Rozdział 1: Witamy na przedmieściachNazywam się Mary Alice Young. Od czasu mojej śmierci bacznie przyglądam się losom moich czterech przyjaciółek: Bree, Gabrielle, Susan i Lynette. Każda z nich posiada swój unikalny charakter. Wszystkie mieszkają na Wisteria Lane w Fairview. Jednak Susan sprzedała swój dom, aby wprowadzić się razem z synem do swojej córki Julie i pomóc jej z nowonarodzoną córeczką. W dniu przeprowadzki przywitała się z nową mieszkanką jej starego domu.
Do Susan podeszła Jennifer Shepard, która kupiła jej dom. Odłożywszy swoje pudło z rzeczami, została mile przywitana.
- Musisz być Jennifer.
- A Ty musisz być Susan.
- Miło cię poznać.
- Wybacz, jeśli jestem za wcześnie. Przyjechałam szybciej niż planowałam.
- Właśnie wyjeżdżamy. Mój dom jest twoim domem. To znaczy, legalnie ten dom należy do ciebie.
Susan zaczęła się zbliżać do samochodu.
- Mam nadzieję, że będziesz tu szczęśliwa.
- Dzięki. Steve tak się cieszy, że będzie mógł w końcu zamieszkać pod miastem. Trochę się martwię, że będzie nudno.
- O to bym się nie martwiła. Można wiele powiedzieć o tej ulicy, ale nie to, że jest nudno.
Obie kobiety zaśmiały się. Susan wsiadła do samochodu.
- Możemy już jechać? – zapytał jej młodszy syn MJ.
- Już jedziemy. Nie macie niż przeciwko temu, że zrobię ostatnią rundkę po okolicy?
Kiedy Susan odjeżdżała, przypomniały jej się wszystkie wspomnienia związane z Wisteria Lane. Nigdy nie zapomni o swoim zmarłym mężu ani o przyjaciołach, którzy jej zawsze pomagali.
Jennifer wzięła swoje pudło i poszła do kuchni. Wyjęła z niego czerwoną skrzynkę i ze strachem na nią spojrzała. Szybko schowała ją do szafki i zamknęła na klucz.
To zabawne. Niektórzy nigdy nie poznają swoich sąsiadów. Nie wiadomo, co mogą przed nami ukrywać. Niektórzy z nich z dnia na dzień próbują na próżno zachować swoje sekrety… które i tak, prędzej czy później, wyjdą na jaw.Jako pierwsza do nowej sąsiadki przybyła Bree Van De Kamp. Znana ze swojej życzliwości i nienagannych manier zawsze wzbudzała dobre pierwsze wrażenie. Znałam ją jako godną zaufania i pomocną osobę. Służyła pomocą w naprawdę ciężkich chwilach… i nie mam tutaj na myśli tylko nieudanego ciasta, które musiało być gotowe na przyjście gości. Przekonały się o tym szczególnie jej przyjaciółki. Czy Jennifer Shepard również będzie potrzebowała od niej pomocy? O tym Bree zdąży się jeszcze przekonać.
Jennifer usłyszała dzwonek do drzwi i natychmiast poszła je otworzyć.
- Witaj na Wisteria Lane! Nazywam się Bree Van De Kamp i mieszkam naprzeciwko. Jest mi niezmiernie miło, że mogę cię przywitać na naszej dzielnicy.
- Witaj Bree. Jestem Jennifer Shepard. Nie spodziewałam się, że ktoś tak szybko zdąży mnie odwiedzić…
- Mam nadzieję, że nie przeszkadzam?
- Nie, nie… Właśnie kończę się rozpakowywać. Jak na dwie osoby mamy strasznie dużo rzeczy.
- To świetnie! Może zechciałabyś do mnie wpaść? Akurat są u mnie moje przyjaciółki i na pewno chciałyby się poznać.
- Jej, dzięki za zaproszenie Bree. Jak tylko ogarnę te pudła to przyjdę za kilka minut.
- Miło mi. Do zobaczenia!
Zanim Jennifer zdążyła coś powiedzieć, Bree poszła do domu. W tym samym momencie pojawił się Steve.

- Nowa sąsiadka, Jen?
- Tak, ma na imię Bree. Wydaje się całkiem miła… ale trochę dziwna. Zaprosiła mnie do siebie abym poznała jej koleżanki.
- Mieszkamy tu zaledwie pięć minut a ty już znajdujesz przyjaciół. Tylko pozazdrościć.
Steve zaśmiał się.
- Bardzo śmieszne. Może też miałbyś ochotę poznać swoje nowe sąsiadki, co?
- Nie, dzięki. Muszę jeszcze przywieźć swoje rzeczy do nowego biura. Może przywiozę coś do jedzenia i będę za godzinę.
Steve wyszedł z domu i pojechał do miasta. Jennifer zaczęła wypakowywać ostatnie pudełko po czym przejrzała się w lustrze i udała się do domu Bree.
Okazji do spotkań jest wiele. Począwszy od zwykłej wizyty po cukier a kończąc na wizycie dawno niewidzianego znajomego. Często takie spotkania nie wyróżniają się niczym szczególnym, jednak niekiedy zdarza się, że możemy dowiedzieć się wielu zaskakujących informacji o naszym gościu. Czy spotkanie przy kawie może okazać się początkiem czegoś niezwykłego? Nigdy nie wiadomo…
Komentarz
ciekawe co będzie dalej *-*
Czekam na ciąg dalszy
Bardzo ładne zdjęcia i wszystko czysto i przejrzyście napisane.
Czekam na dalszą część
Czy bohaterki mieszkają w tym Fairview, które można pobrać na giełdzie wymiany? :-)
Jeśli chodzi o bohaterów to większość z nich stworzył 97Grzechu18 (bardzo mu za to dziękuję) a resztę zrobiłem ja. Aktualnie tylko Bree Van De Kamp jest dostępna do pobrania w moim kąciku.
Kierując się w stronę domu Bree, Jennifer Shepard uważnie przyglądała się swoim nowym sąsiadom. Zachwyciły ją zadbane ogrody, piękne domy oraz widok radosnych dzieci. Od razu poczuła, że to miejsce jest dla niej idealne. Jednak czekało ją jeszcze wiele do odkrycia zanim naprawdę pozna wszystkie uroki mieszkania na Wisteria Lane.
Jennifer podeszła do drzwi i zapukała. Otworzyła jej Bree.
- Witaj Jennifer! Jest mi niezmiernie miło, że postanowiłaś nas odwiedzić. Zapraszam do środka!
Obie kobiety weszły do środka, udały się do salonu i usiadły na swoich miejscach. Od lewej: Renee, Lynette i Gabrielle.
- Dziewczyny, oto nasza nowa sąsiadka – Jennifer Shepard.
[J] - Bardzo mi miło was poznać.
[G] - Jestem Gabrielle Solis ale możesz do mnie mówić Gaby. Świetnie wyglądasz!
[L] - Lynette Scavo. Cieszę się, że do nas wpadłaś.
[R] - Renee Perry… a właściwie już Faulkner, niedawno wyszłam za mąż. Fajnie, że z.a.s.t.ą.p.i.s.z nam Susan - to będzie coś nowego.
[J] - Miałam już okazję poznać Susan. Wydaje się być w porządku. Na pewno będzie wam jej brakować.
[L] - Nie martw się o to. Już się z tym pogodziłyśmy. Lepiej powiedz coś o sobie.
[J] - Jak już wiecie jestem Jennifer. Mój mąż, Steve, jest lekarzem. Przeprowadziłam się tutaj z Chicago.
[R] - Z Chicago do takiej dziury? Co cię tu sprowadziło?
Jennifer chwilę zwlekała z odpowiedzią.
[J] - Steve dostał ofertę pracy w pobliskiej klinice jako chirurg a w Chicago nie było takiej możliwości. Wiem, że to trochę dziwne ale bardzo chciałam zamieszkać gdzieś na peryferiach z daleka od wielkiego miasta.
[G] - Steve musi być kimś ważnym. Jak się poznaliście?
Gabrielle spojrzała na Jennifer, która nie odpowiedziała i przybrała zdezorientowaną minę.
- Wszystko w porządku, Jennifer?
[J] - Ja… Tak naprawdę… nie wiem. Nie pamiętam.
[G] - Nie pamiętasz pierwszego spotkania ze swoim mężem? Przecież taka data powinna ci utkwić w pamięci!
[L] - Gaby, to było niemiłe. Być może Jen po prostu nie pamięta tego dokładnie… Choć to trochę dziwne…
[R] - Ale chyba datę ślubu pamiętasz, nie?
[J] - Tak… To było bodajże w lipcu… albo sierpniu. Tak czy inaczej było ciepło. Chyba…
[R] - Nie wiem jak wy ale to jest dla mnie zbyt podejrzane. Co się stało, Jen?
[J] - Nie pamiętam zbyt wiele. Dziesięć lat temu miałam wypadek i wszystkie wydarzenia sprzed tego okresu widzę jakby przez mgłę. Na szczęście udało mi się z tym pogodzić.
[G] - Nie wiem jak wy ale dla mnie to zbyt dużo wrażeń jak na jeden dzień. Muszę wracać do domu i pomóc córkom w lekcjach.
[L] - Ty, w lekcjach?
[G] - Och, po prostu muszę już iść! Do zobaczenia!
Po kilku minutach pozostałe kobiety poszły do domu. Została tylko Jennifer i Bree.
- Jennifer, nie smuć się. Obiecuję, że pomogę ci w razie każdej potrzeby. Wiem, że musi ci być ciężko ale wszystkie razem z tym sobie poradzimy.
- Dzięki Bree… Ja też już idę do domu.
Tak, nawet zwykłe spotkanie może przerodzić się w coś niezwykłego. Może być to początek nowej historii, którą należy jeszcze uzupełnić odpowiednimi faktami, aby wszystko ułożyło się w logiczną całość. Kiedy ma się wielu sąsiadów, nie wszystko może pozostać w ukryciu… Przekonałam się o tym bardzo dobrze i było to jednym z powodów mojego samobójstwa. W moim przypadku pojawił się szantaż, jednak u Jennifer Shepard tak nie będzie. Udało jej się poznać naprawdę cudownych ludzi, którzy niegdyś byli dla mnie wszystkim.
Jennifer wróciła do swojego domu i sięgnęła po czerwoną skrzynkę z szafki. Wyjęła z niej opakowanie, w którym były tabletki. Sięgnęła po jedną i popiła wodą. Nagle usłyszała dzwonek do drzwi i szybko schowała fiolkę do skrzynki. Podeszła do drzwi i lekko je uchyliła.
- Renee? Co tutaj robisz?
- Wybacz, że cię nawiedzam ale skończył mi się cukier.
- Cukier? Przecież mogłaś pójść do Bree, mieszka bliżej.
- Och, tak naprawdę chciałam obejrzeć twoje mieszkanie. Miałam tego nie mówić ale Susan chciała wiedzieć czy coś się zmieniło.
- To nie jest dobry pomysł… Jestem bardzo zajęta.
- Och, bym zapomniała. Prosiła mnie jeszcze o walizkę z ubraniami, którą zostawiła w sypialni na szafie. Mogę po nią pójść?
- Zaczekaj… Pójdę po nią sama i zaraz ci dam.
Jennifer poszła na górę. Renee korzystając z okazji zakradła się do środka.
- Nic tu się nie zmieniło. Chyba rozczaruję Susan.
Kiedy weszła do kuchni, jej uwagę przykuła otwarta skrzynka. Podeszła bliżej i zajrzała do środka. Wyjęła z niej fiolkę z napisem Recordatiox.
- Hmm… Interesujące…
Nagle Renee usłyszała kroki Jennifer i szybko odłożyła rzecz na miejsce.
- Renee, co tutaj robisz?!
- Wybacz… Nie mogłam się powstrzymać. Już mnie tu nie ma!
Renee wyszła z domu a Jennifer sprawdziła czy rzeczy w skrzynce nie zostały naruszone. Następnie schowała ją do szafki.
Tymczasem do domu Bree wrócił Trip, jej narzeczony.
- Dzisiaj poznałam naszą nową sąsiadkę, nazywa się Jennifer Shepard. Trochę zaniepokoiła mnie jedna rzecz…
- Co się stało?
- Otóż nie pamiętała daty swojego ślubu. Miała wypadek i dostała amnezji.
- Na pewno kłamie i dobrze o tym wie.
- Trip! Jak możesz tak sądzić?
- Bree, jestem adwokatem i znam się na ludziach.
- Dobrze o tym wiem… Ale nie sądzę aby ona to sobie wszystko zmyśliła.
- Hmm… Pozostaje choroba psychiczna.
- Trip, jesteś okropny! Lepiej już przestań i szykuj się na kolację. Dzisiaj zrobiłam faszerowanego indyka i ciasto cytrynowe.
- Wybacz mi ale taka jest już moja natura.
Oboje usiedli przy stole i zaczęli jeść kolację.
Czasami nie zdajemy sobie sprawy z tego, że ludzie wokół nas mają różne zdanie na nasz temat. Jedni widzą w nas kogoś kim tak naprawdę nie jesteśmy. Natomiast są osoby, którzy przejrzały nas na wylot. Czy powinnyśmy się tym przejmować? W wielu przypadkach zdecydowanie… tak.
Mam tylko jedno pytanie:
"[R] - Renee Perry… a właściwie już Faulkner, niedawno się ożeniłam."
"Ożeniłam" czy "wyszłam za mąż"? A tego, co się orientuję, to małżeństwa h.o.m.o.s.e.k.s.u.a.l.n.e są/były (już nie wiem do końca, jak to jest xD) dozwolone tylko w Nowym Jorku ;D
EDIT: Jest tyle ciekawszych rzeczy do cenzurowania...