W tym temacie dajemy opowieści jak przeżyliśmy takie jak trzęsienia ziemi a my na dworze itp.
No no ja zacznę
22.07.2011r.
Trąba powietrzna pewnego razu nas zaskoczyła.Chmury nigdy tak szybko nie płynęły już prawie w domu i mnie uniosło w powietrze.Ale w tej chwili wszedłem do domu.
Nigdy tego nie zapomnę...
0
Komentarz
Leciał prosto na nas, nie wiadomo było, czy jechać, czy hamować. Straszne było uczucie,kiedy spadał, ale zdołaliśmy wyhamować :-)
Pamiętam jeszcze lądowanie samolotem z powrotem do Łodzi. Była wówczas burzliwa i pochmurna pogoda. Kilka metrów nad pasem zauważyłem, że od skrzydła odsunęła się jakaś części i powróciła na miejsce. Wtedy przypomniały mi się wszystkie odcinki Katastrof w Przestworzach jakie w życiu obejrzałem - to był przerażający widok, z.w.ł.a.s.z.c.z.a, że była to jedna z pierwszych podróży samolotem. Na szczęście okazało się, że skrzydło ma taką funkcję aby sprowadzić maszynę bezpiecznie na ziemię. Wbrew pozorom latanie jest najbezpieczniejszym środkiem transportu (jednak wypadki są bardziej nagłaśniane i przez to wiele osób zaczyna się bać).
Nie zapomnę jak mając niespełna siedem lat zgubiłem się w lesie podczas wizyty u cioci. Odłączyłem się na chwilę od grupy i nie mogłem znaleźć drogi powrotnej. Ten las nie jest duży i dzisiaj bez problemu znalazłbym właściwą drogę - jednak wtedy wszystko wydawało się o wiele większe.
Ostatnio coraz częściej potykam się na schodach w domu, po mimo tego, że nie są strome ani wąskie. Na szczęście w takich momentach potrafiłem się odpowiednio ustawić aby nie spaść na sam dół. Te schody wykazują złą energię (albo to ze mną jest coś nie tak).
Gdyby nie on pewnie rozbiłabym głowę... Aż strach pomyśleć...
No i niestety znając mojego kolegę chwilę potem oberwałam ogromną kulką śniegu w plecy. Bolało ....
Nie zapomne kolejnej wichury, podczas której przewracały się drzewa. Mój brat kupił kilka dni przed tym samochód i zostawił go na podwórku. Wieczorem się zaczęło. Krzesełka latały jak szalone wysoko nad ziemią tak samo jak parasol ogrodowy. Drzewa nieopodal naszego domu zaczęły się łamać i przewracać. Złamało się także drzewo pod którym stał nowiutki samochód. Na szczęście drzewo jak i gałęzie nie uszkodziły samochodu - a co dziwniejsze - w ogóle nie porysowały. Był tylko jeden problem - po huraganie nie mogliśmy wyjść z domu, bo drzewo padło na drzwi, ale w końcu jakoś się udało xd
Nie ****ę jednak że chciałąbym to przeżyć na własnej skórze :shock:
________________________________________
Byłam z kuzynem i jego rodzicami i moimi rodzicami w Międzyzdrojach na wakacjach. Mój kuzyn (4 lata) chciał zjeżdżać na takiej dużej pompowanej zjeżdżalni. Weszliśmy wszystko extra ale... było strasznie stromo. On sie zaczął bać i musiałam z nim zjechać. Później nabrał odwagi i osobno zjeżdżaliśmy. No i przyszła taka ekipa gdzieś mili po 18 lat i byli pod takim wpywem alkohole, że łoo. No i 1 chłopak zaczął robić salta. I ja akurat zjeżdżałam i wjechałam mu pod nogi i gdybym się nie skupiła w "żółwika" by wskoczył nogami na moją twarz. Na serio! Bo później gościu co pilnował kazał mi się wyprostować, żeby sprawdzić co by się stało. Na szczęście skoczył mi tylko na włosy. uff...
A tak w ogóle to najstraszniejsze wydarzenia w moim życiu, to jak zgubiłam się w hipermarkecie (on naprawdę jest hiper) kiedy miałam 4 lata. Rok, czy dwa później przytrzasnęłam sobie palce drzwiami od samochodu i gdybym mocniej domknęła drzwi, to musiałabym żyć bez palców u prawej ręki (miałam kruche palce, jak byłam mała). I jeszcze jak miałam 4 lata, to złamałam rękę, jak bawiliśmy się z tatą. Było to takie przerażające, bo wygięła się pod takim dziwnym kątem :shock: Szkoda tylko, że te sytuacje nie równają się z waszymi... Dałabym naprawdę wiele, by zobaczyć tak silny wiatr, a nawet trąbę powietrzną! Albo nie móc wyjść z domu z powodu drzewa! W pewnym sensie Wam zazdroszczę.
Byłam tam na koloni to rodzice nie mogli mi pomóc. Na szczęście moja przyjaciółka mnie zauważyła i wezwała ratownika.
--
W tym samym roku jechałam z mamą rowerami do sklepu. Było ciemno. Pierwszy raz jechałam tą drogą. Moja mama kazała skręcić za zielonym płotem. Tam były dwa zielone płoty, jeden po lewej stronie, drugi po prawej. I zamiast skręcić w prawo skręciłam w lewo. Nie obejrzałam się za siebie, a jechał samochód. Na szczęście samochód wyhamował (metr przede mną).
--
Jak byłam mała (chyba miałam 4-5lat) siedziałam pod namiotem ekspresowym. Zaczął wiać mocny wiatr. Złapałam się takiej rurki, zaczęło mną "powiewać". A później ta rurka się oberwała i mnie rzuciło w krzaki.