- Zobaczysz, nie będzie tak źle - powiedziała moja matka tamtego pamiętnego dnia.
Jasne, z dala od Bridgeport wszystko wydawało się wspaniałe dla moich rodziców. A ja kochałam to miasto za jego światła, wieżowce i kluby. Przeprowadzka do Appaloosa Plains, jakiejś wiejskiej mieściny, była najprawdziwszym koszmarem w moim życiu. Okazało się to prawdą.
Nazywam się Danelish Vecorm. Tak wiem, moje imię jest dziwne, ale co mam poradzić, skoro takie już mam? Zawsze mieszkałam w Bridgeport wraz z rodzicami, Katine i Peterem Vecorm. Mój ojciec był nadzianym b.i.z.n.e.s.m.e.n.e.m, a matka zapaloną kucharką. Pieniędzy nam nie brakowało, wręcz przeciwnie, opływaliśmy w luksusy. Więc dlaczego rodzice chcieli przeprowadzki do Appaloosa Plains? Odpowiedź była prosta : inwestycja w tamtejszy Ośrodek Jeździecki. Co za ironia, przecież nie dawno otworzono w Bridgeport taki ośrodek. Ojciec chciał zainwestować w ten większy, w Appaloosa. Przeprowadzka była więc nieuchronna.
Kilka dni później po raz pierwszy stanęłam na progu wielkiej posiadłości, którą zakupili moi rodzice. Jak już wcześniej wspomniałam, matka zapewniała mnie, że nie będzie tak źle, że pokocham wiejski klimat i konie. Ojciec z zapałem rozmawiał już przez telefon z potencjalnymi ochotnikami na pracowników Ośrodka. Gdy zakończył rozmowę, pożegnał się z nami i odjechał na spotkanie.

- Popatrz, jak tu pięknie! - mówiła matka - Mamy teraz tyle świeżego powietrza! W tym okropnym mieście, pełnym hałasu i brudu tylko się truliśmy!
- Ale przecież mówiłaś, że kochasz Bridgeport - zauważyłam.
Wtedy wydarzyło się coś dziwnego. Matka pobladła i z grozą wycedziła przez zaciśnięte zęby:
- Teraz to jest nasz dom. Po czym uderzyła mnie w twarz.

Zszokowana cofnęłam się.
- Mamo...czemu to zrobiłaś? - zapytałam ze łzami w oczach.
I nagle ta dziwna bladość zniknęła z twarzy matki. Wyglądała jakby ocknęła się ze snu.
- Ja przepraszam, nie wiem co we mnie wstąpiło... - zaczęła - Danelish, proszę wybacz mi...
Ale ja nie chciałam jej słuchać, wbiegłam do naszego nowego domu i popędziłam po schodach na górę. Biegłam przed siebie nie zważając na to, gdzie się kieruję. Słyszałam, jak matka woła mnie. Nie wiedziałam co się stało. Dlaczego mama mi to zrobiła? Nigdy wcześniej nie uderzyła mnie. W końcu zorientowałam się, że znajduję się na strychu. Ponure ściany, mnóstwo starych rzeczy i zapach kurzu nie wpłynęły dobrze na mój nastrój. Przetarłam oczy. Policzek wciąż piekł. "Ciekawe, nawet nie zauważyłam, że tu wbiegłam", pomyślałam. Nagle ogarnął mnie strach. A jeśli schodów nie ma i zostanę tu na zawsze? Obróciłam się gwałtownie do tyłu. Schody były. Roześmiałam się nerwowo. Za dużo powieści grozy. Pomyślałam, że skoro tu jestem, to mogę się trochę rozejrzeć. Zawsze fascynowały mnie takie stare miejsca pełne wspomnień i historii. Na dół nie zamierzałam wracać. Popatrzyłam dookoła. Dostrzegłam poroże jelenia, stary fotel, lustro, złoty puchar, a nawet puste akwarium. "Czego to ludzie nie zostawiają na strychach", pomyślałam z rozbawieniem.

Nagle moją uwagę przyciągnął parawan. Cóż może za nim być? Postanowiłam zobaczyć. Do dziś tego żałuję.

Ruszyłam w jego stronę, wzbijając wokół siebie tumany kurzu. Widać, dawni właściciele tego domu nie wchodzili tu zbyt często. Wtem poczułam narastające uczucie grozy. Coś we mnie krzyczało, żebym pod żadnym pozorem nie wchodziła za parawan. Zdziwiona zignorowałam uczucie. Tego również żałuję, bo to, co zobaczyłam za parawanem przeraziło mnie śmiertelnie.

Na starym białym stoliku stały zdjęcia oprawione w ramki. Dwa z nich wisiały również na ścianie. Zdjęcia przedstawiały szóstkę dziewcząt. Wokół stolika, a także na nim rozrzucone leżały różne dziewczęce rzeczy. Kosmetyki, perfumy, gazety, płyty walały się wokoło. Jednak uwagę zwróciłam na zdjęcia. Trzy z nich przedstawiały piękne blondynki, jedną ubraną w różową s.u.k.i.e.n.k.ę w panterkę, drugą z kokiem i w okularach, a trzecią w kucyku i z radosnym uśmiechu na twarzy. "Wtedy jeszcze myślała, że będzie żyła", pomyślałam niespodziewanie. Od razu się wystraszyłam. Skąd u mnie takie przerażające myśli? Pozostałe trzy zdjęcia przedstawiały dziewczynę z czerwonym makijażem, uśmiechniętą Afrykankę i jakąś dziewczynę z długimi włosami. Zauważyłam, że do tego ostatniego zdjęcia przystawione jest jeszcze siódme z malarzem. Naszło mi na myśl, że może on ją malował? Dziwne było też to, że te dwa ostatnie zdjęcia były szaro-czarne. Zbliżyłam do nich twarz. Kolejny szok! Nie były współczesne! Ubrania dziewczyny wyglądały bardziej jak z osiemnastego wieku! Dotknęłam oszklonej ramki. Ani trochę kurzu. Dotknęłam pozostałych. Też! Jak to możliwe? Skąd się wzięły te zdjęcia?

Ojciec opowiadał mi, że ten dom jest bardzo stary, bo pochodzi z osiemnastego wieku. Miał wielu mieszkańców, jednak pozostałe zdjęcia wyglądają bardziej współcześnie. Mimo wielkiego strachu przypomniałam sobie o tym, że niedawno wiele rodzin wyprowadzało się z tego domu. Były to rodziny bez dzieci. Tak mi powiedział ojciec. A może było tak, że te rodziny miały córki, gdy się tu wprowadzały, a kiedy o.p.u.s.z.c.z.a.ły to miejsce, to córek już z nimi nie było? Ale czemu te zdjęcia tu są?! Co się stało z tymi dziewczynami?! Teraz naprawdę się przeraziłam. Ten strych był zły, przeklęty. Zaczęłam się cofać. Chciałam uciec, choćby do matki. Lecz wtem spostrzegłam paraliżujący napis na lustrze wypisany czerwoną szminką : "Jesteś następna! Strzeż się!"

Tego było już za wiele. Zaczęłam krzyczeć i uciekać. Czułam się jak oślepione zwierzę w klatce. Jednak nieszczęśliwie potknęłam się i upadłam. Zemdlałam.

Na razie tyle

. Mam nadzieję, ze wam się podoba, komentujcie :-) .
Komentarz
I trochę zwięzła treść... ale nie szkodzi :P
I jeszcze sam bym trochę zmienił styl ubierania i ,, grymas '' bohaterki :P
Chociaż, jak na mój gust, nie powinnaś śpieszyć się tak z akcją, ale to tylko moje zdanie.
Czekam na dalszą część ;D!
Wyłapałam jeden błąd gramatyczny - napisałaś "[dom...] Miał wiele mieszkańców", a powinno być wielu. Nie żebym się czepiała, ale jakoś rzuciło mi się to w oczy
Oczywiście jestem ciekawa jak sprawy potoczą się dalej
jak dla mnie wszystko za szybko się dzieje...pierwszy dzień, a bohaterka już jeci na strych, na dodatek sama się wszystkiego domyśla :roll:
ale reszta jest okej
pomysł fajny, czekam na dalsze części
Zgodnie z obietnicą, dzisiaj drugi rozdział
Budziłam się powoli. Jakbym wyłaniała się z głębokiej wody. Pod przymkniętymi oczami tańczyły mi błyski światła i jakieś niewyraźne kształty. Oszołomienie odbierało mi możliwość zastanowienia się gdzie jestem i co się stało. Tylko jedna rzecz pozostawała niezmienna. Wciąż widziałam te słowa, wypisane czerwoną szminką, przerażające w każdym calu : "Jesteś następna! Strzeż się!" Widzę je do dziś. Kiedy tylko zamknę oczy.
- Danelish, czy słyszysz nas? - usłyszałam głos. Należał do mojej matki.
- To nie było nic poważnego, proszę się nie martwić państwo Vecorm - kolejny głos, tym razem męski i nie znany mi.
Szelest kartek, westchnienie.
- Jak to się stało? - tym razem usłyszałam ojca - Co ona robiła na strychu?
Jak to co? Uciekłam tam, kiedy matka mnie uderzyła! Coraz więcej szczegółów i wydarzeń powracało do mnie.
- Hmm...nie wiem...Może chciała tam coś zobaczyć, czy porozglądać się? - kłamstwo matki rozzłościło mnie.
Otworzyłam oczy. Nie zdziwiło mnie miejsce, w którym się znajdowałam. Appaloosa Plains, szpital, biały sterylny pokój. Pierwszy dzień tutaj i już wylądowałam w miejscowym szpitalu przez dziwną i niewiarygodną rzecz. Wspaniale.
- Kochanie, jak się czujesz? Nic ci nie jest!? - zmartwienia mojej mamy były takie sztuczne.
Pokój w którym się znajdowałam był niewielki i biały. Łóżko, szafka nocna, dwa krzesła i komoda należały do jego wyposażenia. Tuż przy łóżku, w którym leżałam stał brodaty lekarz, a ojciec i matka siedzieli na krzesłach. Wszyscy patrzyli na mnie z niepokojem.
- Uważaj, miałaś niebezpieczny wypadek - ostrzegł mnie lekarz. - Jestem Alfred Carowicz, operowałem cię.
- Yhm...dziękuję panu - wyjąkałam. - Co mi się tak właściwie stało? Pamiętam tylko, że byłam na strychu i tam...oglądałam coś. A kiedy chciałam już iść, to...eee...potknęłam się i...i tak się stało.
Moja kulawa wypowiedź raczej nie była wiarygodna. Może wytłumaczą to sobie szokiem i brakiem pamięci po wydarzeniu na strychu?
- Kiedy upadłaś, zahaczyłaś głową o gwoździe wystające z podłogi. One...trochę poraniły ci głowę - zakończył niemal szeptem doktor.
Było tak blisko. Serce biło mi szybko. Tak blisko i mogłam umrzeć. Gdybym upadła głową prosto na gwoździe. A to wszystko przez ten napis i zdjęcia. "Nie, nie chcę na razie do tego wracać", pomyślałam.
- Kiedy będę mogła pójść do domu? - zapytałam.
- Możesz wyjść już dzisiaj, ale zgłoś się za kilka dni do kontroli - powiedział lekarz. - I uważaj na opatrunek.
Odruchowo dotknęłam tyłu głowy. Bandaże, dużo bandaży. Westchnęłam. Tyle spraw jeszcze do przemyślenia, a ja już uszkodziłam głowę. Nie, to COŚ uszkodziło mi głowę.
- Więc dobrze, Danelish, przebierz się. Będziemy czekać przed szpitalem - powiedział ojciec i wyszedł razem z matką. Zauważyłam, że prawie się nie odzywał. Czy aż tak się martwił?
Pan Carowicz wyszedł również. Zostałam sama. Swoje ubrania dostrzegłam na komodzie. Wciąż wstrząśnięta przebrałam się. W ponurym nastroju opuściłam szpital kierowana do wyjścia przez personel. Przed budynkiem czekali już rodzice. Wsiadłam z nimi do samochodu.
- Tyle rzeczy musimy ci opowiedzieć - powiedział ojciec wkładając kluczyki do stacyjki. - Ośrodek jest idealny, zbijemy na nim fortunę. Już znalazło się kilku chętnych sponsorów Zawodów Jeździeckich. I mamy też dla ciebie prezent.
- Własnego konia rasy arabskiej! - powiedziała z entuzjazmem matka. Najwyraźniej zamierzała nie mówić nic ojcu o spoliczkowaniu mnie. Przyjęłam to ze smutkiem.
- Dziękuję wam - powiedziałam sztywno. - A co z nową szkołą?
- Zapisaliśmy cię już do niej - odparła matka. - Jest najlepsza w mieście.
Więcej już nie rozmawialiśmy. Oparłam policzek o chłodną szybę i patrzyłam na mijane budynki. Było już ciemno, jednak widziałam dobrze okolicę. Nagle dostrzegłam postać tuż przed samochodem. Przerażająca, w białej sukni poplamionej krwią, na pewno szeptała tamte słowa : "Jesteś następna! Strzeż się!"...
I co, podoba się
Strasznie wciągające
Czekam na dalszą część
Czekam na następny rozdział