Wstęp
Epizod I- Legenda
PS. Choć historię tę zaczynamy od nowa, to jednak na jej ulepszonej fabule. Aaa! I nie pi.sz.cie mi, że robię błędy z nazwiskami typu Abnest- Abenst czy też inne literówki, bo chyba każdy wie o co chodzi, a takie pomyłki są winą magicznych gnomów

, które przekręcają literki, ponieważ są głodne pomysłów.
Nie tak dawno temu, na wschodnim wybrzeżu SimondSimrest zamieszkiwała dziwna i niezwykle tajemnicza rodzina Abnestów. Nikt z mieszkańców nie interesował się jej losami. Z pokolenia na pokolenie rodzina pogrążała się w mroku zapomnienia, a ich życie stało się rutyną. Gdy w końcu inżynierowie skonstruowali pierwsze simoloty, każdy mieszkaniec miasta i okolicy chciał wybrać się w poszukiwaniu przygód do ciepłych krajów. Lecz nie każdego było na to stać.
Co innego Abnestowie!
Abnestowie to bardzo bogata rodzina, i gdyby tylko chcieli - kupiliby całe miasto CradleParadise.
Cóż - byli jednak sknerami i cały uzbierany majątek przekazywali kolejnym swoim spadkobiercom.
Aaron Abnest jako pierwszy z familii wybrał się do Al Simharry, i choć żadna z ksiąg, notatek nie mówi co tam znalazł, po kilku dniach zmarł z niewyjaśnionych przyczyn. Jednak to był dopiero początek! Jedyny syn Aarona -
Ron Abnest był od maleńkości wychowywany przez ojca, gdyż matka zaginęła w bardzo młodym wieku - powszechnie było wiadomo, że dotknął ją syndrom obcej ręki (spekulujemy że porwali ją kosmici). Ron od maleńkości fascynował się opowieściami ojca, i nic dziwnego, że po jego śmierci kompletnie się załamał, bo chciał być taki sam jak jego ojciec. Być może to przypadek, ale zaraz po śmierci ojca, Ron poszedł wypłakać się nad staw, i wtedy niespodziewanie, na liściu lilii wodnej, przypłynęła do niego nieznana księga. Ta księga to nie było nic innego, jak prastara Księga Abnestów. Według legendy książka ta była przekazywana z pokolenia na pokolenie, od dziesiątki wieków. (
Więcej o księdze). To bardzo stare pismo było nieczytelne dla zwykłych Simów, lecz Ron od dziecka uczył się tego zapomnianego języka KokoGnomnistów. Wkrótce dowiemy się co przeczytał w pradawnej księdze..
Edit - pozwoliłam sobie na usunięcie literówek i lekkie wygładzenie tekstu. Mam nadzieję, że się nie pogniewałeś - ale opowieść zapowiada się arcyciekawie, i szkoda mi było, aby pewne drobiazgi psuły tak interesujący początek

Pozdrawiam Alicja
Komentarz
Czekam na ciąg dalszy
Pozdrawiam
To było ponad 60 pokoleń wcześniej (przed wydarzeniami nad Wyspą MostAbnest), wszystko zdarzyło się tu w rodzinnym mieście CradleParadise. To były ciężkie czasy, większość simów zbierała magiczne gnomy i sprzedawała je w porcie oddalonym setki kilometrów.
Nadszedł zwykły dzień który rozpoczął tą opowieść, nikt nie miał zupełnie zielonego pojęcia iż ten dzień może zupełnie zmienić bieg historii świata. Ron Abnest, tak to właśnie ten sim zamieszkiwał w nietypowej posiadłości nad Kocimi Wzgórzami. Pewnego dnia Ron podczas łowienia ryb, zauważył coś brązowego pływającego w stawie. Nie, to niebyła żaba, ani koci gnom lecz pewna książka napisana w średniowiecznych znakach i symbolach, napisana została tak aby nie mógł jej przeczytać zwykły sim. Odkąd pamiętam książka z miesiąca na miesiąc latała po całym jego domu, z kąta w kąt. Ron chwycił pozorną księgę, jako że doskonale zna ten dziwny stary język usiłował przeczytać książkę. I tak zawitaliśmy w średniowiecznej opowieści...
<Czasy wczesnego średniowiecza- gdzieś w okolicach dzisiejszego Sunset Valley
Ronaldo Abnest, to nieuczciwy sim, będący Magiem V stopnia oraz piratem. Pewnego dnia Szanowna Jego Mość Król Zbigniew Aleksander Choracy Rudy XXXXXXXXXXII, zlecił poszukiwanie Ronaldowi mistycznego Topora Thora. Ronaldo przemierzając konno lasy, góry, lodowce, pustynie, dom Martysia i dzikie węże odnajduje zaginiony Mistyczny Topór.
Niestety nie zachodzi zbyt daleko. Gdzieś nad Pustynią Śmierci, zostaje złapany przez stado wściekłych psów zombi. Podczas walki ze stworami topór spada z kanionu wprost do czarnej zimnej otchłani. Król dowiedziawszy się o klęsce misji postanawia przekląć na wieki Sima Ronaldo i natychmiast wydaje wyrok śmierci.
Ronaldo zostaje zabrany przez strażnika w celu wykonania wyroku.
<Strażnik Rudolf> Ronaldo Abnest, zostajesz skazany za czarną magię, piractwo, kradzież i złoboje oraz.. <zdanie zostało przerwane>
<Ronaldo Abnest> Dobra daruj sobie tą wyliczankę, czy pobranie obrazka to przestępstwo?
<Strażnik Rudolf> Milcz kiedy wykonuje wyrok! Zgodnie z postanowieniem kodeksu ACTA 1258 i 88 zostajesz skazany na śmierć przez wrzut do padołu z bardzo głodnym krabem.
Rudolf zostaje zabity. Lecz jego klątwa trwa nadal. Pewnego razu jeden z mieszkańców miasteczka, natchnął się na czaszkę w pobliżu pieczary. Czaszka miała zielony odcień, kryształ być może nie został jeszcze odkryty przez naukowców. Złowrogi mieszkaniec postanawia nie dzielić się z łupem i wywieść czaszkę daleko od średniowiecznej krainy. Gdzieś nad nieznanymi wodami statek z czaszką rozbija się, jednak simom udało się przeżyć. Wylądowali na pewnej wyspie, nie widząc gdzie się dokładnie znajdują postanowili ukryć bardzo głęboko czaszkę, tak aby nikt przez wiele wieków jej nie odkrył.
Legenda mówi: Kiedy Topór Thora uderzy w krystaliczną czaszkę Ronalda Abnesta, zapanuje pokój a wybawca zostanie nagrodzony życiem wiecznym.
*czytając księgę Ron widzi notatkę swojego niedawno umarłego ojca*
<21 Listopad 1904- Aron Abnest>
To wszystko nie prawda co p.i.s.z.ą w legendzie. Nie ma wyspy, nie ma torporu nie ma czaszki. Cała ta historia to mistyfikacja. Kim kolwiek jesteś strzeż się tej opowieści. Ta opowieść wyssie wszystkie soki życia i umrzesz.
--
Ron długo zastanawiał się nad tą opowieścią był ciekaw dlaczego jego ojciec umarł i czy cała ta Historia jest prawdziwa.
Ostatnim jego miejscem pobytu poza domem był Egipt, może powinienem popytać mieszkańców na temat mojego ojca?
*****C.D.N******
Pora wyruszyć w daleką podróż, Ron zabiera niezbędny ekwipunek. Celem jego przygody w Egipcie jest dowiedzenie się większych szczegółów na temat jego ojca Aarona, który kilka lat wcześniej umarł z niewyjaśnionych przyczyn po powrocie z Egiptu.
<Egipt- Al Simhara- około 90 pokoleń przed końcem świata>
Wydmy, piramidy, piaski, wielbłądy! Ah cudowny jest ten kraj ale nie przyjechaliśmy tutaj podziwiać widoków. W prastarej wiosce mieszka ambasador Egiptu Abuk Alsi. Spotkałem go na targu, właśnie kupował świeże granaty.
<Ron> Witam Pana nazywam się Ron Abnest, chciałbym Pana o coś zapytać..
<Abuk> Abnest? Syn Aarona Abnesta? Nie wiedziałem że miał on syna cóż mało znałem tego sima.
<Ron> Mój ojciec umarł w bardzo młodym wieku zaraz po odwiedzeniu tego kraju, nikt nie znał nawet choroby na jaką on umarł.. Zastanawiam się co on *****ł w Egipcie?
<Abuk> Mogę popytać tutejszą ludność ale w zamian za to mógłbyś coś dla mnie zrobić?
<Ron> Tak oczywiście, usługa za usługę, w czym problem?
<Abuk> Jedno z naszych dzieci Kleopatra nie wraca do wioski od kilku dni, sz u k a l i śmy jej ale to na nic. Boimy się że jej się coś stało albo parowało ją Ufo. Po raz ostatni widziano ją tutaj na targu kiedy to wrzucała monety do fontanny potem ktoś ją widział koło piramidy wiatru. Kiedy ją odnajdziesz uważaj na nią, jest ona podstępna i zła, mózg wypaliły jej jednorożce. Nie ufaj jej!
<Ron> Dobrze, zajmę się tym i będę na nią uważał.
Hymm.. fontanna i piramida wiatru może powinienem sz.u.k.a ć właśnie tam?
Kiedy to już znalazłem się w piramidzie od razu nadknołem się na podejrzaną fontannę. Podszedłem bliżej odczytałem inskrypcje "Wypowiedz życzenie a może uda mi się je spełnić".
Pomyślałem może dziecko wpadło do studni? Miałem kilka drobnych simli, wrzuciłem ich trochę do fontanny aż nagle coś wodo rostowego wyskoczyło z fontanny i zaczynało krzyczeń "Łahahahahah! :twisted: "
<Ron> Kleopatra? Natychmiast wyskakuj z tego źródła! Całe miasto ciebie sz.u.k.a,
<Kleopatra> Błahahaha! Nie zamierzam nigdzie iść, grubiański wielkoludzie! :twisted:
Złapałem dziewczynkę za rękę i związałem ją sznurem aby nie próbowała uciec, Abuk był bardzo zadowolony z tego że udało mi się ją złapać. Zamieniłem z nim kilka słów:
<Abuk> Oh! Jak dobrze cie widzieć z Kleopatra,
<Ron> Miałeś racje to bardzo zła simka, ale czy coś udało ci się dowiedzieć o mym ojcu?
<Abuk> Tak, choć sam nie wiem czy w czymś ci to pomoże. Aaron podczas ostatnich odwiedzin badał Sfinksa, a teraz zabawniejsze, sądził że Sfinks kryje w sobie prastare wrota do zaginionego miasta umarłych, plotkował w klubie o jakimś Toporze Trola ?!
<Ron> Thora?
<Abuk> Tak właśnie o tym mówił, więc ty też go poszukujesz?
<Ron> W zasadzie nie, chcę się tylko dowiedzieć dlaczego mój ojciec zmarł.
<Abuk> A więc życzę powodzenia, muszę już iść nakarmić moje wielbłądy i kazać Kleopatrze odrobić lekcje, niech ci szczęście sprzyja!
<Ron> Dziękuję bardzo, życzę miłego dnia.
Ron pożegnał się z ambasadorem i wybrał się do budowli przypominającego mruczącego kota na pustyni.
*****C.D.N*****
I = 1
V = 5
X = 10
L = 50
C = 100
D = 500
M = 1000
Cyfryrzymskie.pl
Brama do świata zmarłych
Abuk Alsi pokierował mnie do Sfinksa, największej i najciekawszej budowli w Egipcie, choć wydawać się mogło iż nasz Sfinks nie ma żadnych tajemnic, jak się z bliska przyjrzeć ma kilka ukrytych sprytnie kanałów i piwnic ale nie wiem do czego one mogły służyć.
Brama do sfinksa była otwarta luzem, wystarczyło trochę siły aby odtworzyć wrota, gdy już to się udało wewnątrz było czuć smutek w powietrzu. Dziwne ale wnętrze tego grobowca było już plądrowane, sterty gruzu w każdym rogu, jak by ktoś tu był dosłownie przed chwilą.
Na wprost mnie widniały hieroglify, które skrywały tajne przejście. Wszedłem po chodach na górę tam następne drzwi ale z napisem "Dusza która zakłóci spokój, zostanie oddana do świata zmarłych"
Znalazłem się w jakimś hm.. biurze polowym (?!) na biurku leżał list który nie został dokończony:
"Droga Isabello,
Egipt to miejsce w którym starożytny świat ożywia, a stare zapomniane legendy stają się bajkami dla naszych dzieci. Proszę ciebie, daj mi trochę czasu Topór Thora musi gdzieś tutaj być..... "
Rany boskie! To list do mojej matki, umarła kilka dni później. Co się stało z moim ojcem dlaczego umarł, tak wcześnie. Chyba nigdy się nie dowiem ale, Topór Thora.. chciałbym to zrobić dla swojego ojca, zdobyć go i pokazać światu jego mistyczną moc. Problem w tym że nikt nie wie gdzie on jest. Może on nawet nie istnieje.
Poszedłem do kolejnego pokoju, tam znalazłem miejsce przypominające salę modlitw z wielkim białym posągiem iluminującym na zielono .. (bzim trtrtrtrtrtr)
*zapanowała niezwykła jasność, na całym kontynencie zrobiło się biało, większość mieszkańców straciło zwrok.*
*C.D.N*
To był naprawdę niesamowity błysk, nie pamiętam co się stało obudziłem się w jakimś pokoju, nie była to jednak moja sypialnia. Pomieszczenie było białe, nie miałem zielonego pojęcia jak to się znalazłem.
Otworzyłem drzwi i znalazłem się w białej sali z jakąś dziwną figurą, z wieloma lustrami oraz studnią. Ta sala wyglądała jak czyściec.
Mając pewne doświadczenie ze studniami, chcąc się wydostać wskoczyłem do studni i wypłynąłem w jakieś egipskiej sali,
rozglądałem się w około, zauważyłem że w ścianie widać wyraźną wyrwę postanowiłem ją przesunąć i tak wydostałem się z tej dziwnej budowli..
byłem pewien że wyjdę gdzieś pod Sfinksem lub zostałem zawieziony do lokalnego szpitala polowego ale to miejsce wogólę nie przypominało mi Al Simhary, za krzaków ujrzałem zupełnie inny świat niż znałem..
Czy to miasto śmierci? Może Topór Thora naprawdę istnieje? Czas się po przechadzać po tym nieznanym mieście.
To była trudna noc dla mnie, nie miałem gdzie się wyspać postanowiłem zdrzemnąć się w pewnej starej stodole, zjadłem moją ostatnią kanapkę z masłem czekoladowym i ruszyłem w miasto. Nie wiedziałem dokąd mam zmierzać, poszedłem do najbardziej charakterystycznego miejsca tej miejscowości, kręcąc się pod ratuszem zaobserwowałem że w pewnym parku pojawił się cyrk.. albo coś w tym rodzaju. Ludzie patrzyli na mnie jak na przybysza z innej planety, jak bym ukradł im simleony albo obraził lamę, nie chętnie chcieli ze mną rozmawiać. Podszedłem do bardzo starego starca, nie bardzo rozumiałem co on mówi, to był bardzo stary język. Niedaleko stał stragan, właściciel był bardzo nie ufny zapytałem jego tylko kto zna dobrze miasto.
Nie powiedział mi ani słowa pokazał palcem na jeden z przydrożnych domów. Wybrałem się tam, pukając do drzwi miałem przeczucie że zaraz otworzy jakiś wielki magiczny gnom i wepcha mi wiadro dyni. Ale się tym razem myliłem. Drzwi otworzył mężczyzna o wyrachowywanym wyglądzie.
Ron- Dzień dobry nazywam się Ron Abnest mam kilka pytań do Pana..
Gość o wyrachowywanym wyglądzie- sz.u.k.a.l.i.ś.m.y Pana, wejdźmy do środka nie chcę aby ktoś podsłuchał naszą rozmowę na dworze..
Ron- Gdzie ja jestem, co to za miejscowość jak ja tutaj się znalazłem, kim Pan jest?
Franciz- Nazywam się Franciz El Mur, jestem miejscowym historykiem i specjalistą do spraw para normalnych, sam nie mam pojęcie jak tutaj się znalazłeś, widzieliśmy jasny rozbłysk w wschodniej części miasta, leżałeś w krzakach jeden z moich podopiecznych przeniósł ciebie do piwnicy starej katedry padał deszcz nie chcieliśmy abyś zmókł. Znalazłeś się w mieście otoczonymi kanionami, wąwozami i pustyniami witamy w CanyonRibos!
Ron- CanyonRibos? Ta nazwa kojarzy mi się z robakami które zbierałem w czasach dzieciństwa. Pustynia śmierci.. czy wiesz coś o mistycznym toporze Thora?
Franciz- Topór Thora, tak kilka dzieciąt lat temu przybył do tego miasta jakiś "bohater" opowiadając bzdury o starożytnej mocy jego dziada, pradziada wyśmiewaliśmy go bo coś takiego jak wielki magiczny Topór nie istnieje, a jeśli istnieje to nie ma go tutaj. Ale Pustynia śmierci rzeczywiście istnieje, ale jej nazwa brzmi dziś Pustynia Nihaha, na cześć gnomnistycznego gnoma wiatru.
Ron- Aaron Abnest? To był mój ojciec, zaraz po powrocie do domu umarł na dziwaczną chorobę.. Zostawił mi księgę w której napisana jest cała legenda o tym toporze oraz i pewnym zaginionym artefakcie.
Franciz- Tak ten mężczyzna nazywał się Aaron, mieśmy przez niego dużo kłopotów chciał wysadzić w powietrze skalną zaporę, władze na to mu nie pozwolili i deportowali go do Al Simhary.
Ron- Powiedz mi jak dość do Pustyni Nihaha..
Franciz- Idź na południe miń posąg Simozaurusa i jedź przez kanion aż do końca zobaczysz skalną drużkę na sam szczyt kanionu, znajdziesz się przy o.p.u.s.z.c.z.o.n.y.m ranczu, nie wiem czy coś ci to podpowie ale tam nie ma czego s.z.u.k.a.ć piach, skały, wiatr, zero życia, zero przygód.
Ron- Dzięki za podpowiedź, jeśli coś znajdę przyjdę do ciebie.
Franciz- Obyś znalazł to czego s.z.u.k.a.s.z, ale jak już wspomniałem nie sądzę że to istnieje.. trzymaj na drogę trochę wody i mięsa, może ci się przydać w tej przygodzie, chętnie powiem ci jak masz wrócić do domu, uważaj na siebie.
CDN