Witam Wszystkich :-)
Mam dla Was zupełnie nową i ciekawą (tak myślę) historię.

Mam nadzieję, że się spodoba :-D
Był słoneczny dzień. Na niebie nie było żadnych chmur. Promienie słońca
padały prosto do salonu. W Miami zawsze jest taka pogoda.
Właśnie pakowałem ostatnią walizkę. Tak myślę, że spakowałem już wszystko.
Trochę tego było. Będzie brakować mi tego miasta. Ale mam nadzieję, że
ta przeprowadzka wyjdzie mi na dobre.
Wrzuciłem walizki do samochodu i wsiadłem.
-Obyś dojechał. Powiedziałem wkładając kluczyki do stacyjki.
Czekała mnie długa podróż. Jechałem podziwiając przy tym ostatni zachód słońca
w Miami. Mimo wszystko jednak cieszyłem się że wszystko będę mógł zacząć od nowa.
W nowym mieście. W nowym domu. Z nowymi ludźmi. Tak teraz wszystko musiało
być dobrze.
Jechałem już jakieś 3 godziny. Spojrzałem na wskaźnik paliwa.
Oczywiście jak zawsze zapomniałem zatankować. Najbliższa stacja była za 1,5 km.
-Mam nadzieję, że mnie nie zawiedziesz. Pomyślałem dodając gazu aby zdążyć przed czerwonym
światłem.
Po paru minutach znalazłem się już na stacji. Zatankowałem do pełna. Po drodze skoczyłem
jeszcze do pobliskiego marketu po przekąski na drogę. Na szczęście nie było dużego ruchu.
Wziąłem wszystkie potrzebne rzeczy i udałem się do kasy. Kasjerka wydawała się bardzo miła.
Pogawędziłem z nią jeszcze chwilę po czym pożegnałem się z nią i wyszedłem.
-Dobrze, że na świecie są jeszcze mili ludzie. Pomyślałem wsiadając do samochodu.
Torbę z zakupami odłożyłem na przednie siedzenie. Otworzyłem paczkę chipsów i napój
energetyczny. Siedziałem jeszcze chwilę przypatrując się grupce nastolatków którzy
paląc papierosy rzucali od czasu do czasu jakieś bluźnierstwa. Pomyślałem:
-Co za dzieciaki. Ja w ich wieku nie wiedziałem co to papieros. Następnie wytarłem
ręce od okruszków i ruszyłem dalej.
Byłem już bardzo zmęczony jazdą. Postanowiłem wynająć pokój na jedną noc w przydrożnym
hotelu. Z zewnątrz może i nie wyglądał najlepiej ale miałem nadzieję, że w środku będzie lepiej.
Zaparkowałem auto i wszedłem do środka. Wnętrze hotelu również nie było najlepsze.
Stara odklejająca się tapeta nie pasowała do podłogi która także nie była nowa. Zakurzone
wielkie obrazy na ścianach przedstawiające blade zamożne postaci odstraszały od pierwszej
chwili. Miałem nadzieję, że pokoje będą bardziej zadbane niż recepcja. Przy ladzie nie było nikogo.
Nie zdziwiło mnie to .Pewnie nikt nie wynajmował tu pokoju od 20 lat ! Zadzwoniłem dzwonkiem
i porozglądałem się jeszcze trochę. Usłyszałem kroki i odwróciłem się. Przy ladzie stał mężczyzna.
Był średniego wzrostu i przy kości. Miał straszne blizny na twarzy i przeszło 50 lat. Zapewne.
Popatrzył na mnie dziwnym wzrokiem po czym zapytał:
-Jaki pokój pan sobie życzy?
-Obojętnie jaki. Oby tylko można było się przespać . Odparłem.
-Myślę, że ten pokój będzie panu odpowiadać. Znajduję się na górze ostatnie drzwi na końcu korytarza. Powiedział wręczając mi klucz do pokoju
z numerem 13.
Podziękowałem po czym udałem się w stronę pokoju. Na korytarzu była ta sama tapeta co w
recepcji. Podłoga strasznie trzeszczała, a lampa znajdująca się przy pokoju 13 mrugała jakby zaraz
miała się przepalić. Od kluczyłem drzwi i wszedłem do środka. Pokój był klasycznie ułożony.
Łóżko jednoosobowe na środku, mała komoda pokryta grubą warstwą kurzu, mały stolik do kawy ze starymi gazetami i dwa stare wypłowiałe fotele. Łazienka też nie była w najlepszym stanie.
Umywalka ledwo co się trzymała, a wanna pokryta była jakimś dziwnym śluzem.
Nie był to najprzyjemniejszy widok ale postanowiłem przetrwać tę noc w tych warunkach.
Umyłem tylko ręce i twarz. Następnie wywaliłem pościel z łóżka i położyłem się na materacu.
Jedyne o czym w tamtej chwili marzyłem to wyjechać stąd jak najszybciej i nigdy nie wrócić.
Zgasiłem lampkę stojącą przy łóżku i przykryłem się bluzą. Zamknąłem oczy i zasnąłem.
Komentarz
Rano obudziły mnie hałasy dochodzące z zewnątrz. Wiercenie asfaltu o 7:00 rano nie jest
najprzyjemniejszą pobudką. Okolica wydawała mi się coraz bardziej podejrzana i dziwna. Chciałem jak najszybciej się stamtąd wydostać. Postanowiłem więc spakować rzeczy i wynieść się z tego obłudnego i przerażającego hotelu. Schodząc na dół schody wydawały coraz głośniejsze trzeszczące dźwięki, które mogły by obudzić połowę miasta. Przy recepcji siedział właściciel, który czytał poranną
gazetę popijając do tego świeżo zrobioną herbatę. Myślę, że pełnił on wszystkie funkcje pełniące w
hotelu. Zresztą po co by mu była kadra pracownicza skoro i tak tam nikt nie przyjeżdża. Zastanawiałem się dlaczego ten hotel, albo raczej rudera jeszcze funkcjonuje.
Do głowy przychodziły mi dziwne pomysły. Kiedy byłem już na dole moją uwagę przykuły drzwi. Stare poszarpane drzwi znajdujące się naprzeciwko recepcji. Wydawało mi się że gdzieś już jej widziałem. I że kryję się w nich jakaś tajemnica. Stałem na środku holu wpatrując się w te jedyne sekretne drzwi. Nagle coś mnie olśniło. Przypomniał mi się mój sen. Sen, w którym widziałem właśnie te drzwi w tym hotelu.
‘’Pamiętam tylko, że próbowałem je otworzyć ale nie miałem klucza. S.z.u.k.a.ł.e.m go po całym hotelu lecz na próżno. Żaden ze znalezionych przeze mnie kluczy nie pasował do tych drzwi. Postanowiłem, że wyważę je aby zobaczyć co się za nimi kryję. Wziąłem coś metalowego do ręki i zacząłem z całych sił w nie walić. Po jakimś czasie drzwi otworzyły się same, a ich przestrzeń wypełniało białe błyszczące światełko, którego nie widziałem dokładnie.’’ Następnie mój sen przerwały dźwięki wydobywające się
z zewnątrz. Postanowiłem z ciekawości zapytać właściciela co znajduję się w tamtym pomieszczeniu.
Odpowiedź nie była dla mnie satysfakcjonująca gdyż usłyszałem, że to jest zwykłe pomieszczenie na stare rupiecie i tego typu rzeczy. Bardzo ciekawiło mnie co tam naprawdę się znajduję lecz nie miałem na tyle odwagi aby poprosić o pokazanie mi tego miejsca. Zresztą wydawało mi się to dziecinne jak wierzenie w duchy czy potwory. Dlatego chciałem zapomnieć o całej tej sprawie i wymeldować się z hotelu. Tak więc zrobiłem. To była najlepsza rzecz jaką mogłem zrobić.
Wychodząc z hotelu zauważyłem staruszkę z siatkami pełnymi zakupów. Wydawała się całkiem miła jak na tą okolicę. Przechodząc obok hotelu siatka z owocami którą niosła rozerwała się i wszystko upadło na ziemię. Moja reakcja była odruchowa. Szybko przyszedłem pomóc staruszce. Lecz zamiast
podziękowania lub miłego uśmiechu dostałem reprymendę aby nigdy więcej się do niej nie zbliżać.
Gdy jednak zapytałem dlaczego i o co chodzi starsza pani spoglądając na hotel odpowiedziała:
-To miejsce nie jest dla ciebie. Wyjedź p.ó.k.i możesz i już nigdy tu nie wracaj !
Po czym szybkim tempem odeszła w stronę sklepu.
(...) Znalazłem* go po całym hotelu lecz na próżno (...)
* szu'kałem. Myślałaś o niebieskich migdałach, czy co?
Czekam na ciąg dalszy :-)
Jadąc samochodem ciągle rozmyślałem o słowach wypowiedzianych przez staruszkę.
‘’O co jej chodziło? Co ona miała na myśli? Dlaczego tak powiedziała?’’
Nie mogłem tego zrozumieć. Nie potrafiłem. Chcąc zagłuszyć swoje myśli włączyłem
radio. Leciała akurat piosenka, którą w młodości bardzo lubiłem.
The Beatles-Rock and Roll Music. Od razu przypomniały mi się szkolne czasy .
Te dyskoteki do białego rana. Wybryki z przyjaciółmi oraz kawały jakie robiliśmy
naszym nauczycielom. ‘’Hah.. To było coś! Nigdy nie zapomnę tych wspaniałych czasów’’
pomyślałem z uśmiechem na twarzy. Całe moje rozmyślanie przerwała przerwa na wiadomości.
Zawsze je wyłączałem. Nie lubiłem słuchać o kolejnych wypadkach nie myślących trzeźwo ludzi czy o kolejnych zamachach lub wojnach. Codziennie te same tragedie. I tak w kółko.
Tym razem również chciałem przełączyć na inną stacje ale nie mogłem. Na każdym kanale była ta sama stacja.
‘’Kurde co jest? ‘’ pomyślałem wciskając kolejne guziki.
‘’Chyba się nie popsuło chociaż sam już nie wiem’’ . Postanowiłem, że definitywnie je wyłączę.
I tu znowu klapa. Nie mogłem nic zrobić. Miałem zamiar zająć się tym później. Ale to było dziwne zjawisko. Po zakończeniu wszystkich wiadomości w radiu usłyszałem jakieś wrzaski, piski nie wiem dokładnie co to było po czym radio wyłączyło się samo.
‘’Teraz to już na pewno nie działa ! ‘’ pomyślałem ponownie włączając radio.
‘’Nie ! To jest niemożliwe ! ‘’. Znowu leciała ta sama piosenka, którą słyszałem 10 minut temu.
Kiedy się skończyła znów była zapowiadana przerwa na wiadomości. I ten wrzask!
Przełączając dalej słyszałem tylko TEN WRZASK! !
Zakręciło mi się w głowie. Zatrzymałem się na uboczu jezdni i wysiadłem z auta. Nie wiedziałem co się dzieję. W głowie miałem tylko ten dziwny dźwięk. Usiadłem na trawie i zamknąłem na chwilę oczy.
Musiałem ochłonąć. Po paru minutach uspokoiłem się . Nie kręciło mi się już w głowie i wróciłem do samochodu.
‘’Spokojnie. To ci się tylko wydawało. Nic się nie stało’’ myślałem wsiadając do auta.
Chciałem sprawdzić czy nie zwariowałem i nadusiłem przycisk włączający radio. Ręce mi się trzęsły, a serce bardzo szybko biło. Na szczęście wszystko było już w porządku. W radiu leciały normalne piosenki i nie było słychać żadnych innych podejrzanych dźwięków. Uspokoiłem się jednak dalej ruszyłem już bez radia.
Słońce na niebie zasłoniły ciemne chmury. Pogoda gwałtownie się zmieniła. Lekki wiaterek zmienił się
w silny wiatr. Nagle zaczęło padać. Była niesamowita ulewa. Prawie nic nie widziałem. Jednak nie chciałem tracić czasu i jechałem dalej. Po paru minutach doszły grzmoty i błyskawice.
‘’Tylko tego brakowało’’ powiedziałem zatrzymując się na przejściu dla pieszych.
Chciałem się zatrzymać i przeczekać burzę lecz później rozmyśliłem się. Taka pogoda w tym mieście to normalne. Szybkie i chwilowe burze przechodzące w ładną pogodę.
‘’Zaraz przejdzie. Nie ma co tracić czasu’’ . Miałem rację. Zaledwie po dwudziestu minutach burza przeszła, a na niebie znowu pojawiło się słońce z piękną tęczą.
Czekało mnie jeszcze z jakieś osiem godzin jazdy. Zaczęło mi burczeć w brzuchu, a jedzenie jakie miałem skończyło się. Po 2 km zatrzymałem się w małej restauracji. Chciałem zjeść porządny ciepły posiłek. Restauracja naprawdę była mała ale za to bardzo przytulna. W jej wnętrzu panowały kolory zieleni z brązem w różnych odcieniach. Było bardzo dużo kwiatów zarówno wiszących jak i stojących na podłodze. Na każdym stoliku także stał mały bukiecik. Przy ladzie stała młoda dziewczyna. Miała długie czarne włosy , duże brązowe oczy i jasną karnację. Była bardzo ładna jednak wydawała mi się za młoda aby już pracować. Usiadłem przy ladzie i poprosiłem o kartę menu. Przeglądając ją dziewczyna zaczęła rozmowę.
- Pan nie jest stąd prawda? Spytała z ciekawością.
-A dlaczego pani tak sądzi? Zapytałem.
-Ponieważ jest pan opalony, a mieszkając tutaj jest to praktycznie nie możliwe przy takiej pogodzie.
-Tak. Racja. Przez cały czas mieszkałem w Miami, a teraz jestem w trakcie przeprowadzki.
-Rozumiem. Też najchętniej bym się stąd wyprowadziła. A tak ogólnie to jestem Clarissa. Odparła podając mi rękę.
-Miło mi. Jestem Alex. Powiedziałem odwzajemniając jej gest.
Gawędziliśmy jeszcze krótką chwilę po czym zamówiłem posiłek i poszedłem usiąść przy stoliku.
Po paru minutach dostałem swój obiad. Muszę przyznać, że jedzenie było bardzo dobre. Obsługa również była bardzo miła i szybka. Niestety rzadko zdarza się aby w restauracji było jedzenie dobrej jakości, a obsługa miła a do tego kulturalna. No chyba, że mówimy o bardzo wykwintnej i na poziomie restauracji do której z większą gotówką lepiej nie przychodzić. Tak więc gdy już skończyłem poszedłem zapłacić i pożegnać się z Clarissą.
Czekam z niecierpliwością na kolejny rozdział :-) .
podoba.
Myślę, że jeszcze w tym tygodniu powinien pojawić
się kolejny rozdział.
PS (...) Pan nie jest stąd prawda? Powiedziała* z ciekawością. (...)
Zamiast powiedziała, powinno być spytała, zapytała
Masz, że tak powiem talent do pisania opowiadań, pi'szesz ciekawie, nie robisz błędów. Wszystko idealnie- to moja ulubiona historia, lecz rozdziały są dla mnie troooszkę za krótkie :? Ale nie mam się do czego przyczepić- ŚWIETNA!
Zmiana planów
Oto następny rozdział
Rozdział 4
Będąc dalej w trakcie jazdy rozmyślałem o nowym mieszkaniu. Jedyne co chciałem w tym momencie
to położyć się w wielkim wygodnym łóżku i porządnie wyspać. Wiedziałem, że od mojego marzenia
dzieli mnie zaledwie parę godzin.
Kiedy dojeżdżałem już do Seattle na drodze robił się coraz większy korek. Stojąc w nim obserwowałem miny kierowców oraz ich zachowanie. Musieli już tu dosyć długo stać gdyż niektórzy nawet zaczęli wychodzić ze swoich aut aby się przewietrzyć.
Tak więc wiedziałem, że moja podróż wydłuży się o kolejne parę minut lub może nawet godzin.
Byłem jednak ciekawy co się stało, że jezdnia była aż tak nie przejezdna.
W oddali słyszałem tylko dźwięk syreny pogotowia i policji.
‘’Hmm.. Pewnie znowu jakiś nieodpowiedzialny kierowca wsiadł za kierownice i teraz cały ruch został przez niego sparaliżowany.’’ Pomyślałem obserwując dalej stojące pojazdy.
Stałem jakieś 40 minut w tym potwornym korku po czym udało mi się dojechać do krzyżówki, na
której był wypadek. Widok był okropny, a zarazem straszny. Zderzenie trzech samochodów w tym dwa zmasakrowane, że kompletnie nic z nich nie zostało. Trzecie natomiast było ‘’lekko’’ wgniecione i można powiedzieć, że wyszło bez szwanku. Na jezdni była wielka plama krwi, a policjant właśnie chował jedno z ciał do worka. Przy jednym zmasakrowanym samochodzie stała młoda dziewczyna o bardzo jasnej cerze i ciemnych brązowych włosach. Wydawało się jakby czegoś tam s.z.u.k.a.ł.a. Kiedy jeden z policjantów podszedł do niej dziewczyna gwałtownie się obróciła i popatrzyła na niego. Moją uwagę przykuły jej oczy. Mimo, że byłem w dosyć sporej odległości od niej to wydawały mi się jakieś.. inne. Przez parę minut nie mogłem oderwać od niej wzroku. Czułem się jakbym był w jakimś … transie. Miałem odczucie, że świat się na chwilę zatrzymał. Po chwili wszystko wróciło do takiego stanu jak przedtem. Usłyszałem trąbienie dochodzące z tyłu. Nie wiedziałem co się dzieję. Spojrzałem tylko na sygnalizację świetlną . Było zielone światło. Bez zastanowienia ruszyłem przed siebie.
Przez moment zastanawiałem się co się stało. Nie potrafiłem logicznie myśleć. W głowie miałem mętlik. Miałem tylko nadzieję, że to mi się tylko przywidziało. Że to nie było prawdą.
Pogoda gwałtownie się pogorszyła. Nagle z chmur, przykrywających niebo zaczęły spadać ogromne krople deszczu. Wiedziałem, że taka pogoda tutaj jest na porządku dziennym jednak nie przyzwyczaiłem się jeszcze do tego.
Skręciłem w ulicę na której znajduję się już teraz moje mieszkanie. Nie przyglądałem się zbytnio okolicy gdyż jak najszybciej chciałem znaleźć się w domu. Zaparkowałem samochód na parkingu.
Była już 18:30. Deszcz zaczął padać coraz mocniej więc szybko wziąłem swoje walizki i udałem się do wejścia. Sam korytarz już bardzo mi się spodobał. Wnętrze było wspaniale urządzone, nie to co w hotelu, którego wole nie wspominać. Miałem do wyboru schody lub windę. Bez dłuższego zastanowienia wszedłem do windy gdyż nie chciałem tłuc się na trzecie piętro z całym ekwipunkiem.
Byłem jednocześnie bardzo podekscytowany, a zarazem zmęczony. Od kluczyłem drzwi, zostawiłem wszystkie torby na korytarzu i poszedłem do sypialni. Rzuciłem się na łóżko i przymknąłem oczy. Chwilę później zasnąłem.
*******
Ciemność. Cisza. Wstałem i zszedłem na dół. Nie wiem dlaczego, ale coś ciągnęło mnie do tych drzwi.
Widziałem tylko je. Stare, poszarpane, zamknięte na klucz drzwi. Musiałem je otworzyć .Tam kryje się odpowiedź. Wziąłem coś metalowego do ręki i zacząłem w nie walić. Chwilę później otworzyły się same. Chwyciłem za klamkę i pchnąłem je. Ujrzałem jasność i … przerażający wrzask!!! A raczej dźwięk.
Nagle obudziłem się z krzykiem. Serce biło mi strasznie szybko. Nie mogłem złapać oddechu.
Spojrzałem na zegarek. Była 1:00 w nocy. Na dworze była burza. Strasznie mocno się błyskało.
Grzmoty stawały się coraz silniejsze. Poszedłem do łazienki. Obmyłem twarz i ręce. Po chwili uświadamiałem sobie mój sen.
‘’Zaraz, zaraz. Taki sam sen miałem wtedy w hotelu .Drzwi, jasność..to jest to. Nawet urwał się w tym samym momencie.’’ Z niedowierzaniem obmyłem jeszcze raz buzię.
‘’Nie. To zwykły zbieg okoliczności. Od dzisiaj koniec z horrorami.! ‘’pomyślałem wychodząc z łazienki. Burza coraz bardziej się nasilała. Po chwili całe mieszkanie wypełniło się ciemnością.
Nic nie widziałem. Postanowiłem iść do kuchni i poszukać jakichś świeczek. Nagle poczułem jakiś dziwny chłód za plecami. Ciarki przeszły mi po plecach. Zmierzałem jednak dalej w stronę kuchni.
Później usłyszałem dźwięk trzaskającego okna po czym wszystkie światła zapaliły się. Szybko zamknąłem okno i zastanawiałem się jakim cudem samo się otworzyło. Postanowiłem sprawdzić całe mieszkanie. Okna i drzwi. Wszystko było w porządku. Nie tracąc czasu wróciłem do sypialni i położyłem się.
*******
Nazajutrz miałem pomysł aby odwiedzić nowych sąsiadów i zapoznać się z nimi. Z samego rana udałem się do marketu po przekąski gdyż pieczenie samemu nigdy mi nie wychodziło. Po zrobionych zakupach szybkim tempem udałem się pod drzwi sąsiadów. Miałem tylko nadzieję, że nie będzie to starsza pani z mnóstwem kotów, które wszędzie się wałęsają. Po za tym jestem uczulony na sierść i nie miałem zamiaru znosić ciągłej alergii. Nadusiłem na dzwonek i czekałem. Drzwi otworzyła mi młoda kobieta. Była średniego wzrostu, miała niebieskie oczy, a włosy koloru ciemnego blondu.
Przypatrując się jej zacząłem rozmowę.
-Cześć. Jestem Alex właśnie się tu wprowadziłem i myślę, że wypada zapoznać się z nowymi sąsiadami.
-Witam nowego sąsiada. Jestem Carolyn. Proszę wejdź do środka. Powiedziała uśmiechając się do mnie.
Odwzajemniłem uśmiech . Dziewczyna zaprowadziła mnie do salonu. Na kanapie siedział młody chłopak. Czytał jakąś gazetę. Gdy tylko weszliśmy podniósł głowę i popatrzył na nas. W tym momencie Carolyn powiedziała.
-Eric poznaj naszego nowego sąsiada.
Chłopak zaśmiał się. Wstając z kanapy podszedł do mnie i podał rękę na przywitanie.
-Nareszcie wprowadził się ktoś normalny do tego mieszkania. Powiedział z lekkim uśmiechem na twarzy.
-Normalny? Nie bardzo rozumiem. Odpowiedziałem ze zdziwieniem.
-To jest długa historia. Ale jak chcesz mogę ci…
-Eric ! Nie gadaj bzdur ! Podałbyś lepiej coś do picia zamiast głupoty opowiadać. Przerwała mu Carolyn.
Chłopak posłusznie udał się do kuchni po napoje. Ja wraz z Carolyn usiedliśmy na kanapie.
Rozmawialiśmy trochę o mnie, trochę o niej. Dowiedziałem się tylko, że są parą od trzech lat i mieszkają tu odkąd zginęli w tragicznym wypadku rodzice Erica.
Chwilę później doszedł do nas Eric. Wdał się w naszą rozmowę i zapytał.
-To co.? Pewnie chcesz poznać miasto. Mam propozycję aby wybrać się dzisiaj do klubu. Co wy na to?
-W sumie czemu nie. Chętnie się wybiorę. Odpowiedziałem sprawdzając w międzyczasie, która jest godzina.
-Świetnie ! To widzimy się o 18:00 na dole. Oznajmił Eric posyłając mi szczery uśmiech.
Gawędziliśmy jeszcze krótką chwilę po czym pożegnałem się i poszedłem do siebie.
Była szesnasta. Wziąłem prysznic. Miałem jeszcze dwie godziny. Jak dla mnie mnóstwo czasu, więc pooglądałem sobie jeszcze chwilę TV. Na zegarze zrobiła się siedemnasta. Stwierdziłem, że czas się już ubrać. Poszedłem do szafy, aby wybrać jakiś odpowiedni strój na imprezę.
‘’Matko ! Kiedy ostatni raz byłem na jakiejkolwiek imprezie ? Studniówka? Urodziny siostry ? Nie pamiętam. ‘’ myślałem przeglądając stertę starannie ułożonych ubrań. s.z.u.k.a.n.i.e ubioru zajęło mi jakieś dobre pół godziny. Kiedy byłem już gotowy poszedłem jeszcze tylko do lustra i poprawiłem włosy. Następnie wyszedłem i za kluczyłem drzwi.
Na dole czekali na mnie Eric i Carolyn. Dziewczyna miała na sobie błękitną s.u.k.i.e.n.k.ę idealnie podkreślającą jej oczy i beżowe s.z.p.i.l.k.i. Eric natomiast zdecydował się na strój bardziej sportowy.
Schludna szara koszula pasowała do jego czarnych, kręconych włosów i zielonych oczu. Czarne proste spodnie podkreślały jego wysportowaną sylwetkę.
-Witam ponownie. palnąłem bez zastanowienia.
-Hej ! odpowiedzieli obydwoje.
-Gotowy na impreze? Zapytał chłopak.
-Tak. Myślę, że tak. Odpowiedziałem nieprzekonywującym głosem.
Następnie wszyscy wsiedliśmy do samochodu i pojechaliśmy w stronę lokalu.
Kocham tą historię, należy do jednych z moich ulubionych. Trzymaj tak dalej, czekam z niecierpliwością na następne rozdziały
Kocham tą historię, należy do jednych z moich ulubionych. Trzymaj tak dalej, czekam z niecierpliwością na następne rozdziały
EDIT: przepraszam za dwa dodane komentarze..
To moja pierwsza historia.
Dziękuję za komentarz
Rozdział 5
Po dosłownie dwudziestu minutach byliśmy już na miejscu. Na zewnątrz było parno i duszno.
Lekki wiatr rozwiewał pierwsze opadające liście. Niebo pokryło się chmurami, które zakryły
słońce. Zapewne zbierało się na kolejną burze, co jest tutaj zupełnie normalne. Wszyscy udaliśmy się w stronę miejsca, w którym mieliśmy zacząć nasze imprezowanie. Lokal musiał być popularny gdyż kolejka była bardzo długa i chyba bez końca, a ludzie ciągle dochodzili.
-I co teraz ? Masz zamiar stać w tej niekończącej się kolejce ? zapytałem mając nadzieję, że Eric ma lepszy plan.
-Haha..! Żartujesz sobie ? Nie ma mowy ! Pokaże ci jak to się robi. Chodźcie za mną. Odpowiedział chłopak kierując się w stronę pilnujących drzwi ochroniarzy.
-Proszę ustawić się w kolejce ! Nie ma przepychanek! Każdy chce wejść ! krzyknął jeden z ochroniarzy na nasz widok.
Eric poszedł na’’ stronę’’ z jednym z nich. Zaledwie po pięciu minutach dał nam znak ręką, że możemy już wejść.
-Widzisz. Tutaj tak to się robi. Powiedział posyłając mi uśmiech.
-Dzięki. Będę pamiętał na przyszłość. Odparłem odwzajemniając gest.
Wszyscy weszliśmy do windy. Klub miał pięć pięter. Na każdym z nich znajdowało się co innego.
Na parterze wielki basen z miejscem na leżaki do odprężenia się. Na pierwszym sauna i jacuzzi.
Na trzecim wielka sala balowa z pełnym wyposażeniem. I dużo, dużo innych rzeczy. Przypominało mi to raczej bardziej ekskluzywny hotel niż klub, w którym można się świetnie bawić.
My udaliśmy się na piąte piętro. Lokal nie wyróżniał się niczym specjalnym. Był ogromny bar, klatki to tańca oraz parkiet. Na środku znajdowało się miejsce przeznaczone dla DJ, który zapodawał elektroniczną muzykę. Panowały ciemne kolory, które były oświetlane przez migające lampy na suficie. Podeszliśmy do baru, aby zamówić drinki. Nagle milcząca przez całą drogę Carolyn powiedziała.
-To może wzniesiemy toast za naszego nowego sąsiada i za to żeby dobrze się mu tutaj mieszkało.
-Świetny pomysł ! poparł ją Eric.
Podnieśliśmy nasze szklanki i przybiliśmy do siebie.
-To co ? Idziemy zaszaleć ? zapytała Carolyn.
-Jasne. Odpowiedział jej Eric udając się w stronę parkietu.
-Ja zamówię jeszcze jednego drinka i już do was dołączam. Dodałem po czym usiadłem przy barze.
Zamówiłem Whisky. Wziąłem szklankę do ręki i obróciłem się w stronę tańczących ludzi. W tłumie widziałem jak Eric i Carolyn świetnie się bawią.
Chcąc odłożyć drinka na bok obróciłem się ponownie. Wtedy moim oczom rzucił się jakiś blask.
Nie wiedziałem co to było. Wstałem aby przyjrzeć się temu bardziej. Nie wierzyłem w to co widziałem. Parę metrów ode mnie tańczyła dziewczyna. Ale nie zwykła dziewczyna tylko ta, którą widziałem w momencie kiedy jechałem samochodem. ‘’Ale jej oczy… one… one… tak bardzo błyszczą’’. W głowie miałem tylko tą myśl. Nagle zacząłem zmierzać w jej stronę. Muzyka, która była tak bardzo głośna w tym momencie była dla mnie tak jakby niesłyszalna. Spośród całego tłumu widziałem tylko ją. Szedłem potykając się o własne nogi. Czułem jak kolana się pode mną uginają. Jednak nie umiałem przestać iść dalej. Gdy byłem coraz bliżej słyszałem głośne bicie swojego serca. Zaczynało brakować mi powietrza. Nagle zrobiło się tak zimno. W tamtym momencie nie czułem nic oprócz chłodu i suchości w gardle. Padłem na kolana. Nie miałem siły iść już dalej. To tak jakby uszła ze mnie cała energia. Kręciło mi się w głowie. Później upadłem. Nie pamiętam już nic więcej.
‘’Otworzyłem oczy. Leżałem na podłodze, a przede mną znajdowały się drzwi. Stare, zaniedbane drzwi. Były otwarte. Wydobywał się z nich strumień jasnego światła. Wstałem i pchnąłem je.
Biała przestrzeń strasznie oślepiała mnie. Po chwili przyzwyczaiłem się i wszedłem do środka.
Podążałem ścieżką ułożoną z kamieni. Po jej bokach wyrastały czarno-białe róże z wielkimi kolcami. Nie miałem pojęcia gdzie jestem. To znaczy wiedziałem, że to były te drzwi z hotelu ale to miejsce, na pewno nie było zwykłym miejscem. Ani tym bardziej pomieszczeniem na rupiecie. Kontynuowałem swoją podróż. Nie wiem jak wielkie było to miejsce, ale cała ta przestrzeń wydawał się nie mieć końca.
Po chwili dotarłem do wielkiej fontanny. Była naprawdę ogromna, a woda bardzo przejrzysta. Na jej bokach znajdowały się jakieś napisy w języku łacińskim. Nie wiem co było tam napisane. Obmyłem sobie twarz i szedłem dalej. Chwilę później ujrzałem człowieka.
Człowieka, a konkretnie dziewczynę. Siedziała na podłodze. Była do mnie odwrócona tyłem. Miała długie czarne włosy i biała koronkową s.u.k.i.e.n.k.ę. Nie wiedziałem jak się zachować, co powiedzieć, co zrobić. Tylko stałem i wpatrywałem się w nią. Zauważyłem, że trzymała w rękach czarną różę. Różę z wielkimi kolcami. W pewnym momencie musiała się skaleczyć gdyż małe kropelki krwi spływały z jej dłoni na białe podłoże. Nagle zaczęło dziać się coś dziwnego. S.u.k.i.e.n.k.a dziewczyny nie była już śnieżnobiała. Była cała we krwi. Cała dotychczasowa biel w jednej chwili zmieniła się w krwiste otoczenie. Gdzie tylko spojrzałem widniała KREW! Podniosłem dłonie, aby przetrzeć oczy. One jednak również ociekały czerwoną cieczą. Drżałem z przerażenia. Nie wiedziałem co robić. Chciałem cofnąć się do drzwi i jak najszybciej stamtąd uciec. Kiedy przymierzałem się do ucieczki usłyszałem bardzo spokojny dziewczęcy głos.
-Dokąd idziesz? Chcesz mnie zostawić?
-Co tu się do cholery dzieje?! Daj mi spokój! Krzyczałem z przerażeniem w oczach.
-Nie bądź nie miły. To dopiero początek. Znów usłyszałem ten aż piskliwy głos.
-KIM TY DO CHOLERY JESTEŚ?! Ponownie krzyknąłem z większym strachem.
W tym momencie dziewczyna zniknęła mi z oczu. Poczułem tylko jak strumień chłodu przepływa przeze mnie. Dreszcze przeszły mi po plecach. Aż w końcu usłyszałem oddech za moimi plecami. Wtedy wyszeptała bardzo szorstko i chłodnie trzy słowa:
-Twoim Najgorszym Koszmarem.’’
Obudziłem się krzycząc. Leżałem na kanapie w swoim mieszkaniu. Spojrzałem na dłonie. Były normalne. Ani jednego najmniejszego skaleczenia. Nagle usłyszałem głos Carolyn.
-Alex wszystko w porządku? Dlaczego krzyczałeś?
-To przez sen. Miałem straszny koszmar.
-Może napijesz się herbaty? Właśnie zrobiłam. Zapytała dziewczyna swoim troskliwym głosem.
-Wolałbym raczej coś zimnego. Odpowiedziałem siadając na kanapę.
-No nie dziwie się. Ostro wczoraj zabalowałeś. Nie wiem ile wypiłeś , ale szybko cię powaliło. Odparła Carolyn z przekąsem.
Nie pamiętałem dokładnie co się stało. Ale od czasu do czasu miałem przebłyski pamięci. Nagle do mieszkania przyszedł Eric z torbą z zakupami. Na mój widok krzyknął w wejściu.
-Ooo.. nasza śpiąca królewna się obudziła !
-Śmiej się śmiej. Głowa mi pęka od tego wszystkiego. Zażartowałem chociaż w tamtej chwili nie byłem skory do żartów.
Siedziałem na kanapie mając nadzieję, że przypomni mi się więcej szczegółów z poprzedniej nocy.
Jednak ból głowy coraz bardziej dawał się we znaki. Po chwili przyszedł Eric dając mi środek przeciwbólowy po czym powiedział.
-Masz. To powinno pomóc.
-Dzięki. I w ogóle dzięki za wszystko. Nie wiem co bym zrobił gdyby was wczoraj ze mną nie było.
Odpowiedziałem.
-No pewnie leżałbyś teraz na ulicy poturbowany przez ochroniarzy i czekał aż ktoś się nad tobą zlituje. Palnął Eric po czym zaczął się śmiać. Ja również wysiliłem się na lekki uśmiech.
-Ale teraz na poważnie. Musimy porozmawiać o tym co się wczoraj stało ale nie tutaj i nie teraz.
Spotkajmy się o siedemnastej w parku. Powiedział pełen powagi chłopak.
-Dobra. Będę na pewno. Odpowiedziałem mając nadzieję, że dowiem się prawdy na temat wczorajszego wieczoru.
Rozdział 6
Siedziałem wpatrując się w zegar. Odliczałem czas do spotkania się z Erikiem. Byłem pewien obaw tego czego się od niego dowiem. ‘’Dlaczego był taki poważny? Co chce mi powiedzieć ?I dlaczego nie chciał rozmawiać w domu?’’. Moje myśli nie dawały mi spokoju. Czułem się jak jakiś wariat. Jak jakiś psychopata, który nie wie co się dzieję w jego życiu. Nie mogłem usiedzieć w domu. Postanowiłem się przejść i przewietrzyć. ‘’Może mózg ci się trochę dotleni i sobie jeszcze coś przypomnisz’’ pomyślałem wychodząc z mieszkania. Chodziłem bezsensownie po mieście rozmyślając o wszystkim. Nie wiem czy jestem po prostu przemęczony czy zaczynam powoli wariować. Nie miałem żadnego sensownego wyjaśnienia co do rzeczy, które mi się przytrafiały. Nic nie wywnioskowałem. Zbliżała się siedemnasta. Udałem się więc w stronę parku. Usiadłem na ławce. Wsłuchiwałem się w szeleszczące opadłe z drzew kolorowe liście. Było tak spokojnie i cicho. Punktualnie o siedemnastej zjawił się Eric.
Usiadł obok mnie i zaczął rozmowę.
-Pamiętasz coś w ogóle z wczorajszej nocy?
-Niewiele. Specjalnie wyszedłem z domu mając nadzieję, że coś mi się przypomni. Jednak na marne. Odpowiedziałem próbując nie okazywać emocji.
-Ale zaczekaj -kontynuowałem- pamiętam dziewczynę. Była inna niż wszyscy pozostali, którzy znajdowali się w klubie. Jej oczy…
-Posłuchaj...-przerwał mi Eric – pod żadnym pozorem nie możesz się z nią spotykać.
-Dlaczego? Możesz mi to wytłumaczyć. Zapytałem pełen obaw.
-Tu nie ma nic do tłumaczenia. Porostu się z nią nie spotykaj. Mówię to dla twojego dobra. Odparł chłopak po czym wstał i szybkim tempem ruszył w stronę miasta.
-Hej ! Eric ! O czym ty mówisz?! Krzyczałem jednak Eric nawet się nie odwrócił. Zostawił mnie samego. Bez żadnych wyjaśnień. Bez wytłumaczenia. Z zupełnym mętlikiem w głowie.
‘’Świetnie ! Oto kolejny powód do tego abym zupełnie ze świrował ‘’ myślałem w dalszym ciągu siedząc na ławce. Wróciłem do domu. Próbując o wszystkim chociaż na moment zapomnieć położyłem się. Jednak świadomość tego, że Eric coś przede mną ukrywa nie pozwalała mi zasnąć.
Musiałem dowiedzieć się prawdy i co miał konkretnie na myśli. Jeszcze tego samego dnia poszedłem do Erica. Chłopak otworzył mi drzwi ze zmieszaną miną.
-Możemy porozmawiać ? Chyba masz mi coś do wyjaśnienia. Powiedziałem mając nadzieję, że nie zamknie mi drzwi przed nosem.
-Wszystko co miałem ci do powiedzenia powiedziałem w parku. Odparł podwyższonym głosem.
-Posłuchaj mnie ! Albo teraz wszystko mi powiesz albo powiem o wszystkim Carolyn. Raczej wątpię żeby o tym wiedziała skoro nie chciałeś przy niej rozmawiać. Zastosowałem szantaż chociaż nie miałem takiego zamiaru.
Chłopak zmieszał się jeszcze bardziej po czym wpuścił mnie do mieszkania i powiedział.
-Dobra. Wszystko ci powiem. Tylko pod warunkiem, że Carolyn się o tym nie dowie.
-Zgoda. Nic jej nie powiem. Odparłem nie wiedząc czego tak naprawdę się za chwile dowiem.
Usiedliśmy. Widziałem, że Ericowi trudno było zacząć rozmowę. Ja również nie wiedziałem czy jestem gotowy na to co usłyszę. Starałem się jednak nie pokazywać emocji. Po chwili Eric zaczął.
-Więc średnio co pół roku zmieniali się nasi sąsiedzi. Wydawało mi się to bardzo dziwne dlatego zacząłem się tym interesować. Wszyscy dotychczas, którzy tu mieszkali nagle dostawali choroby psychicznej. Twierdzili, że nie mogą spać bo ‘’coś’’ chce ich zabić przez sen. Nikt nie wiedział dlaczego tak się dzieję. Nawet lekarze nie potrafili tego wytłumaczyć. Później zacząłem widywać tą dziewczynę. Przychodziła pod mieszkanie lecz gdy wychodziłem jej już nie było.
-Ale co ona ma z tym wspólnego? Wtrąciłem się nagle.
-Też chciałbym wiedzieć –kontynuował Eric – Jeszcze się tego nie dowiedziałem. Ale z tego co na razie widziałem mogę sugerować jedną rzecz. Bo tylko to mi przychodzi do głowy.
Chłopak trzymał mnie jeszcze chwile w niepewności po czym z pełną powagą powiedział ostatnie zdanie.
-Sugeruje, że ona nie jest człowiekiem.
To zdanie przewijało mi się w głowie. Z niedowierzaniem odpowiedziałem.
-Co ?! Słyszysz co ty mówisz, bo chyba się przesłyszałem.
-Nie, nie przesłyszałeś się. Sam dobrze widziałeś jej oczy ! bąknął Eric.
-Widziałem. Bardzo dobrze je wiedziałem. Ale…
-Tu nie ma żadnego ale .Przerwał mi chłopak .
-Zostawmy to na razie. Powiedz mi tylko co stało się z ludźmi, którzy tu mieszkali. Zapytałem mając pustkę w głowie.
-Od kiedy zaczęli miewać koszmary zaczęli dziwnie się zachowywać. Później zabrano ich na oddział psychiatryczny. Dalszych losów nie znam.
-Chcesz mi powiedzieć, że normalni ludzie po przeprowadzce mieli koszmary po czym stawali się nienormalni i za tym wszystkim stoi dziewczyna, która prawdopodobnie nie jest człowiekiem ?! To jest kompletnie bezsensu ! powiedziałem podwyższonym głosem.
-W żaden inny sposób nie umiem tego wytłumaczyć. Ale jest jeszcze jedna rzecz o której ci nie powiedziałem. Oznajmił Eric.
-No dawaj. Już nic mnie dzisiaj nie zaskoczy. Palnąłem.
-Wszystkie te osoby łączył jeden fakt, a właściwie miejsce. Każdy zatrzymał się w hotelu ‘’Panorama’’.
W tym momencie siedziałem na kanapie jak nie ruchomy. ‘’Hotel o którym chciałem zapomnieć . Stary obleśny hotel ! ‘’ . Moje myśli koncentrowały się tylko na nim. Nie wiedziałem już w co wierzyć. Powoli wstałem z sofy i udałem się w stronę drzwi wyjściowych.
-Alex ! Coś się stało ? zapytał Eric.
-Nie. Jestem tylko trochę zmęczony. Pójdę już. Bąknąłem wychodząc.
*******
Siedziałem w domu zupełnie sam mając w głowie tysiące myśli. Żadna z nich nie wydawała mi się na tyle realna żebym mógł w nią uwierzyć. Moje dotychczasowe życie było niczym w porównaniu do tego co się teraz dzieje.’’ Czy to co mówił Eric jest prawdą ? Czy ja też ze świruje ?’’ . Byłem już tym wszystkim zmęczony. Nie radziłem już sobie z tym. Chciałem dowiedzieć się czegoś więcej o tym strasznym hotelu. Przeszukałem całą sieć. Na początku nic nie znalazłem. Po chwili natknąłem się na jeden artykuł. Było to zdjęcie ilustrujące opisany artykuł z tysiąc osiemset dwunastego roku. Zapisany był w języku łacińskim. Moją uwagę przykuł nagłówek. Wydawał się znajomy. Tak jakbym gdzieś już go widział. ‘’ FATALIS ACCIDENS. HOTELIER FILIA EST MORTUUS.’’ Po tym napisie moja pamięć przywiodła mnie do mojego snu, a raczej koszmaru. Fontanna, która się tam znajdowała miała takie same słowa. Byłem ciekaw co jest tam opisane dlatego zacząłem tłumaczyć słowo w słowo. Tekst nie był długi i nie zajęło mi to zbyt wiele czasu. Po przetłumaczeniu i posklejaniu w miarę przyzwoitych zdań wyszło takie coś:
‘’ ŚMIERTELNY WYPADEK. CÓRKA HOTELARZA NIE ŻYJE.
17.05.1812 rok
Ten dzień wstrząsnął całym miastem kiedy prawda skrywana przez
właściciela hotelu ''Panorama'' wyszła na jaw. Przemiły i dobry
człowiek jakim się wydawał właściciel było tylko przykrywką.
Coraz częściej były zgłaszane zaginięcia osiemnastoletniej córki
hotelarza. Miejscowa policja nie dawała sobie rady z poszukiwaniami.
Kiedy wszyscy myśleli, że dziewczyna została porwana bądź uciekła
jej ojciec trzymał ją w zamkniętym pomieszczeniu, które znajduje się
w hotelu. Kiedy dziewczyna próbowała uciekać lub krzyczała hotelarz
używał przemocy co później doprowadziło do śmierci dziewczyny.
Ciała jednak nie odnaleziono. W pomieszczeniu, w którym znajdowała...’’
Dalszej części artykułu nie było widać na tyle wyraźnie aby można było go przetłumaczyć.
Zdezorientowany czytałem tekst dziesięć razy. Później pomimo późnej godziny zadzwoniłem do Erica.
Musiałem komuś o tym powiedzieć.
Uwielbiam Twoją historię, ogólnie ciekawie pis`zesz i interesująco.
Czekam na dalsze rozdziały!
PS i w końcu historia nabrała takiego ''klimatu''
Kilka minut po moim telefonie Eric był już u mnie w mieszkaniu. Nie przedłużając z nim rozmowy szybko pokazałem mu moje odkrycie. Kiedy chłopak krążył po tekście ja cicho siedziałem i czekałem na jego reakcje. Po chwili zdenerwowany spytałem.
-Wiedziałeś o tym ?
-Tak... Kilka lat temu szperałem w sieci i wpadłem na stronę z tym artykułem. Na dole jest również umieszczone zdjęcie tej dziewczyny. Odparł zaniepokojony Eric.
-Dlaczego mi o tym nie powiedziałeś kiedy wcześniej rozmawialiśmy ?!
-Ty nic nie rozumiesz. To tylko pogarsza sprawę jeszcze bardziej. Nie możesz w to wierzyć. Chcesz wylądować w psychiatryku tak jak pozostali ? odpowiedział chłopak nie spoglądając na mnie.
-Wydrukowałeś ten artykuł ? ponownie zapytałem jeszcze bardziej zdenerwowany.
Eric splótł ręce i położył je z tyłu za głowę. Siedział tak przez chwilę wpatrując się w sufit. Zapewne s.z.u.k.a.ł odpowiedzi, którą miał mi zaraz udzielić. Następnie spojrzał na mnie i powiedział.
-Tak. Wydrukowałem. Przyjdź do mnie jutro o szesnastej wtedy ci go pokaże.
Kiwnąłem głową potwierdzając to, że przyjdę. Chłopak bez żadnej odpowiedzi wstał i wyszedł.
Ja znów zostałem sam ze swoim ‘’Koszmarem’’. Spojrzałem na zegarek. Było wpół do pierwszej. Bez zastanowienia poszedłem do sypialni i położyłem się. Długo nie mogłem zasnąć. Wyszedłem więc na balkon aby zaczerpnąć trochę powietrza. Przypatrywałem się całemu miastu. W sumie nic ciekawego się nie działo. Jak zwykle parno, duszno i deszczowo. Ponure wilgotne miasteczko, w którym za wiele się nie dzieję. Mieszkałem tu zaledwie parę dni, a już miałem wszystkiego dosyć. Siedziałem jeszcze przez moment wsłuchując się w ciszę tego miejsca. Później wróciłem do sypialni i znowu się położyłem.
*******
‘’Biała otchłań poplamiona czerwoną mazią. KRWIĄ. I trzy słowa wypowiadane piskliwym dziewczęcym przerażającym głosem. Uciekałem chociaż czułem jak nogi się pode mną uginają. Głos raz był cichszy raz głośniejszy, ale zawsze tak samo przeraźliwy. Nie wiem gdzie zmierzam, lecz wiem, że muszę jak najszybciej stąd uciec. Po chwili dotarłem do fontanny. Przeogromnej tajemniczej fontanny pokrytej znanymi mi już napisami. Nie było w niej wody. Wydobywał się z niej strumień czerwonej cieczy. Nie chciałem się tam zatrzymywać, ale jakaś siła nie dawała mi szansy na podjęcie jakiegokolwiek ruchu. Stałem jak wryty. Nagle poczułem za sobą zimny oddech. Dreszcz przeszedł mi po plecach, a kropelki potu powoli spływały po czole. Przede mną ukazała się dziewczyna z zakrwawioną twarzą. Była tak blisko, że aż czułem jej oddech na swoim policzku. Po chwili gorzko się do mnie uśmiechnęła pokazując przy tym raniące jej usta kolce zamiast zębów. Widok był tak potworny, że chciałem krzyczeć, lecz żadne dźwięki nie wydobywały się z moich ust.’’
Obudziłem się. Gwałtownym ruchem zapaliłem światło. W tamtej chwili byłem jednocześnie szczęśliwy i przerażony. Wiedziałem, że muszę coś z tym zrobić żeby nie oszaleć. Nawet miałem jeden pomysł. Chciałem ponownie zobaczyć tę dziewczynę z klubu. I jeśli się uda to nawet z nią porozmawiać. Miałem taki plan, ale chciałem utrzymać go w tajemnicy przed Erikiem. Nie mogłem mu o tym powiedzieć.
Na dworze znowu padał deszcz. Powietrze jak zawsze było wilgotne. Czasami tęskniłem za słonecznymi dnami w Miami. Ale teraz nie było odwrotu. Nie mogłem tam wrócić. To i tak by niczego nie zmieniło. Poszedłem do łazienki i obmyłem niewyspaną twarz. Poprawiłem rozczochrane włosy i poczłapałem do kuchni, aby coś zjeść.
Dokładnie o godzinie szesnastej poszedłem do Erica. Chłopak siedział na kanapie, a wokół niego leżały w nieładzie stosy przeróżnych gazet i czasopism. Przysiadłem się do niego i zacząłem rozmowę.
-Masz ten artykuł ?
-Tak. To jest wszystko co było na ten temat w Internecie. Już przetłumaczone. -Odparł podając mi niewielkie pudełko zawierające wydrukowany fragment gazety – Nie za dobrze wyglądasz. Masz koszmary prawda ?
-Skąd wiesz ? zapytałem zaciekawiony.
-Oni też mieli. Widziałem co się z nimi działo. Musimy coś szybko zrobić. Oznajmił wrażliwym głosem Eric.
Trzymałem w rękach to niewielkie pudełko zastanawiając się czy naprawdę chcę zobaczyć to zdjęcie.
W końcu otworzyłem je i wyjąłem niewielki kawałek papieru. Obróciłem kartkę na drugą stronę i spojrzałem na fotografie. Przypatrywałem się jej i nie umiałem wydusić z siebie żadnego słowa.
-Wszystko w porządku Aleks ? Burknął Eric.
-Nie ! – krzyknąłem - Nic nie jest w porządku ! Przyjechałem tu aby zacząć wszystko od nowa ! Aby mieć spokojne i normalne życie ! Ale zamiast tego mam cholerne koszmary, w których jakaś dziewczyna chce mnie zabić ponieważ zatrzymałem się w okropnym hotelu, w którym została zamordowana! Widzisz w tym coś co jest normalne !? Nagle otrząsnąłem się jak z jakiegoś amoku i ujrzałem zaniepokojoną minę Erica. Niewiedziałem co mam w tamtym momencie powiedzieć. Nigdy wcześniej się tak nie zachowywałem. Zrozumiałem, że muszę zacząć działać.
Potem wydusiłem z siebie ostatnie zdanie.
-To jest ta dziewczyna z moich koszmarów.
Zapadła cisza. Wiedziałem, że nie mogę bezczynnie siedzieć. Ale od czego mam zacząć ? Co mam zrobić ? Musiałem znaleźć tą dziewczynę. Nie marnując czasu wstałem i pożegnałem się z Erikiem.
-Aleks. Dokąd idziesz ? zapytał jeszcze chłopak.
-Przewietrzyć się. Oznajmiłem bez jakichkolwiek emocji.
*******
Duszne powietrze nadal się utrzymywało. Ciemne chmury przysłoniły niebo i słońce. Nagle wezbrał się wicher. Szybkim tempem udałem się w stronę klubu. Na drzwiach wisiała karteczka z napisem ‘’Zamknięte’’. Dopiero wtedy zorientowałem się, że jest dzisiaj niedziela. Wędrowałem po ulicach miasta s.z.u.k.a.j.ąc tamtej dziewczyny. Nigdzie jej nie było. Zrezygnowany swoimi poszukiwaniami poszedłem do parku i przysiadłem na jednej z wolnych ławek. Z dala obserwowałem ludzi, przejeżdżające auta i wszystko co było wokół.
‘’Nie przeżyje kolejnego koszmaru’’ pomyślałem. Bez zastanowienia wstałem i ruszyłem w stronę supermarketu. Zaopatrzyłem się w kilkanaście napoi energetycznych i we wszystko to co nie pozwoli mi zasnąć przez najbliższych kilka dni. Nie do końca byłem przekonany, że to dobry pomysł, ale musiałem spróbować. Po zakupach wróciłem do domu. Wykończony usiadłem na fotel i oparłem głowę na oparcie. Przymknąłem na moment oczy aby przez chwilę nie widzieć tej szarej i przerażającej rzeczywistości. ‘’Muszę sobie znaleźć jakieś sensowne zajęcie’’ pomyślałem przecierając powieki. Otworzyłem oczy, a moje serce zaczęło walić jak oszalałe. Zaniemówiłem z przerażenia i siedziałem tak przez jakiś czas. Nie dowierzając w to co widzę przetarłem ponownie zmęczone powieki. Nie dało to żadnego efektu. Ona cały czas tam stała i wpatrywała się we mnie. Jej blada skóra mieniła się w blasku słońca, a oczy świeciły niczym gwiazdy znajdujące się nocą na niebie.
-Czego ode mnie chcesz ? I skąd się tu wzięłaś ? warknąłem przeraźliwie.
-Spokojnie. Nic ci nie zrobię .Odpowiedziała dziewczyna swoim aksamitnym głosem.
Wiem co się z tobą dzieje -kontynuowała - dlatego jestem tu żeby ci pomóc.
-Skąd to wiesz ? zapytałem powoli wstając aby oddalić się od niej.
-Wiem o tobie wszystko. Ale teraz naprawdę znajdujesz się w niebezpieczeństwie. Oznajmiła mi.
-Wszystko ?! Jak to wszystko ?! O czym ty mówisz ? Nie … ja w to… ja w to nie wierze. Jęknąłem jeszcze bardziej zaniepokojony.
-Wiem, że mieszkałeś w Miami, że zatrzymałeś się w hotelu ‘’Panorama’’ , że znasz Erica i Carolyn, że byłeś w tutejszym klubie i że od pewnego czasu miewasz koszmary. Znam całe twoje dotychczasowe życie.
-Eric miał racje -wyszeptałem- ty nie jesteś człowiekiem. W takim razie kim jesteś ?
Uwielbiam Twoją historię
Rozdział 8
Dziewczyna popatrzyła na mnie i posłała przyjazny uśmiech. Podeszła do mnie, podała swoją bladą rękę i odparła:
-Jestem Layla.
Odwzajemniłem jej gest i uspokoiłem się trochę. W końcu miałem zamiar z nią porozmawiać. To jej s.z.u.ka.łem po mieście. Ale najpierw musiałem dowiedzieć się z kim tak naprawdę mam do czynienia.
-Możesz mi opowiedzieć trochę o sobie ? zapytałem spokojniejszy.
Layla kiwnęła głową zgadzając się. Usiedliśmy na kanapie, a ona zaczęła swoja opowieść.
- Urodziłam się w małym miasteczku Greenwich w tysiąc siedemset dziewięćdziesiątym czwartym roku. Mój ojciec miał swój własny b.i.z.n.e.s, a matka nie pracowała. Od dziecka różniłam się od pozostałych dzieci. Wszyscy zauważali moją odmienność. Lśniąca skóra, połyskujące oczy. To nie było normalne. Odcięto mnie od zewnętrznego świata. Nie spotykałam się z dziećmi, nie bawiłam się . Byłam zamknięta w czterech ścianach. Jednego dnia poszłam do kuchni kiedy matka przygotowywała obiad. Poczułam dziwny zapach od którego nie mogłam się oderwać. Przyciągnął mnie w stronę mojej matki, która trzymała swoją rękę zawiniętą w białą chustę. Dopiero później zauważyłam, że obficie krwawiła. Nagle niespodziewanie do domu wrócił ojciec, a ja ze strachu uciekłam do swojego pokoju. Po tym zdarzeniu w nocy kiedy wszyscy spali wyślizgnęłam się do kuchni i wyciągnęłam z szuflady na sztućce najostrzejszy nóż. Wzięłam go i zaczęłam ciąć swoją rękę. Zapach spływającej krwi maskował ból po przecięciach. Nie umiałam opisać tego stanu. Potem niechcący upuściłam nóż na kafelki. Matka musiała usłyszeć ten hałas ponieważ od razu się zjawiła. Widząc mnie zalaną krwią wyciągnęła kawałek jakiegoś materiału i zatamowała krwawienie. Następnie zawiozła mnie do lekarza, aby zaszyć rany. Od tamtego czasu wszystkie ostre narzędzia były schowane, a ja byłam pilnowana na każdym kroku. Prawdy na swój temat dowiedziałam się po śmierci ojca. Matka powiedziała mi że ktoś podrzucił mnie pod ich dom. Ze względu na to, że rodzice nie mogli mieć dzieci przygarnęli mnie i wychowywali jak własne dziecko. S.z.u.k.a.łam mojej biologicznej rodziny lecz nikt nic nie wiedział, nikt nic nie mówił. Później poznałam Thomasa. Był taki sam jak ja. On pokazał mi wszystko. Pokazał mi mój prawdziwy świat i to kim naprawdę jestem. Potrafię czytać w myślach, mam wizje przyszłości i mam dar nieśmiertelności. Krew działa na nas jak narkotyk. Nie pijemy jej , lecz jej zapach sprawia, że znajdujemy się w stanie bezwładności. W tym czasie nie możemy nic zrobić d.o.p.óki ktoś nie odciągnie nas na bezpieczną odległość. Nazywają nas opiekunami dusz lub stworzeniami nocy ze względu na oczy. Wtedy najbardziej błyszczą i można nas najszybciej zobaczyć. Ale używamy ich do czegoś innego. Służą nam do przenikania ludzkich umysłów. Thomas powiedział, że nasz świat został zniszczony dlatego nie mogli tam zostać i większość musiała wrócić na ziemię. Inni zostali i stopniowo go odbudowują. Ci którzy są tutaj zobowiązali się do ochrony ludzi przed złem w zamian za to że mogą tu mieszkać. Ale kiedy niebo zrobi się czerwone, a nasze znamiona zaczną świecić to będzie znak aby wrócić ale na zawsze. Nie będzie już powrotu. Każdy z nas ma inne znamię -W tym momencie Layla osunęła swoją bluzkę pokazując ramię na którym widniało znamię w kształcie żarzącego słońca.- Podzielono nas na kilka dystryktów. Mój trafił akurat tutaj i tym razem na ciebie. Ale ty jesteś wyjątkowy. Nie potrafię przewidzieć twojej przyszłości. Nie słyszę twoich myśli. Nawet twoja krew na mnie nie działa. Nie czuje nic…
Siedziałem obok niej i uważnie wsłuchiwałem się w każde słowo. Świat jaki dotąd znałem okazał się tylko cząstką wiedzy o wszechświecie. Co jeszcze kryję się w nieznanych nam zwykłym ludziom miejscach ? Jakie życie istnieje jeszcze oprócz naszego ? Te pytania pozostają bez odpowiedzi.
-W takim razie skąd wiedziałaś o mnie tyle rzeczy ? zapytałem zaciekawiony.
-Jak już mówiłam jesteśmy podzieleni na dystrykty. Twój opiekun z Miami przekazał mi informacje na temat twojego życia. Później kiedy przybyłeś tutaj po prostu cię śledziłam. Odparła stonowanym głosem dziewczyna.
-W jaki sposób chcesz mi pomóc skoro nawet nie wiesz co mi jest ? kontynuowałem moje pytania.
-Musisz mi wszystko powiedzieć. Co ci jest, co czujesz, co myślisz. Po prostu wszystko nie pomijając niczego. Odpowiedziała.
-Nie… To się nie uda… To jest bez sensu. Stęknąłem zmartwiony.
-Mam za zadanie cię chronić. I uczynię wszystko, aby to zrobić tylko musisz mi pomóc. Proszę, chociaż spróbuj. Rzekła dziewczyna spoglądając na mnie zatroskanym wzrokiem.
Siedzieliśmy chwilę w ciszy po czym cicho westchnąłem.
-Dobrze… I tak nie mam innego wyjścia.
W dalszym ciągu siedzieliśmy na kanapie. Zamieniliśmy się rolami i to ja opowiadałem, a ona uważnie słuchała. Powiedziałem jej wszystko to, co chciała usłyszeć. Od początku do końca. Ze wszystkimi szczegółami. Musiałem przejść przez to po raz kolejny. Kiedy skończyłem moją historię dziewczyna popatrzyła na mnie zaniepokojonym wzrokiem i zmartwiona oznajmiła.
-Nie możesz dzisiaj zasnąć. Jeśli zaśniesz możesz nie przeżyć kolejnego koszmaru. Nie widzisz tego, ale to cię wykańcza od środka. Wystarczy jeszcze jeden koszmar, a ona będzie mogła tobą manipulować.
-W takim razie co mam zrobić ? zapytałem otwierając ociężałe powieki.
-Na początku musimy powiadomić twoich znajomych oni również mogą znajdować się w niebezpieczeństwie.
-Co ? Dlaczego ? Przecież oni nie mają z tym nic wspólnego. Zapytałem wzburzony.
-To co chce twojej śmierci najpierw będzie chciało pozbyć się twoich znajomych i bliskich. Później jeśli nic nie zrobimy zabije także ciebie. Poinformowała mnie Layla.
Siedziałem jak wryty z założonymi rękami i myślałem co tak naprawdę jestem w stanie zrobić aby uchronić bliskich i samego siebie. Czy mogę walczyć z czymś o wiele potężniejszym ode mnie ? Z czymś co istnieje tylko w moich snach ? Byłem załamany. Ale wiedziałem jedno. Nie poddam się bez walki. Nie pozwolę niewinnym ludziom zginąć z mojego powodu.
*******
Poinformowałem dziewczynę, że zaraz wrócę i poszedłem w stronę kuchni. Sięgnąłem po napój energetyczny i szybkim tempem opróżniłem cała p.u.s.z.k.ę. Zaraz po tym wziąłem drugą i zrobiłem dokładnie to samo co z pierwszą. Skoro miałem nie spać przez kilka dni musiałem się do tego przygotować. Po krótkiej chwili wróciłem do salonu i zacząłem zadawać kolejne pytania.
-Masz jakiś plan co mogę zrobić ? Jak mam ich uchronić ?
-Jedyne co teraz możesz zrobić to nie pozwolić im śnić. Jeśli ona nie będzie miała styczności z tobą w koszmarach przeżuci się na bliskich.
-Chodźmy szybko ich powiadomić o tym. Musisz iść ze mną bo mi mogą nie uwierzyć. Wypaliłem zdeterminowany.
-Nie mogę. Mogę chronić tylko ciebie i tylko z tobą mogę rozmawiać. Oświadczyła Layla.
-Powiedziałaś, że jesteś tutaj aby mi pomóc. Bez ciebie nie mam za dużych szans na przeżycie i uratowanie znajomych przecież doskonale o tym wiesz. Wypowiedziałem drżącym głosem.
Dziewczyna zmieszała się i przetarła oczy. Następnie szybkim ruchem chwyciła mnie za rękę i zaciągnęła przed drzwi. Usłyszałem tylko jej ciche westchnienie: -Pośpieszmy się…
Staliśmy przed mieszkaniem Erica i Carolyn. Zadzwoniłem do drzwi i czekaliśmy przez moment. Po pięciu minutach Eric otworzył drzwi. Jego zszokowana mina wyrażała wszystko bez słów. Nie mógł uwierzyć w to co widzi. Postanowiłem przerwać ten niezręczny moment i zacząłem konwersacje.
-Eric wiem, że jesteś w szoku, ale teraz naprawdę nie ma czasu na wyjaśnienia. Musisz nas wysłuchać… Proszę …
Chłopak nie zmieniając wyrazu twarzy, gestem wpuścił nas do środka. Z kuchni było słychać głos krzątającej się Carolyn. Staliśmy w przed pokoju po czym Eric wyszeptał.
-Mówiłem ci że Carolyn nie ma o niczym wiedzieć. Co ty teraz odstawiasz ?
-Wiem. Pamiętam jaka była umowa. Ale wszystko się strasznie pokomplikowało. Jesteście w niebezpieczeństwie… przeze mnie. Layla musi wam to opowiedzieć. Tylko w ten sposób się uchronicie.
Widziałem jak coś w Eriku pęka. Na jego twarzy zamiast złości malował się smutek i przerażenie. W końcu zdobył się na odwagę i zaprosił nas wraz z Carolyn do salonu. Bez wahania ponownie zacząłem rozmowę.
-Wiem, że teraz to co usłyszycie będzie dla was czymś nierealnym. Dla mnie na początku też takie było, d.o.p.óki nie porozmawiałem z Laylą.
Carolyn spojrzała na Erica z przerażeniem w oczach i chwyciła go za rękę. Bezbronny chłopak siedział i wsłuchiwał się w opowieść tak jakby ją już słyszał. Co jakiś czas spoglądał tylko na Carolyn prawie ze łzami w oczach. Później w trakcie kiedy Layla nadał kontynuowała swoją historię chłopak wstał i krzyknął.
-Nie ! Dosyć tego ! Znowu to samo ! Czy wy zawsze musicie popełniać jeden ten sam błąd ?! Przeżyłem to już. I teraz też to przeżyję. A wiesz dlaczego ?! Bo jestem taki sam jak ONA !
Chłopak gestem wskazał na Layle. Wszystkie wykrzyczane słowa padały w moją stronę. Oszołomiony wstałem i zacząłem mówić.
-O czym ty mówisz ? Nie wyglądasz tak jak…
-Tak wiem. Jestem tutaj od urodzenia i zdążyłem się odpowiednio zaaklimatyzować, aby nikt mnie nie rozpoznał. Jestem też opiekunem Carolyn. A wiesz co w tym wszystkim jest najlepsze ?
Popatrzyłem na niego ze strachem w oczach. Czułem, że to co powie nie będzie dobrymi wiadomościami. Chłopak odwrócił się i wziął do ręki dwudziestopięciokilogramowy ciężarek. Nie zdążyłem wykonać żadnego ruchu, gdyż Layla rzuciła się na mnie i oboje wylądowaliśmy na podłodze. Z ziemi obserwowałem jak ciężarek rzucony przez Erica robi dziurę w ścianie przed którą stałem .
Layla pozbierała się i szybkim ruchem wyciągnęła mnie z mieszkania . Po chwili byliśmy na zewnątrz budynku. Bez żadnych wyjaśnień dziewczyna oznajmiła.
-Musimy uciekać. Nie jesteś tu bezpieczny.
Nic nie odpowiedziałem. Byłem tylko w szoku po całym tym zdarzeniu. Ale tak naprawdę to nie miałem w tej kwestii za dużo do gadania. Moje życie zależało od Layly.
**** dalej, robi się coraz ciekawiej.
Czekam na dalsze rozdziały z WIELKĄ niecierpliwością
Rozdział 9
Nie wiem jakim cudem, ale po kilkunastu minutach znajdowaliśmy się w skromnym niewielkim domku na obrzeżach miasta. Jego wnętrze nie było w stylu nowoczesnym, lecz panowały tam rzeczy staromodne. Wszystko było eleganckie i zadbane. Trochę wyglądało to jak z innej epoki, ale nie zwracałem na to zbytnio uwagi. Layla zaznaczyła, że teraz tu będzie moje miejsce pobytu. Nie miałem innego wyjścia i przystałem na jej warunki. Następnie rozkojarzony zapytałem.
-Odczytałaś myśli Erica prawda ? Powiedz mi co w nich mówił.
Dziewczyna na początku nie chciała ujawnić mi prawdy, lecz zdołałem ją przekonać.
-On chcę cię zabić. Tak jak poprzednie osoby. Jeśli zginiesz koszmar dla nich się skończy i będą bezpieczni.
Załamany przetarłem zmęczone oczy. Kolejna osoba chcę się mnie pozbyć. Byłem przerażony.
-A co z Carolyn ? Musimy po nią wrócić. On może jej coś zrobić. Wyznałem spanikowany.
-O nią nie musisz się martwić. Jest jej opiekunem. Choćby chciał nie może jej zabić ani zrobić krzywdy. Powiadomiła mnie Layla.
-Co jeśli się odważy i coś jej zrobi ?
-To jest niemożliwe. Przeczytałam wszystkie jego myśli. On naprawdę ją kocha. Zrobi dla niej wszystko nawet jeśli ona się od niego odwróci. My po prostu tak mamy, nigdy nie krzywdzimy osób, które są dla nas ważne .
Po jej słowach uspokoiłem się trochę i nabrałem wiary.
Nie spałem całą noc. Byłem zmęczony. Zmarnowany wyszedłem na werandę, która znajdowała się za domkiem. Właśnie się zmierzchało. Słońce dopiero co wschodziło. Panowała mgła, która później przemieniła się w kropelki rosy. Jak zawsze było spokojnie i cicho. Rozmyślając usłyszałem dziewczęcy przyjazny głos Layly.
-Zrobiłam ci mocną kawę. Proszę.
Zdobyłem się na uśmiech i podziękowałem jej.
-Masz jakiś plan co mogę zrobić ? Długo nie uciągnę na samych używkach. Zapytałem pełen nadziei.
-Myślę, że będziemy musieli udać się do tego hotelu i tam poszukać jakichś wskazówek. Skoro tam wszystko się zaczęło, tam musi się zakończyć. Odpowiedziała poważnym głosem dziewczyna.
-Mamy przeszukać hotel ? A co z właścicielem ? On chyba znajduję się tam dwadzieścia cztery godziny na dobę.
-Obserwowałam go trochę. Co niedziele udaję się do jakiegoś klasztoru. Wtedy będziemy mieć cały dzień na poszukiwania.
Przytaknąłem i sięgnąłem po kubek gorącej kawy. Miałem nadzieję, że da mi ona dużo energii ponieważ niedziela miała nadjeść dopiero za dwa dni. Przez ten krótki czas oboje z Laylą bardzo się do siebie zbliżyliśmy. Z resztą nic dziwnego. W końcu była jedyną osobą, której mogłem zaufać i w której miałem oparcie. Panicznie bałem się tego, że zasnę i już nie obudzę z mojego koszmaru. Dlatego Layla nie odstępowała mnie na krok. Pilnowała abym nie przysnął i robiła wszystko, abym nabrał chociaż trochę siły.
Nadeszła niedziela. Z samego rana wybraliśmy się do hotelu. Tak jak mówiła dziewczyna miejsce było puste. Bez właściciela. Zaszliśmy od tyłu i przystanęliśmy przed tylnym wejściem.
-I co teraz ? Jak je otworzymy ? zapytałem.
Layla sięgnęła po leżący obok pręt i zaczęła wiercić nim w dziurce od klucza. Po chwili drzwi puściły i weszliśmy do środka. Chociaż byłem tam po raz drugi widok był tak samo odrażający jak za pierwszym razem. Opadły z sił skierowałem się w stronę starych, poszarpanych drzwi.
-To za nimi zaczyna się mój koszmar. Wymamrotałem.
Layla stała nieruchomo i przyglądała się wszystkiemu jakby z tęsknotą w oczach. Po chwili ocknęła się i rzekła.
-Musimy tam wejść. Podeszła do nich i nadusiła na klamkę. Były zamknięte. Po chwili zapytała.
-Czym otwarłeś drzwi w śnie ?
-Waliłem w nie jakimś metalowym narzędziem. Później drzwi same się otwarły. Odparłem.
Dziewczyna bez wahania wzięła metalową rurę i robiła dokładnie to samo co ja będąc w śnie. Tym razem drzwi nie chciały puścić. Musieliśmy znaleźć inny sposób. Oboje dokładnie przeszukaliśmy recepcje. W jednej z szuflad na samym dole znajdował się stary klucz przygnieciony starymi gazetami i grubą warstwą kurzu. Chwyciłem go i podałem dziewczynie. Ona delikatnie go wsunęła i przekręciła. Było słychać jak zabezpieczenie p.u.s.z.c.z.a i drzwi odrobinę się uchyliły.
Popchnąłem je i weszliśmy do środka. Zapaliłem starą żarówkę i zacząłem się rozglądać. Pomieszczenie nie było za duże. Było ciemno gdyż nie było tam żadnego okna. Pajęczyny i niekończący się kurz panowały w całym pokoju. Pod ścianą znajdowała się stara poplamiona wersalka. Obok niej mieściła się poszarzała komoda z poblakniętymi fotografiami. Chwyciłem jedną i zacząłem się jej przyglądać. Zdjęcie ukazywało czteroosobową rodzinę. Mężczyznę, kobietę i dwie nastolatki prawdopodobnie w tym samym wieku. Jedną z nich była dziewczyna z koszmarów. Druga była do niej podobna, lecz nie rozpoznałem jej. Fotografia była zrobiona na tle hotelu. Później zauważyłem, że mężczyzna miał wydrapane oczy tak jakby ktoś to zrobił paznokciami. Zawołałem Layle i pokazałem jej to. Dziewczyna wzięła zdjęcie i oznajmiła.
-To nam się raczej do niczego nie przyda. S.z.u.k.a.j dalej.
-Czego tak właściwie mam s.z.u.k.a.ć ? Tu są tylko jakieś starocie i nic po za tym. Wykrztusiłem zrezygnowany.
-Nie wiem. Coś tutaj musi być.
Później coś mnie natchnęło i ostatkami sił odsunąłem przestarzałą komodę. Za nią nie było tapety lecz pusta ściana z czerwonym napisem: HOMICIDA.
Po chwili przyszła Layla i patrzyła na ten napis ze łzami w oczach.
-Co oznacza ten napis ? Spytałem.
Dziewczyna powstrzymując łzy wybełkotała.
-Morderca.
Wyszedłem z pokoju i przysiadłem na starym fotelu znajdującym się w holu. Nie mając jakichkolwiek wskazówek skierowałem wzrok na wiszące stare obrazy. Podszedłem bliżej i przetarłem pierwszy z brzegu od kurzu. Przedstawiał on tę samą dziewczynę, której nie rozpoznałem na fotografii. Dokładnie zacząłem się jej przyglądać. Nagle zauważyłem na jej szyi długi srebrny medalion w kształcie pół księżyca.
-‘’Ten medalion –wskazała dziewczyna na wiszący na jej szyi wisior- pozwala nam dowiedzieć się do jakiego dystryktu należymy. Nie można go w żaden sposób zniszczyć…’’
Poczułem dreszcze na całym ciele.
-Jak to możliwe ? - mówiłem sam do siebie – To nie może być prawda…
Pobiegłem do tylnego wyjścia i drżąc próbowałem otworzyć drzwi. Nie udało mi się. Wyglądało to tak jakby były zablokowane czymś z drugiej strony. Nie tracąc czasu wbiegłem na długi korytarz. Pchnąłem pierwsze lepsze drzwi nie robiąc przy tym dużego hałasu i wpełznąłem do środka. Wewnątrz było ciemno, dlatego po omacku s.z.u.k.a.łem jakiegoś włącznika do światła. Powoli zacząłem przyzwyczajać się do panującej wokół ciemności. W końcu na mojej drodze pojawiło się kolejne wejście. Bez wahania wparowałem za nie. Przede mną pojawiły się schody. Uważnie zszedłem na dół. Będąc już na dole przeszedłem przez kolejne drzwi. Pomieszczenie, w którym się znalazłem wyglądało jak z jakiegoś horroru. Po jednej stronie znajdowały się stare szpitalne łóżka, a po drugiej najdziwniejsze rzeczy jakiekolwiek kiedyś widziałem. Zabrudzone noże, topory, łańcuchy, siedzisko z kolczastą maską, pełno strzykawek i stół z jakimiś obrzydliwymi narzędziami. Wszystko przypominało mi salę… tortur…lub jakiś eksperymentów.
-Co tu się do cholery działo ? jęknąłem.
Chciałem jak najszybciej stamtąd wyjść. Całe to pomieszczenie przyprawiało mnie o dreszcze.
‘’Tylko gdzie ? Nie wrócę na górę.’’ Pomyślałem przygnębiony.
Wszedłem w głąb pomieszczenia i przykucnąłem w kącie. Oparłem ręce i głowę na kolanach. Bezradny siedziałem tak myśląc co w tej sytuacji mogę zrobić.
Nagle przypomniały mi się słowa wypowiedziane przez Layle.
-‘’ Jest jej opiekunem. Choćby chciał nie może jej zabić ani zrobić krzywdy.’’
W mojej głowie pojawił się płomyk nadziei. ‘’Skoro Layla jest moim opiekunem nie może mi nic zrobić’’. Pomyślałem nabierając trochę wiary. Wstałem i ruszyłem na górę. Nie byłem jednak pewien czy to aby na pewno słuszna decyzja.