- Strasznie zbladłaś pani, pozwól, że odprowadzę Cię do domu i pomogę z zakupami. - Uśmiechnął się przy tym szczerze i urzekająco. Mogłabym specjalnie zaliczyć chodnik, by takie cudo się nade mną pochyliło, pomyślała Rebeca.
Nieznajomy delikatnie ujął ją pod ramię w drugiej ręce trzymał poskładane zakupy. Szli w stronę domu...
Rebeca chętnie przyjęła propozycje.Dowiedziała się,że chłopak nazywa się John i niedawno przyjechał do miasta w poszukiwaniu pracy.Miała przyjaciółkę,która miała własny salon fryzjerski,więc postanowiła załatwić tam prace Johnowi...
-Wiesz co, chyba mam dla Ciebie posadę - powiedziała Rebeca, gdy razem Johnem usiadła na kanapie w jego domu.
- Na prawdę ?
- Tak, mam przyjaciółkę, która posiada własny salon fryzjerski. Jesteś zainteresowany ?- popatrzyła mu w oczy. Jednak szybko odwróciła wzrok, gdyż oczy Johna coś skrywały, ale co... Tego nie mogła się domyślić...
John wstał i podał Rebece kubek z kawą. Czarny płyn wpłynął do ust dziewczyny.
-To jak z tą pracą?- spytał. Receca odstawiła pusty kubek na stolik.
-Wiesz, daj mi kartkę to napiszę Ci jej numer. W wolnej chwili najwyżej do niej zadzwonisz - chwilę potem John trzymał numer w dłoni.
D...dziękuję - wyjąkał - nawet nie wiesz ile to dla mnie znaczy !
Rebeca uśmiechnęła się. Niespodziewanie usta Johna wylądowały na ustach Reb.
Długi i namiętny pocałunek zmusił dziewczynę do wstania z kanapy. Nogi się pod nią uginały, a w brzuchu miała motyle...
- Ja muszę już iść - szepnęła.
Dochodziła godzina 19.00. Wielkie krople łez spływały po policzkach Rebecy.
Z wielką niechęcią weszła do mieszkania. Wiedziała kto będzie tam na nią czekał...
I wiedziała też , że ten ktoś ją kocha. Tym kimś był Adam...
[No, kochani, powoli robi się tu nam zbiorówka ]
Adam momentalnie zorientował się, że Rebeca płakała. Od razu wziął ją w ramiona i przytulił pytając:
- Co się stało kotku?
Reb nie wiedziała co odpowiedzieć, przez całe życie wyobrażała sobie tego jedynego ale, że będzie ich dwóch to nigdy by na to nie wpadła. Spojrzała Adamowi w oczy...
- Spotkałam pewnego mężczyznę, miał na imię John... - nie zdążyła dokończyć.
- John? Wysoki blondyn ?? - Zapytał Adam.
- Yyyy, zgadza się. - Odpowiedziała zszokowana. On go zna, przeleciało jej przez myśl.
- A co mój brat tutaj robi? - Adam pytał sam siebie.
- Brat??!!! O rety...
Rebeca siedziała przy oknie w domu Adama. Na dworze lał deszcz, więc nici ze wspólnego spaceru do parku. Dziewczynę nadal w myślach dręczył tamten pamiętny pocałunek z Johnem. A do tego jeszcze się okazało, że to brat Adama ...
Przymknęła oczy.
- Nadal źle się czujesz ? - spytał Adam. Usiadł obok Reb i popatrzył jej w oczy - To powiesz mi wreszcie co się stało ?
- Adam... ja nie wiem czy powinnam Ci to mówić... To złamie Ci serce !
- Zaryzykuję - roześmiał się, jednak Rebece do śmiechu było daleko...
- Ja...- nie dokończyła. Na podjazd zajechało czarne BMW. Z samochodu ktoś wysiadł.
- o matko to John - krzyknął Adam - a jednak mówiłaś prawdę ! To on... Nie wierzę !
- Co ? - pisnęła Rebeca - muszę się ukryć !
Wbiegła do gabinetu i stanęła koło biurka. " kurczę, kurczę, kurczę " - w myślach brzmiało jej tylko to słowo.
Drzwi do gabinetu otwarły się...
Rozpromieniony Adam wszedł do środka razem ze swoim bratem .
- Rebeco poznaj mojego brata
- Rebeca ?- krzyknął John
- Ygh, cześć John- szepnęła dziewczyna.
- To wy się znacie ?- zdziwienie Adama przekroczyło teraz wszelkie możliwe granice.
- Nic nie rozumiem ! -krzyknął John
- To jest moja dziewczyna, John'ie , jak widzę już zdążyłeś ją poznać.
- Poznać ?! Już zdążyłem ją pocałować !
- Posłuchajcie... - Reb była taka speszona, że wydawało jej się, że śni. Miała nadzieję, iż zaraz obudzi się w swoim pokoju nie znając obu mężczyzn jednak, to działo się na prawdę.
- No słucham ! Może jeszcze całowałaś się z moim tatą ?! - Adam był wściekły.
- Nie, nie Adam, John posłuchajcie ! To prawda, nie zachowuję się odpowiednio. Poznałam was niemal równocześnie i wszystko potoczyło się tak szybko ...
- Wyjdźcie ! - wrzasnął Adam - Wynocha ! Nie chcę was znać ! Za drzwi ! Z tobą Rebeco jeszcze nie skończyłem.
Cichy do tej pory Jo chwycił Reb za rękę i razem wybiegli z parceli jego brata.
Dziewczyna ani się postrzegła,a znalazła się w ramionach chłopaka...
- Cała drżysz, nie bój się on jest troszkę nadpobudliwy - trzymał Reb w swych silnych ramionach.
- John, ja... bo, ja... - Rebeca była skołowana.
- No już, spokojnie. Zabiorę Cię do siebie. Ze mną jesteś bezpieczna.
Oboje skierowali się ku domowi John'a. Sam domek był bardzo przyjemny, ładnie i stylowo urządzony pomimo małej powierzchni. John wskazał jej kanapę i rozpalił kominek.
- Za chwilkę zrobi się ciepło. - Odwrócił się od tlącego się płomienia. Reb spojrzała na niego i nie mogła oderwać od niego wzroku. Był taki... męski, kiedy tak klęczał. Musiał zobaczyć jej zauroczenie, ponieważ delikatnie się do niej uśmiechnął.
- Reb... podejdź do mnie, przy ogniu jest ciepło. - Rozłożył zapraszająco ramiona...
Płomienie radośnie trzaskały wypalając pomału jedną z belek drewna.
Rebeca siedziała oparta o Johna,otulona dodatkowo kocem.
- I jak ? Już Ci lepiej ?- spytał gładząc dziewczynę delikatnie po policzku - Zobaczysz będzie dobrze. On... Jakby to powiedzieć... Nie lubi rywalizacji...
Rebeca siedziała nadal nieruchoma i cicha.
- Wiem, że jest Ci przykro... W sumie to chyba tylko moja wina...
- Nie- szepnęła- Nie twoja ... W stu procentach wina należy tylko do mnie...
- Już nie wiem czym mam Cię pocieszać - John wydawał się teraz trochę bardziej poważny niż dotąd- Nie wiem ...
Rebeca uniosła głowę. Lekko się uśmiechnęła.
- Nie musisz, już mi o niebo lepiej. Jutro z nim porozmawiam...- dziewczyna uniosła się z ziemi - Chyba już pójdę !
Twarz Johna posmutniała. On także wstał z ziemi, rzucił kocyk na jedno z krzeseł.
- Nie idź jeszcze- szepnął błagalnie. Jego oczy zrobiły się bardziej niesamowite - Nie idź ...
Dziewczyna popatrzyła na niego i bez zastanowienia pocałowała go.
- OOO... widzę, że na prawdę czujesz się świetnie - John roześmiał się.
Kolejny pocałunek wylądował tym razem na ustach Reb.
- Adam o niczym nie musi wiedzieć - szepnęła- Gdzie jest sypialnia ?
( Reszty chyba już nie muszę pisać Sami się domyślacie )
W takim razie rano gdy Reb wyszła od Johna zadowolona, a jednocześnie trochę zmartwiona zobaczyła na pobliskim drzewie Adama. /trzymał on swoją komórkę, jakąś linę i linijkę xD
Musiał być to ktoś z rodziny, tak bardzo podobny do John'a, zastanawiała się Reb. Nie miała ochoty na żadne spotkania, lecz on już ją zauważył.
- Coś taka zziajana? - Zapytał jak koleżankę. - Goni Cię ktoś?
- A znasz może jakiegoś Adama lub jego brata John'a? - Reb postawiła wszystko na jedną kartę. Najwyżej weźmie mnie za wariatkę, pomyślała.
- Cóż, mam kuzynów o takich imionach i wiem, że niedawno tu się osiedlili. - Przyglądał się Rebece z uwagą.
- Mam dość... - powiedziała jakby sama do siebie.
- Rozumiem, może usiądź i odsapnij troszkę. - Lekki uśmiech pojawił się na jego twarzy. - Na imię mi Gorge. Nic nie mów, bo się zapowietrzysz kobieto, oddychasz jakbyś przebiegła pół miasta.
Reb była wdzięczna, że mogła tak pomilczeć w spokoju. Żadnych niespodziewanych pocałunków ani innych spontanicznych ruchów. Facet siedział spokojnie obok niej i podziwiał ciemną, jakby samotną, parkową noc. Minęło około pół godziny, kiedy zapytał:
- Już Ci lepiej?
- Tak, już czuję się lepiej. - Odpowiedziała Reb.
- To wracaj do domu i nie włócz się po nocach, trzymaj się. - Gorge wstał, machnął jej delikatnie na pożegnanie i oddalił się...
Rebeca nie zważając na zaistniałą sytuację poszła dalej w stronę domu Johna.
Nagle ktoś uderzył ją mocno w głowę i Reb upadła. Straciła przytomność.
Obudził ją zapach budyniu malinowego. Ocknęła się i usiadła. Dopiero po chwili zorientowała się gdzie jest. W domu Adama. Zobaczyła go, siedział przy stole i patrzył się na nią. Trochę zmieszana już wzięła wdech, aby zapytać się co się stało i jak się tu znalazła, gdy Adam rzekł:
- Po co Ci to było(?)
- A może najpierw mi wyjaśnisz jak u się tu znalazłam i w jakich okolicznościach?- powiedziała ostrym tonem Rebeca.
- Pod warunkiem, że wyjaśnisz mi jak trafiłaś do łóżka z Johnem!!
- Skąd o tym wiesz?!
- Obserwowałem was, dwulicowy stworzeniu!
Rebeca po słowach Adama...
- Adam, myślałam, że nie jesteśmy już parą ?!
- Bo się przespałaś z moim braciszkiem i jesteś jego tak ?
- Adam ja nie jestem twoją własnością ! Nawet się mnie tradycyjnie nie spytałeś ! Nachodziłeś mnie ! Nie pamiętasz ??
- Teraz to wykorzystujesz tak ? - podszedł do niej i uderzył ją w twarz.
Rebeca wpadła w atak gniewu. Teraz to emocje nią kierowały, a nie zdrowy rozsądek. Chwyciła widelec, który był najbliższym ostrym narzędziem i wbiła go Adamowi w rękę.
Zdesperowany Adam rzekł:
- Co Ty wyrabiasz?
- Pożałujesz za swoje czyny!- powiedziała Rebeca i skierowała kolejny cios w stronę Adama, gdy ten złapał ją za szyję trzymając jednocześnie dłoń Reb z widelcem i powiedział groźnym głosem:
- Nie podnoś na mnie ręki! Nie masz siły, żeby mi zrobić krzywdę! Co Ty w nim widzisz, że jesteś gotowa mnie zabić?!
- Puść mnie!!!
- Odpowiedz!!!- wykrzyczał Adam
- Widzę w nim dobrego człowieka, a nie takiego zbira jak Ty! Puść mnie!
- Jak na razie to Ty zachowujesz się jak zbir!
- Odczep się!
- Ale zapamiętaj, zawsze będę Cię kochać i zawsze będę o Ciebie walczyć!
- Na razie Twoje zachowanie na to nie wskazuje!
Adam puścił ją, upadł na kolana i rzekł:
- Wybacz mi moje zachowanie.. Ja tylko chcę Ciebie odzyskać. John nie jest dobrym człowiekiem...
Rebeca uklękła obok. Uświadomiła obie, że po policzkach ciekną jej łzy.
- Adam, posłuchaj.
- Tylko nie płacz !
Dziewczyna chwyciła apteczkę leżącą, na stole i wyjęła z niego spirytus, kompres, bandaż i maść. Polewając jego kutą ranę spirytusem coś sobie uświadomiła:
- Ja już cię nie kocham. Ani ciebie, ani Johna - powiedziała sucho. Mówiąc spoglądała na jego twarz. Miała puste spojrzenie.
- Co ? - Adam stanął jak wryty - Jak to ?
- Wy jesteście niezwykli. Przystojni i utalentowani. Nie zasługuję na was. Adam, nie kocham was. Przestań mnie nachodzić i powiedz to swojemu bratu...
Chłopak nie mógł nic powiedzieć. Chciał wykrzyknąć Co ty mówisz, dziewczyno ale jego ciało miało inne plany.Nie mógł się ruszyć. Pozostali w ciszy, aż opatrunek nie został ukończony, wtedy Reb szepnęła mu na ucho Żegnaj i wyszła. A on nadal stał....
Dla Rebeci nastał trudny czas. Mimo, że powiedziała Adamowi, aby powiadomił Johna, wątpiła, że zrobi to jak należy, więc wyjęła komórkę- 10 nieodebranych i wykręciła znany sobie numer:
-Hallo ? Hej Reb ! Gdzie ty byłaś, dzwoniłem do ciebie.
- John, nie dzwoń więcej. Zrywam z tobą i Adamem. Mam dość kłótni. Szerzę tylko zło.
-Co ty wygadujesz. Ja Cię kocham !
-A ja ciebie nie ... - odłożyła słuchawkę i trzasnęła telefonem o droge. Chwilę potem najechał na nią samochód.
***
Nagle zobaczyła zbliżającą się postać. Wyłaniała się z mroku, jak puma. Był to kuzyn Jej ex'ów xd Pogwizdywał radośnie, słuchając MP3. Zauważając zapłakaną dziewczynę i komórkę rozdrobnioną pod kołami samochodu zatrzymał się gwałtownie, zmieniając minę na bardzo poważną. Rebecca spuściła głowę. Chłopak podszedł do niej niepewnym krokiem.
- Nie musisz płakać o komórkę, odkupi się.
- Wcale nie płacze o nią - sama ją tam wrzuciłam !
- Że co ? Kurczę, dziweczyno masz temperament. Co jest ?
- Rzuciłam twoich kuzynów. Te ciągłe kłótnie mnie dobijały. Jednym słowem zdradziłam Adama z Johnem, pokłóciłam ich ze sobą, przespałam się z Johnem i wbiłam Adamowi widelec w rękę.
- Ale go przeprosiłaś ?
- Nie. Porwał mnie.
- Chodz na czekoladę do mojego domu.
- O NIE WIEM JAK TO SIĘ SKOŃCZY ! I TYLKO NIE CZEKOLADA.
- Okej, okej nie będzie czekolady tylko soczek. Wierz mi, że nie każde spotkanie kończy się pocałunkiem
Rebecca uległa.
Sory za ilość, ale się wczułam !
W domu Georga.
- Lepiej Ci?
Zanim Rebeca zdążyła cokolwiek powiedzieć poczuła się bardzo źle i o mało co nie zemdlała. Po dłuższej chwili powiedziała:
- Ja już pójdę.
Ledwo wstała po czym runęła całym ciężarem ciała na ziemię....
Gorge podniósł ją delikatnie i ułożył na kanapie, przykrył ją kocem. Sam wziął książkę i rozsiadł się na fotelu obok, zagłębił się w lekturę. Co jakiś czas zerkał na Reb, czy ta się nie budzi. Wyraźnie był zamyślony.
Rebecca ocknąwszy się nie zobaczyła nikogo. Cieszyło ją to. Nareszcie nikt się mną fanatycznie nie opiekuje pomyślała i z uśmiechem za ustach wyczołgała się z kanapy. Zobaczyła, że nadaj jes t ubrana w trój codzienny i uświadomiła sobie nareszcie, iż nie jest w swoim domu. Nie w Johna i nie Adama... Ale jakby go wczoraj widziała...
- Oh - wymsknęło jej się
- O siemka ! - znajoma osoba weszła do pokoju i uśmiechnęła się do niej. Jest inny...
- Hej ! Zasłabłaś więc pomyślałem po co cię podkładać do domu ...
- Dziękuję, że tego nie zrobiłeś. Nie byłabym zadowolona budząc się w nim.
- Wiesz tak sobie myślałem...
- No ?
- Zostańmy przyjaciółmi. Ta akcja z wczoraj była bardzo zabawna. Nareszcie znalazła się osoba która utarła nosa moim kuzynom. Z tobą nie można się nudzić
- Jasne, czemu nie. Przeprowadzam się do innego domu. Na końcu miasta. Tam załatwie sobie prace i będę z dala od twoich kuzynów.
Oboje uśmiechnęli się.
Komentarz
Mogłabym specjalnie zaliczyć chodnik, by takie cudo się nade mną pochyliło, pomyślała Rebeca.
Nieznajomy delikatnie ujął ją pod ramię w drugiej ręce trzymał poskładane zakupy. Szli w stronę domu...
- Na prawdę ?
- Tak, mam przyjaciółkę, która posiada własny salon fryzjerski. Jesteś zainteresowany ?- popatrzyła mu w oczy. Jednak szybko odwróciła wzrok, gdyż oczy Johna coś skrywały, ale co... Tego nie mogła się domyślić...
John wstał i podał Rebece kubek z kawą. Czarny płyn wpłynął do ust dziewczyny.
-To jak z tą pracą?- spytał. Receca odstawiła pusty kubek na stolik.
-Wiesz, daj mi kartkę to napiszę Ci jej numer. W wolnej chwili najwyżej do niej zadzwonisz - chwilę potem John trzymał numer w dłoni.
D...dziękuję - wyjąkał - nawet nie wiesz ile to dla mnie znaczy !
Rebeca uśmiechnęła się. Niespodziewanie usta Johna wylądowały na ustach Reb.
Długi i namiętny pocałunek zmusił dziewczynę do wstania z kanapy. Nogi się pod nią uginały, a w brzuchu miała motyle...
- Ja muszę już iść - szepnęła.
Dochodziła godzina 19.00. Wielkie krople łez spływały po policzkach Rebecy.
Z wielką niechęcią weszła do mieszkania. Wiedziała kto będzie tam na nią czekał...
I wiedziała też , że ten ktoś ją kocha. Tym kimś był Adam...
Adam momentalnie zorientował się, że Rebeca płakała. Od razu wziął ją w ramiona i przytulił pytając:
- Co się stało kotku?
Reb nie wiedziała co odpowiedzieć, przez całe życie wyobrażała sobie tego jedynego ale, że będzie ich dwóch to nigdy by na to nie wpadła. Spojrzała Adamowi w oczy...
- Spotkałam pewnego mężczyznę, miał na imię John... - nie zdążyła dokończyć.
- John? Wysoki blondyn ?? - Zapytał Adam.
- Yyyy, zgadza się. - Odpowiedziała zszokowana. On go zna, przeleciało jej przez myśl.
- A co mój brat tutaj robi? - Adam pytał sam siebie.
- Brat??!!! O rety...
Przymknęła oczy.
- Nadal źle się czujesz ? - spytał Adam. Usiadł obok Reb i popatrzył jej w oczy - To powiesz mi wreszcie co się stało ?
- Adam... ja nie wiem czy powinnam Ci to mówić... To złamie Ci serce !
- Zaryzykuję - roześmiał się, jednak Rebece do śmiechu było daleko...
- Ja...- nie dokończyła. Na podjazd zajechało czarne BMW. Z samochodu ktoś wysiadł.
- o matko to John - krzyknął Adam - a jednak mówiłaś prawdę ! To on... Nie wierzę !
- Co ? - pisnęła Rebeca - muszę się ukryć !
Wbiegła do gabinetu i stanęła koło biurka. " kurczę, kurczę, kurczę " - w myślach brzmiało jej tylko to słowo.
Drzwi do gabinetu otwarły się...
Rozpromieniony Adam wszedł do środka razem ze swoim bratem .
- Rebeco poznaj mojego brata
- Rebeca ?- krzyknął John
- Ygh, cześć John- szepnęła dziewczyna.
- To wy się znacie ?- zdziwienie Adama przekroczyło teraz wszelkie możliwe granice.
- To jest moja dziewczyna, John'ie , jak widzę już zdążyłeś ją poznać.
- Poznać ?! Już zdążyłem ją pocałować !
- Posłuchajcie... - Reb była taka speszona, że wydawało jej się, że śni. Miała nadzieję, iż zaraz obudzi się w swoim pokoju nie znając obu mężczyzn jednak, to działo się na prawdę.
- No słucham ! Może jeszcze całowałaś się z moim tatą ?! - Adam był wściekły.
- Nie, nie Adam, John posłuchajcie ! To prawda, nie zachowuję się odpowiednio. Poznałam was niemal równocześnie i wszystko potoczyło się tak szybko ...
- Wyjdźcie ! - wrzasnął Adam - Wynocha ! Nie chcę was znać ! Za drzwi ! Z tobą Rebeco jeszcze nie skończyłem.
Cichy do tej pory Jo chwycił Reb za rękę i razem wybiegli z parceli jego brata.
Dziewczyna ani się postrzegła,a znalazła się w ramionach chłopaka...
- John, ja... bo, ja... - Rebeca była skołowana.
- No już, spokojnie. Zabiorę Cię do siebie. Ze mną jesteś bezpieczna.
Oboje skierowali się ku domowi John'a. Sam domek był bardzo przyjemny, ładnie i stylowo urządzony pomimo małej powierzchni. John wskazał jej kanapę i rozpalił kominek.
- Za chwilkę zrobi się ciepło. - Odwrócił się od tlącego się płomienia. Reb spojrzała na niego i nie mogła oderwać od niego wzroku. Był taki... męski, kiedy tak klęczał. Musiał zobaczyć jej zauroczenie, ponieważ delikatnie się do niej uśmiechnął.
- Reb... podejdź do mnie, przy ogniu jest ciepło. - Rozłożył zapraszająco ramiona...
Rebeca siedziała oparta o Johna,otulona dodatkowo kocem.
- I jak ? Już Ci lepiej ?- spytał gładząc dziewczynę delikatnie po policzku - Zobaczysz będzie dobrze. On... Jakby to powiedzieć... Nie lubi rywalizacji...
Rebeca siedziała nadal nieruchoma i cicha.
- Wiem, że jest Ci przykro... W sumie to chyba tylko moja wina...
- Nie- szepnęła- Nie twoja ... W stu procentach wina należy tylko do mnie...
- Już nie wiem czym mam Cię pocieszać - John wydawał się teraz trochę bardziej poważny niż dotąd- Nie wiem ...
Rebeca uniosła głowę. Lekko się uśmiechnęła.
- Nie musisz, już mi o niebo lepiej. Jutro z nim porozmawiam...- dziewczyna uniosła się z ziemi - Chyba już pójdę !
Twarz Johna posmutniała. On także wstał z ziemi, rzucił kocyk na jedno z krzeseł.
- Nie idź jeszcze- szepnął błagalnie. Jego oczy zrobiły się bardziej niesamowite - Nie idź ...
Dziewczyna popatrzyła na niego i bez zastanowienia pocałowała go.
- OOO... widzę, że na prawdę czujesz się świetnie - John roześmiał się.
Kolejny pocałunek wylądował tym razem na ustach Reb.
- Adam o niczym nie musi wiedzieć - szepnęła- Gdzie jest sypialnia ?
( Reszty chyba już nie muszę pisać
- Coś taka zziajana? - Zapytał jak koleżankę. - Goni Cię ktoś?
- A znasz może jakiegoś Adama lub jego brata John'a? - Reb postawiła wszystko na jedną kartę. Najwyżej weźmie mnie za wariatkę, pomyślała.
- Cóż, mam kuzynów o takich imionach i wiem, że niedawno tu się osiedlili. - Przyglądał się Rebece z uwagą.
- Mam dość... - powiedziała jakby sama do siebie.
- Rozumiem, może usiądź i odsapnij troszkę. - Lekki uśmiech pojawił się na jego twarzy. - Na imię mi Gorge. Nic nie mów, bo się zapowietrzysz kobieto, oddychasz jakbyś przebiegła pół miasta.
Reb była wdzięczna, że mogła tak pomilczeć w spokoju. Żadnych niespodziewanych pocałunków ani innych spontanicznych ruchów. Facet siedział spokojnie obok niej i podziwiał ciemną, jakby samotną, parkową noc. Minęło około pół godziny, kiedy zapytał:
- Już Ci lepiej?
- Tak, już czuję się lepiej. - Odpowiedziała Reb.
- To wracaj do domu i nie włócz się po nocach, trzymaj się. - Gorge wstał, machnął jej delikatnie na pożegnanie i oddalił się...
Niedługo nap.iszę (możliwe, że to edytuję, jak nikt nie nap.isze :P )
Nagle ktoś uderzył ją mocno w głowę i Reb upadła. Straciła przytomność.
Obudził ją zapach budyniu malinowego. Ocknęła się i usiadła. Dopiero po chwili zorientowała się gdzie jest. W domu Adama. Zobaczyła go, siedział przy stole i patrzył się na nią. Trochę zmieszana już wzięła wdech, aby zapytać się co się stało i jak się tu znalazła, gdy Adam rzekł:
- Po co Ci to było(?)
- A może najpierw mi wyjaśnisz jak u się tu znalazłam i w jakich okolicznościach?- powiedziała ostrym tonem Rebeca.
- Pod warunkiem, że wyjaśnisz mi jak trafiłaś do łóżka z Johnem!!
- Skąd o tym wiesz?!
- Obserwowałem was, dwulicowy stworzeniu!
Rebeca po słowach Adama...
- Bo się przespałaś z moim braciszkiem i jesteś jego tak ?
- Adam ja nie jestem twoją własnością ! Nawet się mnie tradycyjnie nie spytałeś ! Nachodziłeś mnie ! Nie pamiętasz ??
- Teraz to wykorzystujesz tak ? - podszedł do niej i uderzył ją w twarz.
Zdesperowany Adam rzekł:
- Co Ty wyrabiasz?
- Pożałujesz za swoje czyny!- powiedziała Rebeca i skierowała kolejny cios w stronę Adama, gdy ten złapał ją za szyję trzymając jednocześnie dłoń Reb z widelcem i powiedział groźnym głosem:
- Nie podnoś na mnie ręki! Nie masz siły, żeby mi zrobić krzywdę! Co Ty w nim widzisz, że jesteś gotowa mnie zabić?!
- Puść mnie!!!
- Odpowiedz!!!- wykrzyczał Adam
- Widzę w nim dobrego człowieka, a nie takiego zbira jak Ty! Puść mnie!
- Jak na razie to Ty zachowujesz się jak zbir!
- Odczep się!
- Ale zapamiętaj, zawsze będę Cię kochać i zawsze będę o Ciebie walczyć!
- Na razie Twoje zachowanie na to nie wskazuje!
Adam puścił ją, upadł na kolana i rzekł:
- Wybacz mi moje zachowanie.. Ja tylko chcę Ciebie odzyskać. John nie jest dobrym człowiekiem...
- Adam, posłuchaj.
- Tylko nie płacz !
Dziewczyna chwyciła apteczkę leżącą, na stole i wyjęła z niego spirytus, kompres, bandaż i maść. Polewając jego kutą ranę spirytusem coś sobie uświadomiła:
- Ja już cię nie kocham. Ani ciebie, ani Johna - powiedziała sucho. Mówiąc spoglądała na jego twarz. Miała puste spojrzenie.
- Co ? - Adam stanął jak wryty - Jak to ?
- Wy jesteście niezwykli. Przystojni i utalentowani. Nie zasługuję na was. Adam, nie kocham was. Przestań mnie nachodzić i powiedz to swojemu bratu...
Chłopak nie mógł nic powiedzieć. Chciał wykrzyknąć Co ty mówisz, dziewczyno ale jego ciało miało inne plany.Nie mógł się ruszyć. Pozostali w ciszy, aż opatrunek nie został ukończony, wtedy Reb szepnęła mu na ucho Żegnaj i wyszła. A on nadal stał....
Dla Rebeci nastał trudny czas. Mimo, że powiedziała Adamowi, aby powiadomił Johna, wątpiła, że zrobi to jak należy, więc wyjęła komórkę- 10 nieodebranych i wykręciła znany sobie numer:
-Hallo ? Hej Reb ! Gdzie ty byłaś, dzwoniłem do ciebie.
- John, nie dzwoń więcej. Zrywam z tobą i Adamem. Mam dość kłótni. Szerzę tylko zło.
-Co ty wygadujesz. Ja Cię kocham !
-A ja ciebie nie ... - odłożyła słuchawkę i trzasnęła telefonem o droge. Chwilę potem najechał na nią samochód.
***
Nagle zobaczyła zbliżającą się postać. Wyłaniała się z mroku, jak puma. Był to kuzyn Jej ex'ów xd Pogwizdywał radośnie, słuchając MP3. Zauważając zapłakaną dziewczynę i komórkę rozdrobnioną pod kołami samochodu zatrzymał się gwałtownie, zmieniając minę na bardzo poważną. Rebecca spuściła głowę. Chłopak podszedł do niej niepewnym krokiem.
- Nie musisz płakać o komórkę, odkupi się.
- Wcale nie płacze o nią - sama ją tam wrzuciłam !
- Że co ? Kurczę, dziweczyno masz temperament. Co jest ?
- Rzuciłam twoich kuzynów. Te ciągłe kłótnie mnie dobijały. Jednym słowem zdradziłam Adama z Johnem, pokłóciłam ich ze sobą, przespałam się z Johnem i wbiłam Adamowi widelec w rękę.
- Ale go przeprosiłaś ?
- Nie. Porwał mnie.
- Chodz na czekoladę do mojego domu.
- O NIE WIEM JAK TO SIĘ SKOŃCZY ! I TYLKO NIE CZEKOLADA.
- Okej, okej nie będzie czekolady tylko soczek. Wierz mi, że nie każde spotkanie kończy się pocałunkiem
Rebecca uległa.
Sory za ilość, ale się wczułam !
- Lepiej Ci?
Zanim Rebeca zdążyła cokolwiek powiedzieć poczuła się bardzo źle i o mało co nie zemdlała. Po dłuższej chwili powiedziała:
- Ja już pójdę.
Ledwo wstała po czym runęła całym ciężarem ciała na ziemię....
- Oh - wymsknęło jej się
- O siemka ! - znajoma osoba weszła do pokoju i uśmiechnęła się do niej.
Jest inny...
- Hej ! Zasłabłaś więc pomyślałem po co cię podkładać do domu ...
- Dziękuję, że tego nie zrobiłeś. Nie byłabym zadowolona budząc się w nim.
- Wiesz tak sobie myślałem...
- No ?
- Zostańmy przyjaciółmi. Ta akcja z wczoraj była bardzo zabawna. Nareszcie znalazła się osoba która utarła nosa moim kuzynom. Z tobą nie można się nudzić
- Jasne, czemu nie. Przeprowadzam się do innego domu. Na końcu miasta. Tam załatwie sobie prace i będę z dala od twoich kuzynów.
Oboje uśmiechnęli się.