Trzymając mocno telefon kliknęłam odpowiedni przycisk i zachrypniętym głosem zadałam pytanie : Kto mówi?
- Isabelle ?
- Z kim mam przyjemność ? – zadałam pytanie po raz kolejny. Tym razem niepewnie. Co prawda głos ze słuchawki brzmiał bardzo uspokajająco, ale gdyby ktoś rano przeszedł to co ja, to pewnie też by tak zareagował.
- Isabelle! – osoba po drugiej stronie musiała bardzo się zdenerwować. Aż odsunęłam telefon od ucha. – Jak możesz się jeszcze tak głupio pytać kto dzwoni?! To własnej przyjaciółki nie poznajesz? Wiem, że długo się nie widziałyśmy, bo ty byłaś na studiach a ja na warsztatach, ale to nie znaczy, że już się nie znamy !
Och ! Nie wiedząc, czy mam się śmiać czy płakać z zażenowania, nerwowo zaśmiałam się do słuchawki. W normalnych warunkach śmiałabym się razem z Kathy, czyli moją najlepszą przyjaciółką i najbardziej zaufaną osobą na świecie. Od zawsze się znałyśmy. Lubiłyśmy to samo, siedziałyśmy razem w ławce od pierwszego dnia w szkole. Nawet przez pewien okres czasu ubierałyśmy się tak samo, ale stwierdziłyśmy w końcu, że to lekkie przegięcie. Na koniec moje studia wszystko pokrzyżowały. Teraz po przyjeździe, gdy miałam przeprosić Kathy za kilka spraw, to jeszcze odwalam taki numer… Czemu ja zawsze muszę wywinąć coś głupiego? Nie zdążając wymówić żadnych słów przeprosin, znowu zalała mnie fala oskarżeń i wyrzutów. Wiedząc, że będzie to długa rozmowa weszłam z powrotem do pokoju dziennego i usiadłam na kanapie.
- No i jeszcze się z tego śmiejesz ! Wiem, że masz poczucie humoru ale to ci nie wyszło...Jak możesz się tak zachowywać? Ja tutaj głowę tracę, dlaczego do mnie nie dzwonisz i w ogóle do mnie nie przychodzisz – pomijając brak kontaktu z tobą na studiach, a ty !? Aaaa… ! Mów o co ci chodzi, bo zaraz tutaj zawiruję!
- Przepraszam, Kathy… Dobrze wiesz, że nie dało się dodzwonić do takiej dziury jak Twinbrook. Pisałam ci to mailem tak dużo razy, że zablokowałaś moją pocztę, nie pamiętasz? A co do dzisiaj… Nie wiem jak to wyjaśnić. Za dużo dziwnych rzeczy jak dla mnie…
- Bo od miesiąca nigdzie nie wychodzisz ! Może byś pomyślała, że pewna osoba, taka mieszkająca też w naszej skromnej dziurze, może za kimś tęsknić. Wiesz, te dziwno rudo-blond włosy, szczupła, zielone oczy. Gra na gitarze i robi zdjęcia. Ma mamę malarkę i mieszka na bagnach. No ale wiesz…
No i teraz stara się zmusić we mnie poczucie winy. Fakt – nie odezwałam się do niej ani słowem i nie mam na to wytłumaczenia. Ale to przez te sprawy związane ze studiami. Musiałam odwołać parę spraw, odzyskać pieniądze za czynsz. No i znaleźć jakąś pracę w Twinbrooku, ale o tym Kathy nie powiem, bo szczerze – nic nie znalazłam.
- Przepraszam cię po raz drugi Kathy. Ale ostatnio mam za dużo na głowie no i…
- Dobra, już się nie tłumacz, bo nigdy ci to nie wychodzi. Wybaczę ci po raz kolejny i liczę na jakąś ****ę, ale bez papryki bo jest niedobra. Ale o tym to wiesz. Poza tym co bym bez ciebie zrobiła na starość? Z kim będę się żalić na temat protez ?
- No my to aż tak stare to nie jesteśmy – zaśmiałam się po raz pierwszy od bardzo dawna. Faktycznie mi jej brakowało, od razu po przyjeździe powinnam do niej wstąpić. Może wtedy by mi tak nie odbijało.
- Tak, nie jesteśmy aż takie stare. Tylko z epoki, gdzie żyły dinozaury. Ok, nie mam już pieniędzy na koncie. Mam z tobą kilka ważnych spraw do omówienia. To przyjedź zaraz do parku, tam na obrzeżach i wszystko omówimy. To buziaki kochana !
I się rozłączyła. Gorąca czasem z niej głowa. Doprowadzając się jeszcze lekko do ładu i składu ogarnęłam mieszkanie, wsiadłam do mojego złomu podarowanego jeszcze przez świętej pamięci babcię i ruszyłam biorąc ze sobą złe przeczucia.
Faktycznie, dużo się tutaj zmieniło. Oglądając czasem wiadomości nie rozpoznawałam wielu osób i miejsc. Ale minął ledwie rok i już tyle zmian? To jest niemożliwe. Zakręciłam w lewo i zaparkowałam koło parku. Nigdy nie bywało tutaj dużo ludzi, dlatego to miejsce było idealne dla naszych długich rozmów. Wchodząc rozglądałam się uważnie za Kathy. Gdy mnie zauważyła, to dla żartów udawała że mnie nie widzi i woła kogoś innego, jednak po chwili odwróciła się i z uśmiechem na twarzy puściła mi oko. Nucąc piosenkę, która akurat leciała w radiu dosiadłam się i pociągnęłam ją za włosy na powitanie.
- Co ty tam nucisz, nie krzywdź moich uszów – uśmiechnęła się i pokazała język. Kathy kochała, gdy śpiewam. Dużo osób mi mówiło, że mam talent ale traktuję to tylko jako hobby. Żeby podkręcić atmosferę, to zaśpiewałam urywek. I’ve made my mistakes…
I’ve seen my heart cave in…
- Nawet nie próbuj mnie przepraszać tekstem piosenki – szturchnęła mnie w bok – Oj nie ładnie pani Rose, nie ładnie. – chwilowo udawała moją byłą panią z biologii, ale szybko się opanowała i wyjęła telefon. – Patrz, co upolowałam – śmiejąc się pokazała mi zdjęcie jakiegoś chłopaka. Z ekranu jej telefonu patrzył na mnie opalony mężczyzna w bujnych brązowych włosach, które lekko zasłaniały mu oczy. Lekki zarost dodawał mu tylko uroku. Ale te oczy… Ta czerń… Przez moje ciało przeszły ciarki.
- Kto to? – zapytałam – I od kiedy polujesz na ludzi? Masz jakieś zapędy kanibalistyczne? – z udawanym przekąsem zaczęłam ziewać.
- No weź. – lekko zdenerwowana pokręciła głową i zabrała mi telefon – Poznałam go na tym wyjeździe. Też brał udział w kursie. To taka miłość od pierwszego wejrzenia, wiesz? I się okazało, że dostał w spadku domek od babci, która tutaj mieszkała więc jesteśmy w stu procentach na poważnie – ta jej powaga mnie troszkę zgubiła z tropu. Mówiła to takim tonem, że jestem w stanie uwierzyć, że on się jej oświadczył bądź jest w ciąży – albo co gorsze, ma już jakieś dziecko.
- Eee… to fajnie. W końcu masz kogoś porządnego. – chcąc ją rozluźnić uśmiechnęłam się, poklepałam ją po ramieniu i tym razem to ja prowadziłam temat. Nie lubiłam i nie lubię tematów na temat spraw damsko-męskich. Czemu? Po prostu uważam to za stratę czasu. Poza tym przy Kathy to bardzo czasochłonne … No i temat z telewizorem przerzuciłam na później. Widząc jej minę to niebyły dobry pomysł. Mogłaby sprowadzić mi jeszcze jakiś jasnowidzów – nie wiadomo po co, ale z całej siły chciałaby mi pomóc czym i kim tylko się da. Ale… zaraz zaraz ! Coś w tym chłopaku mi się nie podoba. Nie chodzi mi o wygląd, chodzi mi o to, że mam niemiłe uczucie z nim związane. Te oczy… powodują, że mam ciarki. Postanowiłam jednak dalej ciągnąć temat – A przedstawisz mi go kiedyś? Szczerze mówiąc niezłe z niego ciacho!
- No pewnie, że go poznasz. Ale za jakiś czas na imprezie, którą organizuję.
- Co ? Jaka impreza ? – wyrwało mi się. W tych sprawach zawsze byłam trochę dzika. To przez to, że na moich któryś z urodzin troszkę zdemolowano mi dom…
- No i widzisz? Po kolei kochana, po kolei. Więc zacznę tak… Wiesz, niedawno przyjechała do naszego miasta pewna słynna pani profesor Bloom. No i zaczęła badać teren na podstawie jakiś starych kronik i znalazła ruiny zamku. A tak właściwie to zamek w całkiem dobrym stanie. Plotki mówią, że wykupił go jakiś *********… Ponoć niezłe z niego ciacho – ********ąc mi oczko szturchnęła mnie. Wiedziała, że tego nie cierpię, jednak czasem nie potrafiła się powstrzymać. Spojrzałam na nią spod byka. Momentalnie przestała i mówiła dalej – Ten zamek to nie jedyna „rzecz” odkryta przez panią profesor ale nie będę cię przynudzać. Teraz przejdę do sedna – to ja spotkałam ją na warsztatach. No i to ja jej zaproponowałam żeby przyjechała. Dzięki temu, ta da, przyjęto mnie do redakcji na okres próbny ! – szybko przerwałam Kathy chcąc jej pogratulować, ale się mi to nie udało, bo mówiła dalej – Stwierdzili, że mam dobre wyczucie w newsach, dlatego objęłam o kilka stanowisk wyżej i mam własny gabinet ! No i robię reportaże, wywiady nawet ostatnio. Mam też za niedługo robić reportaż o tym nowym klubie… Tak, wiem, nie wiesz o co mi chodzi, już się streszczam. Robiąc reportaże pracował ze mną fotograf... jakiś francuz. Strasznie upierdliwy. Dalej pamiętam te jego rrrrrrrrr! Ale przejdę dalej. Moja szefowa pozwoliła mi znaleźć kogoś na jego miejsce, skoro go tak nie lubię i wybrałam ciebie!
Zaniemówiłam z wrażenia. Ona trafiła w dziesiątkę! To moje marzenie – tymczasowo, ale jednak. Z zaskoczenia położyłam się na trawie i położyłam dłonie na czole. Jak ona to robi? Ja się męczę i nic, a ona… dziecko szczęścia po prostu. Nie chcąc urazić Kathy, która uwielbia porządne podziękowania, podniosłam się i mocno ją przytuliłam słodząc różne komplementy i słowa podziękowań.
- Ygrh ygrh… - Kathy dała o sobie znać i spojrzała mi, znowu z tą powagą, prosto w oczy. – Ale jest jeden warunek. – ze śmiertelną miną spojrzała to na mnie. – Mam jutro wywiad z tą panią profesor, o której ci mówiłam. Masz jutro robić zdjęcia i jeśli się spodobają szefowej to zostajesz i masz pracę. Ale jak się nie spodobają. To wiesz, już cię nie przyjmą nigdzie jako fotografa. Moja szefowa naprawdę potrafi kogoś totalnie upokorzyć gdy coś jej się nie spodoba. Gdy zechce to zrobi ci taką opinię, że nie przyjmą cię nawet jako pomywaczkę. Więc się postaraj.
- Dobrze - odparłam. Kocham wyzwania. Uśmiechnęłam się, ale szybko mi to minęło.
- Gdzie idziesz ? – zapytałam. Zdziwiona patrzyłam, jak moja przyjaciółka oddalała się w stronę jej auta. Zamierzałam dowiedzieć się jakiś rzeczy o jej chłopaku. Nie pachniało mi tutaj za dobrze, wiedziałam, że stanie się coś złego i nie chciałam do tego dopuścić. Ale wszystko pomału. Może to tylko złudne uczucie? Może faktycznie to przez brak wyjścia z domu i samotność?
- No chcę ci pokazać to miejsce, w którym będzie wywiad. Lepiej, żebyś była przygotowana, bo nie zamierzam spędzać pół życia z jakimś żabojadem ! – tak, Kathy nie cierpi francuzów odkąd poznała jakiegoś na szkolnej wycieczce i ten nawet nie pytając się o jej imię chciał zaciągnąć ją do łóżka. Są ludzie i parapety, ale całej Francji za to winić nie może…
- Ile jeszcze ? – krzyknęłam. Wyszłyśmy z parku przed południem a teraz widać, że jest grubo po 15. Co chwilę potykając się i mijając drzewa starałam się nadążyć za moją przyjaciółką – Kathy ! Ty w ogóle wiesz, gdzie my jesteśmy?!
- Tak ! Już niedaleko ! – odwracając się pomachała do mnie i biegła dalej. Ogromny las nie miał końca. Wszędzie było ciemno, im dalej tym coraz mniej życia. Wielkie drzewa przysłaniały promienie słońca. Nie było słychać ani jednego ptaka. Tylko nasz bieg i moje ciężkie sapanie. Muszę przyznać, że trochę ruchu to by mi się przydało. Gdy zobaczyłam kolejną górę na trasie, to straciłam cierpliwość. Zmęczona i wkurzona zatrzymałam się, tupnęłam nogą jak małe dziecko i usiadłam na czymś mokrym. W tej chwili jednak mnie to mało interesowało.
- Isabelle ? Czemu nie biegniesz? – usłyszałam krzyk Kathy. Orientowała się, że dalej za nią biegnę tylko po moim głośnym oddechu, więc nie mogłam jej ot tak sobie zostawić. – To naprawdę niedaleko, jak chcesz to możemy iść. Ale ja chcę ci tylko pomóc…
- Ok. – mimo, że ta pomoc spowoduje u mnie zakwasy i złe samopoczucie, to wstałam i szłam dalej. Poprawiłam po raz kolejny włosy. Żałowałam, że nie miałam przy sobie gumki. Bieganie w długich włosach jest koszmarem. Wszędzie latają, kleją się, fuj !
- Gdy byłam tam ostatnio, to było strasznie zrujnowane. Ale wierzę w plotki i wierzę, że trafiło w dobre ręce – mówiła, gdy do niej doszłam. Złapała mnie za rękę i ciągnęła pod górkę. – Nie denerwuj się na mnie, ale według mnie bardzo ci się tam spodoba. Pamiętasz, jak byłyśmy małe to zawsze marzyłyśmy, żeby znaleźć jakiś zamek i księcia z bajki…
- Ale to było kiedyś, teraz jesteśmy dorosłe i pora stanąć w końcu na ziemi a nie bujać w obłokach – burknęłam.
- No weź ! Każda dziewczyna powinna być w jakimś stopniu romantyczką albo marzycielką ! Nie dobijaj mnie ! A z resztą… już jesteśmy. Spójrz… Ahh ! Jak oni to wyremontowali !
Moim oczom ukazał się… jakiś drewniany zameczek. Cały czas sądziłam, że idziemy do jakiegoś pięknego pałacu. Z wieloma wieżami, ogromnym ogrodem, fontannami. Takiego, jaki mi się przyśnił. Mimo urywku jestem pewna, że jest piękny. A ten... Zamek jak zamek… No wieże to on ma. Ale to nie to, czego się spodziewałam...
- I jak, podoba ci się ?
- Nie – odpowiedziałam szczerze – Sądziłam, że prowadzisz mnie do jakiegoś ogromnego pałacu . – spowodowałam tym napad śmiechu u Kathy.
- Zapamiętam to. Jak tylko pani profesor znowu coś znajdzie, to będziesz pierwsza, która się o tym dowie. A teraz chodź.
Schodząc z górki dostałam déjà vu. Ja już tutaj byłam ! Te mury, ten most. W ogóle, ten teren. Ale to miejsce, które zobaczyłam w telewizorze w żadnym stopniu nie odzwierciedla tego. To zupełnie dwa inne miejsca. Święci się coś złego, czułam to. Czuję to od czasu przyjazdu… Nie, co ja gadam. Przecież to jest nienormalne! Starałam się odgonić myśli, jednak przeczucie nie mijało.
- Idziesz? Za niedługo będzie się ściemniać, a w nocy te lasy nie są już takie przyjemne… - poganiała mnie Kathy.
- Tak, tak. Idę. Po prostu się zamyśliłam. Poczekaj !
Doganiając Kathy czułam, że coś ze mną nie tak. Niegdyś, ja, wielka marzycielka, teraz, zdesperowana dziewczyna niemogąca odróżnić prawdy od fikcji z jakimiś urojeniami… Mam dość, chociaż czuję, że to dopiero początek...
Z góry przepraszam za jakiekolwiek błędy i za powtórzenia. Dla osób nie lubiących długich tekstów - przepraszam, ale gdybym to podzieliła na kilka rozdziałów, to było by koszmarne. Jeśli nie jest spójne, jeśli nie wiadomo o co chodzi to proszę napisać. Postaram się to naprawić - o ile w ogóle zdołam
Tekst faktycznie OGRRROOOOOMNY :x
Nie wolno przesadzać, naprawdę, mogłaś pominąć kilka wypowiedzi.
Zamiast na długim tekście skup się na poprawie błędów ortograficznych i nie używaj tyle formy mówionej.
Ale co do treści to zapowiada się ciekawie, tylko przez ten tekst ledwo do końca dojechałem... UFf... :?
arekis, już ci pisałam, to jest moim zdaniem... krótkie. Nie potrafię i nienawidzę pisać rozdziału złożonego z niewielu zdań, bo moim zdaniem nie jest to dobre i spaliłabym się ze wstydu.
Te wypowiedzi są już i tak skrócone, muszą być, bo później można nie nadążyć wraz z akcją. Wszystko jest potrzebne. Niestety stworzyłam aż za bardzo rozbudowaną historię i niestety muszę wprowadzać wszystko zgodnie z planem, bo inaczej następne rozdziały jak czarna magia :twisted:
Kocham tę formę. Czytam książki, w której wypowiadają się tak bohaterki, więc nie proś mnie o zmianę formy - każdy ma swój własny styl. Poza tym p.i.s.z.e mi się tak lepiej. Gdybym pisała w trzeciej osobie to wyszła by kiszka.
A błędy mi wypisz. Będę się starać ich unika.
Lethias, dziękuję, że ilość nie przestrasza Co do akcji - nie chcę wprowadzać wszystkiego na raz, bo będzie zbyt pokręcone i pomyślicie, że jakaś niewyżyta jestem Muszę wprowadzić wszystko pomału, bo mogę się sama w tym pogubić Chętnie bym już dawno napisała, ale straciło by sens i nie przedstawiłabym tego jak chcę
A ja właśnie lubię, jak jest dużo tekstu, bo uwielbiam czytać.
Sama preferuję takie opowiadania, w których akcja i napięcie rośną dopiero z czasem. Tak, jak jest właśnie u Ciebie. Mamy czas, by poznać bohaterów i nauczyć się ich imion ;P
Anyway, ze zniecierpliwieniem czekam na kolejną część.
No właśnie, nauka imion ;D Ja niestety zawsze mam z tym kłopot. Oglądając seriale nie pamiętam nawet, jak nazywają się główni bohaterowie Potrafię opisać tylko ich wygląd zewnętrzny
Na szczęście akcja będzie się działa po części w obydwu pałacach więc zobaczysz resztę, jak chcesz i wnętrze ;d
Jeden poszukiwałam na GW i dostałam link do jakiejś strony z zewnątrz (oto link www.sims3.7wifi.net/2010/12/muj-zamek-neuschwanstein-my-castle-neuschwanstein/), a drugi z modthesims Dużo było tam tych zamków i szczerze - do końca nie jestem zdecydowana na to, czy by nie dodać jeszcze jakiegoś zamku do historii
No i się skupiłam. Sprawdzam w wordzie i... zero błędów. Tylko podkreśliło wyrażenia typu " aaaa", imię " Kathy" i powtórzenie celowo zrobione "zaraz zaraz".
Bardzo Cię proszę, zanim mi napiszesz coś takiego, co powoduje u mnie "zgon" (gorąca ze mnie głowa, która się wszystkim przejmuje - to nie ściema, ja tak mam niestety) to na początku to sprawdź...
Ja zauważyłam jakieś pojedyncze bledy interpunkcyjne (cholerne przecinki....) i kilka pomyłek w pisaniu "nie" z różnymi częściami mowy, chodzi przede wszystkim o imiesłowy i przysłówki pochodzące od przymiotników. Takie błedy nie pokazują się w Wordzie.
Nie, żebym była jakaś przemądrzała lub "hejterem" - po prostu chcę powiedzieć, że jednak arekis ma po części rację. Nie miej mi tego za złe.
Pisownia partykuly 'nie' to wcale nie jest ortografia! Matalova, masz jak najbardziej prawo uważac wytyki Arekisa za bezpodstawne ponieważ nie dal on żadnych dowodów w postaci cytatów! Moim zdaniem ogólnie nie można brac jego zdania pod uwagę skoro wytyka blędy, a nie pokazuje konkretnych przykladów. Dobra, emocje trochę opadly.
Moim zdaniem o interpunkcji powinno się wspomniec, ale ja się nie odzywam, bo sam robię w masakryczne blędy (cholerne przecinki!).
Anyway, kiedy na,pi,sz,esz coś nowego?
A, to tutaj chodzi o przecinki To już wiem, o co chodzi. Niestety mam chyba jakiś syndrom spowodowany pisaniem przecinków gdzie popadnie, muszę chyba faktycznie się za to wziąć, bo faktycznie jest ich... dużo. Po prostu arekis mógł napisać, że tutaj chodzi o interpunkcję, to bym się nie czepiała. W tej chwili przyznaję mu rację i przepraszam. I dzięki Lethias za obronę w sprawie tych całych 'nie', niestety dobijam wiele osób ma polskim olewając niektóre zasady pisowni i teraz są efekty
Hmm... pomysł na nowy rozdział miałam już przy zakładaniu tego tematu (miałam kiedyś założyć bloga z tą historią ale głupi onet coś strajkuje i nie dało się założyć bloga) i tak ta historia siedziała w mojej głowie i co chwila miałam jakieś nowe pomysły. To tylko kwestia przelania tego na komputer i kilku poprawek
Obudził mnie mój upadek z łóżka. Chwilę później zadzwonił budzik. Czemu akurat w tym momencie? Noc nie może być dłuższa? Zataczając się wyłączyłam moją dzwoniącą zmorę i szybko usiadłam na łóżku łapiąc się za głowę. Ten ból… Nienawidzę tego. Miałam wrażenie, że zaraz rozsadzi mi głowę. Niestety tabletki są w kuchni, więc muszę się ruszyć. Odruchowo spojrzałam przez okno. Pożałowałam. Nawet światło sprawiało mi ból. Ze zrezygnowaniem zamknęłam oczy szykując kazanie dla Kathy. Oczywiście wygłoszę jej to po dzisiejszym wywiadzie… Wywiad!
Zapomniałam o tym całkowicie! Biorąc do ręki ubranie na zmianę oraz szczotkę pobiegłam do łazienki. W środku rozebrałam się i wskoczyłam pod prysznic. Jak mogłam o tym zapomnieć? Krzyczałam na siebie w myślach. Zimna woda powodowała chwilową ulgę oraz orzeźwienie. Tak, mam kaca. Nie wiem, jakim cudem, ale jednego jestem pewna – Kathy ma u mnie przerąbane. Cały dzień wędrówki do zamku okazał się bezsensowny. Moja przyjaciółka zapomniała klucza do zamku. Później okazało się, że jest krótsza droga, o której Kathy zapomniała. W ramach przeprosin zaprosiła mnie do tego nowo otwartego klubu…, Co nie było dobrym pomysłem. Wkurzona zamawiałam, co chwilę drinki, a Kathy poszła w moje ślady. Z tego, co pamiętam mamy zakaz wchodzenia do tego klubu… Nie wiem tylko, czemu. Faktycznie – prawie wszyscy klienci wyszli, ale ostatecznie znalazł się miły pan, który odwiózł mnie i Kathy do domu. Tylko jak ja teraz pojadę do tego zamku? Samochód mam koło tego baru. Zdenerwowana zaczęłam się wycierać. Ból głowy, zakwasy i jedyna szansa na zdobycie pracy? Klapa gwarantowana. Ubierając się spojrzałam w lustro. Aż odskoczyłam. Wory pod oczami i przebarwione oczy, ohydny widok. Sprawdzając godzinę doznałam jeszcze większego szoku. Czując suchość w gardle poszłam do kuchni po coś do picia. Przy okazji starałam się dodzwonić do Kathy.
Nawet nie odebrała. Jeśli zaśpi to ja dostanę piękną opinię, dzięki której wyląduję na zmywaku, a ona wyleci z pracy. Po prostu super! Ale bynajmniej pomysł jazdy na rowerze był trafiony. Głowa przestawała boleć, a uczucie zimnego wiatru było wprost nieziemskie. Tylko te zakwasy mogłyby sobie darować, tym bardziej w czasie jazdy pod górkę. Obym trafiła. I oby Kathy przyszła. Chyba nic jej się nie stało… Lekko zdenerwowana odłożyłam rower w jakimś rowie. Niestety myśl o prowadzeniu go przez jakieś łąki i pola nie była dobrym rozwiązaniem. Ścieżka prowadziła tylko przez las, a ja nie miałam czasu na trzy godziny biegu. Musiałam być tam teraz. Postanowiłam biec. Szybko sprawdziłam czy mam aparat i ruszyłam.
Z daleka ujrzałam kilka drewnianych wieżyczek. Chwilę później widziałam zamek w całej okazałości. Drewniano-murowane mury budziły z jednej strony niechęć, a z drugiej powodowały wielki podziw. Musiał wiele przejść, bo gdzieniegdzie drewno miało ślady pochodzące prawdopodobnie od ognia. Most i ogród upiększały ten teren. Byłam ciekawa jak jest w środku. Będąc na moście zauważyłam Kathy i panią profesor.
Spoglądając na Kathy zobaczyłam piekielne zmęczenie. Jej twarz była bardzo spięta, co chwilę poprawiała włosy. Na szczęście wyglądała w miarę elegancko i odwracało to uwagę. Pani profesor była jej całkowitym przeciwieństwem. Włosy były naprawdę… porażające. Każde różnej długości, w ogóle niezaczesane. Taki jakiś artystyczny nieład jak w moim pokoju… Szary golf, starte jeansy i jakieś nowe botki. Widocznie wygląd to ostatnie, o czym myślała. Chyba jest osobą całkowicie poświęconą nauce.
- Witaj, Kathy. Dzień dobry – pomachałam i przywitałam się z panią profesor. Z bliska nie była aż tak… straszna. Jej rysy twarzy pokazały, jak bardzo ciężko pracuje. W młodości musiała być naprawdę piękna, ale jej praca robi swoje. Zmarszczki śmiesznie wyglądały przy tym nieustającym uśmiechu.
- Witam. Nazywam się Renee Brown i wykładam historię w Riverview. Czuję się zaszczycona, że mogę uczestniczyć w poznawaniu tajemnic tego zamku, a tym bardziej udzielić wywiadu. Jesteś fotografem, tak?
Kobieta była miło nastawiona. Było to na rękę Kathy, która była chyba w gorszym stanie niż ja. Kątem oka zobaczyłam, jak powstrzymuje się od snu. Nerwowo się zaśmiałam i wzięłam od niej klucz.
- No właśnie, klucz! To może ja będę prowadzić? Badałam zamek, pójdziemy dzisiaj tylko do tych najważniejszych miejsc. Później może pani zrobić kilka zdjęć a ja sprawdzę tekst. Wiadomo, żeby nie było pomyłek z faktami, bo są bardzo ważne.
- Nie ma problemu. Zapiszę wszystko, co tylko pani zechce. To może wejdziemy ? – włączyła się Kathy. Uśmiechnęłam się do kobiety. Była naładowana pozytywną energią i strasznie mi się to podobało.
- No to zaczynamy! – śmiejąc się weszła do środka. Czekając na ten moment zmierzyłam Kathy. Jej twarz pokazała, jak bardzo chce mnie przeprosić i że szczerze żałuje.
- Sorry – wyszeptała. - Nie chciałam, żeby było aż tak tragicznie.
- Później o tym porozmawiamy. Chodźmy, bo jeszcze ją zgubimy.
- Zamek ten nosił wiele nazw, jednak jego najpopularniejszą nazwą jest „ Zamek Północy”. Został wybudowany za czasów władcy Eustachego III, około 600-700 lat temu. Niestety jeszcze nie dowiedzieliśmy się dokładniejszej daty. Posiada około 60 pokoi, jest stosunkowo mały. Posiada jeden budynek główny, kaplicę oraz pięć innych budynków. W głównym mieścił się pokój Pana oraz jego żony. Odbywały się tam bankiety i ważne uroczystości. Sala balowa służyła także, jako sala tronowa – jak mówiłam, zamek był mały.
Pani profesor opowiadała cały dzień. Nie byłyśmy w stanie przerwać jej ani razu. Niestety nie otrzymała obietnicy. Postanowiła obejść cały zamek, a na koniec na potrzeby artykułu opisać krótko ważne miejsca i pokazać gdzie zrobić zdjęcie. Nie zwracała uwagi na burczenie w moim brzuchu oraz na regularne ziewanie Kathy. Po prostu mówiła jak z automatu, aż zaczynała być męcząca.
- To może pani profesor opowie coś o jakiejś legendzie. Sądzę, że to bardziej przyciągnie czytelników – w pewnym momencie przerwała Kathy. Lochy zamku, w którym teraz się znajdowałyśmy nie były zbyt… przyjemne. Stęchłe powietrze i odgłos kapania jakiejś wody sprawiał, że tysiące złych myśli cały czas pojawiały się w mojej głowie i nie dały mi spokojnie słuchać.
- Tak, to dobry pomysł – przyznała Renee. – To może wyjdźmy na świeże powietrze. Mam wrażenie, że mi tutaj pani zaraz… zaśnie…
Śmiejąc się z Kathy wyszłyśmy do ogrodu. Moja przyjaciółka strzeliła takiego buraka, że jej twarz zaczynała zlewać się z jej czerwonymi włosami. Pani profesor prowadziła nas jakąś krętą ścieżką między strumykiem aż trafiłyśmy w krąg z głazów służących zapewne do siedzenia.
- Historia tego zamku jest dla wielu. – Zaczęła pani profesor
- Każdy znajdzie tutaj coś ciekawego. Jest w niej wiele wojny, miłości oraz rzeczy… troszkę nierealnych, ale to traktujemy tylko, jako.. mity. Historia tego terenu jest oblana grozą i niebezpieczeństwem. Dawno temu istniało wiele królestw. Między innymi królestwo Północy, Ognia i Południa. Ten zamek był posiadłością króla Eustachego III, o którym będę mówiła. Był on skłócony z królem Południa, jego odwiecznym rywalem – Erykiem Walecznym. Nienawidzili się od młodości. Eustachy III zawsze był we wszystkim lepszy – począwszy od walki mieczem, kończąc na wiedzy. Eryk był osobą zadufana w sobie. Sądził, że musi być najlepszy. Konflikt ten spowodował również o rywalizację o kobietę. Była nią Elisabeth z królestwa Gór. Mimo ogromnej odległości pomiędzy królestwami uroda księżniczki była znana prawie wszędzie. Jednak to nie wszystko. Była bardzo mądra. Potrafiła walczyć. Jej szmaragdowe oczy i nigdzie niespotykane włosy kusiły każdego. Była bardzo drobniutką kobietą, lecz miała swoje zdanie. Wybrała Eustachego mimo zaręczyn w królestwie Południa. Tak, została tam wydana przez swojego ojca. Eryk Waleczny nie zamierzał się poddawać. Jednak Król Wszystkich Królestw zabronił jakiejkolwiek wojny. Ziemie te przechodziły koszmarne plagi. Wojna to ostatnie, na co miał ochotę lud i inne królestwa. Przez kilkanaście lat zapanował spokój ***óki nie zamordowano królowej.
- Że co? Jak to ją zabito? – Wyrwało się śpiącej Kathy. Trochę ją to pobudziło. Przetarła oczy i podniosła się z niezbyt wygodnych kamieni. Na szczęście dyktafon był włączony, więc nic się nie marnowało.
- Było to efektem próby porwania pięknej córki Eustachego – księżniczki Elli, nazywanej królową Kwiatów. – Pani profesor kontynuowała - Była naprawdę piękna i bardzo mądra, tak jak jej matka.
Syn króla południa zakochał się w niej, jak jego ojciec w jej matce. Młody książę nie zamierzał się poddać. Nie spodziewał się jednak, że księżniczka ma już swojego wybranka. Był nim książę królestwa Ognia. Jednak nikt o tym nie wiedział. Spotykali się po kryjomu. Król Eustachy, aby uniknąć wojny w końcu zgodził się wydać córkę za swoich wrogów z Południa. Było to dla niej jednym z najgorszych „wyroków” w jej życiu. Zdesperowana uciekła razem z jej ukochanym. Spowodowało to ogromną wojnę. Zginęło wiele tysięcy bezbronnych i niewinnych ludzi. Ginęły ogromne armie. Wojna rozprzestrzeniła się na inne kraje. Wszystko stało się tak nagle… Tego nie dało się odbudować. Król Wszystkich Królestw bardzo się tym przejął. Jego funkcja nie polegała tylko na byciu królem, polegała na pilnowaniu porządku według odwiecznych praw. Przyjechał do królestwa Południa i kazał się tam stawić Elli i zakochanych w niej książętom. Za tak ogromne zniszczenia skazał Ellę… na śmierć.
Uznał, że jej uroda jest temu winna i aż tak piękne istoty niszczą spokój i ład utrzymywany przez tysiące lat. Było to ciosem dla przyszłych króli. Król Wszystkich Królestw nie skończył tylko na tym. Kazał wezwać znanego w całym królestwie czarnoksiężnika. Kazał rzucić na młodzieńców klątwę. Klątwa ta spowodowała, że książęta zostali wygnańcami… Jak wiecie, w średniowieczu bardzo skupiano się na Bogu. Oni nie byli wygnańcami tylko tutaj, na ziemi. Byli wygnani także w… piekle i niebie. Tak, więc według tej legendy są dalej na ziemi i odwiecznie cierpią po stracie Elli. Ale nie będę już was nudzić…
- Niech pani mówi dalej – zaciekawiona uśmiechnęłam się. Kathy już prawie spała, lekko ją szturchnęłam, aby usiadła na kamieniu.
- No dobrze… Legenda głosi, że co dziewiętnaście lat księżniczka powraca i wojna zaczyna się od nowa. Za każdym razem zostaje zabita ponownie przez potomka Króla wszystkich królestw. Legenda głosi także, że w końcu nastanie czas, kiedy klątwa minie i potomek odpuści. Wtedy, jak w bajkach, historia ma zakończyć się szczęśliwie. Ale wiadomo, to tylko legenda...
Przez chwilę siedziałyśmy w ciszy. Drzewa lekko szumiały pod wpływem wiatru. Słońce pomału zachodziło. Ten spokój działał bardzo relaksująco. Jednak myśl o wracaniu w nocy przez jakieś nieznane tereny budziła we mnie lekki niepokój.
- To może ja zajmę się zdjęciami? – zagadałam.
- Oczywiście, zaraz pokażę ci wnętrze kilku miejsc. Ale macie może jeszcze jakieś pytania?
- Tak, ja mam. – Jakby z transu wyrwała się, Kathy. Jednak nie zamierzałam uczestniczyć dalej w rozmowie. Wzięłam aparat i skierowałam się do głównego budynku. Echo rozprowadzało po całym obiekcie zaciekawiony głos Kathy – A skąd ten… potomek wie, jak wygląda ta potomkini księżniczki? Wygląda tak samo? Czy jak? Poza tym… skąd wziął się jakiś potomek? Przecież księżniczka umarła…
- Bardzo dobre pytania. Niestety mogę odpowiedzieć tylko na jedno. Te drugie jest nam, historykom jeszcze nieznane. Ale nad tym pracuję. Jak tylko coś się dowiem, to od razu panie poinformuję… Potomek wie, kim jest księżniczka po znamieniu na plecach w kształcie półksiężyca.
Że co? Odwróciłam się w stronę pani profesor nie wierząc w to, co słyszę. Jednak Renee była całkiem poważna. Ta cała historia nabrała nagle większego sensu... Zauważyłam, że Kathy zareagowała tak samo jak ja. Z niedowierzaniem wstała i spojrzała w moją stronę...
To by było tyle. Jak są błędy, to proszę, zwróćcie na nie uwagę. Mam nadzieję, że przecinki nie są już plagą Dziękuję za przeczytanie i udanych wakacji ! 8)
Komentarz
Popełniliście niedopuszczalny błąd ortograficzny :evil:
Jak tak można
Trzymając mocno telefon kliknęłam odpowiedni przycisk i zachrypniętym głosem zadałam pytanie : Kto mówi?
- Isabelle ?
- Z kim mam przyjemność ? – zadałam pytanie po raz kolejny. Tym razem niepewnie. Co prawda głos ze słuchawki brzmiał bardzo uspokajająco, ale gdyby ktoś rano przeszedł to co ja, to pewnie też by tak zareagował.
- Isabelle! – osoba po drugiej stronie musiała bardzo się zdenerwować. Aż odsunęłam telefon od ucha. – Jak możesz się jeszcze tak głupio pytać kto dzwoni?! To własnej przyjaciółki nie poznajesz? Wiem, że długo się nie widziałyśmy, bo ty byłaś na studiach a ja na warsztatach, ale to nie znaczy, że już się nie znamy !
Och ! Nie wiedząc, czy mam się śmiać czy płakać z zażenowania, nerwowo zaśmiałam się do słuchawki. W normalnych warunkach śmiałabym się razem z Kathy, czyli moją najlepszą przyjaciółką i najbardziej zaufaną osobą na świecie. Od zawsze się znałyśmy. Lubiłyśmy to samo, siedziałyśmy razem w ławce od pierwszego dnia w szkole. Nawet przez pewien okres czasu ubierałyśmy się tak samo, ale stwierdziłyśmy w końcu, że to lekkie przegięcie. Na koniec moje studia wszystko pokrzyżowały. Teraz po przyjeździe, gdy miałam przeprosić Kathy za kilka spraw, to jeszcze odwalam taki numer… Czemu ja zawsze muszę wywinąć coś głupiego? Nie zdążając wymówić żadnych słów przeprosin, znowu zalała mnie fala oskarżeń i wyrzutów. Wiedząc, że będzie to długa rozmowa weszłam z powrotem do pokoju dziennego i usiadłam na kanapie.
- No i jeszcze się z tego śmiejesz ! Wiem, że masz poczucie humoru ale to ci nie wyszło...Jak możesz się tak zachowywać? Ja tutaj głowę tracę, dlaczego do mnie nie dzwonisz i w ogóle do mnie nie przychodzisz – pomijając brak kontaktu z tobą na studiach, a ty !? Aaaa… ! Mów o co ci chodzi, bo zaraz tutaj zawiruję!
- Przepraszam, Kathy… Dobrze wiesz, że nie dało się dodzwonić do takiej dziury jak Twinbrook. Pisałam ci to mailem tak dużo razy, że zablokowałaś moją pocztę, nie pamiętasz? A co do dzisiaj… Nie wiem jak to wyjaśnić. Za dużo dziwnych rzeczy jak dla mnie…
- Bo od miesiąca nigdzie nie wychodzisz ! Może byś pomyślała, że pewna osoba, taka mieszkająca też w naszej skromnej dziurze, może za kimś tęsknić. Wiesz, te dziwno rudo-blond włosy, szczupła, zielone oczy. Gra na gitarze i robi zdjęcia. Ma mamę malarkę i mieszka na bagnach. No ale wiesz…
No i teraz stara się zmusić we mnie poczucie winy. Fakt – nie odezwałam się do niej ani słowem i nie mam na to wytłumaczenia. Ale to przez te sprawy związane ze studiami. Musiałam odwołać parę spraw, odzyskać pieniądze za czynsz. No i znaleźć jakąś pracę w Twinbrooku, ale o tym Kathy nie powiem, bo szczerze – nic nie znalazłam.
- Przepraszam cię po raz drugi Kathy. Ale ostatnio mam za dużo na głowie no i…
- Dobra, już się nie tłumacz, bo nigdy ci to nie wychodzi. Wybaczę ci po raz kolejny i liczę na jakąś ****ę, ale bez papryki bo jest niedobra. Ale o tym to wiesz. Poza tym co bym bez ciebie zrobiła na starość? Z kim będę się żalić na temat protez ?
- No my to aż tak stare to nie jesteśmy – zaśmiałam się po raz pierwszy od bardzo dawna. Faktycznie mi jej brakowało, od razu po przyjeździe powinnam do niej wstąpić. Może wtedy by mi tak nie odbijało.
- Tak, nie jesteśmy aż takie stare. Tylko z epoki, gdzie żyły dinozaury. Ok, nie mam już pieniędzy na koncie. Mam z tobą kilka ważnych spraw do omówienia. To przyjedź zaraz do parku, tam na obrzeżach i wszystko omówimy. To buziaki kochana !
I się rozłączyła. Gorąca czasem z niej głowa. Doprowadzając się jeszcze lekko do ładu i składu ogarnęłam mieszkanie, wsiadłam do mojego złomu podarowanego jeszcze przez świętej pamięci babcię i ruszyłam biorąc ze sobą złe przeczucia.
Faktycznie, dużo się tutaj zmieniło. Oglądając czasem wiadomości nie rozpoznawałam wielu osób i miejsc. Ale minął ledwie rok i już tyle zmian? To jest niemożliwe. Zakręciłam w lewo i zaparkowałam koło parku. Nigdy nie bywało tutaj dużo ludzi, dlatego to miejsce było idealne dla naszych długich rozmów. Wchodząc rozglądałam się uważnie za Kathy. Gdy mnie zauważyła, to dla żartów udawała że mnie nie widzi i woła kogoś innego, jednak po chwili odwróciła się i z uśmiechem na twarzy puściła mi oko. Nucąc piosenkę, która akurat leciała w radiu dosiadłam się i pociągnęłam ją za włosy na powitanie.
- Co ty tam nucisz, nie krzywdź moich uszów – uśmiechnęła się i pokazała język. Kathy kochała, gdy śpiewam. Dużo osób mi mówiło, że mam talent ale traktuję to tylko jako hobby. Żeby podkręcić atmosferę, to zaśpiewałam urywek.
I’ve made my mistakes…
I’ve seen my heart cave in…
- Nawet nie próbuj mnie przepraszać tekstem piosenki – szturchnęła mnie w bok – Oj nie ładnie pani Rose, nie ładnie. – chwilowo udawała moją byłą panią z biologii, ale szybko się opanowała i wyjęła telefon. – Patrz, co upolowałam – śmiejąc się pokazała mi zdjęcie jakiegoś chłopaka. Z ekranu jej telefonu patrzył na mnie opalony mężczyzna w bujnych brązowych włosach, które lekko zasłaniały mu oczy. Lekki zarost dodawał mu tylko uroku. Ale te oczy… Ta czerń… Przez moje ciało przeszły ciarki.
- Kto to? – zapytałam – I od kiedy polujesz na ludzi? Masz jakieś zapędy kanibalistyczne? – z udawanym przekąsem zaczęłam ziewać.
- No weź. – lekko zdenerwowana pokręciła głową i zabrała mi telefon – Poznałam go na tym wyjeździe. Też brał udział w kursie. To taka miłość od pierwszego wejrzenia, wiesz? I się okazało, że dostał w spadku domek od babci, która tutaj mieszkała więc jesteśmy w stu procentach na poważnie – ta jej powaga mnie troszkę zgubiła z tropu. Mówiła to takim tonem, że jestem w stanie uwierzyć, że on się jej oświadczył bądź jest w ciąży – albo co gorsze, ma już jakieś dziecko.
- Eee… to fajnie. W końcu masz kogoś porządnego. – chcąc ją rozluźnić uśmiechnęłam się, poklepałam ją po ramieniu i tym razem to ja prowadziłam temat. Nie lubiłam i nie lubię tematów na temat spraw damsko-męskich. Czemu? Po prostu uważam to za stratę czasu. Poza tym przy Kathy to bardzo czasochłonne … No i temat z telewizorem przerzuciłam na później. Widząc jej minę to niebyły dobry pomysł. Mogłaby sprowadzić mi jeszcze jakiś jasnowidzów – nie wiadomo po co, ale z całej siły chciałaby mi pomóc czym i kim tylko się da. Ale… zaraz zaraz ! Coś w tym chłopaku mi się nie podoba. Nie chodzi mi o wygląd, chodzi mi o to, że mam niemiłe uczucie z nim związane. Te oczy… powodują, że mam ciarki. Postanowiłam jednak dalej ciągnąć temat – A przedstawisz mi go kiedyś? Szczerze mówiąc niezłe z niego ciacho!
- No pewnie, że go poznasz. Ale za jakiś czas na imprezie, którą organizuję.
- Co ? Jaka impreza ? – wyrwało mi się. W tych sprawach zawsze byłam trochę dzika. To przez to, że na moich któryś z urodzin troszkę zdemolowano mi dom…
- No i widzisz? Po kolei kochana, po kolei. Więc zacznę tak… Wiesz, niedawno przyjechała do naszego miasta pewna słynna pani profesor Bloom. No i zaczęła badać teren na podstawie jakiś starych kronik i znalazła ruiny zamku. A tak właściwie to zamek w całkiem dobrym stanie. Plotki mówią, że wykupił go jakiś *********… Ponoć niezłe z niego ciacho – ********ąc mi oczko szturchnęła mnie. Wiedziała, że tego nie cierpię, jednak czasem nie potrafiła się powstrzymać. Spojrzałam na nią spod byka. Momentalnie przestała i mówiła dalej – Ten zamek to nie jedyna „rzecz” odkryta przez panią profesor ale nie będę cię przynudzać. Teraz przejdę do sedna – to ja spotkałam ją na warsztatach. No i to ja jej zaproponowałam żeby przyjechała. Dzięki temu, ta da, przyjęto mnie do redakcji na okres próbny ! – szybko przerwałam Kathy chcąc jej pogratulować, ale się mi to nie udało, bo mówiła dalej – Stwierdzili, że mam dobre wyczucie w newsach, dlatego objęłam o kilka stanowisk wyżej i mam własny gabinet ! No i robię reportaże, wywiady nawet ostatnio. Mam też za niedługo robić reportaż o tym nowym klubie… Tak, wiem, nie wiesz o co mi chodzi, już się streszczam. Robiąc reportaże pracował ze mną fotograf... jakiś francuz. Strasznie upierdliwy. Dalej pamiętam te jego rrrrrrrrr! Ale przejdę dalej. Moja szefowa pozwoliła mi znaleźć kogoś na jego miejsce, skoro go tak nie lubię i wybrałam ciebie!
Zaniemówiłam z wrażenia. Ona trafiła w dziesiątkę! To moje marzenie – tymczasowo, ale jednak. Z zaskoczenia położyłam się na trawie i położyłam dłonie na czole. Jak ona to robi? Ja się męczę i nic, a ona… dziecko szczęścia po prostu. Nie chcąc urazić Kathy, która uwielbia porządne podziękowania, podniosłam się i mocno ją przytuliłam słodząc różne komplementy i słowa podziękowań.
- Ygrh ygrh… - Kathy dała o sobie znać i spojrzała mi, znowu z tą powagą, prosto w oczy. – Ale jest jeden warunek. – ze śmiertelną miną spojrzała to na mnie. – Mam jutro wywiad z tą panią profesor, o której ci mówiłam. Masz jutro robić zdjęcia i jeśli się spodobają szefowej to zostajesz i masz pracę. Ale jak się nie spodobają. To wiesz, już cię nie przyjmą nigdzie jako fotografa. Moja szefowa naprawdę potrafi kogoś totalnie upokorzyć gdy coś jej się nie spodoba. Gdy zechce to zrobi ci taką opinię, że nie przyjmą cię nawet jako pomywaczkę. Więc się postaraj.
- Dobrze - odparłam. Kocham wyzwania. Uśmiechnęłam się, ale szybko mi to minęło.
- Gdzie idziesz ? – zapytałam. Zdziwiona patrzyłam, jak moja przyjaciółka oddalała się w stronę jej auta. Zamierzałam dowiedzieć się jakiś rzeczy o jej chłopaku. Nie pachniało mi tutaj za dobrze, wiedziałam, że stanie się coś złego i nie chciałam do tego dopuścić. Ale wszystko pomału. Może to tylko złudne uczucie? Może faktycznie to przez brak wyjścia z domu i samotność?
- No chcę ci pokazać to miejsce, w którym będzie wywiad. Lepiej, żebyś była przygotowana, bo nie zamierzam spędzać pół życia z jakimś żabojadem ! – tak, Kathy nie cierpi francuzów odkąd poznała jakiegoś na szkolnej wycieczce i ten nawet nie pytając się o jej imię chciał zaciągnąć ją do łóżka. Są ludzie i parapety, ale całej Francji za to winić nie może…
- Ile jeszcze ? – krzyknęłam. Wyszłyśmy z parku przed południem a teraz widać, że jest grubo po 15. Co chwilę potykając się i mijając drzewa starałam się nadążyć za moją przyjaciółką – Kathy ! Ty w ogóle wiesz, gdzie my jesteśmy?!
- Tak ! Już niedaleko ! – odwracając się pomachała do mnie i biegła dalej. Ogromny las nie miał końca. Wszędzie było ciemno, im dalej tym coraz mniej życia. Wielkie drzewa przysłaniały promienie słońca. Nie było słychać ani jednego ptaka. Tylko nasz bieg i moje ciężkie sapanie. Muszę przyznać, że trochę ruchu to by mi się przydało. Gdy zobaczyłam kolejną górę na trasie, to straciłam cierpliwość. Zmęczona i wkurzona zatrzymałam się, tupnęłam nogą jak małe dziecko i usiadłam na czymś mokrym. W tej chwili jednak mnie to mało interesowało.
- Isabelle ? Czemu nie biegniesz? – usłyszałam krzyk Kathy. Orientowała się, że dalej za nią biegnę tylko po moim głośnym oddechu, więc nie mogłam jej ot tak sobie zostawić. – To naprawdę niedaleko, jak chcesz to możemy iść. Ale ja chcę ci tylko pomóc…
- Ok. – mimo, że ta pomoc spowoduje u mnie zakwasy i złe samopoczucie, to wstałam i szłam dalej. Poprawiłam po raz kolejny włosy. Żałowałam, że nie miałam przy sobie gumki. Bieganie w długich włosach jest koszmarem. Wszędzie latają, kleją się, fuj !
- Gdy byłam tam ostatnio, to było strasznie zrujnowane. Ale wierzę w plotki i wierzę, że trafiło w dobre ręce – mówiła, gdy do niej doszłam. Złapała mnie za rękę i ciągnęła pod górkę. – Nie denerwuj się na mnie, ale według mnie bardzo ci się tam spodoba. Pamiętasz, jak byłyśmy małe to zawsze marzyłyśmy, żeby znaleźć jakiś zamek i księcia z bajki…
- Ale to było kiedyś, teraz jesteśmy dorosłe i pora stanąć w końcu na ziemi a nie bujać w obłokach – burknęłam.
- No weź ! Każda dziewczyna powinna być w jakimś stopniu romantyczką albo marzycielką ! Nie dobijaj mnie ! A z resztą… już jesteśmy. Spójrz… Ahh ! Jak oni to wyremontowali !
Moim oczom ukazał się… jakiś drewniany zameczek. Cały czas sądziłam, że idziemy do jakiegoś pięknego pałacu. Z wieloma wieżami, ogromnym ogrodem, fontannami. Takiego, jaki mi się przyśnił. Mimo urywku jestem pewna, że jest piękny. A ten... Zamek jak zamek… No wieże to on ma. Ale to nie to, czego się spodziewałam...
- I jak, podoba ci się ?
- Nie – odpowiedziałam szczerze – Sądziłam, że prowadzisz mnie do jakiegoś ogromnego pałacu . – spowodowałam tym napad śmiechu u Kathy.
- Zapamiętam to. Jak tylko pani profesor znowu coś znajdzie, to będziesz pierwsza, która się o tym dowie. A teraz chodź.
Schodząc z górki dostałam déjà vu. Ja już tutaj byłam ! Te mury, ten most. W ogóle, ten teren. Ale to miejsce, które zobaczyłam w telewizorze w żadnym stopniu nie odzwierciedla tego. To zupełnie dwa inne miejsca. Święci się coś złego, czułam to. Czuję to od czasu przyjazdu… Nie, co ja gadam. Przecież to jest nienormalne! Starałam się odgonić myśli, jednak przeczucie nie mijało.
- Idziesz? Za niedługo będzie się ściemniać, a w nocy te lasy nie są już takie przyjemne… - poganiała mnie Kathy.
- Tak, tak. Idę. Po prostu się zamyśliłam. Poczekaj !
Doganiając Kathy czułam, że coś ze mną nie tak. Niegdyś, ja, wielka marzycielka, teraz, zdesperowana dziewczyna niemogąca odróżnić prawdy od fikcji z jakimiś urojeniami… Mam dość, chociaż czuję, że to dopiero początek...
Z góry przepraszam za jakiekolwiek błędy i za powtórzenia. Dla osób nie lubiących długich tekstów - przepraszam, ale gdybym to podzieliła na kilka rozdziałów, to było by koszmarne. Jeśli nie jest spójne, jeśli nie wiadomo o co chodzi to proszę napisać. Postaram się to naprawić - o ile w ogóle zdołam
Nie wolno przesadzać, naprawdę, mogłaś pominąć kilka wypowiedzi.
Zamiast na długim tekście skup się na poprawie błędów ortograficznych i nie używaj tyle formy mówionej.
Ale co do treści to zapowiada się ciekawie, tylko przez ten tekst ledwo do końca dojechałem... UFf... :?
Te wypowiedzi są już i tak skrócone, muszą być, bo później można nie nadążyć wraz z akcją. Wszystko jest potrzebne. Niestety stworzyłam aż za bardzo rozbudowaną historię i niestety muszę wprowadzać wszystko zgodnie z planem, bo inaczej następne rozdziały jak czarna magia :twisted:
Kocham tę formę. Czytam książki, w której wypowiadają się tak bohaterki, więc nie proś mnie o zmianę formy - każdy ma swój własny styl. Poza tym p.i.s.z.e mi się tak lepiej. Gdybym pisała w trzeciej osobie to wyszła by kiszka.
A błędy mi wypisz. Będę się starać ich unika.
Lethias, dziękuję, że ilość nie przestrasza
Dzięki wam za szczerość
Sama preferuję takie opowiadania, w których akcja i napięcie rośną dopiero z czasem. Tak, jak jest właśnie u Ciebie. Mamy czas, by poznać bohaterów i nauczyć się ich imion ;P
Anyway, ze zniecierpliwieniem czekam na kolejną część.
Jeden poszukiwałam na GW i dostałam link do jakiejś strony z zewnątrz (oto link www.sims3.7wifi.net/2010/12/muj-zamek-neuschwanstein-my-castle-neuschwanstein/), a drugi z modthesims
też lubię długie teksty
oczywiście rodział bardzo fajny
No i się skupiłam. Sprawdzam w wordzie i... zero błędów. Tylko podkreśliło wyrażenia typu " aaaa", imię " Kathy" i powtórzenie celowo zrobione "zaraz zaraz".
Bardzo Cię proszę, zanim mi napiszesz coś takiego, co powoduje u mnie "zgon"
Nie, żebym była jakaś przemądrzała lub "hejterem" - po prostu chcę powiedzieć, że jednak arekis ma po części rację. Nie miej mi tego za złe.
Moim zdaniem o interpunkcji powinno się wspomniec, ale ja się nie odzywam, bo sam robię w masakryczne blędy (cholerne przecinki!).
Anyway, kiedy na,pi,sz,esz coś nowego?
Hmm... pomysł na nowy rozdział miałam już przy zakładaniu tego tematu (miałam kiedyś założyć bloga z tą historią ale głupi onet coś strajkuje i nie dało się założyć bloga) i tak ta historia siedziała w mojej głowie i co chwila miałam jakieś nowe pomysły. To tylko kwestia przelania tego na komputer i kilku poprawek
Lubię długie rozdziały :P
Czekam na kolejny rozdział
Obudził mnie mój upadek z łóżka. Chwilę później zadzwonił budzik. Czemu akurat w tym momencie? Noc nie może być dłuższa? Zataczając się wyłączyłam moją dzwoniącą zmorę i szybko usiadłam na łóżku łapiąc się za głowę. Ten ból… Nienawidzę tego. Miałam wrażenie, że zaraz rozsadzi mi głowę. Niestety tabletki są w kuchni, więc muszę się ruszyć. Odruchowo spojrzałam przez okno. Pożałowałam. Nawet światło sprawiało mi ból. Ze zrezygnowaniem zamknęłam oczy szykując kazanie dla Kathy. Oczywiście wygłoszę jej to po dzisiejszym wywiadzie… Wywiad!
Zapomniałam o tym całkowicie! Biorąc do ręki ubranie na zmianę oraz szczotkę pobiegłam do łazienki. W środku rozebrałam się i wskoczyłam pod prysznic. Jak mogłam o tym zapomnieć? Krzyczałam na siebie w myślach. Zimna woda powodowała chwilową ulgę oraz orzeźwienie. Tak, mam kaca. Nie wiem, jakim cudem, ale jednego jestem pewna – Kathy ma u mnie przerąbane. Cały dzień wędrówki do zamku okazał się bezsensowny. Moja przyjaciółka zapomniała klucza do zamku. Później okazało się, że jest krótsza droga, o której Kathy zapomniała. W ramach przeprosin zaprosiła mnie do tego nowo otwartego klubu…, Co nie było dobrym pomysłem. Wkurzona zamawiałam, co chwilę drinki, a Kathy poszła w moje ślady. Z tego, co pamiętam mamy zakaz wchodzenia do tego klubu… Nie wiem tylko, czemu. Faktycznie – prawie wszyscy klienci wyszli, ale ostatecznie znalazł się miły pan, który odwiózł mnie i Kathy do domu. Tylko jak ja teraz pojadę do tego zamku? Samochód mam koło tego baru. Zdenerwowana zaczęłam się wycierać. Ból głowy, zakwasy i jedyna szansa na zdobycie pracy? Klapa gwarantowana. Ubierając się spojrzałam w lustro. Aż odskoczyłam. Wory pod oczami i przebarwione oczy, ohydny widok. Sprawdzając godzinę doznałam jeszcze większego szoku. Czując suchość w gardle poszłam do kuchni po coś do picia. Przy okazji starałam się dodzwonić do Kathy.
Nawet nie odebrała. Jeśli zaśpi to ja dostanę piękną opinię, dzięki której wyląduję na zmywaku, a ona wyleci z pracy. Po prostu super! Ale bynajmniej pomysł jazdy na rowerze był trafiony. Głowa przestawała boleć, a uczucie zimnego wiatru było wprost nieziemskie. Tylko te zakwasy mogłyby sobie darować, tym bardziej w czasie jazdy pod górkę. Obym trafiła. I oby Kathy przyszła. Chyba nic jej się nie stało… Lekko zdenerwowana odłożyłam rower w jakimś rowie. Niestety myśl o prowadzeniu go przez jakieś łąki i pola nie była dobrym rozwiązaniem. Ścieżka prowadziła tylko przez las, a ja nie miałam czasu na trzy godziny biegu. Musiałam być tam teraz. Postanowiłam biec. Szybko sprawdziłam czy mam aparat i ruszyłam.
Z daleka ujrzałam kilka drewnianych wieżyczek. Chwilę później widziałam zamek w całej okazałości. Drewniano-murowane mury budziły z jednej strony niechęć, a z drugiej powodowały wielki podziw. Musiał wiele przejść, bo gdzieniegdzie drewno miało ślady pochodzące prawdopodobnie od ognia. Most i ogród upiększały ten teren. Byłam ciekawa jak jest w środku. Będąc na moście zauważyłam Kathy i panią profesor.
Spoglądając na Kathy zobaczyłam piekielne zmęczenie. Jej twarz była bardzo spięta, co chwilę poprawiała włosy. Na szczęście wyglądała w miarę elegancko i odwracało to uwagę. Pani profesor była jej całkowitym przeciwieństwem. Włosy były naprawdę… porażające. Każde różnej długości, w ogóle niezaczesane. Taki jakiś artystyczny nieład jak w moim pokoju… Szary golf, starte jeansy i jakieś nowe botki. Widocznie wygląd to ostatnie, o czym myślała. Chyba jest osobą całkowicie poświęconą nauce.
- Witaj, Kathy. Dzień dobry – pomachałam i przywitałam się z panią profesor. Z bliska nie była aż tak… straszna. Jej rysy twarzy pokazały, jak bardzo ciężko pracuje. W młodości musiała być naprawdę piękna, ale jej praca robi swoje. Zmarszczki śmiesznie wyglądały przy tym nieustającym uśmiechu.
- Witam. Nazywam się Renee Brown i wykładam historię w Riverview. Czuję się zaszczycona, że mogę uczestniczyć w poznawaniu tajemnic tego zamku, a tym bardziej udzielić wywiadu. Jesteś fotografem, tak?
Kobieta była miło nastawiona. Było to na rękę Kathy, która była chyba w gorszym stanie niż ja. Kątem oka zobaczyłam, jak powstrzymuje się od snu. Nerwowo się zaśmiałam i wzięłam od niej klucz.
- No właśnie, klucz! To może ja będę prowadzić? Badałam zamek, pójdziemy dzisiaj tylko do tych najważniejszych miejsc. Później może pani zrobić kilka zdjęć a ja sprawdzę tekst. Wiadomo, żeby nie było pomyłek z faktami, bo są bardzo ważne.
- Nie ma problemu. Zapiszę wszystko, co tylko pani zechce. To może wejdziemy ? – włączyła się Kathy. Uśmiechnęłam się do kobiety. Była naładowana pozytywną energią i strasznie mi się to podobało.
- No to zaczynamy! – śmiejąc się weszła do środka. Czekając na ten moment zmierzyłam Kathy. Jej twarz pokazała, jak bardzo chce mnie przeprosić i że szczerze żałuje.
- Sorry – wyszeptała. - Nie chciałam, żeby było aż tak tragicznie.
- Później o tym porozmawiamy. Chodźmy, bo jeszcze ją zgubimy.
- Zamek ten nosił wiele nazw, jednak jego najpopularniejszą nazwą jest „ Zamek Północy”. Został wybudowany za czasów władcy Eustachego III, około 600-700 lat temu. Niestety jeszcze nie dowiedzieliśmy się dokładniejszej daty. Posiada około 60 pokoi, jest stosunkowo mały. Posiada jeden budynek główny, kaplicę oraz pięć innych budynków. W głównym mieścił się pokój Pana oraz jego żony. Odbywały się tam bankiety i ważne uroczystości. Sala balowa służyła także, jako sala tronowa – jak mówiłam, zamek był mały.
Pani profesor opowiadała cały dzień. Nie byłyśmy w stanie przerwać jej ani razu. Niestety nie otrzymała obietnicy. Postanowiła obejść cały zamek, a na koniec na potrzeby artykułu opisać krótko ważne miejsca i pokazać gdzie zrobić zdjęcie. Nie zwracała uwagi na burczenie w moim brzuchu oraz na regularne ziewanie Kathy. Po prostu mówiła jak z automatu, aż zaczynała być męcząca.
- To może pani profesor opowie coś o jakiejś legendzie. Sądzę, że to bardziej przyciągnie czytelników – w pewnym momencie przerwała Kathy. Lochy zamku, w którym teraz się znajdowałyśmy nie były zbyt… przyjemne. Stęchłe powietrze i odgłos kapania jakiejś wody sprawiał, że tysiące złych myśli cały czas pojawiały się w mojej głowie i nie dały mi spokojnie słuchać.
- Tak, to dobry pomysł – przyznała Renee. – To może wyjdźmy na świeże powietrze. Mam wrażenie, że mi tutaj pani zaraz… zaśnie…
Śmiejąc się z Kathy wyszłyśmy do ogrodu. Moja przyjaciółka strzeliła takiego buraka, że jej twarz zaczynała zlewać się z jej czerwonymi włosami. Pani profesor prowadziła nas jakąś krętą ścieżką między strumykiem aż trafiłyśmy w krąg z głazów służących zapewne do siedzenia.
- Historia tego zamku jest dla wielu. – Zaczęła pani profesor
- Każdy znajdzie tutaj coś ciekawego. Jest w niej wiele wojny, miłości oraz rzeczy… troszkę nierealnych, ale to traktujemy tylko, jako.. mity. Historia tego terenu jest oblana grozą i niebezpieczeństwem. Dawno temu istniało wiele królestw. Między innymi królestwo Północy, Ognia i Południa. Ten zamek był posiadłością króla Eustachego III, o którym będę mówiła. Był on skłócony z królem Południa, jego odwiecznym rywalem – Erykiem Walecznym. Nienawidzili się od młodości. Eustachy III zawsze był we wszystkim lepszy – począwszy od walki mieczem, kończąc na wiedzy. Eryk był osobą zadufana w sobie. Sądził, że musi być najlepszy. Konflikt ten spowodował również o rywalizację o kobietę. Była nią Elisabeth z królestwa Gór. Mimo ogromnej odległości pomiędzy królestwami uroda księżniczki była znana prawie wszędzie. Jednak to nie wszystko. Była bardzo mądra. Potrafiła walczyć. Jej szmaragdowe oczy i nigdzie niespotykane włosy kusiły każdego. Była bardzo drobniutką kobietą, lecz miała swoje zdanie. Wybrała Eustachego mimo zaręczyn w królestwie Południa. Tak, została tam wydana przez swojego ojca. Eryk Waleczny nie zamierzał się poddawać. Jednak Król Wszystkich Królestw zabronił jakiejkolwiek wojny. Ziemie te przechodziły koszmarne plagi. Wojna to ostatnie, na co miał ochotę lud i inne królestwa. Przez kilkanaście lat zapanował spokój ***óki nie zamordowano królowej.
- Że co? Jak to ją zabito? – Wyrwało się śpiącej Kathy. Trochę ją to pobudziło. Przetarła oczy i podniosła się z niezbyt wygodnych kamieni. Na szczęście dyktafon był włączony, więc nic się nie marnowało.
- Było to efektem próby porwania pięknej córki Eustachego – księżniczki Elli, nazywanej królową Kwiatów. – Pani profesor kontynuowała - Była naprawdę piękna i bardzo mądra, tak jak jej matka.
Syn króla południa zakochał się w niej, jak jego ojciec w jej matce. Młody książę nie zamierzał się poddać. Nie spodziewał się jednak, że księżniczka ma już swojego wybranka. Był nim książę królestwa Ognia. Jednak nikt o tym nie wiedział. Spotykali się po kryjomu. Król Eustachy, aby uniknąć wojny w końcu zgodził się wydać córkę za swoich wrogów z Południa. Było to dla niej jednym z najgorszych „wyroków” w jej życiu. Zdesperowana uciekła razem z jej ukochanym. Spowodowało to ogromną wojnę. Zginęło wiele tysięcy bezbronnych i niewinnych ludzi. Ginęły ogromne armie. Wojna rozprzestrzeniła się na inne kraje. Wszystko stało się tak nagle… Tego nie dało się odbudować. Król Wszystkich Królestw bardzo się tym przejął. Jego funkcja nie polegała tylko na byciu królem, polegała na pilnowaniu porządku według odwiecznych praw. Przyjechał do królestwa Południa i kazał się tam stawić Elli i zakochanych w niej książętom. Za tak ogromne zniszczenia skazał Ellę… na śmierć.
Uznał, że jej uroda jest temu winna i aż tak piękne istoty niszczą spokój i ład utrzymywany przez tysiące lat. Było to ciosem dla przyszłych króli. Król Wszystkich Królestw nie skończył tylko na tym. Kazał wezwać znanego w całym królestwie czarnoksiężnika. Kazał rzucić na młodzieńców klątwę. Klątwa ta spowodowała, że książęta zostali wygnańcami… Jak wiecie, w średniowieczu bardzo skupiano się na Bogu. Oni nie byli wygnańcami tylko tutaj, na ziemi. Byli wygnani także w… piekle i niebie. Tak, więc według tej legendy są dalej na ziemi i odwiecznie cierpią po stracie Elli. Ale nie będę już was nudzić…
- Niech pani mówi dalej – zaciekawiona uśmiechnęłam się. Kathy już prawie spała, lekko ją szturchnęłam, aby usiadła na kamieniu.
- No dobrze… Legenda głosi, że co dziewiętnaście lat księżniczka powraca i wojna zaczyna się od nowa. Za każdym razem zostaje zabita ponownie przez potomka Króla wszystkich królestw. Legenda głosi także, że w końcu nastanie czas, kiedy klątwa minie i potomek odpuści. Wtedy, jak w bajkach, historia ma zakończyć się szczęśliwie. Ale wiadomo, to tylko legenda...
Przez chwilę siedziałyśmy w ciszy. Drzewa lekko szumiały pod wpływem wiatru. Słońce pomału zachodziło. Ten spokój działał bardzo relaksująco. Jednak myśl o wracaniu w nocy przez jakieś nieznane tereny budziła we mnie lekki niepokój.
- To może ja zajmę się zdjęciami? – zagadałam.
- Oczywiście, zaraz pokażę ci wnętrze kilku miejsc. Ale macie może jeszcze jakieś pytania?
- Tak, ja mam. – Jakby z transu wyrwała się, Kathy. Jednak nie zamierzałam uczestniczyć dalej w rozmowie. Wzięłam aparat i skierowałam się do głównego budynku. Echo rozprowadzało po całym obiekcie zaciekawiony głos Kathy – A skąd ten… potomek wie, jak wygląda ta potomkini księżniczki? Wygląda tak samo? Czy jak? Poza tym… skąd wziął się jakiś potomek? Przecież księżniczka umarła…
- Bardzo dobre pytania. Niestety mogę odpowiedzieć tylko na jedno. Te drugie jest nam, historykom jeszcze nieznane. Ale nad tym pracuję. Jak tylko coś się dowiem, to od razu panie poinformuję… Potomek wie, kim jest księżniczka po znamieniu na plecach w kształcie półksiężyca.
Że co? Odwróciłam się w stronę pani profesor nie wierząc w to, co słyszę. Jednak Renee była całkiem poważna. Ta cała historia nabrała nagle większego sensu... Zauważyłam, że Kathy zareagowała tak samo jak ja. Z niedowierzaniem wstała i spojrzała w moją stronę...
To by było tyle. Jak są błędy, to proszę, zwróćcie na nie uwagę. Mam nadzieję, że przecinki nie są już plagą
I robi się coraz mhroczniej i ciekawiej... :twisted:
Czekam na nowy rozdział ^^