Minęło już parę dni odkąd Rebeca i George stali się przyjaciółmi.
Parę pięknych dni...
Rebeca z dumą rozglądała się po nowiusieńkim mieszkaniu. Cieszyła się, że nareszcie je ma, że wreszcie jest z dala od nich... Podeszła do ogromnego okna i zapatrzyła się na słońce odbijające się w morzu. Tego jej brakowało... Spokoju ...
Nagle do salonu wszedł George.
-No, no!!! Nieźle się tu urządziłaś.
Rebeca uśmiechnęła się, prawie zapomniała, że George tutaj jest. Odeszła od przepięknego widoku i usiadła na jednym z krzeseł. Palcem wskazała na drugie, na przeciwko niej... George posłusznie usiadł. Uśmiechnął się szeroko i popatrzył na Reb.
" Matko, ma taki sam uśmiech jak oni " pomyślała. Jak najszybciej mogła odwróciła wzrok.
- To za silne- szepnęła.
- Co za silne ???- twarz Georga spochmurniała- A niech to, dosypałem za mało cukru do kawy ??? Daj, zrobię Ci nową !
Rebeca wybuchnęła śmiechem, jednak po chwili spoważniała.
- Nie o to mi chodziło...
- A o co ???- George popatrzył jej w oczy
- Wydaje mi się, że jesteś inny niż oni, rozumiesz ???
George chwycił ją za rękę.
- I... i wydaje mi się, że Ty naprawdę mnie kochasz... - szepnęła.
- Mam wrażenie, że takiej miłości to Ty nie znasz, ale tak, kocham Cię. - Gorge patrzył w duże okno.
- To mnie jej naucz. - Odpowiedziała zachęcająco Reb.
- Czas, to jest pierwszy wykładnik...
- Czas? - Zapytała zdziwiona.
- Zobaczysz, skoro chcesz.
Gorge podszedł do niej i przyciągnął Reb do siebie. O nie, tylko mnie nie całuj, w głowie jej wirowało.
-Nie bój się, nie mam najmniejszego zamiaru na całowanie Ciebie, nie to, że bym nie chciał, lecz nie tędy droga. - Gorge musnął dłonią jej policzek i wypuścił ją z objęć.
Rebeca...
Patrzyli sobie w oczy. Po dłuższej chwili Reb rzuciła mu się na szyję, mocno go przytuliła i puściła. Widać było radość w jej oczach. George rzekł:
- Ja już pójdę. Jutro się spotkamy.
- Dobrze.
George zbliżył się do Reb i nieśmiało pocałował ją w policzek. Rebeca uśmiechnęła się i powiedziała:
- To na razie!
- Cześć.
Następnego dnia Rebeca czuła się wspaniale. Podeszła do okna i oglądała piękny wschód słońca. To był przepiękny widok, gdy natura budzi się ze snu i promienieje wraz z wschodzącym słońcem. Jej rozmyślanie nad pięknem nowego dnia przerwał dzwonek do drzwi. Rebeca myśląc, że to George szybko się ubrała i poszła otworzyć drzwi. W drzwiach ujrzała Adama z bukietem wiosennych kwiatów.
Bez zastanowienia zamknęła drzwi, lecz Adam stawiał opór. W końcu powiedziała:
- Dlaczego wciąż mnie nachodzisz?!
- Bo Cię kocham. To dla Ciebie.
-Jesteś żałosny! Odejdź z mojego życia! Nie chcę Cię już więcej widzieć!
Zamknęła drzwi. Poczuła ulgę i zaczęła płakać.
Po 15 minutach płaczu pod swoimi drzwiami usłyszała pukanie do drzwi.
- Idź sobie! Nie chcę Cię znać!!! - powiedziała z łzami w oczach.
George słysząc jej rozpacz zapytał:
- Rebeca, co się stało? Dlaczego płaczesz?
- George?
- Tak, co się stało? Wpuścisz mnie?
- Tak- powiedziała otwierając drzwi- przepraszam, myślałam, że to Adam. Naszedł mnie z kwiatami, ale go spławiłam.
- Nie martw się, będzie dobrze.
Rebeca..
Popatrzyła mu w oczy. Naprawdę nie wiedziała co się z nią dzieje. Oplotła ręce wokół jego szyi i pocałowała go... Nawet nie wiedziała kiedy to się stało... Po prostu tak jakoś nagle...
George uśmiechnął się oddał pocałunek i przytulił mocno do siebie Rebecę.
- Tak, zobaczysz będzie dobrze - szepnął.
Rebeca w jego ramionach po raz pierwszy od spotkania Adama poczuła się bezpieczna.
- Wprowadź się do mnie. - Gorge miał bardzo poważną minę. - Wiem, że masz nowe mieszkanie, lecz u mnie nie będziesz nachodzona. Oni nigdy mnie nie odwiedzają, nie lubią mnie, a nawet powiedziałbym, że się mnie boją.
- Boją??
- Kiedyś Ci to wyjaśnię, zastanów się, proszę.
Reb wbiegła do pokoju. Zdziwiony Gorge poszedł za nią. Wszedł za nią do sypialni i zobaczył jak biegała od komody do walizki.
- Spokojnie, nikt Cię nie goni...
Jechali taksówką przez miasto. Rebeca popatrzyła przez okno, ludzie jak gdyby nic śmiali się i rozmawiali.
- Jesteś pewien, że tam mnie nie znajdą ???- popatrzyła mu w oczy.
- Tak, jestem pewien - odwrócił wzrok. Oparł się o siedzenie i przymknął oczy.
- Czy coś się stało ???
George wypuścił nerwowo powietrze... Chwycił Reb z rękę i nie *******ł.
- Nie wiem jak Ci to powiedzieć...
- Co ???- Rebeca posmutniała- Nie wiem o co Ci chodzi...
- Widzisz ja jestem tu na urlopie. Tam gdzie jedziemy do domek, który dostałem w spadku po mojej babci.
-No i co z tego ?- Reb się uśmiechnęła - Nie jestem wymagająca, na prawdę.
George jednak nadal się czymś martwił...
- Ty nic nie rozumiesz... Ja jestem tu na urlopie, rozumiesz ???
- Tak wiem, ale...- dziewczyna puściła rękę Georga- powiesz mi wreszcie co jest granie ???
George przetarł twarz, na jego czole pojawiły się krople potu...
- Rebeca...- zaczął powoli. Mówił prawie szeptem.
Taksówkarz stanął na czerwonym świetle.
- Mam żonę....
- Jak mogłeś?!- powiedziała i wyszła z taksówki.
Była bardzo wściekła, nie wiedziała co ma teraz zrobić. Miała wrażenie, że życie robiło jej ciągle nieprzyjemne niespodzianki. Wpadła w depresję.
Pobiegła parę metrów, jednak szok był tak wielki że rzuciła się na klęczki.
Rozpłakała się. Myślała, że nareszcie znalazła kogoś, z kim będzie mogła spędzić resztę dni. A jednak. Teraz krzywda którą wyrządziła chłopakom się zwróciła.
George również wybiegł z taksówki i uklękł obok niej. Otarł jej policzki kciukami i pocałował czule.
- Nie przejmuj się. Teraz tylko ja i ty... po urlopie wszystko się wyjaśni, obiecuję.
- Posłuchaj, ja nie mogę żyć z myślą, że odbieram męża jakieś kobiecie ! - teraz Rebeca płakała niemal spazmatycznie. - Zruinuję jej życie i pewnie jeszcze twoim dzieciom !
- Nie mam dzieci.
- George, dlaczego mi wcześniej nie powiedziałeś ? Wszytko byłoby łatwiejsze ! Powstrzymałabym się wtedy w domu i nie zakochałabym się w tobie.
- Teraz to ty mnie wysłuchaj ...
-Nie martw się niczym- powiedział George.
-Taaa, napewno! Proszę zostaw mnie!-krzyknęła między szlochami Rebeca.
Zaczęli się zbiegać przechodnie. Robiło się coraz bardziej nerwowo. Rebeca miałą jednak wszystko gdzieś. Płakała nadal.
George zaczął coraz rozpaczliwiej błagać Rebece o powrócenie do samochodu. Wten nadbiegł John z Adamem.
-Co ty jej zrobiłeś?!-wrzasneli obydwaj.
-Nie przy ludziach-syknął George.
I wtedy zaczęła się kłótnia o Rebece, jakby ona była zabawką!
Przechodnie widząc kłótnie jeszcze bardziej byli ciekawi,ale że w końcu raczej się na bójkę nie zanosiło, a oni nie mieli całego dnia dla siebie, odeszli. Rebece zaświtał plan ucieczki od tych chłopaków. Udając że nadal płacze, powoli odchodziła od nich, a potem....uciekła. Pobiegła z jakieś 1,5kilometra jak gepard. W końcu zdyszana usiadła na ławeczce w parku.
I wtedy dała upust emocjom...
Wróciła do domu. Do wieczora rozmyślała nad wszytskimi wydarzeniami, zaczynając od poznania Adama. Później poszła na plażę. Tam, gdzie zawsze chodziła. nIkogo tam nie było. Usiadła na jeszcze ciepłym pisaku i przypartywała się zanużającej się w wodzie pomarańczowej kuli. Usłyszała kroki za sobą i odwróciła się. Ujrzała... Georga. Wstała, by uciekać, jednak on dopadł ją i objął. Zaczął mówić:
- Daj mi się wytłumaczyć, dobrze ???
- I co ??? Co mi z tego przyjdzie... Jeszcze dowiem się, że nie tylko masz żonę, ale inną kochankę !!! Jak mogłeś ?
Odeszła od niego chwiejnym krokiem. Łzy znowu zaczęły napływać jej do oczu...
George przybliżył się i objął ją ramieniem.
- Ja wiem, że to dla Ciebie trudne... Dla mnie niestety także ... Ale...
- Dla Ciebie ?- przerwała mu - Nie, dla Ciebie z pewnością to nie jest trudne... Nie wiesz co to znaczy zdrada, kłamstwo i oszustwo...Nie wiesz...
George puścił ją. Smutno popatrzył na piasek, który po chwili zalała woda pod wpływem nadchodzącej fali.
- Moja żona okłamuje mnie od czterech lat ! Rozumiesz ??? Czterech lat...
Z jękiem opadł na gorący piach i schował twarz w dłoniach. Rebeca podbiegła do niego i przykucnęła.
- Powiesz mi o co chodzi ??? Ja... Ja nie miałam pojęcia...
- A skąd miałaś je mieć ? Wtedy gdy uciekłaś z taksówki nie zdążyłem Ci nic wyjaśnić. Nie dałaś mi szansy...
Reb przysunęła się bliżej Georga. Chwyciła jego dłoń.
- Co się tak dokładnie stało ? - poczuła, że już nie ma powodu złościć się na niego.
- Od pełnych czterech lat moja żona rano żegnała mnie, gdy jechałem do pracy, a potem kładła się z nim do łóżka... Do łóżka w naszej sypialni !!!
Przetarł oczy, które pomału napełniały się łzami.
- Ja ją tak kochałem, a ona... Nie mogę o tym myśleć...
- Może to nie prawda, może ona wcale nie... No wiesz...
- Mam dowody, pełno...
- Jakie dowody ??? - Rebeca podniosła się z ziemi - Skąd ???
George także wstał .
- Znalazłem jego koszulę pod łóżkiem. Była umazana jej szminką...
- Przepraszam ... przepraszam za moje zachowanie - szepnęła Rebeca.- Nie powinnam się tak zachowywać.
- Nie gniewam się.
- To wychodzi na to, że to ty jesteś poszkodowany. Jaka ja byłam głupia.
- Rebeco, czy chcesz być ze mną ? Obiecuję, że rozwiodę się z tą żm.iją.(xd)
- Nie boisz się, że postąpię tak samo jak ona ? W końcu najpierw był Adam, potem niespodziewanie George... Nie zasłu...
W tym momencie chłopak ją pocałował.
- Wierzę, iż jesteś inna. Widzę, iż masz wyrzuty sumienia przez co powstrzymujesz się przy mnie. Nie martw się o mnie, jestem silny.
- W takim razie dobrze - krzyknęła uradowana Rebeca i ponownie rzuciła się mu na szyję.
Rebeca obudziła się na kanapie w domu Georga. Obok niej na stoliku stał kubek z prującą i aromatyczną kawą. Przeciągnęła się i usiadła. Rozejrzała się uważnie. W sypialni było ciemno,podeszła do okna i rozsunęła ciężkie zasłony. Drzwi niespodziewanie otwarły się ukazując rozpromienionego Georga.
- Dzień dobry- podszedł do niej i pocałował ją w policzek. Rebeca uśmiechnęła się. Przytuliła się mocno i westchnęła.
- Jak dobrze, że wszystko się wyjaśniło- szepnęła - Jak dobrze...
George popatrzył jej w oczy, musnął palcem delikatnie policzek dziewczyny.
- Jak się czujesz ??? Wczorajszy dzień raczej nie należał do najlepszych...
- Raczej dobrze, ale nie najlepiej... Niedobrze mi...
Wymknęła się z uścisku Georga i pobiegła do łazienki. Pobiegł za nią.
- Co jest...? Czy to może być...- chwycił się za głowię.
Rebecę sparaliżowało...
- Nie!!! Na pewno nie...- pisnęła.
-Nie martw się... - podszedł do niej i przykucnął. Ręką przejechał po jej włosach.
Rebeca zamknęła oczy. Delikatny dreszcz przebiegł po jej ciele. Podniosła się i oparła o brzeg umywalki, w lustrze wiszącym obok ujrzała, iż się uśmiecha.
- Co my teraz zrobimy ???- zaśmiała się cicho - mamy przechlapane...
Głośny śmiech Georga rozległ się w całym domu. Podszedł i objął Reb w pasie.
Jego nieziemskie oczy przymknęły się na chwilkę.
- Wiesz co sobie teraz wyobrażam ???- prawie szeptał.
- Nieee...- głos Rebeki przypominał lekkie mruknięcie - Co....???
- Ciebie pod prysznicem !
Rebeca odepchnęła go lekko...
- Świnia !!!- ściągnęła szlafrok, który opadł bezszelestnie na ziemię- Ale wiesz co??? Podoba mi się to....
Myślę, iż dalej już nie muszę opisywać ... xD Treść poprzedniczki jest jednoznaczna.
Był ranek.Mimo, że Rebecca miała zamknięte oczy, przez powieki przedostawały się jej pierwsze promienie słońca. Dziewczyna nie miała najmniejszej ochoty otwierać oczu. Ostatnia noc wydawała się jej wspaniała. Bała się, że to sen i gdy tylko uchyli powieki George i jego dom znikną. Po dziesięciu minutach powracania do wczorajszych zdarzeń, wreszcie odważyła się otworzyć oczy. Poczuła się wspaniale, gdy ujrzała koło siebie chłopaka. Wyglądał jakby spał. Uśmiechał się łagodnie, jak małe dziecko, któremu rodzice kupili lizaka. Dziewczyna wciągnęła głośno powietrze. Podczas tej czynności George drgnął, przetarł sobie twarz rękoma i spojrzał na Reb z niedowierzeniem:
- Czy coś się stało ? - dziewczyna zrobiła smutną minę
- Nie, nie, tylko...
- Jeśli coś ci się nie podobało to powiedz ! - Rebecca zaczynała panikować.
- Nie o to mi chodzi, ale ... dziwnie się czuję.
- Coś cię boli ?
- Nie o to chodzi.
- George powiedz co się stało !
- Miałem piękny sen.
- Widziałam, uśmiechałeś się.
- Obudziłem się, a on okazał się rzeczywistością.
- Co ?
- Rebi, zrozumiałem, że jesteś pierwszą kobietą, na której mi kiedykolwiek tak mocno zależało.
- Ja to wiem od dawna. - Oboje uśmiechnęli się. Mężczyzna złożył na ustach kobiety pocałunek. ( buhaha- to jest moja wena twórcza)
Dni mijały sielankowo. Rebeca potwierdziła u lekarza swój stan. Nasz para była szczęśliwa, chodź troszkę wystraszona. Urządzali dom pod kątem nadejścia nowego członka rodziny. Brzuszek Rebeci zdradzał już jej stan. Pewnego dnia, podczas codziennych porządków, Rebeca usłyszała dzwonek do drzwi.
- Otworzę. - Krzyknęła do Gorga, który składał dziecięce łóżeczko.
W drzwiach zobaczyła piękną kobietę. Była wysoka, o idealnej sylwetce, jej długie włosy, lekko skręcone opadały na ramiona i plecy.
- YYY, chyba pomyliłam adresy - jej głos, był równie piękny, co ona cała - S.z.u.k.a.m męża, jestem Lidia.
Rebeca stała zszokowana. Czy to oznaczało koniec jej szczęścia? Gorge wyszedł z pokoju, śrubokręt wypadł mu z dłoni.
- Gorge, wybacz mi, nie mogę już tak dłużej, wróć do mnie. - Lidia padła na kolana, wyglądała jak anioł.
- Słucham ???- krzyknął. Jego wyraz twarzy zmienił się nie do poznania.
Rebeca oparła się o ścianę, z jej ust wydobył się cichy jęk. Popatrzyła na Lidię, której oczy zdążyły wypełnić się już łzami.
- Wróć... proszę- szepnęła jeszcze raz.
George podszedł do Reb. Przytulił ją mocno i odsunął od siebie.
- Czy...Czy mogłabyś na moment nas zostawić ???- znowu popatrzył gniewnie na żonę.
Odczekał moment, aż Rebeca zniknęła za drzwiami do sypialni, a potem warknął :
- Co Ty tutaj robisz ???
- Kochanie...- kobieta wstała i podeszła do Georga. Zanurzyła rękę w jego włosach - tak mi Ciebie brakowało...
- Brakowało ?! - gwałtownie odsunął się. Lidia spuściła wzrok.
- Tak, brakowało...- szepnęła - Dlaczego właściwie wyjechałeś ???
George zaśmiał się. W jego śmiechu słychać było ból...
- Dlaczego ??? Ty mi się pytasz dlaczego ??? - krzyknął - a Ty dlaczego przez cztery lata kładłaś mu się do łóżka okłamując mnie dzień w dzień???
- Ja... skąd o tym wiesz ??? - prawie pisnęła.
George uśmiechnął się.
- Trzeba było lepiej uważać moja droga...
Kobieta skamieniała. Nagle jej twarz stała się biała jak śnieg, a oczy wypełniły gigantyczne łzy, które zaczęły staczać się strumieniami z zaskakującą prędkością.
George został nie ugięty. Wpatrywał się uporczywie w ten sam punkt.
- Skarbie muszę Ci coś powiedzieć - chlipnęła Lidiana. - Masz rację... spałam z tym facetem. Ale tylko dlatego, że groził mi śmiercią. - rozpłakała się na dobre. Chłopak drgnął nerwowo.
- Co powiedziałaś ?
- Że nie robiłam tego z własnej woli, a ty pomyślałeś, że cię zdradzam. Wróc do mnie ! To w ogóle jest twój dom ?
- Wspódziele go.
- Rozumiem, widzę nawet, że znalazłeś sobie sprzątaczkę. Wiesz, że mamy dużo pieniędzy, stać cię na chudszą.
- Nie chcę twoich pieniędzy rzekł chłopak bez przekonania. Jakby się nad czymś wachał. - Ona jest...
Rebbeca nie wytrzymała. Musiała go wspomóc w rozmowie. Ta dziunia nie wydawała się mieć dobrych zamiarów względem jej. Otworzyła drzwi i nie uwierzyła... Przetarła oczy z nie dowierzenia. Zastała parę całującą się na kanapie. Jęknęła głośno i wybiegła z domu, z łzami w oczach.
Komentarz
Parę pięknych dni...
Rebeca z dumą rozglądała się po nowiusieńkim mieszkaniu. Cieszyła się, że nareszcie je ma, że wreszcie jest z dala od nich... Podeszła do ogromnego okna i zapatrzyła się na słońce odbijające się w morzu. Tego jej brakowało... Spokoju ...
Nagle do salonu wszedł George.
-No, no!!! Nieźle się tu urządziłaś.
Rebeca uśmiechnęła się, prawie zapomniała, że George tutaj jest. Odeszła od przepięknego widoku i usiadła na jednym z krzeseł. Palcem wskazała na drugie, na przeciwko niej... George posłusznie usiadł. Uśmiechnął się szeroko i popatrzył na Reb.
" Matko, ma taki sam uśmiech jak oni " pomyślała. Jak najszybciej mogła odwróciła wzrok.
- To za silne- szepnęła.
- Co za silne ???- twarz Georga spochmurniała- A niech to, dosypałem za mało cukru do kawy ??? Daj, zrobię Ci nową !
Rebeca wybuchnęła śmiechem, jednak po chwili spoważniała.
- Nie o to mi chodziło...
- A o co ???- George popatrzył jej w oczy
- Wydaje mi się, że jesteś inny niż oni, rozumiesz ???
George chwycił ją za rękę.
- I... i wydaje mi się, że Ty naprawdę mnie kochasz... - szepnęła.
- To mnie jej naucz. - Odpowiedziała zachęcająco Reb.
- Czas, to jest pierwszy wykładnik...
- Czas? - Zapytała zdziwiona.
- Zobaczysz, skoro chcesz.
Gorge podszedł do niej i przyciągnął Reb do siebie.
O nie, tylko mnie nie całuj, w głowie jej wirowało.
-Nie bój się, nie mam najmniejszego zamiaru na całowanie Ciebie, nie to, że bym nie chciał, lecz nie tędy droga. - Gorge musnął dłonią jej policzek i wypuścił ją z objęć.
Rebeca...
- Ja już pójdę. Jutro się spotkamy.
- Dobrze.
George zbliżył się do Reb i nieśmiało pocałował ją w policzek. Rebeca uśmiechnęła się i powiedziała:
- To na razie!
- Cześć.
Następnego dnia Rebeca czuła się wspaniale. Podeszła do okna i oglądała piękny wschód słońca. To był przepiękny widok, gdy natura budzi się ze snu i promienieje wraz z wschodzącym słońcem. Jej rozmyślanie nad pięknem nowego dnia przerwał dzwonek do drzwi. Rebeca myśląc, że to George szybko się ubrała i poszła otworzyć drzwi. W drzwiach ujrzała Adama z bukietem wiosennych kwiatów.
Bez zastanowienia zamknęła drzwi, lecz Adam stawiał opór. W końcu powiedziała:
- Dlaczego wciąż mnie nachodzisz?!
- Bo Cię kocham. To dla Ciebie.
-Jesteś żałosny! Odejdź z mojego życia! Nie chcę Cię już więcej widzieć!
Zamknęła drzwi. Poczuła ulgę i zaczęła płakać.
Po 15 minutach płaczu pod swoimi drzwiami usłyszała pukanie do drzwi.
- Idź sobie! Nie chcę Cię znać!!! - powiedziała z łzami w oczach.
George słysząc jej rozpacz zapytał:
- Rebeca, co się stało? Dlaczego płaczesz?
- George?
- Tak, co się stało? Wpuścisz mnie?
- Tak- powiedziała otwierając drzwi- przepraszam, myślałam, że to Adam. Naszedł mnie z kwiatami, ale go spławiłam.
- Nie martw się, będzie dobrze.
Rebeca..
George uśmiechnął się oddał pocałunek i przytulił mocno do siebie Rebecę.
- Tak, zobaczysz będzie dobrze - szepnął.
Rebeca w jego ramionach po raz pierwszy od spotkania Adama poczuła się bezpieczna.
- Boją??
- Kiedyś Ci to wyjaśnię, zastanów się, proszę.
Reb wbiegła do pokoju. Zdziwiony Gorge poszedł za nią. Wszedł za nią do sypialni i zobaczył jak biegała od komody do walizki.
- Spokojnie, nikt Cię nie goni...
- Jesteś pewien, że tam mnie nie znajdą ???- popatrzyła mu w oczy.
- Tak, jestem pewien - odwrócił wzrok. Oparł się o siedzenie i przymknął oczy.
- Czy coś się stało ???
George wypuścił nerwowo powietrze... Chwycił Reb z rękę i nie *******ł.
- Nie wiem jak Ci to powiedzieć...
- Co ???- Rebeca posmutniała- Nie wiem o co Ci chodzi...
- Widzisz ja jestem tu na urlopie. Tam gdzie jedziemy do domek, który dostałem w spadku po mojej babci.
-No i co z tego ?- Reb się uśmiechnęła - Nie jestem wymagająca, na prawdę.
George jednak nadal się czymś martwił...
- Ty nic nie rozumiesz... Ja jestem tu na urlopie, rozumiesz ???
- Tak wiem, ale...- dziewczyna puściła rękę Georga- powiesz mi wreszcie co jest granie ???
George przetarł twarz, na jego czole pojawiły się krople potu...
- Rebeca...- zaczął powoli. Mówił prawie szeptem.
Taksówkarz stanął na czerwonym świetle.
- Mam żonę....
Była bardzo wściekła, nie wiedziała co ma teraz zrobić. Miała wrażenie, że życie robiło jej ciągle nieprzyjemne niespodzianki. Wpadła w depresję.
Rozpłakała się. Myślała, że nareszcie znalazła kogoś, z kim będzie mogła spędzić resztę dni. A jednak. Teraz krzywda którą wyrządziła chłopakom się zwróciła.
George również wybiegł z taksówki i uklękł obok niej. Otarł jej policzki kciukami i pocałował czule.
- Nie przejmuj się. Teraz tylko ja i ty... po urlopie wszystko się wyjaśni, obiecuję.
- Posłuchaj, ja nie mogę żyć z myślą, że odbieram męża jakieś kobiecie ! - teraz Rebeca płakała niemal spazmatycznie. - Zruinuję jej życie i pewnie jeszcze twoim dzieciom !
- Nie mam dzieci.
- George, dlaczego mi wcześniej nie powiedziałeś ? Wszytko byłoby łatwiejsze ! Powstrzymałabym się wtedy w domu i nie zakochałabym się w tobie.
- Teraz to ty mnie wysłuchaj ...
-Taaa, napewno! Proszę zostaw mnie!-krzyknęła między szlochami Rebeca.
Zaczęli się zbiegać przechodnie. Robiło się coraz bardziej nerwowo. Rebeca miałą jednak wszystko gdzieś. Płakała nadal.
George zaczął coraz rozpaczliwiej błagać Rebece o powrócenie do samochodu. Wten nadbiegł John z Adamem.
-Co ty jej zrobiłeś?!-wrzasneli obydwaj.
-Nie przy ludziach-syknął George.
I wtedy zaczęła się kłótnia o Rebece, jakby ona była zabawką!
Przechodnie widząc kłótnie jeszcze bardziej byli ciekawi,ale że w końcu raczej się na bójkę nie zanosiło, a oni nie mieli całego dnia dla siebie, odeszli. Rebece zaświtał plan ucieczki od tych chłopaków. Udając że nadal płacze, powoli odchodziła od nich, a potem....uciekła. Pobiegła z jakieś 1,5kilometra jak gepard. W końcu zdyszana usiadła na ławeczce w parku.
I wtedy dała upust emocjom...
- I co ??? Co mi z tego przyjdzie... Jeszcze dowiem się, że nie tylko masz żonę, ale inną kochankę !!! Jak mogłeś ?
Odeszła od niego chwiejnym krokiem. Łzy znowu zaczęły napływać jej do oczu...
George przybliżył się i objął ją ramieniem.
- Ja wiem, że to dla Ciebie trudne... Dla mnie niestety także ... Ale...
- Dla Ciebie ?- przerwała mu - Nie, dla Ciebie z pewnością to nie jest trudne... Nie wiesz co to znaczy zdrada, kłamstwo i oszustwo...Nie wiesz...
George puścił ją. Smutno popatrzył na piasek, który po chwili zalała woda pod wpływem nadchodzącej fali.
- Moja żona okłamuje mnie od czterech lat ! Rozumiesz ??? Czterech lat...
Z jękiem opadł na gorący piach i schował twarz w dłoniach. Rebeca podbiegła do niego i przykucnęła.
- Powiesz mi o co chodzi ??? Ja... Ja nie miałam pojęcia...
- A skąd miałaś je mieć ? Wtedy gdy uciekłaś z taksówki nie zdążyłem Ci nic wyjaśnić. Nie dałaś mi szansy...
Reb przysunęła się bliżej Georga. Chwyciła jego dłoń.
- Co się tak dokładnie stało ? - poczuła, że już nie ma powodu złościć się na niego.
- Od pełnych czterech lat moja żona rano żegnała mnie, gdy jechałem do pracy, a potem kładła się z nim do łóżka... Do łóżka w naszej sypialni !!!
Przetarł oczy, które pomału napełniały się łzami.
- Ja ją tak kochałem, a ona... Nie mogę o tym myśleć...
- Może to nie prawda, może ona wcale nie... No wiesz...
- Mam dowody, pełno...
- Jakie dowody ??? - Rebeca podniosła się z ziemi - Skąd ???
George także wstał .
- Znalazłem jego koszulę pod łóżkiem. Była umazana jej szminką...
- Nie gniewam się.
- To wychodzi na to, że to ty jesteś poszkodowany. Jaka ja byłam głupia.
- Rebeco, czy chcesz być ze mną ? Obiecuję, że rozwiodę się z tą żm.iją.(xd)
- Nie boisz się, że postąpię tak samo jak ona ? W końcu najpierw był Adam, potem niespodziewanie George... Nie zasłu...
W tym momencie chłopak ją pocałował.
- Wierzę, iż jesteś inna. Widzę, iż masz wyrzuty sumienia przez co powstrzymujesz się przy mnie. Nie martw się o mnie, jestem silny.
- W takim razie dobrze - krzyknęła uradowana Rebeca i ponownie rzuciła się mu na szyję.
- Dzień dobry- podszedł do niej i pocałował ją w policzek. Rebeca uśmiechnęła się. Przytuliła się mocno i westchnęła.
- Jak dobrze, że wszystko się wyjaśniło- szepnęła - Jak dobrze...
George popatrzył jej w oczy, musnął palcem delikatnie policzek dziewczyny.
- Jak się czujesz ??? Wczorajszy dzień raczej nie należał do najlepszych...
- Raczej dobrze, ale nie najlepiej... Niedobrze mi...
Wymknęła się z uścisku Georga i pobiegła do łazienki. Pobiegł za nią.
- Co jest...? Czy to może być...- chwycił się za głowię.
Rebecę sparaliżowało...
- Nie!!! Na pewno nie...- pisnęła.
- Tylko jeszcze nie wiem, czy to jest twoje dziecko, czy Johna...
Rebeca zamknęła oczy. Delikatny dreszcz przebiegł po jej ciele. Podniosła się i oparła o brzeg umywalki, w lustrze wiszącym obok ujrzała, iż się uśmiecha.
- Co my teraz zrobimy ???- zaśmiała się cicho - mamy przechlapane...
Głośny śmiech Georga rozległ się w całym domu. Podszedł i objął Reb w pasie.
Jego nieziemskie oczy przymknęły się na chwilkę.
- Wiesz co sobie teraz wyobrażam ???- prawie szeptał.
- Nieee...- głos Rebeki przypominał lekkie mruknięcie - Co....???
- Ciebie pod prysznicem !
Rebeca odepchnęła go lekko...
- Świnia !!!- ściągnęła szlafrok, który opadł bezszelestnie na ziemię- Ale wiesz co??? Podoba mi się to....
Był ranek.Mimo, że Rebecca miała zamknięte oczy, przez powieki przedostawały się jej pierwsze promienie słońca. Dziewczyna nie miała najmniejszej ochoty otwierać oczu. Ostatnia noc wydawała się jej wspaniała. Bała się, że to sen i gdy tylko uchyli powieki George i jego dom znikną. Po dziesięciu minutach powracania do wczorajszych zdarzeń, wreszcie odważyła się otworzyć oczy. Poczuła się wspaniale, gdy ujrzała koło siebie chłopaka. Wyglądał jakby spał. Uśmiechał się łagodnie, jak małe dziecko, któremu rodzice kupili lizaka. Dziewczyna wciągnęła głośno powietrze. Podczas tej czynności George drgnął, przetarł sobie twarz rękoma i spojrzał na Reb z niedowierzeniem:
- Czy coś się stało ? - dziewczyna zrobiła smutną minę
- Nie, nie, tylko...
- Jeśli coś ci się nie podobało to powiedz ! - Rebecca zaczynała panikować.
- Nie o to mi chodzi, ale ... dziwnie się czuję.
- Coś cię boli ?
- Nie o to chodzi.
- George powiedz co się stało !
- Miałem piękny sen.
- Widziałam, uśmiechałeś się.
- Obudziłem się, a on okazał się rzeczywistością.
- Co ?
- Rebi, zrozumiałem, że jesteś pierwszą kobietą, na której mi kiedykolwiek tak mocno zależało.
- Ja to wiem od dawna. - Oboje uśmiechnęli się. Mężczyzna złożył na ustach kobiety pocałunek. ( buhaha- to jest moja wena twórcza)
- Otworzę. - Krzyknęła do Gorga, który składał dziecięce łóżeczko.
W drzwiach zobaczyła piękną kobietę. Była wysoka, o idealnej sylwetce, jej długie włosy, lekko skręcone opadały na ramiona i plecy.
- YYY, chyba pomyliłam adresy - jej głos, był równie piękny, co ona cała - S.z.u.k.a.m męża, jestem Lidia.
Rebeca stała zszokowana. Czy to oznaczało koniec jej szczęścia? Gorge wyszedł z pokoju, śrubokręt wypadł mu z dłoni.
- Gorge, wybacz mi, nie mogę już tak dłużej, wróć do mnie. - Lidia padła na kolana, wyglądała jak anioł.
[ta cenzura już mnie wku...]
Rebeca oparła się o ścianę, z jej ust wydobył się cichy jęk. Popatrzyła na Lidię, której oczy zdążyły wypełnić się już łzami.
- Wróć... proszę- szepnęła jeszcze raz.
George podszedł do Reb. Przytulił ją mocno i odsunął od siebie.
- Czy...Czy mogłabyś na moment nas zostawić ???- znowu popatrzył gniewnie na żonę.
Odczekał moment, aż Rebeca zniknęła za drzwiami do sypialni, a potem warknął :
- Co Ty tutaj robisz ???
- Kochanie...- kobieta wstała i podeszła do Georga. Zanurzyła rękę w jego włosach - tak mi Ciebie brakowało...
- Brakowało ?! - gwałtownie odsunął się. Lidia spuściła wzrok.
- Tak, brakowało...- szepnęła - Dlaczego właściwie wyjechałeś ???
George zaśmiał się. W jego śmiechu słychać było ból...
- Dlaczego ??? Ty mi się pytasz dlaczego ??? - krzyknął - a Ty dlaczego przez cztery lata kładłaś mu się do łóżka okłamując mnie dzień w dzień???
- Ja... skąd o tym wiesz ??? - prawie pisnęła.
George uśmiechnął się.
- Trzeba było lepiej uważać moja droga...
George został nie ugięty. Wpatrywał się uporczywie w ten sam punkt.
- Skarbie muszę Ci coś powiedzieć - chlipnęła Lidiana. - Masz rację... spałam z tym facetem. Ale tylko dlatego, że groził mi śmiercią. - rozpłakała się na dobre. Chłopak drgnął nerwowo.
- Co powiedziałaś ?
- Że nie robiłam tego z własnej woli, a ty pomyślałeś, że cię zdradzam. Wróc do mnie ! To w ogóle jest twój dom ?
- Wspódziele go.
- Rozumiem, widzę nawet, że znalazłeś sobie sprzątaczkę. Wiesz, że mamy dużo pieniędzy, stać cię na chudszą.
- Nie chcę twoich pieniędzy rzekł chłopak bez przekonania. Jakby się nad czymś wachał. - Ona jest...
Rebbeca nie wytrzymała. Musiała go wspomóc w rozmowie. Ta dziunia nie wydawała się mieć dobrych zamiarów względem jej. Otworzyła drzwi i nie uwierzyła... Przetarła oczy z nie dowierzenia. Zastała parę całującą się na kanapie. Jęknęła głośno i wybiegła z domu, z łzami w oczach.