Ja! Chciaż ona mnie do tego nie liczy :shock: Poza tym może być mały problem z dalszym pisaniem... Nie wiem, czy to jeszcze aktualne, ale nasza koleżanka z klasy również zaczęła coś pisać, a na dodatek bardzo podobnego... Jednak jestem za kontynuacją
Aktualnie jestem w miejscu bez mojego komputera i tym samym bez historii zapisanej w Wordzie, tak więc kolejna część powinne wyjść najpóźniej w poniedziałek. Tak późno, ponieważ historia jest gotowa lecz brak zdjęć. Czeba dorobić
Saba123 czy Ty na Arktyce wylądowałaś bez możliwości połączenia do internetu i beż prądu ?? Całe dnie biegasz z szuflą, by się odkopać ze śniegu ? A tak serio, to kiedy będzie kolejna część, bo zdjęcia już masz co nie?
Muszę zasmucić osoby czekające na mą historię. Wczoraj (to nie jest kłamstwo) mój komputer zrobił wielkie BUM systemowe i wsyzstkie moje pliki w Wordzie (i nie tylko) wyleciały w kosmos. Z racji tego muszę pisać OD NOWA, bardzo mi przykro, ale to prawda...
W pocie czoła wyskrobałam dla Was część kolejną. Oto ona:
Czas zmian cz.2
Była już blisko konia, gdy zatrzymała się jak wryta. Skoro Kruk zostawiał po sobie smugę światła, to musiał być szybki. Conena nigdy nie dogoniłaby konia a w szczególności jednorożca.
- Zatrzymaj się natychmiast! – Powiedziała spokojnie acz stanowczo.
Koń stanął.
-O co w tym wszystkim chodzi?! Jestem szybka, zmieniłam magicznie swój wygląd, dziwnie się czuję, O CO CHODZI?!
- Już tłumaczę... W dniu 16 urodzin, czyli dzisiaj, ze zwykłego człowieka czarownica staje się elfem. Zyskuje nadludzką szybkość, nie to co wampir, unikalną urodę, inne nawyki oraz moc magiczną. Twoja matka oraz babcia zrezygnował z tego wyglądu dla innej reputacji. Co by pomyśleli ludzie? Czaruje, ma dziwne nawyki i wygląda nieludzko? Teraz, skoro wiesz czemu tak wyglądasz, czas nauczyć się magii.
- Nie wyjaśniłeś mi tego jasno. Ale jakiej magii?
- Znajdziesz ukryty pokój. Tylko bez paniki. – odparł Kruk.
Conena poszła powoli do piwnicy. Nic się nie zmieniło. Nic, tylko na ścianie wisiały ogrooomne drewniane i staroświeckie drzwi. Z lekkim strachem pchnęła wrota do nieznanego jej miejsca.
Jej oczom ukazał się pokój z ciemnymi drewnianymi ścianami oraz podłogą. W rogu stał czerwony, staroświecki fotel. Wyglądał bardzo wygodnie. Obok stał mały stoliczek zrobiony przez niewiarygodnego stolarza. Te zawijasy, kwiaty... Na ścianach poumieszczane były pochodnie które dodawały pomieszczeniu niezwykłej aury. Na suficie wisiał mały gotycki żyrandol z czerwonymi świecami. W rogu przeciwległym do miejsca umiejscowienia stolika i fotela stała tajemnicza księga na drewnianym postumencie.
Conena podeszła do księgi i zaczęła przeglądać jej karty. Zaklęcia, zaklęcia, uroki, klątwy... Zaklęcia wspomagające w wojnie...
Conenę bowiem czekała wojna z Ellą. Miała stanąć z nią twarzą w twarz i ją zabić. Ella była dość ekscentryczna, szalona i nieprzewidywalna.
Po dwóch godzinach Conena przyswoiła większość zaklęć. Nagle usłyszała doskonale znaną sobie melodyjkę z telefonu.
Wypróbowała jednego z zaklęć. Zanuciła krótkie zaklęcie i telefon leżał jej w dłoni. Nie pacząc na numer odebrała.
- Halo?
- Cześć, jak tam? – odezwał się męski głos. Dopiero po chwili uświadomiła sobie kto dzwoni.
- O hej! U mnie dość... Hmm.... Dziwnie, a u ciebie?
- Spokojnie i nudno... Nic nowego. Chciałabyś się ze mną spotkać? Hmmm...?
Patrząc na stan swojego wyglądu....
- Ee... Wiesz ostatnio mam dużo na głowie... Chyba w tym tygodniu nie...
Był poniedziałek.
- Ah... A może za tydzień mam szansę? – nalegał David.
- Naprawdę nie mogę...
- No dobra... – był wyraźnie zawiedziony. – Spróbuję kiedy indziej... Pa!
- Cześć.
Conena odłożyła telefon.
„ Kruku... Czy znasz jakieś zaklęcie przemiany”
„ Tak. Chcesz iść do znajomego?”
„ Tak...”
Wysłuchała z uwagą konia. Wyszeptała zaklęcie i poszła. Nie wiedziała gdzie, ale poszła.
Przepraszam za małą ilość zdjęć, (1) ale nie miałam weny na takowe.
Mi to tam nie przeszkadza.
Po prostu uwielbiam takie historie (najlepiej bez obrazków)
Ta magia, niezwykłość, czasami nawet dziwactwo , i do fantasy dołożyć przygody. I mnie to wystarcza by rozpłynąć się w świecie magi, i rzeczy niestworzonych... A czasem odnaleźć siebie w takim miejscu.
A propos wieży Eiffla, moja nauczycieka z niemca nie mając chętnych na konkurs z wiedzy o Francji wysłała mnie. Jednym z pytań było; ile poziomów na wieża Eiffla... Napisałam, że 34, pomyliłam się o 31 ale konkurs i tak wygrałam. Zastanawiam się czy komisja była w stanie trzeźwości :twisted:.
A nie abstrahując od tematu, kiedy dalsza część?? To dopiero 2 odc, części czy jak to nazwać. Można się podratować jakimś zapasowym komputerem na przykład:)
Myślę, że nie długo Coś tam pisała w szkole Ja ci radzę Saba, uważaj na lekcjach Chociaż mogłabyś coś wstawić
To NIE było to, tylko coś lepszego Niestety - w Simsach nie da się tego zrobić, ponieważ nie można mieć więcej niż 6 zwierząt, a do tego poczebneby było około.... 16? Miminum 10...
Źle myślisz, bo NIE mogę grać w simy a co za tym idzie NIE mam screenów. Więc WIELKA Wieża Eiffla...
No właśnie NIE mogę się poratować innym kompem - w domu mam same laptopy, a moje rodziny ? Raczej sie nie przeniosą, a ja N-i-e-n-a-w-i-d-z-ę grać na laptopach :?
Kibicuję i oczekuję na kolejną część 8) Pomysł być może tuzinkowy, ale to od autora zależy czy wątek zyska przy rozwoju akcji, liczę, że ten tak, bo ja osobiście jestem wielką fanką fantazy :oops:
Zacisnę pasa ale nadal bd niecierpliwie sprawdzać czy to może ten upragniony post z następnym odcinkiem :-)
Hmm... Czy jeżeli wstawię bez obrazków to będzie ok? Mam 1/3 kolejnego rozdziału... no może 1,5/3 czyli 1/2 Ach ta matematyka... Jeżeli tak, postaram się wrzucić jeszcze dziś.
EDIT: Robię edit, bo nie chcę mieć 2 wiadomości pod rząd A więc:
Rozdział 3: JAK TO MOŻLIWE!?!?!?!?!?!?!?!?
Dochodziła już do domu Davida. Według słońca była 19… może 19,30…
„Ach te zaklęcia… Można nimi zrobić wszystko… No, prawie.”
* PUK PUK PUK*
- Zaaraaaz…. Idddęęę…. – zawołał mężczyzna z wnętrza domu.
2 minuty później klamka się poruszyła. Otworzyły się drzwi. Mężczyzna w nich dziwił się dość mocno.
- Zaraz ci oczy z orbit wylezą. – zaśmiała się Conena .
- Ale jak ty tu.. co.. jak ty tu… znaczy… ale… JAK!?
- Mam swoje sposoby. Mogę wejść?
- A jasne! Wiesz czemu zrobiło się jasno?
- Ee.. Nie.
David podawał spaghetti. Było pyszne.. Rozpływało się w ustach… Conena przełknęła pyszne danie.
- To jest świetne! Musisz mi dać przepis!
- Hehe… Dzięki… Chcesz coś do picia?
- W sumie… Może wodę?
- Wiesz… po tym lepiej nie…
- A czemu?
- Bo będą problemy…
- Ale jakie? – dopytywała się.
- Spędzisz resztę wieczoru w toalecie…
Cohenie zrobiło się trochę nieswojo.
Siedzieli naprzeciwko siebie, przy małym, okrągłym stoliku z dębu. Standard – dwa talerze, dwie łyżki, obrus. Brakowało tylko świecy i wina. Ale to już książkowy przykład.
David miał na sobie niebieską koszulkę z zabawnym napisem „Krążą pogłoski że jestem boski”. Sam jej widok sprawiał, że Conena się uśmiechała. Miał typowe dżinsy i czarne trampki.
W kuchni, przy której jedli, znajdowały się stosy książek kucharskich, przypraw i najróżniaszczych przyrządów kuchennych. Większości z nich Conena nie zidentyfikowała. Kuchnia była lekko przybrudzona, zapewne dlatego, że, jak podejrzewała Conena, David kocha gotować. Była mała, ale przytulna i zgrabna.
Ale się uśmiechnęła. Przypomniała sobie nagle co powiedział Kruk – „ Ale wróć przed 2 rano. Zaklęcie nie może działać wiecznie!”
Dochodziła 1.
Po pysznym posiłku porozmawiali troszkę o sobie. Wybiła 2.
- Muszę iść! Jeju jaka ja jestem spóźniona!
- Znowu? W klubie też się tak pożegnaliśmy…
- Teraz będzie inaczej. – dała mu buziaka i wybiegła spóźniona.
Biegła. Poczuła straszne mrowienie za uszami. Podrapała się – uszy wydłużały się. Naokoło nikogo nie było, ale nie mogła ryzykować. Zaklęciem przeniosła się do domu. Ach, jak ona lubiła dziwne uczucie przy teleportacji!
- Kruuukuuuu! Gdzie jesteeeś? – zawołała.
- Galopuję… Wiedziałaś że winniczki też galopują?
Uśmiechnęła się. Po co jej ta informacja w życiu? Wtem w oknie pojawił się koń.
- Naucz mnie kilku zaklęć!
- Oczywiście. Jakich?
Aż do godziny 10 rano uczyli się zaklęć. Conena nie była znużona.
- Czemu nie chce mi się spać?
- To jedna z zalet metamorfozy.
- Ach… Coś jeszcze?
- Nie musisz chodzić do toalety. Jedynie się myć.
- Ok.. Spoko, kapuję.
Nagle zazwonił telefon. Pobiegła na dół. Odebrała.
- PRZYJDŹ SZYBKO! BŁAGAM! COŚ MI JEST!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
- Zaraz tam będę!
Wyczuła strach w głosie Davida. Odrzuciła telefon i wybiegła. Ale nie miała czasu. Wyszeptała dwa zaklęcia. Powrotu do dawnego zaklęcia i teleportacji. Po sekundzie była przed małym, przytulnym domku chłopaka.
Drzwi otworzyła sama.
- David?! Gdzie jesteś?!
- T-tutaj… - Głos dobiegał z toalety. Weszła ostrożnie. To, co zobaczyła zaparło jej dech w piersiach…
Napisałam do w krótkim czasie... jest to część pierwsza rozdziału czeciego. Podoba Wam się???
Kurcze, ja w głowę zachodzę co to jest to frapujące... Przejęzyczyłaś się? Nie... Pytam polonistki, problem rozwiązany, ale nie wiesz ile my z goką1999 miłyśmy ubawu główkując nad tym słowem
Kolejna część... samaniewiemkiedy!
Dobrze wiedzieć, że kogoś rośmieszyłam swoim słownictwem Większość ludzi gapi się na mnie z wybitnie idiotycznym wyrazem twarzy i udaje, że rozumie co mówię Osobiście, śmieszą mnie takie sytuacje i wtedy dopiero się rozkręcam 8) Każdy ma prawo do niewiedzy i nie ma się czego wstydzić Żebyście słyszały jak ja często przekręcam słowa i potem zgrywam głupa, że tak miało być...
A ja czekam na następną część z epicką u mnie cierpliwością :-o
PS: a tak a propos mogę się dowiedzieć ile macie lat panienki? :P
Komentarz
Czas zmian cz.2
Była już blisko konia, gdy zatrzymała się jak wryta. Skoro Kruk zostawiał po sobie smugę światła, to musiał być szybki. Conena nigdy nie dogoniłaby konia a w szczególności jednorożca.
- Zatrzymaj się natychmiast! – Powiedziała spokojnie acz stanowczo.
Koń stanął.
-O co w tym wszystkim chodzi?! Jestem szybka, zmieniłam magicznie swój wygląd, dziwnie się czuję, O CO CHODZI?!
- Już tłumaczę... W dniu 16 urodzin, czyli dzisiaj, ze zwykłego człowieka czarownica staje się elfem. Zyskuje nadludzką szybkość, nie to co wampir, unikalną urodę, inne nawyki oraz moc magiczną. Twoja matka oraz babcia zrezygnował z tego wyglądu dla innej reputacji. Co by pomyśleli ludzie? Czaruje, ma dziwne nawyki i wygląda nieludzko? Teraz, skoro wiesz czemu tak wyglądasz, czas nauczyć się magii.
- Nie wyjaśniłeś mi tego jasno. Ale jakiej magii?
- Znajdziesz ukryty pokój. Tylko bez paniki. – odparł Kruk.
Conena poszła powoli do piwnicy. Nic się nie zmieniło. Nic, tylko na ścianie wisiały ogrooomne drewniane i staroświeckie drzwi. Z lekkim strachem pchnęła wrota do nieznanego jej miejsca.
Jej oczom ukazał się pokój z ciemnymi drewnianymi ścianami oraz podłogą. W rogu stał czerwony, staroświecki fotel. Wyglądał bardzo wygodnie. Obok stał mały stoliczek zrobiony przez niewiarygodnego stolarza. Te zawijasy, kwiaty... Na ścianach poumieszczane były pochodnie które dodawały pomieszczeniu niezwykłej aury. Na suficie wisiał mały gotycki żyrandol z czerwonymi świecami. W rogu przeciwległym do miejsca umiejscowienia stolika i fotela stała tajemnicza księga na drewnianym postumencie.
Conena podeszła do księgi i zaczęła przeglądać jej karty. Zaklęcia, zaklęcia, uroki, klątwy... Zaklęcia wspomagające w wojnie...
Conenę bowiem czekała wojna z Ellą. Miała stanąć z nią twarzą w twarz i ją zabić. Ella była dość ekscentryczna, szalona i nieprzewidywalna.
Po dwóch godzinach Conena przyswoiła większość zaklęć. Nagle usłyszała doskonale znaną sobie melodyjkę z telefonu.
Wypróbowała jednego z zaklęć. Zanuciła krótkie zaklęcie i telefon leżał jej w dłoni. Nie pacząc na numer odebrała.
- Halo?
- Cześć, jak tam? – odezwał się męski głos. Dopiero po chwili uświadomiła sobie kto dzwoni.
- O hej! U mnie dość... Hmm.... Dziwnie, a u ciebie?
- Spokojnie i nudno... Nic nowego. Chciałabyś się ze mną spotkać? Hmmm...?
Patrząc na stan swojego wyglądu....
- Ee... Wiesz ostatnio mam dużo na głowie... Chyba w tym tygodniu nie...
Był poniedziałek.
- Ah... A może za tydzień mam szansę? – nalegał David.
- Naprawdę nie mogę...
- No dobra... – był wyraźnie zawiedziony. – Spróbuję kiedy indziej... Pa!
- Cześć.
Conena odłożyła telefon.
„ Kruku... Czy znasz jakieś zaklęcie przemiany”
„ Tak. Chcesz iść do znajomego?”
„ Tak...”
Wysłuchała z uwagą konia. Wyszeptała zaklęcie i poszła. Nie wiedziała gdzie, ale poszła.
Przepraszam za małą ilość zdjęć, (1) ale nie miałam weny na takowe.
Po prostu uwielbiam takie historie (najlepiej bez obrazków)
Ta magia, niezwykłość, czasami nawet dziwactwo
Poniosło mnie w daleką otchłań wyobraźni xD
Ha! Wiedziałam, że zacznę kolejną stronę. Uwielbiam to robić
nie odpowiadam na takie z prostej przyczyny - mam gotowwe ale brak zdjęć, komputer nnie działa i jedna wielka... Wieża Eiffla :F
A nie abstrahując od tematu, kiedy dalsza część?? To dopiero 2 odc, części czy jak to nazwać. Można się podratować jakimś zapasowym komputerem na przykład:)
To NIE było to, tylko coś lepszego
Źle myślisz, bo NIE mogę grać w simy a co za tym idzie NIE mam screenów. Więc WIELKA Wieża Eiffla...
No właśnie NIE mogę się poratować innym kompem - w domu mam same laptopy, a moje rodziny ? Raczej sie nie przeniosą, a ja N-i-e-n-a-w-i-d-z-ę grać na laptopach :?
Zacisnę pasa ale nadal bd niecierpliwie sprawdzać czy to może ten upragniony post z następnym odcinkiem :-)
EDIT: Robię edit, bo nie chcę mieć 2 wiadomości pod rząd A więc:
Rozdział 3: JAK TO MOŻLIWE!?!?!?!?!?!?!?!?
Dochodziła już do domu Davida. Według słońca była 19… może 19,30…
„Ach te zaklęcia… Można nimi zrobić wszystko… No, prawie.”
* PUK PUK PUK*
- Zaaraaaz…. Idddęęę…. – zawołał mężczyzna z wnętrza domu.
2 minuty później klamka się poruszyła. Otworzyły się drzwi. Mężczyzna w nich dziwił się dość mocno.
- Zaraz ci oczy z orbit wylezą. – zaśmiała się Conena .
- Ale jak ty tu.. co.. jak ty tu… znaczy… ale… JAK!?
- Mam swoje sposoby. Mogę wejść?
- A jasne! Wiesz czemu zrobiło się jasno?
- Ee.. Nie.
David podawał spaghetti. Było pyszne.. Rozpływało się w ustach… Conena przełknęła pyszne danie.
- To jest świetne! Musisz mi dać przepis!
- Hehe… Dzięki… Chcesz coś do picia?
- W sumie… Może wodę?
- Wiesz… po tym lepiej nie…
- A czemu?
- Bo będą problemy…
- Ale jakie? – dopytywała się.
- Spędzisz resztę wieczoru w toalecie…
Cohenie zrobiło się trochę nieswojo.
Siedzieli naprzeciwko siebie, przy małym, okrągłym stoliku z dębu. Standard – dwa talerze, dwie łyżki, obrus. Brakowało tylko świecy i wina. Ale to już książkowy przykład.
David miał na sobie niebieską koszulkę z zabawnym napisem „Krążą pogłoski że jestem boski”. Sam jej widok sprawiał, że Conena się uśmiechała. Miał typowe dżinsy i czarne trampki.
W kuchni, przy której jedli, znajdowały się stosy książek kucharskich, przypraw i najróżniaszczych przyrządów kuchennych. Większości z nich Conena nie zidentyfikowała. Kuchnia była lekko przybrudzona, zapewne dlatego, że, jak podejrzewała Conena, David kocha gotować. Była mała, ale przytulna i zgrabna.
Ale się uśmiechnęła. Przypomniała sobie nagle co powiedział Kruk – „ Ale wróć przed 2 rano. Zaklęcie nie może działać wiecznie!”
Dochodziła 1.
Po pysznym posiłku porozmawiali troszkę o sobie. Wybiła 2.
- Muszę iść! Jeju jaka ja jestem spóźniona!
- Znowu? W klubie też się tak pożegnaliśmy…
- Teraz będzie inaczej. – dała mu buziaka i wybiegła spóźniona.
Biegła. Poczuła straszne mrowienie za uszami. Podrapała się – uszy wydłużały się. Naokoło nikogo nie było, ale nie mogła ryzykować. Zaklęciem przeniosła się do domu. Ach, jak ona lubiła dziwne uczucie przy teleportacji!
- Kruuukuuuu! Gdzie jesteeeś? – zawołała.
- Galopuję… Wiedziałaś że winniczki też galopują?
Uśmiechnęła się. Po co jej ta informacja w życiu? Wtem w oknie pojawił się koń.
- Naucz mnie kilku zaklęć!
- Oczywiście. Jakich?
Aż do godziny 10 rano uczyli się zaklęć. Conena nie była znużona.
- Czemu nie chce mi się spać?
- To jedna z zalet metamorfozy.
- Ach… Coś jeszcze?
- Nie musisz chodzić do toalety. Jedynie się myć.
- Ok.. Spoko, kapuję.
Nagle zazwonił telefon. Pobiegła na dół. Odebrała.
- PRZYJDŹ SZYBKO! BŁAGAM! COŚ MI JEST!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
- Zaraz tam będę!
Wyczuła strach w głosie Davida. Odrzuciła telefon i wybiegła. Ale nie miała czasu. Wyszeptała dwa zaklęcia. Powrotu do dawnego zaklęcia i teleportacji. Po sekundzie była przed małym, przytulnym domku chłopaka.
Drzwi otworzyła sama.
- David?! Gdzie jesteś?!
- T-tutaj… - Głos dobiegał z toalety. Weszła ostrożnie. To, co zobaczyła zaparło jej dech w piersiach…
Napisałam do w krótkim czasie... jest to część pierwsza rozdziału czeciego. Podoba Wam się???
Kolejna część... samaniewiemkiedy!
A ja czekam na następną część z epicką u mnie cierpliwością :-o
PS: a tak a propos mogę się dowiedzieć ile macie lat panienki? :P
Również czekam na ciąg dalszy
Ale faktycznie z tym frapującym to nieźle było...