odcięto mnie od świata zewnętrznego. Jako nastolatka wykorzystywałam ją przeciwko ojcu. Nienawidziłam go za to że nie miałam przez niego życia. Że przez cały czas byłam zamknięta w czterech ścianach dwadzieścia cztery godziny na dobę.
Łączyła nas inna więź. Poprzez swoje oczy mogłam sterować jej umysłem. Podejmować za nią decyzje i wykonywać sprzeczne z nią kroki. Jednego dnia wymknęłam się razem z nią na werandę przed domem. Ojciec złapał nas na tym i z całych sił szarpnął mnie tak że wylądowałam na podłodze w korytarzu. Później chwycił mnie i zaczął zaciągać do pokoju na górze. Wtedy wykorzystałam moment i sprawiłam, aby siostra pomogła mi wydostać się z jego rąk. Spojrzałam jej w oczy, zmieniłam myśli i dokonałam przez nią kroki. Nie wiem co się w tamtym momencie stało, ale coś musiało pójść nie tak. Kazałam jej tylko odciągnąć ojca ode mnie, lecz Dolores pobiegła do kuchni, a następnie wybiegła z niej z wielkim nożem. Celowała w ojca, lecz on odepchnął ją. Dziewczyna spadała ze schodów przy okazji wbijając sobie nóż prosto w serce. Leżała tam i umierała, a on…on nawet się tym nie przejął. Zamknął mnie w pokoju, a ją musiał gdzieś wywlec. Ja naprawdę nie chciałam, aby tak to się skończyło. Chciałam tylko mieć normalne życie, które nie było mi dane. Kiedy już wszystko wyszło na jaw, zaczęła się seria dziwnych przypadków. Musisz wiedzieć, że jej nie chodzi o ciebie, ani o żadną inną osobę, która kiedykolwiek była w tym hotelu. Ona chcę mnie. Lecz d.o.p.óki mnie nie dostanie morderstwa będą ciągnąć się w nieskończoność.
-W takim razie znajdujemy się w sytuacji bez wyjścia? Zapytałem znużony.
-Nie pokonam jej nie śniąc. Musi być jakieś inne rozwiązanie. Odpowiedziała Layla przygnębiającym głosem.
-Może i jest, ale ja naprawdę już dłużej nie wytrzymam. Muszę odpocząć. Chociaż chwilę.
-Wiesz, że możesz się już nie obudzić ? Zapytała dziewczyna drżącym głosem.
-Spokojnie. Nic mi nie będzie. Przecież jestem tu z tobą. Odpowiedziałem wysilając się na uśmiech.
Oparłem głowę o poręcz łóżka. Layla przysiadła obok mnie, chwyciła mnie za rękę i mocno ją ucisnęła. Przymknąłem oczy . Usłyszałem jeszcze jej szept.
-Musisz wrócić. Proszę.
Następnie wykończony zasnąłem.
Zapowiedź:
,,Podniosłem głowę. Wszystko było takie jak przedtem. Mroczny las z niewielką ławką i ja siedzący tuż obok z talizmanem w ręce. Wtedy zdałem sobie sprawę, że nie do końca śnie. Jedna część mnie moje ciało zostało w hotelu z Laylą. Natomiast mój umysł był daleko poza ciałem. ''
Przepraszam wiem, że obiecałam Wam nowy rozdział lecz nie udało mi się go w całości dokończyć. W związku z moim wyjazdem odkładam ten rozdział na czas nieokreślony. Obiecuję jednak, że go skończę i na pewno w późniejszym czasie wstawię. Jeszcze raz przepraszam i pozdrawiam.
Czekam na następny rozdział!
Mam nadzieję, że mi to wybaczycie i przełkniecie ten oto nowy chapter
Proszę Was o wyrozumiałość.
Pozdrawiam
Rozdział 11
W jednej chwili znalazłem się w jakimś tajemniczym miejscu. Całe otoczenie było dla mnie obce. Wszystko wydawało się tak realne, że nie wiedziałem czy to sen czy rzeczywistość. Stałem sam w ciemny mrocznym lesie. Wokół nie było żywej duszy. Od czasu do czasu słychać było jakieś pomruki i odgłosy. Drzewa gwałtownie szeleściły wydając charakterystyczny ogłuszający dźwięk. Przede mną znajdowała się ścieżka. Postanowiłem iść nią i zobaczyć dokąd prowadzi. Pomimo strachu jaki odczuwałem szedłem dalej próbując nie zwracać uwagi na przerażający krajobraz. Po krótkiej chwili ujrzałem starą drewnianą ławkę na samym środku drogi. Przyspieszyłem krok, gdy nagle wezbrał się gwiżdżący wicher. Z zaułków i krzaków wyjawiały się błyszczące krwistoczerwone oczy jakichś diabelskich istot. Z każdym krokiem czułem ich wzrok na swoim ciele. Pogrążony w strachu i pełen nadziei dotarłem do niewielkiej ławki. Podszedłem do niej i zobaczyłem leżący na niej medalion. Wyglądał tak samo jak wisior Layly. Podniosłem go. Wtedy zjawy wyszły z ukrycia i zaczęły krążyć wokół wszystkiego wydając przy tym raniące piski i krzyki. Oszołomiony potknąłem się i wylądowałem tuż przy ławce. Położyłem na niej ręce i oparłem głowę, aby nie widzieć tego wszystkiego. Tak bardzo chciałem, aby to ustało. Nagle w jednej chwili odgłosy ustały. Podniosłem głowę. Wszystko było takie jak przedtem. Mroczny las z niewielką ławką i ja siedzący tuż obok z talizmanem w ręce. Wtedy zdałem sobie sprawę, że nie do końca śnie. Jedna część mnie moje ciało zostało w hotelu z Laylą. Natomiast mój umysł był daleko poza ciałem. Tak jakby moja dusza na czas regeneracji o.p.u.s.z.c.z.a.ł.a ciało, a później s.z.u.k.a.ł.a drogi do niego. To wszystko co wydawało się być dla mnie snem okazało się zupełnie inną i nieznaną rzeczywistością, którą sam kreowałem. Zrozumiałem, że jeśli nic z tym nie zrobię mogę na zawsze uwięzić się w tym miejscu. Że moja dusza może nie odnaleźć prawidłowej drogi. I że już zawsze będę znajdować się w pół śnie. Trzymając dalej wisior wytężyłem umysł i próbowałem dowiedzieć się co mogę w tej sytuacji zrobić. ‘’Czy w ogóle mogę coś zrobić ? Czy da się przed tym uciec ? ‘’ Moje rozmyślanie nie przynosiło żadnych rezultatów. Wstałem i udałem się w głąb przerażającego lasu mając resztki nadziei, że dowiem się czegokolwiek. Wiatr nie ustawał, niebo mieniło się ciemnymi paletami kolorów. Od granatowego po różne odcienie czerwieni. Nie widziałem już żadnych dziwnych i nieznanych istot. Po jakimś czasie mojej przechadzki na mojej drodze ukazała się przestarzała z metalowymi dodatkami studnia. Bez dłuższych czynności podszedłem bliżej. Studnia wypełniona była wodą po brzegi. Włożyłem do niej ręce, aby je obmyć. Lecz wyciągając je z powrotem moje dłonie były tak samo suche jak przedtem. Ponownie zanurzyłem jedną rękę. Po drugiej stronie czułem tylko lekki chłód. Zero wody. Wyciągnąłem dłoń, a w wodzie, której tak naprawdę nie było formował się jakiś obraz. Stopniowo powstawały barwy i kształty. Po krótkiej chwili moim oczom ukazało się pomieszczenie w hotelu. To samo, w którym ukryliśmy się z Laylą. Nagle stało się coś niesamowitego. Woda zaczęła wirować, a następnie pokazała Layle siedzącą obok mnie. Widziałem każdy jej ruch, gest oraz siebie śniącego. Nie wierząc w to co widzę zacząłem krzyczeć z całych sił.
-Layla! Layla słyszysz mnie ?! Ja wszystko widzę ! Odezwij się proszę !...proszę…
Z bezsilności opadłem na kolana. Wiedziałem, że ona mnie nie słyszy. Wiedziałem też że tu nie może mnie chronić, a to co widziałem nie jest do końca prawdziwe. Spojrzałem jeszcze raz do studni, lecz zamiast jakiegoś obrazu ujrzałem swoje własne odbicie. Odbicie wykończonego chłopaka z potarganymi brązowymi włosami, zmęczonymi ciemno brązowymi oczami o suchej nie tak opalonej skórze jak kiedyś. Wyglądałem jak wrak człowieka. Nie wiedziałem, że jest aż tak źle. Ale czasu było coraz mniej. Stałem w miejscu gdy nagle z oddali słychać było szepty. Podążałem w tym kierunku z którego dochodziły. Im byłem bliżej, tym szepty były coraz mniej zrozumiałe. Przystanąłem i zacząłem się im przysłuchiwać. O moje uszy obijały się tylko jakieś niezrozumiałe pomruki, dlatego postanowiłem podejść jeszcze bliżej. W jednej chwili zrobiło się zimno i wietrznie. Drzewa szeleściły, a niebo zasłoniło się granatowymi chmurami. Stojąc w bezruchu usłyszałem tylko dwa słowa:
‘’Koszmar Trwa’’. Dziwne sapanie dochodzące z tyłu budziło we mnie coraz większy lęk. Ręce mi się trzęsły i ledwo co stałem na nogach. Mimo to odwróciłem głowę. Za mną stała ta sama studnia, w której pojawiały się obrazy. ‘’Jak to możliwe przecież przed chwilą jej tu nie było ‘’ myślałem zaniepokojony. Zajrzałem do niej, lecz zamiast własnego odbicia zobaczyłem wstrętną, szyderczo się śmiejącą twarz Dolores. Czułem jak jej krwiste oczy przenikały moją dusze. Wypowiedziała tylko jedno zdanie:
-Śmierć jest coraz blizej !
Gwałtownie odskoczyłem od studni, gdyż woda znajdująca się tam prysnęła mi prosto w twarz paląc ją jak letnie słońce. Szybkim ruchem otarłem buzię i rzuciłem się do ucieczki. Biegłem tak szybko jak mogłem. Na tyle ile starczyło mi sił. Nieznane szepty powróciły i narastały z każdą chwilą. Od czasu do czasu odwracałem się, aby zobaczyć czy coś mnie nie goni. Słyszałem szum wody. ‘’Gdzieś blisko musi być pewnie jakaś rzeka albo strumień’’ myślałem uciekając dalej. Nagle teren z leśnego podłoża zmienił się w pustynny step. Suchy, czerwony piasek z odrobiną suchej trawy żarzył się od upału.
Kolor nieba także zmienił barwę na czerwony. Biegnąc dalej odwróciłem się jeszcze raz, aby zlokalizować miejsce dziwnego sapania. Lecz zamiast tego zobaczyłem okrwawiona i poparzoną postać Dolores. Przyspieszyłem jeszcze bardziej bieg. Nie zauważając skał rozwalonych przede mną potknąłem się i uderzyłem głową o ziemię. Ogromny ból i ciemność to jedyne rzeczy, które zapamiętałem. Prawdopodobnie straciłem przytomność.