Nie, nie mam zamiaru! Po prostu jestem zajęta (Pomimo ferii :!: ) pomocą babci Ale już kończę, i jutro zabieram się do pisania, bop już część mam Tylko trochę za mało żeby wstawić... I tak będzie bez obrazków, ponieważ wyjechałam i p.i.s.z.ę z ośmioletniego laptopa :shock: Dziwie się, że działa
Zapraszam do czytania czwartego rozdziału Niestety chwilowo jest bez zdjęć, jednak wrzucję je gdy wrócę do domu
Po ułamku sekundy znowu siedziała w zamkowej bibliotece. Zamknęła księgę i wszyła na korytarz z zamiarem samodzielnego zwiedzania zamku. Nie zaszła daleko, ponieważ po chwili spotkała Michaela. Powiedział, żeby poszła z nim coś zobaczyć. Po kilkunastu minutach przemierzania długiego korytarza, dotarli do drzwi, za którymi była wielka sala. Była wykonana z kamienia. Panował tam mrok, który rozświetlały jedynie pochodnie. Na podwyższeniu stał kamień. Był ciemnoczerwony, a w środku pulsowało coś jasnoczerwonego. Kształtem przypominał serce.
- To jest Wampirze Serce. Nie jest zwykłą błyskotką, ponieważ utrzymuje nas wszystkich przy życiu. Czyli jeśli kamień zostanie zniszczony, wszyscy zginą. Proste- powiedział Michael.
- Taaa… - odparła Lea, przyglądając się kamieniu. Wiedziała, że jedynym sposobem powstrzymania ataku jest szybkie zniszczenie kamienia, jednak był on ogrodzony.
Dalej poszli do niedużego pomieszczenia, zapełnionego fotelami, kanapami i stolikami. Znajdowały się tam schody w górę, prowadzące do nieoświetlonego korytarza. Tam właśnie udali się Michael i Lea. Minęli kilka drzwi i dotarli do oświetlonego pomieszczenia, będącego kopią tego z dołu. Jedyną różnicą była obecność kominka. Paliło się w nim, więc usiedli obok niego.
- Tutaj mamy taki jakby hotel – zaczął Michael.- Bo pomimo tego, że czas stoi, trzeba spać, jeść i tak dalej. Jesteś już zmęczona?
- Tak trochę…- odpowiedziała Lea. Faktycznie zaczęła odczuwać znużenie, a z chęcią przespałaby się.
- Aha… A podoba ci się zamek?
- Z tego co na razie widziałam, to nawet, nawet…
- Ale to nie cały – odpowiedział chłopak, najwidoczniej zadowolony z roli przewodnika
- No ja myślę… Jak na zamek to za małe by było. A jest tylko jeden taki „hotel” na całą twierdzę?
- Oczywiście, że nie. To jeden z nich. Podobnie jak w prawdziwym świecie, też mają gwiazdki. Ten ma na przykład dwie. Jest chyba tylko jeden pięciogwiazdkowy… Ale tylko tu jest miejsce do pogadania. Chodź. – powiedział i wstał.
Lea też wstała, jednak nie zrobiła kroku, a znalazła się na korytarzu, przed drzwiami, obok Michaela.
- Jesteśmy. Za daleko, żeby iść – szepnął i uśmiechnął się.
Lea usłyszała w swojej głowie jego głos mówiący:
- Uwielbiam się z nią teleportować… Tak fajnie jest ją chwycić za ręce…
Weszli do środka, i znaleźli się w recepcji. Dostali kluczyk do pokoju, i wjechali windą. Pomimo, że to był stary zamek, ciągle unowocześniano go. Pięter było 4, a na każdym było po kilka pokoi. Wjechali na najwyższe, gdzie znajdowały się tylko jedne drzwi. Przeszli przez nie i znaleźli się w całkiem dużym pomieszczeniu. Na ścianach była ta sama tapeta, co w pokoju, w którym były drzwi do archiwum. W prawym rogu stało normalne łóżko, a po lewej dwie kamienne płyty. Lea rzuciła się na łóżko, mówiąc tylko „Dobranoc” i zasnęła. Michael poszedł spać na kamiennym ołtarzyku. Jednak po godzinie obudziła się i uświadomiła sobie, że właśnie dostała pierwszą wskazówkę w wizji. Pamiętała, że musi poznać dokładnie zamek… Jednak po chwili znowu zasnęła…
Mi też się podoba, choć przyznam się -troszeczke się pogubiłam
Myślę, że jak przeczytasz kilka razy to zrozumiesz. Ja też czytałam kiedyś książkę, a dopiero po drugim razie zaczęłam ją rozmumieć
Dziękuję za miłe komentarze i kolejna część powinna pojawić się do końca tygodnia lub na początek następnego, ponieważ zapowiada się dłuugi rozdział pt. "Chcę wiedzieć wszystko"
Dodam jeszcze, że zmieniam formę pisania na pierwszoosobową i poprawię posty najszybciej jak tylko mogę
Pozdrawiam
Goka
EDIT: Ktoś z mojej uroczej klasy ukradł mi zeszyt z wieelką częścią opowiadania, więc pisanie trochę się opóźni... W sumie to prawie już tamto oddtworzyłam
Oooch :-), czekam na kolejną część. Spotkałam się z wieloma opowiadaniami o wampirach, ale to jest niestandardowe, bardzo mi się podoba, ponieważ mówiąc po ludzku jest niecodzienne Aż się zastanawiam jakie jeszcze pomysły przechowujesz w tej główce
Ej, Ty! Bierz się do pisania, bo jak nie to... Poleci całe mnóstwo inwektyw, zobaczysz A tak poważnie, to czekam na kontynuacje z niemalże stoickim spokojem Bardzo mi się podoba
Coś tam dziś pisałam... Mogę wstawić jutro czy pojutrze :-) Trochę się zapisałam w moim innym pomyśle-fantasy
Fajne, że się podoba
Troche dużo gram też w Simy - zastanawiam się, czy by nie dać na forum historii mojej rodzinki
Pierwsze, co pomyślałam, gdy zobaczyłam, że jest coś pod moją historią to "moje lenistwo nie zna granic" Nie no, brakuje mi kiklu zdjęć, chciałam już wcześniej wstawić, ale teraz p.i.s.z.e.m.y ten głupi test szótstoklasisty :evil: Myślę, że jak zrobię wszystko co muszę na kompie, to przepiszę i wstawię z tymi fotkami co mam, a najwyżej dodam resztę Zmienię nazwę tematu, będzie widać
To teraz dam ciąg dalszy, bo nie mam pomysłu, jak nazwać ten rozdział, z ilu będzie się składał części etc. etc.
Coś mi nie tak z Imagesharkiem, więc zdjęcia dodam później
~~~~~~~~~~~~~~~~
Nie wiedziałam, co się stało. Kiedy?, jak? Nic nie mogłam zrozumieć. Za oknem panowała ciemność, a na niebie były rozbłyśnięte fajerwerki. Czyli czas stoi. O co w ogóle w tym chodzi? Z braku pomysłu ubrałam się w co innego, rzuciłam się na łóżko i zamknęłam oczy.
Gdy je otworzyłam, znalazłam się powrotem w zamku, w hotelu. Wyszłam z pokoju z postanowieniem, że zwiedzę dalej zamek. Wyszłam z pokoju z postanowieniem, że zwiedzę dalej zamek. Wszędzie panowała ciemność, co chyba miało symbolizować noc, ponieważ nikogo nie było. Ruszyłam przed siebie i zatrzymałam się dopiero przed kamienną wnęką. Przed nią stała rzeźba, a zamiast niej były schody prowadzące w dół. Za ich zakrętem paliło się światło i dało się słyszeć rozmowę. Ze wszystkich głosów rozpoznałam tylko ten należący do Michaela. Zeszłam dalej i usiadłam tak, żeby nikt mnie nie widział. Słyszałam wszystko, ale nie mogłam dojrzeć żadnej twarzy.
Towarzystwo dyskutowało na temat włamania do biblioteki i zabezpieczenia się na atak związany z wykradzionymi informacjami. Nikt nie powinien wiedzieć o takim pomieszczeniu, ani się tam dostać, tym bardziej, że wejście jest zamurowane i strzeżone.
Nagle poczułam na ramionach czyjeś dłonie. Odsunęłam się od ściany, a mgła posunęła się za mną. Emanowało od niej troszeczkę światła, dzięki czemu mogłam ją dostrzec. Próbując przed nimi uciekać, wstałam i wtedy mnie otoczyła. Oparłam się o ścianę z drugiej strony i coś wciągnęło mnie w ścianę. W tym momencie krzyknęłam i usłyszałam jeszcze tylko szurnięcie krzeseł i bieg w moją stronę.
Po tym znalazłam się w miejscu wypełnionym ciemnością. Nie wiedziałam, czy to jest jakieś ogromne pomieszczenie, czy przestrzeń, w której jest tak ciemno. Stałam na podłodze, po której wiła się mgła, częściowo mnie oświetlająca. Chwilę potem pojawiła się przede mną postać. Przypomniała mnie, była bardzo blada i miała na sobie białe, delikatne *******ę i szaty.
- Uważaj, jak postępujesz – jej głos można było usłyszeć wszędzie. – Nie wszystko, co wydaje ci się podpowiedzą, nią jest. Niektóre z wizji mogą doprowadzić cię do zguby…
- Ale kim ty jesteś? – mnie również było słychać w całej przestrzeni.
- Jestem tobą z przyszłości… - mówiąc to zaczęła się rozpływać w mgle. – Zrób wszystko, żeby zapobiec tej przyszłości… - usłyszałam jeszcze tylko jej szept.
Prawie w tym samym momencie znalazłam się powrotem na schodach. Wszędzie panowała ciemność, a z dołu nie odbiegała rozmowa. Zeszłam do pokoiku z kamiennym stołem i krzesłami na środku. Na nim leżało kilka książek, a wszystko sprawiało wrażenie porzuconego w pośpiechu. Zakładki rzucone na strony w razie, gdyby się zamknęły; krzesła odsunięte tak, że można było z nich bez problemu szybko wstać i jeszcze jarzące się pochodnie. Jedna z nich nawet się paliła.
Przyglądałam się temu wszystkiemu bez konkretnego celu. Podeszłam do stołu i przyjrzałam się księgą. Były bardzo stare, wyglądały prawie jak średniowieczne. Piękne inicjały i bardzo bogato zdobione wolne miejsca. Niedługo pobyłam sama, ponieważ usłyszałam cichutkie kroki osoby schodzącej ze schodów.
Jest zdecydowanie duży minus Twojego ostatniego odcinka:
JEST ZA KRÓTKI!!!
Nie dość, że tak długo trzeba czekać, to jeszcze parę zdań napisze i koniec :evil:
Więcej... i najlepiej jeszcze na dzisiaj ^^
Mam właśnie pomysł, tylko muszę napisać :-) Wiem, że krótkie, ale cały czas miałam problem z zabieraniem mi moich napisanych w prawie pełni części i pisałam od nowa, wydawało mi się, że to jednak jest nudne, zmieniałam to wszytsko... Większość częsci taka jest, tylko są zdjęcia i wydaje się dłuższe Tp ja teraz uciekam pisać dalej, bo zaciekawiło mnie, co jeszcze się wydarzy
Wiem, że krótka... No cóż, ja tak ****ę :roll: Zazwyczaj zwięźle, ale staram się to rozwijać :-) Napisałabym więcej, ale chciałam już wstawić To teraz kolejna cząstka, mam nadzieję, że następna będzie już dłuższa 8)Pozostaje tylko problem z pomysłem, a tak to mam już pomysł na zdarzenia po końcu tego wszytskiego :-o Nie przedłużam, zapraszam do czytania:
Rzuciłam się jak najszybciej za któreś z krzeseł. Po schodach schodziła czarnowłosa kobieta.
- Chodźcie. Tu też nikogo nie ma – powiedziała, machnęła ręką i zeszła z resztą osób.
Była ich ósemka, czyli tyle, ile krzeseł, a wśród nich Michael. Oprócz niego poznawałam jeszcze tylko tego chłopaka, który w „dniu” gdy tu przybyłam wygłaszał przemówienie na scenie. Wszyscy stanęli dookoła stołu.
- Co my zrobimy z sercem? Nie może tu zostać, ani tam wrócić – powiedziała dziewczyna, która jako pierwsza tu weszła.
- Może najlepiej ukryć to w nowym miejscu? Przecież musimy ochronić je od zniszczenia.
- A masz jakiś pomysł, gdzie?
- Oczywiście, że tak- odparła z uśmieszkiem.- Myślałaś, że mówiłabym, nie mając pomysłu? – widać było, że nie za bardzo ją lubi. – Chcesz iść zobaczyć?
Wszyscy zgodzili się i wyszli. Chciałam pójść za nimi, jednak nie mogłam się narażać na nakrycie. Przez przypadek dowiedziałam się bardzo cennych dla mnie informacji i w ten sposób wolałam je zdobywać. Ruszyłam do sali z kamieniem, żeby zobaczyć, czy rzeczywiście go tam nie ma.
***
Wampirze Serce było na miejscu. Czy istniały w takim razie dwa takie kryształy? Możliwe, że chodziło im o coś zupełnie innego… Jednak chyba tylko ten kamień ma taką moc.
W zamku było coraz jaśniej, pojawiło się też więcej ludzi. Każdy trzymał się sam i nie zobaczyłam nikogo, kto przypominałby człowieka. Spojrzałam na swoją skórę i zobaczyłam, że jestem blada jak inni. Czułam w sobie zbierającą się energię i pragnienie, którego nie potrafiłam opisać.
Żeby powstrzymać atak, musiałam się spieszyć.
Komentarz
Zapraszam do czytania czwartego rozdziału
Blogg: http://wampirzanoc.blogspot.com/2012/01/rozdzia-4-czas-jednak-pynie.html
Rozdział 4.- Czas jednak płynie
Po ułamku sekundy znowu siedziała w zamkowej bibliotece. Zamknęła księgę i wszyła na korytarz z zamiarem samodzielnego zwiedzania zamku. Nie zaszła daleko, ponieważ po chwili spotkała Michaela. Powiedział, żeby poszła z nim coś zobaczyć. Po kilkunastu minutach przemierzania długiego korytarza, dotarli do drzwi, za którymi była wielka sala. Była wykonana z kamienia. Panował tam mrok, który rozświetlały jedynie pochodnie. Na podwyższeniu stał kamień. Był ciemnoczerwony, a w środku pulsowało coś jasnoczerwonego. Kształtem przypominał serce.
- To jest Wampirze Serce. Nie jest zwykłą błyskotką, ponieważ utrzymuje nas wszystkich przy życiu. Czyli jeśli kamień zostanie zniszczony, wszyscy zginą. Proste- powiedział Michael.
- Taaa… - odparła Lea, przyglądając się kamieniu. Wiedziała, że jedynym sposobem powstrzymania ataku jest szybkie zniszczenie kamienia, jednak był on ogrodzony.
Dalej poszli do niedużego pomieszczenia, zapełnionego fotelami, kanapami i stolikami. Znajdowały się tam schody w górę, prowadzące do nieoświetlonego korytarza. Tam właśnie udali się Michael i Lea. Minęli kilka drzwi i dotarli do oświetlonego pomieszczenia, będącego kopią tego z dołu. Jedyną różnicą była obecność kominka. Paliło się w nim, więc usiedli obok niego.
- Tutaj mamy taki jakby hotel – zaczął Michael.- Bo pomimo tego, że czas stoi, trzeba spać, jeść i tak dalej. Jesteś już zmęczona?
- Tak trochę…- odpowiedziała Lea. Faktycznie zaczęła odczuwać znużenie, a z chęcią przespałaby się.
- Aha… A podoba ci się zamek?
- Z tego co na razie widziałam, to nawet, nawet…
- Ale to nie cały – odpowiedział chłopak, najwidoczniej zadowolony z roli przewodnika
- No ja myślę… Jak na zamek to za małe by było. A jest tylko jeden taki „hotel” na całą twierdzę?
- Oczywiście, że nie. To jeden z nich. Podobnie jak w prawdziwym świecie, też mają gwiazdki. Ten ma na przykład dwie. Jest chyba tylko jeden pięciogwiazdkowy… Ale tylko tu jest miejsce do pogadania. Chodź. – powiedział i wstał.
Lea też wstała, jednak nie zrobiła kroku, a znalazła się na korytarzu, przed drzwiami, obok Michaela.
- Jesteśmy. Za daleko, żeby iść – szepnął i uśmiechnął się.
Lea usłyszała w swojej głowie jego głos mówiący:
- Uwielbiam się z nią teleportować… Tak fajnie jest ją chwycić za ręce…
Weszli do środka, i znaleźli się w recepcji. Dostali kluczyk do pokoju, i wjechali windą. Pomimo, że to był stary zamek, ciągle unowocześniano go. Pięter było 4, a na każdym było po kilka pokoi. Wjechali na najwyższe, gdzie znajdowały się tylko jedne drzwi. Przeszli przez nie i znaleźli się w całkiem dużym pomieszczeniu. Na ścianach była ta sama tapeta, co w pokoju, w którym były drzwi do archiwum. W prawym rogu stało normalne łóżko, a po lewej dwie kamienne płyty. Lea rzuciła się na łóżko, mówiąc tylko „Dobranoc” i zasnęła. Michael poszedł spać na kamiennym ołtarzyku. Jednak po godzinie obudziła się i uświadomiła sobie, że właśnie dostała pierwszą wskazówkę w wizji. Pamiętała, że musi poznać dokładnie zamek… Jednak po chwili znowu zasnęła…
popieram!
Dziękuję za miłe komentarze i kolejna część powinna pojawić się do końca tygodnia lub na początek następnego, ponieważ zapowiada się dłuugi rozdział pt. "Chcę wiedzieć wszystko"
Dodam jeszcze, że zmieniam formę pisania na pierwszoosobową i poprawię posty najszybciej jak tylko mogę
Pozdrawiam
Goka
EDIT: Ktoś z mojej uroczej klasy ukradł mi zeszyt z wieelką częścią opowiadania, więc pisanie trochę się opóźni... W sumie to prawie już tamto oddtworzyłam
Mam jeszcze kilka :twisted:
A kiedy je wykorzystasz :?:
Daję link do końcówki rodziału 4. - Czas jednak płynie
Tak ją wymyśliłam - musi być tutaj
Tutaj właśnie się zaczyna :twisted:
Fajne, że się podoba
Troche dużo gram też w Simy - zastanawiam się, czy by nie dać na forum historii mojej rodzinki
To teraz dam ciąg dalszy, bo nie mam pomysłu, jak nazwać ten rozdział, z ilu będzie się składał części etc. etc.
Coś mi nie tak z Imagesharkiem, więc zdjęcia dodam później
~~~~~~~~~~~~~~~~
Nie wiedziałam, co się stało. Kiedy?, jak? Nic nie mogłam zrozumieć. Za oknem panowała ciemność, a na niebie były rozbłyśnięte fajerwerki. Czyli czas stoi. O co w ogóle w tym chodzi? Z braku pomysłu ubrałam się w co innego, rzuciłam się na łóżko i zamknęłam oczy.
Gdy je otworzyłam, znalazłam się powrotem w zamku, w hotelu. Wyszłam z pokoju z postanowieniem, że zwiedzę dalej zamek. Wyszłam z pokoju z postanowieniem, że zwiedzę dalej zamek. Wszędzie panowała ciemność, co chyba miało symbolizować noc, ponieważ nikogo nie było. Ruszyłam przed siebie i zatrzymałam się dopiero przed kamienną wnęką. Przed nią stała rzeźba, a zamiast niej były schody prowadzące w dół. Za ich zakrętem paliło się światło i dało się słyszeć rozmowę. Ze wszystkich głosów rozpoznałam tylko ten należący do Michaela. Zeszłam dalej i usiadłam tak, żeby nikt mnie nie widział. Słyszałam wszystko, ale nie mogłam dojrzeć żadnej twarzy.
Towarzystwo dyskutowało na temat włamania do biblioteki i zabezpieczenia się na atak związany z wykradzionymi informacjami. Nikt nie powinien wiedzieć o takim pomieszczeniu, ani się tam dostać, tym bardziej, że wejście jest zamurowane i strzeżone.
Nagle poczułam na ramionach czyjeś dłonie. Odsunęłam się od ściany, a mgła posunęła się za mną. Emanowało od niej troszeczkę światła, dzięki czemu mogłam ją dostrzec. Próbując przed nimi uciekać, wstałam i wtedy mnie otoczyła. Oparłam się o ścianę z drugiej strony i coś wciągnęło mnie w ścianę. W tym momencie krzyknęłam i usłyszałam jeszcze tylko szurnięcie krzeseł i bieg w moją stronę.
Po tym znalazłam się w miejscu wypełnionym ciemnością. Nie wiedziałam, czy to jest jakieś ogromne pomieszczenie, czy przestrzeń, w której jest tak ciemno. Stałam na podłodze, po której wiła się mgła, częściowo mnie oświetlająca. Chwilę potem pojawiła się przede mną postać. Przypomniała mnie, była bardzo blada i miała na sobie białe, delikatne *******ę i szaty.
- Uważaj, jak postępujesz – jej głos można było usłyszeć wszędzie. – Nie wszystko, co wydaje ci się podpowiedzą, nią jest. Niektóre z wizji mogą doprowadzić cię do zguby…
- Ale kim ty jesteś? – mnie również było słychać w całej przestrzeni.
- Jestem tobą z przyszłości… - mówiąc to zaczęła się rozpływać w mgle. – Zrób wszystko, żeby zapobiec tej przyszłości… - usłyszałam jeszcze tylko jej szept.
Prawie w tym samym momencie znalazłam się powrotem na schodach. Wszędzie panowała ciemność, a z dołu nie odbiegała rozmowa. Zeszłam do pokoiku z kamiennym stołem i krzesłami na środku. Na nim leżało kilka książek, a wszystko sprawiało wrażenie porzuconego w pośpiechu. Zakładki rzucone na strony w razie, gdyby się zamknęły; krzesła odsunięte tak, że można było z nich bez problemu szybko wstać i jeszcze jarzące się pochodnie. Jedna z nich nawet się paliła.
Przyglądałam się temu wszystkiemu bez konkretnego celu. Podeszłam do stołu i przyjrzałam się księgą. Były bardzo stare, wyglądały prawie jak średniowieczne. Piękne inicjały i bardzo bogato zdobione wolne miejsca. Niedługo pobyłam sama, ponieważ usłyszałam cichutkie kroki osoby schodzącej ze schodów.
JEST ZA KRÓTKI!!!
Nie dość, że tak długo trzeba czekać, to jeszcze parę zdań napisze i koniec :evil:
Więcej... i najlepiej jeszcze na dzisiaj ^^
Rzuciłam się jak najszybciej za któreś z krzeseł. Po schodach schodziła czarnowłosa kobieta.
- Chodźcie. Tu też nikogo nie ma – powiedziała, machnęła ręką i zeszła z resztą osób.
Była ich ósemka, czyli tyle, ile krzeseł, a wśród nich Michael. Oprócz niego poznawałam jeszcze tylko tego chłopaka, który w „dniu” gdy tu przybyłam wygłaszał przemówienie na scenie. Wszyscy stanęli dookoła stołu.
- Co my zrobimy z sercem? Nie może tu zostać, ani tam wrócić – powiedziała dziewczyna, która jako pierwsza tu weszła.
- Może najlepiej ukryć to w nowym miejscu? Przecież musimy ochronić je od zniszczenia.
- A masz jakiś pomysł, gdzie?
- Oczywiście, że tak- odparła z uśmieszkiem.- Myślałaś, że mówiłabym, nie mając pomysłu? – widać było, że nie za bardzo ją lubi. – Chcesz iść zobaczyć?
Wszyscy zgodzili się i wyszli. Chciałam pójść za nimi, jednak nie mogłam się narażać na nakrycie. Przez przypadek dowiedziałam się bardzo cennych dla mnie informacji i w ten sposób wolałam je zdobywać. Ruszyłam do sali z kamieniem, żeby zobaczyć, czy rzeczywiście go tam nie ma.
***
Wampirze Serce było na miejscu. Czy istniały w takim razie dwa takie kryształy? Możliwe, że chodziło im o coś zupełnie innego… Jednak chyba tylko ten kamień ma taką moc.
W zamku było coraz jaśniej, pojawiło się też więcej ludzi. Każdy trzymał się sam i nie zobaczyłam nikogo, kto przypominałby człowieka. Spojrzałam na swoją skórę i zobaczyłam, że jestem blada jak inni. Czułam w sobie zbierającą się energię i pragnienie, którego nie potrafiłam opisać.
Żeby powstrzymać atak, musiałam się spieszyć.