Witajcie. Historię prowadziłem dotąd na blogu, ale zdecydowałem się założyć ten temat. Zapraszam tutaj: (
http://crossroadstime.blogspot.com/). Znajdziecie tam te same wpisy co będą tutaj i będą one umieszczane równolegle.

Ale po co ja jeszcze coś mówię? Zapraszam do czytania. :twisted:
Crrosroads - Początek (1.1)
Słońce powoli wychodziło zza horyzontu by ponownie skąpać w swych promieniach miasto Crrosroads. Dwudziestoletnia Kate siedziała na ławce obserwując uważnie całą okolicę. Choć było chłodno, dziewczyna ubrana była w koszulkę z krótkim rękawem i sportowe spodenki do ćwiczeń.
Gdy było już całkiem jasno kojącą ciszę przerwał dźwięk dzwonka telefonu, który dotąd leżał spokojne na ławce. Kate sycząc ze złości wzięła smartfona do ręki i nie patrząc na wyświetlacz odebrała połączenie.
-Kate ? - zapytał męski głos w słuchawce.
-James ? Co jest ?
-Przyjdź do laboratorium ! Natychmiast !
Dziewczyna od razu wstała i pobiegła w stronę centrum miasta. Wiedziała, że dzieje się coś bardzo złego skoro jej przyjaciel dzwoni o tej porze. Poczuła na karku dreszcz podniecenia. Skręcając na słynnym rogu Lincolna Kate ujrzała majaczący w oddali piękny drapacz chmur - siedzibę firmy Plate. Była to największa potęga i to nie tylko całego Nowego Meksyku, ale i też całej Ameryki Północnej. Miała ona wielkie osiągnięcia z dziedziny kosmetologii, medycyny i archeologii. Kate pracowała tam od dłuższego czasu jako matematyczka przestrzenna razem z kilkoma osobami. Nigdy nie sądziła, że dostanie tak odpowiedzialną i wysoko opłacalną pracę. Ale dostała.
Gdy dziewczyna stanęła pod kolosalnym budynkiem znowu przeszył ją dreszcz podniecenia. Chciała jak najszybciej dowiedzieć się co się stało. Pchnęła, więc pośpiesznie oszklone drzwi i weszła do holu głównego korporacji. Pomieszczenie zajmowało powierzchnię całego parteru i zawsze wywierało na wszystkich ogromne wrażenie. Mieściły mnóstwo stanowisk pomocy technicznej, recepcję, restaurację dla pracowników oraz bar. Kate ruszyła od razu do windy numer sześć nieco zaniepokojona ciszą panującą na tym piętrze. Jedyną osobą, która się tam znajdowała to młoda recepcjonistka. Winda ruszyła w górę. Po niecałej minucie masywne, metalowe drzwi rozsunęły się i ukazały elegancko urządzony korytarz. Kate pobiegła do pomieszczenia laboratorium ubierając biały fartuch. Wewnątrz panował dziwny spokój. Wszystkie probówki, maszyny, urządzenia i składniki ustawione były w normalnym porządku. Przez oszkloną ścianę wpadało blade światło. Nic nie zapowiadało nadchodzącego zaskoczenia...
Crrosroads - Święto (1.2)
To co Kate zobaczyła otwierając drzwi do jej gabinetu przerosło jej najśmielsze oczekiwania. Jasnowłosy James stał ubrany w garnitur ze złożonymi rękoma z tyłu i uśmiechał się szeroko odsłaniając swoje idealnie białe zęby. Obok niego stała, również odświętnie ubrana, pięćdziesięcioletnia pani Terley oraz jej mąż - Carlos, który jeszcze nigdy nie wyglądał tak okazyjnie. Kate doznała głębokiego szoku i nie mogła zrozumieć co się dzieje. Czy to sen? Myślała. Czyjeś urodziny? Z zadumy wyrwał ją dotyk James'a, który złapał ją za rękę i spojrzał głęboko w oczy. W drugiej ręce trzymał jakiś mały, połyskujący przedmiot. Dla Kate czas stanął. To się dzieje naprawdę. Te słowa zaraz padną i życie młodej naukowczyni odmieni się na zawsze. Jej serce zaczęło bić mocniej.
-Kate ? Od kiedy ciebie znam, zawsze chciałem zadać ci to pytanie... Ale nie miałem odwagi. Kate, czy ty... wyjdziesz za mnie ?
Dziewczyna zapłakała. To się dzieje naprawdę. Te słowa padły. Ze szczęścia rzuciła mu się w ramiona. Ale coś było nie tak. Coś nie działało tak jak powinno. Kate poczuła delikatny powiew wiatru. A może tylko świst ? Ciemność zapanowała w całym pomieszczeniu gabinetu. Potem już był tylko krzyk. A dalej już nic...
Sasza Stark poprawiła swoje krótkie włosy i od razu ruszyła w kierunku recepcji.
-Witaj Saszo! - rzuciła szykownie ubrana pielęgniarka stojąca za ladą. Ciągle uśmiechała się szeroko.
-Dzień dobry. Z tego co widzę to przyszli nowi pacjenci ? - jej szorstki głos przeszył całe powietrze i sprawił, że młoda pielęgniarka przestała się uśmiechać.
-Tak. Zrobiła się już kolejka przed pani gabinetem... - bąknęła i zaczęła błądzić wzrokiem po swoich papierach.
-Znakomicie.
I kobieta ruszyła wzdłuż szpitalnego korytarza. Ale nie dane jej było dojść do swojego gabinetu. Ciemność w oczach. Świst powietrza. I krzyk... A dalej już nic...
Komentarz
Czekam na dalszą część
Crrosroads - Sen o lepszym życiu (1.3)
Sprawy szły tak jak miały iść. Rennes siedział przygnębiony przy swoim stanowisku przed komputerem. Jak co tydzień pisał raport z całego tygodnia by potem przekazać go innym stanowiskom. Nic nie zapowiadało, że ten dzień będzie inny niż wszystkie... Zaczęło się od tajemniczej kartki na biurku. Inni pracownicy byli zbyt daleko, żeby ją po prostu położyć niepostrzeżenie. A mimo to była. Mała, biała, z napisem Dziękujemy za pomoc w projekcie. Życzmy udanej zabawy na Wyspie. Rennes podarł kartkę nie zastanawiając się nawet o co mogło chodzić. Sprawy szły tak jak miały iść i jakaś kartka nie zmieni tej rutyny. Mężczyzna wrócił do swojej roboty bez żadnych emocji. Ale coś znowu mu przeszkodziło. Ekran monitora zgasł. Po chwili znowu się zapalił i Rennes ujrzał znajomy obraz. Wyspa. Szkic całego archipelagu razem z wszystkimi namiarami.
-Szlag ! - wrzasnął, ale potem nie było już nic. Cały gabinet spowił mrok. Świst powietrza...
----
Ciemnowłosa Kate ubrana w suknie ślubną, niska Sasza w eleganckim garniturze, James oraz Rennes... Cztery osoby jednocześnie otworzyły oczy. Lecieli. Słychać było hałas helikoptera. Ktoś krzyknął i podszedł do Kate. Znowu ciemność. Charakterystyczny odgłos ucichł.
----
-A więc już niedługo się zacznie... - powiedziała cicho wysoka kobieta siedząc na wygodnej, czarnej kanapie. Obok niej siedział, również wysoki, mężczyzna. Obaj uważnie wpatrywali się w ekran plazmowego telewizora, który pokazywał tajną relację z lecącego helikoptera.
-Tak. Zobaczysz, warto było w to zainwestować. Cała korporacja na tym zyska. To będzie największe reality show tego stulecia...
a więc czekam na tą obiecaną dłuższą część :P
Kate poczuła jak na jej nogi regularnie i miarowo uderzają kojące fale. Słońce raziło ją mocno w oczy. Otworzyła je. Plaża. Dziewczyna obróciła się i poczuła wodę na twarzy. Zobaczyła swoje odbicie. Jej ciemne włosy były spięte w kok. Twarz cała poobdrapana. Nie minęła nawet minuta zanim Kate zrozumiała, że nie jest u siebie. Usiadła na plaży zdala od fal i zaczęła wpatrywać się w ocean. Albo morze ? Ubrana była w wielką suknie ślubną ciągnąc się daleko. Przyozdobiona była falbankami i pięknymi obrazkami wyszytymi złotą nicią. Powoli dziewczyna zaczęła przypominać sobie ostatnie wydarzenia. Zobaczyła przed oczami James'a uśmiechającego się do niej. Ciemność. Helikopter. Ale coś pomiędzy tym musiało się dziać skoro Kate była ubrana w suknie ślubną. W dodatku taką piękną... Czyżby doczekała się ślubu z jej ukochanym ? Czyżby porawno ją w tak ważny dla niej dzień ? Ale po co ? Komu ona zaszkodziła ? Po co wywozić kogoś na jakąś wyspę helikopterem ? W głowie Kate kołotały się myśli. Na rozmyśleniach spędziła kilka minut po czym postanowiła zbadać wyspę. Okazało się, że jest to bardzo duży archipelag pełen skał i zatok i porośnięty bujną roślinnością. Kate weszła do dżungli mając nadzieję, że nie jest sama. Od razu poczuła egzotyczną duchotę, a po chwili suknia zaczęła kleić jej się do ciała. I nagle dziewczyna zdała sobie sprawę, że ktoś czaił się schowany w gęstych zaroślach. Ktoś kto na pewno nie jest dobry w chowaniu się, bo widać było mu czubek głowy. Kate podeszła w tamtą stronę nieco przestraszona. Czuła jak serce zaczyna bić jej szybciej.
-Proszę nie krzywdź mnie ! - zawołał głos zza krzaków i Kate zobaczyła jak tajemnicza osoba zaczyna uciekać.
-Stój ! Przecież nic ci nie zrobię ! - wrzasnęła rzucając się w pościg za mężczyzną.
Ale on nie usłyszał. Ubrany w piękny, ale nieco przyciasny smoking, wysoki osobnik biegł w stronę plaży.
Kate nie mogła szybko biegać, ponieważ przeszkadzała jej w tym suknia. Postanowiła działać inaczej. Na ziemi leżała duża gałąź. Dziewczyna podniosła ją, podeszła kawałek do przodu i cisnęła ją do przodu. Nie spodziewała się, że ta poleci tak daleko i nieco zdziwiona patrzyła jak kawał drewna uderza w mężczyznę w głowę, a ten traci przytomność.
-Ah... Po prostu wspaniale. - powiedziała Kate do siebie przewracając oczami i podeszła do leżącego osobnika. Gdy ujrzała jego oblicze zakręciło jej się w głowie. Śnieżnobiałe zęby. Jasne włosy. To był James !
-Mój boże ! - Kate ukłękła obok niego i zaczęła próbować go ocucić. Niestety przyniosło to mierne efekty. Dziewczyna postanowiła wrócić na plażę. Tam nie panowała taka duchota, a w dodatku nie czaiły się na każdym kroku egzotyczne gady rodem z tajlandzkich produkcji. James był ciężki, ale na szczęście plaża znajdowała się nieopodal. Kate położyła męża na piasku i dokładnie obejrzała jego głowę. Nie było śladu co sprawiło, że dziewczyna odetchnęła z ulgą.
-Co ja takiego chciałam osiągnąć rzucając w ciebie tą gałąź ? - spytała cicho bardziej do siebie.
-To rzeczywiście było głupie, ale na pewno wyjdzie z tego cało. - odezwał się szorstki, kobiecy głos z dali.
Kate zdziwiona patrzyła jak niska, elegancko ubrana kobieta, z krótkimi włosami podchodzi w ich stronę. Przysiadła na piasku i spojrzała na Kate.
-Sasza Stark
-Kate Filmore...
Obie uścisnęły sobie dłonie i ponownie zajęły się nieprzytomnym James'em.
-Jestem lekarzem - oznajmiła Sasza - To nie wygląda groźnie... Zaraz się obudzi. Co to za miejsce ?
Kate zacisnęła powieki starając się cokolwiek zrozumieć.
-Ja nic nie wiem. Niedawno się obudziłam...
-To tak jak ja. No to nas porwali... Myślę, że powinniśmy poczekać aż on się obudzi i aż ktoś po nas przyjdzie.
-Nikt nie przyjdzie - odezwał się słaby głos. Przez cały czas, niedaleko całej trójki, pod palmą leżał mężczyzna. On jeden nie był ubrany odświętnie. Miał normalne jeansy i czarny T-shirt. Sasza i Kate spojrzały na niego.
-Jestem Rennes. Nikim więcej.
Kate znowu zacisnęła powieki.
-Jak dużo ludzi oni tutaj przywieźli ? - zapytała cicho, bardziej do siebie.
-Myślę, że jesteśmy tu tylko my. Nasza czwórka. Szybko się nawzajem odnaleźliśmy. Raczej wątpię żeby w pobliżu ktoś jeszcze był - odezwał się James, a Kate odetchnęła z ulgą. Wreszcie jakaś dobra wiadomość. Odzyskał przytomność. Przynajmniej tyle dobrego...
Crrosroads - Zagadki i Pułapki (1.5)
Kate rzuciła się na James'a i przez chwilę trwali w miłosnych objęciach.
-Pamiętasz coś ? - spytała Kate wracając myślami do ostatnich zdarzeń.
James przez chwilę siedział i usiłował sobie cokolwiek przypomnieć.
-Biuro... Nie wiem... Pamiętam tylko, że jadłem kolację. Na jakimś weselu...
-Na naszym weselu James ! - natarła Kate ukazując długą, śnieżnobialą suknię.
-A więc było wesele... Nic nie pamiętam...
W jednej chwili niebo pociemniało i zerwał się wiatr. Kate klnąc swoją suknię, która teraz powiewała we wszystkie strony, wstała.
-Chodźcie ! Poszukajmy schronienia ! - powiedziała podając rękę James'owi. Ale ten nie wstał.
-Zaczekajcie. Coś tutaj mam...
I wyjął z kieszeni smokingu małą, białą karteczkę.
-Burza, dom, dżungla - przeczytał na głos i wstał podając kartkę Kate.
Sasza również wstała i podeszła do nich zaciekawiona. Rennes cały czas leżał pod palmą w ogóle nie zainteresowany akcją.
-To wskazówka... w głębi wyspy powinien być dom. - stwierdził James i spojrzał w niebo. Zaczynało padać. Cała czwórka, z Jame'sem na czele i Rennes'm ciągnącym ociężale na samym końcu, ruszyła w głąb dżungli. Gdy rozpadało się na dobre Kate czuła jak cała jej suknia robi się ciążka i przemaka. Ciągnęła się po błocie, a dziewczyna nie mogła już nawet szybko iść.
-Czy ma ktoś z was coś ostrego ? - spytała przerywając ciszę.
Wszysct obrócili się w jej stronę.
-Ja coś mam... - powiedział Rennes podając ząbkowane ostrze Kate.
Dziewczyna wzięła broń i spojrzała zdziwiona na mężczyznę.
-Skąd to masz ?
-Nie wiem. Po prostu to miałem.
Kate stanęła na chwilę i zaczęła ciąc zawzięcie fałdy sukni słubnej. Wtedy dobitnie dotarło do niej, że została porwana na własnym ślubie. Cięła coraz mocniej ze złości. Pragnęła zemsty. Po skończonej robocie dziewczyna oddała ostrze (choć niechętnie) Rennes'owi i wbiła wzrok w ziemię.
-Co tam masz ? - spytał James również patrząc w to miejsce.
Kate uklękła na mokrą, ubłoconą ziemię i wyczytała napis:
-Dom to śmierć. Rozgryziesz kod - uciekniesz.
Wszyscy uważnie przyglądali się napisowi, który została starannie zrobiony, ale powoli znikał przez deszcz.
Rennes przewrócił tylko oczami i poszedł kawałek dalej chowając się za potężnym, tropikalnym drzewem, przed deszczem, który nacierał z coraz większą siłą. Gdy w dali zagrzmiało James wskazał w dal.
-Idziemy. Według wskazówki mamy schować się w domu. Chyba nie chcecie tutaj siedzieć i moknąć ?
-Oczywiście, że nie - odezwała się Sasza - Ale to może być pułapka...
-Kto jest za tym, żeby poszukać tego domu ? - podjęła Kate unosząc rękę.
James i Rennes zrobili to samo.
-No to idziemy... - powiedział James niepewnie i ruszyli.
Kate zadrżała. Czuła się jak w jakimś koszmarze. Miliony pytań krążyły jej po głowie. Złapała rękę James'a żeby poczuć się pewniej. Ale coś było nie tak. Nie czuła tego ciepła w środku. Przecież nie była pewna na sto procent, że to z nim miała ślub... Że to jego pokochała... Ale prędko odganiła te myśli. Są teraz ważniejsze sprawy. Nie tylko przeszłość była tajemnicą, ale też i czekająca ich przyszłość. Kate czuła jednocześnie strach, złość i rozpacz, ale też i trochę determinacji... i nutkę przygody. I wtedy dreszcz przeszedł jej po karku. W dali zobaczyła nastraszniejszy obraz w jej życiu. Dziewczyna wskazała tylko tamto miejsce bez słowa i zakręciło jej się w głowie. Wszyscy prawie jednocześnie wrzasnęli. Kika metrów dalej wisiało ciało. W długiej, pozłacanej sukni ślubnej. Z długimi, ciemnymi włosami. Tam w dali wisiała Kate, a po jej twarzy sunęły strużki krwi. Dopiero po chwili do prawdziwej Kate dotarło to co widzi. I wrzasnęła zanosząc się płaczem...
Wytknę powtórzenie, żeby pomóc poprawić Twój warsztat pisarski:
"Gdy w dali zagrzmiało James wskazał w dal."
W dali w dal za dobrze nie brzmi :P Ja napisałabym po prostu: "Gdy zagrzmiało James wskazał w dal."
Obecnie sprawa wygląda tak - jak wrócę to walnę wpis i będe kontunuował historię, sprawy zaczną się nieco rozjaśniać, ale pojawią się też nowe pytania. No i pare zaskoczeń was czeka.
nie mogę się pogodzić z tym, że każesz nam czekać tak długo xD
Ale najwyraźniej pomyliłem się, na szczęście :P
Historia ciekawa, najbardziej emocjonujące momenty zostawiasz na koniec 8)
Fajnie się zapowiada, można już odczuć to poczucie niebezpieczeństwa... :twisted:
Czekam na dalsze części
Crrosroads - Odpowiedzi (1.6)
Minęła conajmniej godzina zanim Kate otrząsnęła się po tym co zobaczyła. Wiedziała, że nie zapomni tego do końca życia. Zastanawiała się czym to było... Czekająca ją przyszłość ? Ostrzeżenie ? Jakiś znak ? Deszcz cały czas, z dużą siłą nacierał na ich przerażone oblicza. Czas leciał i wszyscy stracili jakąkolwiek nadzieję na znalezienie obiecanego domu. W końcu James zadecydował, że zostaną w tym miejscu gdzie aktualnie są. A znajdowali się na terenie, który nie porastał już tak mocno roślinnością dzięki czemu starczyło miejsca na rozpalenie ogniska i położenie się w spokoju. Cała czwórka usiadła i wszyscy byli pogrążeni we własnych myślach aż w końcu ciszę przerwał James:
-Przestańcie myśleć. To co już było to już było. Nie ma sensu zastanawiać się skąd się tu wzięliśmy, dlaczego my i po co. Musimy działać. Tak sobie pomyślałem... - I wskazał na Kate - Matematyczka... Lekarz... Ochroniarz... To nie może być przypadek... A ty Rennes ? - jego palec natrafił na tajemniczego mężczyznę - Kim jesteś ?
-Jestem tylko pracowinkiem biura. Nie robię nic ciekawego, moje życie jest do bani. Nie mam żadnych umiejętności. Chyba nie myślicie, że dali nas tutaj żebyśmy tak po prostu stąd zwiali ?
-Mamy wskazówki, mamy nas... - podjęła nieśmiało Sasza - Po co to wszystko ? Nie lepiej od razu nas roztrzelać na miejscu ?
James przewrócił wymownie oczami. Deszcz powoli ustawał choć czarne chmury wciąż wisiały na niebie. Kate zmarszczyła brwi spoglądając na Rennes'a.
-On coś wie... - powiedziała cicho choć Rennes i tak wszystko usłyszał. Popatrzył na nią bez wyrazu.
I nagle James wstał gwałtownie i rzucił się na mężczyznę łapiąc go za szyję ku zdziwieniu wszystkich.
-Nie zamierzam tutaj umierać Rennes - powiedział szorstkim tonem - Mów natychmiast co wiesz !
I już zamachnął się żeby go uderzyć w twarz, ale powstrzymała go Kate.
-Wolałabym ja to zrobić - powiedziała i patrzyła jak James ******* Rennes'a, a ten upada na ziemię.
Dziewczyna uklękła obok niego i spojrzała mu w oczy.
-A więc Rennes... Gdzie jesteśmy ?
-Po prostu na Wyspie. Gdzieś obok Ameryki Północnej... - odpowiedział Rennes posłusznie.
-Znakomicie - rzekła Kate bez wyrazu, a reszta przypatrywała się temu zdziwiona - Skąd masz takie informacje ?
-Pracowałem przy projekcie Wyspy - mówił bez żadnych emocji.
-Więc jakie wymiary punkcyjne ma cały archipelag ?
-Sto dwanaście, trzysta cztery i osiemset osiem.
James i Sasza popatrzyli na siebie zdziwieni. Kate cały czas nie ukazywała żadnych emocji. Na chwilę wstała i zaczęła coś liczyć w myślach. Po chwili znowu uklękła.
-Niby jak nas tu przywieźli ?
-Helikoptery Rezonansowe.
-Po co nas tu przywieźli ?
-Tego już nie wiem. To miała być atrakcja turystyczna. Wiem za to, że obserwują nas trzy kamery. Jedna na lewo od ciebie. Druga schowana w dziupli nad moją głową i jeszcze jedna wszyta w smoking twojego mężusia.
Kate wstała, tym razem pokazując swoje zdziwienie i przerażenie, Rennes podniósł się do pozycji siedzącej, a Sasza i James znowu spojrzeli po sobie.
-Co to ma znaczyć Kate ? - spytał James przełykając głośno ślinę - Co on gada ?
-Obserwują nas ?! - krzyknęła Sasza obserwując całą okolicę.
Zapanował chaos przez co Kate musiała krzyknąć żeby znowu była cisza. Wszyscy patrzyli w jej stronę.
-A więc... przywieźli nas helikopterami nowoczesnej technologii na wyspę, która nie powinna istnieć i ogląda nas teraz miliony ludzi. Jesteśmy w programie telewizyjnym. Nawet nie zdajecie sobie sprawę w jak głębokim szambie jesteśmy. W tym miejscu... Tutaj działa jakś magia... Coś co sprawia, że walczymy o przetrwanie w pętli czasowej... Nie jestem pewna czy da się stąd wydostać...
James i Sasza przez chwilę usiłowali zebrać wszystko w całość. Kate rozglądała się uważnie w około, a w jej głowie znowu zapanował chaos.
-Kate... - zaczęła cicho Sasza - Co to za... pętla czasowa...? - w jej głosie słychać było przerażenie.
-Przeszłość i przyszłośc zlewają się w jedną teraźniejszość - powiedział Rennes wpatrując się w dal - Inne rzeczywistości... Pułapki czasu... Nieźle Kate, ten trup wróży ci świetlaną przyszłość.
James znowu próbował rzucić się na Rennes'a, ale Kate znowu go powstrzymała.
-Wcale nie - mówiąc to uśmiechała się lekko - Byłam w sukni ślubnej, nie podartej i jeszcze czystej. To była przeszłość. Przecież teraz pocięłam nożem tę suknię. Wychodzi na to, że...
-... gdybyś nie znalazła mnie wtedy w krzakach... - podjął James.
-... i gdybym nie pobiegła za tobą w tamtą stronę, prawdopodobnie wpadłabym w pułapke. Ale tak się nie stało.
James oddychał powoli.
-A więc znamy zasady gry... wiemy już wiele. Kate, te pułapki na pewno da się uniknąć...
Dziewczyna zmarszczyła brwi.
-Pewnie jest jakiś system... Rennes wiesz coś o tym ?
-Nie - odezwał się mężczyzna, jak zwykle bez emocji - Nie wiem nic o pułapkach, o żadnych domach i o systemie. Wątpię żeby coś takiego w ogóle było jak system. Po prostu chcą pokazać milionom ludzi jak umieramy...
-Twoje słowa zawsze dodają mi mnóstwo otuchy - powiedziała Kate ironicznie.
Ale to nie jeste ważne. Nadzieja dodawała jej odwagi. Choć wciąż pozostawało mnóstwo pytań... To i tak było lepiej...
udało ci się coś nabazgrzyć (xd) przed wyjazdem xD
tu, też się robi coraz straszniej xD
wszyscy tworzycie straszne historie...zaczynam się Was bać...chociaż niee, to wy macie bać się mnie xDD buhahahhaa :twisted: xD
a rozdział mi się bardzo podoba *-*