Oto wpis numer 1.7. W momencie kiedy historia osiągnie numer 2.0 będzie to oznaczalo iż jest to final historii. A potem... a potem planuję nowe opowiadanie. Ale na razie jeszcze niech wyspa zakończy swój żywot... W odmiennym tego słowa znaczeniu...
Miłego czytania. :twisted: Crrosroads - Lustra (1.7)
Jedna wielka kłótnia. James zakazał Kate nie wierzyć w to co mówi Rennes. Sasza dostała histerii i zaczęła się modlić o pobudkę z koszmaru. Kate próbowała zebrać wszystkie informacje w całość, ale przeszkadzał jej James. W końcu walnęła go w twarz i gwizdnęła głośno.
-Na boga weźcie się w garść ! - wrzasnęła, a echo rozniosło się po całej okolicy - Jesteście słabi ! Tylko ja jedyna myślę !
I odwórciła się do nich plecami. Zapanowała cisza przerywana tylko cichym łkaniem.
-Dosyć... - odezwał się niepewny głos Saszy - Ja mam tego po prostu dosyć...
Kobieta wstała i cała się trzęsąc ruszyła w stronę plaży. Kate i James wpatrywali się uważnie w jej stronę.
Coś było nie tak. W dali drzewa dziwnie się przechylały. Tworzyły razem wielki krzyżyk, pod którym przechodziła Sasza. Wyglądało to jakby jakaś tajemnicza siła ciągnęła wielkie drzewa ku sobie. James szybko zrozumiał co to może oznaczać.
-Nie ! Pułapka ! - krzyknął pokazując Kate palcem w stronę krzyżyka. Dziewczyna zadrżała.
Ale było już za późno. Ziemia zadrżała, a w dali uformowała się dziwna forma ściany. Przeźroczystej ściany. Wyglądało to jak mur zrobiony z wody. Nie zauważyła tego Sasza i weszła prosto do tajemniczej materii. I zniknęła. Ściana zaczęła przesuwać się w stronę Kate, James'a i Rennes'a. Cała trójka rzuciła się do ucieczki. Kate ujrzała ciasne przejście pomiędzy dwoma drzewami. Postanowiła przejść przez nie. Za nią Rennes. I weszła, a cały świat zawirował.
James przez dłuższy czas biegł nie odwracając się za siebie. Minęło niewiele czasu zanim zdał sobie sprawę, że Kate i Rennes zniknęli. Zniknęła jednak też i ściana dzięki czemu mężczyzna mógł usiąść. Odpoczywając zastanawiał się co mogło spotkać pozostałych. Bał się. Jego strach potęgowała nadchodząca noc i coraz silniej padający deszcz. Godzinę później wiedział już co powinien zrobić. Wrócić tam i sprawdzić co się stało. Ale tak nie zrobił. Położył się tylko na ziemi i zasnął drżąc cały. Strach...
Kate otworzyła oczy. Stała na mokrej ziemi, a zewsząd otaczała ją mgła. W ręku trzymała bukiet czerwonych róż. Była ubrana w pełną suknie ślubną. Spojrzała w górę. Mrok. Spojrzała w dół. Mrok. Czy to sen?
Coś zaszeleściło niedaleko. Dziewczyna była zbyt przerażona żeby się poruszyć. Czekała. W pewnym momencie odezwał się zza niej męski głos.
-Miło, że wpadłaś Kate...
Dziewczyna odwróciła się, ale nic nie zobaczyła. Miała wrażenie, że ktoś stoi tuż obok niej.
-K... kim jesteś ? - spytała trzęsąc się cała.
-Jasper... - tym razem głos dochodził z góry - Jestem Jasper. Czego potrzebujesz Kate ?
-Odpowiedzi... Pomocy...
Jasper zaśmiał się. Zapanowała cisza, którą w pewnym momencie przerwał donośny huk dochodzący z każdej strony. Wokół Kate pojawiły się lustra. Większość z nich było zbitych przez co dziewczyna widziała w jednym miejscu milion niesamowitych jej kopii. Po chwili jednak na ich miejscu pojawiła się postać mężczyzny ubranego niczym poszukiwacz przygód rodem ze słynnych hitów kina akcji. Miał krótkie, ciemne włosy i lekki zarost. W ręku trzymał strzelbę. Uśmiechał się. Kate rozejrzała się. W niektórych miejscach widziała kilkanaście kopii jego ust uśmiechających się do niej. Zbite lustra sprawiały, że to wszystko wyglądało upiornie. Tylko w jednym miejscu Jasper stał w całej okazałości. Tylko jedno lustro nie było zbite i wystarczająco duże.
-Opowiem ci wszystko co musisz wiedzieć... - zaczął Jasper i opowiedział swoją historię.
Dwanaście lat temu załoga mistycznego oddziału poszukiwaczy przygód ruszyła statkiem Explorer w stronę tajemniczych zatok Krugena. Na miejscu potężny huragan zrównał go z ziemią, a przeżyły tylko dwie osoby: Rennes oraz Jasper. Obudzili się na Wyspie nie pamiętając nic z przeszłości. Wkrótce rozbitkowie odkryli. że tak naprawdę Wyspa to jeden wielki ośrodek badawczy, na którym eksperymentuje się z życiem. Za wszystkim tym stała oczywiście korporacja Plate. Jasper został pojmany razem z Rennes'em, ale udało im się uciec razem z dowodami na nielegalne badania. Niestety, Jaspera złapano i uwięziono w lustrze żeby już nigdy nie udało mu się uciec. Rennes'a nigdy nie znaleziono. Opracował on pułapki na badaczy z użyciem wykradzionych z laboratoriów pierwiastków X. Wkrótce potem stworzono pierwsze trzy osoby, które miały być szczurami laboratoryjnymi. Włożono im fałszywe wspomnienia, żeby chcieli *****ć wyjścia. Rozwiązania. Minęło osiem lat na Wyspie. Trójka 'robotów' wciąż na nowo odkrywa teren i zapomina o wszystkim. Badania przynoszą coraz lepsze rezultaty.
Kate słysząc całą historię z początku nie mogła uwierzyć w żadne słowo. Wszystko wydawało jej się takie absurdalne... Ale jednak i dziwnie znajome. Dziewczyna zapłakała przyjmując do świadomości gorzką prawdę.
-Jest jednak szansa Kate... - powiedział Jasper - Można stąd uciec i raz na zawsze zakończyć tą paranoję. Najpierw musisz znaleźć James'a. To źle, że straciliście lekarza... Na Wyspie szaleje wirus. W każdym razie musicie unikać Rennes'a i pod żadnym pozorem mu nie ufać. We dwójke musicie znaleźć Zejście czyli potężną jaskinię. Tam jest centrum ośrodka badawczego. W sali numer osiemnaście znajdziecie mapę labiryntu... Wewnątrz labiryntu jest ukryty samolot. Ma on dwa ładunki. Jednym zniszczycie Wyspę, a drugim siedzibę korporacji Plate w mieście Crrosroads.
Unikajcie wilków, choroby, Rennes'a i oczywiście jego pułapek.
Kate uniosła brwi.
-A co z tobą ? - spytała - No i niby jak mamy użyć samolotu ?
Jasper uśmiechnął się.
-Ja umiem latać. W Zejściu jest pokój luster. Tam mnie znajdziesz. Nie wiem tylko jak...
-Nieważne - podjęła Kate - Znajdziemy rozwiązanie. Muszę odnaleźć James'a zanim coś mu się stanie...
Dziewczyna wzięła głęboki wdech. Determinacja...
Najlepszy rozdział *___________________________*
Tylko już koniec ? :evil:
Chyba że w następnej historyjce zrobisz dalszy ciąg tej, co raczej wydaje mi się mało prawdopodobne... :x
Crrosroads - Wojownicy ( 1.8 )
-Co się stało Saszy ? - spytała nagle Kate jakby doznała olśnienia.
-Już jej nie ma. W każdym razie nie w tej czasoprzestrzeni... - odparł tajemniczo Jasper.
Kate skinęła głową.
-No to chyba powinnam już ruszać...
-Powodzenia Kate.
Po tych słowach od razu świat znowu zawirował. Kate poczuła jak ziemia rozpływa się spod jej stóp. Otworzyła oczy. Wisiała. Czuła jak lina zaciska się jej na szyi. Jak strużki krwi suną po jej twarzy... Nie mogła oddychać...
James stał nieopodal. Gdy zobaczył wiszącą Kate zrobiło mu się niedobrze. Serce zaczęło bić mocniej... Ogarnęła go panika. Miał nóż, ale co mógłby z nim zrobić ? Musiałby wspiąć się na drzewo... A przecież nie ma czasu ! Mógł tylko patrzyć bezradnie jak Kate umiera w długiej sukni ślubnej, trzymając w ręku kwiaty. Najgorszy koszmar iścił się na jego oczach. Wiedział, że tej sceny nie zapomni to końca życia...
-A więc potrzebujesz czasu... - usłyszał w swojej głowie James. A może mu się tylko zdawało ?
-Podaruję ci go... - odezwał się znowu ten głos i coś się stało. W pewnym momencie James zobaczył przed oczami przeźroczysty zegar. Wyglądał jakby wisiał w powietrzu. Jego wskazówki poruszały się do tyłu. Coraz wolniej. James wiedział co robić. Gdy czas powoli cofał się do tyłu on wbiegł na sąsiednie drzewo, wdrapał się na grubą gałąź i uciął linę. Kate opadła bezwładnie na ziemię. Czas wrócił do normalności. James podszedł do dziewczyny. Ta krztusiła się mocno i z trudnem łapała oddech. Ale żyła. W pewnym momencie Kate poczuła, że leży na czymś twardym. Złapała tamto miejsce i poczuła w dłoniach chłodną stal. Strzelba.
-Jak się czujesz ? - zapytał James drżącym głosem. Kate tylko potrząsnęła głową jakby to był nieodpowiedni moment. Dokładnie obejrzała podłużną broń i w końcu powiedziała:
-Wiem jak stąd wyjść... Ale to będzie trudne...
I opowiedziała ze szczegółami to co ją spotkało po czym we dwójkę ruszyli w poszukiwaniu Zejścia. Burza ustała i wyszło słońce. Nie minęło nawet pół godziny, gdy James'a i Kate spotkała pierwsza przeszkoda. Dwa monstrualne wilki dokładnie rozglądające się po okolicy. Nie były to zwykłe zwierzęta. Nie miały oczu. Zamiast nich tylko puste oczodoły. Z pyska jednego ciekła krew. Kate i James schowali się za gęstymi zaroślami uważnie obserwując poczynania potworów. Te stały w miejscu, ale cały czas rozglądały się. Kate drząc cała skierowała strzelbę w stronę jednego z wilków. Ale James powstrzymał ją gwałtownym ruchem ręki i pokazał palcem w dal. Zejście. Gigantyczna jaskinia stała w pobliżu. Była na szczęście daleko od potworów. Kate i James ruszyli w tamtą stronę stąpając cicho. Ale to nie wystarczyło. Dwa wilki warknęły jednocześnie i zaczęły biec prosto na dwóch ludzi. Ci rzucili się do biegu jak szaleni do Zejścia. James usłyszał huk wystrzału. To Kate w biegu, nie odwracając się nawet za siebie, oddała strzał. Sama się zdziwiła, że potrafi to robić z taką zwinnością i dokładnością. Jeden wilk już nie stanowił zagrożenia. James zrobił coś czego nigdy by się po sobie nie spodziewał. W jednej chwili stanął w miejscu, odwrócił się i wycelował ząbkowane ostrze w wilka, który nie zdążył wychamować i wbił się w nie... James stanął jak wryty nie mogąc uwierzyć w to co się stało. Przecież nie potrafiłby tego zrobić... Kate złapała go za rękę i pokazała Zejście. Byli tuż przed nim. Wyglądało to jak ciemna otchłań czkejąca by pochłonąć dwoje śmiałków raz na zawsze. I tych dwoje śmiałków stało teraz przed czekającą ich przyszłością złapani za ręcę w mocnym uścisku. Obrapana panna młoda ze strzelbą w jednej dłoni, a w drugiej panem młodym, który tak naprawdę nigdy nie był panem młodym... Dwójka wojowników stała tak, a ich serce biło równocześnie, szybko. W końcu złośliwe insekty zaczęły psuć uroczą atmosferę i ruszyli. Finał czekał na nich za progiem otchłani. James pierwszy raz poczuł przypływ determinacji, energii. Kate ścisnęła mocniej połyskującą strzelbę. Pierwszy raz naprawdę się przeraziła. Weszli do środka...
Żałuję, że szybciej nie wzięłam się za czytanie twojej historii, bo interesują mnie takie tematy Przeczytałam wszytko jednym tchem, jak dla mnie bomba ! 8)
Mogę was zapewnic, że następne dwa wpisy będą dluższe. No i tak, historia dobiega powoli końca. Ja już znam zakończenie, zawsze dwa wpisy do przodu znam. Teraz tylko kwestia przelania myśli na e-papier.
W każdym razie będzie nowa historia i niedlugo zobaczycie zapowiedź. :>
EIDT. Zapowiedź nowej historii w sygnaturze. Tytuł to właśnie 'Ostatnie Tchnienie'.
Lethiasie, najwyraźniej chcesz zrobić obrazek w sygnaturce, którzy będzie przenosił na odpowiednią stronę internetową. Aby to zrobić, w polu podpisu musisz wpisać
[.url=Adres historyjki][.img]bezpośredni adres obrazka[./img][./url] Oczywiście bez tych kropeczek :P
Let, bardzo ciekawa historia, fajnie stopniujesz napięcie w tym opowiadaniu. Jeszcze tylko dwa rozdziały, ciekawa jestem jak się zakończy przygoda na wyspie A tak na marginesie, wolę krótkie i treściwe historyjki, niż rozwlekłe bazgroły, w których autor ma tylko pomysł na dwa pierwsze rodziały a później sam już nie wie o czym chciał pisać
Dziękuję wszystkim, dziękuję. Myślę, że zakończenie tej historii na dlugo pozostanie wam w pamięci.
A tymczasem strona nowego opowiadania wraz z zapowiedzią: http://koniecswiatamroz.blogspot.com/
Na tym na razie koniec, muszę wam powiedziec, że do,pi.ero w lipcu ruszą dalsze prace. Więc będzie duża przerwa pomiędzy Crrosroads, a tym nowym.
Crrosroads - Labirynt (1.9)
Wewnątrz Zejścia panował niesamowity zaduch. Kate czuła jak suknia klei jej się do ciała. Pot spływał po ich twarzach. Było ciemno, ale w dali majaczyła jakaś poświata. Kilka minut potem byli już przy drzwiach. James pchnął je lekko. Zaskrzypiało i powitał ich oślepiający blask. Pomieszczenie, do którego weszli oświetlone było zewsząd dziwnymi lampami przytwierdzonymi do ścian. Wyglądało to jakby ktoś porozwieszał grube, świecące rury... Poza tym w pokoju było całkiem pusto. Pomijając masywne, metalowe drzwi przy końcu sali.
-Przedsionek... - szepnęła Kate ruszając do przodu.
James zacisnął dłoń trzymającą ząbkowane ostrze. Pchnęli razem kolejne drzwi. Ich oczom ukazała się duża sala, również mocno oświetlona. I również bez żadnych mebli... Na suficie lśniła wydrapana liczba. 20.
-Numer sali... ? - zaproponował cicho James.
Kate wzruszyła ramionami.
-W każdym razie interesuje nas osiemnaście... - powiedziała i ruszyli do następnych drzwi.
Kolejna oświetlona sala. 25... Szli dalej. 5... 16... 21...
-Kate, stop ! - zaoponował w końcu James - To krążenie jest bez sensu. Zastanówmy się.
Dziewczyna przytaknęła i zaczęła rozglądać się po pomieszczeniu. Po chwili zaczęła pisać coś na podłodze z użyciem noża James'a. Ten przyglądał się jej uważnie. Pobladła. Wyglądała na zmęczoną.
-Dobrze się czujesz ? - zapytał w końcu zaniepokojony.
Kate udając, że nic nie słyszy powiedziała:
-No to teraz powinniśmy iść w bok aż dojdziemy do sali numer dwadzieścia osiem. Potem
skręcimy w lewo i powinniśmy dojść do naszej kochanej mapy labiryntu... W sumie to miejsce przypomina mi bardziej labirynt niż ośrodek badawczy...
I ruszyli dalej. W jednej sali, ku zadowoleniu całej dwójki, znajdowały się schody. Kate przyjęła w końcu, że to po prostu tak gigantyczne miejsce, że cały parter jest tylko czymś w rodzaju przedsionka. James nie odrywał wzroku od towarzyszki. Widział jej podkrążone oczy. Czuł, że dzieje się coś złego... Ale zapomniał o tym na chwilę kiedy Kate obwieściła, iż stoją przed salą numer osiemnaście. Weszli prędko do środka. To pomieszcznie było mniejsze. Na środku znajdował się stół. I kartka... James podbiegł tam i jednym ruchem rozwinął mapę. Ku zaniepokojeniu Kate jego twarz przybrała dziwny wyraz. Dziewczyna spojrzała mu przez ramię.
-O rety ! - zakrzyknęła ze zdziwienia na widok kartki.
Mapa nie przedstawiała żadnego labiryntu. Tak naprawdę był to plan całego ośrodka badawczego. Zawierał trzy piętra.
-A więc laboratoria są nad naszymi głowami... - zaczęła Kate uważnie studiujac mapę - Natomiast na dole są... jakieś więzienia... o ! Jest pokój luster ! A tuż za nim...
-...helikopter - dokończył James.
-Zatem ******* teraz schodów na dół... potem jakoś musimy minąć więzienia... w pokoju luster będzie Jasper. I we trójkę odlecimy helikopterem ! To nie może się nie udać ! - powiedziała Kate z determinacją w głosie.
James zwinął mapę i natychmiast ruszył do wyjścia. Ale towarzyszka powstrzymała go.
-Potrzebuję... odpoczynku... - rzekła opadając na ziemię. Jej oczy były przekrwione. Wyglądała jak zdjęta z krzyża. Teraz było już pewne, że jest chora...
James potrząsnął głową, wziął do ręki strzelbę po czym podniósł półprzytomną Kate i ruszył. Schody były kilka sal dalej. Kate otrząsnęła się nieco i obwieściła, że jest wstanie chodzić. Razem zeszli trzymając się za rękę i trafili do zupełnie innego miejsca niż się spodziewali. Tym razem nie było już oświetlonych, nowoczesnych sal. Były tylko ciemne, surowe, chłodne tunele. James spojrzał na mapę. Pokazał tylko palcem kierunek i natychmiast pobiegł, a tuż za nim Kate. W pewnym momencie oboje usłyszeli za sobą kroki. Przyśpieszyli kroku. Minutę później trafili do komnaty oświetlonej tylko słabym płomieniem świec. Nie było ścian. Lustra.
-Jasper - zawołała cicho Kate - Proszę, pokaż się !
Mężczyzna pojawił się natychmiast. James i Kate podeszli w tamto miejsce sprawdzając czy nikt za nimi nie idzie.
-Musimy się streszczać - szepnął Jasper opierając się dłońmi o lustro - Ktoś chyba was śledzi... Nie wiem jak mnie stąd uwolnić, ale jest ktoś kto zna odpowiedź...
-Rennes... - powiedziała cicho Kate przegryzając wargę.
-A więc myślicie, że tak po prostu wam to powiem ? - spytał męski głos dochodzący z daleka. Wszyscy od razu domyślili się kto to jest. James skierował strzelbę w dal. Po chwili całej trójce ukazało się oblicze Rennes'a. Był cały poharatany.
-Strzelaj - rzucił niedbale - I tak wszyscy tu zginiemy. Przeznaczenie całej naszej czwórki to umieranie i ożywanie na nowo. Nie jesteśmy ludźmi. Jesteśmy eksperymentem. I wcale nie powstaliśmy po to żeby stąd uciec...
Nie no, oficjalnie stwierdzam, że ta historia podoba mi się najbardziej na całym forum. Bez zbędnych obrazków (też bym robiła bez tego, ale wcześniej nie zauważyłam twojego, za co przepraszam), konkretny temat. O długość się nie kłócę, bo i tak jest bardzo - ale to bardzo ciekawe. Ale ta końcówka " I tak wszyscy tu zginiemy. Przeznaczenie całej naszej czwórki to umieranie i ożywanie na nowo. Nie jesteśmy ludźmi. Jesteśmy eksperymentem. I wcale nie powstaliśmy po to żeby stąd uciec... ". Po prostu moim zdaniem pokazałeś, kto tu rządzi Naprawdę przebiegł mnie lekki dreszczyk, czego na tym forum jeszcze nie doznałam i szczerze się nie spodziewałam. Z ogromną ciekawością i ze zniecierpliwieniem czekam na ostatni rozdział. Oby był happy end
@Metalova
Moja wena bierze się wlaśnie z takich komentarzy. Kiedyś pi,salem dużo i stwierdzalem, że nie mam talentu. A tu proszę - ktoś mi mówi, że moja historia sprawdza się najlepiej. A dziękować. Może i jednak mam talent. :>
EDIT.
Crrosroads - Finał (2.0)
James opuścił broń.
-Wcale nie musisz z nami walczyć Rennes - powiedział z nutką bezradności w głosie - Możemy uciec razem.
Rennes prychnął tylko.
-To jest aż żałosne... Po co wam to ? Wasze życie polega na czymś innym. I tego się trzeba trzymać. Nie dane jest wam wyjść stąd. Takie jest przeznaczenie.
-Mamy siebie ! Możemy wspólnie zmienić naszą przyszłość - wtargnęła Kate.
Ale jej słowa nie znaczyły już nic. Huk wystrzału przetoczył się po całej komnacie. Rennes upadł na podłogę. Leżał w kałuży krwi. James i Kate odsunęli się kilka kroków do tyłu. Z ciemności wyłoniło się dwóch rosłych osiłków ubranych w czarne kamizelki. Strażnicy. W ręku mieli dziwne pistolety z podłużnymi lufami. Celowali w James'a i Kate. Jasper zniknął. Jeden z mężczyzn zakrzyknął coś w obcym języku i oddał strzał. Kate zobaczyła jak czarna kropka leci w jej stronę. Zamknęła oczy. Czekała na piekielny ból i śmierć. Ale to nie nadeszło.
-James ! - krzyknęła widząc jego ciało opadające bezwładnie na zimną posadzkę. Poświęcił swoje życie za nią. I wtedy czas jakby zwolnił. Kate widziała jak kolejna kula z pistoletu pomyka w jej stronę. Dziewczyna odsunęła się tylko słysząc jak huk zbija lustro za nią na kawałki. Odłamki szkła leciały w zwolnionym tempie w dół.
-Jest sposób Kate. Jest rozwiązanie - słyszała głosy Jaspera w swojej głowie. Słowa jednak z trudem do niej docierały - Kieszeń Rennes'a. Szybko!
Dziewczyna przemknęła w zwolnionej czasoprzestrzeni do leżącego mężczyzny starając się nie myśleć o ostatnich zdarzeniach. Sięgnęła do jego kieszeni schylając się przed kolejnymi kulami. Poczuła w dłoni dziwną substancję. Zobaczyła jak w jej ręce świeci pył. Pierwiastek X. Czas wrócił nagle do normalności. Kate słuchając rozkazów Jaspera rozdmuchała cały pył. Komnatę przykryła gęsta, fioletowa mgła. Ciemność. A potem już nic...
Kate poczuła jak po jej twarzy sunie morska woda. Promienie słoneczne raziły ją w oczy. Plaża. Dziewczyna wstała szybko nie za bardzo rozumiejąc co się dzieje. Znajdowała się na tej samej wyspie, w tym samym miejscu co wcześniej. Przeteleportowało ją ? Nie. Kate domyśliła się wszystko w jednej chwili. Czas cofnął się. Teraz mogła dojść do Zejścia, znaleźć pokój luster. Tam będzie Rennes, Jasper, James i ona...
-Posłuchaj mnie uważnie Kate - powiedział ostrożny głos Jaspera w głowie dziewczyny - Za osiem minut Rennes padnie trupem i wszystko będzie stracone. Osiem lat. Tyle czasu trwało żeby wasze ruchy ułożyły się w idealną kombinację. Trafiłaś wtedy do mnie. Jeśli nie chcesz czekać kolejne osiem lat to ruszaj ! Teraz !
Dziewczyna rzuciła tylko ostatnie spojrzenie na brzeg zastanawiając się ile razy budziła się na tej plaży. I ruszyła.
-Jeśli się pośpieszysz to dojdziesz do Zejścia zanim wilki zagrodzą ci drogę...
Słysząc te słowa Kate rzuciła się w morderczy pęd. W jej rękach zmaterializowała się strzelba. Do jaskini dotarła po kilku minutach. Bez zastanowienia otwierała drzwi do kolejnych sal. Na szczęście pamiętała drogę prędko znalazła się na dole w tunelach. Serce biło jej szybko. Czas leciał. Kate stanęła jak wryta. Tuż przed nią dwoje osiłków kierowało się do jednego z wylotów. Dziewczyna uniosła broń i oddała dwa strzały bez żadnego zastanowienia. Dwa ciała upadły na ziemię, a Kate pobiegła dalej nie chcąc nawet patrzeć na to co przed chwilą zrobiła. W sali luster zobaczyła siebie, ale tylko przez chwilę. Kate z przeszłości zniknęła. Rennes, Jasper i James patrzyli teraz na prawdziwą dziewczynę.
-Rennes... proszę... - powiedziała błagalnie ze łzami w oczach. Raz na osiem lat trafiała się okazja by stać się kimś innym niż nielegalnym eksperymentem. Dlaczego on musiał torować im drogę ?
-Ktoś tu idzie... - szpenął Jasper.
Kate wycięgnęła rękę do Rennes'a. Czuła jakby to był najważniejszy moment w jej życiu. Powstrzymywała z trudem łzy. I wtedy to się stało. Rennes przemówił, a jego słowa odbijały się echem po całym pomieszczeniu.
-Zrobię to. Jednak nie obiecuję, że zadziała.
Kate poczuła jak z jej serca spada coś ciężkiego. James ruszył do wylotu tunelu biorąc od Kate strzelbę. Nadchodzili kolejny ochroniarze. Rennes przystąpił do działania czemu przyglądała się Kate drżąc z emocji. Nadzieja. Tak naprawdę tylko to utrzymywało ją jeszcze na nogach. Wiedziała, że miała gorączkę i teraz kiedy została sam na sam ze sobą czuła się jeszcze gorzej. Patrzyła się pustym wzrokiem to na James'a, który uważnie obserwuje wylot komnaty, to na Rennes'a który ***** czegoś w na ziemi przesuwając palcem po szparach. Jasper patrzył z niepokojem na Kate.
-Wszystko gra ? - spytał, a jego słowa zadzwoniły jej w uszach.
Wszystko gra ? Serce bije coraz mocniej.
Wszystko gra ? Ciemność przed oczami.
Wszystko gra ? Nicość.
Potem były tylko trzy obrazy. Wyspa znieciona z powierchni ziemi. Jasper trzymający w ręku strzelbę celując w martwego James'a oraz helikopter wlatujący w gigantyczny wieżowiec. Ciemność. Krzyk. A potem nie było już nic...
Komentarz
Straszny... lubię straszne historie
no to teraz trochę poczekamy ><
Miłego czytania. :twisted:
Crrosroads - Lustra (1.7)
Jedna wielka kłótnia. James zakazał Kate nie wierzyć w to co mówi Rennes. Sasza dostała histerii i zaczęła się modlić o pobudkę z koszmaru. Kate próbowała zebrać wszystkie informacje w całość, ale przeszkadzał jej James. W końcu walnęła go w twarz i gwizdnęła głośno.
-Na boga weźcie się w garść ! - wrzasnęła, a echo rozniosło się po całej okolicy - Jesteście słabi ! Tylko ja jedyna myślę !
I odwórciła się do nich plecami. Zapanowała cisza przerywana tylko cichym łkaniem.
-Dosyć... - odezwał się niepewny głos Saszy - Ja mam tego po prostu dosyć...
Kobieta wstała i cała się trzęsąc ruszyła w stronę plaży. Kate i James wpatrywali się uważnie w jej stronę.
Coś było nie tak. W dali drzewa dziwnie się przechylały. Tworzyły razem wielki krzyżyk, pod którym przechodziła Sasza. Wyglądało to jakby jakaś tajemnicza siła ciągnęła wielkie drzewa ku sobie. James szybko zrozumiał co to może oznaczać.
-Nie ! Pułapka ! - krzyknął pokazując Kate palcem w stronę krzyżyka. Dziewczyna zadrżała.
Ale było już za późno. Ziemia zadrżała, a w dali uformowała się dziwna forma ściany. Przeźroczystej ściany. Wyglądało to jak mur zrobiony z wody. Nie zauważyła tego Sasza i weszła prosto do tajemniczej materii. I zniknęła. Ściana zaczęła przesuwać się w stronę Kate, James'a i Rennes'a. Cała trójka rzuciła się do ucieczki. Kate ujrzała ciasne przejście pomiędzy dwoma drzewami. Postanowiła przejść przez nie. Za nią Rennes. I weszła, a cały świat zawirował.
James przez dłuższy czas biegł nie odwracając się za siebie. Minęło niewiele czasu zanim zdał sobie sprawę, że Kate i Rennes zniknęli. Zniknęła jednak też i ściana dzięki czemu mężczyzna mógł usiąść. Odpoczywając zastanawiał się co mogło spotkać pozostałych. Bał się. Jego strach potęgowała nadchodząca noc i coraz silniej padający deszcz. Godzinę później wiedział już co powinien zrobić. Wrócić tam i sprawdzić co się stało. Ale tak nie zrobił. Położył się tylko na ziemi i zasnął drżąc cały. Strach...
Kate otworzyła oczy. Stała na mokrej ziemi, a zewsząd otaczała ją mgła. W ręku trzymała bukiet czerwonych róż. Była ubrana w pełną suknie ślubną. Spojrzała w górę. Mrok. Spojrzała w dół. Mrok. Czy to sen?
Coś zaszeleściło niedaleko. Dziewczyna była zbyt przerażona żeby się poruszyć. Czekała. W pewnym momencie odezwał się zza niej męski głos.
-Miło, że wpadłaś Kate...
Dziewczyna odwróciła się, ale nic nie zobaczyła. Miała wrażenie, że ktoś stoi tuż obok niej.
-K... kim jesteś ? - spytała trzęsąc się cała.
-Jasper... - tym razem głos dochodził z góry - Jestem Jasper. Czego potrzebujesz Kate ?
-Odpowiedzi... Pomocy...
Jasper zaśmiał się. Zapanowała cisza, którą w pewnym momencie przerwał donośny huk dochodzący z każdej strony. Wokół Kate pojawiły się lustra. Większość z nich było zbitych przez co dziewczyna widziała w jednym miejscu milion niesamowitych jej kopii. Po chwili jednak na ich miejscu pojawiła się postać mężczyzny ubranego niczym poszukiwacz przygód rodem ze słynnych hitów kina akcji. Miał krótkie, ciemne włosy i lekki zarost. W ręku trzymał strzelbę. Uśmiechał się. Kate rozejrzała się. W niektórych miejscach widziała kilkanaście kopii jego ust uśmiechających się do niej. Zbite lustra sprawiały, że to wszystko wyglądało upiornie. Tylko w jednym miejscu Jasper stał w całej okazałości. Tylko jedno lustro nie było zbite i wystarczająco duże.
-Opowiem ci wszystko co musisz wiedzieć... - zaczął Jasper i opowiedział swoją historię.
Dwanaście lat temu załoga mistycznego oddziału poszukiwaczy przygód ruszyła statkiem Explorer w stronę tajemniczych zatok Krugena. Na miejscu potężny huragan zrównał go z ziemią, a przeżyły tylko dwie osoby: Rennes oraz Jasper. Obudzili się na Wyspie nie pamiętając nic z przeszłości. Wkrótce rozbitkowie odkryli. że tak naprawdę Wyspa to jeden wielki ośrodek badawczy, na którym eksperymentuje się z życiem. Za wszystkim tym stała oczywiście korporacja Plate. Jasper został pojmany razem z Rennes'em, ale udało im się uciec razem z dowodami na nielegalne badania. Niestety, Jaspera złapano i uwięziono w lustrze żeby już nigdy nie udało mu się uciec. Rennes'a nigdy nie znaleziono. Opracował on pułapki na badaczy z użyciem wykradzionych z laboratoriów pierwiastków X. Wkrótce potem stworzono pierwsze trzy osoby, które miały być szczurami laboratoryjnymi. Włożono im fałszywe wspomnienia, żeby chcieli *****ć wyjścia. Rozwiązania. Minęło osiem lat na Wyspie. Trójka 'robotów' wciąż na nowo odkrywa teren i zapomina o wszystkim. Badania przynoszą coraz lepsze rezultaty.
Kate słysząc całą historię z początku nie mogła uwierzyć w żadne słowo. Wszystko wydawało jej się takie absurdalne... Ale jednak i dziwnie znajome. Dziewczyna zapłakała przyjmując do świadomości gorzką prawdę.
-Jest jednak szansa Kate... - powiedział Jasper - Można stąd uciec i raz na zawsze zakończyć tą paranoję. Najpierw musisz znaleźć James'a. To źle, że straciliście lekarza... Na Wyspie szaleje wirus. W każdym razie musicie unikać Rennes'a i pod żadnym pozorem mu nie ufać. We dwójke musicie znaleźć Zejście czyli potężną jaskinię. Tam jest centrum ośrodka badawczego. W sali numer osiemnaście znajdziecie mapę labiryntu... Wewnątrz labiryntu jest ukryty samolot. Ma on dwa ładunki. Jednym zniszczycie Wyspę, a drugim siedzibę korporacji Plate w mieście Crrosroads.
Unikajcie wilków, choroby, Rennes'a i oczywiście jego pułapek.
Kate uniosła brwi.
-A co z tobą ? - spytała - No i niby jak mamy użyć samolotu ?
Jasper uśmiechnął się.
-Ja umiem latać. W Zejściu jest pokój luster. Tam mnie znajdziesz. Nie wiem tylko jak...
-Nieważne - podjęła Kate - Znajdziemy rozwiązanie. Muszę odnaleźć James'a zanim coś mu się stanie...
Dziewczyna wzięła głęboki wdech. Determinacja...
Tylko już koniec ? :evil:
Chyba że w następnej historyjce zrobisz dalszy ciąg tej, co raczej wydaje mi się mało prawdopodobne... :x
-Co się stało Saszy ? - spytała nagle Kate jakby doznała olśnienia.
-Już jej nie ma. W każdym razie nie w tej czasoprzestrzeni... - odparł tajemniczo Jasper.
Kate skinęła głową.
-No to chyba powinnam już ruszać...
-Powodzenia Kate.
Po tych słowach od razu świat znowu zawirował. Kate poczuła jak ziemia rozpływa się spod jej stóp. Otworzyła oczy. Wisiała. Czuła jak lina zaciska się jej na szyi. Jak strużki krwi suną po jej twarzy... Nie mogła oddychać...
James stał nieopodal. Gdy zobaczył wiszącą Kate zrobiło mu się niedobrze. Serce zaczęło bić mocniej... Ogarnęła go panika. Miał nóż, ale co mógłby z nim zrobić ? Musiałby wspiąć się na drzewo... A przecież nie ma czasu ! Mógł tylko patrzyć bezradnie jak Kate umiera w długiej sukni ślubnej, trzymając w ręku kwiaty. Najgorszy koszmar iścił się na jego oczach. Wiedział, że tej sceny nie zapomni to końca życia...
-A więc potrzebujesz czasu... - usłyszał w swojej głowie James. A może mu się tylko zdawało ?
-Podaruję ci go... - odezwał się znowu ten głos i coś się stało. W pewnym momencie James zobaczył przed oczami przeźroczysty zegar. Wyglądał jakby wisiał w powietrzu. Jego wskazówki poruszały się do tyłu. Coraz wolniej. James wiedział co robić. Gdy czas powoli cofał się do tyłu on wbiegł na sąsiednie drzewo, wdrapał się na grubą gałąź i uciął linę. Kate opadła bezwładnie na ziemię. Czas wrócił do normalności. James podszedł do dziewczyny. Ta krztusiła się mocno i z trudnem łapała oddech. Ale żyła. W pewnym momencie Kate poczuła, że leży na czymś twardym. Złapała tamto miejsce i poczuła w dłoniach chłodną stal. Strzelba.
-Jak się czujesz ? - zapytał James drżącym głosem. Kate tylko potrząsnęła głową jakby to był nieodpowiedni moment. Dokładnie obejrzała podłużną broń i w końcu powiedziała:
-Wiem jak stąd wyjść... Ale to będzie trudne...
I opowiedziała ze szczegółami to co ją spotkało po czym we dwójkę ruszyli w poszukiwaniu Zejścia. Burza ustała i wyszło słońce. Nie minęło nawet pół godziny, gdy James'a i Kate spotkała pierwsza przeszkoda. Dwa monstrualne wilki dokładnie rozglądające się po okolicy. Nie były to zwykłe zwierzęta. Nie miały oczu. Zamiast nich tylko puste oczodoły. Z pyska jednego ciekła krew. Kate i James schowali się za gęstymi zaroślami uważnie obserwując poczynania potworów. Te stały w miejscu, ale cały czas rozglądały się. Kate drząc cała skierowała strzelbę w stronę jednego z wilków. Ale James powstrzymał ją gwałtownym ruchem ręki i pokazał palcem w dal. Zejście. Gigantyczna jaskinia stała w pobliżu. Była na szczęście daleko od potworów. Kate i James ruszyli w tamtą stronę stąpając cicho. Ale to nie wystarczyło. Dwa wilki warknęły jednocześnie i zaczęły biec prosto na dwóch ludzi. Ci rzucili się do biegu jak szaleni do Zejścia. James usłyszał huk wystrzału. To Kate w biegu, nie odwracając się nawet za siebie, oddała strzał. Sama się zdziwiła, że potrafi to robić z taką zwinnością i dokładnością. Jeden wilk już nie stanowił zagrożenia. James zrobił coś czego nigdy by się po sobie nie spodziewał. W jednej chwili stanął w miejscu, odwrócił się i wycelował ząbkowane ostrze w wilka, który nie zdążył wychamować i wbił się w nie... James stanął jak wryty nie mogąc uwierzyć w to co się stało. Przecież nie potrafiłby tego zrobić... Kate złapała go za rękę i pokazała Zejście. Byli tuż przed nim. Wyglądało to jak ciemna otchłań czkejąca by pochłonąć dwoje śmiałków raz na zawsze. I tych dwoje śmiałków stało teraz przed czekającą ich przyszłością złapani za ręcę w mocnym uścisku. Obrapana panna młoda ze strzelbą w jednej dłoni, a w drugiej panem młodym, który tak naprawdę nigdy nie był panem młodym... Dwójka wojowników stała tak, a ich serce biło równocześnie, szybko. W końcu złośliwe insekty zaczęły psuć uroczą atmosferę i ruszyli. Finał czekał na nich za progiem otchłani. James pierwszy raz poczuł przypływ determinacji, energii. Kate ścisnęła mocniej połyskującą strzelbę. Pierwszy raz naprawdę się przeraziła. Weszli do środka...
W każdym razie będzie nowa historia i niedlugo zobaczycie zapowiedź. :>
EIDT. Zapowiedź nowej historii w sygnaturze. Tytuł to właśnie 'Ostatnie Tchnienie'.
Czuję niedosyt, bo krótki, ale fajny xD
[.url=Adres historyjki][.img]bezpośredni adres obrazka[./img][./url] Oczywiście bez tych kropeczek :P
http://ktosiksims.tumblr.com
A tymczasem strona nowego opowiadania wraz z zapowiedzią:
http://koniecswiatamroz.blogspot.com/
Na tym na razie koniec, muszę wam powiedziec, że do,pi.ero w lipcu ruszą dalsze prace. Więc będzie duża przerwa pomiędzy Crrosroads, a tym nowym.
Wewnątrz Zejścia panował niesamowity zaduch. Kate czuła jak suknia klei jej się do ciała. Pot spływał po ich twarzach. Było ciemno, ale w dali majaczyła jakaś poświata. Kilka minut potem byli już przy drzwiach. James pchnął je lekko. Zaskrzypiało i powitał ich oślepiający blask. Pomieszczenie, do którego weszli oświetlone było zewsząd dziwnymi lampami przytwierdzonymi do ścian. Wyglądało to jakby ktoś porozwieszał grube, świecące rury... Poza tym w pokoju było całkiem pusto. Pomijając masywne, metalowe drzwi przy końcu sali.
-Przedsionek... - szepnęła Kate ruszając do przodu.
James zacisnął dłoń trzymającą ząbkowane ostrze. Pchnęli razem kolejne drzwi. Ich oczom ukazała się duża sala, również mocno oświetlona. I również bez żadnych mebli... Na suficie lśniła wydrapana liczba. 20.
-Numer sali... ? - zaproponował cicho James.
Kate wzruszyła ramionami.
-W każdym razie interesuje nas osiemnaście... - powiedziała i ruszyli do następnych drzwi.
Kolejna oświetlona sala. 25... Szli dalej. 5... 16... 21...
-Kate, stop ! - zaoponował w końcu James - To krążenie jest bez sensu. Zastanówmy się.
Dziewczyna przytaknęła i zaczęła rozglądać się po pomieszczeniu. Po chwili zaczęła pisać coś na podłodze z użyciem noża James'a. Ten przyglądał się jej uważnie. Pobladła. Wyglądała na zmęczoną.
-Dobrze się czujesz ? - zapytał w końcu zaniepokojony.
Kate udając, że nic nie słyszy powiedziała:
-No to teraz powinniśmy iść w bok aż dojdziemy do sali numer dwadzieścia osiem. Potem
skręcimy w lewo i powinniśmy dojść do naszej kochanej mapy labiryntu... W sumie to miejsce przypomina mi bardziej labirynt niż ośrodek badawczy...
I ruszyli dalej. W jednej sali, ku zadowoleniu całej dwójki, znajdowały się schody. Kate przyjęła w końcu, że to po prostu tak gigantyczne miejsce, że cały parter jest tylko czymś w rodzaju przedsionka. James nie odrywał wzroku od towarzyszki. Widział jej podkrążone oczy. Czuł, że dzieje się coś złego... Ale zapomniał o tym na chwilę kiedy Kate obwieściła, iż stoją przed salą numer osiemnaście. Weszli prędko do środka. To pomieszcznie było mniejsze. Na środku znajdował się stół. I kartka... James podbiegł tam i jednym ruchem rozwinął mapę. Ku zaniepokojeniu Kate jego twarz przybrała dziwny wyraz. Dziewczyna spojrzała mu przez ramię.
-O rety ! - zakrzyknęła ze zdziwienia na widok kartki.
Mapa nie przedstawiała żadnego labiryntu. Tak naprawdę był to plan całego ośrodka badawczego. Zawierał trzy piętra.
-A więc laboratoria są nad naszymi głowami... - zaczęła Kate uważnie studiujac mapę - Natomiast na dole są... jakieś więzienia... o ! Jest pokój luster ! A tuż za nim...
-...helikopter - dokończył James.
-Zatem ******* teraz schodów na dół... potem jakoś musimy minąć więzienia... w pokoju luster będzie Jasper. I we trójkę odlecimy helikopterem ! To nie może się nie udać ! - powiedziała Kate z determinacją w głosie.
James zwinął mapę i natychmiast ruszył do wyjścia. Ale towarzyszka powstrzymała go.
-Potrzebuję... odpoczynku... - rzekła opadając na ziemię. Jej oczy były przekrwione. Wyglądała jak zdjęta z krzyża. Teraz było już pewne, że jest chora...
James potrząsnął głową, wziął do ręki strzelbę po czym podniósł półprzytomną Kate i ruszył. Schody były kilka sal dalej. Kate otrząsnęła się nieco i obwieściła, że jest wstanie chodzić. Razem zeszli trzymając się za rękę i trafili do zupełnie innego miejsca niż się spodziewali. Tym razem nie było już oświetlonych, nowoczesnych sal. Były tylko ciemne, surowe, chłodne tunele. James spojrzał na mapę. Pokazał tylko palcem kierunek i natychmiast pobiegł, a tuż za nim Kate. W pewnym momencie oboje usłyszeli za sobą kroki. Przyśpieszyli kroku. Minutę później trafili do komnaty oświetlonej tylko słabym płomieniem świec. Nie było ścian. Lustra.
-Jasper - zawołała cicho Kate - Proszę, pokaż się !
Mężczyzna pojawił się natychmiast. James i Kate podeszli w tamto miejsce sprawdzając czy nikt za nimi nie idzie.
-Musimy się streszczać - szepnął Jasper opierając się dłońmi o lustro - Ktoś chyba was śledzi... Nie wiem jak mnie stąd uwolnić, ale jest ktoś kto zna odpowiedź...
-Rennes... - powiedziała cicho Kate przegryzając wargę.
-A więc myślicie, że tak po prostu wam to powiem ? - spytał męski głos dochodzący z daleka. Wszyscy od razu domyślili się kto to jest. James skierował strzelbę w dal. Po chwili całej trójce ukazało się oblicze Rennes'a. Był cały poharatany.
-Strzelaj - rzucił niedbale - I tak wszyscy tu zginiemy. Przeznaczenie całej naszej czwórki to umieranie i ożywanie na nowo. Nie jesteśmy ludźmi. Jesteśmy eksperymentem. I wcale nie powstaliśmy po to żeby stąd uciec...
Moja wena bierze się wlaśnie z takich komentarzy. Kiedyś pi,salem dużo i stwierdzalem, że nie mam talentu. A tu proszę - ktoś mi mówi, że moja historia sprawdza się najlepiej.
EDIT.
Crrosroads - Finał (2.0)
James opuścił broń.
-Wcale nie musisz z nami walczyć Rennes - powiedział z nutką bezradności w głosie - Możemy uciec razem.
Rennes prychnął tylko.
-To jest aż żałosne... Po co wam to ? Wasze życie polega na czymś innym. I tego się trzeba trzymać. Nie dane jest wam wyjść stąd. Takie jest przeznaczenie.
-Mamy siebie ! Możemy wspólnie zmienić naszą przyszłość - wtargnęła Kate.
Ale jej słowa nie znaczyły już nic. Huk wystrzału przetoczył się po całej komnacie. Rennes upadł na podłogę. Leżał w kałuży krwi. James i Kate odsunęli się kilka kroków do tyłu. Z ciemności wyłoniło się dwóch rosłych osiłków ubranych w czarne kamizelki. Strażnicy. W ręku mieli dziwne pistolety z podłużnymi lufami. Celowali w James'a i Kate. Jasper zniknął. Jeden z mężczyzn zakrzyknął coś w obcym języku i oddał strzał. Kate zobaczyła jak czarna kropka leci w jej stronę. Zamknęła oczy. Czekała na piekielny ból i śmierć. Ale to nie nadeszło.
-James ! - krzyknęła widząc jego ciało opadające bezwładnie na zimną posadzkę. Poświęcił swoje życie za nią. I wtedy czas jakby zwolnił. Kate widziała jak kolejna kula z pistoletu pomyka w jej stronę. Dziewczyna odsunęła się tylko słysząc jak huk zbija lustro za nią na kawałki. Odłamki szkła leciały w zwolnionym tempie w dół.
-Jest sposób Kate. Jest rozwiązanie - słyszała głosy Jaspera w swojej głowie. Słowa jednak z trudem do niej docierały - Kieszeń Rennes'a. Szybko!
Dziewczyna przemknęła w zwolnionej czasoprzestrzeni do leżącego mężczyzny starając się nie myśleć o ostatnich zdarzeniach. Sięgnęła do jego kieszeni schylając się przed kolejnymi kulami. Poczuła w dłoni dziwną substancję. Zobaczyła jak w jej ręce świeci pył. Pierwiastek X. Czas wrócił nagle do normalności. Kate słuchając rozkazów Jaspera rozdmuchała cały pył. Komnatę przykryła gęsta, fioletowa mgła. Ciemność. A potem już nic...
Kate poczuła jak po jej twarzy sunie morska woda. Promienie słoneczne raziły ją w oczy. Plaża. Dziewczyna wstała szybko nie za bardzo rozumiejąc co się dzieje. Znajdowała się na tej samej wyspie, w tym samym miejscu co wcześniej. Przeteleportowało ją ? Nie. Kate domyśliła się wszystko w jednej chwili. Czas cofnął się. Teraz mogła dojść do Zejścia, znaleźć pokój luster. Tam będzie Rennes, Jasper, James i ona...
-Posłuchaj mnie uważnie Kate - powiedział ostrożny głos Jaspera w głowie dziewczyny - Za osiem minut Rennes padnie trupem i wszystko będzie stracone. Osiem lat. Tyle czasu trwało żeby wasze ruchy ułożyły się w idealną kombinację. Trafiłaś wtedy do mnie. Jeśli nie chcesz czekać kolejne osiem lat to ruszaj ! Teraz !
Dziewczyna rzuciła tylko ostatnie spojrzenie na brzeg zastanawiając się ile razy budziła się na tej plaży. I ruszyła.
-Jeśli się pośpieszysz to dojdziesz do Zejścia zanim wilki zagrodzą ci drogę...
Słysząc te słowa Kate rzuciła się w morderczy pęd. W jej rękach zmaterializowała się strzelba. Do jaskini dotarła po kilku minutach. Bez zastanowienia otwierała drzwi do kolejnych sal. Na szczęście pamiętała drogę prędko znalazła się na dole w tunelach. Serce biło jej szybko. Czas leciał. Kate stanęła jak wryta. Tuż przed nią dwoje osiłków kierowało się do jednego z wylotów. Dziewczyna uniosła broń i oddała dwa strzały bez żadnego zastanowienia. Dwa ciała upadły na ziemię, a Kate pobiegła dalej nie chcąc nawet patrzeć na to co przed chwilą zrobiła. W sali luster zobaczyła siebie, ale tylko przez chwilę. Kate z przeszłości zniknęła. Rennes, Jasper i James patrzyli teraz na prawdziwą dziewczynę.
-Rennes... proszę... - powiedziała błagalnie ze łzami w oczach. Raz na osiem lat trafiała się okazja by stać się kimś innym niż nielegalnym eksperymentem. Dlaczego on musiał torować im drogę ?
-Ktoś tu idzie... - szpenął Jasper.
Kate wycięgnęła rękę do Rennes'a. Czuła jakby to był najważniejszy moment w jej życiu. Powstrzymywała z trudem łzy. I wtedy to się stało. Rennes przemówił, a jego słowa odbijały się echem po całym pomieszczeniu.
-Zrobię to. Jednak nie obiecuję, że zadziała.
Kate poczuła jak z jej serca spada coś ciężkiego. James ruszył do wylotu tunelu biorąc od Kate strzelbę. Nadchodzili kolejny ochroniarze. Rennes przystąpił do działania czemu przyglądała się Kate drżąc z emocji. Nadzieja. Tak naprawdę tylko to utrzymywało ją jeszcze na nogach. Wiedziała, że miała gorączkę i teraz kiedy została sam na sam ze sobą czuła się jeszcze gorzej. Patrzyła się pustym wzrokiem to na James'a, który uważnie obserwuje wylot komnaty, to na Rennes'a który ***** czegoś w na ziemi przesuwając palcem po szparach. Jasper patrzył z niepokojem na Kate.
-Wszystko gra ? - spytał, a jego słowa zadzwoniły jej w uszach.
Wszystko gra ? Serce bije coraz mocniej.
Wszystko gra ? Ciemność przed oczami.
Wszystko gra ? Nicość.
Potem były tylko trzy obrazy. Wyspa znieciona z powierchni ziemi. Jasper trzymający w ręku strzelbę celując w martwego James'a oraz helikopter wlatujący w gigantyczny wieżowiec. Ciemność. Krzyk. A potem nie było już nic...