Arekisie, wszystko blędy które wytykasz jak na razie są niestety poprawne. Powinieneś moim zdaniem, w takim razie, przestań robic to co robisz póki się nie upewnisz.
Super rozdzial. Robi się ciekawie i zdjęcia są super! Napięcie też jest calkiem, calkiem, ale mam kilka zastrzeżeń co do jego budowy u ciebie. Na razie jednak pi.sz dalej.
- Aaaa! – Mój krzyk rozniósł się po zamku.
- Isabelle? – Gdzieś na dole była Kathy. Jej głos był bardzo słaby, ledwo słyszalny – Gdzie jesteś? – Nieświadoma niczego nawoływała.
- Chyba przysnęła – odpowiedziała stojąca przede mną pani Renee. Nie wyglądała jak sprawca jakiejś zbrodni, jednak to, że spotkała mnie w tej chwili dawało mi dużo do myślenia. Jej zagadkowe oczy obserwowały mnie bardzo uważnie zza jej grubych szkieł okularów. Poprawiając je wyraz jej twarzy przybrał matczyną i opiekuńczą barwę. Taką, której od dłuższego czasu mi brakuje… Ale nie daj się zwieść, powtarzałam sobie w myślach. Nawet najwięksi mordercy także byli potulni. Do czasu, niestety…
- Krew – wydukałam, przypominając sobie, co mi się stało. Odpoczynek, a raczej przyjemną przerwę w pracy przerwała mi czerwona kałuża rozprzestrzeniająca się tak szybko jak moje złe przeczucia dotyczące bardzo bliskiej przyszłości. Chcąc to potwierdzić przybliżyłam moje drgające ręce do pani profesor, aby się im przyjrzała.
- Tam też jest – wskazałam za siebie. – Naprawdę nie wiem, co się stało. Nie chciałam zniszczyć tego dywanu, ale to stało się tak szybko! Ja…
- Ale ty nie masz krwi na rękach. Są czyste – stanowczym tonem przerwała historyczka. Te słowa zaczęły stukać w moją głowę tak mocno, że musiałam się za nią złapać. Co? Ale jak? Przyjmując to do wiadomości popatrzyłam na moje dłonie. Ani kropelki krwi. Nigdzie nie ma żadnego szkarłatu. Jeszcze minutę temu byłam pewna, że ktoś chce mnie zabić! Powątpiewając i mamrocząc pod nosem spojrzałam w stronę dywanu. Kałuża znikła. Wyparowała! Ot tak po prostu jej nie ma.
- Ale jak? – Głosem desperatki podeszłam w to miejsce. Przypomniałam sobie ten kształt. Jedna wielka kałuża połączona z mniejszymi…
Czując napływające łzy dezorientacji, upokorzenia i strachu zakryłam dłońmi twarz, żeby je ukryć. Moja twarz z sekundy na sekundę robiła się coraz bardziej czerwona, a ciało zaczęło drgać. Kątem oka spojrzałam tam ostatni raz.
- Tam jest ślad – załamany głos zdołał wypowiedzieć tylko to. Stara, zeschnięta krew – a raczej jej pozostałości były na dywanie. W tej chwili nie liczyłam na nic innego niż na zrozumienie. Nie chciałam, żeby pani Renee uznała mnie za jakąś psychiczną osobę nadającą się na leczenie.
- Wiem. W tym miejscu zginęła królowa Elisabeth, o której opowiadałam historię. – Przyznała mi rację. – To jedno z tych miejsc, w których można poczuć dawną epokę. Nie dziwię się, że miałaś sen o krwi. Biorąc pod uwagę, że nie zareagowałaś na nasze wołanie i ją widziałaś… - kobieta głośno przełykając ślinę zdawała się mnie całkowicie rozumieć – to sen jest jedynym logicznym wytłumaczeniem.
- Ma pani rację – przyznałam. Wracając z nią na dół spojrzałam na ślad krwi. Myśl o tym, że siedziałam na miejscu czyjejś śmierci była okropna. Tylko je zbezcześciłam i na koniec mi odbiło.
- Jednak jest coś, co muszę ci powiedzieć. Ta krew – zaczęła szeptem pani profesor, gdy schodziłyśmy po schodach. Jej wyraz twarzy mówił sam za siebie – nie mogę nikomu tego powiedzieć, ale nie mogę się powstrzymać. Zmarszczka, która pojawiła się na czole pokazała, jak dużym było to wysiłkiem. – Ta krew może…
- Isabelle! Tak się martwiłam! *****łyśmy cię po całym zamku!
Ten najbardziej mroczny i być może jeden z ważniejszych momentów w moim życiu został zakłócony przez moją przyjaciółkę. Klnąc pod nosem uśmiechnęłam się do niej wrednie, aby pokazać jej, co najlepszego zrobiła.
- Jest dobrze, Kathy. Nic mi nie jest. – Szybko dodałam, chcąc uniknąć fali pytań.
- To porozmawiamy o tym, kiedy indziej. Z tego, co wiem, to nie nasze ostatnie spotkanie. A nawet, jeśli ostatnie, to możesz do mnie wpaść. Wynajmuję domek u jakiejś starszej pani na bagnach. Nie ma numeru, więc nie mogę ci go powiedzieć…
- Ależ to nie robi problemu. Mieszkam tam i chyba wiem, o który dom pani chodzi. – Lekko uśmiechnęłam się do kobiety. Jej usta także ułożyły się w niewidoczny uśmiech. Nie wiedziałam czy jej ufać. Wszystkie dzisiejsze wydarzenia co chwilę zmieniały jej osobę. Raz była tą dobrą, raz tą złą. Podjęłam wyzwanie. Muszę się dowiedzieć, o co jej chodziło.
- To ja panie żegnam. Do następnego spotkania – żegnając się uścisnęła nam dłonie i wyszła z zameczku.
- O co tutaj chodziło? – Zapytała mnie szeptem Kathy, gdy tylko kroki pani Renee nie docierały już do naszych uszu.
- Nic ważnego, przysnęłam w tym miejscu. Gdy mnie znalazła to opowiedziała mi historię, że tam zamordowano królową. Tą z opowieści…
- To stąd chodźmy – Kathy wzdrygnęła się i pociągnęła mnie ze sobą do wyjścia. – Zaraz wszystko mi opowiesz.
Siedząc w kawiarni napływająca fala zmęczenia zamykała mi powieki. Uznałyśmy, że spokojny nastrój tego miejsca jest lepszy od wiecznie huczącego baru. Bez pośpiechu popijałam kolejną kawę z rzędu nie chcąc dopuścić do zmiany fal zmęczenia w sztorm. Wieczór mijał nam naprawdę miło. Obgadywałyśmy jak zwykle wszystko, co się dało. Tak odreagowywałyśmy ten nasz dziwny dzień.
- Spotkamy się z nią jeszcze raz. O tym miejscu jest dużo legend. Na pewno podbije to cały Twinbrook. – Ekscytowała się Kathy, jakby zapominając o dzisiejszym dniu.
- A wierzysz w tę historię o tej całej Północy i Południu – przerwałam błagając w myślach o to, by nie zepsuło to Kathy humoru. Przypominając sobie jej przerażenie karciłam się za to pytanie.
- Nie – odparła poprawiając włosy – Chociaż ten moment ze znamieniem był dobry. Poczułam się wtedy tak, jakbym wysłuchała własny wyrok śmierci. Ale moje znamię nie przypomina wcale półksiężyca. Tak właściwie to zwykła kreska swędząca na słońcu.
Tak, Kathy ma znamię. Wcześniej byłam skłonna przeszukać wszystkie kroniki, żeby znaleźć sposób, by jej pomóc. Teraz wydaje mi się to absurdalne. Śmiejąc się zamówiłam kolejną kawę.
- Nie śmiej się tak, bo jutro czeka cię spotkanie z twoją przyszłą szefową. Rano poczekam na ciebie koło recepcji. A redakcja mieści się w tym budynku po hotelu. Jest tam teraz dużo banków, dlatego mogą cię zmylić szyldy z ich logo.
- Dobrze – ziewając spojrzałam na zegarek. Było strasznie późno. Poza tym kolejna historia o jej chłopaku była męką. Gdy doszła do tematu jej urodzin, ledwo powstrzymywałam się od spania - Kathy, ja już idę. Jestem strasznie zmęczona - unikając jej wzroku pełnego wyrzutu zostawiłam pieniądze za kawy.
- No dobra… Pa. To jutro obgadamy te urodziny. Z resztą mi też chce się spać. Chociaż ten kelner jest całkiem, całkiem…
- Kathy! – Wywróciłam oczami i wstałam z krzesła. - To do jutra! – Rzuciłam na ochodne.
- Isabelle? Poczekaj! – Powiedziała Kathy. Chcąc nie chcąc zaczekałam. - Masz coś czerwonego na bluzce. O tutaj – wskazała. – Lepiej sprawdź jutro, w czym idziesz, bo jeszcze moja szefowa sobie coś o tobie ubzdura. To pa! – Uśmiechając się wyszła nieświadoma tym, co zauważyła.
Jeżeli mam być szczera to historia bardzo mi się podoba... A miałam problem z przełamaniem się, po zapowiedzi. I to tylko przez tą głupią "ściemę" :oops: . To się może wydawać śmieszne, ale rażą mnie takie słowa, obojętnie w jakiej lekturze Taki uraz zawodowy
Uśmiechając się wyszła nieświadoma tym, co zauważyła.
Tylko to mi się rzuciło; może "Nieświadoma tego, co zauważyła"?
Poza tym, naprawdę, naprawdę dobra robota :thumbup:
..Poza tym, to nadal nie mogę sobie wybaczyć, że nie zagłosowałam na Twoją historię.. :evil: Pusta ze mnie pała.. :x Przecież to obecnie moja ulubiona historia na forum!: :-o
- oryginalna
- ciekawa
- a jej twórczyni ma do niej najlepszą sygnaturkę - według mnie. :P Prostą i wyluzowaną.
No., to chyba tyle z mojej strony. Zatem dołączam się do grona fanów i czekam na dalsze dzieje..
Każdemu dziękuję za takie opinie, aż po prostu chce się dzięki temu pisać
Co do krwi to kiedyś to poruszę Ale jak na razie muszę skupić się na kilku innych wątkach bwsunny - o kurde, ale ja to zdanie skomplikowałam :oops: A mogło być tak jak napisałaś, krótkie i logiczne P916 e tam, ważne, że to głosowanie wyszło Może po wakacjach się to wznowi, bo teraz wiele osób pewnie nie wchodzi tak często.
Fajny rozdział Nie było tak strasznie... Chociaż po ostatnich słowach rozdziału 4 miałam wątpliwości, czy dalej czytać i troche inne wyobrażenia A teraz mało rzeczy mi pasuje, po tej krwi i to, że Kathy ma to znamię... Czekam na ciąg dalszy
A teraz mało rzeczy mi pasuje, po tej krwi i to, że Kathy ma to znamię...
Właśnie to zamierzałam zrobić i stwierdzam, że mi się udało Mam nadzieję, że następne rozdziały wszystko wyjaśnią, bo po tych mało stwierdzić o co w ogóle chodzi. Nie lubię pisać tak, że wiadomo z góry o co chodzi, bo po pewnym czasie to jest nudne i przewidywalne. Wolę pisać tak, że na końcu większość wydarzeń itp. okazuje się inna. Moim zdaniem to jest o wiele lepsze.
Labirynt kłamstw (6)
Matka udaje, że mnie nie zna. Słyszę dziwne głosy oglądając telewizję. Znana pani profesor opowiada mi historię, z którą łączę najlepszą przyjaciółkę. Na koniec widzę krew i ta sama kobieta stara mi się wmówić, że to tylko sen. Później chce się coś mi powiedzieć, ale do akcji wkracza moja najlepsza przyjaciółka, czyli Kathy. Ta czerwono włosa dziewczyna potrafi zawsze coś zepsuć.
Jadąc starałam się nie myśleć o burczeniu w brzuchu. Tak, moja mama zwariowała na tyle, że udaje, że nic poza jej pracownią nie istnieje. Późno w nocy, gdy w końcu dojechałam do domu ( pomijając ogromny strach związany z tą czerwoną plamą na mojej bluzce) otworzyłam lodówkę i co widzę? Nic jadalnego. Spleśniałe jogurty, coś skisłego i dziwnie wyglądający ananas z p.u.s.z.k.i . Ostatecznie wkurzona poszłam spać, zaś moja bluzka wylądowała w koszu na śmieci. Może i jest jakimś tam dowodem, ale szczerze? Nie chcę mieć z tym nic wspólnego. Jestem zwykłą dziewczyną bez pracy, mającą matkę malarkę i mieszkającą na bagnach w rozlatującym się domku. Zestresowana i zła jechałam na spotkanie z przyszłą szefową. Mam pokazać jej zdjęcia. Jednak w mojej głowie krążą te wszystkie dziwne rzeczy. Nie chcę zlewać ich w całość, bo zwariuję jak moja mama. Muszę mieć dobry humor, by pokazać się z jak najlepszej strony.
Widząc coraz wyższe budynki zwolniłam. Budowle z czerwonej cegły mijały, pojawiały się bardziej nowoczesne. Wieżowce ze stali i szkła mówiły, że cywilizacja w końcu dopadła taką dziurę, jak Twinbrook. Ucieszyłam się, gdy zobaczyłam troszkę mniejszy od innych budynek, z wieloma logami różnych firm. Jedne z logo miało napis związany z redakcją. Może trafiłam. Parkując na drogim parkingu klęłam na Kathy. Miałam w portfelu ostatnie pieniądze, które wydam na głupi parking, żeby się nie spóźnić. Po prostu super!
Wchodząc do środka mijałam wiele eleganckich osób. Pewnie większość z nich to socjopaci, których lepiej unikać jak ognia. Nie chciałabym być ich pracownikiem. Mężczyźni w granatowych marynarkach od tak drogich projektantów, że nie nawet moja roczna pensja nie starczyłaby na chusteczkę do nosa z ich logo, spieszyli się rozmawiając przez telefony bądź p.i.s.z.ąc coś w locie na laptopach. Wow, nie wiedziałam, że tak można… Kobiety zaś, odpicowane tak, że miałam wrażenie, że jestem na pokazie mody, dumnie prezentowały się na dziesięciocentymetrowych s.z.p.i.l.k.a.ch i różnokolorowych kostiumach. Fryzury błyszczące się od lakieru, rzucający się w oczy makijaż. Wredne spojrzenia. To nie moje klimaty. Gdy weszłam do środka ogarnął mnie wielki lęk. Z pośród tych wielu ludzi tylko ja byłam ubrana w zwykłe jeansy, buty z przeceny i sweterek z przed kilku lat. Wyglądałam przy nich jak dostawca p.i.z.z.y . Niestety, głód nie pozwolił mi dopracować tego, żebym się jakoś prezentowała. Nie sądziłam, że to będzie tak wyglądać. Idąc po świeżo umytej podłodze, uważając, żeby się nie przewrócić, byłam ciekawa, jak to robią te kobiety, że mimo biegu w s.z.p.i.l.k.a.ch zachowują równowagę.
Przy recepcji zauważyłam znudzoną życiem Kathy. Pomachałam jej, jednak tego nie zauważyła.
- Hej! – Przywitałam się. Widząc jej wzrok, nie czekałam na odpowiedź.
- Kurde, muszę dzisiaj pracować z tym Francuzem! To nie fair! – Nie żebym była jakąś wyrodną przyjaciółką, ale słuchanie, jak Kathy znęca się nad tym chłopakiem było trochę przykre. Chcąc nie chcąc pociągnęłam ją za sobą, chociaż nie wiedziałam, gdzie mamy iść.
Weszłyśmy do windy napchanej wieloma osobami. Nie było to zbyt przyjemne. W bok wpijały mi się listy od stojącego obok listonosza, jakaś starsza kobieta w kącie krzyczała do telefonu, a małe dziecko specjalnie wstawało mi na but. Moja przyjaciółka jak gdyby nigdy nic wyjęła jakieś dokumenty i nie zwracając uwagi na ograniczające nas ruchowo miejsce, zaczęła je czytać. Ja zaś zastanawiałam się, skąd tak małe dziecko znajduje się w tak wielkim biurowcu jak ten.
Po kilku okropnych minutach w końcu dotarłyśmy do miejsca prawdy. Starsza kobieta o długich blond włosach i kościami policzkowymi tak widocznymi jak u modelek sprawiła, że poczułam do niej respekt.
Jej czarne oczy obserwowały każdy mój ruch tak, jakbym była jakimś intruzem. Kathy weszła ze mną tylko po to, by wyjaśnić, kim jestem i szybko wyszła. Ja za to usiadłam na krześle przeciwległym do kobiety i czekałam na mój wyrok. Czas się strasznie dłużył. Bawiąc się palcami zauważyłam, że moja przyszła szefowa dopiero przegląda te zdjęcia. Czując, jak pot z nerwów płynie mi po czole wyjęłam chusteczkę.
- Nie jest aż tak źle. – Zaczęła kobieta. Podskoczyłam na krześle tak, że można by pomyśleć, że mam jakieś napady. – Jednak nie nadajesz się do tego typu zdjęć. Wolałabym, żebyś fotografowała ludzi. Wtedy pokazałbyś, co potrafisz.
Jej łagodny głos bardzo mnie uspokoił. Plakietka „ Judy Davidson REDAKTOR NACZELNY” mówił, że mam do czynienia z nie byle, kim.
- Dostaniesz tę pracę, jednak będziesz pracować z kimś innym. Z Kathy tylko dokończysz materiał. Co do spraw organizacyjnych – będziesz otrzymywać tygodniówki. Pracujesz w zależności od tego, gdzie i kiedy masz robić zdjęcia. Zazwyczaj dzień wcześniej zostaniesz poinformowana mailem, z kim będziesz pracować. Czasem telefonicznie. Czasami sama możesz znaleźć coś ciekawego, na pewno ktoś się tym zajmie. Dobra, aktualnie będziesz pracować z Riką, taką chudą Azjatką. Będzie czekała na ciebie w pokoju 212.
Widząc wzrok nieznoszący sprzeciwu i nieczekający na moje pytania wyszłam. Po co mam wywoływać wilka z lasu? Lepiej niech jest jak jest, możliwe, że nawet ją polubię. Idąc korytarzem słyszałam wiecznie dzwoniące telefony, których i tak nikt nie odbierał. Byłam bliska wybuchu. Strasznie mnie to irytowało. Pokój 212 mieścił się na szczęście na samym końcu korytarza. Napis „Rika Katsu” informował o tym, że dobrze trafiłam. Gdy tylko weszłam, to lekko się przestraszyłam. Nie tak wyobrażałam sobie biuro. Wcześniej zastałam ład i porządek. Teraz wszystko walało się na ziemi, począwszy od frytek z McDonalda, kończąc na niepowieszonych obrazach i poduszkach. Naprzeciwko mnie stała kobieta. Zamyślona wpatrywała się w ścianę i w ogóle nie reagowała na moje wejście. Czarne jak noc oczy. Tak samo czarne proste włosy spięte w kucyk. Typowa Azjatka. Po chwili oczy dziewczyny drgnęły i spojrzały w moją stronę.
- Cześć! To ty jesteś tą nową? Isabelle to ty? – Uśmiechnęła się i podała mi rękę na przywitanie.
- Tak. – Odparłam zdziwiona jej entuzjazmem. Mnie by wkurzyło to, że szefowa wciska mi kogoś nowego.
- Super! – Ucieszyła się. Jej oryginalność dała się we znaki. Nie była tak poważna jak inni. – Dawno nie pracowałam z kimś normalnym. Zawsze musiałam użerać się z plastikowymi lalami, które myślały, że wyglądem zyskają fortunę. Dlatego cały czas miałam kogoś nowego. A o tobie nawet słyszałam. Mój chłopak podwiózł ciebie i Kathy do domu po niezłej akcji w tym nowym klubie. – Zaśmiała się.
- Że co? – Oblana czerwienią spojrzałam jej w oczy.
- A… to ten moment w twoim życiu, kiedy nic nie pamiętasz i lepiej tego nie poruszać, tak? Ok, nie ma sprawy. Ale mój chłopak nawet cię polubił. Jak chcesz, to możesz nas kiedyś odwiedzić! – Dodając mi otuchy poklepała mnie po ramieniu i dodała – Sorry, że nawet się nie przedstawiłam ani nic, ale czeka materiał do zrealizowania, a jak tutaj się mówi „ czas to pieniądz”.
Jechałyśmy służbowym autem Riki. Rozsypujący się jeep. Lepsze to niż mój stary rumpel. Pojechałyśmy pod wielką willę. O nie, mam dość takich miejsc! Bogate domy przypominają trochę zamki. Drogie wnętrza i piękne ogrody. W tej chwili w mojej głowie włączył się alarm wołający „ Ani kroku dalej, bo znowu się coś przydarzy!”
- Pewnie myślisz, po co się tu przywiozłam – Rika miała rację. Całą drogę śpiewała piosenki z jakiejś płyty, więc zbytnio o tym nie rozmawiałyśmy – Mamy zrobić wywiad z panią Jessicą Raven. Wschodzącą gwiazdą czegoś tam. Nie cierpię robić wywiadów z pustymi osobami, ach!! Znowu muszę dopisać sama połowę wywiadu… Zrobisz kilka zdjęć, ja zadam jej kilka pytań i spadamy, co nie? – Znowu pokazała mi ten piękny uśmiech, rozbrajający cię w kilka sekund.
-Dobrze – odparłam i oddałam jej uśmiech, który mnie zaraził. Mimo, że spędziłam z nią zaledwie pół godziny i nie wiem o niej zupełnie nic, poza tym, że jej chłopak mnie podwiózł do domu i kocha j-rock to miałam wrażenie, że kiedyś się znałyśmy i teraz też będziemy w dobrym kontakcie. Jednak miejsce mojej pierwszej sesji nie było przyjazne. Idąc ścieżką poczułam nasilające się zimno. Coś mówiło mi, żeby tam nie iść, jednak olałam ten wewnętrzny głosik. Obok schodów dobiegło mnie krakanie. Spojrzałam w stronę z której dochodził ten dźwięk. Ukazał mi się kruk. Czarny jak noc z świecącymi w świetle oczyma.
Zdziwiło mnie to lekko. Nie uciekał, nie bał się mnie. Ta jego odwaga nie wydawała mi się przypadkowa. Nie bojąc się mnie dumnie się wyprężył. Gdy chciałam go przegonić to miałam wrażenie, że się ze mnie śmieje. Kruk, symbol niepokoju, złych przeczuć, wojny, śmierci… Ostatni raz widziałam to na tym obrazie w zamku. I wtedy mnie olśniło! Przecież to wszystko nie może być przypadkowe. Od czasu przyjazdu ze studiów wszystko jest nienormalne. Ale moja mama nigdy nie zachowywałaby się tak okropnie. Kathy nie robiłaby wywiadu w jakimś zamku, nienawidzi historii. W ogóle co ją skłoniło, żeby sprowadzać tutaj jakąś profesorkę? Te historie mrożące krew w żyłach… no i krew na moich rękach i bluzce wywalonej do kosza. Zdałam sobie sprawę, że to wszystko to jedna wielka układanka. Jak w jakimś labiryncie… Wiele ścieżek do porażki a jedna do wygranej. Teraz czas na kolejny element. A później pora się temu przyjrzeć i wszystko ułożyć w całość.
Z góry przepraszam za tak nudny rozdział, ale nie chciałam wklejać tutaj całych ośmiu stron i musiałam go skrócić. Niestety podzielił się na wielką nudę i kolejny rozdział :?
Szczerze mówiąc trochę się opuściłam w czytaniu Labiryntu Kłamstw i bardzo tego żałuję! Akacja jest świetna, stopniowo narasta i buzuje taką...tajemnicą? W każdym razie dobrze się czyta, a fragment z krukiem dodał rozdziałowi szczyptę mroku :twisted:
Bardzo fajny rozdział i tak jak powiedziała Basia, dużo było ''akacji'' w poprzednich rozdziałach Więc mogą być 2 rozdziały ''nudne'' Czekam na więcej ;D
- Ale tutaj ładnie – zachwycała się Rika. Byłyśmy dopiero na ganku wielkiego domu, w którym miał odbyć się wywiad z jakąś kobietą.. Faktycznie, otaczał nas piękny ogród. Wszędzie rosły wysokie drzewa a wśród nich żółte i niebieskie kwiatki. Nieopodal garażu rosło mnóstwo krzaków z różowymi kwiatkami. Wszystko otaczały bajeczne wzory z żywopłotu. Dom zaś wyglądał jak rozbudowana wersja wiejskiego domku. Pomijając kolumny nad gankiem można by pomyśleć, że jesteśmy w domu jakiegoś farmera. Bałam się jej reakcji Riki w środku. Zauważyłam, że jest bardzo podekscytowaną osobą… Drzwi otworzyła nam szczupła blond włosa kobieta. Ucieszyła się na widok mojego aparatu i od razu wpuściła nas do środka. Zaprowadziła nas do olbrzymiego pokoju. Piękny żyrandol od razu zwrócił moją uwagę. Podeszłam i się mu przyjrzałam. Wyglądał, jakby był stworzony z prawdziwych kryształków a nie z podróbek. Wydało mi się, że podobne widziałam w zamku…
- To jeden z niewielu antyków w tym domu. Cieszę się, że w końcu ktoś je zauważył – uśmiechnęła się do mnie blondynka. Wystraszyłam się jej głosu. Od czasu wejścia do domu ogarnęła nas ogromna cisza. Słychać było tylko nasze oddechy i stukanie szpilek właścicielki. Szybko usiadłam na czerwonej kanapie i starałam się wlepić w tło. Pomógł mi w tym olbrzymi telewizor naprzeciwko mnie. Całkowicie mnie zasłonił, a ja odetchnęłam z ulgą i wygodnie się rozsiadłam. Zza niego dochodziła do mnie rozmowa.
- Zdjęcia będą po wywiedzie, dobrze? – Przymilała się Rika.
- Tak, tak. To usiądźmy. Może na kanapie?
Gdy zobaczyłam, że idą w moją stronę to od razu wstałam. Nie chcę nic przeciągać. Może w trakcie rozejrzę się w niektórych miejscach… Uśmiechnęłam się do Riki, dodając jej otuchy (bynajmniej miałam taką nadzieję, że jej to pomoże).
- Skoro pani jest od zdjęć, to może się troszkę rozejrzy po domu? Może zwróci coś pani uwagę? Mieszkam tutaj od lat, więc mi wszystko jedno gdzie zrobi pani te zdjęcia.
Ta kobieta wyrwała mi to z ust. Z zadowoleniem poprawiła włosy i wzięła ciasteczko z pobliskiego stołku. Widząc minę Riki ‘ nie zostawiaj mnie tutaj, bo uduszę tą lafiryndę’ ponownie starałam się poprawić jej humor tylko przez uśmiech. Pewnie ją to wkurzyło, ale nie zepsuję takiej okazji.
- Chętnie. Właśnie miałam panią o to zapytać – odparłam i wyszłam z pokoju. Będąc w holu dobiegła mnie ich rozmowa. Dzięki temu będę wiedzieć, kiedy skończą. Ciesząc się jak głupia wpadłam na pomysł, żeby zacząć od piętra. Obok była chyba kuchnia, dochodziły stamtąd przyjemne zapachy i rozmowa dwóch kobiet. Widocznie tę blondynkę stać na bardzo dużo…
- To może po imieniu, co? Znamy się przecież od zawsze – słyszałam głos blondynki. Nutka sarkazmu oczywiście obowiązkowa. Widocznie się znają od dawna. Musiały zajść sobie za skórę.
- Dobrze Moniko – odparła Rika. Z jeszcze większym sarkazmem zaczęła wywiad. Coś mi tutaj pachnie zbliżającą się kłótnią. Bojąc się, że z sesji będą nici i będę mieć mniej czasu szybko pobiegłam po schodach do góry.
Szperałam trochę w gabinecie i jakiejś sypialni. Ale nic nie znalazłam. Jednak coś w głębi serca pchało mnie do tego. Mówiło, żeby działać dalej a na pewno się uda. Zaufałam temu i s.z.u.k.ałam dalej. Nawet nie wiedziałam, co mam znaleźć, jednak, gdy weszłam do sypialni w tapetę w kwiatki to wiedziałam, że to mam. Nie chcąc niczego zepsuć ani źle nie poruszyć szłam bardzo powoli. W innych pokojach czułam się dobrze. Tutaj miałam wrażenie, że ściany mają oczy i wszystko, co zrobię, właścicielka i tak zobaczy. Pod łóżkiem nie było nic. W ogromnej garderobie tak śmierdziało perfumami, że sobie ją darowałam. Moją uwagę przyciągnęła komoda, na której stało mnóstwo błyskotek. Od kolejnych perfum, po biżuterię. Pod nią stało kilka książek i zeszyt. Szybko po niego sięgnęłam. Z zewnątrz wyglądał jak zwykła książka, lecz w środku…
Stare kartki i pochyłe pismo, ledwo zdołałam je odczytać. I pierwszy wpis. „ 1563, maj, 14. Tego dnia otrzymałam nową suknię, w kolorze czarnego bzu. Nawet tak pachnie. Materiał pochodzi z jakiegoś dalekiego kraju. Nie jestem pewna, z jakiego, muszę spytać się pani Heleny. Moja siostra uważa, że w tej s.u.k.n.i oczaruję…”
Że co? O co tutaj chodzi. Z niedowierzaniem przekartkowałam dalej. Szeptem czytałam dalsze daty. 1564, 1565, 1566. Notatnik kończy się na dzisiejszej! To niemożliwe! Ta kobieta musi mieć jakieś urojenia! Nie wgłębiałam się w tekst, bo wiedziałam, że i tak nic nie zrozumiem. Nie miałam dużych kieszeni a szanse na przemycenie tego pod dopasowaną bluzką są małe. Zawiedzona odstawiłam to na miejsce. Muszę to kiedyś zdobyć, choćby przeczytać to tutaj. Z jednej strony poczułam podekscytowanie tym, że coś znalazłam. Ale nie liczyłam na coś takiego. Nie liczyłam na notatnik sprzed kilku wieków pisanego przez tę samą osobę. Tak, to musi być ona. To ewidentnie ta sama osoba. Wiele liter jest zaokrąglonych tak samo, czasem tylko pisane pochyle. Oczywiście wraz z wiekami pisane innymi przyrządami. Ale to jest niemożliwe. Chociaż od wczoraj dzieje się dużo takich rzeczy... Odstawiłam go z powrotem wśród tandetnych perfum, pewnie warte ogromne pieniądze. Szybkim krokiem wyszłam z sypialni. Zamykając drzwi poczułam dotyk na ramieniu.
- A kogo my tu mamy? – Nieznajomy głos zadał mi pytanie. No to wpadłam…
Komentarz
Akcja się zapętla.. :twisted:
Jak dla mnie wszystko toczy się w dobrym tempie i ,co ważniejsze jest zachowana ciągłość i logika.
Hmmm... akcja robi się coraz bardziej mhroczna :twisted:
Czekam na więcej
Na stronie słownika języka polskiego jest to dopuszczalne, masz link http://www.sjp.pl/uszów
Słowo "twarz" jest przekształcone. Nie powtarza się dwa razy. P.i.sze "twarz" oraz "twarzy".
Zrobiłam to celowo, chociaż z tym umknięciem to nie jest aż taki zły pomysł :thumbup:
Super rozdzial.
Jest coraz bardziej mhrocznie :twisted:
Z niecierpliwością czekam na więcej
- Aaaa! – Mój krzyk rozniósł się po zamku.
- Isabelle? – Gdzieś na dole była Kathy. Jej głos był bardzo słaby, ledwo słyszalny – Gdzie jesteś? – Nieświadoma niczego nawoływała.
- Chyba przysnęła – odpowiedziała stojąca przede mną pani Renee. Nie wyglądała jak sprawca jakiejś zbrodni, jednak to, że spotkała mnie w tej chwili dawało mi dużo do myślenia. Jej zagadkowe oczy obserwowały mnie bardzo uważnie zza jej grubych szkieł okularów. Poprawiając je wyraz jej twarzy przybrał matczyną i opiekuńczą barwę. Taką, której od dłuższego czasu mi brakuje… Ale nie daj się zwieść, powtarzałam sobie w myślach. Nawet najwięksi mordercy także byli potulni. Do czasu, niestety…
- Krew – wydukałam, przypominając sobie, co mi się stało. Odpoczynek, a raczej przyjemną przerwę w pracy przerwała mi czerwona kałuża rozprzestrzeniająca się tak szybko jak moje złe przeczucia dotyczące bardzo bliskiej przyszłości. Chcąc to potwierdzić przybliżyłam moje drgające ręce do pani profesor, aby się im przyjrzała.
- Tam też jest – wskazałam za siebie. – Naprawdę nie wiem, co się stało. Nie chciałam zniszczyć tego dywanu, ale to stało się tak szybko! Ja…
- Ale ty nie masz krwi na rękach. Są czyste – stanowczym tonem przerwała historyczka. Te słowa zaczęły stukać w moją głowę tak mocno, że musiałam się za nią złapać. Co? Ale jak? Przyjmując to do wiadomości popatrzyłam na moje dłonie. Ani kropelki krwi. Nigdzie nie ma żadnego szkarłatu. Jeszcze minutę temu byłam pewna, że ktoś chce mnie zabić! Powątpiewając i mamrocząc pod nosem spojrzałam w stronę dywanu. Kałuża znikła. Wyparowała! Ot tak po prostu jej nie ma.
- Ale jak? – Głosem desperatki podeszłam w to miejsce. Przypomniałam sobie ten kształt. Jedna wielka kałuża połączona z mniejszymi…
Czując napływające łzy dezorientacji, upokorzenia i strachu zakryłam dłońmi twarz, żeby je ukryć. Moja twarz z sekundy na sekundę robiła się coraz bardziej czerwona, a ciało zaczęło drgać. Kątem oka spojrzałam tam ostatni raz.
- Tam jest ślad – załamany głos zdołał wypowiedzieć tylko to. Stara, zeschnięta krew – a raczej jej pozostałości były na dywanie. W tej chwili nie liczyłam na nic innego niż na zrozumienie. Nie chciałam, żeby pani Renee uznała mnie za jakąś psychiczną osobę nadającą się na leczenie.
- Wiem. W tym miejscu zginęła królowa Elisabeth, o której opowiadałam historię. – Przyznała mi rację. – To jedno z tych miejsc, w których można poczuć dawną epokę. Nie dziwię się, że miałaś sen o krwi. Biorąc pod uwagę, że nie zareagowałaś na nasze wołanie i ją widziałaś… - kobieta głośno przełykając ślinę zdawała się mnie całkowicie rozumieć – to sen jest jedynym logicznym wytłumaczeniem.
- Ma pani rację – przyznałam. Wracając z nią na dół spojrzałam na ślad krwi. Myśl o tym, że siedziałam na miejscu czyjejś śmierci była okropna. Tylko je zbezcześciłam i na koniec mi odbiło.
- Jednak jest coś, co muszę ci powiedzieć. Ta krew – zaczęła szeptem pani profesor, gdy schodziłyśmy po schodach. Jej wyraz twarzy mówił sam za siebie – nie mogę nikomu tego powiedzieć, ale nie mogę się powstrzymać. Zmarszczka, która pojawiła się na czole pokazała, jak dużym było to wysiłkiem. – Ta krew może…
- Isabelle! Tak się martwiłam! *****łyśmy cię po całym zamku!
Ten najbardziej mroczny i być może jeden z ważniejszych momentów w moim życiu został zakłócony przez moją przyjaciółkę. Klnąc pod nosem uśmiechnęłam się do niej wrednie, aby pokazać jej, co najlepszego zrobiła.
- Jest dobrze, Kathy. Nic mi nie jest. – Szybko dodałam, chcąc uniknąć fali pytań.
- To porozmawiamy o tym, kiedy indziej. Z tego, co wiem, to nie nasze ostatnie spotkanie. A nawet, jeśli ostatnie, to możesz do mnie wpaść. Wynajmuję domek u jakiejś starszej pani na bagnach. Nie ma numeru, więc nie mogę ci go powiedzieć…
- Ależ to nie robi problemu. Mieszkam tam i chyba wiem, o który dom pani chodzi. – Lekko uśmiechnęłam się do kobiety. Jej usta także ułożyły się w niewidoczny uśmiech. Nie wiedziałam czy jej ufać. Wszystkie dzisiejsze wydarzenia co chwilę zmieniały jej osobę. Raz była tą dobrą, raz tą złą. Podjęłam wyzwanie. Muszę się dowiedzieć, o co jej chodziło.
- To ja panie żegnam. Do następnego spotkania – żegnając się uścisnęła nam dłonie i wyszła z zameczku.
- O co tutaj chodziło? – Zapytała mnie szeptem Kathy, gdy tylko kroki pani Renee nie docierały już do naszych uszu.
- Nic ważnego, przysnęłam w tym miejscu. Gdy mnie znalazła to opowiedziała mi historię, że tam zamordowano królową. Tą z opowieści…
- To stąd chodźmy – Kathy wzdrygnęła się i pociągnęła mnie ze sobą do wyjścia. – Zaraz wszystko mi opowiesz.
Siedząc w kawiarni napływająca fala zmęczenia zamykała mi powieki. Uznałyśmy, że spokojny nastrój tego miejsca jest lepszy od wiecznie huczącego baru. Bez pośpiechu popijałam kolejną kawę z rzędu nie chcąc dopuścić do zmiany fal zmęczenia w sztorm. Wieczór mijał nam naprawdę miło. Obgadywałyśmy jak zwykle wszystko, co się dało. Tak odreagowywałyśmy ten nasz dziwny dzień.
- Spotkamy się z nią jeszcze raz. O tym miejscu jest dużo legend. Na pewno podbije to cały Twinbrook. – Ekscytowała się Kathy, jakby zapominając o dzisiejszym dniu.
- A wierzysz w tę historię o tej całej Północy i Południu – przerwałam błagając w myślach o to, by nie zepsuło to Kathy humoru. Przypominając sobie jej przerażenie karciłam się za to pytanie.
- Nie – odparła poprawiając włosy – Chociaż ten moment ze znamieniem był dobry. Poczułam się wtedy tak, jakbym wysłuchała własny wyrok śmierci. Ale moje znamię nie przypomina wcale półksiężyca. Tak właściwie to zwykła kreska swędząca na słońcu.
Tak, Kathy ma znamię. Wcześniej byłam skłonna przeszukać wszystkie kroniki, żeby znaleźć sposób, by jej pomóc. Teraz wydaje mi się to absurdalne. Śmiejąc się zamówiłam kolejną kawę.
- Nie śmiej się tak, bo jutro czeka cię spotkanie z twoją przyszłą szefową. Rano poczekam na ciebie koło recepcji. A redakcja mieści się w tym budynku po hotelu. Jest tam teraz dużo banków, dlatego mogą cię zmylić szyldy z ich logo.
- Dobrze – ziewając spojrzałam na zegarek. Było strasznie późno. Poza tym kolejna historia o jej chłopaku była męką. Gdy doszła do tematu jej urodzin, ledwo powstrzymywałam się od spania - Kathy, ja już idę. Jestem strasznie zmęczona - unikając jej wzroku pełnego wyrzutu zostawiłam pieniądze za kawy.
- No dobra… Pa. To jutro obgadamy te urodziny. Z resztą mi też chce się spać. Chociaż ten kelner jest całkiem, całkiem…
- Kathy! – Wywróciłam oczami i wstałam z krzesła. - To do jutra! – Rzuciłam na ochodne.
- Isabelle? Poczekaj! – Powiedziała Kathy. Chcąc nie chcąc zaczekałam. - Masz coś czerwonego na bluzce. O tutaj – wskazała. – Lepiej sprawdź jutro, w czym idziesz, bo jeszcze moja szefowa sobie coś o tobie ubzdura. To pa! – Uśmiechając się wyszła nieświadoma tym, co zauważyła.
Tylko to mi się rzuciło; może "Nieświadoma tego, co zauważyła"?
Poza tym, naprawdę, naprawdę dobra robota :thumbup:
..Poza tym, to nadal nie mogę sobie wybaczyć, że nie zagłosowałam na Twoją historię.. :evil: Pusta ze mnie pała.. :x Przecież to obecnie moja ulubiona historia na forum!: :-o
- oryginalna
- ciekawa
- a jej twórczyni ma do niej najlepszą sygnaturkę - według mnie. :P Prostą i wyluzowaną.
No., to chyba tyle z mojej strony. Zatem dołączam się do grona fanów i czekam na dalsze dzieje..
Co do krwi to kiedyś to poruszę
bwsunny - o kurde, ale ja to zdanie skomplikowałam :oops: A mogło być tak jak napisałaś, krótkie i logiczne
P916 e tam, ważne, że to głosowanie wyszło
Właśnie to zamierzałam zrobić i stwierdzam, że mi się udało
Labirynt kłamstw (6)
Matka udaje, że mnie nie zna. Słyszę dziwne głosy oglądając telewizję. Znana pani profesor opowiada mi historię, z którą łączę najlepszą przyjaciółkę. Na koniec widzę krew i ta sama kobieta stara mi się wmówić, że to tylko sen. Później chce się coś mi powiedzieć, ale do akcji wkracza moja najlepsza przyjaciółka, czyli Kathy. Ta czerwono włosa dziewczyna potrafi zawsze coś zepsuć.
Jadąc starałam się nie myśleć o burczeniu w brzuchu. Tak, moja mama zwariowała na tyle, że udaje, że nic poza jej pracownią nie istnieje. Późno w nocy, gdy w końcu dojechałam do domu ( pomijając ogromny strach związany z tą czerwoną plamą na mojej bluzce) otworzyłam lodówkę i co widzę? Nic jadalnego. Spleśniałe jogurty, coś skisłego i dziwnie wyglądający ananas z p.u.s.z.k.i . Ostatecznie wkurzona poszłam spać, zaś moja bluzka wylądowała w koszu na śmieci. Może i jest jakimś tam dowodem, ale szczerze? Nie chcę mieć z tym nic wspólnego. Jestem zwykłą dziewczyną bez pracy, mającą matkę malarkę i mieszkającą na bagnach w rozlatującym się domku. Zestresowana i zła jechałam na spotkanie z przyszłą szefową. Mam pokazać jej zdjęcia. Jednak w mojej głowie krążą te wszystkie dziwne rzeczy. Nie chcę zlewać ich w całość, bo zwariuję jak moja mama. Muszę mieć dobry humor, by pokazać się z jak najlepszej strony.
Widząc coraz wyższe budynki zwolniłam. Budowle z czerwonej cegły mijały, pojawiały się bardziej nowoczesne. Wieżowce ze stali i szkła mówiły, że cywilizacja w końcu dopadła taką dziurę, jak Twinbrook. Ucieszyłam się, gdy zobaczyłam troszkę mniejszy od innych budynek, z wieloma logami różnych firm. Jedne z logo miało napis związany z redakcją. Może trafiłam. Parkując na drogim parkingu klęłam na Kathy. Miałam w portfelu ostatnie pieniądze, które wydam na głupi parking, żeby się nie spóźnić. Po prostu super!
Wchodząc do środka mijałam wiele eleganckich osób. Pewnie większość z nich to socjopaci, których lepiej unikać jak ognia. Nie chciałabym być ich pracownikiem. Mężczyźni w granatowych marynarkach od tak drogich projektantów, że nie nawet moja roczna pensja nie starczyłaby na chusteczkę do nosa z ich logo, spieszyli się rozmawiając przez telefony bądź p.i.s.z.ąc coś w locie na laptopach. Wow, nie wiedziałam, że tak można… Kobiety zaś, odpicowane tak, że miałam wrażenie, że jestem na pokazie mody, dumnie prezentowały się na dziesięciocentymetrowych s.z.p.i.l.k.a.ch i różnokolorowych kostiumach. Fryzury błyszczące się od lakieru, rzucający się w oczy makijaż. Wredne spojrzenia. To nie moje klimaty. Gdy weszłam do środka ogarnął mnie wielki lęk. Z pośród tych wielu ludzi tylko ja byłam ubrana w zwykłe jeansy, buty z przeceny i sweterek z przed kilku lat. Wyglądałam przy nich jak dostawca p.i.z.z.y . Niestety, głód nie pozwolił mi dopracować tego, żebym się jakoś prezentowała. Nie sądziłam, że to będzie tak wyglądać. Idąc po świeżo umytej podłodze, uważając, żeby się nie przewrócić, byłam ciekawa, jak to robią te kobiety, że mimo biegu w s.z.p.i.l.k.a.ch zachowują równowagę.
Przy recepcji zauważyłam znudzoną życiem Kathy. Pomachałam jej, jednak tego nie zauważyła.
- Hej! – Przywitałam się. Widząc jej wzrok, nie czekałam na odpowiedź.
- Kurde, muszę dzisiaj pracować z tym Francuzem! To nie fair! – Nie żebym była jakąś wyrodną przyjaciółką, ale słuchanie, jak Kathy znęca się nad tym chłopakiem było trochę przykre. Chcąc nie chcąc pociągnęłam ją za sobą, chociaż nie wiedziałam, gdzie mamy iść.
Weszłyśmy do windy napchanej wieloma osobami. Nie było to zbyt przyjemne. W bok wpijały mi się listy od stojącego obok listonosza, jakaś starsza kobieta w kącie krzyczała do telefonu, a małe dziecko specjalnie wstawało mi na but. Moja przyjaciółka jak gdyby nigdy nic wyjęła jakieś dokumenty i nie zwracając uwagi na ograniczające nas ruchowo miejsce, zaczęła je czytać. Ja zaś zastanawiałam się, skąd tak małe dziecko znajduje się w tak wielkim biurowcu jak ten.
Po kilku okropnych minutach w końcu dotarłyśmy do miejsca prawdy. Starsza kobieta o długich blond włosach i kościami policzkowymi tak widocznymi jak u modelek sprawiła, że poczułam do niej respekt.
Jej czarne oczy obserwowały każdy mój ruch tak, jakbym była jakimś intruzem. Kathy weszła ze mną tylko po to, by wyjaśnić, kim jestem i szybko wyszła. Ja za to usiadłam na krześle przeciwległym do kobiety i czekałam na mój wyrok. Czas się strasznie dłużył. Bawiąc się palcami zauważyłam, że moja przyszła szefowa dopiero przegląda te zdjęcia. Czując, jak pot z nerwów płynie mi po czole wyjęłam chusteczkę.
- Nie jest aż tak źle. – Zaczęła kobieta. Podskoczyłam na krześle tak, że można by pomyśleć, że mam jakieś napady. – Jednak nie nadajesz się do tego typu zdjęć. Wolałabym, żebyś fotografowała ludzi. Wtedy pokazałbyś, co potrafisz.
Jej łagodny głos bardzo mnie uspokoił. Plakietka „ Judy Davidson REDAKTOR NACZELNY” mówił, że mam do czynienia z nie byle, kim.
- Dostaniesz tę pracę, jednak będziesz pracować z kimś innym. Z Kathy tylko dokończysz materiał. Co do spraw organizacyjnych – będziesz otrzymywać tygodniówki. Pracujesz w zależności od tego, gdzie i kiedy masz robić zdjęcia. Zazwyczaj dzień wcześniej zostaniesz poinformowana mailem, z kim będziesz pracować. Czasem telefonicznie. Czasami sama możesz znaleźć coś ciekawego, na pewno ktoś się tym zajmie. Dobra, aktualnie będziesz pracować z Riką, taką chudą Azjatką. Będzie czekała na ciebie w pokoju 212.
Widząc wzrok nieznoszący sprzeciwu i nieczekający na moje pytania wyszłam. Po co mam wywoływać wilka z lasu? Lepiej niech jest jak jest, możliwe, że nawet ją polubię. Idąc korytarzem słyszałam wiecznie dzwoniące telefony, których i tak nikt nie odbierał. Byłam bliska wybuchu. Strasznie mnie to irytowało. Pokój 212 mieścił się na szczęście na samym końcu korytarza. Napis „Rika Katsu” informował o tym, że dobrze trafiłam. Gdy tylko weszłam, to lekko się przestraszyłam. Nie tak wyobrażałam sobie biuro. Wcześniej zastałam ład i porządek. Teraz wszystko walało się na ziemi, począwszy od frytek z McDonalda, kończąc na niepowieszonych obrazach i poduszkach. Naprzeciwko mnie stała kobieta. Zamyślona wpatrywała się w ścianę i w ogóle nie reagowała na moje wejście. Czarne jak noc oczy. Tak samo czarne proste włosy spięte w kucyk. Typowa Azjatka. Po chwili oczy dziewczyny drgnęły i spojrzały w moją stronę.
- Cześć! To ty jesteś tą nową? Isabelle to ty? – Uśmiechnęła się i podała mi rękę na przywitanie.
- Tak. – Odparłam zdziwiona jej entuzjazmem. Mnie by wkurzyło to, że szefowa wciska mi kogoś nowego.
- Super! – Ucieszyła się. Jej oryginalność dała się we znaki. Nie była tak poważna jak inni. – Dawno nie pracowałam z kimś normalnym. Zawsze musiałam użerać się z plastikowymi lalami, które myślały, że wyglądem zyskają fortunę. Dlatego cały czas miałam kogoś nowego. A o tobie nawet słyszałam. Mój chłopak podwiózł ciebie i Kathy do domu po niezłej akcji w tym nowym klubie. – Zaśmiała się.
- Że co? – Oblana czerwienią spojrzałam jej w oczy.
- A… to ten moment w twoim życiu, kiedy nic nie pamiętasz i lepiej tego nie poruszać, tak? Ok, nie ma sprawy. Ale mój chłopak nawet cię polubił. Jak chcesz, to możesz nas kiedyś odwiedzić! – Dodając mi otuchy poklepała mnie po ramieniu i dodała – Sorry, że nawet się nie przedstawiłam ani nic, ale czeka materiał do zrealizowania, a jak tutaj się mówi „ czas to pieniądz”.
Jechałyśmy służbowym autem Riki. Rozsypujący się jeep. Lepsze to niż mój stary rumpel. Pojechałyśmy pod wielką willę. O nie, mam dość takich miejsc! Bogate domy przypominają trochę zamki. Drogie wnętrza i piękne ogrody. W tej chwili w mojej głowie włączył się alarm wołający „ Ani kroku dalej, bo znowu się coś przydarzy!”
- Pewnie myślisz, po co się tu przywiozłam – Rika miała rację. Całą drogę śpiewała piosenki z jakiejś płyty, więc zbytnio o tym nie rozmawiałyśmy – Mamy zrobić wywiad z panią Jessicą Raven. Wschodzącą gwiazdą czegoś tam. Nie cierpię robić wywiadów z pustymi osobami, ach!! Znowu muszę dopisać sama połowę wywiadu… Zrobisz kilka zdjęć, ja zadam jej kilka pytań i spadamy, co nie? – Znowu pokazała mi ten piękny uśmiech, rozbrajający cię w kilka sekund.
-Dobrze – odparłam i oddałam jej uśmiech, który mnie zaraził. Mimo, że spędziłam z nią zaledwie pół godziny i nie wiem o niej zupełnie nic, poza tym, że jej chłopak mnie podwiózł do domu i kocha j-rock to miałam wrażenie, że kiedyś się znałyśmy i teraz też będziemy w dobrym kontakcie. Jednak miejsce mojej pierwszej sesji nie było przyjazne. Idąc ścieżką poczułam nasilające się zimno. Coś mówiło mi, żeby tam nie iść, jednak olałam ten wewnętrzny głosik. Obok schodów dobiegło mnie krakanie. Spojrzałam w stronę z której dochodził ten dźwięk. Ukazał mi się kruk. Czarny jak noc z świecącymi w świetle oczyma.
Zdziwiło mnie to lekko. Nie uciekał, nie bał się mnie. Ta jego odwaga nie wydawała mi się przypadkowa. Nie bojąc się mnie dumnie się wyprężył. Gdy chciałam go przegonić to miałam wrażenie, że się ze mnie śmieje. Kruk, symbol niepokoju, złych przeczuć, wojny, śmierci… Ostatni raz widziałam to na tym obrazie w zamku. I wtedy mnie olśniło! Przecież to wszystko nie może być przypadkowe. Od czasu przyjazdu ze studiów wszystko jest nienormalne. Ale moja mama nigdy nie zachowywałaby się tak okropnie. Kathy nie robiłaby wywiadu w jakimś zamku, nienawidzi historii. W ogóle co ją skłoniło, żeby sprowadzać tutaj jakąś profesorkę? Te historie mrożące krew w żyłach… no i krew na moich rękach i bluzce wywalonej do kosza. Zdałam sobie sprawę, że to wszystko to jedna wielka układanka. Jak w jakimś labiryncie… Wiele ścieżek do porażki a jedna do wygranej. Teraz czas na kolejny element. A później pora się temu przyjrzeć i wszystko ułożyć w całość.
Z góry przepraszam za tak nudny rozdział, ale nie chciałam wklejać tutaj całych ośmiu stron i musiałam go skrócić. Niestety podzielił się na wielką nudę i kolejny rozdział :?
Czekam na więcej i mam nadzieję nie za długo
- Ale tutaj ładnie – zachwycała się Rika. Byłyśmy dopiero na ganku wielkiego domu, w którym miał odbyć się wywiad z jakąś kobietą.. Faktycznie, otaczał nas piękny ogród. Wszędzie rosły wysokie drzewa a wśród nich żółte i niebieskie kwiatki. Nieopodal garażu rosło mnóstwo krzaków z różowymi kwiatkami. Wszystko otaczały bajeczne wzory z żywopłotu. Dom zaś wyglądał jak rozbudowana wersja wiejskiego domku. Pomijając kolumny nad gankiem można by pomyśleć, że jesteśmy w domu jakiegoś farmera. Bałam się jej reakcji Riki w środku. Zauważyłam, że jest bardzo podekscytowaną osobą… Drzwi otworzyła nam szczupła blond włosa kobieta. Ucieszyła się na widok mojego aparatu i od razu wpuściła nas do środka. Zaprowadziła nas do olbrzymiego pokoju. Piękny żyrandol od razu zwrócił moją uwagę. Podeszłam i się mu przyjrzałam. Wyglądał, jakby był stworzony z prawdziwych kryształków a nie z podróbek. Wydało mi się, że podobne widziałam w zamku…
- To jeden z niewielu antyków w tym domu. Cieszę się, że w końcu ktoś je zauważył – uśmiechnęła się do mnie blondynka. Wystraszyłam się jej głosu. Od czasu wejścia do domu ogarnęła nas ogromna cisza. Słychać było tylko nasze oddechy i stukanie szpilek właścicielki. Szybko usiadłam na czerwonej kanapie i starałam się wlepić w tło. Pomógł mi w tym olbrzymi telewizor naprzeciwko mnie. Całkowicie mnie zasłonił, a ja odetchnęłam z ulgą i wygodnie się rozsiadłam. Zza niego dochodziła do mnie rozmowa.
- Zdjęcia będą po wywiedzie, dobrze? – Przymilała się Rika.
- Tak, tak. To usiądźmy. Może na kanapie?
Gdy zobaczyłam, że idą w moją stronę to od razu wstałam. Nie chcę nic przeciągać. Może w trakcie rozejrzę się w niektórych miejscach… Uśmiechnęłam się do Riki, dodając jej otuchy (bynajmniej miałam taką nadzieję, że jej to pomoże).
- Skoro pani jest od zdjęć, to może się troszkę rozejrzy po domu? Może zwróci coś pani uwagę? Mieszkam tutaj od lat, więc mi wszystko jedno gdzie zrobi pani te zdjęcia.
Ta kobieta wyrwała mi to z ust. Z zadowoleniem poprawiła włosy i wzięła ciasteczko z pobliskiego stołku. Widząc minę Riki ‘ nie zostawiaj mnie tutaj, bo uduszę tą lafiryndę’ ponownie starałam się poprawić jej humor tylko przez uśmiech. Pewnie ją to wkurzyło, ale nie zepsuję takiej okazji.
- Chętnie. Właśnie miałam panią o to zapytać – odparłam i wyszłam z pokoju. Będąc w holu dobiegła mnie ich rozmowa. Dzięki temu będę wiedzieć, kiedy skończą. Ciesząc się jak głupia wpadłam na pomysł, żeby zacząć od piętra. Obok była chyba kuchnia, dochodziły stamtąd przyjemne zapachy i rozmowa dwóch kobiet. Widocznie tę blondynkę stać na bardzo dużo…
- To może po imieniu, co? Znamy się przecież od zawsze – słyszałam głos blondynki. Nutka sarkazmu oczywiście obowiązkowa. Widocznie się znają od dawna. Musiały zajść sobie za skórę.
- Dobrze Moniko – odparła Rika. Z jeszcze większym sarkazmem zaczęła wywiad. Coś mi tutaj pachnie zbliżającą się kłótnią. Bojąc się, że z sesji będą nici i będę mieć mniej czasu szybko pobiegłam po schodach do góry.
Szperałam trochę w gabinecie i jakiejś sypialni. Ale nic nie znalazłam. Jednak coś w głębi serca pchało mnie do tego. Mówiło, żeby działać dalej a na pewno się uda. Zaufałam temu i s.z.u.k.ałam dalej. Nawet nie wiedziałam, co mam znaleźć, jednak, gdy weszłam do sypialni w tapetę w kwiatki to wiedziałam, że to mam. Nie chcąc niczego zepsuć ani źle nie poruszyć szłam bardzo powoli. W innych pokojach czułam się dobrze. Tutaj miałam wrażenie, że ściany mają oczy i wszystko, co zrobię, właścicielka i tak zobaczy. Pod łóżkiem nie było nic. W ogromnej garderobie tak śmierdziało perfumami, że sobie ją darowałam. Moją uwagę przyciągnęła komoda, na której stało mnóstwo błyskotek. Od kolejnych perfum, po biżuterię. Pod nią stało kilka książek i zeszyt. Szybko po niego sięgnęłam. Z zewnątrz wyglądał jak zwykła książka, lecz w środku…
Stare kartki i pochyłe pismo, ledwo zdołałam je odczytać. I pierwszy wpis.
„ 1563, maj, 14. Tego dnia otrzymałam nową suknię, w kolorze czarnego bzu. Nawet tak pachnie. Materiał pochodzi z jakiegoś dalekiego kraju. Nie jestem pewna, z jakiego, muszę spytać się pani Heleny. Moja siostra uważa, że w tej s.u.k.n.i oczaruję…”
Że co? O co tutaj chodzi. Z niedowierzaniem przekartkowałam dalej. Szeptem czytałam dalsze daty. 1564, 1565, 1566. Notatnik kończy się na dzisiejszej! To niemożliwe! Ta kobieta musi mieć jakieś urojenia! Nie wgłębiałam się w tekst, bo wiedziałam, że i tak nic nie zrozumiem. Nie miałam dużych kieszeni a szanse na przemycenie tego pod dopasowaną bluzką są małe. Zawiedzona odstawiłam to na miejsce. Muszę to kiedyś zdobyć, choćby przeczytać to tutaj. Z jednej strony poczułam podekscytowanie tym, że coś znalazłam. Ale nie liczyłam na coś takiego. Nie liczyłam na notatnik sprzed kilku wieków pisanego przez tę samą osobę. Tak, to musi być ona. To ewidentnie ta sama osoba. Wiele liter jest zaokrąglonych tak samo, czasem tylko pisane pochyle. Oczywiście wraz z wiekami pisane innymi przyrządami. Ale to jest niemożliwe. Chociaż od wczoraj dzieje się dużo takich rzeczy... Odstawiłam go z powrotem wśród tandetnych perfum, pewnie warte ogromne pieniądze. Szybkim krokiem wyszłam z sypialni. Zamykając drzwi poczułam dotyk na ramieniu.
- A kogo my tu mamy? – Nieznajomy głos zadał mi pytanie. No to wpadłam…
Dziękuję za przeczytanie