Widać druga część osiągnęła większy s.u.k.c.e.s niż pierwsza . Jeszcze nie wiem ile będzie rozdziałów, ani kiedy się ukażą. To zależy od wolnego czasu i weny. Jest niewielkie prawdopodobieństwo, że część trzecia będzie jutro, ale nie jestem pewna. Być może w środę. Ale chcę was trochę potrzymać w niepewności...;)
Bardzo mi się podoba, ale trochę straszne xD Nie no, ta historia jest straszna i jednocześnie dziwna... ciekawe o co to chodzi ? Nie mogę się doczekać kolejnego odcinka
Oj zakończenie będzie naprawdę dziwne... . No i dzisiaj specjalnie przyspieszony rozdział dla Lethiasa.
Kiedy myślę o tamtej chwili, to wiem, że właśnie ona zmieniła wszystko. Moje życie, rodzinę, uczucia...Postać w krwawej sukni zawsze uśmiecha się do mnie. Nawet teraz, tutaj, w tym miejscu...
- Tato uważaj!!! - wrzasnęłam.
Przerażenie sparaliżowało mnie dosłownie. Czy to, co widziałam było naprawdę prawdziwe? Poczułam jak łzy spływają mi po policzkach. Samochód gwałtownie skręcił z piskiem opon i zahaczył o metalową barierkę przy ulicy. Zobaczyłam iskry i usłyszałam zgrzyt. Zamknęłam oczy.
- Mój Boże! Nikomu nic nie jest?! - krzyknął ojciec - Danelish? Danelish, coś ty zrobiła! To było naprawdę głupie i nieodpowiedzialne z twojej strony!
Otworzyłam oczy. Natychmiast oglądnęłam się za siebie. Przez małe okno z tyłu samochodu widziałam dobrze skrzyżowanie i ulicę. Ale tej przerażającej osoby już nie było. Przetarłam oczy. Czy to sen?
- Dziecko, spójrz co zrobiłaś! Samochód jest uszkodzony! - teraz głos zabrała matka. Ciekawe, czy znowu mnie uderzy?
- Nie widzieliście tej strasznej postaci? Stała na środku drogi! - wyszeptałam drżącym głosem. Trzęsłam się cała. Ktoś lub coś najwyraźniej próbowało targnąć na moje życie. Najpierw upadek na gwoździe, teraz wypadek samochodowy.
- Tam nie było żadnej osoby! Czy ty sobie to wymyśliłaś? - zdziwienie matki nie polepszyło mojej sytuacji.
- Ależ była! Poplamiona krwią o białych włosach i sukni...
- To niemożliwe, wymyśliłaś to sobie! Przez ciebie będziemy musieli zapłacić za naprawę wozu.
Jak zwykle. Matka zawsze myślała tylko o sprawach materialnych. Jej udawanie zaniepokojenia moim stanem zawsze było takie sztuczne. Ojciec też nie wiele mówił. Słuchał tylko jej. A ja czułam się zdana tylko na siebie.
- Musimy stąd szybko wyjść i wezwać pogotowie drogowe - powiedział ojciec.
Z trudem otworzyłam drzwi samochodu. Spodziewałam się, że zaraz ktoś przybędzie na pomoc, ale wokoło nie było żywej duszy. Ale znalazła się za to jedna, podejrzewam, martwa. Rodzice wysiedli z samochodu, ojciec zadzwonił po pogotowie drogowe, a matka oglądała uszkodzenia wozu. Ja chwiejnym krokiem udałam się do miejsca, w którym zobaczyłam upiorną kobietę. W zapadającym mroku tylko nieliczne latarnie oświetlały drogę i chodnik. Pozamykane sklepy i pustka były niepocieszające. Doszłam na miejsce. Nic nie zobaczyłam. Już miałam zawracać gdy spostrzegłam kolejną przerażającą rzecz. Na starym asfalcie wypisane czerwoną mazią błyskały złowieszczo litery układające się w słowa : "Martina von Kater"
Z przerażeniem cofnęłam się. Tego już było za wiele! To miasto, ten dom, to wszystko było nienormalne! Miałam mętlik w głowie, nie mogłam logicznie myśleć. Czy ktoś, coś...próbuje mnie zabić? Te zdjęcia dziewczyn, ten napis na lustrze, te dwa wypadki, ta przerażająca kobieta...Poczułam się zmęczona. Jakbym przebiegła kilometry. Och, jakże tęskniłam za Bridgeport!
- Mamo, tato, kiedy w końcu będziemy w domu? - zapytałam. Nie chciałam im nawet wspominać o tym napisie. Zapewne umówili by mnie na wizytę do psychiatry.
- Przyjedzie po nas zastępczy samochód - powiedziała matka wciąż nie będąc przekonana, czy nie zwariowałam.
W tej chwili przyjechał samochód. Jego kierowca przedstawił się i poinformował, że odpowiedni ludzie będą tu za chwilę, by odholować nasz wóz do warsztatu. Wsiedliśmy do samochodu, a kierowca wyszedł przypilnować uszkodzonego pojazdu. Za kierownicą zasiadła tym razem matka, a ojciec usiadł koło niej. Ja wślizgnęłam się na tylne siedzenie, nieskora do rozmów. Ponownie zamknęłam oczy.
Gdy je otworzyłam byliśmy już na miejscu. Ociężała i senna wygramoliłam się z samochodu. Nie chciałam nawet myśleć o tym wszystkim, a co dopiero iść jutro do nowej szkoły. Gdy weszliśmy do domu powitała nas służąca. Nie jestem pewna, ale miała chyba na imię Bethy. I tak to nie było teraz istotne. Bethy zaprowadziła nas do jadalni, gdzie podała nam spóźniony posiłek. Przystałam na to z ulgą. Byłam strasznie głodna. Marzyłam tylko o tym, żeby coś zjeść i pójść spać. Już po chwili talerz z zupą cebulową był prawie opróżniony.
- Wiesz, że poniesiesz konsekwencje swojego głupiego wybryku - odezwała się nagle matka. Zimna nuta w jej głosie sprawiała mi przykrość.
"I tak mi nie uwierzą", pomyślałam. Czy lepiej upierać się, że naprawdę widziałam upiorną kobietę stojącą przed samochodem, czy udawać, że to był wygłup? Wybrałam pierwszą opcję. Lepiej byłoby żebym wybrała tą drugą. Właśnie przez tą decyzję znajduję się teraz właśnie tutaj...
- Nie widzieliście? Tam stała upiorna postać! W białej sukni poplamionej krwią, o białych włosach i czerwonych oczach! Uwierzcie mi nie zwariowałam.
- Przestań wymyślać jakieś niestworzone historie! Zachowujesz się dziecinnie - ofuknęła mnie matka. Ojciec jak zwykle siedział cicho i nie wtrącał się w dyskusję. Moja matka zdominowała go kompletnie. Rozzłoszczona podniosłam się z krzesła i krzyknęłam:
- Czemu nigdy mi nie wierzysz? Jesteś moją matką! To zdarzyło się naprawdę! Ciebie zawsze interesują tylko rzeczy materialne!
Matka również wstała. Poczerwieniała ze złości również syknęła:
- Nie masz prawa się tak do mnie zwracać, małolato! Idź do swojego pokoju, jutro będziesz ukarana!
Wściekła pobiegłam do swojego pokoju. Łzy skapywały mi z oczu. Czemu musieliśmy się tu sprowadzić? Dlaczego matka stała się taka okropna? I co znaczą te wszystkie dziwne zdarzenia oraz to imię i nazwisko wypisane na asfalcie? Zamierzałam to rozważyć jutro. Kiedy będzie już spokojniej. Wypełniona smutkiem, strachem i niepokojem położyłam się spać z nadzieją, że jutrzejszy dzień będzie lepszy. Stało się jednak inaczej...
Hmmm, wydaje mi się, że na koniec wyląduje w psychiatryku, ale głowy nie dam xD
Mrocznie mrocznie, nie powiem. Chociaż te napisy z Painta trochę rozpraszają xD Ale historia suuuuper *-*
Niestety tylko Paint mógł tu zadziałać :? . Też mnie to razi. Co do zakończenia to napisać tu zbyt wiele nie mogę, bo wszyscy będą wiedzieli, ale.... :shock:
Nie oglądnęłam tylko OBEJRZAŁAM :x :evil:
Coraz groźniej, tylko dodałbym więcej postaci...
Chociaż zdaję sobie sprawę, że w następnym rozdziale idzie do szkoły
Mam pytanie, jeżeli akcja rozgrywa się tak szybko, to ile ta historia bd mieć rozdziałów?
I czekam na ciąg dalszy
Fakt, King wciąga. Czytałaś "To"? :shock:
Nie wiem ile będzie rozdziałów, ale na pewno historia nie długo się nie skończy . Planuję coś jeszcze...dłuższego. Zobaczycie co. Niestety "To" nie przeczytałam (trudno mi odmienić ), ale za to przeczytałam Rękę Mistrza, Cmentarz Zwieżąt (zwieżąt - tak jest w tytule) i parę innych.
Hmm.. Ja czytałam jeszcze Ostatniego Rewolwerowca Kinga, tyle, że tu jest zupełnie inny klimat A co do wyżej wymienionego przez Cb tytułu, to wiedziałabym co to jest, choć nie czytałam :-) A na kolejne rozdziały czekam, kiedy on się ukaże?
Komentarz
mam nadzieję, że szybko uoporasz się z następną częścią, bo chcę się dowiedzieć co będzie dalej
Co prawda mało wydarzyło się w tym rozdziale, ale był wciągający, tak jak końcówka :P
Kiedy myślę o tamtej chwili, to wiem, że właśnie ona zmieniła wszystko. Moje życie, rodzinę, uczucia...Postać w krwawej sukni zawsze uśmiecha się do mnie. Nawet teraz, tutaj, w tym miejscu...
- Tato uważaj!!! - wrzasnęłam.
Przerażenie sparaliżowało mnie dosłownie. Czy to, co widziałam było naprawdę prawdziwe? Poczułam jak łzy spływają mi po policzkach. Samochód gwałtownie skręcił z piskiem opon i zahaczył o metalową barierkę przy ulicy. Zobaczyłam iskry i usłyszałam zgrzyt. Zamknęłam oczy.
- Mój Boże! Nikomu nic nie jest?! - krzyknął ojciec - Danelish? Danelish, coś ty zrobiła! To było naprawdę głupie i nieodpowiedzialne z twojej strony!
Otworzyłam oczy. Natychmiast oglądnęłam się za siebie. Przez małe okno z tyłu samochodu widziałam dobrze skrzyżowanie i ulicę. Ale tej przerażającej osoby już nie było. Przetarłam oczy. Czy to sen?
- Dziecko, spójrz co zrobiłaś! Samochód jest uszkodzony! - teraz głos zabrała matka. Ciekawe, czy znowu mnie uderzy?
- Nie widzieliście tej strasznej postaci? Stała na środku drogi! - wyszeptałam drżącym głosem. Trzęsłam się cała. Ktoś lub coś najwyraźniej próbowało targnąć na moje życie. Najpierw upadek na gwoździe, teraz wypadek samochodowy.
- Tam nie było żadnej osoby! Czy ty sobie to wymyśliłaś? - zdziwienie matki nie polepszyło mojej sytuacji.
- Ależ była! Poplamiona krwią o białych włosach i sukni...
- To niemożliwe, wymyśliłaś to sobie! Przez ciebie będziemy musieli zapłacić za naprawę wozu.
Jak zwykle. Matka zawsze myślała tylko o sprawach materialnych. Jej udawanie zaniepokojenia moim stanem zawsze było takie sztuczne. Ojciec też nie wiele mówił. Słuchał tylko jej. A ja czułam się zdana tylko na siebie.
- Musimy stąd szybko wyjść i wezwać pogotowie drogowe - powiedział ojciec.
Z trudem otworzyłam drzwi samochodu. Spodziewałam się, że zaraz ktoś przybędzie na pomoc, ale wokoło nie było żywej duszy. Ale znalazła się za to jedna, podejrzewam, martwa. Rodzice wysiedli z samochodu, ojciec zadzwonił po pogotowie drogowe, a matka oglądała uszkodzenia wozu. Ja chwiejnym krokiem udałam się do miejsca, w którym zobaczyłam upiorną kobietę. W zapadającym mroku tylko nieliczne latarnie oświetlały drogę i chodnik. Pozamykane sklepy i pustka były niepocieszające. Doszłam na miejsce. Nic nie zobaczyłam. Już miałam zawracać gdy spostrzegłam kolejną przerażającą rzecz. Na starym asfalcie wypisane czerwoną mazią błyskały złowieszczo litery układające się w słowa : "Martina von Kater"
Z przerażeniem cofnęłam się. Tego już było za wiele! To miasto, ten dom, to wszystko było nienormalne! Miałam mętlik w głowie, nie mogłam logicznie myśleć. Czy ktoś, coś...próbuje mnie zabić? Te zdjęcia dziewczyn, ten napis na lustrze, te dwa wypadki, ta przerażająca kobieta...Poczułam się zmęczona. Jakbym przebiegła kilometry. Och, jakże tęskniłam za Bridgeport!
- Mamo, tato, kiedy w końcu będziemy w domu? - zapytałam. Nie chciałam im nawet wspominać o tym napisie. Zapewne umówili by mnie na wizytę do psychiatry.
- Przyjedzie po nas zastępczy samochód - powiedziała matka wciąż nie będąc przekonana, czy nie zwariowałam.
W tej chwili przyjechał samochód. Jego kierowca przedstawił się i poinformował, że odpowiedni ludzie będą tu za chwilę, by odholować nasz wóz do warsztatu. Wsiedliśmy do samochodu, a kierowca wyszedł przypilnować uszkodzonego pojazdu. Za kierownicą zasiadła tym razem matka, a ojciec usiadł koło niej. Ja wślizgnęłam się na tylne siedzenie, nieskora do rozmów. Ponownie zamknęłam oczy.
Gdy je otworzyłam byliśmy już na miejscu. Ociężała i senna wygramoliłam się z samochodu. Nie chciałam nawet myśleć o tym wszystkim, a co dopiero iść jutro do nowej szkoły. Gdy weszliśmy do domu powitała nas służąca. Nie jestem pewna, ale miała chyba na imię Bethy. I tak to nie było teraz istotne. Bethy zaprowadziła nas do jadalni, gdzie podała nam spóźniony posiłek. Przystałam na to z ulgą. Byłam strasznie głodna. Marzyłam tylko o tym, żeby coś zjeść i pójść spać. Już po chwili talerz z zupą cebulową był prawie opróżniony.
- Wiesz, że poniesiesz konsekwencje swojego głupiego wybryku - odezwała się nagle matka. Zimna nuta w jej głosie sprawiała mi przykrość.
"I tak mi nie uwierzą", pomyślałam. Czy lepiej upierać się, że naprawdę widziałam upiorną kobietę stojącą przed samochodem, czy udawać, że to był wygłup? Wybrałam pierwszą opcję. Lepiej byłoby żebym wybrała tą drugą. Właśnie przez tą decyzję znajduję się teraz właśnie tutaj...
- Nie widzieliście? Tam stała upiorna postać! W białej sukni poplamionej krwią, o białych włosach i czerwonych oczach! Uwierzcie mi nie zwariowałam.
- Przestań wymyślać jakieś niestworzone historie! Zachowujesz się dziecinnie - ofuknęła mnie matka. Ojciec jak zwykle siedział cicho i nie wtrącał się w dyskusję. Moja matka zdominowała go kompletnie. Rozzłoszczona podniosłam się z krzesła i krzyknęłam:
- Czemu nigdy mi nie wierzysz? Jesteś moją matką! To zdarzyło się naprawdę! Ciebie zawsze interesują tylko rzeczy materialne!
Matka również wstała. Poczerwieniała ze złości również syknęła:
- Nie masz prawa się tak do mnie zwracać, małolato! Idź do swojego pokoju, jutro będziesz ukarana!
Wściekła pobiegłam do swojego pokoju. Łzy skapywały mi z oczu. Czemu musieliśmy się tu sprowadzić? Dlaczego matka stała się taka okropna? I co znaczą te wszystkie dziwne zdarzenia oraz to imię i nazwisko wypisane na asfalcie? Zamierzałam to rozważyć jutro. Kiedy będzie już spokojniej. Wypełniona smutkiem, strachem i niepokojem położyłam się spać z nadzieją, że jutrzejszy dzień będzie lepszy. Stało się jednak inaczej...
Mrocznie mrocznie, nie powiem. Chociaż te napisy z Painta trochę rozpraszają xD Ale historia suuuuper *-*
Olu, jesteś podejrzana xD
rozdział fajny i robi się coraz bardziej strasznie :twisted: xD
Coraz groźniej, tylko dodałbym więcej postaci...
Chociaż zdaję sobie sprawę, że w następnym rozdziale idzie do szkoły
Czekam na następny rozdział
dooookać
lubie wątki miłosne w strasznych historiach xDD
I czekam na ciąg dalszy
Fakt, King wciąga. Czytałaś "To"? :shock: