Powiem szczerze, że śledzę twoją historię od samego początku Jest ciekawa, może nawet ma w sobie tę mhroczną tajemnicę . Pozostając w ukryciu czekałam na jej koniec, by dopiero wtedy się ujawnić :twisted: . Ale jak to ja, jestem niecierpliwa i musiałam w końcu ją skomentować. Tak więc sądzę, że idzie ci dobrze, a z czasem na pewno się wyrobisz w pisaniu. Oczywiście wiedz, że jestem zainteresowana losami Alice . I jeszcze jedna rzecz. Może uznasz to za dziwne, ale za każdym razem kiedy wiedzę zdjęcie Simki i kota chce mi się strasznie śmiać :P . Nie obraź się, ale to takie zabawne połączenie.
Mi to się zachciało śmiać, (a może raczej płakać) jak zobaczyłam ostatnie zdjęcie. :shock: Nareszcie wartka, szybka akcja :-) i... zdjęcie z sufitu. Wiem, że nie jest to komiks, ale błagam, wszystko tylko nie zdjęcia z sufitu lub z kryształkiem! To moja zmora z przeszłości... :roll:
Na szczęście wspomnianego kryształka, który ma zwyczaj świecić nad głowami simów jak dotąd nie widziałam lecz kamerę staraj się utrzymać bardziej przy ziemi.
Poza tym wyłapałam też kilka błędów stylistycznych, (czy jak to się tam zwie) no ale polonistką póki co nie jestem, nie byłam i raczej nie będę więc nie będę ich wymieniać. :P Poza tym myślę, że jesteś w stanie sam je dostrzec i nie popełniać na następny raz.
Co do akcji, to zgadzam się, że nareszcie zaczęła się rozkręcać. Tylko mam pewne wątpliwości, co do sensu.., więc jakbyś mógł tak chronologicznie wytłumaczyć, jak to dokładnie było z KW, byłabym wdzięczna... :?
Właśnie o to chodzi z tym kotem. Taki tam mistrz drugiego planu :twisted:
No, w takim razie nadchodzi następny rozdział...
Rozdział XI : Decyzja
Z poranioną ręką wybiegłam z biblioteki. Oglądałam się za siebie w obawach pościgu przez mężczyznę w pła s z c z u. Ale powinnam patrzeć również w przód...
Na drodze potknęłam się o krawężnik. Nie mogłam wstać, ręka zaczęła boleć coraz mocniej... nagle z oddali usłyszałam nasilający się ryk silnika. Obróciłam wzrok, ujrzałam czarne jak noc auto pędzące na mnie z coraz większą prędkością. Przerażenie i postrzelona ręka nie pozwalały mi się ruszyć. Nie mogłam wstać. Serce biło mi coraz mocniej. Samochód był coraz bliżej. Zamknęłam oczy. Poczułam... mocne uderzenie... moje ciało... przerzuciło się na chodnik... potem już tylko... ciemność...
...
Ciemność... powoli przeradzała się w szarość... Znajdowałam się w rozległej, nieskończonej pustce... Mogłoby się wydawać, że to inny świat, inna rzeczywistość. Czułam że... dryfuję, że unoszę się w tej dziwnej przestrzeni. Nie było tutaj podłogi, ściany ani sufitu. Przestrzeń nie miała końca ani ograniczeń. Wokół mnie zaczęła się unosić tajemnicza mgła. Coś wyłaniało się z tej mgły. Coś... formowało się z niej... coś białego... nie, czarnego... nigdy nie spotkałam się z takim kolorem. Jakby zwykły człowiek nie mógł go ujrzeć. Jakby ten kolor był zarówno biały jak i czarny, ale nie był szary. Ta barwa była... jakby zmienna...
Po chwili z mgły wyłoniła się cała postać. Wyglądała... jak ja. Tylko że... była w tym... kolorze...
- Witaj... - powiedział tajemniczy i dość straszny głos...
- Darujmy sobie te uprzejmości. Gdzie jestem ? Co to za miejsce ? Kim ty jesteś ?
- Spokojnie, mamy mnóstwo czasu... Pozwól, że wszystko Ci powoli wytłumaczę...
W tej chwili znajdujesz się jakby w... hm...strefie swojej wyobraźni. Każdy człowiek umysłem trafia do tego miejsca po jakimś śmiertelnym wypadku. Jak pewnie zdążyłaś zauważyć, dryfujesz w tej dziwnej przestrzeni. To miejsce to Twoja wyobraźnia, więc jest ono nieograniczone, dlatego nie ma tutaj takich przyziemnych ograniczeń jak sufit czy podłoga. Nie ma stąd także wyjścia, jedyne wyjście to... decyzja...
- Jaka decyzja ?
- Daj mi dokończyć. Po wypadku trafiasz do tego miejsca i decydujesz między życiem a śmiercią. Spójrz na mnie. Jestem Tobą, tylko jestem w tym dziwnym kolorze. W Twoim świecie nie ma tego koloru, ponieważ on tam nie istnieje i nie da się go uzyskać.
- Hmmm...
- Teraz musisz wybrać między życiem a śmiercią. Jeśli wybierzesz śmierć, ja zaświecę na czarno i pojawią się czarne drzwi, które zaprowadzą Cię do strefy śmierci. Będziesz musiała przez nie przejść...
- A jeśli tego nie zrobię ?
- Wtedy ja zrobię to z własnej woli, a ty zostaniesz na moim miejscu na zawsze...
- A co stanie się z Tobą, jeśli przejdziesz przez drzwi ?
- Jeśli któreś z nas przez nie przejdzie, znajdzie się w strefie śmierci. Tam przemienisz się w duszę i po jakimś czasie otrzymasz nowe ciało, w którym przeżyjesz życie od urodzenia do śmierci...
- Ale dlaczego mi to mówisz ? Nie chciałabyś zamiast tkwić w tej pustce przeżyć nowe życie ?
- Co prawda chciałabym, ale wiem, że to jest moje przeznaczenie. Przy Twoim urodzeniu pojawiła się pierwsza Alice z tej przestrzeni. Ja nią jestem. Zostałam stworzona po to, abyś zdecydowała między życiem a śmiercią. Ale jest jeszcze coś ważnego. Ty możesz umrzeć i odrodzić się w innym ciele, zaś ja będę tu tkwić już zawsze...
No cóż, lecimy dalej. Jeśli zaświecę na biało, wtedy pojawią się białe drzwi, które zaprowadzą Cię do Twojego ciała. Tutaj czas nie istnieje, rozmawiamy tylko dzięki Twojej wyobraźni, więc Ty obudzisz się na chodniku dokładnie w tej samej chwili, w której pojawiłaś się tu. Teraz musisz zadecydować między życiem a śmiercią...
- Prosty wybór, wybieram...
- STÓJ ! Jeśli to powiesz, nie będzie już odwrotu !
Większość dusz wybiera to, do czego są przyzwyczajeni, do życia. Znają je i wiedzą, czego się spodziewać. Lecz niektórzy ludzie trafiają tutaj i otrzymują szansę zakończenia swojego ciężkiego żywotu. Zastanów się. KW zniszczyło już połowę Twojego życia, zabrało Ci rodzinę, odcięło Cię od przyjaciół...Nie chciałabyś tego po prostu zostawić i przestać męczyć się z KW ? Nie chcesz żyć inaczej ?
- Ale przecież... na świecie czeka na mnie Mruczek... Cadance jest teraz zagrożona... i ktoś musi powstrzymać KW...
- To już nie jest Twój problem. Zastanów się nad sobą. Możesz uciec od wszystkich swoich problemów. Uciec od przeszłości. Ale możesz też wrócić i stawić jej czoła oraz swoim problemom...
- Teraz faktycznie wybór jest trudniejszy...
- Zastanów się dobrze...
- N-no dobrze... Wybieram...
I to by było na tyle :twisted:
P916 - Cała historia KW wyjaśni się za 2 historyjki, więc musisz trochę poczekać :twisted:
E tam, ja lubię, jak autorzy zostawiają nas w niepewności i torturują czekaniem na nowy rozdział Bardzo mi się spodobało, nie pisałeś jeszcze tak dobrego rozdziału, za co Ci gratuluję! Poza tym jesteś chłopakiem, wczucie się w dziewczynę jest w gruncie rzeczy jakimś tam wysiłkiem, za co też biję brawo
Pom chyba nie będzie zadowolona jak to zobaczy... W sumie caly Twój wpis wygląda jak jeden wielki plagiat. Poza tym znowu historia tak naprawdę brnie przez nicosc, jest jeden wielki chaos, każdy wpis inny. Co jak co, ale to jest jedensty rozdzial, a wciąż niewiadomo o co chodzi. Oczywiście znowu są skróty (widac nie ma co dawac rad skoro i tak masz je gdzieś). Opowiadanie slabo trzyma się logicznej calości... Moje zdanie wyglosilem. Nie widzę powodów żeby więcej coś tu komentowac. Wielki minus. Pozdrawiam.
Przy pisaniu tego rozdziału nie miałem na myśli plagiatu, naprawdę. Jeśli ktoś jeszcze tak uważa to naprawdę przepraszam :oops: U mnie ten świat jest stworzony tylko na jeden rozdział i ma na celu ukazanie to, że główna bohaterka nie chce się poddawać, a u Pomarańczowej jedno wydarzenie wciąga ją w lawinę niebezpieczeństw. Historie są zupełnie różne, ale akurat ten rozdział jest podobny...
To naprawdę nie plagiat !
P i s z ąc rozdział nie miałem na myśli historii Błękitnookiej, przysięgam !
Podobne do historii Pom, do Harry'ego Pottera i odrobinkę do historii Lethiasa... ale całkiem ciekawie. Tylko zdecyduj się, czy p.i.s.z.e.s.z powieść fantastyczną, czy opartą na realnym życiu, bo nie fajne jest taka mieszanina...
Pom chyba nie będzie zadowolona jak to zobaczy... W sumie caly Twój wpis wygląda jak jeden wielki plagiat. Poza tym znowu historia tak naprawdę brnie przez nicosc, jest jeden wielki chaos, każdy wpis inny. Co jak co, ale to jest jedensty rozdzial, a wciąż niewiadomo o co chodzi. Oczywiście znowu są skróty (widac nie ma co dawac rad skoro i tak masz je gdzieś). Opowiadanie slabo trzyma się logicznej calości... Moje zdanie wyglosilem. Nie widzę powodów żeby więcej coś tu komentowac. Wielki minus. Pozdrawiam.
Co prawda nie czytałam Błękitnookiej (jak na razie), ale w dalszej części niestety w zupełności zgadzam się z Lethiasem.
Nie wiem, czy inspirujesz się chwilą, czy może jednak wcześniej przygotowujesz scenariusz, ale, jak na razie z ciągiem przyczynowo - skutkowym niestety kiepsko. :roll: I nie chodzi tu o trzymanie czytelników w niepewności, bo tak też można i do końca książki, ale bardziej właśnie o sens i logikę wszystkich zdarzeń. Jeżeli opracowujesz scenariusz musisz mieć nie tylko cel do którego w jakiś tam sposób dążysz lecz i dopracowane wątki. I nie ma takiej historii w której byłoby je trudno rozplanować.
kakanova2000 napisał/a:
Tylko zdecyduj się, czy p.i.s.z.e.s.z powieść fantastyczną, czy opartą na realnym życiu, bo nie fajne jest taka mieszanina...
Rozdział XII : Nie poddam się ! Co mam wybrać ? Jeśli wybiorę śmierć, spalę za sobą wszystkie mosty, pozbędę się problemów, tchórzliwie ucieknę od moich wrogów... a jeśli wybiorę życie mogę jeszcze wiele wycierpieć, stracić to, co mi zostało...
- Zastanów się dobrze ! Jeśli wrócisz do świata żywych, nie będzie już odwrotu, nie będziesz nic pamiętać, tutaj masz jedyną szansę...
Co robić ? Co wybrać ? Życie czy śmierć ? Uciekać czy zawalczyć ? Ale chyba już wiem...
- Wybieram... życie. Tak ! Zawalczę... i wygram !
- No cóż, to Twój wybór. Jestem już biała, więc nie ma odwrotu...
Nagle moi oczom ukazały się wspaniałe, ozdobne drzwi. Nie wiadomo od czego świeciły energicznym i jasnym światłem...
- Więc... idę. Żegnaj.
- Żegnaj. Powodzenia !
...
Pod moim ciałem czułam zimny chodnik. Było ono całe obolałe, byłam poraniona, postrzelona i stratowana. Nie mogłam się ruszyć, a co dopiero wstać. Byłam całkowicie osłabiona, ale gdy wydawało się, że nie mogło być gorzej, ujrzałam prawdziwy koszmar...
Otworzyłam moje zmęczone oczy. Wszyscy członkowie KW stali nade mną. Bonnie Switcher, Zuzanna Wing, Lena Sheyer i Nick Knower, mężczyzna w pł****** z biblioteki, którego rozpoznałam dopiero teraz... - Teraz się nie wywiniesz.
Bardziej otworzyłam oczy. Nagle zorientowałam się, że wszyscy mają w rękach rewolwery, lecz byłam zbyt zmęczona na przerażenie. Wycelowali we mnie, lecz to także nie zrobiło na mnie większego wrażenia. Czułam się jak wrak człowieka, że doszłam do granic wytrzymałości. Zostałam postrzelona, stratowana, a teraz wykończą mnie moi najgorsi wrogowie. Nagle w oddali usłyszałam kroki i męski głos...
[K]- Zostawcie ją ! - usłyszałam głos Kendalla. Odsiecz nadchodziła. Obróciłam się w ich stronę i ujrzałam również Setha i Cadance. - Wynocha stąd !
Nagle Bonnie oddała strzał w ich stronę...
[C]- Pudło ! - A niech Cię !
Wszyscy przestali się mną zajmować i strzelali do Cadance, Setha i Kendalla. Mogłam działać. Chociaż to oni przybyli mi na odsiecz chyba sami potrzebują pomocy. Ostatkami sił posniosłam się i rozejrzałam po otoczeniu. W pobliżu ujrzałam samochód, który mnie potrącił. Podbiegłam do niego i wsiadłam do środka. Na szczęście kluczyki były w stacyjce, więc uruchomiłam auto. Wszyscy usłyszeli ryk silnika i obejrzeli się w moją stronę. Gdy ujrzeli, że jadę prosto na nich w uniku rzucili się na wszystkie strony. Zatrzymałam się. Cadance, Seth i Kendall wsiedli do samochodu, po czym szybko odjechaliśmy...
...
Około drugiej w nocy, mieszkanie Alice
[A]- Cadance, dlaczego powiedziałaś chłopakom ? Przecież wiesz, że o KW nie może wiedzieć zbyt wiele ludzi.
[C]- Ale sama nie możesz z nimi walczyć. Nie dasz sobie rady. Polegniesz. Przecież widziałaś, co się stało. W pojedynkę nie dasz sobie rady...
[K]- Będziemy ostrożni, naprawdę. Przecież uratowaliśmy Cię...
[A]- Ale ja musiałam ratować was. No cóż... skoro już wiecie, to nie odkręcimy tego. Ale teraz musicie naprawdę uważać. Ja nie jestem najważniejsza. Ważne jest tylko powstrzymanie KW i ich planu.
[C]- ... którego nadal nie znamy.
[A]- Masz rację.Dlatego musimy odkryć, co planują, zebrać informację i opracować kontr-plan - Ale jak się tego dowiemy ?
[A]- Przede wszystkim musimy ich namierzyć. Tam, gdzie się zadekowali na pewno znajdziemy jakieś wskazówki.
[C]- Obyś miała rację...
Barzdo dużo wielokropków. Rzuciło mi się to w oczy. Ja chyba też ich nadużywam, ale nie wiedziałam, że aż tak irytuje.
Strasznie szybko rozkręcasz akcję, a masz drobne problemy z wysławianiem się - czyli przelaniem tego, co chcesz napis.ać, na kartkę. Przez to akcja nie jest zbyt jasna i ciężko zrozumieć, co się dzieje. Zauważyłam, że jesteś wszechstronny - może spróbowałbyś nakręcić simowy filmik? Masz dobre pomysły, a teraz są wakacje i możesz się temu poświęcić całkowicie.
A teraz wrócę do tekstu: krótko. Ja też pis.zę krótko, ale nie wiedziałam, że to aż tak denerwuje ;D Trochę za szybko wprowadziłeś kolejne postaci i trudno się w nich "połapać".
Oprócz tego nie jest źle, ale ja nigdy nie chwalę, tylko krytykuję
Bądź co bądź czekam na ciąg dalszy, żeby zobaczyć, w jakim kierunku zmierza akcja [chociaż pewnie skończy się wielkim triumfem bohaterów i spektakularną klęską KW :roll:]
I nie ma takiej historii w której byłoby je [wątki] trudno rozplanować.
Uwierz, jest. Np. ja mam zamiar tak rozwinąć moją historię, że już zaczynam gubić się wśród wątków i postaci. Naprawdę trudno jest wszystko dokładnie opracować - nagle okazuje się, że przez jeden szczegół w pierwszym wątku cały drugi wątek szlag trafia :roll:
...
Uwierz, jest. Np. ja mam zamiar tak rozwinąć moją historię, że już zaczynam gubić się wśród wątków i postaci. Naprawdę trudno jest wszystko dokładnie opracować - nagle okazuje się, że przez jeden szczegół w pierwszym wątku cały drugi wątek szlag trafia
No bo przecież nie wszystko musi być takie proste! Czasem też tak mam, że najpierw wymyślam zarys, a potem, jak mam dojść do tego; co, kto, o kim i dlaczego to głowa mała... :P Ale, czy to minus? Chyba nie., a świadczy jedynie o większym potencjale historii, bo jeżeli jest ona bardziej zawiła to w wielu przypadkach też bardziej ciekawa.
A co do wątków, to chciał nie chciał trzeba je jednak rozplanować, bo inaczej może być jedna wielka klapa. (wiem z doświadczenia xD) Czasem z postępem historii może się jednak nasunąć zupełnie inne rozwiązanie, a wtedy scenariusz potrafi zmienić się i o 180 stopni i akcja może wydawać się niespójna...Ale takie 'wizje' i rozwiązania na nie przypadają już tylko prawdziwym artystom i ekspertom... 8)
...
Uwierz, jest. Np. ja mam zamiar tak rozwinąć moją historię, że już zaczynam gubić się wśród wątków i postaci. Naprawdę trudno jest wszystko dokładnie opracować - nagle okazuje się, że przez jeden szczegół w pierwszym wątku cały drugi wątek szlag trafia
No bo przecież nie wszystko musi być takie proste! Czasem też tak mam, że najpierw wymyślam zarys, a potem, jak mam dojść do tego; co, kto, o kim i dlaczego to głowa mała... :P Ale, czy to minus? Chyba nie., a świadczy jedynie o większym potencjale historii, bo jeżeli jest ona bardziej zawiła to w wielu przypadkach też bardziej ciekawa.
A co do wątków, to chciał nie chciał trzeba je jednak rozplanować, bo inaczej może być jedna wielka klapa. (wiem z doświadczenia xD) Czasem z postępem historii może się jednak nasunąć zupełnie inne rozwiązanie, a wtedy scenariusz potrafi zmienić się i o 180 stopni i akcja może wydawać się niespójna...Ale takie 'wizje' i rozwiązania na nie przypadają już tylko prawdziwym artystom i ekspertom... 8)
..Czy ktoś w ogóle wie, o czym mówię? :roll:
Ja wiem i z obydwiema się zgadzam. Jeśli chodzi o moją historię to połowa bohaterów, których mam wymyślonych, dokładnie opisanych i w ogóle - życiorysy itp. itd. w ogóle nie weźmie udziału w historii. Wszystko szlag trafi, bo przy "oficjalnym" pisaniu mam zawsze inny pomysł. Jednak kocham te przebłyski, bo wtedy historia robi się nieprzewidywalna ! Jednak to nie znaczy, żeby jedne wątki zostawiać a robić nowe. Wtedy klapa gwarantowana. Poza tym sama lubię wiedzieć wszystko jeśli chodzi o akcję... I nienawidzę, jak coś jest niewyjaśnione. Wtedy mnie to odrzuca
[...]nienawidzę, jak coś jest niewyjaśnione. Wtedy mnie to odrzuca
Mam dokładnie odwrotnie xD
Rozdział XIII : Christopher
Obudziłam się niespokojna. Ostatnie wydarzenia wiele mnie kosztowały, a nie dowiedziałam się nic nowego o KW i ich tajemniczym planie. Muszę zdobyć więcej informacji, ale jak ? W bibliotece za dużo nie znalazłam, może bardziej poszczęści mi się w ratuszu ? Tak, tam na pewno znajdę informację o siedzibie KW... Ale na razie muszę się przygotować i odświeżyć...
Odbyłam poranną toaletę i zajrzałam do lodówki. Była pusta. Na ten widok coraz bardziej burczało mi w brzuchu. Mruczek też nie był zadowolony z tego widoku. Cóż, chyba muszę iść na zakupy...
...
Ojej, ile tu smacznych rzeczy... Ciasteczka, czekolada, cukierki... ale na razie nie mogę sobie pozwolić na takie rzeczy. Nadal zarabiam mało i nie przelewa mi się w portfelu. No cóż... kupiłam tylko najpotrzebniejsze rzeczy, jak masło, szynka i kocia karma. Te małe zakupy i tak szybko opustoszyły mój portfel. Najwyraźniej muszę znaleźć lepsze zarobki...
W drodze powrotnej wzięłam gazetę. Dawno jej nie czytałam i nie jestem na bieżąco. Zaraz miałam wychodzić do pracy więc starałam się przejrzeć ją w miarę szybko. W oczy rzucił mi się pewien bardzo wnerwiający artykuł...
_____________________________KURIER BRIDGEPORT__________________________________
Ostatnio do naszego miasta przybyła grupa naukowców z Twinbrook, która pragnie
otworzyć laboratorium naukowe w pobliżu szpitala. Prace powinny ruszyć niebawem,
laboratorium ma na celu badania nad zjawiskami i anomaliami pogodowymi. Ludzie
dzięki którym zawdzięczamy budowę ośrodka badawczego to : Bonnie Swtcher, Nick
Knower, Lena Sheyer i Zuzanna Wing. Niedługo otrzymają nagrodę od burmistrza.
______________________________________________________________
Te wieści sprawiły, że zdębiałam. Co za ludzie. Specjalnie ujawniają się aby mnie sprowokować. W każdym razie udało im się... Ale nie zamierzam o tym myśleć. Nie, teraz idę do pracy i będę myśleć tylko o pracy. Zajmę się tym później...
...
Mam wrażenie, że z każdym dniem ta praca jest coraz cięższa, a zarobki coraz niższe. Układanie ręczników, wieszanie ubrań, sprzątanie, sprzątanie i jeszcze raz sprzątanie. Powoli to wszystko staje się monotonne, ale nie mam wyjścia, muszę jakoś zarabiać. Do tego wszystkiego dochodzi KW. Ostatnie dni po prostu jakoś nie układają się dla mnie zbyt pomyślnie. Mam nadzieję, że niedługo złapię dobrą passę. Usłyszałam dźwięk telefonu. Kto to mógł być ? Zerknęłam na wyświetlacz telefonu. To Cadance, szybko odebrałam telefon, może ona ma jakieś dobre wieści...
- Alice ! Prędko, musisz przyjechać pod szpital ! To pilne !
Zanim zdążyłam odpowiedzieć usłyszałam tylko szum. Skoro Cadance dała alarm, coś musiało dziać się pod szpitalem. Prędko pobiegłam do najbliższej stacji metra...
...
- Jestem ! Co się dzieje ?
- Chodź, musimy szybko iść do szpitala, wy zostańcie na czatach...
- Dobrze, idźcie...
Cadance ciągnęła mnie za rękę, biegliśmy bardzo szybko, najwyraźniej zdarzyło się coś ważnego...
- Cadance, co się dzieje ?
Zanim ta zdążyła odpowiedzieć dotarliśmy na miejsce. W całym szpitalu leżeli najprawdopodobniej... martwi ludzie... Wyglądali na postrzelonych...
- Co tu się stało ?
- Słuchaj, wszystko ci opowiem...
Rano razem z chłopakami wyszłam, chcieliśmy przyjść do ciebie. Ale gdy dotarliśmy na miejsce nikt nie chciał nam otworzyć...
- Przepraszam, byłam w sklepie...
- Dobra, to już nieważne. Chcieliśmy iść z powrotem do domu, ale zobaczyliśmy wczorajszy samochód KW. Odjeżdżał z miejsca, gdzie go zaparkowałaś. W środku była cała znana nam gromadka. Szybko wsiedliśmy do taksówki i postanowiliśmy ich śledzić. Okazało się, że podjechali pod szpital. Odwiedzili salę numer 48. Po jakimś czasie usłyszałam strzał rewolweru w sali. Obawialiśmy się najgorszego, więc wybiegliśmy ze szpitala i schowaliśmy się w pobliżu. Nagle usłyszeliśmy całą masę strzałów, najwyraźniej wszyscy w środku zostali postrzeleni. Wszyscy wybiegli, wsiedli do samochodu i jak gdyby nigdy nic odjechali. Potem zadzwoniłam po ciebie.
- Co robisz ?
- Sprawdzam księgę pacjentów. W sali 48 leży... Christopher Foncesca...
- Kto to ?
- Nie wiem, ale przekonamy się tylko w jeden sposób...
No ciekawie Przepraszam Cię za to, że użyłam tego samego imienia co ty... po prostu je obóstwiam, a w Twej historii rzadko jest o nim mowa... chyba zmienię to imię... heh...
Komentarz
Na szczęście wspomnianego kryształka, który ma zwyczaj świecić nad głowami simów jak dotąd nie widziałam lecz kamerę staraj się utrzymać bardziej przy ziemi.
Poza tym wyłapałam też kilka błędów stylistycznych, (czy jak to się tam zwie) no ale polonistką póki co nie jestem, nie byłam i raczej nie będę więc nie będę ich wymieniać. :P Poza tym myślę, że jesteś w stanie sam je dostrzec i nie popełniać na następny raz.
Co do akcji, to zgadzam się, że nareszcie zaczęła się rozkręcać.
No, w takim razie nadchodzi następny rozdział...
Rozdział XI : Decyzja
Z poranioną ręką wybiegłam z biblioteki. Oglądałam się za siebie w obawach pościgu przez mężczyznę w pła s z c z u. Ale powinnam patrzeć również w przód...
Na drodze potknęłam się o krawężnik. Nie mogłam wstać, ręka zaczęła boleć coraz mocniej... nagle z oddali usłyszałam nasilający się ryk silnika. Obróciłam wzrok, ujrzałam czarne jak noc auto pędzące na mnie z coraz większą prędkością. Przerażenie i postrzelona ręka nie pozwalały mi się ruszyć. Nie mogłam wstać. Serce biło mi coraz mocniej. Samochód był coraz bliżej. Zamknęłam oczy. Poczułam... mocne uderzenie... moje ciało... przerzuciło się na chodnik... potem już tylko... ciemność...
...
Ciemność... powoli przeradzała się w szarość... Znajdowałam się w rozległej, nieskończonej pustce... Mogłoby się wydawać, że to inny świat, inna rzeczywistość. Czułam że... dryfuję, że unoszę się w tej dziwnej przestrzeni. Nie było tutaj podłogi, ściany ani sufitu. Przestrzeń nie miała końca ani ograniczeń. Wokół mnie zaczęła się unosić tajemnicza mgła. Coś wyłaniało się z tej mgły. Coś... formowało się z niej... coś białego... nie, czarnego... nigdy nie spotkałam się z takim kolorem. Jakby zwykły człowiek nie mógł go ujrzeć. Jakby ten kolor był zarówno biały jak i czarny, ale nie był szary. Ta barwa była... jakby zmienna...
Po chwili z mgły wyłoniła się cała postać. Wyglądała... jak ja. Tylko że... była w tym... kolorze...
- Witaj... - powiedział tajemniczy i dość straszny głos...
- Darujmy sobie te uprzejmości. Gdzie jestem ? Co to za miejsce ? Kim ty jesteś ?
- Spokojnie, mamy mnóstwo czasu... Pozwól, że wszystko Ci powoli wytłumaczę...
W tej chwili znajdujesz się jakby w... hm...strefie swojej wyobraźni. Każdy człowiek umysłem trafia do tego miejsca po jakimś śmiertelnym wypadku. Jak pewnie zdążyłaś zauważyć, dryfujesz w tej dziwnej przestrzeni. To miejsce to Twoja wyobraźnia, więc jest ono nieograniczone, dlatego nie ma tutaj takich przyziemnych ograniczeń jak sufit czy podłoga. Nie ma stąd także wyjścia, jedyne wyjście to... decyzja...
- Jaka decyzja ?
- Daj mi dokończyć. Po wypadku trafiasz do tego miejsca i decydujesz między życiem a śmiercią. Spójrz na mnie. Jestem Tobą, tylko jestem w tym dziwnym kolorze. W Twoim świecie nie ma tego koloru, ponieważ on tam nie istnieje i nie da się go uzyskać.
- Hmmm...
- Teraz musisz wybrać między życiem a śmiercią. Jeśli wybierzesz śmierć, ja zaświecę na czarno i pojawią się czarne drzwi, które zaprowadzą Cię do strefy śmierci. Będziesz musiała przez nie przejść...
- A jeśli tego nie zrobię ?
- Wtedy ja zrobię to z własnej woli, a ty zostaniesz na moim miejscu na zawsze...
- A co stanie się z Tobą, jeśli przejdziesz przez drzwi ?
- Jeśli któreś z nas przez nie przejdzie, znajdzie się w strefie śmierci. Tam przemienisz się w duszę i po jakimś czasie otrzymasz nowe ciało, w którym przeżyjesz życie od urodzenia do śmierci...
- Ale dlaczego mi to mówisz ? Nie chciałabyś zamiast tkwić w tej pustce przeżyć nowe życie ?
- Co prawda chciałabym, ale wiem, że to jest moje przeznaczenie. Przy Twoim urodzeniu pojawiła się pierwsza Alice z tej przestrzeni. Ja nią jestem. Zostałam stworzona po to, abyś zdecydowała między życiem a śmiercią. Ale jest jeszcze coś ważnego. Ty możesz umrzeć i odrodzić się w innym ciele, zaś ja będę tu tkwić już zawsze...
No cóż, lecimy dalej. Jeśli zaświecę na biało, wtedy pojawią się białe drzwi, które zaprowadzą Cię do Twojego ciała. Tutaj czas nie istnieje, rozmawiamy tylko dzięki Twojej wyobraźni, więc Ty obudzisz się na chodniku dokładnie w tej samej chwili, w której pojawiłaś się tu. Teraz musisz zadecydować między życiem a śmiercią...
- Prosty wybór, wybieram...
- STÓJ ! Jeśli to powiesz, nie będzie już odwrotu !
Większość dusz wybiera to, do czego są przyzwyczajeni, do życia. Znają je i wiedzą, czego się spodziewać. Lecz niektórzy ludzie trafiają tutaj i otrzymują szansę zakończenia swojego ciężkiego żywotu. Zastanów się. KW zniszczyło już połowę Twojego życia, zabrało Ci rodzinę, odcięło Cię od przyjaciół...Nie chciałabyś tego po prostu zostawić i przestać męczyć się z KW ? Nie chcesz żyć inaczej ?
- Ale przecież... na świecie czeka na mnie Mruczek... Cadance jest teraz zagrożona... i ktoś musi powstrzymać KW...
- To już nie jest Twój problem. Zastanów się nad sobą. Możesz uciec od wszystkich swoich problemów. Uciec od przeszłości. Ale możesz też wrócić i stawić jej czoła oraz swoim problemom...
- Teraz faktycznie wybór jest trudniejszy...
- Zastanów się dobrze...
- N-no dobrze... Wybieram...
I to by było na tyle :twisted:
P916 - Cała historia KW wyjaśni się za 2 historyjki, więc musisz trochę poczekać :twisted:
To naprawdę nie plagiat !
P i s z ąc rozdział nie miałem na myśli historii Błękitnookiej, przysięgam !
Co prawda nie czytałam Błękitnookiej (jak na razie), ale w dalszej części niestety w zupełności zgadzam się z Lethiasem.
Nie wiem, czy inspirujesz się chwilą, czy może jednak wcześniej przygotowujesz scenariusz, ale, jak na razie z ciągiem przyczynowo - skutkowym niestety kiepsko. :roll: I nie chodzi tu o trzymanie czytelników w niepewności, bo tak też można i do końca książki, ale bardziej właśnie o sens i logikę wszystkich zdarzeń. Jeżeli opracowujesz scenariusz musisz mieć nie tylko cel do którego w jakiś tam sposób dążysz lecz i dopracowane wątki. I nie ma takiej historii w której byłoby je trudno rozplanować.
Z tym też się zgodzę...
Co mam wybrać ? Jeśli wybiorę śmierć, spalę za sobą wszystkie mosty, pozbędę się problemów, tchórzliwie ucieknę od moich wrogów... a jeśli wybiorę życie mogę jeszcze wiele wycierpieć, stracić to, co mi zostało...
- Zastanów się dobrze ! Jeśli wrócisz do świata żywych, nie będzie już odwrotu, nie będziesz nic pamiętać, tutaj masz jedyną szansę...
Co robić ? Co wybrać ? Życie czy śmierć ? Uciekać czy zawalczyć ? Ale chyba już wiem...
- Wybieram... życie. Tak ! Zawalczę... i wygram !
- No cóż, to Twój wybór. Jestem już biała, więc nie ma odwrotu...
Nagle moi oczom ukazały się wspaniałe, ozdobne drzwi. Nie wiadomo od czego świeciły energicznym i jasnym światłem...
- Więc... idę. Żegnaj.
- Żegnaj. Powodzenia !
...
Pod moim ciałem czułam zimny chodnik. Było ono całe obolałe, byłam poraniona, postrzelona i stratowana. Nie mogłam się ruszyć, a co dopiero wstać. Byłam całkowicie osłabiona, ale gdy wydawało się, że nie mogło być gorzej, ujrzałam prawdziwy koszmar...
Otworzyłam moje zmęczone oczy. Wszyscy członkowie KW stali nade mną. Bonnie Switcher, Zuzanna Wing, Lena Sheyer i Nick Knower, mężczyzna w pł****** z biblioteki, którego rozpoznałam dopiero teraz...
- Teraz się nie wywiniesz.
Bardziej otworzyłam oczy. Nagle zorientowałam się, że wszyscy mają w rękach rewolwery, lecz byłam zbyt zmęczona na przerażenie. Wycelowali we mnie, lecz to także nie zrobiło na mnie większego wrażenia. Czułam się jak wrak człowieka, że doszłam do granic wytrzymałości. Zostałam postrzelona, stratowana, a teraz wykończą mnie moi najgorsi wrogowie. Nagle w oddali usłyszałam kroki i męski głos...
[K]- Zostawcie ją ! - usłyszałam głos Kendalla. Odsiecz nadchodziła. Obróciłam się w ich stronę i ujrzałam również Setha i Cadance.
- Wynocha stąd !
Nagle Bonnie oddała strzał w ich stronę...
[C]- Pudło !
- A niech Cię !
Wszyscy przestali się mną zajmować i strzelali do Cadance, Setha i Kendalla. Mogłam działać. Chociaż to oni przybyli mi na odsiecz chyba sami potrzebują pomocy. Ostatkami sił posniosłam się i rozejrzałam po otoczeniu. W pobliżu ujrzałam samochód, który mnie potrącił. Podbiegłam do niego i wsiadłam do środka. Na szczęście kluczyki były w stacyjce, więc uruchomiłam auto. Wszyscy usłyszeli ryk silnika i obejrzeli się w moją stronę. Gdy ujrzeli, że jadę prosto na nich w uniku rzucili się na wszystkie strony. Zatrzymałam się. Cadance, Seth i Kendall wsiedli do samochodu, po czym szybko odjechaliśmy...
...
Około drugiej w nocy, mieszkanie Alice
[A]- Cadance, dlaczego powiedziałaś chłopakom ? Przecież wiesz, że o KW nie może wiedzieć zbyt wiele ludzi.
[C]- Ale sama nie możesz z nimi walczyć. Nie dasz sobie rady. Polegniesz. Przecież widziałaś, co się stało. W pojedynkę nie dasz sobie rady...
[K]- Będziemy ostrożni, naprawdę. Przecież uratowaliśmy Cię...
[A]- Ale ja musiałam ratować was. No cóż... skoro już wiecie, to nie odkręcimy tego. Ale teraz musicie naprawdę uważać. Ja nie jestem najważniejsza. Ważne jest tylko powstrzymanie KW i ich planu.
[C]- ... którego nadal nie znamy.
[A]- Masz rację.Dlatego musimy odkryć, co planują, zebrać informację i opracować kontr-plan
- Ale jak się tego dowiemy ?
[A]- Przede wszystkim musimy ich namierzyć. Tam, gdzie się zadekowali na pewno znajdziemy jakieś wskazówki.
[C]- Obyś miała rację...
Króciutki rozdział
Strasznie szybko rozkręcasz akcję, a masz drobne problemy z wysławianiem się - czyli przelaniem tego, co chcesz napis.ać, na kartkę. Przez to akcja nie jest zbyt jasna i ciężko zrozumieć, co się dzieje. Zauważyłam, że jesteś wszechstronny - może spróbowałbyś nakręcić simowy filmik? Masz dobre pomysły, a teraz są wakacje i możesz się temu poświęcić całkowicie.
A teraz wrócę do tekstu: krótko. Ja też pis.zę krótko, ale nie wiedziałam, że to aż tak denerwuje ;D Trochę za szybko wprowadziłeś kolejne postaci i trudno się w nich "połapać".
Oprócz tego nie jest źle, ale ja nigdy nie chwalę, tylko krytykuję
Bądź co bądź czekam na ciąg dalszy, żeby zobaczyć, w jakim kierunku zmierza akcja [chociaż pewnie skończy się wielkim triumfem bohaterów i spektakularną klęską KW :roll:]
Uwierz, jest. Np. ja mam zamiar tak rozwinąć moją historię, że już zaczynam gubić się wśród wątków i postaci. Naprawdę trudno jest wszystko dokładnie opracować - nagle okazuje się, że przez jeden szczegół w pierwszym wątku cały drugi wątek szlag trafia :roll:
Właśnie koniec będzie trochę inny, niż planujesz :twisted:
Bohaterowie nie wygrają, ani nie przegrają, nic więcej nie powiem
No bo przecież nie wszystko musi być takie proste!
A co do wątków, to chciał nie chciał trzeba je jednak rozplanować, bo inaczej może być jedna wielka klapa.
..Czy ktoś w ogóle wie, o czym mówię? :roll:
Ja wiem i z obydwiema się zgadzam. Jeśli chodzi o moją historię to połowa bohaterów, których mam wymyślonych, dokładnie opisanych i w ogóle - życiorysy itp. itd. w ogóle nie weźmie udziału w historii. Wszystko szlag trafi, bo przy "oficjalnym" pisaniu mam zawsze inny pomysł. Jednak kocham te przebłyski, bo wtedy historia robi się nieprzewidywalna ! Jednak to nie znaczy, żeby jedne wątki zostawiać a robić nowe. Wtedy klapa gwarantowana. Poza tym sama lubię wiedzieć wszystko jeśli chodzi o akcję...
Mam dokładnie odwrotnie xD
Rozdział XIII : Christopher
Obudziłam się niespokojna. Ostatnie wydarzenia wiele mnie kosztowały, a nie dowiedziałam się nic nowego o KW i ich tajemniczym planie. Muszę zdobyć więcej informacji, ale jak ? W bibliotece za dużo nie znalazłam, może bardziej poszczęści mi się w ratuszu ? Tak, tam na pewno znajdę informację o siedzibie KW... Ale na razie muszę się przygotować i odświeżyć...
Odbyłam poranną toaletę i zajrzałam do lodówki. Była pusta. Na ten widok coraz bardziej burczało mi w brzuchu. Mruczek też nie był zadowolony z tego widoku. Cóż, chyba muszę iść na zakupy...
...
Ojej, ile tu smacznych rzeczy... Ciasteczka, czekolada, cukierki... ale na razie nie mogę sobie pozwolić na takie rzeczy. Nadal zarabiam mało i nie przelewa mi się w portfelu. No cóż... kupiłam tylko najpotrzebniejsze rzeczy, jak masło, szynka i kocia karma. Te małe zakupy i tak szybko opustoszyły mój portfel. Najwyraźniej muszę znaleźć lepsze zarobki...
W drodze powrotnej wzięłam gazetę. Dawno jej nie czytałam i nie jestem na bieżąco. Zaraz miałam wychodzić do pracy więc starałam się przejrzeć ją w miarę szybko. W oczy rzucił mi się pewien bardzo wnerwiający artykuł...
_____________________________KURIER BRIDGEPORT__________________________________
Ostatnio do naszego miasta przybyła grupa naukowców z Twinbrook, która pragnie
otworzyć laboratorium naukowe w pobliżu szpitala. Prace powinny ruszyć niebawem,
laboratorium ma na celu badania nad zjawiskami i anomaliami pogodowymi. Ludzie
dzięki którym zawdzięczamy budowę ośrodka badawczego to : Bonnie Swtcher, Nick
Knower, Lena Sheyer i Zuzanna Wing. Niedługo otrzymają nagrodę od burmistrza.
______________________________________________________________
Te wieści sprawiły, że zdębiałam. Co za ludzie. Specjalnie ujawniają się aby mnie sprowokować. W każdym razie udało im się... Ale nie zamierzam o tym myśleć. Nie, teraz idę do pracy i będę myśleć tylko o pracy. Zajmę się tym później...
...
Mam wrażenie, że z każdym dniem ta praca jest coraz cięższa, a zarobki coraz niższe. Układanie ręczników, wieszanie ubrań, sprzątanie, sprzątanie i jeszcze raz sprzątanie. Powoli to wszystko staje się monotonne, ale nie mam wyjścia, muszę jakoś zarabiać. Do tego wszystkiego dochodzi KW. Ostatnie dni po prostu jakoś nie układają się dla mnie zbyt pomyślnie. Mam nadzieję, że niedługo złapię dobrą passę. Usłyszałam dźwięk telefonu. Kto to mógł być ? Zerknęłam na wyświetlacz telefonu. To Cadance, szybko odebrałam telefon, może ona ma jakieś dobre wieści...
- Alice ! Prędko, musisz przyjechać pod szpital ! To pilne !
Zanim zdążyłam odpowiedzieć usłyszałam tylko szum. Skoro Cadance dała alarm, coś musiało dziać się pod szpitalem. Prędko pobiegłam do najbliższej stacji metra...
...
- Jestem ! Co się dzieje ?
- Chodź, musimy szybko iść do szpitala, wy zostańcie na czatach...
- Dobrze, idźcie...
Cadance ciągnęła mnie za rękę, biegliśmy bardzo szybko, najwyraźniej zdarzyło się coś ważnego...
- Cadance, co się dzieje ?
Zanim ta zdążyła odpowiedzieć dotarliśmy na miejsce. W całym szpitalu leżeli najprawdopodobniej... martwi ludzie... Wyglądali na postrzelonych...
- Co tu się stało ?
- Słuchaj, wszystko ci opowiem...
Rano razem z chłopakami wyszłam, chcieliśmy przyjść do ciebie. Ale gdy dotarliśmy na miejsce nikt nie chciał nam otworzyć...
- Przepraszam, byłam w sklepie...
- Dobra, to już nieważne. Chcieliśmy iść z powrotem do domu, ale zobaczyliśmy wczorajszy samochód KW. Odjeżdżał z miejsca, gdzie go zaparkowałaś. W środku była cała znana nam gromadka. Szybko wsiedliśmy do taksówki i postanowiliśmy ich śledzić. Okazało się, że podjechali pod szpital. Odwiedzili salę numer 48. Po jakimś czasie usłyszałam strzał rewolweru w sali. Obawialiśmy się najgorszego, więc wybiegliśmy ze szpitala i schowaliśmy się w pobliżu. Nagle usłyszeliśmy całą masę strzałów, najwyraźniej wszyscy w środku zostali postrzeleni. Wszyscy wybiegli, wsiedli do samochodu i jak gdyby nigdy nic odjechali. Potem zadzwoniłam po ciebie.
- Co robisz ?
- Sprawdzam księgę pacjentów. W sali 48 leży... Christopher Foncesca...
- Kto to ?
- Nie wiem, ale przekonamy się tylko w jeden sposób...
Już nie zmieniaj imienia bo głupio wyjdzie