Ja też nie mam pojęcia kto to zrobił, ale mi wygląda na prawdziwe :shock:
Moim zdaniem tego raczej człowiek nie mógł zrobić...
Chyba,że z grupą ludzi, ale nie wiem...
Tak Firstowa, martwiłam się i to strasznie, że nikt tu nie zagląda ...
Bałam się , że będę musiała zamknąć temat...
No, ale takiej potrzeby nie mam jak widać
Co do Twojego zdjęcia :
Hmmm, aż trudno mi ocenić... Nie wiem ... Nie wydaje mi się prawdziwe, ale pozory czasem mylą
Jak uważacie ??? Jest prawdziwe ???
Pozostawiam tę dyskusję na nieco później, gdyż znalazłam coś ciekawego co może was zainteresować, lub chociaż Ciebie Firstowa, bo jak zauważyłam jesteś w tym temacie na razie najczęściej...
Proszę o to i ona :
O spotkaniach z UFO zrobiło się głośno w połowie XX wieku, kiedy niemożliwe stało się dalsze ignorowanie przypadków ich obserwacji. W celu zbadania tego fenomenu służby specjalne zaczęły tworzyć odrębne wydziały i tajne laboratoria dla wojsk obrony powietrznej. Niewykluczone, że tajne służby miały możliwość zbadać fragmenty statków kosmicznych, a nawet samych obcych.
Najwyższy czas, aby nauka wypowiedziała się na temat tego problemu – i właśnie to zrobiła! SETI (Poszukiwanie Życia Pozaziemskiego) – niezależna, niekomercyjna organizacja wygłosiła sensacyjne orzeczenie.
Trzy ogromne statki kosmiczne kierują się w stronę Ziemi. Największy z nich ma 240 kilometrów długości. Dwa pozostałe są mniejsze. W chwili obecnej obiekty są poza orbitą Plutona
OMG ale duże te statki ... :shock: No nie wiem może są tam jakieś zamieszkane planety (oby ci mieszkańcy byli dobrzy... xD). No ale jeszcze gdzieś 10 lat będą lecieć... Jak narazie czekam aż sonda new horizons przyleci do Plutona w 2015 roku... :roll:
New Horizons (ang. Nowe Horyzonty) – sonda kosmiczna zbudowana przez amerykańską agencję kosmiczną NASA w ramach programu New Frontiers (Nowe Granice). Celem jej jest zbadanie Plutona (planety karłowatej na krańcach Układu Słonecznego), jego księżyca Charona oraz co najmniej jednego innego obiektu pasa Kuipera. Sonda nie zostanie wprowadzona na orbitę planety karłowatej, lecz przeleci obok niej w bezpiecznej odległości. Misja będzie miała za zadanie sporządzić dokładne mapy Plutona i jego księżyca Charona, określić skład ich powierzchni oraz zbadać atmosferę Plutona. W związku z odkryciem trzech małych księżyców zewnętrznych (Hydry, Nixa i P4), do celów misji zostaną dodane zadania związane z badaniem tych obiektów.
I jeszcze fotka plutona:
Przepraszam,że tyle nie zaglądałem,ale byłem na wyjeździe.Za to wyszukałem ciekawą informacje.
Początek roku zaowocował wzmożoną aktywnością obiektów, które zaliczane są do kategorii Niezidentyfikowanych Obiektów Latających (NOL). Tym razem świadkami tajemniczego zjawiska byli mieszkańcy Wielkiej Brytanii. Wyglądające niemal identycznie przemieszczające się punkty świetlne niewiadomego pochodzenia, można było zobaczyć w różnych miejscach w kraju.
Obserwacje poczyniono w dwóch różnych miejscowościach oddalonych od siebie o 50 km, w odstępie czasowym jednego tygodnia. Najpierw świadkami niezwykłego widowiska byli mieszkańcy miasta Chatham w hrabstwie Kent. Do zdarzenia doszło 6 stycznia ok. godziny 13-ej. Ernestas Griksas, który przebywał w tym czasie na zewnątrz swojego domu spostrzegł dwa świetlne dyski. Wg jego relacji, jeden z nich mienił się bardziej intensywnym światłem, co mogło być spowodowane tym, że znajdował się znacznie bliżej od drugiego. Przyglądając się spektaklowi można też było odnieść wrażenie, że oba obiekty poruszają się z inną prędkością.Do drugiej obserwacji doszło 13 stycznia ok. godziny 7-ej rano, tym razem w mieście Loughton, w hrabstwie Essex. Handlowiec Josh Cummins, który w tym właśnie czasie jechał do pracy, zobaczył przez okno swojego samochodu cztery dyski wyglądające dokładnie tak samo, ja te obiekty, które tydzień wcześniej zarejestrował Ernestas Griksas - poinformował dziennik "Daily Mail".
"O mało się nie rozbiłem. Zatrzymałem samochód, żeby zrobić zdjęcie moim telefonem. Wyglądało to jak UFO żeglujące w chmurach" - powiedział Cummins. "Można je było obserwować przez ok. 15 sekund, a potem zniknęło. Nigdy nie wierzyłem w UFO, ale teraz zaczynam się nad tym zastanawiać".
Co ciekawe, w miniony poniedziałek tajemniczy obiekt o nieznanej naturze zauważył też prezenter telewizyjny Chris Evans. Na swoim profilu w jednym z serwisów społecznościowych napisał: "Ok. 40 minut temu wyszedłem na spacer z psem. Coś przeleciało mi nad głową - coś jasnego. Leciało zbyt nisko, by uznać to za spadającą gwiazdę, a potem zniknęło. Było też zbyt szybkie, by uznać to za chiński lampion".Zdaniem Nicka Pope'a, jednego z najbardziej znanych na świecie ekspertów zajmujących się badaniem fenomenu UFO, ostatnie obserwacje są godne uwagi. Stwierdził jednak, że nie można na razie wyeliminować ewentualności, że są one efektem jakiegoś w pełni wytłumaczalnego zjawiska.
"Zakładając, że są one prawdziwe, należy stwierdzić, że wzbudzają one zaciekawienie" - powiedział Nick Pope. "Choć mniejszy z obiektów widocznych podczas pierwszej obserwacji nie był zauważalny w tym czasie, co wzmaga też prawdopodobieństwo, że mogła to być także usterka aparatu".Wielka Brytania nie jest jedynym krajem, w którym na początku roku głośno jest na temat obserwacji obiektów o nieokreślonej naturze. Niedawno interesujące manifestacje miały także miejsce we Włoszech. Nad górą Monte Bisbino w Lombardii zaobserwowano tam dziwne światła. Na filmie zarejestrowanym przez jednego ze świadków, widać dwa przemieszczające się punkty. Kiedy autor materiału wykonuje zbliżenie, można zauważyć, że każdy z nich posiada cztery elementy świetlne. W pewnym momencie jeden z nich znika, a chwilę później "gaśnie" również drugi.
Mam nadzieje,że nie za dużo czytania.
Ja oglądałam program na National Geografic o satelicie, która doleci do Plutona w 2015 roku. Wspominali także o możliwych śladach kosmitów xd
No nic, trzeba czekać do tego 2015 ; d
Ja bardziej czekam na to
Kolejny kraj odtajni już wkrótce archiwa, w których aż roi się od raportów dokumentujących przypadki manifestacji Niezidentyfikowanych Obiektów Latających. Sąd administracyjny w Berlinie zlecił przedstawicielom Bundestagu, aby udostępnił opinii publicznej akta, które przez lata gromadzone były przez Urząd Badań Naukowych przy niemieckim parlamencie.
Decyzja niemieckiego sądu jest pokłosiem petycji złożonej przez delegatów, którzy wnioskowali o to, by rząd podzielił się swoją wiedzą na temat zarejestrowanych dotąd przypadków demonstracji obiektów typu UFO. Sąd uznał, że zgodnie z ustawą o wolności dostępu do informacji, chętni mają prawo zapoznać się z dokumentami gromadzonymi w ramach Urzędu Badań Naukowych.
Przedstawiciele Bundestagu, niezadowoleni z postanowienia sądu, zdecydowali się złożyć apelację. Politycy stwierdzili, że prace Urzędu Badań Naukowych Bundestagu są realizowane w ramach obowiązków wykonywanych przez parlamentarzystów, a co za tym idzie, nie powinny być rozpatrywane w kontekście ustawy o wolności do informacji, na którą powołali się wnioskodawcy.
Odwołanie nie przyniosło jednak rezultatów. Oznacza to, że już wkrótce niemieccy obywatele będą się mogli zaznajomić z intrygującymi dokumentami.
"Prawo dostępu do urzędowych informacji dotyczy także badań i raportów gromadzonych przez Urząd Badań Naukowych Bundestagu" - ocenił berliński sąd administracyjny.W związku z orzeczeniem sądu, Niemcy już wkrótce staną się prawdopodobnie kolejnym krajem, który ujawni kulisy przypadków widzenia UFO. Wcześniej w taki sposób postąpiła m.in. Wielka Brytania. Tylko w 2009 r. tamtejsze Ministerstwo Obrony zaprezentowało 4 tysiące stron dokumentów dotyczących 800 spotkań z nieznanym, które miały miejsce w latach 80-tych i 90-tych. Podobnie zachowała się też Nowa Zelandia i Szwecja.
Całkowitego odtajnienia archiwów poświęconych NOL domagają się też członkowie Parlamentu Europejskiego. Włoski europoseł Mario Borghezio wezwał wszystkie państwa członkowskie Unii Europejskiej do ujawnienia tajnych archiwów dotyczących Niezidentyfikowanych Obiektów Latających. Stwierdził on, że Unia Europejska powinna stworzyć swoje własne "Archiwum X" i umożliwić każdemu zainteresowanemu zapoznanie się z informacjami, które przez lata były gromadzone przez poszczególne kraje.
Już nie mogę się doczekać
Ja też
Przepraszam was bardzo za tą chwilową nieobecność na forum, ale ruter mi się zepsuł i o internecie można było pomarzyć...
No nic, jakoś wam to wynagrodzę ( tylko znajdę jakąś ciekawą informację lub zdjęcie )
A to o kosmitach w wierzeniach dawnych ludzi.Może was zainteresuje.
W ciągu całego średniowiecza, obok oficjalnej religii, istniał stosunkowo szeroki nurt
filozoficzny, który znalazł odzwierciedlenie w dziełach alchemików i hermetystów. W szeregach
takich nie w pełni oficjalnych grup odnaleźć można większość naukowców wczesnych czasów
nowożytnych oraz niezwykłe postaci z uwagi na siłę niezależnego myślenia i na pełne przygód
koleje ich losu, jak choćby Paracelsus.
Prawdziwa natura dziwnych istot, które pojawiały się w tajemniczy sposób, ubrane w błyszczące
kombinezony lub pokryte ciemnymi włosami, z którymi tak trudno było nawiązać zrozumiały
kontakt, intrygowała takich właśnie niekonwencjonalnie myślących ludzi. Byli oni zresztą
pierwszy-mi, którzy skojarzyli te dziwaczne istoty ze stworzeniami opisywanymi w Biblii i w
pismach wczesnych kabalistów.
Zgodnie z przekazami autorów Biblii, w niebieskiej hierarchii jedno z niższych miejsc
zajmowały istot o ludzkiej postaci, zwane cherubinami, które to słowo w języku hebrajskim oznacza„pełen wiedzy”. Czy owe tajemnicze stworzenia, które latają sobie po niebie i co pewien czas lądują tu i tam w swoich „statkach z obłoków” - których akceptację zwalczał z ogromną pasją średniowieczny autorytet religijny, Agobard - należą do tej samej rasy co aniołowie? Tak pytali starzy filozofowie. Odpowiedź brzmiała: nie, ponieważ są one śmiertelne.
Hebrajczycy zwykli byli nazywać owe istoty, które plasują się gdzieś między aniołami a, człowiekiem, sadaim, a Grecy, transponując litery i dodając tylko jedną sylabę, nadali im miano daimonas. Dawni filozofowie uważali, że demony te są przedstawicielami Powietrznej Rasy,
rządzącej żywiołami, rasy tajemniczej, choć śmiertelnej.Plutarch miał nawet kompletną teorię na temat natury tych stworzeń:
„Uważa on [Plutarch] za absurd, aby nie było żadnej istoty pośredniej między dwoma
ekstremami bytu śmiertelnego i nieśmiertelnego. Twierdzi, że w naturze nie może istnieć tak
gigantyczna przepaść bez jakiejś pośredniej formy życia, mającej w sobie coś zarówno z
jednych, jak i drugich.
Tak więc w podobny sposób, w jaki na pograniczu duszy i ciała stoją dusze zwierzęce, tak
między boskością a ludzkością znajdować się mają liczne rzesze i gatunki demonów”.
Sławny kabalista Zedechias, żyjący we Francji podczas rządów Pepina, wydumał sobie, że musi
koniecznie przekonać świat, iż Żywioły są zamieszkane przez owe tajemnicze ludy. Ostatecznym
celem, któremu poświęcił swoje życie, miało by przekonanie Sylfów, aby pokazały się wszystkim w powietrzu, tak aby nikt już nie wątpił w ich istnienie. Czyniły to przecież niezwykle rzadko i niechętnie. Istoty te widywano niekiedy w powietrzu w postaci przypominającej ludzką, czasem jakby w układzie batalistycznym, maszerujące do bitwy we wzorowym szyku, uzbrojone po zęby,ewentualnie obozujące pod wspaniałymi namiotami. Czasami żeglowały na cudownie skonstruowanych statkach powietrznych, których powiewające szwadrony zdane były na łaskę Zefirów.
Jest oczywiste, że ludzie żyjący w tej epoce ignorancji nie byli w stanie racjonalnie wyjaśnić
natury tych spektakli. Wierzyli, że jacyś czarownicy zawładnęli w sobie tylko znanym celu
powietrzem i wykorzystują je, aby wywoływać burze i zsyłać grad na plony rolników.
Uczeni teologowie i juryści szybko doszli do tego samego wniosku co ciemne masy, a w końcu
uwierzyły w to wszystko także głowy koronowane. Sam mądry Karol Wielki, a po nim Ludwik
Dobry, nałożyli bardzo wysokie kary na wszystkich tych rzekomych Tyranów Przestworzy. Można o tym przeczytać w pierwszym rozdziale kapitularza tych dwóch władców.
Jak można wnioskować z rozwoju wydarzeń, Sylfy - czymkolwiek istoty te były, produktem
fantazji czy istotami z krwi i kości - boleśnie odczuły fakt, że całe rzesze społeczeństwa,
zbiorowości uczonych, a nawet koronowane głowy są do nich bardzo wrogo usposobione i uważają
ich za sprawców wszelkich nieszczęść. Aby przekonać ludzi o własnej niewinności, uprowadziły
bowiem po kilka osób z różnych miejsc na ziemi, pokazując im następnie swoje piękne kobiety,
swoją organizację państwową i sposoby sprawowania władzy. Po udanej wycieczce odtransportowały
gości z powrotem na ziemię, choć nie zawsze w miejsca, z których zostali porwani.
Sylfy przeprowadziły akcję zgodnie z planem, ale rezultaty okazały się inne od oczekiwanych.
Nie przewidziały reakcji Ziemian. Ludzie, którzy widzieli uprowadzonych, powracających z chmur
na Ziemię, albo wpadali w panikę i uciekali, albo zbiegali się ze wszystkich stron we wrogich zamiarach, z góry przekonani, że są to czarownicy, którzy na chwilę odłączyli się od swoich
towarzyszy ze statków powietrznych, aby zejść na Ziemię i zatruwać zbiory i źródła.
Niesieni na skrzydłach nienawiści, jaką napawały ich własne fałszywe przekonania, Ziemianie
chwytali natychmiast swoich niewinnych pobratymców i wierząc, że mają do czynienia z
przedstawicielami Sylfów, poddawali ich brutalnym torturom. Wprost niewyobrażalna jest liczba
ofiar tego szaleństwa w całej ówczesnej Europie, torturowanych i uśmierconych za pomocą ognia i wody.
Wśród licznych podobnych przykładów typowy jest przytoczony już wypadek z Lyonu. Trzech
mężczyzn i jedna kobieta zeszli ponoć z pokładu powietrznego statku. Niemal cała ludność miasta natychmiast zgromadziła się wokół nich. Podniosły się krzyki, że są oni złośliwymi magami,przysłanymi przez Grimaldusa (księcia Benewentu, śmiertelnego wroga Karola Wielkiego), aby niszczyć plony na francuskich polach. Na próżno czwórka niewinnych ludzi usiłowała obronić się przed zarzutami, tłumacząc, że są zwyczajnymi francuskimi wieśniakami porwanymi zupełnie niedawno i niedaleko od miasta przez cudowne i tajemnicze istoty, które na swoich latających statkach pokazywały im niesłychane cuda, a następnie poleciły im zejść z powrotem na Ziemię i opowiadać ludziom o tym, co widzieli w chmurach. Podniecony i wrogi tłum mieszkańców miasta nie miał ochoty słuchać ich wyjaśnień i właśnie zamierzał wrzucić przybyszów w ogień, kiedy zjawił się, zwabiony krzykami i zamieszaniem, szanowny Agobard, arcybiskup Lyonu, który od dawna posiadał ogromny autorytet jako duchowy pasterz miasta.
Wysłuchał zarówno gwałtownych oskarżeń mieszczan, jak i wyjaśnień i opowieści oskarżonych,
po czym z powagą oświadczył, że i jedne, i drugie są z gruntu fałszywe. Jego zdaniem, nie mogło być prawdą, że ktokolwiek spadł z nieba, a także zupełnie niemożliwe było to, co opowiadali o rzekomo widzianych cudach. Wygodniej było wierzyć swojemu dobremu ojcu Agobardowi niż własnym oczom i natychmiast zapanował spokój. Czterem ambasadorom Sylfów przywrócono wolność.
Niedługo po tym wydarzeniu z podziwem i szacunkiem przyjmowano książkę, którą
Agobard napisał dla potwierdzenia wyrażonego wówczas sądu. Podobne historie były tak
powszechne i zakorzenione w ludzkiej świadomości w całym średniowieczu, że problem nawiązania
komunikacji z Mieszkańcami Żywiołów stał się jedną z podstawowych kwestii, jakimi
zajmowali się hermetycy, i ważnym elementem ich filozofii.
Paracelsus napisał cały traktat naukowy na temat natury tych istot. Co ciekawe jednak, bardzo
wiele uwagi poświęcił ostrzeżeniu czytelników przed niebezpieczeństwami, związanymi z tego typu kontaktami:
„Ze względu na niebezpieczeństwa, czyhające na kogoś, kto ewentualnie mógłby tego
spróbować, nie chcę tutaj dokładnie pisać, w jaki sposób można z całą pewnością porozumieć się
z tymi stworzeniami, dzięki jakim mechanizmom pojawiają się one przed naszymi oczyma i
mówią do nas”.
A w pracy zatytułowanej „Dlaczego owe istoty pokazują się nam?” zaprezentował następującą
wymyślną teorię:
„Wszystko, cokolwiek Bóg stworzył, pojawia się przed oczyma człowieka prędzej czy
później. Czasem Bóg konfrontuje go z diabłem czy z duchami po prostu po to, aby przekonać go
o ich realnym istnieniu. Ze szczytu Niebios przysyła czasem także Anioły, swoje sługi.
Tak więc owe istoty pokazują się nam nie po to, aby pozostać między nami czy zaprzyjaźnić
się z ludzkością, ale tylko po to, abyśmy my sami stali się zdolni do ich zrozumienia. Prawdę
mówiąc, trzeba stwierdzić, że pojawiają się one bardzo rzadko. Ale dlaczego właściwie miałoby
być inaczej? Czyż nie wystarczy, żeby jeden z nas zobaczył Anioła, abyśmy my wszyscy mogli
uwierzyć, i to nie tylko w tego konkretnego Anioła, ale w istnienie wszystkich?”
Paracelsus prawdopodobnie urodził się w 1491 roku. I to właśnie w tym samym roku Facius
Cardan opisał swoje obserwacje na temat siedmiu dziwacznych gości, zapewne bezpośrednio
spokrewnionych ze stworzeniami zamieszkującymi Żywioły, które tak wiele kłopotu sprawiały
wielkiemu filozofowi. Opis całego incydentu zachował się w pracach syna Faciusa, Hieronima
Cardana (1501-1576), znanego skądinąd jako znakomity matematyk.
Hieronim Cardan żył w Mediolanie i był nie tylko matematykiem, ale także lekarzem ogólnym i
okulistą. W swej książce De Subtilitate Cardan wyjaśnia, że często słyszał, jak jego ojciec
opowiadał przytoczoną niżej zadziwiającą historię. Dopiero po jego śmierci wyszukał w zapiskach ojca dokładny opis tego wydarzenia, który brzmiał następująco:
„13 sierpnia 1491 roku. Kiedy już zakończyłem zwyczajne codzienne zajęcia, około godziny
dwudziestej pojawiło się przede mną siedmiu mężczyzn ubranych w jedwabne ubrania,
przypominające greckie togi. Na nogach mieli błyszczące buty. Pod lśniącymi, szkarłatnymi
napierśnikami ich bielizna wydawała się również szkarłatna i była niezwykle wspaniała i piękna.
Jednak nie wszyscy byli tak ubrani, a jedynie dwóch z nich. Odniosłem wrażenie, że są oni
wyższej rangi niż pozostali. Jeden z nich, który miał ceglastą cerę i górował wzrostem nad
towarzyszem, miał u swego boku dwóch towarzyszy, podczas gdy drugi - o jaśniejszej cerze i
trochę niższy - trzech. Tak więc w sumie było ich siedmiu, jak łatwo można policzyć. (Mój
ojciec nie pozostawił żadnej wzmianki, czy ich głowy były nakryte czy nie - przypis Hieronima
Cardana).
Byli w wieku około czterdziestu lat, ale nie wyglądali na więcej niż trzydzieści. Zapytałem,
kogóż to mam przyjemność gościć. W odpowiedzi usłyszałem (wierzcie mi, że nie mijam się z
prawdą), że są istotami zbudowanymi z powietrza, które tak jak i my rodzą się i umierają.
Różnica polega tylko na tym, że ich życie jest znacznie dłuższe niż nasze i może trwać nawet
trzysta lat.
Zadałem im pytanie na temat nieśmiertelności naszej duszy. Stwierdzili, że po śmierci nie
pozostaje nic, co można by odnieść do konkretnego osobnika. Jakie to sprzeczne z ówczesnymi
poglądami i jakże podobne do naszych obecnych, naukowych poglądów.
Następnie zapytałem, dlaczego nie pokazują ludziom miejsc, w których ukryte są skarby,
skoro wiedzą, gdzie się one znajdują. Mogliby przecież drogo sprzedawać takie informacje.
Odpowiedzieli, że istnieje u nich szczególnie ostro przestrzegane prawo, zakazujące pod groźbą
najsurowszych kar przekazywania ludziom takiej wiedzy.
Rozmawialiśmy ponad trzy godziny.Istniały między nimi kontrowersje. Kiedy zapytałem ich, na przykład, w jaki sposób powstał Wszechświat, nie byli ze sobą zgodni. Wyższy zaprzeczył, jakoby Bóg stworzył świat z nicości.
Drugi zaś przeciwnie - zapewniał, że Bóg stwarza świat w każdym momencie, z chwili na
chwilę, tak że gdyby zrezygnował On z tego dzieła choćby na sekundę, świat zginąłby
natychmiast
Prawie trzy wieki później, we wrześniu 1768 roku, młody, bo szesnastoletni człowiek
podróżował dyliżansem wraz z dwoma pasażerami z Frankfurtu do Lipska, aby tam wstąpić na
uniwersytet. Przez większą część drogi padał deszcz i często dyliżans nie mógł podjechać pod
bardziej strome nierówności terenu. Pasażerowie zmuszeni byli wysiadać i podążać pieszo za
końmi.
Kiedy zdarzyło się to po raz kolejny, wspomniany młody człowiek zobaczył nagle dziwny
świetlisty obiekt tuż nad gruntem:
„Nagle w pewnej chwili w przepaścistej szczelinie z prawej strony drogi, którą podążaliśmy,
zobaczyłem coś w rodzaju wspaniale oświetlonego amfiteatru. Cały podłużny kształt błyszczał
ogromną ilością drobniutkich, jaskrawych światełek, ułożonych jakby schodkowato, jedno nad
drugim. Ich blask był tak intensywny, że oślepiał. Dodatkowo utrudniał widzenie fakt, że
niektóre światełka nie trwały w bezruchu, przeciwnie - skakały sobie z miejsca na miejsce, z
boku na bok, a także z góry na dół i odwrotnie, czyli w każdym możliwym kierunku.
Większość z nich nie poruszała się jednak i świeciła stałym światłem. Jakże niechętnie
zrezygnowałem z tego wspaniałego widowiska i pozwoliłem się odciągnąć. Miałem wielką
ochotę przebadać dokładnie dziwne zjawisko.
Indagowany przeze mnie pocztylion odparł, że nie wie, co to mogłoby być. Stwierdził tylko,
że w pobliżu miejsca, o którym wspominałem, znajdował się stary, ********** kamieniołom
wypełniony obecnie prawie w całości wodą.
Tak więc nie potrafię zdecydowanie odpowiedzieć, czy było to pandemonium błędnych ogników, czy towarzystwo świetlistych stworzeń”.
Młodym człowiekiem, o którym mowa, był Goethe, zaś powyższy opis jego obserwacji znajduje
się w szóstym tomie jego autobiografii. Czy zatem wielki niemiecki poeta i naukowiec miałby
okazję dowiedzieć się więcej o "świetlistych stworzeniach", gdyby żył w dwudziestym wieku? A
gdyby Paracelsus znalazł się w naszych czasach, czy znalazłby nowy materiał dla swoich teorii na temat natury ras dziwnych i ulotnych istot z nieba?
Kilka postów wcześniej pisałem o tym że w czasie wojny Niemcy pracowali nad tajną bronią - latającym spodkiem. Niby napisane jest że projekt nie został stworzony lecz tylko na szkicowany.. jakoś mi się wierzyć w to nie chce.
Niestety nie mogę skopiować obrazka, musicie kliknąć na link :P Ciekawe osiągnięcie ..
Kilka postów wcześniej pisałem o tym że w czasie wojny Niemcy pracowali nad tajną bronią - latającym spodkiem. Niby napisane jest że projekt nie został stworzony lecz tylko na szkicowany.. jakoś mi się wierzyć w to nie chce.
Niestety nie mogę skopiować obrazka, musicie kliknąć na link :P Ciekawe osiągnięcie ..
Mi sie też nie chce wierzyć, że zakończyli to. Na pewno jest wiecej notatek na ten temat, tylko nie chcą ich pokazywać. Pewnie wiążą sie z nimi jakieś mhrooczne rzeczy. Może wyprzedzili swoją epokę?
Kosmici odwiedzają nas od niepamiętnych czasów. Na malowidłach prehistorycznych, egipskich i wszelakich innych wymarłych kultur dostrzegamy latające pojazdy, postacie przedstawiające przybyszów z nieba, zazwyczaj są oni przedstawiani jako nauczyciele bądź bogowie. Nie jednego najlepszego naukowca badającego zwyczaje, umiejętności i wiedzę starożytnych kultur ilość zagadek przyprawia go o zawrót głowy. Malowidło egipskie - UFO - pojazd kosmitów. Np. taka skąd nasi przodkowie (nadal zamieszkujące Afrykę Zachodnią plemię Dogonów) wiedzieli że najjaśniejsza gwiazda na niebie "Syriusz" jest gwiazdą podwójną? - odkryto to dopiero w 1962 roku. Albo jakim cudem powstał super dokładny kalendarz starożytnych majów, dokładniejszy od naszego obecnego kalendarza?. Czym są pojazdy kosmiczne (latające talerze) na ściennych malowidłach?, albo przedstawiające linie łączące Ziemię z Marsem. Starożytni wiedzieli że planety krążą wokół Słońca, Mikołaj Kopernik odkrył to dopiero w 1543. Zagadką są Egipskie hieroglify na ścianie starożytnej świątyni w Abydos, znajdujące się przy sobie rysunki przedstawiające helikopter, kanonierkę, łódź podwodną i działo - może to być dowodem że "bogowie egipscy" dysponowali zaawansowaną technologią militarną.
Czytałem gdzież, że takie egipskie 'ufa' łodzie podwodne, helikoptery itd. Są to po prostu hieroglifu nałożone na siebie
Mam nadzieję, że tego już nie było, jeśli tak, to sorry...
Proszę was o podawanie źródła z łaski swojej. Jest coś takiego jak prawa autorskie.
W ufo nie wierzę, ani inne teorie spiskowe tego typu. Owszem, są dziwne rzeczy na tym świecie, ale większość jest na sile wrzucana do szuflady zwanej "ufo" bez żadnych dowodów. Teorie to tylko teorie. Psute słowa.
Komentarz
Moim zdaniem tego raczej człowiek nie mógł zrobić...
Chyba,że z grupą ludzi, ale nie wiem...
Bałam się , że będę musiała zamknąć temat...
No, ale takiej potrzeby nie mam jak widać
Co do Twojego zdjęcia :
Hmmm, aż trudno mi ocenić... Nie wiem ... Nie wydaje mi się prawdziwe, ale pozory czasem mylą
Jak uważacie ??? Jest prawdziwe ???
Pozostawiam tę dyskusję na nieco później, gdyż znalazłam coś ciekawego co może was zainteresować, lub chociaż Ciebie Firstowa, bo jak zauważyłam jesteś w tym temacie na razie najczęściej...
Proszę o to i ona :
O spotkaniach z UFO zrobiło się głośno w połowie XX wieku, kiedy niemożliwe stało się dalsze ignorowanie przypadków ich obserwacji. W celu zbadania tego fenomenu służby specjalne zaczęły tworzyć odrębne wydziały i tajne laboratoria dla wojsk obrony powietrznej. Niewykluczone, że tajne służby miały możliwość zbadać fragmenty statków kosmicznych, a nawet samych obcych.
Najwyższy czas, aby nauka wypowiedziała się na temat tego problemu – i właśnie to zrobiła! SETI (Poszukiwanie Życia Pozaziemskiego) – niezależna, niekomercyjna organizacja wygłosiła sensacyjne orzeczenie.
Trzy ogromne statki kosmiczne kierują się w stronę Ziemi. Największy z nich ma 240 kilometrów długości. Dwa pozostałe są mniejsze. W chwili obecnej obiekty są poza orbitą Plutona
New Horizons (ang. Nowe Horyzonty) – sonda kosmiczna zbudowana przez amerykańską agencję kosmiczną NASA w ramach programu New Frontiers (Nowe Granice). Celem jej jest zbadanie Plutona (planety karłowatej na krańcach Układu Słonecznego), jego księżyca Charona oraz co najmniej jednego innego obiektu pasa Kuipera. Sonda nie zostanie wprowadzona na orbitę planety karłowatej, lecz przeleci obok niej w bezpiecznej odległości. Misja będzie miała za zadanie sporządzić dokładne mapy Plutona i jego księżyca Charona, określić skład ich powierzchni oraz zbadać atmosferę Plutona. W związku z odkryciem trzech małych księżyców zewnętrznych (Hydry, Nixa i P4), do celów misji zostaną dodane zadania związane z badaniem tych obiektów.
I jeszcze fotka plutona:
Początek roku zaowocował wzmożoną aktywnością obiektów, które zaliczane są do kategorii Niezidentyfikowanych Obiektów Latających (NOL). Tym razem świadkami tajemniczego zjawiska byli mieszkańcy Wielkiej Brytanii. Wyglądające niemal identycznie przemieszczające się punkty świetlne niewiadomego pochodzenia, można było zobaczyć w różnych miejscach w kraju.
Obserwacje poczyniono w dwóch różnych miejscowościach oddalonych od siebie o 50 km, w odstępie czasowym jednego tygodnia. Najpierw świadkami niezwykłego widowiska byli mieszkańcy miasta Chatham w hrabstwie Kent. Do zdarzenia doszło 6 stycznia ok. godziny 13-ej. Ernestas Griksas, który przebywał w tym czasie na zewnątrz swojego domu spostrzegł dwa świetlne dyski. Wg jego relacji, jeden z nich mienił się bardziej intensywnym światłem, co mogło być spowodowane tym, że znajdował się znacznie bliżej od drugiego. Przyglądając się spektaklowi można też było odnieść wrażenie, że oba obiekty poruszają się z inną prędkością.Do drugiej obserwacji doszło 13 stycznia ok. godziny 7-ej rano, tym razem w mieście Loughton, w hrabstwie Essex. Handlowiec Josh Cummins, który w tym właśnie czasie jechał do pracy, zobaczył przez okno swojego samochodu cztery dyski wyglądające dokładnie tak samo, ja te obiekty, które tydzień wcześniej zarejestrował Ernestas Griksas - poinformował dziennik "Daily Mail".
"O mało się nie rozbiłem. Zatrzymałem samochód, żeby zrobić zdjęcie moim telefonem. Wyglądało to jak UFO żeglujące w chmurach" - powiedział Cummins. "Można je było obserwować przez ok. 15 sekund, a potem zniknęło. Nigdy nie wierzyłem w UFO, ale teraz zaczynam się nad tym zastanawiać".
Co ciekawe, w miniony poniedziałek tajemniczy obiekt o nieznanej naturze zauważył też prezenter telewizyjny Chris Evans. Na swoim profilu w jednym z serwisów społecznościowych napisał: "Ok. 40 minut temu wyszedłem na spacer z psem. Coś przeleciało mi nad głową - coś jasnego. Leciało zbyt nisko, by uznać to za spadającą gwiazdę, a potem zniknęło. Było też zbyt szybkie, by uznać to za chiński lampion".Zdaniem Nicka Pope'a, jednego z najbardziej znanych na świecie ekspertów zajmujących się badaniem fenomenu UFO, ostatnie obserwacje są godne uwagi. Stwierdził jednak, że nie można na razie wyeliminować ewentualności, że są one efektem jakiegoś w pełni wytłumaczalnego zjawiska.
"Zakładając, że są one prawdziwe, należy stwierdzić, że wzbudzają one zaciekawienie" - powiedział Nick Pope. "Choć mniejszy z obiektów widocznych podczas pierwszej obserwacji nie był zauważalny w tym czasie, co wzmaga też prawdopodobieństwo, że mogła to być także usterka aparatu".Wielka Brytania nie jest jedynym krajem, w którym na początku roku głośno jest na temat obserwacji obiektów o nieokreślonej naturze. Niedawno interesujące manifestacje miały także miejsce we Włoszech. Nad górą Monte Bisbino w Lombardii zaobserwowano tam dziwne światła. Na filmie zarejestrowanym przez jednego ze świadków, widać dwa przemieszczające się punkty. Kiedy autor materiału wykonuje zbliżenie, można zauważyć, że każdy z nich posiada cztery elementy świetlne. W pewnym momencie jeden z nich znika, a chwilę później "gaśnie" również drugi.
Mam nadzieje,że nie za dużo czytania.
To co ****ę wygląda śmiesznie wiem xD
No nic, trzeba czekać do tego 2015 ; d
Kolejny kraj odtajni już wkrótce archiwa, w których aż roi się od raportów dokumentujących przypadki manifestacji Niezidentyfikowanych Obiektów Latających. Sąd administracyjny w Berlinie zlecił przedstawicielom Bundestagu, aby udostępnił opinii publicznej akta, które przez lata gromadzone były przez Urząd Badań Naukowych przy niemieckim parlamencie.
Decyzja niemieckiego sądu jest pokłosiem petycji złożonej przez delegatów, którzy wnioskowali o to, by rząd podzielił się swoją wiedzą na temat zarejestrowanych dotąd przypadków demonstracji obiektów typu UFO. Sąd uznał, że zgodnie z ustawą o wolności dostępu do informacji, chętni mają prawo zapoznać się z dokumentami gromadzonymi w ramach Urzędu Badań Naukowych.
Przedstawiciele Bundestagu, niezadowoleni z postanowienia sądu, zdecydowali się złożyć apelację. Politycy stwierdzili, że prace Urzędu Badań Naukowych Bundestagu są realizowane w ramach obowiązków wykonywanych przez parlamentarzystów, a co za tym idzie, nie powinny być rozpatrywane w kontekście ustawy o wolności do informacji, na którą powołali się wnioskodawcy.
Odwołanie nie przyniosło jednak rezultatów. Oznacza to, że już wkrótce niemieccy obywatele będą się mogli zaznajomić z intrygującymi dokumentami.
"Prawo dostępu do urzędowych informacji dotyczy także badań i raportów gromadzonych przez Urząd Badań Naukowych Bundestagu" - ocenił berliński sąd administracyjny.W związku z orzeczeniem sądu, Niemcy już wkrótce staną się prawdopodobnie kolejnym krajem, który ujawni kulisy przypadków widzenia UFO. Wcześniej w taki sposób postąpiła m.in. Wielka Brytania. Tylko w 2009 r. tamtejsze Ministerstwo Obrony zaprezentowało 4 tysiące stron dokumentów dotyczących 800 spotkań z nieznanym, które miały miejsce w latach 80-tych i 90-tych. Podobnie zachowała się też Nowa Zelandia i Szwecja.
Całkowitego odtajnienia archiwów poświęconych NOL domagają się też członkowie Parlamentu Europejskiego. Włoski europoseł Mario Borghezio wezwał wszystkie państwa członkowskie Unii Europejskiej do ujawnienia tajnych archiwów dotyczących Niezidentyfikowanych Obiektów Latających. Stwierdził on, że Unia Europejska powinna stworzyć swoje własne "Archiwum X" i umożliwić każdemu zainteresowanemu zapoznanie się z informacjami, które przez lata były gromadzone przez poszczególne kraje.
Już nie mogę się doczekać
Przepraszam was bardzo za tą chwilową nieobecność na forum, ale ruter mi się zepsuł i o internecie można było pomarzyć...
No nic, jakoś wam to wynagrodzę ( tylko znajdę jakąś ciekawą informację lub zdjęcie )
W ciągu całego średniowiecza, obok oficjalnej religii, istniał stosunkowo szeroki nurt
filozoficzny, który znalazł odzwierciedlenie w dziełach alchemików i hermetystów. W szeregach
takich nie w pełni oficjalnych grup odnaleźć można większość naukowców wczesnych czasów
nowożytnych oraz niezwykłe postaci z uwagi na siłę niezależnego myślenia i na pełne przygód
koleje ich losu, jak choćby Paracelsus.
Prawdziwa natura dziwnych istot, które pojawiały się w tajemniczy sposób, ubrane w błyszczące
kombinezony lub pokryte ciemnymi włosami, z którymi tak trudno było nawiązać zrozumiały
kontakt, intrygowała takich właśnie niekonwencjonalnie myślących ludzi. Byli oni zresztą
pierwszy-mi, którzy skojarzyli te dziwaczne istoty ze stworzeniami opisywanymi w Biblii i w
pismach wczesnych kabalistów.
Zgodnie z przekazami autorów Biblii, w niebieskiej hierarchii jedno z niższych miejsc
zajmowały istot o ludzkiej postaci, zwane cherubinami, które to słowo w języku hebrajskim oznacza„pełen wiedzy”. Czy owe tajemnicze stworzenia, które latają sobie po niebie i co pewien czas lądują tu i tam w swoich „statkach z obłoków” - których akceptację zwalczał z ogromną pasją średniowieczny autorytet religijny, Agobard - należą do tej samej rasy co aniołowie? Tak pytali starzy filozofowie. Odpowiedź brzmiała: nie, ponieważ są one śmiertelne.
Hebrajczycy zwykli byli nazywać owe istoty, które plasują się gdzieś między aniołami a, człowiekiem, sadaim, a Grecy, transponując litery i dodając tylko jedną sylabę, nadali im miano daimonas. Dawni filozofowie uważali, że demony te są przedstawicielami Powietrznej Rasy,
rządzącej żywiołami, rasy tajemniczej, choć śmiertelnej.Plutarch miał nawet kompletną teorię na temat natury tych stworzeń:
„Uważa on [Plutarch] za absurd, aby nie było żadnej istoty pośredniej między dwoma
ekstremami bytu śmiertelnego i nieśmiertelnego. Twierdzi, że w naturze nie może istnieć tak
gigantyczna przepaść bez jakiejś pośredniej formy życia, mającej w sobie coś zarówno z
jednych, jak i drugich.
Tak więc w podobny sposób, w jaki na pograniczu duszy i ciała stoją dusze zwierzęce, tak
między boskością a ludzkością znajdować się mają liczne rzesze i gatunki demonów”.
Sławny kabalista Zedechias, żyjący we Francji podczas rządów Pepina, wydumał sobie, że musi
koniecznie przekonać świat, iż Żywioły są zamieszkane przez owe tajemnicze ludy. Ostatecznym
celem, któremu poświęcił swoje życie, miało by przekonanie Sylfów, aby pokazały się wszystkim w powietrzu, tak aby nikt już nie wątpił w ich istnienie. Czyniły to przecież niezwykle rzadko i niechętnie. Istoty te widywano niekiedy w powietrzu w postaci przypominającej ludzką, czasem jakby w układzie batalistycznym, maszerujące do bitwy we wzorowym szyku, uzbrojone po zęby,ewentualnie obozujące pod wspaniałymi namiotami. Czasami żeglowały na cudownie skonstruowanych statkach powietrznych, których powiewające szwadrony zdane były na łaskę Zefirów.
Jest oczywiste, że ludzie żyjący w tej epoce ignorancji nie byli w stanie racjonalnie wyjaśnić
natury tych spektakli. Wierzyli, że jacyś czarownicy zawładnęli w sobie tylko znanym celu
powietrzem i wykorzystują je, aby wywoływać burze i zsyłać grad na plony rolników.
Uczeni teologowie i juryści szybko doszli do tego samego wniosku co ciemne masy, a w końcu
uwierzyły w to wszystko także głowy koronowane. Sam mądry Karol Wielki, a po nim Ludwik
Dobry, nałożyli bardzo wysokie kary na wszystkich tych rzekomych Tyranów Przestworzy. Można o tym przeczytać w pierwszym rozdziale kapitularza tych dwóch władców.
Jak można wnioskować z rozwoju wydarzeń, Sylfy - czymkolwiek istoty te były, produktem
fantazji czy istotami z krwi i kości - boleśnie odczuły fakt, że całe rzesze społeczeństwa,
zbiorowości uczonych, a nawet koronowane głowy są do nich bardzo wrogo usposobione i uważają
ich za sprawców wszelkich nieszczęść. Aby przekonać ludzi o własnej niewinności, uprowadziły
bowiem po kilka osób z różnych miejsc na ziemi, pokazując im następnie swoje piękne kobiety,
swoją organizację państwową i sposoby sprawowania władzy. Po udanej wycieczce odtransportowały
gości z powrotem na ziemię, choć nie zawsze w miejsca, z których zostali porwani.
Sylfy przeprowadziły akcję zgodnie z planem, ale rezultaty okazały się inne od oczekiwanych.
Nie przewidziały reakcji Ziemian. Ludzie, którzy widzieli uprowadzonych, powracających z chmur
na Ziemię, albo wpadali w panikę i uciekali, albo zbiegali się ze wszystkich stron we wrogich zamiarach, z góry przekonani, że są to czarownicy, którzy na chwilę odłączyli się od swoich
towarzyszy ze statków powietrznych, aby zejść na Ziemię i zatruwać zbiory i źródła.
Niesieni na skrzydłach nienawiści, jaką napawały ich własne fałszywe przekonania, Ziemianie
chwytali natychmiast swoich niewinnych pobratymców i wierząc, że mają do czynienia z
przedstawicielami Sylfów, poddawali ich brutalnym torturom. Wprost niewyobrażalna jest liczba
ofiar tego szaleństwa w całej ówczesnej Europie, torturowanych i uśmierconych za pomocą ognia i wody.
Wśród licznych podobnych przykładów typowy jest przytoczony już wypadek z Lyonu. Trzech
mężczyzn i jedna kobieta zeszli ponoć z pokładu powietrznego statku. Niemal cała ludność miasta natychmiast zgromadziła się wokół nich. Podniosły się krzyki, że są oni złośliwymi magami,przysłanymi przez Grimaldusa (księcia Benewentu, śmiertelnego wroga Karola Wielkiego), aby niszczyć plony na francuskich polach. Na próżno czwórka niewinnych ludzi usiłowała obronić się przed zarzutami, tłumacząc, że są zwyczajnymi francuskimi wieśniakami porwanymi zupełnie niedawno i niedaleko od miasta przez cudowne i tajemnicze istoty, które na swoich latających statkach pokazywały im niesłychane cuda, a następnie poleciły im zejść z powrotem na Ziemię i opowiadać ludziom o tym, co widzieli w chmurach. Podniecony i wrogi tłum mieszkańców miasta nie miał ochoty słuchać ich wyjaśnień i właśnie zamierzał wrzucić przybyszów w ogień, kiedy zjawił się, zwabiony krzykami i zamieszaniem, szanowny Agobard, arcybiskup Lyonu, który od dawna posiadał ogromny autorytet jako duchowy pasterz miasta.
Wysłuchał zarówno gwałtownych oskarżeń mieszczan, jak i wyjaśnień i opowieści oskarżonych,
po czym z powagą oświadczył, że i jedne, i drugie są z gruntu fałszywe. Jego zdaniem, nie mogło być prawdą, że ktokolwiek spadł z nieba, a także zupełnie niemożliwe było to, co opowiadali o rzekomo widzianych cudach. Wygodniej było wierzyć swojemu dobremu ojcu Agobardowi niż własnym oczom i natychmiast zapanował spokój. Czterem ambasadorom Sylfów przywrócono wolność.
Niedługo po tym wydarzeniu z podziwem i szacunkiem przyjmowano książkę, którą
Agobard napisał dla potwierdzenia wyrażonego wówczas sądu. Podobne historie były tak
powszechne i zakorzenione w ludzkiej świadomości w całym średniowieczu, że problem nawiązania
komunikacji z Mieszkańcami Żywiołów stał się jedną z podstawowych kwestii, jakimi
zajmowali się hermetycy, i ważnym elementem ich filozofii.
Paracelsus napisał cały traktat naukowy na temat natury tych istot. Co ciekawe jednak, bardzo
wiele uwagi poświęcił ostrzeżeniu czytelników przed niebezpieczeństwami, związanymi z tego typu kontaktami:
„Ze względu na niebezpieczeństwa, czyhające na kogoś, kto ewentualnie mógłby tego
spróbować, nie chcę tutaj dokładnie pisać, w jaki sposób można z całą pewnością porozumieć się
z tymi stworzeniami, dzięki jakim mechanizmom pojawiają się one przed naszymi oczyma i
mówią do nas”.
A w pracy zatytułowanej „Dlaczego owe istoty pokazują się nam?” zaprezentował następującą
wymyślną teorię:
„Wszystko, cokolwiek Bóg stworzył, pojawia się przed oczyma człowieka prędzej czy
później. Czasem Bóg konfrontuje go z diabłem czy z duchami po prostu po to, aby przekonać go
o ich realnym istnieniu. Ze szczytu Niebios przysyła czasem także Anioły, swoje sługi.
Tak więc owe istoty pokazują się nam nie po to, aby pozostać między nami czy zaprzyjaźnić
się z ludzkością, ale tylko po to, abyśmy my sami stali się zdolni do ich zrozumienia. Prawdę
mówiąc, trzeba stwierdzić, że pojawiają się one bardzo rzadko. Ale dlaczego właściwie miałoby
być inaczej? Czyż nie wystarczy, żeby jeden z nas zobaczył Anioła, abyśmy my wszyscy mogli
uwierzyć, i to nie tylko w tego konkretnego Anioła, ale w istnienie wszystkich?”
Paracelsus prawdopodobnie urodził się w 1491 roku. I to właśnie w tym samym roku Facius
Cardan opisał swoje obserwacje na temat siedmiu dziwacznych gości, zapewne bezpośrednio
spokrewnionych ze stworzeniami zamieszkującymi Żywioły, które tak wiele kłopotu sprawiały
wielkiemu filozofowi. Opis całego incydentu zachował się w pracach syna Faciusa, Hieronima
Cardana (1501-1576), znanego skądinąd jako znakomity matematyk.
Hieronim Cardan żył w Mediolanie i był nie tylko matematykiem, ale także lekarzem ogólnym i
okulistą. W swej książce De Subtilitate Cardan wyjaśnia, że często słyszał, jak jego ojciec
opowiadał przytoczoną niżej zadziwiającą historię. Dopiero po jego śmierci wyszukał w zapiskach ojca dokładny opis tego wydarzenia, który brzmiał następująco:
„13 sierpnia 1491 roku. Kiedy już zakończyłem zwyczajne codzienne zajęcia, około godziny
dwudziestej pojawiło się przede mną siedmiu mężczyzn ubranych w jedwabne ubrania,
przypominające greckie togi. Na nogach mieli błyszczące buty. Pod lśniącymi, szkarłatnymi
napierśnikami ich bielizna wydawała się również szkarłatna i była niezwykle wspaniała i piękna.
Jednak nie wszyscy byli tak ubrani, a jedynie dwóch z nich. Odniosłem wrażenie, że są oni
wyższej rangi niż pozostali. Jeden z nich, który miał ceglastą cerę i górował wzrostem nad
towarzyszem, miał u swego boku dwóch towarzyszy, podczas gdy drugi - o jaśniejszej cerze i
trochę niższy - trzech. Tak więc w sumie było ich siedmiu, jak łatwo można policzyć. (Mój
ojciec nie pozostawił żadnej wzmianki, czy ich głowy były nakryte czy nie - przypis Hieronima
Cardana).
Byli w wieku około czterdziestu lat, ale nie wyglądali na więcej niż trzydzieści. Zapytałem,
kogóż to mam przyjemność gościć. W odpowiedzi usłyszałem (wierzcie mi, że nie mijam się z
prawdą), że są istotami zbudowanymi z powietrza, które tak jak i my rodzą się i umierają.
Różnica polega tylko na tym, że ich życie jest znacznie dłuższe niż nasze i może trwać nawet
trzysta lat.
Zadałem im pytanie na temat nieśmiertelności naszej duszy. Stwierdzili, że po śmierci nie
pozostaje nic, co można by odnieść do konkretnego osobnika. Jakie to sprzeczne z ówczesnymi
poglądami i jakże podobne do naszych obecnych, naukowych poglądów.
Następnie zapytałem, dlaczego nie pokazują ludziom miejsc, w których ukryte są skarby,
skoro wiedzą, gdzie się one znajdują. Mogliby przecież drogo sprzedawać takie informacje.
Odpowiedzieli, że istnieje u nich szczególnie ostro przestrzegane prawo, zakazujące pod groźbą
najsurowszych kar przekazywania ludziom takiej wiedzy.
Rozmawialiśmy ponad trzy godziny.Istniały między nimi kontrowersje. Kiedy zapytałem ich, na przykład, w jaki sposób powstał Wszechświat, nie byli ze sobą zgodni. Wyższy zaprzeczył, jakoby Bóg stworzył świat z nicości.
Drugi zaś przeciwnie - zapewniał, że Bóg stwarza świat w każdym momencie, z chwili na
chwilę, tak że gdyby zrezygnował On z tego dzieła choćby na sekundę, świat zginąłby
natychmiast
Prawie trzy wieki później, we wrześniu 1768 roku, młody, bo szesnastoletni człowiek
podróżował dyliżansem wraz z dwoma pasażerami z Frankfurtu do Lipska, aby tam wstąpić na
uniwersytet. Przez większą część drogi padał deszcz i często dyliżans nie mógł podjechać pod
bardziej strome nierówności terenu. Pasażerowie zmuszeni byli wysiadać i podążać pieszo za
końmi.
Kiedy zdarzyło się to po raz kolejny, wspomniany młody człowiek zobaczył nagle dziwny
świetlisty obiekt tuż nad gruntem:
„Nagle w pewnej chwili w przepaścistej szczelinie z prawej strony drogi, którą podążaliśmy,
zobaczyłem coś w rodzaju wspaniale oświetlonego amfiteatru. Cały podłużny kształt błyszczał
ogromną ilością drobniutkich, jaskrawych światełek, ułożonych jakby schodkowato, jedno nad
drugim. Ich blask był tak intensywny, że oślepiał. Dodatkowo utrudniał widzenie fakt, że
niektóre światełka nie trwały w bezruchu, przeciwnie - skakały sobie z miejsca na miejsce, z
boku na bok, a także z góry na dół i odwrotnie, czyli w każdym możliwym kierunku.
Większość z nich nie poruszała się jednak i świeciła stałym światłem. Jakże niechętnie
zrezygnowałem z tego wspaniałego widowiska i pozwoliłem się odciągnąć. Miałem wielką
ochotę przebadać dokładnie dziwne zjawisko.
Indagowany przeze mnie pocztylion odparł, że nie wie, co to mogłoby być. Stwierdził tylko,
że w pobliżu miejsca, o którym wspominałem, znajdował się stary, ********** kamieniołom
wypełniony obecnie prawie w całości wodą.
Tak więc nie potrafię zdecydowanie odpowiedzieć, czy było to pandemonium błędnych ogników, czy towarzystwo świetlistych stworzeń”.
Młodym człowiekiem, o którym mowa, był Goethe, zaś powyższy opis jego obserwacji znajduje
się w szóstym tomie jego autobiografii. Czy zatem wielki niemiecki poeta i naukowiec miałby
okazję dowiedzieć się więcej o "świetlistych stworzeniach", gdyby żył w dwudziestym wieku? A
gdyby Paracelsus znalazł się w naszych czasach, czy znalazłby nowy materiał dla swoich teorii na temat natury ras dziwnych i ulotnych istot z nieba?
Mam nadzieję,że nie za dużo :?:
Niestety nie mogę skopiować obrazka, musicie kliknąć na link :P Ciekawe osiągnięcie ..
http://technowinki.onet.pl/inne/multimedia/najdziwniejsza-bron-ii-wojny-swiatowej,3220492,6718052,foto-duze.html
Mi sie też nie chce wierzyć, że zakończyli to. Na pewno jest wiecej notatek na ten temat, tylko nie chcą ich pokazywać. Pewnie wiążą sie z nimi jakieś mhrooczne rzeczy. Może wyprzedzili swoją epokę?
Lol xD
Ale to ciekawe
J=Ale tak jak nałogowy kot pacz też w to nie wierzę xD
Czytałem gdzież, że takie egipskie 'ufa' łodzie podwodne, helikoptery itd. Są to po prostu hieroglifu nałożone na siebie
Mam nadzieję, że tego już nie było, jeśli tak, to sorry...
W ufo nie wierzę, ani inne teorie spiskowe tego typu. Owszem, są dziwne rzeczy na tym świecie, ale większość jest na sile wrzucana do szuflady zwanej "ufo" bez żadnych dowodów. Teorie to tylko teorie. Psute słowa.