Zapraszam do czytania mojej nowej historii ;D Jeśli ktoś do tej pory nie widział jej zapowiedzi, to serdecznie zapraszam na
MOJEGO BLOGA.
No cóż, mam nadzieję, że historia Wam się spodoba. Ale dość gadania, czas wstawić prolog (nie zdziwcie się, jak nie będziecie wiedzieć, o co chodzi - jednak nie ma co się martwić, wszystko w odpowiednim czasie wytłumaczę

)
***
"Tylko życie poświęcone innym warte jest przeżycia" - Albert Einstein
Usłyszałam dźwięk swojego śmiechu. Nie powinnam się śmiać. Nie w takiej chwili.
Jeszcze raz spojrzałam na wyżłobione w marmurze litery. Może okazałoby się, że to tylko mi się przewidziało. Że tak naprawdę widniałoby tam nazwisko kogoś innego.
Ale nie. Uważnie a.n.a.l.i.z.o.w.a.łam każdą sylabę swojego imienia. Każdą literę. Każdą kreskę i ogonek. Wszystko się zgadzało.
Zakręciło mi się w głowie. To było zdecydowanie za dużo, normalna nastolatka żyjąca w dużym mieście nie mogła przyjąć tego dobrze.
Zerknęłam na napisy znajdujące się niżej. Data urodzin doskonale się zgadzała. Co do cyferki.
Zjechałam wzrokiem jeszcze niżej. Skupiłam się na małym krzyżyku i dacie zapisanej tuż przy nim. Wstrzymałam oddech.
Dwudziesty trzeci kwietnia dwa tysiące dwunastego roku.
To niemożliwe. Uszczypnęłam się w dłoń, to musiał być sen. Nie umarłam. Nie mogłam umrzeć.
I to tylko przez kilka sekund nierozwagi?

Bezradna, schowałam twarz w dłonie. I pomyśleć, że wydarzenie rozpoczynające całą lawinę nieszczęsnych przygód zdarzyło się stosunkowo niedawno…
***
Ciąg dalszy nastąpi... ;D
Komentarz
A szkoda, bo zapowiada się strasznie ciekawie, olac RPG rób tą historię. xDD
znalazłam to :twisted:
dołączam się do niecierpliwie czekających *-*
---
1
„Życie jest tylko stratą czasu” - Joseph Conrad
To było zwykłe, deszczowe popołudnie. Jak co dzień po zajęciach podeszłam do mojej szafki, by schować w niej niepotrzebne książki. Włożyłam do zamka zardzewiały klucz i nawet nie zdziwiłam się, gdy utknął. Wczoraj też to zrobił. I przedwczoraj.
Dzień jak każdy.
Oparłam nogę o szafkę stojącą pod moją i mocno pociągnęłam za kluczyk. Metalowe drzwiczki otworzyły się z hukiem i wszystkie rzeczy, które leżały dotychczas spokojnie w środku, nagle znalazły się na podłodze. Przeklęłam pod nosem.
Zanim zdążyłam pozbierać wszystkie książki z podłogi i wpakować je z powrotem na półkę, cały tłum uczniów zdążył wyewakuować się z budynku naszej szkoły.
Nagle usłyszałam jakieś wrzaski. Odwróciłam głowę w kierunku źródła dźwięku i zmrużyłam oczy. Teraz mogłam wyróżnić głosy rozmówców. Coś było nie tak. Szybkim krokiem udałam się w stronę ich źródła.
Po chwili moim oczom ukazał się dość brutalny widok. Wiązka szkolnych futbolistów otaczała chłopaka z klasy dla mojej równoległej. Miał ciemne włosy i czerwony pł.a.s.z.c.z., mocno zniszczony przez napastników. Podbiegłam tam.
- Ej, co robicie? Przestańcie! – wrzasnęłam, a dręczony popatrzył na mnie z nadzieją w oczach.
Jeden z futbolistów zerknął na mnie z pobłażaniem i parsknął głośnym śmiechem. No tak, widok tak drobnej dziewczyny jak ja nie mógł raczej wzbudzić strachu.
- To nie twoja sprawa. Zajmij się lepiej swoim noskiem, kotku – rzucił. Jego towarzysze wybuchli paskudnym śmiechem. Zacisnęłam pięści.
- Kotku… Nie jestem niczyim kotkiem – warknęłam i uderzyłam chłopaka prosto w nos. Futbolista zatoczył się i popatrzył na mnie z wyrzutem.
To był błąd.
***
Ocknęłam się cała w błocie. Spróbowałam się podnieść, ale każda próba poruszania jakiegokolwiek mięśnia kończyła się okropnym bólem. Powoli otworzyłam oczy. Ujrzałam nad sobą szumiące na wietrze klony, porastające okolice naszego gimnazjum. Zaczynało zmierzchać. Wykorzystałam resztki sił, by unieść lewą ręką i zerknąć na zegarek. Jęknęłam. Zbliżała się dwudziesta.
Powoli uniosłam głowę, starając się zignorować przeszywający mnie ból. Ujrzałam tego nieszczęsnego chłopaka, który pogiętą chusteczką ścierał błoto z twarzy.
- Nic ci nie jest? – wydusiłam i skrzywiłam się, słysząc zmieniony dźwięk swojego głosu.
- Oprócz tego, że mój nowy pł.a.s.z.c.z. nadaje się tylko do wyrzucenia, to… nie, nic mi nie jest. Oszczędzili mnie – zaśmiał się nerwowo. – Za to ty…
Zamknęłam oczy i pokiwałam delikatnie głową. Podniosłam się i oparłam na łokciach. Chłopak podał mi rękę i pomógł wstać. Po chwili wcisnął mi w dłoń czystą chusteczkę. Wzięłam ją i wytarłam twarz.
- Dziękuję – szepnął chłopak. W odpowiedzi uśmiechnęłam się słabo.
- Jestem Beatrycze – przedstawiłam się. – W sumie to mojego imienia nikt nie używa, nawet najbliższa rodzina – mów do mnie po prostu Triks.
- Adam – chłopak wystawił w moją stronę delikatną dłoń. Uścisnęłam ją.
- O co wreszcie poszło? – zapytałam po chwili ciszy.
- O nic, o nic – Adam westchnął. – Ymm, chyba muszę już iść. Kilka godzin przeleżałem w błocie i przyda mi się kąpiel.
Pokiwałam głowę.
- Tak, ja też powinnam już pójść.
***
Powoli otworzyłam drzwi mieszkania, starając się nie narobić hałasu. Zajrzałam przez szparę, czy na pewno nikt nie przechodzi w tym momencie przez przedpokój, ale droga okazała się czysta. Na palcach przemknęłam w stronę schodów i szybko wdrapałam się na półpiętro.
- O której to się porze wraca do domu?
Jęknęłam i odwróciłam się. Zauważyłam, że brat zmarszczył czoło. Nie zapowiadało się to dobrze.
- Ja… eee.. ehm… - bąknęłam, ale żaden sensowny argument nie chciał mi przyjść do głowy. – Byłam… hm… u Aśki, pożyczyłam jej zeszyty…
Sebastian uniósł brwi.
- Yyy… ja… Aśka… ona… jej nie było, bo wyjechała na… hm… konkurs? – próbowałam się wytłumaczyć, ale po chwili doszło do mnie, że tylko się pogrążam. Westchnęłam.
- Albo mi powiesz, co się naprawdę stało, albo powiem tacie – zagroził mi palcem Sebastian.
- Ja… musiałam zostać po lekcjach i posprzątać salę od chemii, bo… bo zaczęłam wygłupiać się na lekcji i coś wybuchło – skłamałam, ale wydawało mi się, że tym razem bardziej wiarygodnie.
Na szczęście brat się nabrał. Zresztą, jak zwykle.
- W porządku – rzucił, a rysy mu złagodniały. – Ciesz się, że tato jeszcze nie wrócił, bo miałabyś przechlapane.
Pokiwałam ze zrozumieniem głową i odwróciłam się, by pobiec do pokoju.
- Beatrycze – zaczął Sebastian. Należało się bać, kiedy zwracał się do mnie pełnym imieniem. Zerknęłam na niego. – To prawda, tak? Zostałaś w szkole po lekcjach?
- Tak – odparłam bez zastanowienia. Odetchnął z ulgą i pozwolił mi wrócić do pokoju.
---
Póki co akcja się rozkręca, więc przez kilka kolejnych rozdziałów nic nie będzie się działo. Mam nadzieję, że przetrwacie kilka nudnych i smętnych wpisów, bo potem... zacznie się AKCJA ;D
Czekam na dalszą część
Trudno sobie nawet wyobrazić, ile im czasu poświęciłam :P
I bardzo cieszę się, że Wam się podoba. Jeśli kogoś to interesuje, to kolejny rozdział pojawi się za około tydzień. Tekst mam już opracowany, ale muszę jeszcze pomęczyć się ze zdjęciami
nie wytrzymam tyle :shock: xD
fajnie się zaczyna :twisted: